Strony

sobota, 28 stycznia 2012

~ . 21 . ~ [Drag Queen]

Przebudziłem się, chyba jedynie po to, by nakryć się zsuwającą się z łóżka kołdrą i pewnie poszedłbym spać dalej, gdyby nie fakt, że było mi wyjątkowo chłodno i jakoś nieprzyjemnie. Z cichym pomrukiem, obróciłem się i chciałem wtulić w ciało Nathana, ale gdy przesunąłem się spory kawałek i nadal na niego nie natrafiłem, zdałem sobie wreszcie sprawę z tego, że coś jest nie w porządku. Podniosłem się do pozycji siedzącej i rozejrzałem po sypialni. Ciemność. Wszędzie ciemność. I nie było w tym absolutnie nic dziwnego, szczególnie, że zegarek pokazywał dopiero piątą rano, natomiast nie jest to zdecydowanie pora, w której uzasadnione byłoby budzenie się w pustym łóżku. Gdzie u licha podziewał się Nathan...?
Odczekałem jeszcze chwilę, w bezruchu, oczekując, że może jest w łazience, ale przez uchylone drzwi widziałbym zapewne dobiegające z przedpokoju światło.
-Nathan!- zawołałem, przecierając oczy. Nie uzyskałem odpowiedzi.
Wiecie, co właśnie sobie uświadomiłem? Że tak zaczynają się te wszystkie horrory. Ktoś budzi się samotnie w łóżku, zdaje sobie sprawę, że kochanki czy kochanka nie ma obok, więc najpierw woła go kilka razy, aż w końcu postanawia zacząć szukać. Horrory mają to do siebie, że zawsze wyglądają tak samo – albo postać znajduje swojego ukochanego martwego, z wywalonymi na wierzch wnętrznościami, albo sama kończy w taki sposób.
… Co, nie da się ukryć, skutecznie odwiodło mnie od pomysłu wstawania z łóżka.
Dajcie spokój, nie jestem kretynem! Nadrzędna zasada horrorów głosi : kto pierwszy wykaże minimum odwagi, tudzież bezmyślności, ten pierwszy zginie. Przecież akcja musi się jakoś kręcić, nie?
-Nathan! Nathan...
Dobra, ta cisza jest przerażająca.
Nie zrozumcie mnie źle, cisza o tej porze jest czymś zdecydowanie normalnym i pewnie przeraziłbym się jeszcze bardziej, gdyby zza szafy wyszedł nagle skąpo odziany, zakrwawiony pan i oznajmił, że chce zagrać ze mną w bierki. Co nie zmienia faktu, że mój Nathan gdzieś przepadł, a nie jest to pora, w której ludzie wychodzą na krótki spacer albo robią wypad do sklepu. Mocno zaniepokojony, sięgnąłem w końcu po swoją komórkę i wybrałem numer mężczyzny. Nie usłyszałem dźwięku telefonu nigdzie w pomieszczeniu, więc najwyraźniej go tam nie było.
-Słucham?- usłyszałem wreszcie głos Nathana, który nie brzmiał zdecydowanie jak głos człowieka obserwującego własne wnętrzności, więc odetchnąłem z ulgą.
-Gdzie ty jesteś?- zapytałem zdziwiony.
-W pracy. Miałem parę rzeczy do załatwienia.
-O piątej rano...?- jęknąłem głucho, opadając z powrotem na posłanie.
-O czwartej trzydzieści...- zaśmiał się lekko mężczyzna, a ja westchnąłem głęboko z dezaprobatą. No i niech ktoś jeszcze próbuje mi wmówić, że to nie jest pracoholizm- Przepraszam, Alex, nie chciałem cię budzić. Nie dam chyba rady po ciebie przyjechać, mam trochę spraw na głowie... I Bookchera- dodał żartobliwie.
-Bookchera...?- mruknąłem z niezadowoleniem. Nic na to nie poradzę, nie lubię tego drania. Co więcej, mam całą masę powodów, przez które mam pełne prawo go nie lubić, ale niestety nie mogę powiedzieć o nich Nathanowi, bo wtedy musiałbym wspomnieć o kilku niewygodnych szczegółach, a wątpię, żeby puścił mimo uszu informację, że od czasu do czasu paradowałem w kobiecych strojach.
-Czyżbym słyszał zazdrość w twoim głosie...?- Nathan zaśmiał się znowu, rozbawiony.
-Jasne...- parsknąłem z politowaniem. Jedyne, o co mogę być w tym wypadku zazdrosny, to o czas jaki mój partner poświęca temu dupkowi, zamiast poleżeć jeszcze trochę u mojego boku.
-Nie martw się i uwierz w jego heteroseksualizm.
-Wierzę- parsknąłem, uśmiechając się do siebie lekko. Chociaż właściwie, jakby na to spojrzeć... Nie, Bookcher był zdecydowanie heteroseksualny. W końcu to nie jego wina, że z umiłowaniem chwycił za sztuczne piersi i próbował dobierać się do faceta... Powiedzmy, że okoliczności go usprawiedliwiają- Wiesz, że nawet nie poczułem, jak wstajesz...?
-To dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że z trudem się od ciebie odkleiłem...
Zaśmiałem się lekko.
-Nathan...
-Chyba muszę wracać. Porozmawiamy jak przyjedziesz, dobrze?
-Ale jak mam...
-Klucze są na stoliku- przerwał mi mężczyzna, jakby czytał mi w myślach i rozłączył się.
Sięgnąłem dłonią w kierunku szafki stojącej przy łóżku i rzeczywiście udało mi się je wyczuć, zaraz obok moich okularów. Naprawdę, gdybym ja miał wychodzić gdziekolwiek o tak skandalicznej porze, pewnie zapomniałbym własnej głowy, a Nathan potrafił uwinąć się szybko, nie budząc mnie i jeszcze o wszystkim pamiętał. Ten facet nawet nie jest ideałem. Mówię wam, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że przyleciał tu kiedyś z odległej galaktyki, rozbił się na naszej planecie, a później zdał sobie sprawę ze swoich boskich zdolności i... Zaczął pracować w banku. Niezbyt bohaterskie, przyznaję, ale co tam. Superman też w końcu nie latał na co dzień w czerwonej pelerynie i rajtach.
Ścisnąłem klucze w dłoni i raz jeszcze zerknąłem na wyświetlacz telefonu, po czym wyłączyłem go i odłożyłem na szafkę – chyba dla świętego spokoju. Wiecie, mój superman nie miał mocy telepatycznej, ale za to był wyjątkowo nadgorliwy i pewnie zechciałby mnie obudzić dziesięć minutek przed czasem „tak dla pewności”. Rozejrzałem się po raz ostatni po pomieszczeniu, a gdy doszedłem do wniosku, że nic nie czai się za drzwiami, ani nie czyha na mój żywot – zasnąłem ponownie.
Gdy się obudziłem i zerknąłem na zegarek, nieco zdumiony faktem, że nie była to pobudka zwyczajowo hałaśliwa i gwałtowna, zrozumiałem, że wyłączenie telefonu nie było chyba najlepszą decyzją. Bardzo możliwe, że dlatego, że wczorajszego dnia najwyraźniej zapomniałem o nastawieniu budzika. Więc była już prawie dziesiąta. Więc spóźniłem się do pracy i to sporo. Więc prawdopodobieństwo, że mój szef i kochanek w jednej osobie, planuje właśnie wyjątkowo okrutne morderstwo, wzrastało z każdą chwilą.
… Co nie przeszkadzało mi poleżeć jeszcze przez dziesięć minut w mięciutkim łóżku. No wiecie, skoro i tak się spóźniłem...
W dłoni wciąż trzymałem klucze. Wstałem i poszedłem do łazienki, wziąłem prysznic, ubrałem się i oczywiście zostawiłem je na pralce, o czym zupełnie zapomniałem i przez następne dwadzieścia minut, szukałem ich jak wariat po całej sypialni, zanim zdałem sobie z tego sprawę. W końcu jednak, po długich zmaganiach z jakże nieprzyjemnym, strasznym losem, udało mi się wyjść z domu, zamknąć mieszkanie i wybrać się na autobus. Później straszny los najwyraźniej sobie odpuścił, bo do pracy dotarłem już bez większych przeszkód. Stojąc w windzie, przypomniałem sobie o włączeniu telefonu. Ilość sms-ów i połączeń od Nathana wywołała u mnie jęk zażenowania.
W końcu znalazłem się na piętrze, na którym znajdował się oddział i nieco płochliwym krokiem, ruszyłem w kierunku swojego biura, uśmiechając się do współpracownic. Nie zdziwiłem się wcale, gdy zobaczyłem Nathana, kręcącego się po korytarzu. On chyba też nie zdziwił się moim widokiem. Przystanął i uniósł brew w geście oczekiwania, spoglądając na mnie z politowaniem.
-Nathan!- uśmiechnąłem się szeroko, tak jakby godzina dwunasta była odpowiednią porą, by się tu pojawić- Wiesz, miałem drobne problemy...
-Wierzę...- drwiący uśmiech pojawił się na wargach mojego szefa- Naszło mnie przypuszczenie, że możesz leżeć gdzieś w środku miasta, ograbiony i zamordowany...
-... nie wydajesz się być tym przypuszczeniem zbytnio zaniepokojony...
-... ale później przypomniałem sobie, że jakiś czas temu należałeś do grona pracowników... Nie, przepraszam... Byłeś właściwie jedynym pracownikiem, dla którego godziny pracy nie stanowiły żadnej przeszkody i nie czułeś się w obowiązku przestrzegać jakichkolwiek reguł...- dopowiedział stosunkowo spokojnie.
-To nie moja wina!- postanowiłem iść w zaparte, wzruszając ramionami w geście niewinnej bezradności- Byłbym na czas, ale co ja mam poradzić, skoro słabo znam okolicę...? Zawsze ty podwoziłeś mnie do pracy, a tak musiałem znaleźć przystanek i odpowiedni autobus i w ogóle...
-Mieszkam w środku miasta, a nie na pustyni... A poza tym, mogę wiedzieć, co się stało z twoim telefonem...?
-Jakoś tak... wyłączyłem go... odruchowo...- zachichotałem nerwowo, oddając mu klucze.
-Odruchowo...- powtórzył, a na jego wargach wciąż widniał nieco złośliwy uśmieszek. Nie wyglądał jednak na wytrąconego z równowagi czy wściekłego, a przynajmniej ani razu nie nazwał mnie po nazwisku. Jak do tej pory- Wiesz, co, Alex...?- och, jak dobrze usłyszeć własne imię... Nathan rozejrzał się dookoła, po czym nachylił lekko w moim kierunku i mruknął- Masz spore szczęście, że jesteś kochankiem szefa...
Wyszczerzyłem się radośnie. Jakbym o tym nie wiedział...
-Czy mam to odczytać jako faworyzowanie pracownika...?- mruknąłem, wpatrując się w niego zmrużonymi oczyma- To chyba nie jest zbyt uczciwe...
-A zamierzasz to gdziekolwiek zgłaszać...?
-Może...
Boże, uwielbiam go. Uwielbiam go tak szaleńczo i maniakalnie, że jeśli któregoś dnia postanowi mnie zostawić, co jest całkiem prawdopodobne, chyba zwiążę go, wpakuję do bagażnika i przewiozę do jakiejś ponurej, wilgotnej piwnicy, w której będę go męczył swoją osobą aż do końca świata. Chwila... Nathan chyba nie ma piwnicy... A zresztą, nad czym ja się właściwie zastanawiam?!
-A może dałoby się to załatwić jakoś inaczej...?- Nathan uśmiechnął się tak cudownie, tak pięknie, że gdybym był postacią z kreskówki, moje gałki oczne zamieniłyby się w dwa, pikające serduszka i wylatywały z oczodołów. Boże, Nathan, chcę być twoją kreskówkową postacią! Wtedy przynajmniej wszystko byłoby proste. Oczy w kształcie serduszek to może niezbyt poważna deklaracja, ale zawsze jakaś! A biorąc pod uwagę fakt, że mam trudności z tym, żeby sklecić dwa słowa, które w obecności mojego ukochanego mężczyzny przewijają mi się w głowie niemalże non stop – zawsze byłoby to jakieś ułatwienie- Chociażby... Kolacją? Po pracy?
-Po pracy raczej powinniśmy iść na obiad, chyba, że zamierzasz tu siedzieć do wieczora- parsknąłem cicho.
-Właściwie to będę musiał zostać trochę dłużej- przyznał Nathan- Nie martw się, niewiele dłużej. Ale jeśli zaczekasz, gwarantuję, że ci to wynagrodzę...
-Zgadzam się- odpowiedziałem, uśmiechając się jak kompletny kretyn. Rozanielony, rozmarzony, unoszący się pięć metrów nad ziemią kretyn. Zakochany kretyn. Zakochany kretyn, który jest kretynem, bo nawet nie jest w stanie wydusić z siebie wyznania, chociaż inni zakochani kretyni robią to non stop, nawet w dużo trudniejszych warunkach i nie mając u swojego boku oddanego faceta- Chociaż następnym razem może będziesz musiał postarać się bardziej, niż tylko rezerwując miejsca w restauracji...
-Coś mi mówi, że dam radę- Nathan zaśmiał się lekko, po czym zerknął na zegarek i rzucił jeszcze krótkie- Do roboty- a następnie odwrócił się w stronę swojego gabinetu i odszedł.
Ach, więc kwadrans dla ulubieńca skończony.
A mój superman znowu zmienił się w pracoholicznego szefa.
Ale w tej wersji też go uwielbiam.

Odbębniłem kilka spotkań z klientami, uzupełniłem to, co uzupełnić miałem i już wyczekiwałem niecierpliwie obiecanej obiadokolacji. Cały czas jednak dręczyła mnie sprawa tego wyznania. Serio, świadomość tego, że jesteśmy razem już niemało czasu i sprawa jest właściwie oczywista, a ja nadal nie wydusiłem z siebie durnego „kocham” doprowadzała mnie do szału. Dlaczego, dlaczego nie mogę tego powiedzieć?! Kocham Nathana! Kocham siebie! Kocham cały świat! Nigdy nie miałem problemu z rzewnym okazywaniem swoich uczuć, tych przyjemniejszych i tych zdecydowanie mniej. Nie miałem problemu by o tym mówić, ale gdy jestem blisko Nathana... Pomijając już fakt, że mimo tego całego czasu, nadal miękną mi przy nim nogi, a mój mózg zapewne przypomina galaretkę, nie jestem w stanie powiedzieć tego TAK PO PROSTU. Tak po prostu mówi się to mamie, siostrze, przyjaciółce, a nie facetowi, którego darzy się skrajnym uwielbieniem już od pierwszego dnia. Ale co mam u licha zrobić, skoro żadne okoliczności nie wydają się odpowiednie, a gdy w końcu udaje mi się przełamać i tak, siła wyższa, jakby przeczuwając katastrofę, przerywa mi w najmniej odpowiednim momencie? Co mam zrobić, jeśli nie jestem w stanie mu tego normalnie powiedzieć? Napisać notatkę, do licha?!
… Chociaż to właściwie nie byłby taki zły pomysł. W końcu w filmach też tak robią. Zostawiają komuś list, w którym opisują swoją dozgonną miłość. Ta druga postać czyta go, wzrusza się niezmiernie, uświadamia sobie, że tak naprawdę od początku kochała tą pierwszą i rusza w dziki wyścig z czasem, zjawiając się tuż przed odlotem samolotu, w którym miał się znajdować ukochany... Oczywiście w tym wypadku nie ma o tym mowy. Chociaż to już będzie zależało od Nathana. Jeśli wybuchnie gwałtownym śmiechem, czytając moje łzawe wyznania, chyba rzeczywiście rozważę daleką podróż. Do Zimbabwe na przykład.
Co nie zmieniało faktu, że list wydawał się być odpowiednią formą wyrazu dla kogoś takiego jak ja, chociaż zawsze więcej gadałem niż pisałem. Tak czy inaczej, sięgnąłem po czystą kartkę i zastanowiłem się chwilę, po czym zacząłem: „Drogi Nathanie.” Po chwili przyglądania się temu, co napisałem, pokręciłem jednak głową i skreśliłem słowo „drogi”. Wiecie, to jednak zbyt oficjalne i takie... takie zupełnie pospolite! Tak pisze się do ciotki, której nie widziało się od kilku lat albo ewentualnie znajomej, ale nie do mężczyzny swojego życia. Co prawda mężczyzna mojego życia jest jednocześnie moim szefem, więc właściwie oficjalne zwroty nie byłyby takie złe... „Szanowny Nathanie...” ?
Syknąłem z irytacją i zmiąłem kartkę, po czym wyrzuciłem ją do kosza. Co to ma być, u diabła?! Podanie o pracę?!
Ekhem, dobrze, raz jeszcze. „Najdroższy Nathanie”. I znowu tandeta. Najdroższy...? W jakim sensie najdroższy...? Poza tym, tak zwracają się do swoich narzeczonych w tych brazylijskich serialach. Nathan nie jest moim narzeczonym. Jeszcze. I bardzo możliwe, że nigdy nim nie będzie, jeśli długo będę się zastanawiał nad tym, jak powinienem go tytułować w liście.
Sięgnąłem po nową kartkę.
„Kochany Nathanie”.
… Czy to nie jest zbyt oczywiste...? Serio, piszę list z wyznaniem miłosnym do mojego mężczyzny i od razu zaczynam od słowa „kochany”? To po co w ogóle u licha czytać resztę?! Skreśliłem ostatecznie słowo „kochany” i zostało samo „Nathanie”. Kartki już nie zmieniałem. Zdałem sobie sprawę z tego, że będzie mi potrzebne coś w formie brudnopisu, skoro głupie napisanie nagłówka sprawiło mi aż takie problemy. Aż strach, co będzie dalej.
Ach, no ale piszmy...
„Chcę ci napisać, że w dniu, kiedy cię spotkałem...”.
W dniu kiedy cię spotkałem co? Rany, nie spodziewałem się, że pisanie może być aż takie skomplikowane! Hej, a co powiecie na to: „w dniu, kiedy cię spotkałem, od razu się zakochałem, aż się zorientowałem, że gdzieś cię już wcześniej widziałem”, muahaha...
Och, dajcie spokój. Jestem pewien, że Szekspir wcale nie zaczynał inaczej.
„Chcę ci napisać, że w dniu, kiedy cię spotkałem, wszystko się w moim życiu zmieniło...”
Co za brednie! Właściwie co się zmieniło? Spałem jak dawniej, jadłem jak dawniej, wszystkie pozostałe funkcje życiowe w normie, więc co u licha miało się zmienić? Oglądanie się na korytarzu za odchodzącym szefem to nie jest jeszcze druzgocąca zmiana. A jest się za czym oglądać, wierzcie mi!
… Boże, jakie to żałosne. Nie dość, że nie jestem w stanie nic powiedzieć, to i sklecenie kilku logicznych zdań przychodzi mi z dużym trudem.
„Bardzo szybko zdałem sobie sprawę z tego, że jesteś dla mnie ważny”.
Oby nie za szybko, bo jeszcze uzna mnie za jakiegoś szaleńca (którym jestem, ale cicho, on nie musi wiedzieć).
„Dość szybko, zdałem sobie sprawę z tego, że jesteś dla mnie ważny”.
Raz jeszcze przeczytałem wszystko to, co udało mi się do tej pory nabazgrać i doszedłem do wniosku, że to absolutnie bez sensu. Wyrzuciłem kolejną kartkę i wstałem, z głębokim westchnieniem. Wiecie co? Postanowiłem oddać się w ręce losu. Jeżeli  los chce ze mnie uczynić nieszczęsnego nieszczęśnika, który nie był w stanie przełamać się na tyle, by powiedzieć miłości swojego życia, że nią jest – niech i tak będzie!
… A jeśli ma inne plany, to zawsze istnieje szansa, że powiem mu to na dzisiejszej kolacji.
Drzwi otworzyły się i w progu stanęła Sarah.
-Idziesz?- zapytała, dopinając kurtkę.
-Dokąd...?- odparłem, lekko zbity z tropu.
-Przecież umawialiśmy się wczoraj, że pogadamy z szefem Scylli. Dzwoniłam do ciebie.
A więc nici z kolacji.
… I powiedzcie mi, że to jest przypadek, cholera!
-Faktycznie...- mruknąłem, niepocieszony. Ubrałem kurtkę, wziąłem telefon i resztę swoich rzeczy- Poczekaj chwilę, muszę tylko powiedzieć Nathanowi...
-Nathan wyszedł gdzieś z Bookcherem.
-W takim razie chodź. Zadzwonię do niego po drodze- stwierdziłem i razem wyszliśmy z biurowca.
Poszliśmy na autobus i gdy już siedzieliśmy w środku, wyjąłem komórkę i wybrałem numer Nathana.
-Alex, gdzie się podziewasz?- rzucił do słuchawki.
-Przepraszam, ale chyba nici z naszej kolacji- odpowiedziałem, siadając na miejscu obok Sarah, która przyglądała mi się ciekawie- Coś mi wypadło, muszę na chwilę wyskoczyć na miasto.
-Sam...?
Ohoho! Uśmiech sam cisnął się na moje wargi.
-Czyżbym słyszał zazdrość w twoim głosie?- zapytałem złośliwie- Z Sarah.
-Ach, z Sarah...
-Daj spokój, Nathan i uwierz w jej heteroseksualizm- parsknąłem, zanim zdałem sobie sprawę z tego, co właściwie powiedziałem- To jest... Uhm...- moja przyjaciółka uniosła brew w pytającym geście- No... Wiesz, o co mi chodziło!- burknąłem w końcu, do śmiejącego się Nathana.
-W porządku... O której będziesz z powrotem?
-Nie jestem pewien.
-W takim razie kolacja będzie czekała w domu.
… Och, Nathanie Mason, przysięgam, że kiedyś stworzę twój ołtarzyk i będę się przy nim modlił każdego ranka!
-O co chodzi z tym moim heteroseksualizmem?- zapytała Sarah, gdy schowałem telefon.
-Ach, szkoda gadać!- zaśmiałem się lekko, machnąwszy ręką- Po prostu droczę się trochę z Nathanem.
… Co wychodzi mi jednak gorzej niż jemu. Cholera.
-W sumie zastanawiałam się nad tym trochę...- odparła jasnowłosa, odwracając wzrok w stronę okna.
-Zastanawiałaś się nad czym...?- rzuciłem bez zrozumienia.
-No wiesz... W dzisiejszych czasach, początkującym artystom nie jest łatwo... I czasem potrzebują skandalu... Więc związek z kobietą, nawet pozorowany...
-Chyba żartujesz- przerwałem jej, wybuchając śmiechem, ale sądząc, po wyrazie jej twarzy,w cale nie żartowała- Co ty, Sarah?- pokręciłem z niedowierzaniem głową. Była ostatnią osobą którą podejrzewałbym o zastanawianie się nad własną orientacją. Ewentualnie o zastanawianie się nad pozorowaniem innej orientacji- Chcesz się dzięki temu wybić?
-Czemu nie? Gdybym wróciła do śpiewania, na szerszą skalę, może zaczęła gdzieś występować... Pewnie ktoś w końcu by mnie zauważył.
-Sarah, takie rzeczy są dobre dla przestarzałych gwiazdek, które wypadły z obiegu, ale nikt nie będzie zwracał uwagi na jakąś tam śpiewającą lesbijkę...- stwierdziłem z pełnym przekonaniem- Jestem pewien, że związanie się z kimś tej samej płci znajduje się w podręczniku: „Jak odzyskać popularność?”, zaraz po adoptowaniu dziecka z Afryki i tuż przed wrzuceniem do internetu własnego, amatorskiego porno, ale robienie na tym sławy to zupełnie co innego. Poza tym... tobie nigdy nie podobały się dziewczyny.
-Nie chcę spędzić reszty życia, pracując jako sekretarka biura kochanka swojego najlepszego przyjaciela- odmruknęła, niezadowolona.
-Więc zacznij śpiewać. Do tego wydumany homoseksualizm nie jest ci potrzebny.
Wzruszyła tylko ramionami, jakby poczuła się urażona moją opinią.
-Właściwie czego chce od nasz szef, co?
-Mówiłam ci przecież, że Evan niczego nie wyjaśniał, ale zgodziłam się. W sumie, sama nie wiem, po co... Dobrze byłoby z nim pogadać... Nie zamykać za sobą wszystkich drzwi...- westchnęła głęboko, przeczesując włosy palcami- Ty jesteś pewien, że nigdy nie będziesz chciał wrócić, Alex?
Uśmiechnąłem się lekko pod nosem.
-Dawno niczego nie byłem tak pewien w swoim życiu- przyznałem otwarcie- A poza tym, mam poważne obawy, co do tego, co zamierza nam powiedzieć... A właściwie mi... Wiesz, po tej całej aferze z Bookcherem, kiedy wszystko wyszło na jaw... Nie sądzę, żeby kiedykolwiek zaproponował mi znowu pracę... Szczerze mówiąc, trochę się obawiam... Nie masz gdzieś pod ręką kamizelki kuloodpornej...?
Sarah zachichotała w odpowiedzi.
Chociaż właściwie nie było się czego obawiać. Szef zachowywał się czasem dziwacznie, czasem ekscentrycznie (czego przykładem było zatrudnienie mnie), ale bądź co bądź, wiedział co robi. I nie należał raczej do ludzi agresywnych (wbrew temu, co głosiły niektóre opowieści), więc pewnie gdybym go naprawdę zdenerwował, nie chciałby mnie widzieć. A zresztą... Trudno było za nim nadążyć.
Dotarliśmy do Scylli i bez większego problemu, udało nam się wejść tylnym wejściem. Znaleźliśmy się na wąskim korytarzu, tuż za sceną, przebiegającym  pomiędzy garderobami. Mimo że do wieczoru było jeszcze daleko, panował tam spory tłok, aż nienaturalny, jak na tę porę.
-Evan!- krzyknęła Sarah, dostrzegając mężczyznę i zaprosiła go do nas gestem dłoni.
Spojrzał na nas, po czym rzucił coś cicho do swojej rozmówczyni i podszedł bliżej, nerwowo ściskając w dłoniach notatnik. Uśmiechnąłem się do niego, odpowiedział tym, samym, chociaż jego uśmiech zdawał się być dużo bledszy i jakby niepewny.
Och, dobra, nie ma się co dziwić. Facet uświadomił sobie w końcu, że podkochiwał się w innym mężczyźnie. Dla tych „normalnych”, to musi być rzeczywiście traumatyczne przeżycie, wiecie?
-Cześć... Chodźcie, chodźcie stąd na chwilę...- ruszył przed siebie, zagarniając nas rękoma i wypychając niemalże na zewnątrz. Wyszliśmy przez budynek. Rozejrzał się dookoła z uwagą, jakby szukał kogoś wzrokiem.
-Co jest, Evan?- rzuciłem pogodnie- Jest szef?
-Nie... Nie, nie- mężczyzna pokręcił głową- Coś mu wypadło, nie może przyjść.
-Jak to nie może przyjść?- zdziwiła się Sarah- Przecież mówiłeś, że chciał się z nami widzieć.
-Tak, ale... Miał jakąś ważną sprawę do załatwienia... Zadzwoni jak skończy.
-Możemy poczekać- stwierdziłem, wzruszając ramionami.
-Nie, lepiej nie- pokręcił głową, machnąwszy dłonią w lekceważącym geście- Mamy tu dzisiaj zamieszanie... Niedobrze by było... Więc... Właściwie możecie wracać... Przepraszam, że was tutaj ściągnąłem i...- pobladł nagle, spoglądając na coś ponad moim ramieniem.
Odwróciłem się i dostrzegłem szefa, idącego w naszą stronę.
-Chyba już jest wolny- uśmiechnąłem się do Evana, który wyglądał na niemalże przerażonego- Dzień dobry- rzuciłem do mojego dawnego pracodawcy.
-Alex... Sarah...- on również uśmiechnął się na nasz widok i aż klasnął w dłonie. Więc chyba rzeczywiście nie zamierzał mnie zamordować. Dobra informacja- Cieszę się, że was widzę... Co was właściwie tu sprowadza...?
Spojrzeliśmy po sobie, zdezorientowani, po czym skierowaliśmy wzrok na Evana, który nie był już blady, a wręcz purpurowy. Uniosłem brew w geście zdumienia.
-Nie chciałeś się z nami widzieć, szefie...?- zapytałem niepewnie.
-Ja...? Oczywiście, że chciałem, ale sądziłem, że to ja będę musiał dopraszać się o spotkania- zaśmiał się lekko.
-Ale...- Sarah zaniemówiła przez chwilę, jakby zastanawiała się, czy dobrze zrozumiała całą sytuację- Evan dzwonił do mnie wczoraj i mówił, że chce się szef z nami zobaczyć. Dzisiaj.
-Ja?- powtórzył znowu mężczyzna, po czym pokręcił głową- Nie, nic takiego nie planowałem... Mam dziś strasznie zabiegany dzień, dopiero co wróciłem z banku, a zaraz muszę odebrać córkę, ale mam jeszcze chwilę... Nie gniewajcie się na Evana, pewnie znowu coś przekręcił- stwierdził, po czym klepnął pracownika po ramieniu.
-Tak, coś mi się pomyliło...- odparł cicho tamten.
-Zapraszam...
Szef wskazał nam dłonią wejście, więc z powrotem wkroczyliśmy do Scylli. Raz jeszcze spojrzeliśmy na siebie, mocno zdziwieni całą tą sytuacją. Przeszliśmy do pokoju mężczyzny. Zajął swoje miejsce, Sarah usiadła na krześle przed biurkiem, a ja stanąłem obok niej.
-To co?- rzucił pogodnie- Napijecie się czegoś?
Wskazał dłonią na półeczkę z trunkami.
-Nie, dzięki- odpowiedziałem za nas dwoje.
-To co was tu sprowadza...? Ach, to znaczy...- machnął dłonią, śmiejąc się- Sprowadził was pewnie Evan... Rozkojarzony ten chłopak ostatnio, co...? Tak czy inaczej, cieszę się, że przyszliście. Hm... Macie teraz jakieś konkretne zajęcia... Pracę?
-Ja tam gdzie zwykle- parsknąłem cicho.
-Ja też pracuję z Alexem- dodała Sarah.
-I jak...- szef obrócił się lekko na fotelu, wpatrując się w nas z uwagą- Podoba wam się tam...? Dobrze was traktują?
Uśmiechnąłem się lekko. Lepiej chyba nigdy nie było.
-Jest dobrze...- odpowiedziała ostrożnie Sarah.
-Widzicie...- mężczyzna umilkł na chwilę, po czym uśmiechnął się szeroko, zaczynając- Właściwie to nie obraziłbym się wcale, gdybyście wrócili... Ha, wiecie zresztą, o co mi chodzi... Bardzo bym się ucieszył... Myślę, że mógłbym ci nawet zacząć płacić, Alex... Co by nie mówić, dobra robota...
-Dobra robota...?- powtórzyłem niepewnie, zdezorientowany- Z czym konkretnie...?
-Z całokształtem, rzecz jasna! Dobrze wiedziałem, że warto cię było zatrudnić! No, co tak patrzysz...?- rzucił, widząc moje zdumienie- Owszem, trochę się przeraziłem po tym całym wybryku, ale... Nigdy wcześniej nie mieliśmy tutaj tylu gości... I podejrzewam, że wielu z nich chciałoby cię jeszcze zobaczyć na scenie... Czasem nawet wypytują... Niezła afera z tego wyszła- zachichotał, zadowolony- Nawet jakiś dziennikarz był tu dzisiaj i pytał mnie o to wszystko.
Parsknąłem śmiechem. No tak. Tego nie przewidziałem. Sarah uśmiechnęła się do mnie znacząco, jakby właśnie dostała genialny argument na potwierdzenie swojej teorii o tym, że do rozkręcenia kariery potrzebny jest skandal.
-Alex, gdyby udało ci się nadal przyciągać takie zainteresowanie, myślę, że nasza współpraca mogłaby się jeszcze pogłębić...- stwierdził.
Milczałem przez dłuższą chwilę i to bynajmniej nie dlatego, że zastanawiałem się nad jego propozycją. Milczałem właśnie dlatego, że zastanawiałem się, dlaczego wcale się nad nią nie zastanawiam! Przypominałem sobie ten czas, gdy wizyty w klubie były dla mnie najwspanialszą odskocznią i wydawało mi się, że skończę jako pomarszczony pajac, tańcujący w babskich ciuszkach aż do śmierci, a teraz... Nawet nie kusiło mnie, by wracać. Sarah też nie wyglądała na zachwyconą, zresztą ona w końcu zrezygnowała z własnej woli i nie chciała tu dłużej pracować – czemu trudno się dziwić, patrząc na jej wcześniejsze zarobki. Scylla była fantastycznym miejscem, dopóki ja byłem zakompleksionym, zamkniętym w sobie, usychającym z nieszczęśliwej miłości urzędasem. Teraz wydawała się być zupełnie zbędna.
-Chyba... nie...- odpowiedziałem powoli- Nie chciałbym tu wracać... A już na pewno nie jako drag queen... A poza tym... Lubię moją pracę- stwierdziłem, zaskakując sam siebie.
Dobra, ściema.
Lubiłem Nathana, ale skoro on był częścią mojej pracy, to do niej też czułem nić sympatii.
-Jesteś pewien...? Tu miejsce zawsze się znajdzie... Poza tym, przecież możesz przychodzić po pracy, tak samo, jak zawsze...
-Obawiam się, że nie mogę- stwierdziłem z rozbawieniem- Awansowałem.
-Naprawdę?- zdziwił się szef- Na kogo?
-Na kochanka dyrektora.
-Och...- mężczyzna uniósł brew, po czym skinął głową- Cóż... Chyba, że tak...
Pogawędziliśmy jeszcze trochę, nim szef musiał zbierać się do wyjścia i sami też poszliśmy. Co prawda chcieliśmy jeszcze zamienić słówko z Evanem, ale on chyba nie chciał z nami rozmawiać. Gdy tylko minęliśmy go na korytarzu, zaczepił nagle jedną z przechodzących kelnerek i zaczął z nią o czymś rozmawiać, chociaż nie sprawiała wrażenia zainteresowanej jego towarzystwem. Wydawało mi się, że gdy opuszczałem Scyllę, Evan jednak nie zaliczał się do grona dziwaków. Na pewno nie aż takich.
-I co?- zagadnęła mnie Sarah, gdy opuściliśmy klub- Burzliwa i zakończona skandalem kariera drag queen...?
-Dobrze, że nie rozpoczęta skandalem- spojrzałem na nią znacząco, uśmiechając się lekko pod nosem.
-Hm... Myślisz, że szef byłby zainteresowany przyjęciem tutaj homoseksualnej piosenkarki...?
Zerknąłem na nią z nieskrywaną irytacją.
-Dobrze, dobrze, żartowałam!- zaśmiała się lekko, unosząc dłonie w obronnym geście- Żebyś widział swoją minę...
-Skończ z tym gadaniem o lesbijkach, a znajdź sobie wreszcie porządnego faceta- poradziłem jej szczerze.
-Nie mogę- odpowiedziała.
Spojrzałem na nią pytająco.
-Jedyny porządny facet, jakiego znam, został zajęty przez ciebie- dodała, chichocąc.
Uśmiechnąłem się dumnie, jak na posiadacza najbardziej porządnego partnera przystało.
-Akurat tego współczuć ci nie będę.

Później pojechałem z Sarah do miasta, na krótkie zakupy – które w efekcie wcale takie krótkie nie były i właściwie bawiliśmy się jak za starych, dobrych czasów. Z tym, że tym razem głównym tematem naszych rozmów nie były pozostałe kelnerki ze Scylli, a nasze obecne współpracownice, nie omawialiśmy z rozbawieniem nieudanych zaczepek Evana, a nachalny podryw Bookchera i nie zastanawiałyśmy się nad ekscentrycznym zachowaniem dawnego szefa, a nad moim kochanym Nathanem. Sarah chyba dobrze się z nim rozumiała. Aż za dobrze... Już oczyma wyobraźni widziałem scenę, gdy uciekają razem wśród strzałów i wrzasków, a ja biegnę za nimi z bazooką... Muahahaha...
… Dobrze, jestem nienormalny, ale to kwestia dziedziczna, naprawdę.
A tak poważnie, miałem dziwne przeczucie, że Sarah wie więcej, niż mi mówi. Ale czego się spodziewać po niedawnych wspólnikach we włamaniu do mojego domu...
Wróciłem do mieszkania późnym wieczorem. Drzwi otworzył mi mój partner, ubrany już w piżamę i gotowy do snu.
-Jak było?- zapytał, witając mnie krótkim całusem.
-Umieram ze zmęczenia...- przyznałem, uśmiechając się do niego.
Och, Nathanie Mason... Gdybyś wiedział, jak często wzdycham do ciebie w myślach, nie musiałbym mówić nawet słowa. Ani tych dwóch słów – w szczególności.
-Kolacja czeka w kuchni. A ja zaczekam w sypialni- dodał rozbawiony, po czym skręcił do pomieszczenia obok.
Stałem jeszcze przez chwilę w miejscu, po czym całkiem raźnie i ochoczo (jak na kogoś, komu nogi prawie odmawiały posłuszeństwa), zdjąłem kurtkę i buty, a następnie przeszedłem do kuchni. Zjadłem szybko to, co dla mnie przygotował, a później wziąłem prysznic i przebrałem się do snu.
Wszedłem do sypialni. Nathan, przy lampce nocnej, czytał jeszcze jakąś książkę. Podniósł wzrok i spojrzał na mnie z tym swoim zupełnie rozbrajającym uśmiechem, po którym była mi potrzebna niemalże reanimacja. Wślizgnąłem się pod kołdrę i wtuliłem się w niego, przymykając powieki.
Parsknął cicho, ściągając mi z twarzy okulary i odkładając je na stolik, razem ze swoją książką.
-Co u Sarah?- zagadnął mnie, obejmując ramieniem.
-Och, świetnie... Poza tym, że wpadła na pomysł, żeby zmienić orientację seksualną- zaśmiałem się cicho.
-Co takiego?- zdumiał się Nathan.
-Ach, dużo by mówić... Sam wiesz, jak to jest... Na takie rzeczy zwraca się większą uwagę, nie?- uśmiechnąłem się lekko pod nosem. Pewnie dla mojego szefa, który z trudem przyznał się nie tak dawno do swoich skłonności, wyglądało to całkiem inaczej- Pomyśleć, że jeszcze niedawno był to powód do wstydu, a teraz... Część ludzi sama wymyśla sobie takie rzeczy, dla sławy albo zysków... A ty, co o tym myślisz?- zapytałem, nieco znużony.
-O zmianie orientacji seksualnej?- zaśmiał się pogodnie.
-Nie... O ludziach, którzy robią takie rzeczy... Albo na przykład te dziewczyny, które udają, że zachowanie Bookchera im nie przeszkadza... Tak na marginesie powinieneś coś z tym zrobić- dodałem. Nathan chyba nigdy nie traktował jego zaczepek poważnie. Ha! Ciekawe co byś zrobił, panie Mason, gdybyś dowiedział się, że ten skurczybyk trzymał mnie za piersi! Nie moje, ale jednak, liczy się fakt- Wiesz, pracownice, które podlizują się do szefów, mizdrzą się, później zostają ich kochankami...- Nathan uśmiechnął się z politowaniem- No co?- wtuliłem się w niego mocniej, rozbawiony- Co byś zrobił, gdyby jakiś pracownik udawał homoseksualnego, znając skłonności szefa, grał romantycznego i bardzo nierozważnego, rozkochał go w sobie i...- poruszyłem znacząco brwiami.
-Z romantyzmem jakoś ci nie wyszło, a z brakiem rozwagi stanowczo przesadziłeś- odpowiedział z uśmiechem Nathan- Jeśli uważasz, że cel był warty trudu, to chyba powinienem być zadowolony...
-Zdecydowanie powinieneś być...- zagryzłem figlarnie wargę, by po chwili musnąć krótko jego usta.
Oddał pocałunek, czyniąc go bardziej namiętnym i przez chwilę prowadziliśmy dyskusję w języku, a raczej językiem uniwersalnym dla całej ludzkości.
-Ej, a tak właściwie...- zacząłem znowu żartobliwie, odsuwając się nieco- Zauważyłeś, że cycate kochanki szefów w filmach zawsze są specjalnie traktowane, dostają awanse, podwyżki, drogie samochody i ubrania...? A ja?- rozłożyłem bezradnie ręce- Co dostałem w zamian...?
-Ty nie jesteś cycatą pracownicą, więc i zyski mniejsze. Dostałeś mieszkanie i mężczyznę w pakiecie- Nathan mrugnął do mnie wesoło.
-Mieszkanie może być, ale facet...- skrzywiłem się, po czym zaśmiałem się znowu i położyłem ręce pod głowę, uśmiechając się do sufitu.
-A co do Sarah... Możesz jej przekazać, że w naszym biurze ma spore szanse na odnalezienie „tej jedynej”... W końcu większość to kobiety.
-Większość to kobiety zakochane w tobie- zauważyłem z cieniem pretensji, jakbym sam nie należał niedawno do tego grona. Chociaż ja nie jestem kobietą. Haha! Ahaha! Rodzynek zawsze wygrywa!- Więc w sumie racja, odkąd wiedzą, że nie mają u ciebie szans, mogą się poczuć nieco zdesperowane...
-A skąd wiedzą, że nie mają szans...?- Nathan uniósł pytająco brew, spoglądając na mnie z zainteresowaniem.
-Nic nie mówiłem- zarzekłem się natychmiast- Serio. Absolutnie nic. Ale wiesz... Ślepe nie są... Widzą to i owo... Zresztą, wiem, jak na mnie patrzą...
-Jesteś przystojnym mężczyzną, Alex, dlaczego miałyby nie patrzeć...?
Uśmiechnąłem się pobłażliwie. No teraz przesadziłeś, Nathanie Mason, na całej linii.
-Jakoś nim rozpocząłem romans z moim szefem, nie przyglądały mi się szczególnie- pozwoliłem sobie zauważyć.
-Ja tam patrzyłem od początku- przyznał Nathan z lekkim uśmieszkiem.
-Ty jesteś gejem, a facetów do wyboru miałeś niewielu. Mogłeś patrzeć albo na mnie, albo na Bookchera, ja modelem nie jestem, ale na twoim miejscu też wolałbym siebie- zachichotałem.
Pokręcił tylko głową i przyciągnął mnie do siebie, sięgając ręką do tyłu i gasząc lampkę.
-Mnie się podobasz- szepnął mi do ucha, muskając je lekko wargami.
A ja cię kocham, Nathanie Mason.

21 komentarzy:

  1. Jak to przedostatni? ;( Mnie to w ogóle nie wygląda na początek zakończenia. Właściwie to bardzo lubię to opowiadanie. Jest takie... Bardziej pozytywne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy6:48 PM

    Oh, my my.
    Pławię się w różowej chmurce :)
    Jak ja uwielbiam tą dwójkę, rozbrykanego Alexa i dobrego policjanta Masona!
    (i nie wiem dlaczego właśnie wyobraziłam sobie Nathana w mundurze i Alexa skutego kajdankami... - swoją drogą, fajna scenka do zilustrowania ]:-> )
    Wiesz, dlaczego tak bardzo przepadam za tym opowiadaniem?
    Bo...tu wszystko jest takie normalne. Naturalne, swojskie. Więź łącząca Nathana i Alexa jest odbiciem miliona par żyjących sobie gdzieś w świecie, tak, z dnia na dzień. ( no ok, nie każdy majta spódniczką w night clubach)-mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi, bo jakoś nie mogę tego inaczej opisać:)
    Nathan, to po prostu Nathan, seks w garniturze, ale... Powtórzę się, lecz Alex jest fantastyczny. Niesamowity, oryginalny i chyba już zawsze będzie moim ulubieńcem, jeżeli chodzi o Twoje opowiadania.
    I, cóż, jeśli przyjdzie się spotkać z odcinkiem kończącym serię, nie będę jakoś wielce niezadowolona. Jeśli miałaś plan na tyle a tyle odcinków, to ufam, że wykonałaś swoją pracę doskonale i Ty wiesz najlepiej, kiedy postawić ostatnią kropkę.
    Jak dla mnie Drag Queen to taki plasterek na cierpki humor. Zazwyczaj jak mnie jakaś nerwica dopada i chcę się jakoś oderwać, to wchodzę tutaj i na ślepo wybieram coś z tej serii i jakoś nagle chęć rzucania się po ścianach przemija :)

    Pozdrawiam, Cannum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że geniusz Alexa jest w stanie poprawić ci humor :). Chętnie zobaczyłabym twoją wizję dobrego policjanta Nathana, a tak przy okazji, mam jeszcze jeden twój rysunek w zanadrzu ;). Mam nadzieję, że pozwolisz mi go opublikować przy ostatnim rozdziale.

      Usuń
    2. Anonimowy8:09 PM

      Hm, jest dla Ciebie, używaj go wedle woli.
      Chociaż, od kiedy mam nowy monitor, widzę w nim rażące błędy... Penie to też sprawa ustawień monitora, każdy ma swoje i widzi i tak wszystko inaczej... Ja widzę katastrofę :) Niestety ich nie skoryguję, bo wszystkie graficzne programy odinstalowałam, i dopóki nie wgram od nowa systemu, to lipa z rysowaniem. Może i dobrze, bo teraz powinnam się do maja skupiać tylko na powtórkach ^^
      Także, jeśli coś naskrobię, to raczej późną wiosną :D
      Chyba, ze coś mi do głowy 'strzeli' :D

      Cannum.

      Usuń
  3. Przez cały rozdział uśmiechałam się, jak głupia z zadowolenia, że mam przed oczami kolejny rozdział DQ i z tego, że był taki zabawny. Alex z tymi swoimi myślami o super bohaterze z odległej galaktyki, a potem w czasie próby napisania listu, był uroczy. "„w dniu, kiedy cię spotkałem, od razu się zakochałem, aż się zorientowałem, że gdzieś cię już wcześniej widziałem”, muahaha... " Tutaj ryknęłam śmiechem. Ogólnie dość często zwyczajnie, poza uśmiechami, się śmiałam.
    Tak ciężko powiedzieć mu te dwa ważne słowa. Szuka wyjątkowego czasu, okazji, ale niech wierzy, że dla Nathana, nawet jakby wyznał to podczas golenia w łazience, będzie to wyjątkowy moment. No, może niech tego nie robi w łazience, ale np. w łóżku... :D

    Zachowanie Evana, było dziwne. Wezwał ich tam z jakiegoś powodu, okłamując ich i nagle już tego powodu nie było? Tylko za nic tego powodu nie potrafię sobie wyobrazić.

    Przedostatni rozdział? Ten tego w ogóle nie zapowiada. Nathan jeszcze nie wie, co robił Alex nocami. Może się dowiedzieć w ostatnim rozdziale i się wściec na to, lub w zupełności mu to nie będzie przeszkadzać. Nie powinno. Z tymże Alex jako kobieta (wybacz zapomniałam imienia)ze dwa razy spotkał się z Nathanem i rozmawiali o tym i owym. Wtedy Nat, może poczuć się oszukany... Cóż pozostaje czekać na kolejny rozdział. :D

    Weny. :D

    Od poniedziałku mam ferie i chcę się zabrać za Chaos. Jest wystarczająco dużo rozdziałów bym wczuła się w losy postaci. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że rozdział przypadł ci do gustu ^^. A co do przedostatniego rozdziału... xD. Cóż, powiem szczerze, że tak samo jak w przypadku "Every Me", gdzieś w środku, wszyscy pytali, czy to już koniec, "przeczuwali" nadchodzące wielkimi krokami zakończenie, a gdy ja zapowiadałam, że opowiadanie się kończy, wiele osób twierdziło, że nic tego nie zapowiada :). Na początku to miały być dwa rozdziały, ale zdecydowałam się je połączyć w jeden. Dla mnie zakończenie "Drag Queen" to też zakończenie pewnego etapu i chyba będzie powodem do świętowania :). I może udowodni niektórym, że naprawdę udaje mi się kończyć to, co zaczynam ;).
      A co do "Chaosu", bardzo się cieszę :D. I zazdroszczę ferii :|. Ja jeszcze dwa tygodnie szkoły i dopiero.

      Usuń
    2. Kochana, czasem na rozdziały trzeba długo czekać, ale u Ciebie jestem na 100% pewna, że każde opowiadanie dokończysz. :D
      To wtedy ja Ci będę zazdrościć ferii. :D

      Usuń
    3. Twoja wiara we mnie jest budująca :D. A co do ferii... No cóż xD. Zawsze to tak wygląda, jedni się cieszą, inni zazdroszczą.

      Usuń
  4. Anonimowy6:56 PM

    P.S. Zapomniałam...
    "Przebudziłem się, chyba jedynie po to, by nakryć się zsuwającą s i ę z łóżka kołdrą i pewnie poszedłbym spać dalej, gdyby nie fakt, że było mi wyjątkowo chłodno i jakoś nieprzyjemnie."

    To drugie 'się' w sumie nie jest potrzebne, no sens będzie zachowany, a powtórzeń mniej.
    Tylko sugestia. :)

    Cannum.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie obraź się, ale rozdział strasznie mało wnosi. Choć to pewnie takie preludium do jakiegoś spektakularnego zakończenia, więc nie będę się czepiać zbyt mocno ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie obrażam się, ale czy każdy rozdział musi dużo wnosić? ;).

      Usuń
  6. Nie ;P. Ale między "strasznie mało" a "dużo" jest jeszcze cała gama możliwości xD.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem coś wnosi, ale ja nie jestem szczególnie obiektywna ;).

      Usuń
  7. Anonimowy1:04 PM

    Cudny rozdział uczynił mą niedzielę równie cudną :D Alex jest kochany, a Nathan, mrrr... Idealny jak zawsze!
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy1:24 AM

    Dobra, czekam na wyznanie miłości Alexa i zastanawiam się czy przewidziałaś też prawdę o drag queen? Bo zdaje się, że następny rozdział będzie ostatnim? Swoją drogą to jedno z moich ukochanych opowiadań. Ah, dzisiaj nasłodziłam. Pozdrawiam. D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko przewidziałam, spokojnie :).

      Usuń
  9. Andri-xxx.deviantart.com2:42 PM

    Chyba zaczne to opo jeszcze raz bo jest genialne. Uwielbiam Alexa, jest po prostu niemożliwy >///< Mam nadzieje że na ostatni rozdział nie będzie trzeba długo czekać :D
    Zyczę duuuużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy12:54 AM

    mmm... same slodkości :) mam tylko nadzieję, że ten Evan nie ma jakiś niecnych planów, bo podoba mi się ta różowa banieczka szczęścia Alexa i Nathana... choć ten drugi mógłby mniej pracować bo mu serducho padnie :P
    ahhh... kobieto... gdybym mogła nosiłabym Cię na rękach za to opowiadanie :D kocham humor Alexa :D mam tylko nadzieję, że jego przeszłość jako drag queen nie zniszczy jego związku... czekam niecierpliwie na dalszy ciąg :* pozdrawiam serdecznie

    Zajebiaszcza

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy12:16 PM

    ...Myślę, że jak Alex zrobi prywatny performance dla Nathana, to ten mu wszystko wybaczy :D
    Silencio, ty niedobra, przez ciebie mam jakieś niecne wizje :)

    Cannum

    OdpowiedzUsuń
  12. Mrrr. Fajne to jest, takie pozytywne. I ja też na miejscu Alexa nie mówiłabym o swojej przygodzie jako Roxanne. Było, minęło. Koniec. Niech się sobą cieszą nawzajem ^^
    Czekam na kolejny rozdział tego opowiadania i Gabriela.

    OdpowiedzUsuń
  13. Anonimowy4:06 PM

    przeczytałam ten rozdział ponownie, przed przejściem do ostatniego, i przypomniałam sobie, że naprawdę uwielbiam to opowiadanie:))) jest prześmieszne, kocham głównego bohatera i Nathana też, obaj są rewelacyjni, ale, że narracja jest prowadzona z punktu widzenia Alexa to jego chyba jednak kocham bardziej... jeśli kiedykolwiek coś mnie zasmuci włączę kompa i przeczytam kilka rozdziałów, na pewno od razu mnie rozbawią tak, że zapomnę o wszystkich smutkach:)

    Nana

    OdpowiedzUsuń