Strony

sobota, 21 stycznia 2012

Rozdział 10 [Chaos]

Kolejne dni zeszły im na wyczerpującej wędrówce. Udało im się odnaleźć rzekę i od tamtej pory, szli wzdłuż niej, mimo, że nie zdecydowali się zejść do jej doliny i wciąż przemieszczali się lasami, które z jakichś względów wydawały im się bezpieczniejsze. Nie natrafili na żadne wioski, mimo że w pewnym momencie minęli dość prymitywną tamę, co wskazywałoby na istnieniu gdzieś w pobliżu osadnictwa. Tak czy inaczej, podążanie wzdłuż rzeki okazało się korzystne. Amir miał przynajmniej pewność, że idą przed siebie, a nie krążą w koło i nie był już zdany wyłącznie na świetną orientację przestrzenną swojego towarzysza. Noga wciąż dokuczała mu okropnie, pewnie dlatego, że nie zrobili dłuższego postoju, by miała szansę się zregenerować. Amir nie lubił siedzieć w miejscu. Irytowało go to. Miał wrażenie, że nic nie robi, że marnuje kolejne godziny, podczas których mógłby zrobić coś pożytecznego, na przykład odnaleźć kryształy, co zbliżyłoby wizję powrotu do domu. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego myślenie jest pozbawione sensu. Nie mieli pojęcia, gdzie szukać fragmentów klejnotu, co nieustannie doprowadzało go do frustracji. Mogli natrafić na kolejny za dzień, za tydzień, za rok, mógł być na północy, a może na południu, w wiosce, którą ominęli, albo w miejscu, do którego nigdy nie dotarli i być może nie dane im będzie dotrzeć. A jednak... Mieli już trzy kawałki. I gdyby dobrze się zastanowić, jak na możliwość miejsc, w których mogli je znaleźć... To była naprawdę duża liczba. Niewiele brakowało, a Amir gotów byłby przyznać, że rzeczywiście sprzyja im jakaś nadludzka siła. Jego towarzysz oczywiście nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości. Czas mijał im właściwie tak samo jak zwykle – na kłótniach, sporach, mniej i bardziej żywiołowych dyskusjach i opowieściach. Amir jednak coraz bardziej rozumiał korzyści jakie płynęły z ich współpracy. Nie chodziło już nawet o przydatne umiejętności, które Nadim posiadał, ani nie o samo jego towarzystwo. Potomek wilków, świadom upartości swojego towarzysza, potrafił jednocześnie odpowiednio go dopilnować, jak Amir myślał nieraz z przekąsem – darzył go niemalże troską. Gdy widział, że człowiek krzywi się z bólu i ledwo idzie, zdając sobie sprawę z dumy Amira, która nie pozwoliłaby mu przyznać się do zmęczenia, sam, pod jakimś pretekstem, decydował o postoju.
Tak było i tym razem.
Gdy tylko znaleźli odpowiednio dużą polanę, Amir opadł na ziemię i chwycił się za obolałą nogę, a następnie zaczął rozplątywać brudne opatrunki. Odetchnął głęboko, odsuwając włosy z czoła. Nadal gorączkował, chociaż zdarzało mu się to rzadziej i mniej intensywnie, co uznał za oznakę powrotu do zdrowia.
-Jak twoja noga...?- potomek wilków stanął przed nim i spojrzał na niego z uwagą.
-Dobrze...- wycedził z trudem przez zęby mężczyzna- Pytałeś mnie o to już setki razy...
-Może dlatego, że zawsze odpowiadasz w taki właśnie sposób...
Amir prychnął tylko. Nic mu nie było, potrzebował jedynie chwili odpoczynku. I świętego spokoju, o co w towarzystwie potomka wilków było jednak trudno. Podmuch wiatru poruszył okolicznymi drzewami i omiótł wędrowców, przynosząc mężczyźnie ulgę. Nadim poruszył się odrobinę niespokojnie i rozejrzał dookoła. Amir już w czasie wędrówki dostrzegł, że jego towarzysz stał się jakby ostrożniejszy, co uznał, z zadowoleniem, za efekt ich wcześniejszej rozmowy.
-Nie masz wrażenia...- zaczął potomek wilków i umilkł zaraz, wpatrując się w okoliczne drzewa, jakby spodziewał się, że kogoś tam zobaczy. Amir spojrzał na niego pytająco- Sam nie wiem... Od pewnego czasu czuję się tak, jakby ktoś nas obserwował...
Mężczyzna uśmiechnął się złośliwie pod nosem.
-Nawet wiem kto...- stwierdził, a jego towarzysz spojrzał na niego ze zdumieniem- Twój bóg. W końcu jest wszystkim.
Nadim przechylił lekko głowę i uśmiechnął się pobłażliwie.
-Po pierwsze, doskonale wiesz, że nie o tym mówiłem... A po drugie, jestem pewien, że jeśli twoi bogowie istnieją, oni także cię obserwują- odparł tonem godnym upartego kapłana, zamierzającego wmówić na siłę niewiernemu, że jednak nie ma racji.
-A niby dlaczego mieliby to robić, co...?- parsknął śmiechem mężczyzna- Mają tyle ciekawszych rzeczy do oglądania, katastrofy, klęski żywiołowe... roznegliżowane leśne nimfy, wychodzące z kąpieli...- dodał złośliwie. Nadim uśmiechnął się lekko- Skąd pomysł, że chcieliby oglądać akurat nas?
-Bo bez względu na to, czy w to wierzysz, czy nie, jesteś wybrańcem- odpowiedział mu spokojnie towarzysz, wywołując u Amira zwyczajowe, głębokie westchnienie- Obaj nimi jesteśmy. I musimy przeciwstawić się demonowi, który zagraża nie tylko naszym bliskim, ale może nawet całemu istnieniu. I wszystkie dobre siły, jakie istnieją na tym świecie, zjednoczyły się ze sobą i będą nas wspierać.
-Nie zauważyłem...- odmruknął z politowaniem mężczyzna.
Czy te wszystkie dobre siły, zamiast ich obserwować, mogłyby ich wspierać w bardziej praktyczny sposób...? Choćby zebrać wszystkie fragmenty kryształu...? Cóż to znowu dla problem dla istot, dla których nie istnieją żadne bariery, ani czasu, ani śmierci i które mają moce, o których ludziom nawet się nie śniło. Zresztą, jak to jest, że jakiś tam demon schodzi na ziemię i jak gdyby nigdy nic, rządzi przez kilka lat bez żadnej reakcji bogów...? Może odpowiedź jest prosta i bogów najzwyczajniej w świecie to nie obchodzi. Albo lubią sobie popatrzeć na takie krwawe przedstawienia, w końcu chyba nie zdarzyło się jeszcze w historii ludzkości, by przerwali jakieś wojny czy klęski, pomijając idiotyczne wierzenia, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. A zresztą... Co to za demon, który godzi się na przymierze z psem? Czy ta wielka, pradawna istota postradała rozum? Nie mogła sobie znaleźć lepszej ofiary od narwanego, samozwańczego wodza, który swoją głupotą doprowadził ich obydwu do klęski?
-A tak właściwie, to jaką masz pewność, że jesteśmy jedynymi wybrańcami...?- zapytał Amir, spoglądając na swojego towarzysza z drwiącym uśmiechem- I jaką masz pewność, że to jedyny demon, jaki istnieje...? Chyba to mało prawdopodobne, nie sądzisz...? Szczególnie, że akurat demony występują dość powszechnie w różnego rodzaju wierzeniach i przesądach...
-Idę się rozejrzeć- oświadczył Nadim, ruszając niespiesznie przed siebie.
-Nie odpowiadasz na moje pytania...- odparł z satysfakcją mężczyzna.
Potomek wilków zatrzymał się i odwrócił w jego stronę.
-Bo twoje pytania są tendencyjne i nie zamierzam tracić na nie czasu- rzucił lekkim tonem.
-Albo najzwyczajniej w świecie nie znasz odpowiedzi...- Amir nie przestawał się uśmiechać z zadowoleniem- A tak poza tym, uważam, że powinniśmy znaleźć sobie lepszy temat do sporów, przynajmniej dla przerwy... Kłótnie o bogów i tak zazwyczaj kończą się tak samo...
-Ależ masz wiele tematów do sporów. Na przykład... Hm...- Nadim udał, że się zastanawia- Chociażby niektóre części mojego ciała, które z niewiadomych przyczyn ci przeszkadzają...
-Psie, ustaliliśmy już chyba, że twoje części ciała mnie nie obchodzą, o ile nie zajmują mojej części namiotu.
-Ustaliliśmy już chyba, że nie ma czegoś takiego jak twoja część namiotu- odparował spokojnie potomek wilków- Przykro mi cię informować, ale nie żyjemy w zbyt luksusowych warunkach... To nie jest pałac... Książę...- dodał, ze złośliwym uśmiechem.
-Ani nie busz.
-Idę się rozejrzeć- powtórzył Nadim, co oznaczało zapewne koniec tego tematu- A ty przez ten czas rozłóż namiot.
-Dlaczego ja mam rozkładać namiot, kiedy ty włóczysz się dookoła...?- mruknął niechętnie mężczyzna.
-Bo ty włóczyć się nie możesz, kuśtyku.
-Jak mnie nazwałeś?!- obruszył się Amir.
-Kuśtyk- Nadim uśmiechnął się niewinnie, wzruszając ramionami- Kuśtyk brzmi dużo lepiej niż kaleka.
-Masz szczęście, że siedzę, psie...
Potomek wilków zaśmiał się lekko, znikając pomiędzy drzewami.
Amir prychnął cicho pod nosem, podnosząc się z trudem. Kaleka. Też coś! Niespiesznie i nieco nieporadnie, zabrał się za rozstawianie namiotu i przygotowania do nocy. Nadim wrócił po niecałej godzinie, oczywiście nie znalazłszy nikogo ani niczego godnego uwagi. Zjedli razem ostatni tego dnia posiłek, po czym weszli do namiotu i ułożyli się do snu.
-Dobranoc- rzucił zwyczajowo potomek wilków, odwracając się do niego plecami.
-Dobranoc...- odparł sennie Amir. Obaj chyba nie mieli już dzisiaj chęci na rozmowy. Mężczyzna był potwornie zmęczony całym dniem wędrówki, a noga pulsowała nieprzyjemnym, przeszywającym bólem. W dodatku, nie był zbyt przytomny.
Przymknął powieki i zapadł w coś w rodzaju półsnu, co zdarzało mu się często, gdy miał gorączkę. Słyszał jeszcze płytki, nerwowy oddech swojego towarzysza i zastanawiał się, na granicy rzeczywistości i snu, czemu ten jeszcze nie śpi. Nie minęło długo, a usłyszał, jak Nadim podnosi się gwałtownie z posłania. Amir ocknął się i usiadł odruchowo, spoglądając zaspanym wzrokiem na potomka wilków. Jego uszy poruszały się lekko, a on sam zdawał się nasłuchiwać.
-Co się z tobą dzieje, psie...?- mężczyzna spojrzał na niego bez zrozumienia.
-Cały czas mam wrażenie, że ktoś jest gdzieś blisko.
-Przecież nikogo nie znalazłeś...- mruknął niechętnie Amir, kładąc się z powrotem. Nie miał ochoty na słuchania dziwactw Nadima i zajmowanie się jego irracjonalnymi przeczuciami.
Potomek wilków siedział jeszcze chwilę w zupełnej ciszy, po czym rzucił:
-Idę to sprawdzić.
I wyszedł z namiotu.
Amir nie zdążył go zatrzymać.
-Psie!- zawołał jeszcze, ale oczywistym było, że jego towarzysz nie zareaguje.
Westchnął głęboko, przewracając się na drugi bok i zaczął wyczekiwać na powrót potomka wilków. Ten jednak, jak zwykle, nie spieszył się, w obliczu czego, Amir zmusił się do wyczołgania z namiotu, co w jego sytuacji wcale nie było łatwe, ale stosunkowo bolesne. Przeklinając swojego towarzysza w duchu i określając go najgorszymi obelgami, jakie tylko udało mu się na poczekaniu wymyślić, pokuśtykał do lasu. Nie lubił momentów, gdy przegrywał ze swoimi złymi przeczuciami. A może raczej nie lubił momentów, w których, chcąc nie chcąc, udowadniał, że Nadim nie jest mu obojętny i że w sposób zupełnie dla Amira niezrozumiały, bardzo się do niego przywiązał.
Na szczęście potomek wilków nie odszedł daleko. Po chwili Amir dostrzegł go pomiędzy drzewami. Jego towarzysz stał nieruchomo i w zamyśleniu wpatrywał się w jakiś punkt przed sobą. Zdecydowanie nie wyglądał na kogoś, kto czegoś szuka. Mężczyzna nie odrywał od niego wzroku i szybko uświadomił sobie coś, na co wcześniej nie zwracał aż tak bardzo uwagi, pochłonięty bardziej swoimi sprawami. Przecież Nadim też musiał tęsknić. Nie okazywał tego na co dzień w żaden sposób, sprawiał wręcz wrażenie kogoś, kto żyje tylko i wyłącznie chwilą obecną, na dodatek jego skłonności do kobiet i zabaw, które Amir dawno już określił mianem hedonistycznych, jeszcze bardziej utwierdzały mężczyznę w tym przekonaniu. A przecież potomek wilków też miał bliskich. Amir nie interesował się jego życiem na tyle, by wiedzieć, kim byli, ale był w końcu ten pies, Canis, i ten sekundant, z którym żegnał się przed ich wyprawą. Kto wie, czy nie oczekiwała go też jakaś kobieta, chociaż było to wysoce wątpliwe. Raczej wiele kobiet. A jeśli nawet, to Nadim żadnej z nich nie traktował poważnie. Tak czy inaczej – tęsknił. I pewnie rozmyślaniom o domu poświęcał równie dużo czasu, co Amir. Czemu mężczyzna do tej pory tego nie zauważył...?
Podszedł niespiesznym krokiem do Nadima i chwycił go za ramię.
-Hej- szepnął cicho.
-Hej, Amir...- parsknął z rozbawieniem Nadim, odwracając się w jego kierunku- Coś nie tak...?
-Nie...- Amir czuł się nieswojo i nie do końca wiedział, co powiedzieć- Znalazłeś kogoś...?- zapytał w końcu głupio.
Jego towarzysz zaśmiał się serdecznie.
-Nie. Nikogo. Chyba rzeczywiście zaczynam reagować trochę zbyt nerwowo... Wracamy?
Mężczyzna skinął głową.
Nadim uśmiechnął się lekko i objął go w pasie, ułatwiając swojemu towarzyszowi dojście do namiotu. Położyli się z powrotem, plecami do siebie, po raz kolejny życzyli sobie dobrej nocy i zaczęli zasypiać. Ogon Nadima prześlizgnął się po plecach mężczyzny, wywołując u niego grymas irytacji. Chwilę później zdarzyło się to znowu i raz jeszcze, aż w końcu zdenerwowany Amir, wyciągnął rękę i chciał zdzielić lekko ogon towarzysza, ale ręka mu się omsknęła i zamiast tego, uderzył go w pośladek. Odchrząknął zażenowany. Nadim zdawał się zupełnie tego nie poczuć. Zażenowanie Amira ustąpiło, gdy tylko zdał sobie sprawę z tego, jak komicznie wyglądała ta sytuacja. Zaczął trząść się ze śmiechu, z trudem powstrzymując się od roześmiania się w głos.
-Co ty... Śmiejesz się...?- potomek wilków obrócił się i zerknął nieprzytomnie na swojego towarzysza przez ramię.
-Śpij, psie...- odparł jedynie tamten, zduszonym od chichotu głosem.
-Śmiejesz się ze mnie...?- dopytywał zdezorientowany Nadim.
Amir pokręcił głową, skrywając twarz w dłoniach.
Dobrze było mieć Nadima przy sobie.

Amir obudził się z rana, a raczej został przebudzony, przez swojego towarzysza, który majstrował coś niezbyt subtelnie przy jego obolałej kostce. Mężczyzna wymruczał pod nosem coś, czego sam nawet nie zrozumiał i uniósł się na łokciach, przyglądając się poczynaniom Nadima z uwagą.
-Co ty wyrabiasz...?- zapytał w końcu.
-Patrzę na twoją nogę- odparł niczym nieskrępowany potomek wilków, kończąc już zawiązywać prowizoryczny opatrunek.
-Znajdź sobie własną...- rzucił z politowaniem mężczyzna i nie wiedzieć czemu, w tym właśnie momencie przypomniała mu się scena z wczorajszej nocy i wybuchnął niepohamowanym śmiechem.
Nadim wpatrywał się w niego ze zdumieniem. Rzadko widywał swojego towarzysza w równie dobrym nastroju.
-Jesteś pijany...?- zapytał z rozbawieniem, nie odrywając od Amira wzroku.
-Niestety nie...- odparł mężczyzna, uspokajając się powoli. Pijany, też coś, od razu pijany. Tyle czasu już włóczyli się zupełnie bez sensu, nie mając zbytnich powodów do śmiechu, że musiał w końcu jakoś odreagować- A poza tym, po alkoholu nie jest mi wesoło. Wprost przeciwnie... Robię się podobno dość... ponury...
-Naprawdę...? Myślałem, że ludzie tyle piją, właśnie dlatego, że jest im weselej. Mi przynajmniej jest. Jak wypije się odpowiednio dużo, przestaje się myśleć.
-W moim przypadku, jak wypije się odpowiednio dużo to i za dużo się myśli- odmruknął Amir, odwracając się na drugi bok.
Potomek wilków nie dał mu od siebie uciec i zawisł nad nim, nie przestając się uśmiechać.
-A masz jeszcze jakieś ponure wizje, prócz tej, że któregoś dnia włożą ci na głowę królewską koronę, pozwolą ci robić, co tylko zechcesz i będziesz żyć w dostatku do końca swych dni...?
Mężczyzna parsknął cicho. Jak pokazały ich ostatnie doświadczenia, monarchowie rzeczywiście żyli w dostatku do końca swych dni. Ale zazwyczaj ten koniec następował bardzo szybko.
-Idź sobie...- mruknął leniwie, przymykając powieki.
-Chodź. Musimy się zbierać.
-Za chwilę...
-Jasne. Pożyczę twój miecz, w porządku?
-Ta... Co?! Nadim!- nie było chyba lepszego sposobu na wyciągnięcie Amira z namiotu. Jego towarzysz już czmychnął na zewnątrz wraz z bronią mężczyzny, a ten nie zważając na ból, z głuchym jękiem, wyszedł za nim.
Potomek wilków, uzyskawszy efekt, o jaki mu chodziło, odrzucił oręż na trawę i zajął się składaniem namiotu.
-Uważaj no sobie!- warknął w jego kierunku Amir, z najwyższą pieczą unosząc broń i przypinając ją do pasa. Pogłaskał czule rękojeść, rzucając w kierunku swojego towarzysza wrogie spojrzenie- Jeszcze jeden taki numer, psie, a ostrzegam cię, że niektóre twoje irytujące części ciała, długo twoje nie pozostaną...
Nadim tylko uśmiechnął się uroczo w odpowiedzi, szykując ich do dalszej drogi. Przekomarzali się tak już nie raz i nie dwa, czasem zdarzało im się nawet lekko poszturchać, ale nie zrobili sobie dotąd nic poważnego, co można było uznać za niewątpliwy sukces, biorąc pod uwagę ich pierwotne nastawienie. Potomek wilków przyzwyczaił się do awanturniczego charakteru towarzysza, a Amir przywykł do niektórych komentarzy Nadima, które wcześniej doprowadzały go niemalże do furii. Oczywiście w doprowadzaniu go do furii Nadim nadal był specjalistą, ale teraz zdarzało się to już znacznie rzadziej. Można by wręcz powiedzieć, że obaj zaczęli tolerować wzajemnie swoją obecność, ba, nawet swoje odmienne przekonania. Oczywiście do pewnego stopnia. Owszem, Amir tolerował przekonania swojego towarzysza. Co wcale nie znaczyło, że nie zamierzał mu od czasu do czasu przypominać o tym, jak bardzo są kretyńskie.
Opuścili las i wędrowali dalej, po płaskim terenie, dużo mniej zwodniczym i przyjemniejszym. Z daleka widać było linię rzeki, słońce górowało na niebie, jednak otrzeźwiający wiatr sprawiał, że nie dało się odczuć gorąca. Amir czuł się znacznie lepiej niż wczoraj. Nawet jego myśli zaprzątały sprawy bardziej błahe, ale za to milsze, niż zwyczajowy niepokój o bliskich czy zastanawianie się nad sensem i celem ich podróży. Szli wolno, nie spiesząc się, głównie ze względu na stan mężczyzny. Obaj zagadywali się od czasu do czasu, żartowali nawet, wspominali... Ha, bo w końcu już mieli co wspominać. Amir nie wiedział, jak potoczą się ich dalsze losy i nawet nie chciał się zastanawiać. Był natomiast pewien jednego. Z uwagi na wszystkie te okoliczności i przygody, jakie ich dotąd spotkały, z pewnością nie zapomni potomka wilków do końca swojego życia. Życia zawodowego wojownika, miał nadzieję, nie mającego z władzą nic wspólnego.
Po dwóch godzinach wędrówka już tak przyjemna nie była. Zaczęli iść pod górę, słońce raziło ich w oczy, a wiatr stał się łagodniejszy i niemalże nieodczuwalny. Ból nogi znowu zaczynał dawać o sobie znać. Amir zatrzymywał się co jakiś czas na chwilę, pod byle pretekstem. Jego towarzysz doskonale to rozumiał i widział, że trudno będzie mu iść dalej, ale miejsce, w którym się znajdowali, trudno było uznać za odpowiednie do odpoczynku. Nie było więc rady. Przemierzali kolejne metry, nie odzywając się już do siebie ani jednym słowem. Aż nagle Amir poczuł gwałtowny, przeszywający ból, dużo silniejszy od tego, który odczuwał wcześniej. Znieruchomiał momentalnie, a gdy ból stał się jeszcze ostrzejszy, wrzasnął, upadając na ziemię i chwytając za nogę. Nadim podszedł do niego prędko i klęknął obok.
-Co się dzieje?- zapytał z niepokojem.
-Nie wiem...- wycedził przez zęby mężczyzna, odchylając głowę do tyłu i zaraz krzyknął znowu, a na jego twarz wstąpił grymas. Wziął kilka głębszych oddechów, chcąc się uspokoić. W jednej chwili zalała go fala gorąca. Stłumił z trudem cisnący mu się na usta jęk.
Nadim wpatrywał się w niego bezradnie, wyraźnie nie wiedząc, co zrobić.
-Coś się stało...? Zrobiłeś sobie jakąś krzywdę? Źle stanąłeś...? A może...
-PSIE!- jego słowa złączyły się z kolejnym wrzaskiem bólu, którego nie mógł zatrzymać. Zacisnął powieki, drżąc.
-Znałem tylko jedną osobę, która aż tak bardzo krzyczała z cierpienia...- rzucił potomek wilków.
Amir spojrzał na niego nieprzytomnie.
-Co mu było...?- zapytał z niepokojem.
-Jej. Rodziła.
-To nie jest zabawne, psie...
Nadim uśmiechnął się blado. Starał się najwyraźniej skupić uwagę swojego towarzysza na rozmowie, ale nie przyniosło to żadnego efektu. Usiłował mu jakoś pomóc, chwycił nawet za opatrunki, ale gdy tylko dotknął bolącej nogi, Amir wyrwał mu się natychmiast, wyjąc niemalże z cierpienia.
-Pójdę po pomoc- odezwał się nagle potomek wilków, wstając.
-Oszalałeś?!- syknął Amir- Nikogo tu przecież nie znajdziesz!
Nadim ruszył jednak biegiem przed siebie, nie zważając zupełnie na protest swojego nieszczęsnego towarzysza. Niedługo później zupełnie zniknął mu z widzenia. Amir został sam. Ledwie przytomny z bólu, trząsł się tylko i nie miał już nawet siły krzyczeć czy wołać potomka wilków. A ten długo nie wracał. Mężczyzna czekał i czekał, coraz mniej świadomy tego, co się wokół niego dzieje. W pewnym momencie miał nawet wrażenie, że ból osłabł, a wręcz przestał go zupełnie odczuwać. Ledwie jednak zmusił się do tego, by wstać, a wszystko zaczęło się od nowa.
-Amir! Amir!- gdy usłyszał dobiegające z oddali wołanie, miał wrażenie, że to omamy wywołane przez gorączkę. Wkrótce jednak pojawił się przy nim Nadim- Znalazłem wioskę. Chodź, wstań, pomogą ci...
-Wioskę...?- powtórzył głucho mężczyzna.
-Tak... Tak, Amir, oprzyj się o mnie... Czekaj... Poczekaj chwilę... Chodź... Chodź, Amir, ostrożnie...
I tak Nadim szedł dalej, z jednej strony trzymając wszystkie ich rzeczy, z drugiej ciągnąc niemalże wspartego o jego ramię Amira, który niezbyt zdawał sobie sprawę z tego, co się wokół niego dzieje.
-Dokąd idziemy...?- rzucił w końcu, ale odpowiedź potomka wilków do niego nie dotarła.
 Nadim prowadził go bardzo długo, co z pewnością nie było łatwe, nim oczom mężczyzny ukazały się pierwsze, dość prymitywne budowle. Zobaczył wokół siebie gromadę ludzi, którzy przyglądali im się z pewnej odległości.
-Dokąd ty mnie zaprowadziłeś...?- zapytał ze zdumieniem i to pytanie długo pobrzmiewało echem w jego głowie.
Resztę widział jak przez mgłę. Zbliżyło się do niego kilka kobiet, które pochwyciły go i zaprowadziły do jednej z chat. Słyszał wokół siebie różne głosy, ale nagle strasznie męczące wydawało mu się wsłuchiwanie w nie i próba zrozumienia, o czym mówią. Rozglądał się tylko nerwowo w poszukiwaniu swojego towarzysza. Nadim był cały czas w pobliżu, dopiero w momencie, gdy Amira ułożono na sienniku, gdy zrobiono mu okład z zimnej wody, zniknął gdzieś nagle, nie wiedzieć gdzie. Mężczyzna wołał go i usiłował wstać, ale silne ręce uniemożliwiły mu choćby podniesienie się. Miotał się długo, starając się pojąć, co się wokół niego dzieje. Widział jedynie obce twarze, nachylające się nad nim, szepczące coś między sobą, przerażające.
W ostatnim odruchu ścisnął nerwowo pojemnik z kryształami.
Zasnął.

Amir przebudził się dopiero następnego poranka. Uchylił powieki i rozejrzał się po pomieszczeniu uważnie, początkowo wytrącony z równowagi, bo nie mógł sobie przypomnieć, jak znalazł się w tym obcym miejscu. Gdy dostrzegł swojego towarzysza, śpiącego na podłodze, w kącie pomieszczenia, wszystko zaczęło mu się powoli przypominać. Nogi właściwie nie czuł, co początkowo wzbudziło w nim całkiem uzasadnioną obawę i aż nachylił się, by sięgnąć do niej w nieco panicznym geście, ale gdy tylko przekonał się, że jest na swoim miejscu, odetchnął z ulgą i ułożył się wygodniej na posłaniu. Poczuł ból dopiero, gdy nią poruszył, nie był to jednak ból równie dokuczliwy i trudny do zniesienia, jak wczoraj. Ktoś zrobił mu opatrunek, kostkę obłożył deseczkami, które usztywniały i stabilizowały jego staw, a te obwiązał jeszcze jakimś materiałem. Wyglądało na to, że wszystko było w porządku.
Mężczyzna na powrót przymknął powieki. Nie chciał się odzywać ani nawet poruszać, by nie zbudzić śpiącego nieopodal Nadima. Swoją drogą, chyba miał mu za co podziękować... Ciekawe co by zrobił bez niego i jego pomocy. Mimo wszystko, dobry towarzysz mu się trafił. Nawet, jeśli był psem.
Dopiero, gdy odruchowo sięgnął dłonią do swojej szyi i nie natrafił ani na rzemyk, ani na pojemnik z kryształami, dopadło go uczucie zaniepokojenia. Podniósł się do pozycji siedzącej i skierował wzrok na potomka wilków.
-Nadim...- rzucił niepewnie, a jego towarzysz poruszył się lekko, otwierając oczy i spoglądając na niego sennie- Wziąłeś je...?
-Słucham...?
-Wziąłeś kryształy?
Potomek wilków zmarszczył brwi.
-Nie... Niczego od ciebie nie brałem...
Ta odpowiedź wystarczyła, by Amir oprzytomniał zupełnie. Zerwał się gwałtownie z łóżka, nie reagując na protest Nadima, który z kolei obudził się w jednej chwili, widząc poczynania swojego towarzysza.
-Amir!- rzucił ostrzegawczo, chwytając go w pasie i podtrzymując, chociaż mężczyzna był w stanie chodzić samodzielnie- Nie sądzę, żebyś powinien teraz wstawać...- dodał, jakby zupełnie nie rozumiał, co się wydarzyło.
-Gdzie jest mój miecz?- Amir zaczął rozglądać się chaotycznie po pomieszczeniu, usiłując uwolnić się od swojego towarzysza, który jednak w ogóle mu na to nie pozwalał- Nadim! Gdzie mój miecz, do licha?!
Nadim poprowadził go do ich rzeczy i zza tobołków, wyjął broń, którą następnie podał mężczyźnie. Ledwie Amir ją chwycił, a już gnał do wyjścia, rozjuszony. Trudno było właściwie powiedzieć, kto tu kogo podtrzymuje i kto kim kieruje. Potomek wilków starał się utrzymać Amira, chociaż ten miotał się we wszystkich kierunkach, klnąc głośno i kierując oręż w stronę każdego mijanego przez nich wieśniaka.
-Gdzie one są? Gdzie?!- wrzeszczał raz po raz mężczyzna, spotykając się tylko ze spojrzeniami pełnymi lęku i niezrozumienia. Ludzie cofali się i odchodzili od niego, przerażeni i wyraźnie zdezorientowani. Ciężko było stwierdzić, czy w ogóle rozumieją jego pytania. Dopiero któryś z chłopców, wskazał niepewnie dłonią na jedną z chat i czmychnął prędko do swojego domu.
Amir wpadł do wskazanego przez dziecko budynku wraz ze swoim towarzyszem, wzbudzając wśród obecnych popłoch. To była niewielkich rozmiarów sala, niemalże pusta. Na jej końcu stało obleczone zwierzęcą skórą krzesło, na którym siedział jakiś starzec. Jako jedyny zdawał się nie przerazić najściem, a wprost przeciwnie, spoglądał na przybyszów bez najmniejszych emocji, stąd Amirowi od razu zdało się, że pewnie słabo kojarzy, co się wokół niego dzieje. Był mały, pomarszczony, włosy miał całkowicie białe, opadały mu aż do pasa, a długie paznokcie wbijał w oparcie. Oprócz niego, w pomieszczeniu znajdowało się jeszcze dwóch chłopów i trzy kobiety, rosłe, potężne, na pierwszy rzut oka dało się zauważyć, że do ich obowiązków nie należy z pewnością wyłącznie rodzenie dzieci, a pewnie nie różniły się one wcale od obowiązków mężczyzn. Cała piątka cofnęła się gwałtownie, gdy tylko Amir i Nadim pojawili się w środku i spoglądała na nich z przerażeniem. A niedaleko przed nimi, na podwyższeniu, znajdowały się trzy fragmenty kryształu. Mężczyzna aż zatrząsł się ze złości, gdy to zobaczył. Owszem, mógł sceptycznie podchodzić do ich rzeczywistej mocy, mógł nawet nie wierzyć, że w ogóle jakąś posiadają, ale to wcale nie znaczy, że zamierzał dać się okradać z czegoś, czego tak długo szukał!
-A niech się tylko któreś ruszy...!- zagroził gniewnie, dopiero w tym momencie wyrywając się swojemu towarzyszowi, który sprawiał wrażenie lekko zagubionego. Amir machnął groźnie mieczem, w formie ostrzeżenia, chociaż wieśniacy zdecydowanie nie sprawiali wrażenia, jakby zamierzali z nim o cokolwiek walczyć. Obserwował ich jednak uważnie, zabierając fragmenty kryształu ze stolika- Gdzie jest słoik...?- zapytał ostro. Nim uzyskał odpowiedź, zobaczył jednak szklany pojemniczek, wiszący jak gdyby nigdy nic na szyi starca. Podszedł do niego i szybkim ruchem ściągnął naczynie, wrzucając do środka kawałki. Wycofał się, stając z powrotem u boku swojego towarzysza.
Starzec wskazał na niego sękatym palcem i rzucił ochryple:
-Zło.
-Zło?- obruszył się Amir, wytrącony z równowagi- Zło?! A jak nazwiesz przywłaszczanie sobie cudzej własności bez pozwolenia, co starcze? To jest dobro?!
Sędziwy człowiek spoglądał na niego z zupełną obojętnością.
-N... Nie mówił o tobie, panie...- szepnęła nieśmiało jedna z kobiet, spoglądając na niego z lękiem- Ojciec wioski... Stary człowiek. Stary. On mówi już mało i mało pamięta. Ale widzi dużo i dużo wie. My... My też wiemy...- mówiła niepewnie, a konstruowanie kolejnych zdań przychodziło jej z wyraźnym trudem. Amir dopiero teraz rozejrzał się po pomieszczeniu nieco uważniej i dostrzegł coś, co go zaintrygowało. Ściany sali pokryte były w większości przeróżnymi, szkarłatnymi malunkami- Wiemy, co to za kamienie. Wiemy, czego są częścią.
Mężczyzna spojrzał na wieśniaczkę z lekkim zdumieniem. Nadim wystąpił powoli do przodu, pytając łagodnie:
-Znacie historię Fortisa...?
Temu akurat Amir wcale by się nie zdziwił. W końcu większość okolicznych osad, wiosek, miast i tak wywodziła się pierwotnie z tego samego narodu, który przybył tu rzekomo wieki temu, stając do walki z zamieszkującymi te tereny potomkami wilków. Patrząc na to z tego punktu widzenia, prawdopodobnym było, że ta legenda wciąż żyła w niektórych miejscach.
Kobieta zawahała się wyraźnie.
-Znamy historię wojownika, który sprzymierzył się z demonem...- powiedziała powoli- I historię demona, który stworzył kryształ. Kryształ jest potężny i ma wielką moc... Ale... Ale głupcem jest ten, który sądzi, że będzie w stanie go kontrolować... Jedyny, który to potrafił, zginął razem z demonem...
-Nie poszukujemy fragmentów dla własnych celów czy korzyści- wyjaśnił stanowczo Nadim. Amir nie odzywał się wcale. Jako osoba wątpiąca we wszystko, z istnieniem tego demona na czele, nie bardzo odnajdywał się w tej dyskusji, zresztą był pewien, że jego towarzysz świetnie sobie poradzi. Co jak co, ale poruszanie się w tematyce legend i mitów, wychodziło mu świetnie. Ba, bywał nawet dosyć przekonujący- Robimy to, bo zostaliśmy wysłani, by je odnaleźć. Ten demon powrócił.
W sali zapanowała grobowa cisza. Spojrzenie starca zwróciło się w stronę potomka wilków i ten począł przyglądać mu się ciekawie.
-... I zagraża nam wszystkim...- mówił dalej potomek wilków, zauważając, że nikt nie spieszy się z odpowiedzią. Amir zaczął przechadzać się niespiesznym krokiem po pomieszczeniu, spoglądając na znajdujące się na ścianach obrazki. Rysunki były krzywe, czasem wręcz niemożliwe do rozpoznania, wyglądały tak, jakby tworzyło je dziecko. Dziwaczne, zupełnie bezsensowne, niełączące się ze sobą w żaden sposób, przedstawiały różnego rodzaju postaci, stworzenia, zjawiska i przedmioty- Jedynym sposobem na to, by go powstrzymać, jest znalezienie wszystkich części kryształu. Jeżeli tego nie zrobimy, on odrodzi się równie silny, co kiedyś. Nie możemy do tego dopuścić.
Amir uśmiechnął się pobłażliwie pod nosem, słuchając płomiennej przemowy swojego towarzysza. On nawet nie potrafił potraktować jego słów poważnie. Miał wrażenie, że Nadim utknął w zupełnie innej rzeczywistości, rzeczywistości stworzonej przez niego samego, gdzie wiedźmy, potworne stworzenia, duchy, demony i zjawy były na porządku dziennym. Co prawda im również udało się spotkać istoty co najmniej niecodzienne, ale to w niczym mężczyzny nie utwierdzało, a już z pewnością nie stanowiło dowodu istnienia jakiegoś potężnego bytu. Szczególnie, że ten byt jakoś nie dawał o sobie znać.
-Panie... Ale jak miałoby go powstrzymać odtworzenie kryształu...?- kobieta spoglądała na niego bez zrozumienia- Za nic nie można połączyć fragmentów w całość, nie, nie... Ten kamień jest gwarantem jego siły. On powstał z niego i należy tylko do niego... Tylko jego posłucha... I jeżeli rzeczywiście powrócił, będzie szukał jego części wszędzie, gdzie tylko zdoła. I znajdzie je.
Amir nie przysłuchiwał się rozmowie zbyt uważnie. Pochłonięty był akurat przyglądaniem się jednemu z malunków. Przedstawiał chyba uroczystość, zdawało mu się, że pogrzeb. Za pudłem, będącym być może trumną, zarysowane były postaci, chude i niewyraźne. Tylko jedna z nich była większa i narysowana ze starannością. Człowiek o dwóch głowach wystających z jednego ciała. Jedna, zwrócona w stronę pozostałych zebranych, miała twarz smutną, druga, przechylona na bok – radosną.
-To nieprawda- zaprotestował Nadim z taką pewnością, że jego towarzysz aż spojrzał na niego ze zdumieniem. Potomek wilków musiał naprawdę wierzyć w to, co mówił. Odwrócił się od kobiety i podszedł do starca. Ukłonił się najpierw przed nim, a później klęknął u jego boku- Ojcze...- zaczął powoli, wpatrując się w niego. Amir wzniósł oczy ku sufitowi, wzdychając głęboko. No tak... Najlepiej zwracać się do kogoś, kto ledwie zdaje sobie sprawę z tego, gdzie się znajduje...- Nie ma innego wyjścia. Zaufaj nam. Jesteśmy wybrańcami. Zostaliśmy tu wysłani przez nasze narody. Przez dwie nacje, które najpierw współuczestniczyły w potędze demona...- Amir prychnął z oburzeniem. No to już przesada- … a później wspólnie doprowadziły do jego klęski...- a to już ZDECYDOWANIE przesada...- Demona nie da się pokonać żadną ludzką siłą. Dlatego trzeba użyć do tego jego własnej mocy. Nasi przodkowie zgładzili go za pomocą kryształu i nam też się to uda. Ale żeby to zrobić, potrzebujemy odnaleźć wszystkie fragmenty. A wy macie jeden z nich, prawda...?
Amir spojrzał na niego ze zdumieniem.
Starzec spoglądał na potomka wilków przez dłuższą chwilę, jakby nie zrozumiał ani słowa (czemu Amir zresztą wcale by się nie zdziwił), po czym nagle rozwarł wargi w bezzębnym uśmiechu i poklepał Nadima po głowie. Następnie przeniósł wzrok na wyraźnie niepewną kobietę i skinął głową, jakby w formie przyzwolenia.
Potomek wilków podniósł się powoli, kierując na nią pełne wyczekiwania spojrzenie.
-Nasi przodkowie myśleli, że ten kamień jest darem bogów...- odezwała się wreszcie cicho druga z kobiet, wychodząc na przód- Mylili się. My poznaliśmy prawdę. Nie mogliśmy go dłużej czcić ani trzymać tutaj. Chcieliśmy go zniszczyć, ale nie daliśmy rady...
-Co z nim zrobiliście?- przerwał jej Amir, zniecierpliwiony tym wszystkim.
-Ukryliśmy i zakopaliśmy nad rzeką- przyznała ostrożnie.
-Gdzie?
Wzruszyła tylko ramionami.
-Kiedy?- dopytywał dalej mężczyzna.
-Jakiś czas temu.
Parsknął z politowaniem.
-To znaczy kiedy? Tydzień temu, miesiąc, rok, pięć lat...?
-Jakiś czas temu- powtórzyła znowu.
-Świetnie...- mruknął kwaśno Amir, chowając miecz. Jak zwykle, nadmiar informacji niemalże zwalił go z nóg- Możemy chociaż liczyć na pomoc...?- cisza, jaka wciąż panowała w pomieszczeniu i niepokój, który powrócił na twarze zebranych, upewnił tylko mężczyznę w tym, że liczyć mogą jedynie na siebie- Albo przynajmniej na łopatę...?
Owszem, łopatę dostali, małą, drewnianą i wyglądającą tak, jakby została stworzona jeszcze w czasach Fortisa. Amir jednak nie zamierzał prosić o nic więcej. Gdy tylko dostał ją w swoje ręce, wyszedł z chaty i już kuśtykał żwawo w kierunku rzeki. Nadim zrównał się z nim krokiem.
-Amir, nie powinieneś się teraz przemęczać... Jak twoja noga?
-Na swoim  miejscu- odparł pogodnym tonem mężczyzna, a widząc minę swojego towarzysza parsknął śmiechem- Nie patrz tak, psie, wszystko w porządku- stwierdził i właściwie nie minął się z prawdą. Noga bolała mniej niż zwykle, zresztą koncentrował się wyłącznie na znalezieniu kryształu- Skąd wiedziałeś, że mają fragment, co?- zapytał, zaintrygowany.
-Dużo wiedzieli. A poza tym musieli rozpoznać kryształ, skoro go zabrali, a jeśli go rozpoznali, to zapewne mieli z nim do czynienia.
-W każdym razie byłeś bardzo przekonujący- Amir uśmiechnął się lekko pod nosem, zerkając na potomka wilków- Chociaż opowiadanie bajek rzeczywiście wychodzi ci dobrze...
-Powiedziałem im prawdę.
-Powiedziałeś im to, co powiedział tobie Canis.
-A ja w to wierzę- odpowiedział spokojnie i z pełnym przekonaniem Nadim.
-Psie, twoja wiara czy jej brak, nie ma w gruncie rzeczy żadnego znaczenia i z pewnością niczego nie zmienia- parsknął z politowaniem Amir i obejrzał się za siebie. Dostrzegł trzech mężczyzn, którzy znajdowali się w pewnym oddaleniu od nich, ale wyraźnie szli za nimi- Oczywiście...- mruknął z niezadowoleniem, odruchowo dotykając rękojeści miecza- Zawsze są z nimi kłopoty...
-Daj spokój, Amir, to zwykli rolnicy. Pewnie chcą tylko dopilnować, żebyśmy nie zrobili niczego złego.
-Szkoda, że nie garną się równie chętnie do pomocy... Swoją drogą, jeśli wierzą w tego całego demona i kryształ, nie sądzisz, że powinni zachowywać się trochę inaczej...? A nie traktować nas jak intruzów?
Nadim wzruszył ramionami w zamyśleniu.
-Oni chyba się czegoś boją.
Zeszli ze obaj ze skarpy, niżej, do dość niewielkiej doliny rzeki. Teren był nierówny i niełatwo było Amirowi się po nim poruszać. Mężczyźni, którzy za nimi szli, również dotarli na miejsce. Zatrzymali się na wzniesieniu i przyglądali im się z uwagą, choć nieco płochliwie.
-Masz jakiś pomysł, gdzie powinniśmy szukać...?- mruknął półgłosem do Nadima, spoglądając na obserwatorów z nieskrywaną niechęcią. Jego towarzysz pokręcił głową- Hej, wy!- rzucił w stronę chłopów mężczyzna- Gdzie mamy tego szukać, co...?- tak jak się spodziewał, nie uzyskał odpowiedzi- Durnie...- prychnął pogardliwie.
-Nie czuję się zbyt... dobrze...- rzucił nagle potomek wilków. I rzeczywiście, wyglądał jakoś inaczej niż zwykle. Zbladł, a w jego oczach pojawił się niepokój. Oddech miał płytki i niespokojny.
-Co się stało?- zapytał ze zdziwieniem Amir, ale ten tylko pokręcił głową, przymykając na chwilę powieki. Mężczyzna poklepał go lekko po ramieniu i mruknął- Idź, usiądź gdzieś. I tak mi się teraz nie przydasz...
Potomek wilków wspiął się z powrotem na górę i usiadł.
Amir ruszył powoli przed siebie. Zamierzał się przechadzać po okolicy, liczył chyba na to, że kryształy wkrótce wyczują się wzajemnie i będzie przynajmniej wiedział, w którym miejscu zacząć poszukiwania.
-Piłeś coś wczoraj...?- rzucił do potomka wilków.
-Nie wiem...- wybełkotał niemalże Nadim- Nie wiem, nie pamiętam.
Amir zaśmiał się cicho.
-Czyli piłeś...- stwierdził rozbawiony.
-Nie... Nie, nie... Nie...- powtórzył znowu Nadim i zaraz otoczył kolana ramionami i skulił się, kładąc uszy po sobie.
Amir zatrzymał się na chwilę, mierząc go badawczym spojrzeniem, po czym ruszył dalej. Dziwne. Nie widział nigdy wcześniej Nadima w takim stanie. Początkowo nawet pomyślał sobie, że może potomek wilków poczuł się urażony jego wcześniejszymi słowami i najzwyczajniej w świecie się zdenerwował. Szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, że Nadim denerwował się niezwykle rzadko, a nawet jeśli, raczej nie przejawiał skłonności do zamykania się w sobie. Może rzeczywiście po prostu źle się poczuł. Albo złapał jakąś chorobę, w końcu o to nie było trudno, biorąc pod uwagę to, w jaki sposób się odżywiali, a i odporność, jaką Nadim deklarował z pewnością miała niewiele wspólnego z prawdą.
Minęła ponad godzina, bezsensownego chodzenia w te i wewte, a kryształy wciąż nie reagowały. Amir z chwili na chwilę irytował się coraz bardziej. Nawet tamci mężczyźni znudzili się już nieco obserwowaniem ich. Na górze pozostał tylko jeden, siedzący w pewnej odległości od potomka wilków. Pozostali dwaj zeszli na dół, usiedli przy rzece, wylegiwali się na słońcu, rozmawiali. Cała wieś żyła własnym życiem. Dzieci bawiły się przy wodzie i śpiewały, co jakiś czas przechodziły obok też kobiety. A Nadim, jak siedział, tak siedział, rzadko wysilając się nawet na tyle, by odpowiedzieć na jakieś pytanie Amira, który z coraz większym niepokojem usiłował nakłonić go do rozmowy, chyba tylko po to, by sprawdzić, czy ten jeszcze w ogóle jest przytomny.
-Nic z tego...- stwierdził w końcu mężczyzna, zatrzymując się w miejscu- Nie przemierzymy przecież całej doliny, a tutaj niczego nie ma... Zresztą, diabli wiedzą, gdzie to zakopali!- warknął rozgniewany- Może tu, może gdzieś dalej, może nawet po drugiej stronie... A nawet jeśli, to jest tutaj, to pewnie jest zbyt głęboko. O ile w ogóle jest, bo kto wie, co z tym tak naprawdę zrobili...
Odpowiedzi nie uzyskał. Po chwili zastanawiania się nad tym, co robić dalej, zmienił strategię. Odłożył łopatę na ziemię i zdjął z szyi pojemnik z kryształami, a następnie nachylił się i zaczął trzymać go tuż nad ziemią. I znowu ruszył przed siebie, chociaż z każdym kolejnym metrem wątpił coraz bardziej, by ta metoda była jakkolwiek skuteczna. Co jakiś czas oglądał się na swojego towarzysza, który położył się na boku, zakrywając twarz i głowę rękoma. Nie miał pojęcia, co się z nim działo. I nagle – choć w pierwszej chwili wydawało mu się, że to tylko jego wyobraźnia – pojemniczek drgnął i szarpnął się lekko w kierunku gruntu. Amir aż nie mógł uwierzyć we własne szczęście.
-Mam go!- krzyknął do potomka wilków- Mam go, słyszysz?!
Nawet, jeśli ten słyszał, najwyraźniej nie uznał za potrzebne, by reagować. Amir ustalił miejsce, w którym kryształ wykazywał największą aktywność, zaznaczył je, a następnie pobiegł po łopatę.
-Nadim, chodź! Nadim!
-Nie chcę...- wymamrotał nieskładnie jego towarzysz.
Amir westchnął ze zniecierpliwieniem.
-Sam mówiłeś, że jestem kaleką, więc byłoby mi niezmiernie miło, gdybyś zechciał się ruszyć i zrobić cokolwiek...- i znowu, reakcji nie było- A zresztą, rób co chcesz, dupku...- dodał pod nosem mężczyzna i powrócił do wcześniejszego miejsca.
Wbił łopatę w ziemię, dociskając ją zdrową nogą i opierając cały ciężar ciała na skręconej, co owocowało bólem, na który nie zwracał jednak uwagi, zbyt pochłonięty kopaniem. Szybko znalazła się przy nim dwójka dzieci, która najpierw bawiła się jedynie w oddali, przyglądając mu się, a później bardziej już odważnie, zbliżyła się do niego i z mniejszej odległości obserwowała ciekawie jego poczynania. Łopata uderzyła w coś twardego. Amir odsunął włosy z czoła i zajrzał do niewielkiego dołu. Dostrzegł brązowe wieko jakiejś skrzyni, a może raczej pudełka. Uklęknął i zaczął rozgrzebywać resztę ziemi rękoma. Dzieci stanęły za jego plecami.
-To skarb...?- zapytała nieśmiało dziewczynka.
-Nie... To coś rzadkiego, niespotykanego i podobno całkiem cennego... Ale ze skarbem ma raczej niewiele wspólnego...- odparł, przerywając na chwilę, zmęczony.
-Ale pudełko jest ładne- zauważył chłopak.
Amir usiadł, podpierając się rękoma z tyłu i zerknął w kierunku swojego towarzysza.
-Idźcie się bawić gdzie indziej, co...?- rzucił w kierunku dzieci- Na przykład pomęczcie tego psa.
-Psa...?
-Tego pana z dziwnymi uszami?- dopytał niepewnie chłopiec.
-Tak, jego... To pies. Wilk. Jak wolicie- parsknął śmiechem mężczyzna.
-Nie lubię wilków- uśmiechnął się smutno dzieciak, pokazując rękę naznaczoną licznymi bliznami- Gryzą.
-On nie gryzie- zapewnił go Amir- Tylko gada bzdury. Ale to akurat da się znieść.
-Wygląda, jakby nie żył...- mruknęła dziewczynka.
-Serio...?- w tym momencie mężczyzna zaniepokoił się bardziej. Ale że potomek wilków od czasu do czasu kręcił się w te i we wte, jak to zwykle miał w zwyczaju, chyba jednak nie było z nim tak źle- Więc może dajcie mu spokój i po prostu bawcie się gdzie indziej... A jak skończę, dostaniecie pudełko.
Argument najwyraźniej poskutkował, bo dzieci pobiegły kawałek dalej. Amir powrócił do pracy, odkopał już niemalże całe wieko, ale pojemnik tkwił tak głęboko w ziemi, że nie był go w stanie wyjąć.
-Amir! Amir!- usłyszał paniczny wrzask swojego towarzysza i odwrócił się zdumiony. Nadim biegł w jego kierunku, ale nim mężczyzna zdążył wyrzucić z siebie choćby słowo, ten chwycił go mocno i zaczął go ciągnąć na górę.
-Co ty wyrabiasz, do diabła?!- Amir szarpnął się wściekle, chcąc mu się wyrwać, ale w tym momencie zahaczył skręconą nogą o coś wystającego z ziemi i aż zawył z bólu, przestając się na chwilę szamotać.
Nadim siłą zaciągnął go na wzniesienie, przyciskając go mocno do ziemi.
-Złaź ze mnie... Złaź, do licha...!- sapnął gniewnie Amir, usiłując go z siebie zrzucić. W końcu przetoczył się z nim na bok, zyskując na chwilę panowanie nad sytuacją, ale zaraz Nadim znowu przygwoździł go do podłoża, nie pozwalając mu się ruszyć- Co ci znowu odbiło, kretynie?!
Ale w tym momencie usłyszał głośny szum. Odwrócił głowę i dostrzegł falę, która z niezwykłą prędkością przetoczyła się obok nich, zalewając całą dolinę i pochłaniając wszystko, co się w niej znajdowało. Amir osłupiał zupełnie, zamierając w ramionach potomka wilków, który sam wydawał się być zdumiony tym, co przed chwilą zobaczył. Mężczyzna spojrzał na twarz swojego towarzysza, a zaraz później znowu na zanurzoną pod wodą dolinę. Prócz nich na szczycie skarpy nie było już nikogo.
-Co to... Co to miało być...?- wyjąkał Amir.
-Nie wiem...- Nadim odsunął się od niego, klękając kawałek dalej- Po prostu... Po prostu miałem dziwne przeczucie...
Mężczyzna parsknął, oszołomiony.
-Chyba muszę zwracać większą uwagę na twoje przeczucia...- stwierdził.
Właściwie dopiero teraz zdał sobie sprawę z całą mocą z tego, co się tu wydarzyło. Nadim ocalił mu życie. Uratował go. Nie miał pojęcia, w jaki sposób i jakim cudem, ale tak właśnie było.
-Poczułem się dziwnie... Źle... A później coś we mnie... Jakbym musiał uciekać, jak najszybciej...- powiedział ostrożnie potomek wilków, przecierając twarz dłońmi- Więc wróciłem po ciebie. Nie miałem pojęcia, co się dzieje... Ale podobno czujemy czasem takie sprawy... Naturę... Silniej niż inni...
-Instynkt samozachowawczy godny pozazdroszczenia- skomentował to Amir, wciąż nie mogąc wyjść ze zdumienia tym, czego był przed chwilą świadkiem. Mało brakowało, a by zginął. Mało brakowało, a nie wróciłby do domu już nigdy i być może nikt nawet nie dowiedziałby się o tym, jaki los go spotkał. Mało brakowało, a wszystko to, czego pragnął, co myślał i w co wierzył, przestałoby mieć jakiekolwiek znaczenie, zginęłoby razem z nim. Mało brakowało...
Nadim podniósł się na nogi, spoglądając na zatopioną dolinę.
-Kryształ przepadł, prawda...?- zapytał cicho.
-Tak. Ale ja jestem cały. I wolę tą wersję od odwrotnej...- parsknął Amir, chwytając za wyciągniętą dłoń towarzysza i podnosząc się.
Nadim uśmiechnął się do niego lekko.
-Ja też. Chyba trzeba wrócić i powiedzieć im, co się tutaj wydarzyło...
Ale gdy wrócili do wioski, wyglądało na to, że wszyscy już wiedzą. Zresztą minęła ich grupa wieśniaków, biegnących w kierunku rzeki i wołających coś rozpaczliwie. Gdy tylko weszli do chaty, w której poprzednio znaleźli kryształy, Amir dostrzegł tego mężczyznę, który siedział na skarpie i ich obserwował.
-Coście zrobili?!- krzyknęła w ich stronę kobieta, z którą rozmawiali tego ranka- Coście zrobili?! Sprowadziliście na nas zagładę!
-Że co znowu?!- prychnął z poirytowaniem Amir.
-Nim tutaj przybyliście, wszystko było dobrze! Idźcie, idźcie stąd, proszę!- jęknęła błagalnie, mając łzy w oczach.
Siedzący na krześle starzec odchrząknął i zaczął stukać palcami w oparcie. Kobieta odwróciła się w jego kierunku i zawahała się przez chwilę, po czym odeszła, by wrócić zaraz z niewielką miseczką, którą podała wstającemu. Ten chwiejnym i powolnym krokiem, podszedł do jednej ze ścian. Zamoczył palce w szkarłatnej cieczy, znajdującej się w naczyniu i na wolnym kawałku, zaczął coś malować. Coś, co najpierw Amirowi przypominało oczy, górujące nad nakreślonym pasem, może rzeką, a później już raczej chmury, gdy pomiędzy nimi znalazło się coś na kształt słońca. A może księżyca...? Starzec tworzył dalej różne kształty i znaki, które właściwie w oczach Amira nie znaczyły zupełnie nic i w końcu przestał zawracać sobie głowę próbą ich interpretacji. To nie miało najmniejszego sensu. W końcu białowłosy skończył i wrócił na swoje miejsce, z bezzębnym uśmiechem zadowolenia na twarzy.
Kobieta milczała przez dłuższą chwilę, spoglądając na przywódcę wioski, po czym rzuciła cicho i spokojniej niż wcześniej:
-Przepraszam. Możecie tu zostać, jeszcze tej nocy, ale później, proszę, odejdźcie.
-Skąd ta zmiana zdania...?- zapytał bez zrozumienia Nadim.
Zawahała się wyraźnie.
-Jeśli zło reaguje w taki sposób, to znaczy, że może idziecie właściwą drogą...- stwierdziła, a w jej głosie wciąż krył się lęk. Amir nie bardzo rozumiał, o co jej chodzi- Przeznaczenie musi się wypełnić.
-To znaczy...?- zapytał mężczyzna.
-To, co ma się stać, stanie się.
-Czyli co się stanie...?
-To, co stać się miało.
Amir uśmiechnął się pobłażliwie. Och, jakże uwielbiał tego typu wieszczenie. Zupełnie jak przepowiednie na zasadzie : przytrafi ci się to, co ci się akurat przytrafi. Zresztą, miał wrażenie, że wszystkie brednie i idiotyzmy funkcjonują na podobnych zasadach.
-Możecie tu zostać jeszcze dziś- powtórzyła kobieta i spojrzała na nich niemalże błagalnie- Ale później odejdźcie. I nie wracajcie już nigdy więcej. Proszę.
Amir i Nadim spojrzeli po sobie, po czym wyszli z budynku. Odeszli kilka kroków dalej i skierowali się do chatki, w której zostawili wszystkie swoje rzeczy.
-I co...?- zapytał w pewnym momencie potomek wilków, wpatrując się w swojego towarzysza z uwagą- Nadal uważasz, że zagrożenie ze strony demona jest tylko moim wymysłem...?
-A coś się zmieniło?- Amir uniósł brew w pytającym geście- Przegapiłem jakieś objawienie albo jego wizytę...?
Nadim prychnął poirytowany.
-Chcesz udawać, że to, co się wydarzyło było normalne?
-A co się wydarzyło...?
-Ta... fala... W momencie, w którym wydobywałeś kryształ! Nie mów, że to był przypadek!
-To BYŁ przypadek- odpowiedział z pełnym przekonaniem Amir. I tak to jest, jedno wydarzenie, które zgra się z innym i już – tłumy głupców będą wierzyć, że to przeznaczenie albo zemsta bogów czy też innej siły, w tym przypadku demona. Nadim zaśmiał się tylko i pokręcił głową- Chcesz mi udowodnić, że było inaczej...?- Amir zatrzymał się. Jego towarzysz również przystanął, wpatrując się w niego z zainteresowaniem- Kilka dni temu, mijaliśmy tamę...- przypomniał mu mężczyzna- Jestem gotów zaryzykować i stracić te kilka dni, żeby wrócić do tamtego miejsca i sprawdzić, czy nie pękła. Zresztą, jestem gotów ręczyć własnym życiem, że tak właśnie było. Więc jak...?- wyciągnął dłoń w kierunku potomka wilków, z satysfakcją dostrzegając jego niepewność i wahanie. -Nawet, jeśli to tama... To nie uważasz, że to dziwne, że zniszczyła się w takim momencie...?
-Nie. Zniszczyła się zapewne trochę wcześniej- odparł Amir, wzruszając ramionami i ruszył dalej- Czego skutkiem było to, czego byliśmy świadkami.
-Och. I nazywasz to przypadkiem...?
Amir westchnął ciężko.
-Psie, nazywaj to jak tylko zechcesz, ale nie próbuj mi wmawiać tych swoich bzdur, stosując tak idiotyczną argumentację...- spojrzał na swojego towarzysza z uśmiechem politowania- Idąc twoim tokiem rozumowania, gdybyś zaczął mnie szarpać kilka chwil później, czego oczywiście nie mam ci za złe, zdążyłbym zapewne wydobyć kryształ i uciec. Więc może powinieneś sprawdzić, czy nie jesteś przypadkiem opętany.
Nadim umilkł, trudno powiedzieć, czy z braku odpowiedzi, czy uznając spór za bezsensowny. Weszli do zajmowanej przez nich chatki i dopiero w tym momencie Amir poczuł się jakoś nieswojo. Potomek wilków uratował mu życie. Ta świadomość znowu uderzyła w niego z całą mocą i zdawała się wręcz wymagać, by jakoś zareagował. Podziękował, zrobił coś, powiedział... Tylko wydawało mu się to z jakiejś przyczyny zupełnie nie na miejscu. Czuł się wręcz zażenowany.
-Dzisiaj ty śpisz na łóżku- rzucił do swojego towarzysza.
-Nie, dziękuję. Masz chorą nogę, powinieneś wypoczywać.
-Wypocznę na ziemi- odparł stanowczo mężczyzna- Nie czuję się źle, a poza tym, wczoraj ja tam spałem, dziś twoja kolej...
Ale potomek wilków już usadowił się w kącie, zupełnie tak jak wczorajszej nocy.
-Nie ma takiej potrzeby- odparł, uśmiechając się lekko- Mówiłem już, że powinieneś wypocząć. A poza tym, ja jestem przyzwyczajony do warunków dalekich od luksusu królewskiego pałacu, więc nie mam z tym problemu...
Przekomarzali się jeszcze trochę, aż w końcu, gdy ściemniło się zupełnie, Amir ułożył się na sienniku. Nie dręczyły go myśli ani o pozostawionej w państwie rodzinie, ani o celu ich wyprawy, ani o przebiegu ich jutrzejszej wędrówki. Czuł się nieswojo i w obliczu tego wszystkiego, co się wydarzyło, miał wręcz poczucie winy. Ale czy mógł podejrzewać, że coś takiego się wydarzy...? Gdyby tego dnia, gdy poznał Nadima, ktoś powiedział mu, że ten przeklęty pies kiedyś uratuje mu życie, pewnie śmiałby się z tego i nie dałby tym słowom ani krztyny wiary. A teraz...? Jakoś to wszystko ułożyło się inaczej, niż z początku podejrzewał. I pies też był jakiś inny, niż to kiedyś widział. I ta wędrówka, to wszystko, sprawiło, że on sam stawał się inny i sam już do końca nie pojmował, co jest właściwie rzeczywiste, a co urojone i która niechęć jest uzasadniona, a która wydumana i podparta strachem albo brakiem zrozumienia. A przecież jeszcze nie tak dawno miał tyle poglądów, przekonań i wierzył w nie z równą mocą, jak Nadim w te swoje brednie i opowieści starego psa. I sam już nie wiedział, ile z tego zostało.
-Dziękuję...- szepnął w końcu ledwie słyszalnie, bo i nie wiedział, czy chce być słyszany i przewrócił się na drugi bok.
-Za co...?- dopytał potomek wilków, jakby rzeczywiście nie wiedział.
-Za ocalenie mi życia.
Nadim parsknął z rozbawieniem.
-Nie żeby był to pierwszy raz...- skomentował zaczepnie.
-To był pierwszy raz!- odpowiedział stanowczo mężczyzna- A jeśli już, te pozostałe razy...
-... te których nie było?
-... były wynikiem naszej współpracy i... To po prostu nie to samo!
Zdecydowanie nie. Co innego ucieczka, co innego walka, a co innego uratowanie przed czymś takim, przed czym Amir sam nie zdołałby z pewnością uciec ani uchronić się w żaden inny sposób.
-Tak czy inaczej, psie...- odkaszlnął z zażenowaniem mężczyzna, starając się dobrać odpowiednie słowa do zaistniałej sytuacji, a wcale nie było to łatwe- Zdaję sobie sprawę z tego, że traktujesz ludzi jako istoty pozbawione honoru... Ale ja swój honor mam. I mam wobec ciebie ogromny dług, który, co wiem doskonale, nie będzie łatwy do spłaty... Więc... Gdybyś kiedyś miał... Jakieś potrzeby... prośby czy życzenia... Nie wahaj się mówić...
-Właściwie, skoro już zacząłeś... Mam jedno życzenie- stwierdził Nadim.
-Tak...?- Amir zdumiał się nieco- Jakie?
-Zwracaj się do mnie po imieniu. Zawsze. I nie nazywaj mnie już psem.
Gdy Amir usłyszał te słowa, miał ochotę parsknąć śmiechem. A to dopiero! Potomek wilków ratuje mu życie i jedyne, czego chce w zamian to coś tak banalnego...?
-No teraz to przesadziłeś... Nie ma mowy- odpowiedział z udawaną surowością- Sądziłem raczej, że zechcesz pośmiertnie złożyć moje ciało na ofiarę swojemu bogowi albo w imię jakiegoś krwawego rytuału obedrzeć mnie ze skóry, ale coś takiego...?
-Wiedziałem...- szepnął Nadim, jakby nie zrozumiał zupełnie ironii w wypowiedzi swojego towarzysza.
-To dobrze... Hm... Tak więc... Dobranoc, Nadim- rzucił, widząc niemalże oczyma wyobraźni wyraz zdziwienia, jaki musiał malować się teraz na twarzy potomka wilków- Będę chyba musiał powoli się do tego przyzwyczajać...
-Dobranoc, Amir.

Amir przechadzał się, czy też raczej, kuśtykał po wiosce, czekając na swojego towarzysza. Nadim, od rana w jeszcze lepszym humorze niż zwykle, uśmiechnięty od ucha do ucha i żartujący jak nigdy, zaczynał powoli doprowadzać go do szału, więc mężczyzna wolał zostawić go samego z przygotowaniami do podróży i poszukiwaniem prowiantu. Chociaż właściwie, on też czuł się dobrze. I fizycznie, bo nowy rodzaj opatrunku chyba skutkował lepiej niż poprzedni, ale było mu też jakoś miło ze świadomością, że zrobił potomkowi wilków przyjemność. Nawet tak błahą w porównaniu z tym, co ten uczynił dla niego. Choć rzeczywiście, zrezygnowanie z określania go „psem”, nie przyszło mu łatwo. Ale właściwie... Nadim... Cóż to w końcu za imię! Dla psa idealne! Więc... Co tam znowu... Wyjdzie na jedno i to samo.
Przy jednym z budynków dostrzegł starca, przywódcę wioski. Ten miał przy sobie długi kij, na którym zapewne podpierał się chodząc, a w tym momencie, kreślił nim coś na piasku, pochłonięty tym do reszty. Amir uniósł brew i stanął obok niego, usiłując zobaczyć, co ten rysuje. Tym razem było to zapewne zwierzę. Albo człowiek na czworakach. Albo człowiek na czworakach trzymający na głowie zwierzę. Trudno powiedzieć.
-Dobry pies...- powiedział nagle starzec, kiwając głową- Dobry pies...
Amir parsknął cicho i uśmiechnął się pobłażliwie.
-Tak, tak, dziadku... Tak, tak...- mruknął tylko, nieco rozbawiony.
A w tym momencie, staruszek zamachnął się i z całej siły, która wcale nie okazała się mała, uderzył Amira w brzuch trzymanym kijem. Mężczyzna aż jęknął z bólu, zginając się w pół, podczas gdy ojciec wioski pokuśtykał w prawo, zaśmiewając się głośno.
-Gotowy...?- Nadim wyłonił się zza jednej z chat i z lekkim zdumieniem przyglądał się towarzyszowi, który pocierał obolałe od uderzenia miejsce- Co ci się właściwie stało...?
-Nic...- syknął w odpowiedzi tamten- Zupełnie nic. Chodźmy.
Ruszyli.
-Wiesz, Amir...- zaczął nagle potomek wilków, podając mu zwinięty namiot- Może to tylko moje odczucia, ale... Nie masz wrażenia, że ktoś jest gdzieś w pobliżu...
Amir aż złapał się za głowę.
-O litościwi bogowie, błagam, nie znowu!
-Ale...
-Nie.
-Chodzi mi tylko o to, że...
-Nie!
Opuścili wioskę, w której to wszystko się zdarzyło.
I do której mieli nigdy już nie powrócić.

13 komentarzy:

  1. Podobają mi się stopniowe zmiany w charakterze relacji między bohaterami. Powoli, ale zdecydowanie w jakimś kierunku. Zastanawiam się, czy znajdą w końcu ten fragment kryształu...

    OdpowiedzUsuń
  2. O! A tego się nie spodziewałam, znaczy że jakiegoś fragmentu nie uda się im pozyskać. Chyba, że owa szkatułka gdzieś z wodą popłynie i jakimś cudem ją znajdą xD Kurcze myślałam, że wyjaśni się ta cała sprawa z psem i tajemniczą kobietą. Ale to tylko sprawia, że czuję większy smak na kolejne odcinki. Zapowiada to, że może ona pojawić się jeszcze i coś namieszać.

    To jak zmieniają się relacje między bohaterami jest tak naturalne, że strasznie się cieszę z każdej zmiany. Zwłaszcza to dogryzanie sobie, szturchanie xD Jak ogon Nadima pomiział Amira po plecach to uśmiechnęłam się szeroko, widząc oczami przyszłości jak to może być wykorzystane przez wilka w celach pieszczoty ;D No ale do tego jeszcze trochę. No jak mówię to co się między nimi buduje jest miłe dla oka i serca :)
    Pan starzec malujący wręcz mnie rozbawił tym ''prezentem'' dla Amira na końcu xD Umiesz cudownie wymyślać postacie, sytuacje w jakich postacie przeżywają swoją przygodę :D Nigdy nie wiadomo co ich spotka i jak to się zakończy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy11:45 AM

    Jak dobrze, że tak szybko pojawiają się kolejne rozdziały "Chaosu"... :) I jak zwykle wraz z następną częścią zostawiasz ogromne uczucie niedosytu. Naprawdę, czytam, czytam, już koniec rozdziału, a ja chcę jeszcze i jeszcze!
    Ciekawe jak Amir poradzi sobie ze zwracaniem się do Nadima tylko po imieniu... Jakoś tego szczerze nie widzę, ale kto wie?;) tak powoli zmieniają się relacje między nimi, ale coraz bardziej to widać. Amir coraz więcej sobie uświadamia... Uwielbiam to. Uwielbiam.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i czekam niecierpliwie!
    J.

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy12:29 AM

    Lubię to. D.

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy4:01 PM

    Staruszek bardzo nachalnie i w pewien dziwaczny sposób przypomina mi tego pawiana z Króla Lwa... Rafiki mu było. Zwłaszcza ten ostatni obraz kiedy stoi i badylem grzebie w piasku. Rafiki wypisz, wymaluj :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. hej, właśnie skończyłam czytać i postanowiłam się wreszcie ujawnić i podziękować za kawał dobrej roboty jaki tu odwaliłaś. Masz lekkie pióro i poczucie humoru a Twoje postacie bardzo przypadły mi do gustu, szczególnie relacja głównych bohaterów z tym ich przekomarzaniem i wiecznymi kłótniami jest niezwykle... ujmująca :) i mam nadzieję, że wkrótce ruszy w kierunku bardziej... no wiadomo czego. Wprawdzie historia wydaje mi się być miejscami odrobinę nielogiczna, to jest na tyle ciekawa i sprawnie opowiedziana, że nie przywiązuje się do tego nawet zbyt dużej wagi. Życzę weny i liczę na kolejny rozdział niedługo :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy7:45 PM

    Bardzo lubię to opowiadanie, na prawdę jest fantastyczne :)Życzę weny i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałam i mam głowę pełną myśli. Między innymi, co będzie dalej i już się cieszę, że jutro wstawisz kolejny rozdział. :D
    Nie wrzucałam komentarza pod każdym rozdziałem, tylko pod drugim coś tam dałam, bo wolę tak ogólnie napisać o tym opowiadaniu, niż oceniać wszystko z osobna. :D
    Oprócz Every me, to kolejne Twoje najlepsze opowiadanie. Widać, że masz wszystko dokładnie przemyślane i nie tylko każdy rozdział z osobna, ale całość. Odnoszę wrażenie, że wiesz, co będzie za 10, 20, lub 30 rozdziałów. Mimo że opowiadanie może nie być tak długie. Chociaż na takie się zapowiada i nie mam nic przeciw. :D

    Podoba mi się, że zamykasz historię w jednym rozdziale. Bohaterowie robią coś, spotyka ich przygoda, której koniec następuje i idą dalej. Niezależnie czy będzie on miał 10 stron, czy 30. W 7 przeszłaś samą siebie jeżeli chodzi o długość rozdziału. Co mi na pewno nie przeszkadzało. :D To tak jakbyś napisała 3 notki na raz. :D To w ogóle mogłoby się nadawać na serial przygodowo fantastyczny, w którym każdy odcinek jest o czymś innym, a całość łączy jedno zadanie i postacie oraz ich prywatne relacje. Zawsze można powrócić do jakiegoś rozdziału bez łamania głowy co było w poprzednim. :D
    Podoba mi się relacja obu bohaterów i to jak naturalnie zachodzą w nich zmiany. Nie tylko w osobowości, pamiętając, jak Amir na początku traktował Nadima, wręcz bił z niego rasizm do tej rasy, ale i we wzajemnych relacjach. Obu zaczyna zależeć na sobie i kiedy jednego nie ma drugi czuje się samotny. Troska o drugiego też jest wyraźnie widoczna. Mnie nie przeszkadza, że akcja miedzy nimi dzieje się powoli, bo dziwnie by wyglądało na to,jakby kochali się już w drugim rozdziale. To by było takie sztuczne, bez więzi, uczuć. Tym bardziej, że Nadim lubi kobiety. I co nagle rzuca się na faceta? Nie, to się musi dziać swoim torem. Oczywiście już by się chciało, aby zbliżyli się do siebie uczuciowo, cieleśnie, ale na to wszystko przyjdzie czas. :D Liczę, ze nie za 20 rozdziałów, ale to Twoje opowiadanie i twój plan. :D W każdym razie, jak wspomniałam, ich relacje zacieśniają się w pełni naturalnie.
    Jestem ciekawa, kiedy coś tam pomiędzy nimi zacznie się dziać i w jaki sposób to zrobisz. Tym bardziej mnie to ciekawi, ze względu na Nadima, on lubi spódniczki. Aż przypomniał mi się rozdział 8, kiedy przebrali się w sukienki. W ogóle przyprawił mnie on łzy ze śmiechu. Amir, wie, że jest inny, nie lubi kobiet i w nim pierwszym mogą wzbudzić się pragnienia do towarzysza. Słodkie jest to, że Amir wstydzi się kąpać przy Nadimie, oraz jest zazdrosny o te wszystkie kobiety. Bo nie oszukujmy się, mimo wszystko jest w tym nuta zazdrości. Nie z początku, ale teraz... :D Tak, to odbieram, mogę się mylić.

    OdpowiedzUsuń
  11. Musiałam podzielić komentarz na dwa, więc teraz druga część.

    Pozwól, ze zacytuję szczególnie zapamiętane fragmenty z ostanich rozdziałów:
    "-Czy chcesz mi powiedzieć, że masz z tym... mały problem...?- zapytał, a na jego wargach pojawił się złośliwy uśmieszek.
    -Że co?- zdumiał się mężczyzna.
    Nadim poruszył brwiami w sposób aż nazbyt znaczący.
    Amir nie miał pojęcia, czy zawstydzenie ma jakiekolwiek granice, ale jego chyba osiągnęło szczyty.
    -Nie mam pojęcia, o czym ty bredzisz, psie...- wycedził przez zęby ze złością- A zresztą... To nie twój interes...
    -Masz rację... Twój interes należy tylko i wyłącznie do ciebie...
    -Kretyn.
    -Panna na wydaniu."
    Cudnie. Lubię takie gierki słowne. :D
    Poza tym Nadim powinien częściej wywoływać rumieńce u Amira. Czyżby wilk się domyślał orientacji Amira? A może on mimo wszystko też lubi chłopców. Chociaż wersja, że jest hetero, a potem pokocha mężczyznę i gotów będzie z nim być, wydaje się taka mrauuu. :D
    Mam wizję, że obaj będą razem i nikt nie będzie miał nic przeciw ich związkowi, nawet ustanowią prawo, żeby osoby tej samej płci mogli brać śluby i obaj zasiądą na tronie, razem i oba ludy będą żyć w zgodzie po wsze czasy. :D

    "Ogon Nadima prześlizgnął się po plecach mężczyzny, wywołując u niego grymas irytacji. Chwilę później zdarzyło się to znowu i raz jeszcze, aż w końcu zdenerwowany Amir, wyciągnął rękę i chciał zdzielić lekko ogon towarzysza, ale ręka mu się omsknęła i zamiast tego, uderzył go w pośladek. Odchrząknął zażenowany.”
    Aż szkoda, że ręka mu się nie zatrzymała na dłużej w tym miejscu, a Nadim tego nie poczuł. :D W każdym razie śmiałam się razem z Amirem.
    Podoba mi się ich bliskość i kłótnie oraz ten maleńki, wspólny namiot. :D

    Cieszę się, że dopiero teraz zaczęłam czytać to opowiadanie. Miałam doskonałą ucztę i na pewno mocno związałam się z Amirem i Nadimem. :D

    Życzę Ci dużo weny na pisanie Chaosu i pozostałych opowiadań.

    OdpowiedzUsuń
  12. Anonimowy10:12 AM

    No, wreszcie Amir docenia Nadima, coraz bardziej – jego umiejętności, towarzystwo (że ma do kogo gębę otworzyć i przytulić w czasie burzy :P – tej burzy to mu nie daruję, nie zbliża się kolejna?) i charakter, który od początku mi się bardzo podoba. Ale gdyby obaj byli tacy sami, to już na początku podróży by się rozstali albo wyrżnęli – tego byśmy nie chcieli.

    Wiedziałam, za biały szczeniak i jego za piękna pani go nie zostawią, tak samo jak wiedziałam, że za morderstwami stał Eldir. :P I teraz tylko czekam na większy zryw wiatru i spełnienie się przeczuć N., że ich ktoś śledzi.

    Podoba mi się, jak Nadim ustawia do pionu Amira i od czasu do czasu wygrywa w dyskusjach i wydaje mu rozkazy, zwłaszcza kiedy Amir jak tak słodko bezradny. I wcale nie wierzę, że ten klaps w pośladek był przypadkowy ;) I ten ogonek smyrający plecki Amira, bardzo mi się podobał, czekam, aż N. użyje swojego ogona w ten sposób celowo. I to:
    -patrzę na twoją nogę.
    - Znajdź sobie własną. – Genialne.

    Zdania takie jak ,,nie zapomni … do końca życia” niesamowicie mnie rozczulają, ale też robi mi się smutno, bo to jakby przepowiada, że nie będą ze sobą razem. Mam nadzieję, że nie masz zamiaru ich wcześnie (po pokonaniu demona) pozbawić życia (bo jak tego nie chcę *tupie nogą*) ani tym bardziej rozdzielić, żeby z pewnym smutkiem i rozrzewnieniem wspominali osobno swoje przygody i wspólnie spędzony czas. Bo wystarczy, że sobie przypomnę „Jedynego” a już mi się łezka w oku kręci i robi mi się przykro z powodu nie spełnionej miłości postaci, nie czarujmy się, fikcyjnej, ale jednak i nie chcę tak wspominać innych bohaterów – ze smutkiem i żalem.
    Taa, opowiadanie jest o ratowaniu świata, a ja się zajmuję romansem dwóch postaci, ale…. Jak to mawia mój brat - trzeba mieć w życiu priorytety (choć on miał na myśli, że ma w d… szkołę – jedzie na narty, a to co ma pozdawać pozdaje później, ale sens pozostał :P).

    To życzę ci weny - bo chyba nie życzyłam, tyle osób ci już o niej wspomina, że nie chciałam się powtarzać i wolałam skupić się na życzeniu sobie dalszych części pewnych opowiadań ;) skoro przy tym jesteśmy to chyba jeszcze nie pisałam, że "Sunrise" też należy do tych, których kontynuacją bym nie pogardziła, a wręcz przeciwnie.
    Najchętniej to chyba bym cię zamknęła w domu, dała papier i długopis, albo komputer i zmuszała do pisania... pewnie jak jesteś zmuszana to pisanie nie idzie ci tak dobrze, nie? Ahhh, więc... Weny:)

    Nana

    OdpowiedzUsuń
  13. Anonimowy11:01 PM

    Chaos uzależnia. Autentycznie. Dosłownie pochłaniam rozdział za rozdziałem, za każdym razem błogosławiąc Cię, Silencio, za długość :D Chyba na żadnym innym blogu nie spotkałam się z notkami tej długości! Fenomen po prostu.
    Historia Amira i Nadima wciąga jak diabli! Cały dzień moje myśli gdzieś tam, czasem nie do końca świadomie, krążą wokół nich i tego, co zdarzyło się w ostatniej notce :)
    Poza tym nigdy, przenigdy nie powiem Ci, że akcja rozwija się zbyt wolno, bo.. dla mnie to akurat atut! Wprost uwielbiam to docieranie się bohaterów, rozwój ich relacji, początkową niechęć i dystans, które, w miarę upływu czasu, zmieniają się w sympatię (często najpierw nieuświadomioną), a potem i coś więcej *na co czekam! :D*
    I jeszcze jedna sprawa: wprowadzasz dużo polemiki na ważne tematy: bóg/bogowie i ich istnienie, natura człowieka, dobro i zło.. I mam wrażenie, że są to wszystko Twoje osobiste przemyślenia, tylko "wsadzone" w głowy i usta Twoich postaci. Bo mamy Amira i jego poglądy i racje oraz mamy Nadima ze swoimi poglądami. I tak to widzę, że w Tobie są skumulowane te ich poglądy, że sama ze sobą toczysz dyskusję i w Tobie są te przeciwstawne natury i tylko ujawniasz je, przelewając na papier.. czy komputer :) A w dodatku robisz to z taką lekkością, a jednocześnie dogłębnie, bez powierzchowności, ale umiejętnie wplatając w fabułę.
    Nie znam Cię, droga Autorko, ale myślę, że jesteś bardzo ciekawym człowiekiem :)
    Nawet nie wiesz jak się cieszę, że jakiś rok temu trafiłam na Twojego bloga :D
    A ja z kolei nie wiem czego mogłabym Ci najbardziej życzyć, ale chyba.. chyba żebyś nigdy nie straciła zapału do pisania :)
    Alys

    OdpowiedzUsuń