Strony

sobota, 4 lutego 2012

Rozdział 11 [Chaos]

  Z dedykacją dla Luany.

Zanurzyli się znowu w niekończącej się gęstwinie lasów, gubiąc poprzednią drogę i tracąc z oczu rzekę. Drzewa rosły bardzo blisko siebie, a ich korony, górujące wysoko nad podróżującymi, rzadko dopuszczały do nich promienie słońca, musieli więc wędrować w niemalże zupełnym mroku. I chociaż Nadim nie wspominał już o swoich podejrzeniach (a wciąż pozostawał wyjątkowo czujny, co było łatwe do zauważenia), Amirowi, zapewne ze względu na nietypowy klimat miejsca, w którym się poruszali, zaczynał powoli udzielać się jego nastrój, a może i dziwaczne przeczucia, noszące niemal znamiona paranoi. Zdawało mu się niekiedy, że widzi jakby jakiś kształt, przemykający  pomiędzy konarami, lecz ledwie mrugnął oczyma – kształt znikał. To znowu słyszał kroki, wyraźnie, jakby za sobą, ale gdy się odwracał – nikogo tam nie było. Innym razem, docierało do niego coś podobnego do szeptu, który był zapewne niczym więcej, jak tylko szmerem wiatru, a reszta była efektem pracy wyobraźni mężczyzny, ale czasem mógłby przysiąc, że słyszy swoje własne imię, wydobywające się z głębi lasu. Nieraz, gdy Nadim przyuważył, jak jego towarzysz podskakuje nerwowo, albo często ogląda się za siebie, uśmiechał się do niego pogodnie i rozpoczynał opowieść. Opowiadał wiele, a każda z przedstawionych przez niego historii była równie barwna, i równie mało wiarygodna. Mówił o istotach zamieszkujących od zawsze lasy, o nimfach i driadach, dobrych i złych duchach, potworach i bestiach, tych okrutnych i tych, które mimo przerażającej powłoki, były całkiem łagodne, a czasem wręcz przyjazne człowiekowi. Amir z lekkim politowaniem przyjmował pełne naiwnej wiary słowa potomka wilków, ale trzeba przyznać, że czasem i jemu zdarzała się chwila zwątpienia. Gdy zdawało mu się, że czuje czyjś oddech na swoim karku i jakiś przeraźliwy ryk wydobywał się nagle z mroku. Albo gdy spoglądał na trawę i wydawało mu się, że pośród niej śpi jakaś mała wróżka. Ale gdy tylko zbliżył się, by to sprawdzić, okazywało się, że wróżka jest jedynie wątłym kwiatem, któremu udało się cudem pochwycić nieco słońca. Rzadko zdarzało im się natrafić na jakąś polanę. Gdy jednak tak się już stało, i wyłaniali się z ciemności, można było odnieść wrażenie, jakby wkraczało się do zupełnie innego świata. Niestety wtedy często przeszkadzało im palące słońce, a przyzwyczajone do wędrówki w mroku oczy, z trudem przystosowywały się z powrotem do światła. Tym razem było inaczej. Gdy wyszli na polanę, słońce chyliło się już ku zachodowi. Nadim ziewnął szeroko i przeciągnął się tak, jakby się chwilę temu przebudził, a nie miał zamiar szykować do snu.
-Ciepły dziś dzień- stwierdził. Rzucił na ziemię trzymane przez siebie rzeczy i spojrzał w górę, uśmiechając się lekko- Noc też będzie ciepła. Co powiesz na spanie pod gołym niebem...?
-Wybacz, ale nie mam ochoty stać się przekąską dla okolicznego robactwa- odmruknął Amir, siadając. Opatrunek spełnił swoją rolę, usztywniona noga nie bolała aż tak bardzo, mimo długiego marszu i zdawała się stopniowo regenerować.
-Więc sam rozkładaj namiot- odparł pogodnym tonem Nadim i bez choćby słowa wyjaśnienia, chwycił tylko za upuszczony chwilę wcześniej łuk i pognał znowu w głąb lasu, nie wiadomo w jakim celu.
Amir przez dłuższą chwilę spoglądał na drzewa, za którymi zniknął jego towarzysz, po czym westchnął głęboko, odchylając głowę i wpatrując się w ciemniejące stopniowo niebo. A to się porobiło...
Potomek wilków wrócił niedługo, wyjątkowo zadowolony z siebie. Zatrzymał się jeszcze na chwilę na skraju lasu, spoglądając w gwiazdy. Mężczyzna odwrócił głowę i zaczął przyglądać mu się w sposób, w jaki ostatnio patrzył na niego całkiem często. Kiedy Nadim poruszał się w tych lasach, kiedy opowiadał mu o czymś, kiedy polował – było w nim coś wyjątkowego i fascynującego niemalże. Absolutna swoboda, lekkość i coś, co sprawiało, że zdawał się być częścią otaczającej go natury, a nie intruzem, jakim czuł się Amir. Poza tym potomek wilków był w takich chwilach tak przyciągający, że ciężko było oderwać od niego wzrok. Mężczyźnie przypominały się wtedy obrazy wiszące w zamku, na które jako dziecko, spoglądał z oczarowaniem i zachwytem, choć nie miał pojęcia, co przedstawiają, ani jaką mają wartość. Były piękne. Piękne po prostu. Amir zawsze czuł coś na kształt wstydu, gdy zerkał na towarzysza płochliwie, ale z uwagą, i jednocześnie nie rozumiał, skąd w nim takie odczucia.
-Wnioskuję, że skoro nie rozłożyłeś namiotu, śpimy tu?- zapytał wesoło Nadim.
Amir odwrócił wzrok i wzruszył ramionami.
Zauważył, że potomek wilków wydawał się aż nazbyt pogodny, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że przepadł jeden z fragmentów kryształu. Oczywiście Nadim powtarzał nieustannie, że są wybrańcami, że czuwa nad nimi bóg (tudzież bogowie), że prędzej czy później i tak zbiorą wszystkie części. Mówił to z takim przekonaniem, jakby rzeczywiście wierzył w swoje własne słowa, chociaż Amir zaczynał się zastanawiać, czy nie jest to jedynie maska, którą potomek wilków przybierał, by ukryć swoje własne zdenerwowanie i zaniepokojenie. Bo jeśli nie pozyskali jednego z trzynastu fragmentów, to czy jest w ogóle sens kontynuowania wędrówkę? Amir, człowiek wyjątkowo małej wiary, miał co do tego wątpliwości od samego początku, gdy wszystko zdawało się być zupełnie proste. Teraz sprawa dodatkowo się komplikowała.
-Powinieneś wyjąć sobie koc- rzucił spokojnie potomek wilków, po czym sam odwinął tobołek i rzucił materiał swojemu towarzyszowi- Okryj się. Jeszcze zmarzniesz...
-Spadaj- burknął tylko Amir i umilkł po chwili, czując, że czegoś bardzo mu brakuje, by jego słowa miały odpowiedni sens i wydźwięk.
Nawet doskonale wiedział czego. Brakowało mu słowa „psie”, wrzucanego dosłownie wszędzie tam, gdzie wrzucić je można było. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że zwracanie się do potomka wilków po imieniu będzie aż tak trudne. Nie chodziło o przyzwyczajenie, bynajmniej. To słowo było po prostu wygodne i adekwatne do wszystkiego – do każdej sytuacji i każdych okoliczności. Pozwalało uporządkować uczucia i zachować odpowiedni dystans. Ale odkąd pies stał się na stałe Nadimem, zrobiło się bardzo nietypowo, można by wręcz rzec, nazbyt intymnie. Amira drażniły wszystkie te uprzejmości, a za samą uprzejmość uznawał zwracanie się do niego po imieniu, toteż najczęściej mówił po prostu per „ty”. Ale i to nie wystarczało. Czuł się tak, jakby tracił nad czymś kontrolę i nie mógł nawet udawać, że wszystko jest dokładnie takie samo, jak na początku. Może powinien się z tym po prostu pogodzić...? Może prędzej czy później musieli się zaprzyjaźnić, bo zbyt wiele czasu spędzali ze sobą i zbyt dobrze się znali, by tak się nie stało...? Ha, śmieszne! On miałby się przyjaźnić z tym psem...? Z Nadimem... Cholera, świadomość, że uratował mu życie, była momentami naprawdę ciążąca! Mogli być kompanami, towarzyszami drogi, współpracującymi dla wyższego celu, ale nic poza tym, nie! Nie z potomkiem wilków, nie z tym potomkiem wilków, do licha wszelkiego! W końcu i tak cały czas się kłócili. Spory były u nich na porządku dziennym, jak zwykle. I może wcale aż tak dobrze się nie znali – znali coraz lepiej swoje odmienne rasy, kultury i wierzenia, bo o tym zwykli dyskutować najbardziej żarliwie. Rzadko kiedy rozmowy schodziły na tematy prywatne. Ale ostatnio i to się zdarzało. A Nadim potrafił nagle, w trakcie drogi, odwrócić się do niego i uśmiechnąć tak serdecznie, przyjaźnie, że Amir nie mógł nie uczynić dokładnie tego samego, jakby na chwilę wyłączało się w nim myślenie i reagował zupełnie odruchowo. Chwilę później zastanawiał się już poważnie nad tym, czemu zamiast skupić się na myśleniu o tym, nad czym zastanawiał się zazwyczaj, szczerzy się do swojego towarzysza, ale to wcale nie przeszkadzało mu robić tego ponownie, przy kolejnej okazji. A może przyjaźń była nieunikniona? Nie dało się zaprzeczyć ani nie zauważyć, że ich relacje zacieśniają się stale i tworzy się między nimi więź wyjątkowo specyficzna. Więź osób, którye łączą już wspólne przeżycia, przygody, wspólne chwile strachu, wspólny cel... Trochę tak jak z towarzyszami broni, z wojownikami, którzy powracają z wojen i choćby chcieli wytłumaczyć komuś, z czego żartują, co wspominają, dlaczego reagują w ten czy inny sposób – nikt prócz ich kompanów tego nie zrozumie, bo nikt tego nie przeżył. Tak więc i oni żartowali sobie czasem niewybrednie, Amir przypominał potomkowi wilków, by sprawdzał, czy jego kochanki na pewno oddychają, nim za cokolwiek się zabierze, a ten zaraz odwdzięczał mu się pytaniem, czy wygodnie mu było spacerować w sukience. I chociaż zdawało się ich dzielić niemalże wszystko, z ich uprzedzeniami na czele, to, co ich połączyło, stanowiło niepodważalny fundament relacji tak ścisłej, jakiej Amir nie wytworzył dotąd z żadną inną osobą.
Mężczyzna wzdrygnął się lekko i z obrzydzeniem strzepnął z twarzy wędrującego po nim robaka. Cały już zresztą został zapewne obleziony owadami wszelkiej maści i wcale mu się to nie podobało.
-Mówiłem ci, że tak będzie...- warknął niechętnie, drapiąc swędzące od ugryzienia ramię- Wierz lub nie, ale nie marzę o tym, by zostać pożartym przez robaki...
-Więc uprzedź je- odparł Nadim i przysunął się bliżej towarzysza, który spoglądał na niego ze zdumieniem. Z lekkim uśmiechem, zdjął wspinającą się po ramieniu mężczyzny gąsienicę i bez chwili wahania, wsunął ją sobie do ust.
-O nie...- Amir skrzywił się mimowolnie, po czym parsknął śmiechem, gdy usłyszał jak potomek wilków mlasnął z zadowoleniem. Nadim również zaśmiał się lekko i położył na trawie, układając ręce pod głową- Tylko mi nie mów, że to jest twój sposób na podrywanie wiejskich dziewoi, bo jeśli tak, wiedz, że powinieneś sobie darować...
-To tylko zabawa z dzieciństwa- wyjaśnił z rozbawieniem jego towarzysz. Mężczyzna spojrzał na niego pytająco- Nigdy się tak nie bawiłeś z pozostałymi...?- nie czekając na odpowiedź nieco zdezorientowanego Amira, kontynuował- Czasem, gdy nam się nudziło i wędrowaliśmy bez celu po lesie, zaczynaliśmy szukać miejsc, gdzie może znajdować się dużo owadów. Czasem wystarczyło odsunąć jedynie odstającą lekko od drzewa korę, czasem odkopać nieco ziemi... Im więcej i im różnorodniejsze były, tym lepiej. A później już tylko zakładaliśmy się i sprawdzaliśmy, który z nas będzie najodważniejszy... Pamiętam, jak Elnir zjadł kiedyś żuka wielkości pięści... To dopiero był widok...
Amir parsknął cichutko, nie wiedząc nawet, czy powinien żałować czy cieszyć się, że etap takich zabaw bezpowrotnie go ominął.
-A ty?- Nadim spojrzał na niego z zainteresowaniem- W co się bawiłeś?
-A jakie to ma znaczenie?- odmruknął Amir, przyglądając się z bliska twarzy towarzysza.
-Cóż... Po twojej minie wnioskuję, że nie zajmowałeś się zjadaniem robactwa, a poza tym ciekawią mnie, jakie rozrywki mają w tym wieku królewscy dziedzice...- odparł potomek wilków, uśmiechając się lekko.
Amir zastanowił się przez chwilę nad odpowiedzią. Dobrze wspominał swoje dzieciństwo, wydawało mu się, że niczego mu nie brakowało, chociaż trudno mu było przypomnieć sobie jakieś konkretne zabawy. Nie miał na to zbyt wiele czasu.
-Nie spędzałem zbyt wiele czasu z rówieśnikami- przyznał. Ale widząc spojrzenie Nadima, które zdawało się być niemalże współczujące, poczuł, że musi to wyjaśnić- Nie dlatego, że nie mogłem. Zdarzało się nam bawić z innymi, synami arystokratów, a nawet zwykłymi dzieciakami... Wuj nigdy nas nie izolował. Zawsze powtarzał, że w takich warunkach można wychować co najwyżej szaleńców, a nie przyszłych królów. Ale mieliśmy dużo nauki i dużo od nas wymagano, a co za tym szło, rzadko mogliśmy znaleźć czas i siły na cokolwiek innego. Kiedyś wuj przyniósł nam drewniane miecze, wystrugane z najwyższą starannością przez najlepszego rzemieślnika w mieście...- Amir uśmiechnął się mimowolnie pod nosem na to wspomnienie- Fantastyczna zabawka. Najlepsza, jaką kiedykolwiek dostałem. Miecze były doskonałe, idealnie pasujące, z naszymi imionami, wyrytymi na maleńkich rękojeściach...- pamiętał je bardzo dokładnie, mimo minionego czasu i mówił o nich z rozrzewnieniem- Ale Hadrin nie lubił walczyć. Zresztą, zostało mu to do tej pory. Płakał za każdym razem, gdy przegrywał, albo gdy uderzyłem go przypadkowo... Za to uczył się świetnie, w przeciwieństwie do mnie. Czytanie przyswoił tak szybko, że nauczyciele byli zdumieni i bardzo chwalili go za sumienność i staranność... Ja natomiast opanowywałem tą sztukę przez kilka lat, z dużymi trudnościami... Wuj nie był zadowolony.
-Złościł się na ciebie?- zainteresował się Nadim.
-Nie, nie...- Amir zaśmiał się cicho, chwytając dłonią za pojemnik z kryształami i obracając go niespiesznie w dłoniach. Odłamki mieniły się w świetle księżyca niezwykłym blaskiem- Wuj się nie złości. Raczej... bywa zagniewany. Albo rozczarowany. Tak, chyba to słowo pasuje do niego najlepiej. Ja rozczarowywałem go niemalże nieustannie...- dodał półgłosem- Hadrin nigdy.
-Ale to ciebie wybrał na swojego następce- stwierdził potomek wilków.
-I tego właśnie nie rozumiem. Co to ma być? Jakaś próba...?
-Może dowód zaufania.
Amir uśmiechnął się gorzko pod nosem. Wolałby, żeby wuj udowodnił mu swoje zaufanie w inny sposób.
-Więc co właściwie chciałbyś robić, co...?- dopytywał dalej Nadim- Co robiłbyś teraz, gdyby nas tutaj nie było? Masz jakieś konkretne plany, marzenia?
Mężczyzna wahał się przez dłuższą chwilę, nie będąc do końca przekonanym, czy w ogóle powinien odpowiadać. W końcu jednak westchnął głęboko i zaczął powoli, z wyraźnym zawstydzeniem:
-Czasem... Widzę oczyma wyobraźni wielką armię. Tak wielką, jakiej świat jeszcze nie widział. Nawet tej twój Fortis- dodał, parsknąwszy lekceważąco, jakby chciał ukryć swoje zażenowanie. Potomek wilków się nie śmiał. Spoglądał na niego z uwagą, wyraźnie wyczekując jego kolejnych słów- Armia jest gotowa i wyczekuje rozkazu. Ja stoję na jej czele i daję znak do ataku.
Ot, marzycielska wizja, nie mająca wiele wspólnego z rzeczywistością, która nawiedzała go właściwie już od czasów dzieciństwa, gdy większość jego rówieśników marzyła o tym, by być wielkimi wojownikami. Wtedy jeszcze wszystko wydawało się proste, zdawało się, że nie trzeba mieć nic więcej, prócz chęci, spoglądało się w przyszłość z wyczekiwaniem, będąc niemalże przekonanym, że dorosłość przyniesie spełnienie tych marzeń. Ignorowało się pobłażliwe uśmiechy dorosłych i ich narzekanie na życie. Dorośli mogli przecież robić, co tylko zechcieli. Ale im starsi byli, tym bardziej jasne stawało się, że niektóre cele na zawsze pozostaną nieosiągalne, a do innych droga będzie znacznie dłuższa, niż im się niegdyś wydawało.
-Tak potężna armia, potrzebuje równie potężnego przeciwnika- stwierdził potomek wilków- Kto mógłby wam zagrażać...?
-Nikt. Nie wiem...- Amir poruszył się niespokojnie- To tylko marzenie i nic więcej- mruknął szorstko- Wolałbym stokroć bardziej, nie posunąć się do przodu ani trochę, albo i nawet zasiąść na tronie, niż patrzeć na to, jak moim bliskim dzieje się krzywda. Nie chcę, by cokolwiek im zagrażało.
-To dlatego tu jesteś...- Nadim uśmiechnął się do niego lekko- Muszę przyznać, że bardzo mnie to zastanawiało... Wszystko poddawałeś pod wątpliwość, nie wierzyłeś w demona, nie wierzyłeś w słowa Fortisa, w moc kryształu... A jednak się zgodziłeś. Początkowo sądziłem, że chciałeś to zrobić dla świętego spokoju, ale wytrzymałeś stanowczo zbyt długo, żebym mógł uznać tę teorię za prawdziwą... Doszedłem więc do wniosku, że to zapewne autorytet twojego wuja skłonił cię do zaangażowania się w poszukiwania. Ale teraz wiem, że jest inaczej. Troszczysz się o rodzinę. Założyłeś więc istnienie demona, bo jeśli masz rację i naprawdę nie istnieje, i tak nic im nie zagrozi, ale jeśli się mylisz, mógłbyś ściągnąć na nich cierpienie, rezygnując. Jesteś tutaj po to, by nie martwić się o ich los.
-Nawet będąc tutaj i tak nieustannie się martwię- odparł cicho Amir- Skąd mam wiedzieć, czy nie dzieje im się krzywda...? Właśnie teraz, kiedy ja, zamiast być przy nich, zajmuję się poszukiwaniem czegoś, co może okazać się zupełnie bezwartościowe?
-Gdyby stało im się coś złego, czułbyś to- stwierdził z pełnym przekonaniem potomek wilków.
Amir parsknął gorzkim śmiechem.
-Świetnie. Więc musi im się dziać wiele rzeczy, bo niepokój nie odstępuje mnie na krok.
Nadim uśmiechnął się na te słowa nieco pobłażliwie i odparł łagodnie:
-Cóż, jak widać, wy ludzie, już tak macie. Zapewne teraz, gdy ty martwisz się o twoją rodzinę, twoja rodzina, zupełnie niepotrzebnie, martwi się o ciebie.
-Tak, p... Nadim?- poprawił się w ostatniej chwili mężczyzna, chociaż imię potomka wilków pasowało mu do odpowiedzi znacznie mniej niż klasyczne „psie”- A twoja rodzina co teraz robi, co? Cieszy się, że ma cię z głowy?
-Na pewno też się o mnie martwią. Ale mają swoje obowiązki i muszą się na nich skupić- ach, tak. Amir uśmiechnął się kwaśno. Za to ludzie nie mają żadnych obowiązków.- I mają świadomość zadania, jakie przede mną stoi. Niepokój potrafi zatruć umysł i serce, powstrzymywać od działania, a to w niczym nie pomaga.
Mężczyzna milczał przez dłuższą chwilę, zastanawiając się nad słowami towarzysza.
-A tak właściwie, czym ty będziesz się zajmował, gdy wrócimy...?- zapytał po chwili, zdając sobie sprawę z tego, że nawet nie bardzo wie cokolwiek o planach swojego kompana- Czym chciałbyś się zajmować?
Potomek wilków uśmiechnął się znowu, choć tym razem jego uśmiech wydawał się mniej szczery niż zwykle. Zaczął tonem z pozoru lekkim, chociaż dalekim od radości:
-My żyjemy w innych warunkach. Nigdy nie będę miał aż tak szerokiego wyboru, jak królewski dziedzic czy chociażby zwykły mieszczanin...- zironizował.- Nie muszę się zastanawiać, czy wolę być przyszłym królem, czy dowódcą armii. Ani nawet, czy wolę być piekarzem czy kupcem- parsknął cicho.- Oczywiście, każdy ma swoje marzenia i ambicje, ale nasza społeczność jest ściśle uporządkowana. To, czym będę się zajmował, będzie zależało od potrzeby chwili. Wszyscy mężczyźni szkoleni są u nas dość podobnie, choć nie każdy nadaje się do określonych zadań, stąd później następują drobne rozgraniczenia, ale tak naprawdę każdy z nas ma obowiązek służyć wspólnocie. Naszym zadaniem jest uczyć dzieci i chronić starców, opiekować się kobietami i pomagać chorym. Kiedyś role się odwrócą i to my staniemy się starzy lub niezdolni do pracy i wtedy opiekować się nami będą kolejne pokolenia.
-W takim razie ja z kolei wiem, dlaczego ty tu jesteś- odpowiedział z uśmieszkiem satysfakcji Amir- Nie chodzi o te całe brednie o demonie, prawda? Nie mówię, że w nie nie wierzysz...- dodał, widząc, że jego towarzysz zamierza zaprotestować- Ale gdybyś nie wyruszył i został wśród swoich, byłbyś jednym z wielu, zajmowałbyś się tym, czym reszta, czym ta cała „wspólnota”... A tak robisz coś wyjątkowego. Masz szansę poznać trochę świata, oderwać się od pozostałych... A może liczysz nawet na to, że jeśli spiszesz się wystarczająco dobrze, zaczną cię czcić jako bohatera...- uśmiechnął się kpiąco.
Nadim również odpowiedział uśmiechem, nie protestując.
-Może- przyznał spokojnie.- Ty nigdy nie chciałeś być bohaterem?
Amir poruszył się nieco, po czym odparł dumnie:
-Z pewnych marzeń się wyrasta. Po prostu w pewnym momencie człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że ważniejsze od jakiegoś tam bohaterstwa, jest bycie przydatnym swojej rodzinie, ludziom, na którym mu zależy... Wspólnocie, jak wolisz. Poza tym, poznałem historie zbyt wielu bohaterów, by się nimi zachwycać i by chcieć zostać ustawionym z nimi w jednym szeregu. Szczególnie, że najłatwiej tworzy się legendy o tych, którzy dopuszczali się czynów okrutnych i skazywali na cierpienia kolejne pokolenia...- dodał znacząco.
Potomek wilków zdawał się nie przejąć tym ani trochę.
-Może o nas też będą kiedyś opowiadać legendy- odpowiedział, a Amir zareagował na te słowa śmiechem.
-Och, jasne... I jak myślisz, kogo będą woleli, co...? Gadatliwego i upartego potomka wilków czy sceptycznego, złośliwego człowieka...?
Nadim uśmiechnął się tylko, jakby z grzeczności, rzecz jasna, zamierzał uniknąć sprostowania dotyczącego charakteru towarzysza.
-Tak myślałem- skwitował to z cieniem rozbawienia mężczyzna- Też wolałbym człowieka...
-Myślę, że masz zadatki na bohatera- rzucił po chwili Nadim, przyglądając się towarzyszowi z uwagą.
-Ależ nie, nie przeceniaj mnie aż tak... Jeszcze nie zamordowałem aż tylu istot, bym godzien był zapisania na tę listę...
Potomek wilków parsknął śmiechem, po czym ziewnął szeroko i mruknął sennie:
-Dobra... Tak czy inaczej, dobrej nocy. A gdybyś miał znowu problem z robactwem, albo byłoby ci zimno... Wiesz, gdzie mnie szukać- stwierdził, obracając się do niego plecami.
Amir mimowolnie zmierzył go uważnym spojrzeniem.
-... I mówi mi to ktoś, kto sam leży z odkrytym tyłkiem- skwitował.- Jesteś pewien, że nie chcesz koca...?
-Jestem pewien.
-W takim razie dobrej nocy.

-I tak oto, gadatliwy i uparty potomek wilków, oraz jego niezmordowany towarzysz, sceptyczny i złośliwy człowiek, wyruszyli w dalszą, niesamowitą i przerażającą wędrówkę...- rzucił tajemniczym szeptem Nadim, gdy przemierzali kolejną część lasu.
Teraz drzewa rozstawione były już mniej gęsto, więc i promienie słońca przenikające miejscami przez ich korony, dawały przyjemne, poranne ciepło.
-Przymknij się...- mruknął Amir, wyprzedzając nieco kompana- Musisz ględzić od rana...? A poza tym, dlaczego to ja miałbym być „niezmordowanym towarzyszem” głównego bohatera, a nie odwrotnie?- rzucił, udając rozgniewanie.
-A co to za różnica...?
-Główni bohaterowie są zazwyczaj bardziej interesujący, nie sądzisz...?
-Sądzę. Dlatego ja nim jestem- odparł potomek wilków, śmiejąc się pogodnie.
Amir zerknął na niego przez ramię i w tym momencie, koc, w który jego towarzysz zawinął część rzeczy, rozplątał się i wszystko upadło na ziemię. Mężczyzna zatrzymał się na chwilę, westchnąwszy głęboko.
-I tak się właśnie kończy ględzenie od rana...- stwierdził pouczająco.
-Trzymaj- potomek wilków podał mu łuk i zaraz zabrał się do zbierania i ponownego pakowania niesionych przez siebie przedmiotów.
Amir ruszył powolnym krokiem przed siebie. Przesunął delikatnie dłonią po ramionach łuku i obejrzał go dokładnie. Akurat na tym zupełnie się nie znał. Trudno mu było nawet stwierdzić, czy ten został wykonany z należytą precyzją, chociaż wyglądał na dość solidny.
-Możesz go oglądać, nawet wypróbować, nie krępuj się...- rzucił z pobłażaniem Nadim, jakby towarzysz pytał go o zdanie.- Ja akurat nie jestem aż tak bardzo przewrażliwiony na punkcie swojej broni...
Broni... Amir uśmiechnął się pod nosem drwiąco, zwalniając jeszcze bardziej kroku, ale się nie zatrzymując. Też mu broń! Kawałek drewna i włókno!
-Nie masz dobrego zdania o łucznikach, co...?- Nadim dogonił swojego towarzysza, spoglądając na niego z cieniem rozbawienia. Amir posłał mu pytające spojrzenie, oddając mu jego własność- Widziałem jak na mnie patrzyłeś. Wtedy, kiedy mieliśmy się pojedynkować. Gdy trzymałem łuk, uśmiechałeś się złośliwie.
-Mam dobre zdanie o łucznikach...- odparł oszczędnie mężczyzna, chociaż i w tym zdaniu dało się odnaleźć nutkę politowania.- Mogą być bardzo przydatnym elementem w armii, łuki nie są drogie w produkcji, strzały także, strzelać z nich można przede wszystkim szybko, a nawet całkiem celnie, szczególnie, gdy ma się dobre oko i trochę wprawy...
-... Ale?- podchwycił Nadim, zaciekawiony.
-... Ale to broń dla każdego. Nawet dla kobiet- parsknął cicho Amir- To co innego, niż walka mieczem. Do tego nie trzeba żadnych szczególnych umiejętności, ani nawet siły fizycznej.
-Mylisz się- odpowiedział potomek wilków.- Nigdy nie uczyłeś się strzelać, prawda...?
-Nie miałem potrzeby.
-Szkoda. To przydatna umiejętność. I wcale nie tak prosta do nabycia, jak ci się zdaje... Może chciałbyś spróbować?
Amir zaśmiał się tylko, co stanowiło chyba najlepszą odpowiedź. Łuk bywał owszem, bronią skuteczną, ale nie kojarzył się mężczyźnie zbyt dobrze. Co innego walka wręcz, co innego spotkanie dwóch ostrzy, taniec mieczy, to były prawdziwe emocje, to była prawdziwa potyczka, wymagająca strategii, skuteczności, odwagi i jasnego umysłu. Chociaż musiał przyznać, że potomek wilków i z mieczem radził sobie bardzo dobrze. Szczególnie jak na kogoś, kogo interesowało głównie łucznictwo... Czasem aż go kusiło, by raz jeszcze pojedynkować się z potomkiem wilków i sprawdzić, jak by się to ostatecznie skończyło... Oby nie ciemniejącym niebem, tym razem. Chociaż biorąc pod uwagę to, jak długo walczyli ostatnio, rzeczywiście mogłoby się zacząć ściemniać.
Mężczyzna dostrzegł przed sobą coś, co w pierwszej chwili wydało mu się ledwie przewidzeniem, ale gdy wciąż szli do przodu, widział to coraz wyraźniej i wzbudzało w nim to rosnące zdumienie. W końcu przystanął, dłonią zatrzymując też swojego towarzysza, który również to dostrzegł. Wyglądało tak, jakby znajdujące się przed nimi drzewa, były ledwie malowidłem, pośrodku którego utworzyło się rozdarcie, ukazujące biel płótna. Albo jakby promień słońca, w swej wędrówce na ziemię, zamarł nagle w bezruchu, kilka metrów nad nią, błyszcząc i mieniąc się oślepiającą białością.
-Co to jest, u licha...?- szepnął ze zdumieniem Amir, bojąc się postąpić choćby krok do przodu.
W przeciwieństwie do Nadima, który zaintrygowany, ruszył powoli.
-Oszalałeś?!- mężczyzna chwycił towarzysza za ramiona i przyciągnął go z powrotem do siebie.
Obaj milczeli przez chwilę, zupełnie nie wiedząc, co powinni zrobić, ani jak zareagować na tę dziwaczność. Spoglądali na siebie, Amir raczej ostrzegająco, Nadim tak, jakby wciąż miał ochotę na własnej skórze sprawdzić, co to takiego.
-Witajcie, panowie- dotarł do nich melodyjny, kobiecy głos i obaj odwrócili się gwałtownie, widząc przed sobą znajomą postać.
Stała przed nimi ta sama kobieta, która przyszła do nich wtedy, by odebrać swą zgubę. Wciąż w tej samej, śnieżnobiałej sukni, wciąż równie blada i równie piękna. Tym razem jednak nawet Nadim wydawał się być mocno wycofany i oszołomiony, nie zareagował na jej nagłe pojawienie się równie entuzjastycznie, co wtedy. Amir nie potrafił zrozumieć, co się dzieje. Wbił mocno palce w ramię towarzysza, obawiając się chyba, że ten może zaraz zrobić coś niewyobrażalnie głupiego i instynktownie chcąc go przed tym powstrzymać.
-Witaj... pani...- odezwał się wreszcie potomek wilków, po dłuższej chwili ciszy. Nie rwał się szczególnie, ani do całowania jej rąk, ani nawet w ogóle, do zbliżania się do niej- Co cię tu sprowadza...?
-Znalazłam coś, co zapewne może was zainteresować- stwierdziła i wyciągnęła przed siebie brązowe pudełko, które Amir rozpoznał bez najmniejszego problemu.
-Co to takiego?- zdumiał się potomek wilków, chociaż jego towarzysz już wiedział. A gdy przybyszka podeszła do nich jeszcze o kilka kroków, a pojemnik z kryształami na szyi mężczyzny zaczął drgać charakterystycznie, nie miał już żadnych wątpliwości.
Odsłoniła wieczko i wyjęła ze środka jeden z fragmentów, pokazując im go na bladej dłoni. Pudełko odrzuciła na bok, a to uderzyło w ziemię z taką siłą, że rozpadło się na drobne kawałki. Uśmiechnęła się do nich delikatnie, jakby chcąc im okazać serdeczność, ale Amir ani myślał wierzyć w jej dobre intencje. Rozejrzał się dookoła mimowolnie, jakby szukał dobrej drogi ucieczki. Wolną dłonią odruchowo dotknął rękojeści miecza, gotów w każdej chwili do obrony. Starał się dać jakiś znak Nadimowi, albo chociażby porozumieć się z nim spojrzeniem, ale ten nie odrywał uważnego wzroku od kobiety.
-Skąd to masz, pani...?- zapytał ostrożnie.
-Natrafiłam na niego i sądziłam, że może będę w stanie wam pomóc i odwdzięczyć chociaż trochę...
-W takim razie dziękuję, pani- stwierdził Nadim i już ruszył do przodu, ale jego towarzysz zatrzymał go znowu przy sobie, nie pozwalając mu odejść.
-Czego chcesz w zamian?- zapytał ostro mężczyzna.
-Amir!- potomek wilków syknął głucho, posyłając mu karcące spojrzenie.
-Właściwie twój towarzysz ma rację, panie...- odpowiedziała lekko kobieta, nie przestając się uśmiechać- Jest coś, czego oczekuję, chociaż nie będzie to raczej rewanż, a dodatkowa nagroda...-  zbliżyła się do nich jeszcze. Amir usiłował odciągnąć swojego towarzysza, ale ten tym razem stawił mu opór. Ciemnowłosa, dłonią w której ściskała odłamek, pogładziła delikatnie twarz potomka wilków, a ten zatrząsł się lekko.- Chciałabym zabrać cię do mojego zamku. To piękne miejsce, piękniejsze, niż cokolwiek, co istnieje na tej ziemi, ale... Czuję się w nim bardzo samotna...
Amir odepchnął gwałtownie jej dłoń. Chłód jej skóry przeniknął go do głębi i sprawił, że ten zadrżał. Chwycił swojego towarzysza za przedramię i cofnął się z nim, wciąż trzymając go przy sobie kurczowo. Ktokolwiek spoglądałby z zewnątrz na tę scenę, i oglądałby jak dwóch silnych mężczyzn cofa się przed smukłą kobietą, bawiłby się świetnie, ale Amir z chwili na chwilę czuł się coraz bardziej zaniepokojony.
-Dlaczego interesuje cię moje towarzystwo, pani?- zwrócił się do niej znowu Nadim, jakby nie czuł, że ta rozmowa powinna być już skończona.
-Jesteś najbardziej fascynującą istotą, jaką kiedykolwiek spotkałam...- odpowiedziała spokojnie, nie ruszając się z miejsca.- Twoja odwaga, siła i wiedza, zaimponowała mi, jak nic innego... Zgódź się. Mój świat jest tak cudowny, że nikt, kto pojawiłby się tam raz, nie chciałby się już z niego wydostać... Pozwól twojemu towarzyszowi kontynuować wędrówkę samotnie. Chyba, że ten kamień nie jest wam właściwie do niczego potrzebny...- subtelne, napełnione sztuczną wątpliwością słowa, były w rzeczywistości niczym innym jak groźbą.
Nadim wyraźnie nie wiedział, co zrobić, chociaż Amir nie wahałby się na jego miejscu ani chwili. Powinni stąd uciekać. Natychmiast.
-Jak... Jak nas właściwie znalazłaś, pani...?- zapytał wreszcie, jakby na siłę starał się przedłużyć ich dyskusję.
-To oczywiste, do licha!- warknął wściekle mężczyzna, posyłając kobiecie nienawistne spojrzenie, które ona zupełnie zignorowała.- Miałeś rację, ktoś nas obserwował! Ona to robiła!- wykrzyknął, ale i tym razem, przybyszka nie zareagowała w żaden sposób, spoglądając na niego obojętnie, a może wręcz pogardliwie- Zabieraj ten swój kamień i rób z nim cokolwiek zechcesz, i odczep się od nas ty... ty... czarownico!
Na twarzy kobiety wymalował się pobłażliwy uśmiech.
-Zgadzam się- rzucił nagle Nadim, wpatrując się w nią i wprowadzając w zupełne osłupienie swojego towarzysza.- Pójdę z tobą, pani.
-Postradałeś zmysły?!- wrzasnął na niego mężczyzna. Chwycił go za przedramiona tak mocno, że zaczęły go boleć palce. Wpatrywał mu się prosto w oczy, jakby usiłował zrozumieć, co ten właściwie wyrabia.
-Oto wrota do mojego zamku, panie...- stwierdziła kobieta, jakby nie zauważyła ich sporu i stanęła blisko jaskrawobiałego, podłużnego rozcięcia.
-Zupełnie ci odbiło...? Normalne kobiety już ci nie wystarczają, musisz sobie szukać jakiegoś... dziwadła?!- warknął głośniej mężczyzna, by jego słowa dotarły do kobiety.
-Nie o to chodzi- odparł szeptem potomek wilków.- Potrzebujemy kryształu.
-Znajdziemy go, do licha! Nawet bez niej! Jesteśmy wybrańcami, pamiętasz?- rzucił desperacko.- Sam mówiłeś, że znajdziemy fragmenty bez względu na wszystko, że zawsze trafi się szansa!
-Może to jest właśnie nasza szansa.
-Nadim! Nie rób tego, do licha, nie rób tego...- w głosie mężczyzny dało się wyczuć już nie tyle prośbę, co wręcz błaganie. Ogarnęła go nagle zupełna panika.
-Zaufaj mi.
-Ani myślę!
Potomek wilków wyrwał się wreszcie z jego uścisku. Amir pokręcił głową, wciąż wpatrując się w niego, jakby liczył na to, że ten wycofa się jeszcze. Ale Nadim spojrzał na niego ostatni raz, odrzucił tobołek na trawę, po czym ruszył w kierunku kobiety. Obdarzył ją uśmiechem i zbliżył się do wrót. Amir nawet nie zauważył, jak przez nie przechodzi. Nagle zniknął po prostu i nie było już po nim śladu.
-Co z nim zrobiłaś?!- krzyknął panicznie, biegnąc w tamtym kierunku- Co z nim zrobiłaś, wiedźmo?!
Ale ona zaśmiała się tylko, odrzuciła fragment kryształu na ziemię, po czym zbliżyła się do przejścia i zniknęła razem z nim.
Amir zatrzymał się nagle, rozglądając dookoła zupełnie zdezorientowany. Poszedł o kilka kroków przed siebie i cofnął się znowu, nie mogąc wyjść z osłupienia. Wszystko zniknęło... Wszystko zniknęło... Jedynym śladem, który świadczył o tym, że to wszystko w ogóle się zdarzyło, był fragment kryształu.
-Nadim!- krzyknął rozpaczliwie mężczyzna.- Nadim! Nadim!
Długo jeszcze wołał go i szukał dookoła, zupełnie nieporadnie, zupełnie niepotrzebnie, nie mogąc pogodzić się z tym, co się stało, będąc całkowicie bezradnym, całkowicie bezsilnym... Gniew zapłonął w nim nagle i z wrzaskiem wściekłości, zerwał z szyi szklany pojemnik z błyszczącymi, drżącymi kryształami i cisnął nim z całej siły w najbliższe drzewo. Szkło pękło, a fragmenty upadły na ziemię, ciemniejąc i zamierając w bezruchu, tak bardzo zwykłe i niepozorne, że przypadkowy wędrowiec nie byłby w stanie odróżnić ich od  kamieni. Skrył twarz w dłoniach i osunął się na ziemię, nie wiedząc, co powinien zrobić. Co mógł w ogóle zrobić teraz, bez Nadima...? Wydawało mu się, że powinien go zatrzymać, za wszelką cenę, że powinien był zachować się inaczej, zrobić coś innego... Wszystko przepadło, wszystko przepadło!
Po kilkunastu minutach podniósł się dopiero na nogi i powoli, mechanicznie, zaczął zbierać kawałki kryształu, fragment po fragmencie. Gdy pierwszy dostał się w jego dłonie, wszystkie pozostałe odnalazł już bez trudu. Oparł się o jedno z drzew, ściskając je wszystkie w dłoni tak mocno, że ostre krawędzie wbijały się mocno w jego skórę, raniąc ją.
Jeśli jacyś bogowie naprawdę istnieli... Albo i bóg... Cokolwiek podobnego bogu czy też bogom... Jeśli istniała jakakolwiek siła, jakakolwiek moc, cokolwiek, co byłoby w stanie mu teraz pomoc... Jeśli ten cały kryształ rzeczywiście skrywał w sobie taką potęgę, a nie było to ledwie wymysłem, fałszem... Niech da temu dowód... Niech da temu dowód... Niech pomoże mu uwolnić Nadima...
I chociaż nigdy w życiu nie pomyślał ani nawet nie uwierzył chyba w coś równie irracjonalnego. Nagle poczuł większy jeszcze ból w dłoni, coś błysnęło, oślepiając go na chwilę, a tuż przed nim, pojawił się ten sam blask, te same wrota, w których zniknął wcześniej jego towarzysz. Amir cofnął się gwałtownie, w pierwszej chwili przerażony i gotów do ucieczki. Otworzył dłoń i ze zdumieniem dostrzegł na niej już nie cztery małe fragmenty, ale jeden, duży kawałek kryształu, wyglądający niemalże identycznie jak te mniejsze.
Podniósł się na nogi, zupełnie oszołomiony. Czuł, że o ile wyjdzie z tego wszystkiego żywy, będzie musiał to mocno przemyśleć...
Podszedł powoli do jaśniejącego kształtu. Uderzył go przeszywający chłód i przeraźliwe zimno. Wyciągnął dłoń przed siebie, chcąc najpierw sprawdzić, zbadać, co to takiego, ale ledwie ta zbliżyła się do wrót, było już za późno. Poczuł tylko, jakby coś wciągało go do środka z zawrotną prędkością.
Cały świat zawirował mu przed oczyma.
Zniknął.

16 komentarzy:

  1. Anonimowy9:12 PM

    Dzisiaj jestem zdaje się, pierwsza i zachwycona tym rozdziałem. Ma bardzo dobrze zaplanowany rozwój akcji i wiąga. Końcówkę czytałam z zapartym tchem. Wierzę, że następny rozdział będzie równie ciekawy, no i między głównymi bohaterami zaczyna się delikatnie zawiązywać więź, co jest urocze. D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci się spodobało ;).

      Usuń
  2. Bardzo, bardzo Ci dziękuję za dedykację. Mam teraz bardzo szeroki uśmiech na twarzy. :**
    Za bardzo komentarzy nie umiem pisać, po prostu przelewam na słowa to co czuję, a i tak mi jest trudno wszystko przekazać.

    Biedny Amir, tak się męczy, bo nie może powiedzieć: "psie". Haha. Do tego ten strach: że jak to Nadim miałby zostać jego przyjacielem? :D Dopiero zaczną się myśli u niego, kiedy pojawią się całkiem inne uczucia. :D
    Podoba mi się ta radość Nadima. Jest taka urocza, aż samemu człowiek ma ochotę się cieszyć.
    A ten zjedzony robal brrr. Fajne zabawy mają potomkowie wilków w dzieciństwie.
    Zauważyłam, że Nadim lubi siadać bardzo blisko Amira. I jeszcze ta propozycja przed snem, że jakby człowiekowi było zimno... Ha, mógłby się przytulić i było by mu ciepełko, bo co dwa ciała to nie jedno, a Nadim na pewno ma większą temperaturę ciałka i grzeje jak piecyk. :D

    Scena, kiedy Nadim poszedł z tą wiedźmą (musiała go chyba zahipnotyzować, albo wilk ma plan), a Amir został sam, chwyciła mnie za serce. Jeszcze więcej opisów i w moich oczach pojawiły by się łzy. Oni obaj już nie potrafią istnieć bez siebie. Więź, która się narodziła, obu pewnie nie raz wybawi ich z opresji. Kto wie, może nawet teraz w zamku tej kobiety. Zastawiam się kim ona może być. Kimś zesłanym przez Demona, żeby rozdzielić mężczyzn, bo razem mogą pokonać zło, czy też nie ma z nim nic wspólnego. Przecież nie oddałaby wtedy kryształu. Chciała Nadima na towarzysza życia? Amir go jej nie odda. :D
    Pozostaje mi czekać do następnego rozdziału, na odpowiedzi, a może i więcej zagadek. :D
    Dodam jeszcze, że masz kobieto bogatą wyobraźnię. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy, robaczku, to ja dziękuję, że tak długo wytrzymałaś z czytaniem i komentowaniem, to raczej nieczęsto spotykane :).

      Usuń
    2. Z powstrzymaniem się przed czytaniem było ciężko, ale wiedziałam, że później będę mieć wspaniałą ucztę i w ten sposób czułam, jakbym czytała książkę. :D
      Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Haha, miałam na myśli to, że tak długo czytasz i komentujesz moje opowiadania :D. Ale rozumiem, co masz na myśli.

      Usuń
    4. Aaa. Jak coś mi się podoba, to zawsze zostaję z tą osobą i jej opowiadaniami. :D

      Usuń
  3. woaaah a najgorsze [najświetniejsze] w twoich postach jest to, że tak naprawdę nikt nie musi mieć racji. amir robi głupio, nadim robi głupio, żaden nie ma wspaniałego planu...
    nie ma żadnych 'absolutnych mędrców'! xD jacy się zazwyczaj pojawiają w fantasy [jako nauczyciele i mentorzy, łohoho;]

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy12:08 AM

    Aż chce się powiedzieć: taki tak niczym niezmącony zachwyt. Ot, Chaos po prostu. Nic dodać, nic ująć. Uwielbiam. Końcówka bezbłędna. Samo zniknięcie Nadima nawet łzę wywołało. Gratuluję.

    Natt.

    OdpowiedzUsuń
  5. aha, no i. do tej pory miałam bardziej nadzieję na pojawienie się dalszych części Pewnych Innych Twoich opowiadań, zamiast chaosu, do którego nie odczuwałam tak drogiego przywiązania [yaoi się dopiero zaczyna...]. a teraz, rawrr, sama nie wiem czego chcieć }: zabijasz ludzi przez to napięcie ]X
    ale kiedyś przeżyłam trzy tygodnie w niebie na ziemi, czytając to wszystko...:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam nadzieję, na napisanie dalszych części Pewnych Innych Moich opowiadań, więc spokojnie, kiedyś się pojawią :).

      Usuń
  6. Anonimowy11:00 AM

    Nadim, bracie!
    Już się tłumaczę: licząc sobie trzy lata życiowego doświadczenia, upolowałam i zaczęłam jeść całkiem sporego pasikonika.
    To tego... smacznego :D

    Bardzo fajnie dziś dozowałaś napięcie i akcję. Nie zabrakło mi niczego: ani potyczek słownych, ani retrospekcji, ani wglądu w światopogląd Amira i więź wybrańców. I końcówka! Niedopowiedzenia bardzo dobrze działają na wyobraźnię :)
    Amir będzie miał trochę czasu na uświadomienie sobie jak bardzo jest mu Nadim potrzebny, a z kolei jego kudłaty towarzysz zawalczy w sprawie kryształów.
    I teraz zastanawiam się, czy portal (pozwól, że tak roboczo nazwę to coś co wciągnęło Amira do środka:) ) został utworzony przez kryształy same w sobie, moce z zewnątrz czy może przez jakąś niezamierzoną wolę Amira. Bo, cóż, musi być jakiś powód, dla którego to właśnie ta dwójka, a nie inni ruszyli w podróż.
    I jeszcze, sprawa homo w opowiadaniu:
    Hm, jak dla mnie opowiadanie ma wartość samą w sobie: przez jego scenerię, bohaterów, ich przygody, fabułę. Wiem, że w pewnym momencie uczucia będą tu stanowiły punkt przewodni, ale jestem przekonana o tym, że gdyby to historia miała w ogóle nie mieć wątku miłosnego pomiędzy dwoma facetami, to i tak zdecydowałabym się na jej czytanie. Co oczywiście nie oznacza, że nie mam chrapki na jakieś tete-a-tete "gdzieś w krzakach na polance" :)
    Z resztą, próbkę mojej ciemnej strony umysłu zdążyłaś już odczytać i pod Chaosem, i pod DQ ^^

    Pozdrawiam, Cannum

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, robaczku ^^.

      Usuń
  7. Przeczytałam już dawno, ale czasu nie było aby skomentować.
    Ha jakoś krótko wyszło, ale w sumie w dobrym momencie zakończyłaś. Nic nie wiemy o tej kobiecie, pokazano nam jedynie jej złe zamiary, które właśnie takie nam się jawią, ale czy tak jest na pewno? Znając Twoją pomysłowość wszystko się może zdarzyć :D Ten rozdział bym uroczy pod względem obserwacji Amira na temat Nadima. Haha oczywiście przesiąknięta dusza tematyką homoseksualną doszuka się to własnie takiego cienia w rozważaniach Amira xD Mi wystarcza, że ten z takim przejęciem rzucił się na ratunek towarzyszowi i może zabić.
    To czekam na kolejne rozdziały i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy4:12 PM

    Skąd Ty czerpiesz pomysły, Silencio? Niesamowite.
    Po prostu nie mogę przywyknąć wciąż, że czytam twory autorstwa tak zdolnego człowieka i wciąż mnie zaskakujesz, naprawdę ;d
    Cudownie. A Twoje dialogi... Boże, wiem że piszę chaotycznie (haha? :D), ale takie mam teraz właśnie myśli. Bo ich rozmowy są tak realistycznie napisane, tak żywo, naturalnie. Nie mogę wyjść z podziwu.
    Pozdrawiam, J.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudny rozdzial. Sama odczuwalam te emocje, ktore doznal Amir. Jednak mimo sceptycyzmu i trzymania sie na dystans, nie jest obojetny w stosunku do potomka wilkow.Uwielbiam takich bohaterow, ktorzy sa chlodni nie ujawniaja otwarcie swoich mysli i emocji, ale troszcza sie o dobro innych.

    OdpowiedzUsuń