Strony

sobota, 10 marca 2012

Rozdział 13 [Chaos]

Dla Magdaleny 
 

Amir szedł powoli przed siebie. Oddychał płytko i nerwowo. Stąpał powoli, obawiając się, że najdrobniejszy hałas, choćby trzask łamanej gałązki, zdradzi jego obecność. Zatrzymał się wreszcie za jednym z drzew i z bezpiecznego dystansu obserwował sylwetkę mężczyzny. Wyglądał imponująco, zwrócony w kierunku błyszczącego jeziora, w którym odbijało się nocne, rozgwieżdżone niebo, zadumany i spokojny. Było w nim coś nieziemsko przyciągającego, intrygującego, coś, co sprawiło, że Amir nie potrafił się opanować  i odejść, chociaż czuł, że to właśnie powinien zrobić. Nagle, Nadim zwrócił się w jego stronę, wyczuwając obecność towarzysza. Uśmiechnął się lekko i wyciągnął do niego rękę, jakby tym gestem chciał przywołać go do siebie. Amir podszedł, czując nieznośne pieczenie policzków. Nadim zacisnął palce na koszuli kompana. Mężczyzna przez jej materiał, czuł paznokcie potomka wilków na swojej skórze. I chociaż zdawało mu się, że miał coś mówić, wyjaśniać – zaniemówił, zafascynowany jego bliskością. Niespodziewanie, towarzysz przysunął się jeszcze, a jego wargi znalazły się niepokojąco blisko ust Amira, zwodząc go przez chwilę, po czym jakby rezygnując, potomek wilków cofnął się, z uśmiechem satysfakcji, by zaraz otrzeć się policzkiem o policzek mężczyzny. Amir przymknął powieki i westchnął mimowolnie, odpowiadając dokładnie tym samym trwali tak przez chwilę i choć coś wydawało się być zdecydowanie nie w porządku, wręcz nie na miejscu, Amir nie potrafił tego jeszcze sprecyzować.
Dopiero gdy ponownie uchylił powieki, a wokół było znacznie jaśniej, zrozumiał, że znalazł się w sytuacji fatalnej. Leżał w namiocie i wciąż ocierał się o kogoś, a konkretnie o czyjś bok. A jeśli w ciągu nocy nie przybyło mu nagle o jednego towarzysza więcej, był to nikt inny, jak tylko potomek wilków, który, wsparty na przedramionach, przyglądał się swojemu kompanowi z rozbawieniem, najwyraźniej, wcale nie zamierzając mu przerywać. Amir odskoczył gwałtownie, gdy tylko uświadomił sobie, co się wokół niego dzieje. Spoglądając na uśmiechniętą twarz Nadima, usiłował wymyślić jakiekolwiek wytłumaczenie tego, co się przed chwilą wydarzyło, ale w głowie miał taki chaos, że zamiast coś powiedzieć, poruszał tylko bezgłośnie ustami, zaszokowany sytuacją i samym sobą, przede wszystkim.
-Brakuje ci kobiet, co...?- zachichotał Nadim, a gdy od osłupiałego wciąż towarzysza, nie usłyszał odpowiedzi, uśmiechnął się do niego raz jeszcze i wyszedł z namiotu.
Amir siedział nieruchomo z taką miną, jakby przed chwilą przeżył sytuację co najmniej traumatyczną. Jak... Jak w ogóle... Och, po prostu jak, do licha?! Oczywiście zdawał sobie sprawę z tego, że miał pewien... defekt... jak to nazywał, dla uproszczenia, który sprawiał, że jego preferencje odbiegały nieco od standardowych. Trzymał to w tajemnicy, chociaż wiedział, że są na tym świecie podobni jemu - miasto plotkowało nieraz o dość specyficznych romansach dostojnych panów czy też potomków arystokratów. Nie miał z tym jednak większych problemów, bo i kobiety, jakby wyczuwając jego naturę, nie lgnęły do niego szczególnie, więc opędzać się nie musiał. Ale coś takiego?! On i... Nadim?! Musiał przyznać, że ostatnimi czasy przyglądał mu się uważnie i nieco inaczej niż wcześniej. Ale cóż z tego, po prostu spędzali wspólnie czas, to naturalne! W życiu nie przyszłyby mu do głowy jakieś międzygatunkowe romanse (też coś!), a już na pewno nie z Nadimem! Gdyby chociaż przyśniło mu się coś normalnego. Ale nie, on musiał w swoim dziwacznym, niestosownym śnie, praktykować jakieś ocieractwo!
Wyczołgał się z namiotu, zdenerwowany na samego siebie.
Nadim siedział przy tlącym się jeszcze ognisku i spoglądał na swojego towarzysza z lekkim uśmiechem. Amir sapnął ciężko, nie podnosząc na niego wzroku. Jeszcze brakowało mu tego, by ten kretyn się czegoś domyślił. Mężczyzna był pewien, że pastwiłby się nad nim do końca ich wędrówki. O ile oczywiście wytrzymaliby razem do końca, bo zapewne wcześniej Amir zechciałby go skrócić o głowę. Albo przynajmniej o ogon.
-Kto ci się śnił?- zainteresował się potomek wilków, jak zwykle zadając najbardziej niewłaściwe pytanie w najbardziej niewłaściwym czasie.
-Nikt- burknął mężczyzna.
-Ładna była...?- Nadim ze swoim niezmiennym, pogodnym uśmiechem, starał się wciągnąć swojego kompana w dyskusję, na którą ten absolutnie nie miał ochoty.
-Nie wiem. Nie pamiętam.
-Jaaaasne...- roześmiał się potomek wilków, ale opanował się szybko, gdy Amir rzucił mu mordercze spojrzenie, dając jasno do zrozumienia, by nie kontynuował tematu.
-Brakuje nam jedzenia i wody- westchnął Nadim, podnosząc się z miejsca- Dobrze byłoby się gdzieś wreszcie zatrzymać, źle robimy, omijając osady... Chyba że...- zanurzył się jeszcze na chwilę w namiocie, po czym wyszedł z niego, w dłoni trzymając kryształ- O bogowie!- rzucił dramatycznym głosem- Jeśli tylko istniejecie! O wy, pradawne moce! Ześlijcie nam coś smacznego!
-Przymknij się- burknął z irytacją mężczyzna, wyrywając swojemu towarzyszowi kamień i chowając go za pasem. Czuł się najbezpieczniej, mając go przy sob ie- To nie jest zabawne.
Odkąd Nadim dowiedział się o tym, jak Amirowi udało się dostać do pałacu królowej, naśmiewał się z niego trochę.
-Jest, bo zdarzyło się akurat tobie- odpowiedział wesoło potomek wilków- Chciałbym zobaczyć twoją minę- dodał, chichocąc. Z namiotu wyciągnął jeszcze płaszcz, pamiątkę po ich ostatniej przygodzie i zajął się jego składaniem.
-Ale nie zobaczyłeś, bo byłeś zbyt zajęty podziwianiem innych widoków...- zironizował Amir.
-Daj spokój. Dobrze wiesz, że poszedłem za nią tylko przez kryształ.
-Oczywiście...
-Tak czy inaczej, naprawdę nie jest dobrze- kontynuował Nadim- Będziemy sobie radzić jak na początku, chociaż zaczyna mi też brakować strzał... Najlepiej byłoby trafić do jakiegoś miasta... Mielibyśmy wtedy okazję do spożytkowania naszej nagrody.
-Po pierwsze... To nie jest „nasza” nagroda, tylko moja nagroda- sprostował mężczyzna, wpatrując się w swojego towarzysza z politowaniem- Pamiętaj, że to ja naciskałem na to, żeby wyjaśnić całą sprawę...- potomek wilków zatrzymał się na chwilę i uniósł brew w pobłażliwym geście, jakby zamierzał przypomnieć, który z nich jako pierwszy rzucił podejrzenie na królewskiego syna i który ostatecznie robił za ofiarę- A po drugie, to nie jest żadna nagroda, tylko rekompensata za pieniądze, które straciliśmy już na początku, przez twoją głupotę. Nie zamierzam ich wydawać, tylko zostawić na czarną godzinę.
-Och... Czyli brak jedzenia i wody nie wpasowuje się w to określenie...?
-... A poza tym, miasto jest godzinę drogi stąd.
Nadim spojrzał na niego ze zdumieniem.
-Skąd wiesz?
Amir prychnął z irytacją.
-Kryształ mi powiedział.
-Naprawdę...?- potomek wilków najwyraźniej nie wyczuł ironii w głosie towarzysza.
Mężczyzna odwrócił się na chwilę, z trudem tłumiąc uśmiech, po czym przeniósł wzrok na Nadima i skinął głową.
-Tak, naprawdę.
-Niby w jaki sposób?- jego kompan zmarszczył brwi, wpatrując się w niego z uwagą.
-Nie wiem. Tak po prostu.
-Czyli właściwie jak...? Żartujesz sobie ze mnie, prawda...?
Mężczyzna tylko pokręcił głową, uśmiechając się lekko.
Uwinęli się w niecałe pół godziny i byli gotowi do dalszej drogi. Tym razem to Amir ich prowadził i szybko wyszli na szeroką drogę, którą mężczyzna odkrył wczorajszego wieczora, podczas gdy jego kompan udał się w drugą stronę. Oczywiście, przy tym nie omieszkał spytać wędrujących o to, gdzie znajduje się najbliższe miasto. Obok nich, na powozie, przejechał jakiś mężczyzna, prawdopodobnie kupiec, w oddali można było dostrzec też sylwetki innych ludzi, idących w tym kierunku.
-Kryształ ci powiedział, tak...?- uśmiechnął się z politowaniem Nadim.
-Dobrze, że chociaż ja mogę widzieć twoją minę. Jesteś tak naiwny, że da ci się wmówić dosłownie wszystko. Chodźmy.
-Czekaj...- potomek wilków podał mu niesione przez siebie rzeczy i ruszył w stronę lasu, rzuciwszy jeszcze krótkie- Zaraz wracam.
-Dokąd ty znowu leziesz?!- zdenerwował się mężczyzna.
-Udaję się za potrzebą- wyjaśnił Nadim- Wolno mi?- zapytał złośliwie.
Amir skinął litościwie głową i zaraz jego towarzysz zniknął mu z oczu. Mężczyźnie wystarczyła chwila samotności, by znowu naszło go wspomnienie ostatniego snu. Wzdrygnął się mimowolnie i rozejrzał dookoła, zaniepokojony, jakby ktoś mógł go w tym momencie obserwować, a może i także wiedzieć, co też chodziło mu po głowie. A były to rzeczy, o które wcześniej nigdy by się nie podejrzewał i zaczynało go to powoli przerażać.
Potomek wilków jak zwykle się nie spieszył i chociaż Amir rozumiał, że kwestie fizjologiczne mogą zajmować niekiedy sporo czasu, to po pierwszych dwudziestu minutach bezsensownego oczekiwania, jego niecierpliwa natura dała o sobie znać i zaczynał popadać w irytację, a po kolejnych, obiecywał sobie, że jeśli za dziesięć sekund jego kompan się nie zjawi, pójdzie go szukać, choćby miał go przyłapać w mało komfortowej sytuacji.
Jego towarzysz okazał się mieć jednak świetne wyczucie chwili, bo w tym momencie podszedł do niego ze słowami:
-Nie uwierzysz, co znalazłem...
-I nie chcę uwierzyć- mruknął obojętnie Amir, zbierając się do drogi, ale znowu został zatrzymany.
-Chodź, zobaczysz!- potomek wilków był wyraźnie podekscytowany- Chodź, to całkiem niedaleko.
Mężczyzna czuł, że cokolwiek znalazł jego kompan, z pewnością mu się to nie spodoba, ale wiedział doskonale, że ten nie odpuści sobie, dopóki go tam nie zaciągnie, co zapewne okaże się albo zupełnie bezcelowe, albo narazi ich obu na utratę życia. Ach, zaczynał się już przyzwyczajać... Nie do końca rozumiał, z jakiej przyczyny, Nadim lazł aż tak daleko. Szli i szli, oddalając się coraz bardziej od drogi, a on nadal nie widział niczego szczególnie interesującego. Dopiero po kilkunastu minutach zobaczył coś pomiędzy drzewami, a gdy zbliżyli się do tego, dostrzegł, że było niewielkich rozmiarów chatką.
-To właśnie chciałeś mi pokazać...?- mruknął z politowaniem, marszcząc brwi.
-Niesamowite, prawda?- Nadim uśmiechnął się szeroko i obszedł chałupkę dookoła.
Amir właśnie zdał sobie sprawę, że chyba nigdy nie będzie mu dane zrozumieć swojego towarzysza. Może było to tylko jego wrażeniem, ale ktoś, kto sam pomieszkuje w lesie, nie powinien zachwycać się znalezieniem w nim jakiegoś prymitywnego domku. A poza tym, słowo „niesamowite” po ich ostatnich przejściach, do których można było śmiało zaliczyć atak krwiożerczych istot, kobietę zamieniającą się w ptaszysko, królową morderczynię, jakąś czarownicę i łączące się kryształy, naprawdę nieszczególnie pasowało do tego znaleziska.
-Jak myślisz, kto tu mieszka?- dopytywał, zaintrygowany potomek wilków- Jakiś pustelnik...? To takie dziwne, że ludzie chcą żyć z daleka od wszystkich, nie sądzisz...?
-Po pierwsze, wcale mnie to nie obchodzi. A po drugie, możesz mi wyjaśnić, co w tym takiego niezwykłego...? Przypominam ci, że nie tak dawno znaleźliśmy w lesie sporych rozmiarów gospodę... To rzeczywiście było niesamowite. I nie skończyło się dobrze. Tak w ramach przypomnienia.
-Mnie to ciekawi- odparł Nadim, wzruszając ramionami- Żyjecie ponoć na wyższym poziomie od nas, niczego wam nie brakuje, macie swoje codzienne zajęcia, pieniądze, wiedzę, wspaniałe budowle i piękne ulice, a mimo to, uciekacie od tego wszystkiego i wybieracie los podobny naszemu...
-Chcesz mi powiedzieć, że przyprowadziłeś mnie tutaj, żeby toczyć ze mną filozoficzne dysputy?!- zirytował się mężczyzna.
-Nie- odparł gładko potomek wilków- Żeby sprawdzić, kto tu mieszka.
I jak gdyby nigdy nic, załomotał do drewnianych, lichych drzwi. Amir syknął ostrzegawczo i podszedł do niego prędkim krokiem, chwytając go za nadgarstek, ale w tym momencie fragment kryształu wysunął mu się zza pasa i upadł na ziemię. Puścił kompana i schylił się po odłamek, a gdy ten tylko znalazł się w jego dłoni, rozbłysnął i zaczął drżeć charakterystycznie. Nadim uniósł brwi w geście zdumienia.
-I powiedz mi, że to nie opatrzność czuwa nad nami...- zachichotał, po czym otworzył drzwi i wszedł do środka.
-Nadim!- warknął gniewnie mężczyzna.
Jeśli rzeczywiście opatrzność nad nimi czuwała, to szło jej wyjątkowo kiepsko, zważywszy fakt, że ilekroć znajdowali jakiś fragment, narażali się na utratę życia. I coś mówiło Amirowi, że tym razem wcale nie będzie inaczej. Ścisnął mocniej kryształ w dłoni i wszedł za swoim towarzyszem do środka. Uderzył głową w pustą, mosiężną klatkę, dyndającą z sufitu i jęknął głucho, pocierając obolałe czoło. I już miał zamiar wyprowadzić stąd potomka wilków i wytknąć mu po stokroć jego idiotyzm i absolutny brak rozsądku, ale gdy omiótł maleńkie pomieszczenie wzrokiem, zaniemówił z wrażenia.
Nadim się mylił. Czymkolwiek było to miejsce, niewiele miało wspólnego z pustelniczym życiem. Chyba, że mieszkający tu pustelnik spał na wąskim kawałku podłogi, niczego nie jadł i właściwie nie miał żadnych przedmiotów codziennego użytku. A co miał...? Rzeczy, jakich Amir nigdy w swoim życiu nie widział. Na lewo, od wejścia, na niewielkiej, nisko umocowanej półce, znajdował się słoiczek ze szkieletem człowieka tak malutkiego, że gdyby rzeczywiście istniał, mógłby się zmieścić w czyjejś dłoni. Zaraz obok, stała szkatuła. Nad nią – wyblakły portret mężczyzny, pozbawionego twarzy. Do ściany przyczepione były pasma włosów, różnych długości i kolorów, a na ziemi leżało brązowe jajo, wielkości głowy. Tuż naprzeciw drzwi znajdowała się szafa, do której potomek wilków, w swej nieposkromionej ciekawości, zdążył zajrzeć i która zawierała w sobie jedynie parę dziecięcych bucików i białą sukienkę, splamioną czymś brunatnym w okolicach pasa. Dalej, Amir dostrzegł duże lustro, a przy nim przechylone i wsparte o ścianę krzesło z ułamaną nogą. Przy samym wejściu stał pokaźny kufer, którego Amir, nie zważając na protesty towarzysza, również nie omieszkał otworzyć. I zaraz obaj, z niemałym zdumieniem, przyglądali się zgromadzonym w nim zapiskom, zwojom, sporządzonym w innym, nieznanym im języku albo tak niezrozumiale, że nie sposób było odczytać z nich choćby słowa. A im więcej znajdowali, tym bardziej potomek wilków zdawał się być zafascynowany, a Amir zaniepokojony.
-Znajdźmy odłamek- rzucił ledwie słyszalnie z obawą spoglądając na drzwi. Nie żeby się bał. A skądże znowu! Amir był po prostu ostrożny, można by nawet powiedzieć, przesadnie podejrzliwy, ale nigdy nie sprowadziło to na niego kłopotów, za to nie raz pozwoliło mu ich uniknąć. Teraz, chociaż nie on z nich dwóch był specjalistą od instynktu, czuł, że znajdują się w miejscu, w którym wcale nie powinno ich być.
Nie chcąc marnować czasu, z lekką obawą, uchylił szkatułę i tam znaleźli to, czego szukali. Poza fragmentem kryształu zobaczyli także pierścień z jasnobłękitnym okiem, odłamek medalionu czy też amuletu, kilka kamieni, zupełnie zwyczajnych i kilka tak niesamowicie pięknych, jakich Amir nie widział nawet w królewskich skarbcach. Potomek wilków, jakby niezainteresowany wcale sprawą kryształu, zaciekawiony, już obracał w dłoniach kosmyk włosów, a zaraz przeglądał się z rozbawieniem w lustrze, które nie pokazywało wcale jego odbicia, a jedynie rozmazany cień.
-Dosyć!- syknął ostrzegawczo mężczyzna, chwytając swojego towarzysza za dłoń, którą ten wyciągał już w kierunku obrazu.
-Widziałeś kiedykolwiek w swoim życiu coś podobnego...?- szepnął Nadim, w momencie, gdy jego towarzysz sięgał po fragment.
Ale Amir nie zdołał go chwycić i nie zdołał też odpowiedzieć na pytanie kompana, bo w tym momencie usłyszał przeraźliwy wrzask, zobaczył łopoczące, czarne skrzydła i zaraz coś rzuciło się na nich. Padli obaj na ziemię, osłaniając głowę dłońmi, które krucze ptaszysko atakowało raz po raz swoim ostrym dziobem. Amir, wciąż ściskając mocno kryształ, odchylił się nieco, chcąc sięgnąć po broń, ale w tym momencie atak ustał. Mężczyzna dostrzegł, jak zwierzę, jakby wbrew swej woli, wraca do klatki, a drzwiczki zatrzaskują się za nim. Skrzydlate monstrum chwilę jeszcze obijało się o mosiężne pręty, nim uspokoiło się na dobre i ucichło. Zza krat łypało już tylko na nich czerwonymi ślepiami.
Amir odetchnął głęboko, podnosząc się powoli, po czym pomógł wstać swojemu towarzyszowi, chwytając go za ramię pokaleczonymi dłońmi. Nadim stanął na nogi i w tym momencie wbił zdumione spojrzenie w coś, co znajdowało się ponad ramieniem jego kompana. Mężczyzna odwrócił się gwałtownie i stanął twarzą w twarz ze staruszką. Białowłosa, łysiejąca, chuda i lekko zgarbiona, przyglądała mu się z niezwykłą uwagą.
-Zazwyczaj jest milszy- odezwała się w końcu, po chwili długiej ciszy, której żaden z mężczyzn, wciąż zaszokowanych sytuacją, nie był w stanie przerwać- Chociaż rzadko mam do czynienia z włamaniem...
Amir, otrząsnąwszy się ze zdumienia, spojrzał w kierunku szkatuły. I chociaż znajdował się tam wciąż pierścień, fragment medalionu i te wszystkie kamienie – po krysztale nie było ani śladu, chociaż ten w jego dłoni, wciąż wskazywał na jego bliską obecność. Syknął gniewnie i wolną ręką wyciągnął miecz, który zwrócił następnie ku staruszce.
-Amir!- usłyszał upominający ton towarzysza- Co ty wyrabiasz...?
-Gdzie jest fragment...?- rzucił w kierunku kobiety, spoglądając na nią z uwagą i nie opuszczając ostrza ani na chwilę. Cała sytuacja wcale mu się nie podobała i na razie nic w tym miejscu, począwszy od tych dziwacznych rzeczy, po ich niemniej dziwaczną właścicielkę, nie nosiło nawet znamion normalności.
Staruszka ani drgnęła, zupełnie tak, jakby na co dzień grożono jej mieczem.
-Amir!- jego kompan chwycił go ostrzegawczo za ramię.
-Daj mi spokój, na litość bogów!- odparł z irytacją mężczyzna- Mam już dość tych wszystkich idiotyzmów! A poza tym, szczególnie po tym, co się ostatnio zdarzyło, jakoś nie mam zaufania do kobiet- zadrwił.
Staruszka zaśmiała się chrapliwie.
-To całkiem zrozumiałe w twojej sytuacji...
Amir zaniemówił na chwilę. Trudno powiedzieć, dlaczego słowa kobiety wywołały u niego tak jednoznaczne skojarzenia. Może z powodu jej lekko kpiącego uśmiechu, a może dlatego, że nagle po raz kolejny stanął mu przed oczyma jego dzisiejszy sen.
-C... Co masz na myśli?- bąknął, pąsowiejąc.
-Chyba wiesz lepiej ode mnie, młodzieńcze.
Miecz opadł nieco. Szczęka Amira zresztą także. Nadim wykorzystał ten moment i szarpnął towarzysza do tyłu, stając przed nim.
-Wybacz nam, babciu- ukłonił się uprzejmie staruszce, która odpowiedziała mu tym samym. Uśmiechnął się serdecznie- Przechodziliśmy akurat w pobliżu i natrafiliśmy na ten domek... Zdaję sobie sprawę z tego, jak może to wyglądać, ale nie włamaliśmy się tutaj.
-Oczywiście, że nie- odparła, uśmiechając się poczciwie- Weszliście tu tylko bez niczyjego zaproszenia, dotykaliście przedmiotów, które do was nie należą, a jeden z nich nawet chcieliście zabrać ze sobą... Czego z grzeczności nie nazwę kradzieżą.
Nadim odchrząknął cicho.
-Piękne rzeczy- odezwał się wreszcie, siląc się na coraz mniej przekonujący uśmiech- Naprawdę, wspaniałe. Nigdy, w całym swoim życiu, nie widziałem czegoś podobnego...
-Zapytaj raczej, skąd to ma- przerwał mu lodowatym tonem mężczyzna. Policzki wciąż piekły go ze wstydu, mimo iż nic nie wskazywało na to, by Nadim miał jakiekolwiek, nawet nikłe pojęcie, co powiedziała, a może ledwie sugerowała chwilę temu ta wiedźma.
-Nie ukradłam tych przedmiotów, jeśli to masz na myśli- uśmiechnęła się, nie sprawiając wrażenia oburzonej czy zdenerwowanej. Amir prychnął głośno. Oczywiście, że nie. Dziwne tylko, że to cholerne ptaszysko wydawało mu się bardzo znajome- Nie jestem złodziejem, ale... kolekcjonerem- wyjaśniła- Szukam tego, co wyjątkowe. Niektóre z moich znalezisk są bezcenne, inne, szczególnie pojedynczo, niemalże bezwartościowe...- uniosła dłoń i ostentacyjnie obróciła w palcach odłamek kryształu- Spodziewałam się, że prędzej czy później ktoś się tutaj pojawi, ale jesteście pierwsi. Jak udało wam się tutaj dostać...?
-Nie rozumiem, pani...- odpowiedział powoli Nadim- Niedaleko stąd jest droga, przechodzi nią dużo ludzi. Wcale nie tak trudno jest odnaleźć to miejsce.
-Czyżby...?
Potomek wilków umilkł i posłał swojemu towarzyszowi niepewne spojrzenie.
-Posłuchaj uważnie...- zaczął Amir, stając obok Nadima- Po prostu potrzebujemy tego kryształu. Oddaj go, a nie będzie problemu.
-A więc to fragment kryształu...?- zainteresowała się kobieta, przyglądając się odłamkowi uważniej- Dobrze wiedzieć. Jakiego konkretnie...?
-Bezwartościowego- odparł ostro mężczyzna.
-Ach, więc jesteście tutaj, bo poszukujecie bezwartościowego kryształu...? Interesujące, bardzo interesujące... Ale skoro rzeczywiście taki jest...- mruknęła, w momencie, gdy Amir zaczynał już tracić resztki cierpliwości- Oddam wam go. Za drobną przysługę.
Mężczyzna prychnął głośno. Świetnie. Mieli oddać swoją duszę czy może tylko zapłacić głową?
-Czego oczekujesz, pani?- zapytał Nadim.
-Wczoraj jeszcze, wędrując do tego miejsca, ominęliście wioskę. Wrócicie tam dziś i powiecie mieszkańcom, że przybędę pojutrze.
-I... Tyle...?- najwyraźniej nawet potomkowi wilków wydało się to podejrzane.
-Owszem. Tyle.
-Nie ma mowy- odparł ostro Amir.
-Sądziłam, że to bardzo niewielka cena za otrzymanie tego, czego poszukujecie... Ale skoro jest inaczej, to najwyraźniej ten przedmiot rzeczywiście nie ma żadnej wartości...

No to im się trafiło. Zamiast zmierzać prostą drogą do miasta, cywilizacji i normalności, zawrócili i zaczęli szukać wioski, którą wcześniej celowo ominęli. Amir był bardzo niezadowolony. Oczywiście nie było w tym nic wyjątkowego, bo zadowolony bywał rzadko, ale nie uśmiechało mu się spełnianie zachcianek jakieś czarownicy. Wydało mu się strasznie podejrzanym, by ktoś w zamian za coś tak (podobno) cennego, żądał od nich jedynie sprawdzenia się w roli posłańców. Coś w tej sprawie było nie w porządku. O, bogowie, jak strasznie tęsknił za czasem, kiedy świat wydawał mu się taki prosty i zwyczajny, a za każdym rogiem nie czaiła się jakaś potworna kreatura...
-Ciekawe, skąd wiedziała którędy szliśmy...- mruknął pod nosem.
… I o całej reszcie.
-Była fascynująca, prawda?- uśmiechnął się potomek wilków.
Amir spojrzał na niego krzywo.
-Ostatnio jedna czarownica też wydawała ci się fascynująca. Chociaż wtedy przyczyna była jasna- dodał kąśliwie.
-A ty znowu zaczynasz...- westchnął Nadim, kręcąc głową w pobłażliwym geście- Nie wiemy, kim jest. Dlaczego uważasz, że to czarownica?
-No nie wiem... Bo mieszka samotnie w lesie, otacza się podejrzanymi przedmiotami i wie o rzeczach, o których wiedzieć nie powinna?- zironizował Amir- Ale rozumiem, że to dla ciebie marne argumenty. Zresztą, cóż się dziwić, skoro nie widziałeś nic podejrzanego w tym, że jakaś panna pojawia się nagle, znikąd, w poszukiwaniu swojego pieska i jeszcze oferuje nam pomoc...
-Może to po prostu wieszczka.
Mężczyzna spojrzał na niego z politowaniem.
-Dobrze, że nie leśna nimfa- skwitował.
Nadim zaśmiał się pogodnie.
-Właściwie to jak udało ci się znaleźć ten dom, co...?- Amir spojrzał na towarzysza z uwagą.
-Kryształ mi powiedział- odparł kąśliwie potomek wilków.
-Dobrze wiesz, że nie o tym mówię... Po co tak bardzo zagłębiałeś się w las?
-Przecież ci powiedziałem.
-Za mało miałeś drzew w okolicy?
Nadim westchnął głęboko. Mężczyzna odniósł wrażenie, że jego kompan wolałby zignorować to pytanie i nie odpowiadać, co przy gadatliwej naturze potomka wilków, wydało mu się bardzo dziwne.
-Musiałem rozprostować nogi- odparł wymijająco.
Amir wybuchnął śmiechem.
-Żartujesz sobie?- parsknął z pobłażaniem- Wydawało mi się, że przez całe dni nie robimy nic innego.
-Słuchaj...- zaczął Nadim i zaraz umilkł, jakby zastanawiając się nad tym, co powiedzieć- Po prostu potrzebowałem chwili dla siebie. Każdy tego czasem potrzebuje. Nawet ty.- dodał z rozbawieniem. Amir spojrzał na niego pytająco- To te momenty, gdy wychodzisz z namiotu, siadasz na zewnątrz, patrzysz przed siebie i nie chcesz, by ktoś ci przeszkadzał.
Mężczyzna uśmiechnął się lekko pod nosem.
-Te same momenty, w których przychodzisz do mnie, zawracasz mi głowę i nieustannie ględzisz?- zapytał, a Nadim zachichotał i skinął głową.
-Dokładnie te.
-Mogę wiedzieć, dlaczego twoja „potrzeba samotności”, pojawiła się akurat wtedy, gdy mieliśmy ruszać do miasta...?- dopytywał Amir.
-Chyba dobrze, że tak się stało, prawda?- jego towarzysz uśmiechnął się pogodnie. Amir tylko westchnął głęboko na to stwierdzenie. Jasne, że dobrze. W końcu za każdym razem, gdy natrafiali na kryształy, działy się tylko dobre rzeczy...- Nie wiem, czy potrafię to wyjaśnić. Musiałem po prostu... pomyśleć... zastanowić się nad paroma sprawami. Czasem, gdy jestem sam w lesie, rozglądam się dookoła i wszystko wydaje się takie znajome i naturalne... Czuję się wtedy dobrze. Zupełnie tak, jakby mój dom był gdzieś niedaleko i mógłbym w każdej chwili do niego wrócić. Ale potem wracam do ciebie...
-Cóż za rozczarowanie...- wtrącił z politowaniem mężczyzna.
Nadim uśmiechnął się łagodnie.
-Nie o to chodzi. Zresztą, sam nie wiem o co- przyznał, parsknąwszy śmiechem.
-Też mi wielka filozofia, po prostu tęsknisz za bliskimi. Tęsknota za rodziną nie jest powodem do wstydu- mruknął szorstko mężczyzna, chcąc zamaskować swoje własne emocje. Może i rzeczywiście, nie był to powód do wstydu, ale nie wyobrażał sobie, by mógł rozmawiać o tym z potomkiem wilków. Chociaż z drugiej strony, uświadomił sobie, że nie miałby nic przeciwko, gdyby Nadim zdobył się na tego rodzaju szczerość.
-Pewnie masz rację...- stwierdził jego towarzysz, skinąwszy głową w zamyśleniu.
Wioska nie znajdowała się daleko i dojście do niej nie zajęło im więcej niż pół godziny. Kiedy minęli pierwszy domek, Amir chwycił miecz, nie reagując na karcące spojrzenie towarzysza. Kto wie, gdzie ich wysłała ta starucha...? Zaraz się okaże, że okoliczni mieszkańcy mają skłonności do kanibalizmu albo lubią składać ofiary z zabłąkanych, ogoniastych wędrowców. Spokój Nadima jak zwykle wydał mu się nie na miejscu. Ich dyskusja doprowadziła ostatecznie do kłótni, w której potomek wilków stwierdził, że przez impulsywne zachowanie Amira będą mieć kłopoty, a mężczyzna wytknął swojemu towarzyszowi, że ten nie zauważyłby zagrożenia, choćby paradowało przed nimi w goliźnie. W tym momencie, z jednego z domostw na obrzeżach wsi wyszła ciemnowłosa, chuda wieśniaczka, z niemowlęciem, owiniętym jedynie białą, chustą na rękach. Amir powiódł za nią nieco zdziwionym wzrokiem. Nie znał się na dzieciach, ale to było tak maleńkie, że branie go ze sobą, wydawało się być wręcz nierozsądne. Szczególnie, gdy ta, podtrzymując jedną dłonią zawiniątko, zaczęła zamiatać ganek.
-Przepraszam, pani...- zwrócił się do niej Nadim, uśmiechając się przyjaźnie.
Podniosła na nich płochliwe spojrzenie, które najpierw zatrzymało się na potomku wilków, a później skierowało na Amira i jego miecz. Kobieta cofnęła się odrobinę, upuszczając miotłę i mocniej ściskając niemowlę.
Nadim posłał swojemu towarzyszowi wzrok zdający się wręcz krzyczeć: „A nie mówiłem?”. Mężczyzna schował broń, wzdychając głęboko.
-Przepraszam- rzucił raz jeszcze potomek wilków- Nie chcieliśmy pani wystraszyć. Szukamy tylko... hm... przywódcy wioski? Macie tu kogoś takiego?
-Mamy kapłana...- odparła, wciąż przyglądając im się z obawą.
-A gdzie możemy go znaleźć?
Milczała przez chwilę, rozglądając się nerwowo, po czym odparła:
-Dalej. W wiosce jest świątynia.
-Mogłaby nam pani wskazać drogę...?
-Nie... Nie mogę... Muszę wracać do domu...- odpowiedziała, cofając się powoli.
-Rozumiem. Dziękujemy- Nadim ukłonił jej się uprzejmie, po czym dodał- Śliczne dziecko.
Uśmiechnęła się lekko.
-Dziękuję.
Amir pokręcił głową w pobłażliwym geście i poszli dalej. Ale chociaż rozglądali się z uwagą, to wśród drewnianych zabudowań ciężko im było dostrzec coś, co wyróżniałoby się i mogło być świątynią. Nie minęli zbyt wielu ludzi, mężczyzn nie widzieli wcale, zapewne większość z nich zajmowała się pracą, może w pobliskim lesie, może na wspólnej ziemi. Po kilku minutach błądzenia wkoło, Nadim podszedł do jednej z kobiet, stojącej przed domem i wywieszającej mokre ubrania na balustradzie. Z jej domu, dochodziły odgłosy dziecięcych sprzeczek i płacz niemowlęcia.
-Czy mogłaby nam pani wskazać drogę do posiadłości najwyższego kapłana?- zapytał potomek wilków.
Kobieta wyprostowała się i wsparła dłonie na szerokich biodrach. Była dość rosłej postury, jasne włosy splątała w niedbały kok, a spoglądała na nich z uwagą, choć bez cienia obawy.
-Mamy tylko jednego kapłana- odparła szorstko- Czego chcecie?
-Chcemy z nim porozmawiać- stwierdził Amir.
-Oj, uważaj sobie, żebym ja z tobą nie porozmawiała! Ha! Cwaniacy się znaleźli! Myślicie, że pierwsi wpadliście na to, żeby obrabować wioskę...?
-Nie chcemy niczego obrabowywać...- odpowiedział prędko Nadim- Musimy mu po prostu przekazać pewną informację.
-Lepiej dla was samych, żeby tak było...- odmruknęła posępnie i ruszyła przed siebie. Mężczyźni zerknęli po sobie z lekkim zdumieniem, po czym poszli w ślad za nią- A jeśli nie, to zobaczycie, jak to się dla was skończy! Nasi mężowie już nie z takimi chłystkami z miasta mieli do czynienia! A z wami to nawet my same byśmy sobie poradziły!
Jasnowłosa zatrzymała się przed jednym z budynków, który nie różnił się niczym szczególnym od pozostałych, i załomotała głośno drzwi. Po chwili oczekiwania i wytrzymywania wyjątkowo nieprzychylnych i ostrzegawczych zarazem spojrzeń kobiety, ich oczom ukazał się starszy człowiek, siwowłosy, brodaty i niski.
-O co chodzi?- zapytał. Zaraz u jego boku pojawił się piegowaty młodzieniec i zaczął przyglądać się przybyszom z zaciekawieniem.
-Przyszli we dwóch i mówią, że chcą gadać...- mruknęła niechętnie kobieta.
-Rozumiem- odparł łagodnie kapłan, kiwnąwszy głową, jakby chciał ją zapewnić, że wszystko jest w porządku, ale ona nie ruszyła się z miejsca- Zostaw nas na chwilę samych, Irmino- dodał.
Sapnęła głośno i rzuciła jeszcze:
-Będę niedaleko- po czym rzeczywiście odeszła.
I rzeczywiście była niedaleko. Zatrzymała się nie więcej niż kilkanaście kroków dalej, nawet nie starając się udawać, że zajmuję się czymkolwiek innym, prócz badawczego przyglądania się przybyłym.
-Szukają panowie u nas gościny?- zapytał kapłan.
-Nie do końca. Chodzi o to, że...- Nadim umilkł, zastanawiając się najwyraźniej, jak przedstawić całą sytuację- To może zabrzmieć dziwnie, ale... W czasie naszej wędrówki natknęliśmy się na pewną staruszkę, która poprosiła nas o przysługę. Kazała przyjść tutaj i zapowiedzieć, że przybędzie pojutrze.
-Staruszkę...?- powtórzył siwowłosy mężczyzna, marszcząc brwi. Z racji tego, że nie wybuchnął śmiechem ani nie potraktował ich jak nie do końca zdrowych na umyśle, jasne już było, że wie coś na ten temat.
-Tak- potwierdził Amir- Garbatą, mieszkającą w lesie.
-Wiem, o kim mowa- stwierdził kapłan- Chociaż nigdy nie przysyłała tu swoich pomocników...
-Nie jesteśmy jej pomocnikami. Poznaliśmy ją dopiero dzisiaj- wyjaśnił potomek wilków.
-Tak...- mruknął w zamyśleniu siwowłosy, wychodząc wraz z młodzieńcem z budynku- Irmino!- krzyknął, a kobieta natychmiast ruszyła w ich kierunku. Amir skrzywił się mimowolnie. Nie miał ochoty, na przepychanki z kobietami, a zdawało mu się przez chwilę, że staruszek wybrał mało kulturalną metodę na wyproszenie ich z wioski. Ale zaraz ten zwrócił się do towarzyszącego mu chłopaka ze słowami- Przyprowadź Annę. Poczekajcie chwilę, panowie- dodał.
-Proszę mi wybaczyć, że pytam, ale... Chcielibyśmy tu pozostać do czasu przyjścia tej kobiety. Czy znajdzie się gdzieś tu dla nas miejsce?- Nadim spojrzał na kapłana pytająco.
-Oczywiście- odparł gładko tamten- Jej pomocnicy zawsze znajdą sobie tu miejsce.
-Nie jesteśmy jej pomocnikami- powtórzył cierpliwie potomek wilków.
Starszy mężczyzna skinął jedynie głową. Chwilę później jego pomocnik wrócił, razem z tą kobietą, na którą natknęli się obaj, gdy tylko tu przybyli. Stanęła obok drugiej, wciąż nerwowo tuląc dziecko do piersi.
-O co tu właściwie chodzi...?- jasnowłosa uniosła brew.
-Panowie przyszli przekazać nam informację. Zaklinaczka przybędzie pojutrze. Chciałbym, żebyście sprawdziły, która z was...
-To ja- przerwała mu ze zniecierpliwieniem Irmina- Zauważyłam znamię już dwa dni temu. Czekałam tylko na jej pojawienie się... Po co ich wysłała...?- mruknęła.
-To mało istotne. Przygotuj je. A ty, Anno... Czy mogłabyś udzielić pomocnikom zaklinaczki odpowiedniej gościny...?
Nadim już otwierał usta, by zaprotestować, ale ostatecznie dał sobie spokój.
Kobieta pokiwała głową, ale sprawiała wrażenie kompletnie przerażonej.
-Przepraszam, o co właściwie chodzi?- zapytał potomek wilków, spoglądając na kapłana. Nie on jeden zresztą czuł się zupełnie zdezorientowany- Po co właściwie przybywa ta kobieta...?
-Przychodzi tu każdego roku, o tej samej porze- odparł spokojnie starszy mężczyzna- To jest pora, w której wszystko się budzi, także moce, te dobre i złe. My żyjemy na przeklętej ziemi. Odradzające się demony, wybierają sobie na cel jedno z nowo narodzonych dzieci, by zamieszkać w jego ciele. Ona je zabiera.
-Pomaga im...?- dopytał z zainteresowaniem Nadim.
-Tak sądzę- odpowiedział cicho mężczyzna- Anno, zabierz swoich gości do domu.
Podczas gdy Nadim bredził coś o wieszczce i usiłował wciągnąć Amira w kolejną, bezsensowną dyskusję, ten zaczął baczniej przyglądać się kobiecie, u której się zatrzymali. Była bardzo dziwna. Nerwowo reagowała na ich obecność, najpierw poprosiła ich, by zostali na górze, później znowu by zeszli na dół i zaczekali na kolację, podczas gdy sama szykowała im posłania na piętrze. Niemowlę miała ze sobą niemalże cały czas, jakby była to jakaś kukła. I pewnie Amir tak by pomyślał, gdyby nie rozpłakało się przy nich kilka razy, odgarniając maleńkimi piąstkami poły materiału. I chociaż potomek wilków proponował, że posiedzi przy nim albo się nim zajmie, podczas gdy kobieta będzie wykonywała swoje obowiązki, ta za każdym razem odmawiała. Długo czekali, siedząc przy stole w kuchni i niecierpliwiąc się już nieco, gdy usłyszeli trzask drzwi i zaraz w pomieszczeniu pojawił się młody mężczyzna, zapewne ojciec. Zatrzymał się nagle, zaskoczony obecnością mężczyzn.
-Witam...- rzucił, nieco oszołomiony, po czym podszedł bliżej i wyciągnął rękę- Nazywam się Dorian.
-Nadim. Pańska żona zaproponowała nam gościnę- odpowiedział z uśmiechem potomek wilków.
-Amir- przedstawił się krótko mężczyzna, ściskając dłoń przybyłego.
Mężczyzna przyglądał się przez moment uważnie Nadimowi, po czym zaśmiał się lekko, jakby skrępowany swoją ciekawością i rzucił:
-Przepraszam... Nieładnie jest się tak patrzeć.
-Nic nie szkodzi- Nadimowi, dla którego patrzenie było jedną z najprzyjemniejszych reakcji, jakich doświadczał ze strony ludzi, rzeczywiście to nie przeszkadzało- W końcu nie widział pan pewnie nikogo podobnego do mnie. Jestem potomkiem wilków.
-Wiem i właściwie to widziałem. Jakiś czas temu- dodał, widząc pytające spojrzenie gościa- Rok, może półtora temu... Przechodziła tędy cała gromada...
W kuchni pojawiła się matka. Przywitała się krótko z mężem, po czym zajęła  podawaniem kolacji. W momencie, gdy tuląc jednocześnie ręką płaczące dziecko, usiłowała nalać im wody z dzbana, Nadim podniósł się i ruszył w jej kierunku.
-Proszę dać mi je potrzymać, pomogę...- zaczął, ale ta cofnęła się gwałtownie, upuszczając dzban, który rozbił się z trzaskiem o podłogę.
Potomek wilków zatrzymał się, zdumiony. Amir, przyglądał się całej scenie i chociaż nadal nie potrafił znaleźć przyczyny takiego zachowania gospodyni, raczej nie sądził, by reagowała w ten sposób ze względu na pochodzenie Nadima. Jej mąż i przeprosił gości, po czym wyszedł razem z nią i dzieckiem do drugiego pomieszczenia. Po chwili płacz niemowlęcia ustał i zaraz oboje pojawili się z powrotem w kuchni. Kobieta uprzątnęła szczątki dzbanka i zaczęli jeść.
-Więc... Co może pan powiedzieć o tych potomkach wilków?- zaciekawił się Nadim.
-Właściwie niewiele- odparł z uśmiechem mężczyzna- Byli tutaj tylko przez chwilę, zdaję mi się, że przyszli z miasta. Nie byliby zbyt rozmowni.
-Kto by pomyślał... A ja byłem gotów sądzić, że gadulstwo jest cechą całego gatunku...- mruknął z rozbawieniem Amir, popijając wodę. Jego towarzysz uśmiechnął się do niego pogodnie.
Rozmawiali ze sobą dość długo i atmosfera zdawała się być całkiem przyjemna. Jedynie kobieta nieustannie zwracała wzrok w kierunku drzwi od drugiego pomieszczenia, skubała nerwowo wargę albo machinalnie stukała paznokciami w stół.
-Może zobacz, co z nim...- zaproponował wreszcie jej mąż.
Natychmiast wstała z miejsca, przeprosiła obecnych i wyszła do dziecka. Amir powiódł za nią uważnym spojrzeniem.
-Przepraszam za zachowanie żony... Długo nie mieliśmy dzieci- wyjaśnił z zawstydzeniem- Staram się, żeby wszystko funkcjonowało normalnie, ale właściwie nie odstępuje go na krok... Chociaż może to normalne...? To w końcu jej pierwszy syn. No i w wiosce przestali na nas patrzeć jak na odmieńców...- dodał z gorzkim rozbawieniem.
Nadopiekuńcza matka nie pojawiła się już do końca kolacji. Później Nadim skierował się na górę, a Amir, wysłuchawszy wskazówek gospodarza, przeszedł się do lasu, wykąpał i dopiero wrócił. Gdy jednak wszedł do pomieszczenia, w którym mieli obaj spać, nie zastał w nim towarzysza. Zmarszczył brwi, zastanawiając się, gdzie potomek wilków mógł się podziewać o tej porze. Na podłodze znajdowały się dwa przygotowane posłania – koce, na których mogli się położyć i cienkie, lniane kołdry, którymi mogli się okryć. Rozebrał się i wsunął pod jedną z nich. Kilka minut później, drzwi uchyliły się ze skrzypnięciem i do środka wszedł Nadim. Zamiast się położyć, oparł się o nie plecami i wpatrując w swojego kompana, powiedział:
-Chyba... usłyszałem coś dziwnego...
Amir oparł się na przedramionach, spoglądając na potomka wilków z niedowierzaniem.
-Jesteś obrzydliwy...- stwierdził, krzywiąc się mimowolnie- Nie masz co robić, tylko podsłuchiwać pod sypialnią...?
-Nie o to mi chodzi. Chyba usłyszałem coś, czego nie powinienem był usłyszeć. Sam nie wiem, co mnie podkusiło...- westchnął, przecierając skronie i podchodząc do okna- Po prostu nie miałem ochoty tu siedzieć i czekać na ciebie, więc wyszedłem, a potem...
-Do rzeczy- przerwał mu zniecierpliwiony Amir. Rany boskie, choćby Nadim usłyszał o tym, że ktoś ma w planach ich poćwiartować, wolałby mu najpierw streścić swoją życiową historię. O bogowie, gdzie się podziali ci milczący potomkowie wilków?!
-Słyszałem, jak Anna rozmawia ze swoim mężem...- wyjaśnił ostrożnie Nadim- Mówili o swoim dziecku. I o znamieniu. Jeśli dobrze zrozumiałem... Wydaje mi się, że to dziecko ma coś wspólnego z tymi demonami, o których mówił nam kapłan. Byli bardzo przerażeni.
-Też byłbyś przerażony, gdybyś wierzył, że twoje dziecko jest opętane przez demona- odparł obojętnie Amir, kładąc się z powrotem.
Nadim nie ruszał się z miejsca, spoglądając na niego z uwagą.
-Myślisz... Myślisz, że to możliwe...?- zapytał wreszcie niepewnie.
Mężczyzna zaśmiał się cicho.
-Czyżbym słyszał wątpliwość w twoim głosie...? Rzadko spotykane.
-My też mamy swoje wierzenia i legendy. Także o demonach. Demony nie mogą opętać ciała człowieka, bez jego zgody.- wyjaśnił, ignorując ciężkie westchnienie towarzysza- Mogą jedynie wnikać w ciała niedawno umarłych. Słyszałem też opowieści o tym, że niektóre z nich, dawno temu, uwodziły lub gwałciły kobiety, a te następnie rodziły dzieci-potwory. Ale coś takiego...?
-Obie historie wydają mi się równie prawdopodobne...- mruknął leniwie Amir, obracając się na bok- Zresztą tak jak i historia tego waszego demona...
-A ty nadal wątpisz...?- Nadim aż parsknął z niedowierzaniem. Ułożył się na swoim kocu i przysunął bliżej towarzysza- Nie mogę w to uwierzyć... Sam przy tym byłeś, sam widziałeś, co stało się z kryształem... Co jeszcze musiałoby się zdarzyć, żebyś wreszcie zrozumiał, w czym bierzemy udział...? Chyba ten demon musiałby stanąć przed tobą, żebyś pojął, że istnieje!
-Owszem- odparł zgodnie z prawdą mężczyzna- Tak właśnie musiało by być.
-To idiotyzm!
-Nie. To logika. Z nas dwóch, to ty idealnie pasujesz do reprezentowania idiotyzmu, nie śmiałbym ci odbierać zabawy... A ja, logicznie rzecz biorąc, gdybym był tym demonem, wszechpotężnym, silnym i wspaniałym, w pierwszym odruchu zdecydowałbym się pozbyć dwóch natrętnych „wybrańców”, zanim zdążyliby mi zaleźć za skórę i skazać mnie na kolejne wieki wegetacji... Ale jak widać na przykładzie waszych legend, demony może i są wszechmogące, ale i nieskończenie głupie.
-Nie wziąłeś pod uwagę innej możliwości...?- dopytywał szeptem Nadim- Nie pomyślałeś, że może z racji tego, że jesteśmy wybrańcami, demon nie ma nad nami władzy, nie może nam uczynić nic złego...? Być może coś nas chroni. Jakaś niezwykła moc albo nawet bóg czy bogowie.
-Którzy konkretnie...? Moi czy twój...?
-Co za różnica!- żachnął się potomek wilków- Demon istnieje i nie rozumiem, jak możesz temu zaprzeczać!
-A ja nie rozumiem, czym różni się twoja wiara w demona, od wiary tych ludzi, że ich dziecko jest przez jakiegoś opętane...- odmruknął Amir- A poza tym, skoro twój bóg jest wszystkim... To pewnie demonem także... I może wszystko... To dlaczego od razu nie odwali tego, co leży w jego obowiązkach, nie pozbędzie się tego czegoś i nie zagwarantuje światu ponownego spokoju...?
Nadim parsknął cicho.
-Nie zadawaj tylu pytań. One nie ułatwiają zrozumienia.
-Mylisz się. Wprost przeciwnie. Ale utrudniają wiarę, więc pewnie niewygodnie ci ich słuchać i próbować znaleźć odpowiedzi, które są coraz bardziej bezsensowne...
-Wiara nie wymaga pytań- odparł dumnie jego towarzysz- Wiara wymaga po prostu poświęcenia. I odrobiny zaufania.
-... I utraty rozumu. Dobrej nocy, Nadim.
-Dobrej nocy.

Kiedy Amir się przebudził, jego towarzysza już nie było. Pozostało po nim jedynie rozrzucone w nieładzie posłanie i uchylone drzwi. Mężczyzna podniósł się na nogi z ciężkim westchnieniem. I chociaż najchętniej leżałby jeszcze do południa – a wolno mu przecież było, skoro i tak nie mieli tu nic lepszego do roboty, czekając na tę staruchę – wydało mu się nagle aż nader koniecznym, by sprawdzić, gdzie udał się jego kompan. A że ten kilka razy już wpakował ich w tarapaty, wydało się to nawet całkiem rozsądne. Zszedł po schodach na dół. Znalazł się w kuchni i gdy już gotów był pomyśleć, że Nadim pewnie wyszedł zaczerpnąć świeżego powietrza, usłyszał odgłosy kroków dochodzące z pomieszczenia obok. Zajrzał do środka. Był to niewielki przedsionek, prowadzący do jakiegoś zamkniętego pokoju, prawdopodobnie sypialni. Nad stojącą w nim, drewnianą kołyską, nachylał się nikt inny, jak właśnie potomek wilków. Amir zacisnął zęby i podszedł do niego, a następnie chwycił go za ramię.
-Co ty wyrabiasz, do licha?!- syknął bez zrozumienia.
Nadim przyłożył sobie palec do ust i zsunął z główki dziecka materiał, ukazując znajdujący się na jego skroni znak. Znamię rzeczywiście wyglądało nietypowo. Ciemnoczerwone, kuliste z zakrzywionymi liniami, rozchodzącymi się we wszystkich kierunkach, przypominało może trochę symbol słońca. Spojrzeli po sobie, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć.
W tym momencie Amir usłyszał skrzypnięcie drzwi. Odwrócił się w stronę sypialni i zobaczył w jej progu kobietę z drewnianą belką w ręce, ale nim zdążył choćby otworzyć usta i zapytać, co się dzieje, poczuł uderzenie w głowę i chwilowo oszołomiony, wpadł prosto w ramiona towarzysza.
-Co ty robisz?!- krzyknął w jej kierunku Nadim, a zaraz z sypialni wybiegł jej mąż, który chwycił ją mocno za ramiona.
-Przepraszam!- rzucił z paniką- Tak bardzo mi przykro!

-Przepraszam.
Amir zerknął na męża kobiety, od którego usłyszał to słowo już z kilkadziesiąt razy. Nadim przyglądał mu się z troską, co było zapewne efektem poczucia winy, chociaż mężczyźnie nic nie było, nie licząc rozcięcia na skroni i siniejącej coraz bardziej powieki. Anna, wraz ze swoim dzieckiem, siedziała w pomieszczeniu obok, roztrzęsiona i niezdolna do rozmowy.
-Przepraszam raz jeszcze...- rzucił znowu jej mąż, a Amir chyba po raz setny, westchnął głęboko i tylko skinął głową- Nie miałem pojęcia, że przyjdzie jej do głowy coś podobnego... Chyba po prostu się przestraszyła... Odkąd się tutaj pojawiliście, obawiała się, że przyszliście po dziecko... W końcu przybyliście na polecenie zaklinaczki...
-To wcale nie tak- zaprotestował Nadim, kręcąc głową- Nie chcieliśmy mu nic zrobić. I nie mamy z tą staruszką nic wspólnego. Chcieliśmy po prostu dowiedzieć się prawdy...
-Mów za siebie- mruknął Amir.
-Usłyszałem waszą wczorajszą rozmowę- przyznał potomek wilków, ignorując słowa towarzysza- O co tu chodzi...? Te dzieci naprawdę są opętane przez demony...? Co robi im ta kobieta...?
-To zaczęło się dawno temu... Niedługo po moich urodzinach, więc nie sposób, żebym to pamiętał, ale nie raz słyszałem opowieści rodziców i starszych z wioski. Pewnego dnia, jedna z kobiet, zauważyła u swojego niedawno narodzonego dziecka bardzo nietypowe znamię. Zgodnie z obyczajem, przyniosła je do ówczesnego kapłana... Obecny był wówczas jego pomocnikiem... By obejrzał je i orzekł, co oznacza. Ten nie potrafił jednak tego w żaden sposób wyjaśnić. Kolejnego dnia, w wiosce zjawiła się staruszka. Tak, już wtedy była stara... Powiedziała kapłanowi, że niemowlę zostało opętane przez demony. Powiedziała też, że może je zabrać i zdjąć z mieszkańców brzemię nadchodzącej klęski. Kapłan jednak odmówił. Nie wiedział, jakie są intencje staruszki i nie miał powodu, by ufać jej słowom. Wkrótce później w wiosce zaczęły dziać się potworne rzeczy. Wielu ludzi ginęło. Zasypiali nocą i nie budzili się już kolejnego ranka – nie tylko starzy, ale i całkiem młodzi, dorośli i dzieci. Woda w studni wyschła na proch, a plony całkiem zmarniały. W lesie nie można było znaleźć zwierzyny, jakby daleko uciekła. Zaczął się głód. Spanikowani mieszkańcy, za radą kapłana, postanowili spalić naznaczone znamieniem dziecko, licząc, że to przyniesie im spokój...- Amir uśmiechnął się gorzko. Czy to nie był doskonały dowód na to, że bzdurne przekonania mogą doprowadzić do tragedii...?- Ale następnego dnia, inna kobieta, znalazła taki znak na ciele swojego potomka. Wtedy ta kobieta pojawiła się znowu. Tym razem jednak, kapłan zdecydował się oddać jej dziecko. Zabrała je i odeszła. Wszystkie problemy natychmiast ustały. Od tamtej pory, zjawia się co roku, właśnie wtedy, gdy budzą się demony. Kapłan mówi, że mieszkamy na przeklętej ziemi, dlatego to wszystko się dzieje. Ale czasem myślę, czy nie rozgniewaliśmy bogów i nie była to kara, jaką zesłali na nas za nieposłuszeństwo...
-Co ona robi z tymi wszystkimi dziećmi?- zapytał Nadim.
-Nie wiem- odparł cicho człowiek- Nie wracają już do wioski.
Potomek wilków zmarszczył w zamyśleniu brwi. Amir milczał. W drzwiach stanęła Anna, która musiała przysłuchiwać się rozmowie z pomieszczenia obok.
-Nie chcę go oddawać...- powiedziała, roztrzęsionym głosem, rozbieganym wzrokiem błądząc to po twarzy męża, to gości, jakby usiłując wśród nich znaleźć zrozumienie- Nie chcę, nie potrafię... To mój synek... Przecież nic mu nie jest... Przecież to tylko dziecko, dlaczego mam go oddawać?- zapytała bez zrozumienia.
-I nie powinnaś- odparł Nadim z taką stanowczością, że wzbudziło to zdumienie u dwóch pozostałych mężczyzn.
Amir, co prawda, nie uważał tej historii za jakkolwiek prawdziwą, ale nie miał najmniejszej ochoty ingerować w życie i wierzenia tej społeczności. Sądził zresztą, że jego towarzysz też nie powinien tego robić.
Kobieta spojrzała na potomka wilków ze łzami wdzięczności w oczach, jakby powiedział coś, co od bardzo dawna chciała od kogokolwiek usłyszeć.
-Nie wiem, czy to takie proste, panie...- powiedział cicho jej mąż- To mój syn. Bardzo długo na niego czekaliśmy i wiele bym zrobił, by uniknąć takiego rozwiązania, ale w tak poważnej sprawie, nie możemy zwodzić ani oszukiwać pozostałych mieszkańców. To byłoby nieuczciwe i mogłoby ich narazić na niebezpieczeństwo...
-Ale dlaczego?!- wykrzyknęła rozpaczliwie Anna- Przecież zawsze chodzi o jedno dziecko! Zawsze! To dziecko Irminy, sama tak powiedziała! Nie nasze! Może to pomyłka!
-Więc tym bardziej powinniśmy to wyjaśnić- odpowiedział spokojnie jej małżonek.
Umilkła, oddychając płytko i nerwowo ściskając palce. Spojrzała na Nadima, jakby on był jedynym, który mógł jej pomóc w tej sytuacji.
-Coś jest z tą sprawą nie w porządku- stwierdził potomek wilków- Może to, co zdarzyło się przed laty nie miało nic wspólnego ani z pojawieniem się tych znaków, ani z dziećmi, ani nawet demonami...? Może był to tylko przypadek?
Amir spoglądał na swojego kompana z coraz większym zaskoczeniem. Chyba pierwszy raz słyszał, by Nadim wyjaśniał cokolwiek w taki sposób. Wydawało się, że przy całej swojej naiwności, nie powinien mieć problemów, by uwierzyć w historię, którą usłyszał, ale jak widać nawet potomek wilków miał swoje wątpliwości.
-Nie, panie...- odparł smutno mężczyzna- Chciałbym, żeby tak było. Naprawdę bym chciał. Ale nasz kapłan jest mądrym człowiekiem... Nie pozwoliłby, by działa nam się krzywda, gdyby nie było to konieczne.
Rozmowa ciągnęła się jeszcze długo. Nadim przekonywał tego człowieka, by przed pojawieniem się zaklinaczki, nie mówił nikomu o tym, co odkrył. Ale chociaż tamten nieustannie powtarzał, że wiązałoby się to z narażeniem życia bliskich mu osób, dla Amira było jasnym, że wciąż jeszcze ze sobą walczył i w rzeczywistości wcale nie chciał informować o tym kogokolwiek, nawet kapłana. Oboje, on i jego żona, byli wyraźnie zmęczeni, ona dodatkowo jeszcze niepewna i przerażona, on pozornie spokojny, ale widać było, jak smutek wkrada się na jego twarz, gdy mówił z rozczuleniem o swoim potomku, by zaraz dodać, że powinni uczynić to, co drugie małżeństwo.
-Co o tym wszystkim myślisz?- zapytał Nadim swojego towarzysza, gdy wreszcie wyszli obaj z domu, by odetchnąć świeżym powietrzem. Panująca wewnątrz atmosfera była tak ciężka i nieprzyjemna, że Amir nieprędko zamierzał wracać, a zaangażowanie kompana bynajmniej mu nie odpowiadało.
-Nie wiem...- odparł ostrożnie, chociaż uniknięcie dyskusji wydawało się niemożliwe.
-Nie rozumiem, jak mogą pozwalać, by działo się coś takiego...? I co ta staruszka robi tym dzieciom? Bo jej dom nie wyglądał, jakby je tam trzymała...
-Najwyraźniej jej egzorcyzmy kończą się w jeden sposób.
Nadim wzdrygnął się lekko.
-Nie jestem w stanie uwierzyć w to, by w tak niewinnych istotach mogła zamieszkać jakakolwiek bestia... Ale z drugiej strony... Jak wyjaśnić te wszystkie zdarzenia, o których opowiadał...?
-Sam przecież je sobie wyjaśniłeś. To był przypadek i nic więcej. Pewnie jakaś choroba połączona z nieurodzajem.
-Tak czy inaczej, byłby to duży zbieg okoliczności, nie sądzisz?- zastanawiał się Nadim.
Amir uśmiechnął się lekko.
-Na takich właśnie zbiegach okoliczności opierają się wszystkie legendy.
-Tak samo jak zbiegiem okoliczności było to, co wydarzyło się podczas naszego pojedynku...?- potomek wilków uśmiechnął się z politowaniem, unosząc brew, po czym cofnął się z powrotem do domu.
Amir obejrzał się za nim, parskając śmiechem.
Zbiegi okoliczności potrafią niekiedy dosłownie przewracać życie do góry nogami.

Amir spacerował po wiosce, ciesząc się swoim wolnym czasem, wypoczywając, rozglądając się i korzystając z gościny, jaką zagwarantował im kapłan. Był spokojny. Nic go nie dręczyło, ani dylematy, ani rozmyślania dotyczące rodziny, u której się zatrzymał. Owszem, był w stanie zdobyć się na odrobinę współczucia dla tych ludzi, ale nic więcej. W gruncie rzeczy, każdy podejmuje własne decyzje i ponosi za nie konsekwencje. Jeśli ci ludzie nie dojrzeli jeszcze na tyle, by zauważyć, że ich mity i opowiastki czynią im samym krzywdę, najwyraźniej nie byli warci nawet współczucia. A jeśli było inaczej, to może strata jednego dziecka, raz na rok, była dla nich czymś zupełnie niezauważalnym? Bo nie dostrzegł jakiegoś szczególnego rozdrażnienia w wieśniakach. Każdy zajmował się swoimi sprawami, minął nawet dom Irminy i widział, jak karmi jedno z dzieci, podczas gdy pozostałych dwoje, otoczyło ją już i szarpiąc za spódnicę, usiłowało skłonić do zabawy. Czy wyglądała na przerażoną czy chociażby zasmuconą faktem, że ma jutro oddać swojego najmłodszego potomka? Nie.
Amir westchnął głęboko. Jeśli coś rzeczywiście warte było jego rozmyślań, to ta starucha. Nie obchodziło go, z jakiej przyczyny się tu pojawiała i dlaczego zabierała niemowlęta, ale zastanawiał się nad tym, po co ich w to wszystko wciągnęła. Skoro zawsze przybywała tu sama, bez żadnej zapowiedzi, z jakiej przyczyny kazała im oczekiwać na siebie w tym miejscu? I za to właśnie zamierzała oddać im fragment kryształu...? Za dwie noce spędzone u życzliwej, choć nieco problematycznej rodziny...? To była niska cena. Zbyt niska, a ta wiedźma nie sprawiała wrażenia szczególnie hojnej.
W pewnym momencie, miał wrażenie, że kątem oka spostrzegł swojego towarzysza. Gdy mężczyzna się odwrócił, przekonał się, że wrażenie było trafne (bo i potomka wilków trudno było z kimkolwiek pomylić) i jego kompan właśnie z impetem otworzył drzwi do świątyni, do której następnie wszedł.
I spokój Amira prysnął w jednej chwili.
Ruszył prędko w kierunku budynku, przeklinając nachalną wręcz ciekawość Nadima. Dostał się do skromnie wyposażonego miejsca i pierwszym, co usłyszał, był podniesiony głos potomka wilków:
-Jak możesz pozwalać na coś takiego?! Jesteś ich kapłanem, ufają ci! Powinieneś być rozsądniejszy i wiedzieć, że coś jest nie w porządku!
-Nadim!- warknął gniewnie mężczyzna, pojawiając się przy swoim towarzyszu i chwytając go za ramię- Chyba wystarczy, nie uważasz...?- syknął mu do ucha. Jeszcze tylko tego im brakowało, żeby ich zlinczowali albo w najlepszym wypadku wypędzili.
-Nigdy nie zrobiłem niczego, co mogłoby zaszkodzić mieszkańcom- odparł ze spokojem stojący przed nimi kapłan.
-Więc oddawanie niemowląt nie jest działaniem na ich szkodę?!- wykrzykiwał dalej Nadim, wyraźnie wzburzony.
-Wiele gorszych rzeczy mogłoby się zdarzyć, gdybyśmy tego nie czynili- odpowiedział staruszek- Niezależnie od tego, jak to zabrzmi, jest to niska cena za spokój.
-Gorszych rzeczy...? Jak te wtedy...?- prychnął pobłażliwie potomek wilków- Sprawdziliście chociaż raz, czy nie był to zwykły zbieg okoliczności...? Nie! Przez głupi przypadek godzicie się na warunki jakiejś kobiety, której intencji wcale nie znacie!
-Takie rzeczy nie dzieją się przez przypadek. Gdybyś tu był, panie, i widział to na własne oczy, sam doskonale zdawałbyś sobie z tego sprawę.
-A czy choć raz sprawdziliście, co robi ta zaklinaczka?!
-Wiele razy próbowaliśmy iść za nią albo odszukać jej dom. Nigdy nam to się jednak nie udało.
-Ty kłamco...
-Nadim!- warknął ostrzegawczo Amir- Wystarczy!
Co jak co, ale zarzucanie kłamstwa najwyżej postawionemu i cieszącemu się ogromnym autorytetem mieszkańcowi wioski, nie było najbardziej rozsądnym pomysłem.
-Jej dom jest tutaj, w lesie! Niedaleko od was!- mówił dalej potomek wilków- Jeśli go nie odnaleźliście, znaczy, że wcale nie chcieliście szukać! A może doskonale wiedziałeś, gdzie się znajduje, ale cię to nie obchodziło...?
-Choć próbowaliśmy wielokrotnie, nigdy nie udało nam się jej odnaleźć- powtórzył raz jeszcze kapłan- Przysięgam, panie.
Te słowa uspokoiły Nadima, chociaż nie sprawiał wrażenia, jakby dawał im choćby cień wiary. Amir serdecznie przeprosił staruszka za zachowanie swojego nie całkiem zdrowego na umyśle towarzysza i wyprowadził potomka wilków na zewnątrz.
-Ty chyba zupełnie postradałeś rozum- stwierdził z irytacją- Po jakie licho lazłeś do kapłana?!
-Nie wiem. Po prostu musiałem coś zrobić.
-Tak, nawet wiem co!- odparł z wściekłością mężczyzna- Zabić nas! Nie po raz pierwszy zresztą wpada ci do głowy tak „genialna” myśl! Może kolejnym razem zastanów się dobrze czy zamierzasz w ogóle dożyć końca naszej wyprawy, bo jeśli nie, to całe to zamieszanie wokół kryształów wydaje mi się zbędne! Nadim! Słuchasz mnie w ogóle?!- zdenerwował się jeszcze bardziej, gdy jego towarzysz najpierw rozglądał się na boki, przypatrując przechodzącym wieśniakom, by zaraz zacząć, jak się Amirowi z początku wydawało, drapać się po szyi.
Okazało się jednak, że potomek wilków zdjął z siebie zawieszony na rzemyku, zrobiony z materiału woreczek i podał go mężczyźnie.
Amir zmarszczył brwi.
-Co to takiego...?- zapytał niepewnie.
-Zrobiłem dla ciebie. Przyda ci się na kryształy, prawda?- Nadim uśmiechnął się lekko- W końcu jutro będzie ich już więcej.
-Och... Tak... Dziękuję...- bąknął Amir, trochę zakłopotany i wytrącony z równowagi.
-Zobaczymy się później. Naprawdę sądzę, że mogę pomóc tym ludziom- potomek wilków uśmiechnął się do niego i odszedł.
Mężczyzna westchnął głęboko.
Naprawdę sądził, że to fatalny pomysł.

Amir obserwował swojego towarzysza z rosnącym niepokojem. Nie żeby miał wiele czasu na te obserwacje, bo potomek wilków nieustannie czymś się zajmował, to pomagał ich gospodarzom w codziennych obowiązkach, to znów łaził po wiosce, nie wiedzieć z jakiej przyczyny, ale tak czy inaczej, jego zachowanie czy też nagłe odkrycie w sobie zbawcy całej ludzkości, wprawiało mężczyznę w coraz większe obawy. I chociaż Nadim z natury cechował się pewnym rodzajem wrażliwości, którego Amir nigdy do końca nie potrafił pojąć, rzadko można było go widzieć aż tak zaangażowanego.
Gdy wieczorem Amir ułożył się już do snu, wyczekując na przyjście kompana, ten wpadł do pomieszczenia i od progu zaczął podekscytowany:
-Rozmawiałem z kilkoma ludźmi z wioski. Nie każdy jest przekonany co do słuszności postępowania kapłana. Owszem, wszyscy tu chyba wierzą w demony, ale...
-Nadim.
Potomek wilków zaczął przechadzać się po pokoju, mówiąc dalej:
-... Sądzę, że gdyby im uświadomić, że się mylą, to w końcu by zrozumieli. W każdym razie, nie mogę przecież pozwolić na to, by w swojej niewiedzy doprowadzali do tak wielkiej krzywdy. Nikt nie wie, kim jest ta kobieta, ani co czyni.
-Nadim...
-... Więc gdy jutro się pojawi, zapytam o jej działanie i intencje, sprawdzę, czy jest rzeczywiście tym, za kogo się podaje i...
-Nadim!- warknął w końcu mężczyzna, nie mogąc już dłużej słuchać tych bredni.
Jego towarzysz przystanął pod ścianą i posłał mu pytające spojrzenie.
Amir odetchnął głęboko, siląc się na spokój.
-Odpuść sobie- poradził.
Nadim zmarszczył brwi.
-Że co...?
-Odpuść sobie- powtórzył mężczyzna- To nie nasza sprawa.
-Jak to „nie nasza sprawa”...?- powtórzył potomek wilków, kręcąc głową w geście niedowierzania.
-Jesteśmy tutaj z powodu kryształu. Jeśli ta kobieta nie kłamała, jutro go od niej otrzymamy. I na tym tylko nam zależy. Nie komplikuj sytuacji.
-Może i tobie tylko na tym zależy- odparł zbolałym głosem Nadim- Ale ja nie mogę patrzeć na to, co się tutaj dzieje. I nie będę. Sądziłem, że mam cię po swojej stronie, ale skoro nie, to pomogę im sam.
-Co ty bredzisz?!- warknął Amir, podnosząc się na przedramionach i odwracając głowę w stronę potomka wilków- Jak niby chcesz im pomóc, co?! Nie jesteśmy stąd. Nie znamy ich problemów, a oni nie znają nas i nie mają żadnego powodu, by nam ufać! Wiem, że ciężko ci to przyjąć, ale oni naprawdę wierzą w tą historię. Tak samo jak wy wierzycie w masę tych waszych legend i opowiastek. I tak samo jak was nie da się przekonać, że to bzdura, tak samo i z nimi nie będzie to możliwe. Sami muszą dojść do momentu, w którym zrozumieją, że ich postępowanie jest nieodpowiednie. Ten moment, jak widać, jeszcze nie nadszedł.
Nadim spoglądał na niego z rozczarowaniem.
-Ty chcesz, żeby te dzieci umarły...- stwierdził absurdalnie- Chcesz pozwolić na ich śmierć.
-Nie! Chcę mieć po prostu święty spokój!- wybuchnął Amir- I bez twoich wymysłów mamy wystarczająco dużo problemów! Musisz jeszcze wszystko komplikować?! To nie nasz interes!
-W naszym interesie nie było też wybawianie od śmierci królewskiego syna, ale i tak to uczyniłeś!- odparował ostro potomek wilków.
-To zupełnie inna sprawa!
-Tak?! Bo tamta dotyczyła wielkiego pałacu i dziedzica króla, który tak bardzo nie chciał władzy, że aż mogłeś się z nim utożsamić, czyż nie...? A ta jedynie głupich wieśniaków, mieszkających w lesie, dokładnie tak jak my, i ich idiotycznych zabobonów, na które nie zamierzasz tracić czasu- stwierdził Nadim, uśmiechając się gorzko.
-Nie! Bo tamta dotyczyła po prostu odpowiedzialności, winy lub jej braku, co jest kwestią oczywistą i łatwą do udowodnienia! A ta dotyczy wiary! I uwierz mi, że od początku naszej znajomości, miałem wystarczająco dużo czasu, by przekonać się, że żadne argumenty nie są w stanie jej podważyć!
-Ja wyjaśnię tym ludziom, że się mylą!
Amir zaśmiał się głośno, wpatrując się w swojego towarzysza z politowaniem.
-A co ty sobie ubzdurałeś co...? Że jesteś jakimś tutejszym wybawicielem? Jesteś z zewnątrz, nigdy tu nie żyłeś i nigdy nie będziesz ich rozumiał, tak samo, jak ja nie będę w stanie zrozumieć was! Naprawdę sądzisz, że bez wahania przyjmą twoje słowa, słowa istoty, która nawet nie jest człowiekiem, skoro wciąż jeszcze żyją ci, którzy pamiętają co działo się wraz z pojawieniem się pierwszego znamienia...?
Nadim zacisnął wargi i milczał przez dłuższą chwilę. Przeszedł się do drzwi i z powrotem, jakby nie mógł ustać w miejscu.
-Spróbuję bez względu na wszystko ocalić te niemowlęta- stwierdził wreszcie cicho- I masz rację, nigdy nas nie zrozumiesz. W naszej kulturze, dzieci są czymś bardzo ważnym. I każdy ma bezwzględny obowiązek chronienia ich przed jakąkolwiek szkodą.
Ach, no i wyjaśniło się nagłe zaangażowanie potomka wilków...
-Wcale się nie dziwię, skoro tak niewiele się ich rodzi- odmruknął mężczyzna.
-Co takiego?!- warknął Nadim, rozjuszony jak nigdy wcześniej.
-To, co słyszałeś. Wasza uwaga koncentruje się na młodszym pokoleniu nie dla tego, że jesteście tacy dobrzy i wspaniali, ale dlatego, że wkrótce potomkom wilków może zabraknąć potomków- zironizował, kładąc się na posłaniu i przymykając powieki.
Nie słyszał ze strony towarzysza żadnej odpowiedzi, a zaraz dotarł do niego szelest materiału i sądził już, że na tym cała ich kłótnia się zakończy. Było jednak inaczej.
-Nie mogę uwierzyć, że powiedziałeś coś tak obrzydliwego- usłyszał pełen rozczarowania szept towarzysza, a gdy uchylił powieki, zobaczył, że ten stoi już przy drzwiach ze swoim kocem i przykryciem- Sądziłem, że źle cię z początku oceniłem, że się zmieniłeś, ale wy nigdy się nie zmieniacie, prawda...?
Mężczyzna parsknął z pobłażaniem.
-Co ty robisz, Nadim? Kładź się.
-Nie będę spał z tobą w jednym pomieszczeniu.
-Och, świetnie! A gdzie będziesz spał, co...? Na schodach?
-Wolę to niż twoje towarzystwo- odpowiedział surowo potomek wilków i wyszedł.
-Nadim! Nadim, nie wygłupiaj się!- zawołał za nim mężczyzna, który z początku był przekonany, że ten po chwili demonstracyjnego obrażalstwa zostanie- Wracaj!
Nie otrzymał żadnej odpowiedzi.
Przewrócił się na bok, wściekły na Nadima, wściekły na samego siebie i wściekły na cały świat.
I to była pierwsza noc od bardzo dawna, gdy musiał zasnąć bez ich zwyczajowego „dobranoc”.

Amir obudził się kolejnego dnia bardzo wcześnie. Szybko podniósł się i przygotował do wyjścia, mając jeszcze nadzieję, że może uda mu się wyperswadować towarzyszowi z głowy jego durne pomysły. Otworzył drzwi i o mały włos nie nadepnął na Nadima, który jeszcze spał, co prawda nie na schodach, ale ściśnięty na wąskim kawałku podłogi, znajdującym się przed wejściem do pomieszczenia. Amir poczuł wyrzuty sumienia. Nie żeby czuł, że powiedział wczoraj coś niezgodnego z prawdą, po prostu doszedł do wniosku, że mógł sobie oszczędzić kilku uwag albo przynajmniej zmusić potomka wilków, by jednak został w środku.
Ominął go i stanął na stopniu, po czym zaczął schodzić po cichu na dół. Zatrzymał się, gdy usłyszał dobiegający zza pleców szelest i odwrócił się z lekkim uśmiechem na ustach. Wydawało mu się, że po wczorajszej kłótni, którą on sam uznał za bzdurną i nieistotną, Nadim również dojdzie do takiego wniosku i dziś wszystko już będzie w porządku. Ale gdy zobaczył minę potomka wilków, jego uśmiech zrzedł. Jego towarzysz usiadł i wpatrując się w niego lodowato, oświadczył:
-Idź, nie będę ci przeszkadzał. Weź kryształ i patrz na to, co się dzieje, z całą świadomością, że sam do tego doprowadziłeś. Ale tej rodziny nie pozwolę ci skrzywdzić.
Amir prychnął z politowaniem, gotów odejść, ale zatrzymały go kolejne słowa kompana:
-Nie ruszę się stąd dopóki nie dowiem się prawdy. Nawet, jeśli zdobędziemy kryształ. Jeśli chcesz odejść, idź sam.
Mężczyzna zacisnął mocno zęby i aż zatrząsł się z wściekłości. Zszedł szybko po schodach na dół i wybiegł z domu, zirytowany do granic możliwości. Dupek! Przeklęty dupek, kretyn, idiota i dupek raz jeszcze! Dobrze wiedział, że Amir nigdzie się bez niego nie ruszy! Dobrze wiedział! I co?! Zamierzał to wykorzystać?! Dyktować mu warunki, decydować, kiedy łaskawie będą podróżować i szukać kryształów, a kiedy zrobią sobie przerwę, żeby mógł pobawić się w bohatera?! Za kogo on się uważał?! Fakt, że śnił się Amirowi, a sen ten nie należał do najbardziej komfortowych, nie oznaczał, że mężczyzna pozwoli sobie wejść na głowę!
Promienie wschodzącego słońca sięgały coraz dalej i dalej, płosząc będące pozostałością nocy mroki. I chociaż Amir przez chwilę żałował, że po wywołanym wczoraj przez Nadima skandalu, nie wpadł na to, by zapytać kapłana o to, jak ma wyglądać to przekazanie dziecka czarownicy, szybko okazało się, że nietrudno mu będzie się w tym odnaleźć. Przed świątynią zgromadziła się spora grupa, z tego, co mężczyzna dotąd zdążył dostrzec, właściwie same kobiety. Stanął pośród nich, wyczekując tego, co zdarzy się dalej. Niedługo później z budynku wyszedł kapłan z dzieckiem na rękach. Towarzyszył mu jego pomocnik i Irmina, która dołączyła do grupki kobiet. Amir nie do końca rozumiał, w czym bierze udział. W pożegnaniu, przygotowaniu do jakiegoś obrzędu czy innym, dziwacznym, milczącym rytuale. Niektóre z młodszych dziewcząt zdawały się być znudzone i ziewały dyskretnie, inne z obecnych znowu sprawiały wrażenie zaciekawionych, ale na twarzach większości kobiet nie można było znaleźć właściwie żadnych emocji. Amir odniósł wrażenie, że sam moment przekazania dziecka, stał się dla okolicznej ludności pewnego rodzaju symbolem, czymś, co czczono, w taki właśnie sposób, w takim właśnie gronie. I w mieście mężczyzny miały miejsce różnego rodzaju święta, święta bogów i bohaterów, na cześć których organizowano pochody i festyny, którym składano w tym czasie ofiary większe niż zwykle albo których wspominano, upamiętniano pieśnią . Tam jednak wszystko rzeczywiście obracało się wokół symboli. Tutaj symbolem wcielonego zła było dziecko. I ciężko było nie czuć się przerażonym w tym milczącym tłumie córek, sióstr i matek, nie pytających, nie protestujących, dających przyzwolenie na to, co się wydarzy.
Kapłan ruszył do przodu. Niemowlę zanosiło się płaczem w jego ramionach i był to jedyny ludzki głos, jaki można było usłyszeć w tej ciszy. Kobiety poszły za nim, utrzymując pewien dystans. Amir również podążył za tłumem i w tym momencie dostrzegł wśród wieśniaczek znajomą twarz. Twarz Anny. Ciemnowłosa szła powoli w środku tej zbieraniny, z pochyloną głową i wyraźnie zmęczoną, białą twarzą. Amir zastanawiał się, po co przyszła.
Kapłan, a wraz z nim i pozostali, zatrzymał się na skraju lasu i z wyjącym wniebogłosy dzieckiem – czekał. Dopiero wtedy mężczyzna przepchnął się do przodu i stanął obok niego, z początku nie będąc pewnym, czy powinien w ogóle mówić cokolwiek.
-Ona tu przyjdzie...?- rzucił w końcu półgłosem.
Kapłan spojrzał na niego i skinął głową.
Amir oddychał powoli, ale jakiś niepokój chwycił za jego serce. Atmosfera była przytłaczająca, a krzyk, ten straszny krzyk znajdującej się w rękach staruszka istoty, brzęczał mu w uszach i przenikał go na wskroś. Zdawał mu się nagle już nie płaczem niemowlęcia, a paniczną formą protestu wobec tego, co miało się zaraz zdarzyć, jedyną, jaką można było usłyszeć.
I nagle wszystko ucichło. Amir spojrzał ze zdumieniem na dziecko, które zasnęło nagle w ramionach kapłana. A gdy znowu zwrócił wzrok w kierunku lasu, zza drzew wyłoniła się ona.
Być może słabo ją zapamiętał, ale zdawało mu się, że garbata wiedźma poruszała się jeszcze słabiej niż wtedy, gdy widział ją po raz pierwszy. Gdy spojrzała mu w oczy, mężczyzna odruchowo odwrócił wzrok.
I w milczeniu także miało nastąpić przekazanie niemowlęcia. Jednak gdy kapłan stanął przy czarownicy i wyciągnął ku niej dziecię, ta przechyliła głowę i syknęła:
-Gdzie drugie...?
-Drugie...?- powtórzył człowiek, wyraźnie nie rozumiejąc.
-Dwoje dzieci. Przyszłam po dwoje dzieci- powiedziała zaklinaczka.
Amir spojrzał za siebie. Wśród kobiet nastąpiło poruszenie, widać było, że taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy.
-Jak to...?- zapytał kapłan, marszcząc brwi- Żadne inne nie miało znamienia.
-Owszem. Miało.- odparła zaklinaczka, przyglądając się zebranym- Widać jest wśród was ktoś, kto pragnie waszej zagłady... Sami ją zresztą na siebie ściągniecie... Wrócę jutro, o świcie po dwoje dzieci. Jeśli ich nie dostanę, nie będę mogła wam pomóc.
Amir słyszał głosy i rozmowy pełne paniki i niedowierzania.
-Czyje...? Kto mógł ukryć coś takiego...?
-Ona... Tylko ona...
-Czemu to zrobiłaś?!
Kapłan cofnął się, zdezorientowany i zaniepokojony.
-Zdaję się, że o czymś zapomniałaś...- odezwał się chłodno Amir, podchodząc do starej.
-Ja nie zapominam, młodzieńcze...- odszepnęła, ukazując w uśmiechu pożółkłe zęby. Z zainteresowaniem spojrzała na zawieszony na szyi mężczyzny woreczek, który zaczął drżeć lekko. Wyciągnęła ku niemu, zaciśniętą w pięść, kościstą dłoń, a gdy ją otworzyła, mężczyzna zobaczył fragment kryształu. Chwycił go szybko i nieufnie natychmiast umieścił wśród pozostałych, pamiętając, jak te ostatnio zareagowały na fałszywy odłamek. Tym razem jednak nic się nie zdarzyło.
-Angażowanie się w sprawy, o których nie ma się pojęcia, może się skończyć bardzo źle- stwierdziła starucha, unosząc kąciki ust w lekkim uśmiechu.
Amir zamierzał o coś zapytać, ale jego uwagę odwróciły wrzaski kobiet. Odwrócił się i zobaczył leżącą na ziemi Annę, wokół której zgromadziło się kilka wieśniaczek, krzyczących coś w jej kierunku albo nawet szarpiących ją. Kapłan w sposób wyjątkowo nieudolny usiłował oddzielić ją od pozostałych i uspokoić tłum.
-To nie moje dziecko, to nie moje dziecko!- powtarzała nieustannie, zasłaniając twarz i głowę rękoma.
-Pokaż je! Gdzie ono jest?! Prowadź nas do domu i pokaż!
-Dlaczego nie powiedziałaś, głupia?!
-Urodzisz sobie następne!
Gdy Amir obrócił się ponownie, czarownicy już nie było. Odetchnął tylko głęboko i przedarł się przez tłum wrzeszczących kobiet, a te, na jego widok, cofnęły się i uspokoiły nieco. Chwycił Annę w pasie, stawiając ją na nogi, a następnie mruknął krótkie:
-Chodź. Zabiorę cię stąd.
I odprowadził roztrzęsioną kobietę do domu.
Ledwie weszli do środka, a ta rozpłakała się i wpadła w ramiona zdezorientowanego męża. Siedzący przy stole Nadim spoglądał na swojego towarzysza przez chwilę, po czym ostentacyjnie odwrócił wzrok w przeciwnym kierunku, o nic nie pytając. Amir też go zignorował. Po tym, czego był świadkiem, zdecydowanie nie był w nastroju na tolerowanie fochów potomka wilków.
Nękany pytaniami Doriana, w końcu opowiedział o tym, co się wydarzyło. Był to jednak dopiero początek kłopotów. Pierwszy raz ktoś załomotał do drzwi, później drugi, trzeci, kolejny i znowu, i znowu... Kolejni wieśniacy przychodzili i w mało przyjemny sposób usiłowali nakłonić mężczyznę, by wpuścił ich do środka albo choćby pokazał im dziecko. Za każdym razem, gdy słyszeli stanowczą odmowę, zaczynała się awantura, przerwana albo odejściem zrezygnowanych sąsiadów albo zatrzaśnięciem drzwi. Dorian wyraźnie cieszył się wśród mieszkańców większym szacunkiem niż jego żona, ale to niczego nie zmieniało.
-Muszę wyjść- stwierdził w końcu, zaniepokojony- Muszę zająć się polem. Nie otwierajcie nikomu, gdy mnie nie będzie.
-Pójdę z tobą- rzucił Nadim.
-Nie, lepiej zostań z moją żoną.
-Ja z nią zostanę- odparł cicho Amir.
Potomek wilków spojrzał na niego ze zdumieniem.
-Dziękuję ci, panie- mąż kobiety uśmiechnął się do niego z autentyczną wdzięcznością.
Nadim ruszył za nim do drzwi, ale przechodząc, zatrzymał się jeszcze na moment przy towarzyszu i dotknął delikatnie jego ramienia. Spojrzeli na siebie obaj i nic już nawet nie musieli mówić. Wszystko było jasne.

Walili do drzwi jak najęci. Amir siedział na schodach, oglądając w dłoni dwa fragmenty kryształu. Kobieta była w sypialni, razem ze swoim dzieckiem. Ilekroć już udało jej się je uspokoić, zaraz znowu ktoś przychodził, stukał w drzwi i krzyczał, by mu otworzono, a maluch znowu wybuchał płaczem. Mężczyzna westchnął głęboko, nie słysząc własnych myśli. Zresztą, chyba sam już nie wiedział, co myśleć. Chciałby odejść wreszcie z tego miejsca, ale z drugiej strony nie wyobrażał sobie, by mogli teraz pozostawić tą rodzinę. Może zresztą Nadim miał rację. Może należało im pomóc. Ale w jaki sposób...? Czasem ciężko jest sobie poradzić z jednym wierzącym ślepo w jakieś zjawisko, a tu wierzyli w nie wszyscy. Obłąkańczo i panicznie, nic zresztą dziwnego, skoro obawiali się działania demonów.
Wreszcie wszystko się uspokoiło. Chwila ciszy, po całym tym rozgardiaszu, wydawała się Amirowi przez chwilę tak nienaturalna, że aż nie wiedział, co ze sobą zrobić. Spoglądał na kryształy i przypominał sobie to, co zdarzyło się ostatnim razem, tuż przed tym, jak przeniósł się do pałacu by ratować Nadima. Nigdy mu o tym nie wspominał, ale myślał o tym bardzo często. Zastanawiał się, co to właściwie mogło być i wciąż nie potrafił znaleźć na to pytanie odpowiedzi. Tyle dziwnych rzeczy działo się wokół nich ostatnimi czasy...
-Chciałby pan coś zjeść...?- zapytała nieśmiało kobieta, zjawiając się w kuchni i przyglądając się mężczyźnie.
Pokręcił przecząco głową.
-Ona dała panu ten kamień, prawda...? Zaklinaczka...?- szepnęła płochliwie- To coś cennego? Jakaś forma zapłaty...?
Amir wzruszył ramionami.
-Chyba nie...- odparł cicho.
Anna przygryzła nerwowo wargę. Mężczyzna od razu wiedział, że nie przyszła z nim gawędzić o kamieniach.
-Co by pan zrobił na moim miejscu...?- zapytała, drżącym głosem.
-Nie wiem- przyznał zgodnie z prawdą Amir.
-Ja też nie wiem- odpowiedziała z przerażeniem- Nie wiem, co mam robić... Tak długo czekałam... Czekaliśmy razem... Nigdy bym się nie spodziewała, że dotknie nas takie przekleństwo... Ale wszyscy postępują we właściwy sposób... Może mają rację...? Czy to możliwe, żeby mój syn był demonem...?
-A widzi w nim pani demona?- mężczyzna uniósł pytająco brew.
-Nie. Ale czy nie demony potrafią tak zaciemnić ludzki umysł, że zdaje mu się, że czyni słusznie, podczas gdy prawda jest inna...?
-Nie wiem- odparł znowu Amir. Ostatni raz obejrzał kryształy, po czym uśmiechnął się pobłażliwie pod nosem, chowając je do woreczka i dodał szczerze- Nie wierzę w demony.
-Nie wierzy pan...?- kobieta spojrzała na niego tak, jakby powiedział coś absurdalnego- Ale jak to...?
-To wymysł ludzi.
-Dlaczego ludzie mieliby wymyślać coś tak potwornego...?- nie rozumiała- Jak wyjaśnić te wszystkie okropieństwa, które się dzieją...? Przecież to niemożliwe, żeby one nie istniały.
-Wszystkie okropieństwa to robota ludzi. I psów- dodał ponad wszelką wątpliwość. Kobieta spojrzała na niego ze zdziwieniem, wyraźnie nie rozumiejąc tego określenia- To znaczy psów przede wszystkim, chociaż i my mamy w tym całym bałaganie nieskromny udział...- przyznał- Łatwiej jest wytłumaczyć sobie zło tkwiące w istocie, która jest jego kwintesencją i tylko jego pragnie. Trudniej widzieć je w każdej osobie. Bo wtedy człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że zło jest wszędzie, a strasznie ciężko jest żyć w takim złym świecie.
Kobieta milczała przez dłuższą chwilę.
-A jeśli to jednak demon...?- zapytała.
Amir parsknął śmiechem.
-Tak się składa, że miała pani pod dachem specjalistę od demonów, więc jeśli nawet on w niego nie wierzy, to znaczy, że to mało prawdopodobne...- mężczyzna zaśmiał się cicho.
-Znacie się panowie od dawna...?- zapytała, głosem trochę nieprzytomnym, jakby chcąc zmienić temat.
-Nie. Poznaliśmy się...- ha, nawet nie potrafił dokładnie policzyć!- … kilka miesięcy temu. Tuż przed naszą wyprawą. Czemu pani pyta...?
-Wydajecie się tacy zżyci. Jak bracia.
Amir uniósł brwi w geście zdumienia, po czym uśmiechnął się do siebie lekko. Całe szczęście, że przynajmniej nie wyglądali jak bracia!
Anna wróciła do dziecka. Mężczyzna, znużony ciszą i oczekiwaniem na powrót towarzysza, sam nie wiedział kiedy, oparł głowę na kolanach, przymknął powieki i przysnął. Zbudził się dopiero, gdy usłyszał głośne dudnienie, chwilę później dotarły do niego odgłosy kroków i wrzaski. Wstał prędko i dobiegł do otwartych na oścież drzwi. Na ciemniejącym podwórzu zgromadziło się kilkudziesięciu wieśniaków. Z pochodniami i kijami, rzucali obelgami i krzyczeli na prowadzoną przez jednego z nich ciemnowłosą, która obejrzała się na mężczyznę z przerażeniem.
-Co wy robicie?!- krzyknął Amir, wychodząc na zewnątrz- Zostawcie ją!
Trudno było powiedzieć, czy ktokolwiek mu odpowiedział. Słyszał tylko obelgi kierowane w stronę kobiety. Jeden z wieśniaków szarpnął ją za ramię, obróciła się zdezorientowana, zaraz drugi szarpnął ją za włosy, cofnęła się gwałtownie, potykając o własną suknię i przewróciła na ziemię.
-Do reszty straciliście rozum?!- warknął gniewnie Amir, usiłując dostać się do kobiety, ale jeden z mężczyzn zamachnął się i mocno uderzył go w twarz trzymanym przez siebie kijem.
Amir upadł na ziemię, czując krew sączącą mu się z nosa i ust. Odruchowo sięgnął dłonią po miecz, ale zdał sobie sprawę z tego, że wychodząc rano w pośpiechu i zdenerwowaniu, nawet go ze sobą nie wziął. Napastnik klęknął przy nim, przykładając mu sztylet do szyi.
-Żaden obcy nie będzie się wtrącał w nasze sprawy- rzucił.
Amir znieruchomiał momentalnie. Nie mógł zrobić nic innego, jak tylko biernie przyglądać się temu, co się działo.
-Oddasz jutro tego potwora, oddasz go, słyszysz?!- wrzeszczała na Annę jedna z kobiet, szarpiąc ją za włosy i sukienkę, której materiał w końcu rozdarła- Oddasz albo zginiesz tutaj razem z nim!
-Chronisz demona! Może sama nim jesteś! Oddaj go nam albo spłoniesz w tym domu razem z nim!
Ciemnowłosa zniknęła Amirowi z oczu, zasłonięta zupełnie przez otaczających ją ludzi, rozpaczliwie wykrzykujących groźby i oskarżenia.
I zdawało się, że nikt nie przyjdzie jej na ratunek, aż nagle wśród obecnych nastąpił jakiś popłoch. Amirowi udało się w końcu usłyszeć świst strzały przeszywającej powietrze, najpierw jednej, później kolejnej. Jedna z nich przeleciała tuż obok twarzy jego napastnika, który cofnął się, przerażony. Tłum się rozsunął, ukazując leżącą bezwładnie na ziemi kobietę i stojących naprzeciw niej mężczyzn. Jej męża, Nadima i kapłana.
-Co wy robicie...?- staruszek spojrzał na zgromadzonych ludzi z niedowierzaniem- Co wy robicie...?
-Co mamy robić?!- krzyknęła panicznie jedna z kobiet- Kto nas ochroni, jeśli nie zabierzemy stąd demona?! Dlaczego nie zabierzesz stąd demona, panie?!
Nadim dostrzegł swojego towarzysza i podbiegł do niego prędko, klękając u jego boku.
-Wszystko w porządku...?- szepnął z troską, podczas gdy Dorian uniósł nieprzytomną żonę i wrócił z nią do domu.
-Wystarczy- uciął surowo kapłan- Nikt nie może naruszać spokoju tej rodziny.
-Jak możesz tak mówić, kiedy grozi nam zagłada?!
Amir westchnął głęboko, obserwując i słuchając tego, co się dzieje.
-Tak...- potwierdził- Ze mną akurat wszystko jest w porządku.
-Pewnie muszę teraz wyglądać jak jakiś przeciętny karczemny rozrabiaka po kolejnej awanturze...- mruknął Amir, gdy potomek wilków ocierał krew z jego twarzy i przemywał okaleczenia. W sposób, co prawda, mało subtelny, ale za to sprawny.
-Przynajmniej teraz jest symetrycznie- potomek wilków uśmiechnął się lekko, przysuwając się krzesłem jeszcze bliżej mężczyzny- I nie martw się, nadal wyglądasz jak następca tronu...- Amir posłał mu mordercze spojrzenie- No, może tuż po stoczeniu walki o niego...
Zaśmiali się obaj.
Dorian stanął w drzwiach kuchni.
-Dobrej nocy- szepnął, zmęczony, po czym wyszedł.
Amir powiódł za nim uważnym spojrzeniem.
Chyba wszyscy powinni życzyć sobie dobrego jutrzejszego dnia.

Zostali wcześnie zbudzeni przez gospodarza. Nie rozmawiali zbyt wiele, nie było na to czasu. Jego żony nawet nie widzieli. Mężczyzna wyjaśnił im, że ta od wczoraj nie chce z nim rozmawiać ani nawet nie wychodzi z sypialni. Wyszli obaj z domu i skierowali się do świątyni. Trzeba było raz na zawsze skończyć z całym tym szaleństwem. Amir, który już wczoraj widział, jak wygląda cały ten „obrządek”, zdziwił się, gdy nie zobaczył przed budynkiem wyczekujących kobiet, ale doszedł do wniosku, że być może po tym, co zdarzyło się wieczorem, kapłan zabronił im przychodzić. Weszli do środka. Wewnątrz znajdowali się tylko staruszek i jego pomocnik.
-Gdzie dziecko...?- zapytał Amir, marszcząc brwi. Zdawało mu się, że wczoraj o tej porze już wszyscy tu byli.
-Nie wiem- odparł mężczyzna- Jeszcze nie przyszła.
-Może się rozmyśliła- stwierdził Nadim, spoglądając na swojego towarzysza, ale ten tylko pokręcił głową.
Ta kobieta nie wyglądała na kogoś, kto wahał się albo miał wątpliwości.
-Miałem zamiar do niej iść, ale akurat się pojawiliście i...
-To dziecko nie opuści wioski- przerwał mu stanowczo Nadim.
Stary mężczyzna skinął głową.
-Popełniliśmy bardzo wiele błędów. Ale niektóre błędy okazują się być lepszym wyjściem- powiedział niezrozumiale.
Wyszli ze świątyni i skierowali swoje kroki w kierunku domu kobiety.
-To tu mieszka...?- zapytał niepewnie Amir, gdy zatrzymali się przed jedną z chat. Nie przyglądał się jej zbyt dobrze pierwszego dnia.
Nadim skinął głową, choć i on nie wydawał się być pewnym.
Mężczyzna załomotał do drzwi. Żadnej odpowiedzi. Uczynił to ponownie.
-Zaraz, zaraz!- usłyszał czyjś zirytowany głos, kroki i po chwili w uchylonych lekko drzwiach dojrzał twarz Irminy- A wy czego tu chcecie...?
-Gdzie niemowlę?- spytał potomek wilków.
Kobieta parsknęła cicho.
-Oddałam je jej.
-Komu?
-Jak to komu? Zaklinaczce!
Mężczyźni spojrzeli po sobie ze zdumieniem.
-Była tu...?- zdziwił się Nadim.
-No chyba mówię, że była. Kapłan na pewno dobrze o tym wie... Nie wie?- mruknęła, widząc, jak potomek wilków kręci głową- Cóż z tego. Przyszła trochę wcześniej i kazała dać dziecko, to dałam. Co niby miałabym innego zrobić?

Biegli przez las. Żaden z nich nie był spokojny.
-Jesteś pewien, że pamiętasz drogę...?- pytał po raz kolejny Amir, bo jemu wszystko wydawało się takie obce i zwyczajne zarazem.
-Tak- potwierdził potomek wilków.
-Jesteś pewien, że pamiętasz...?
-Tak, Amir, pamiętam!
Mężczyzna rozglądał się dookoła, raz po raz potykając o własne nogi. Miał wrażenie, że minęło już za dużo czasu, że powinni ją w końcu odnaleźć, a mijały kolejne minuty, oni zagłębiali się coraz bardziej, bez żadnego efektu.
Aż wreszcie ją zobaczył. Maleńką chatkę wypełnioną dziwactwami. Otworzył drzwi, ale wewnątrz nie było staruchy, a jedynie jej ptasi towarzysz, zatrzaśnięty w klatce, który na widok mężczyzny, zaczął groźnie łopotać skrzydłami i wydawać z siebie wrzaskliwe odgłosy.
-Amir! Chodź tutaj!
Mężczyzna usłyszał wołanie kompana i wyszedł. Potomek wilków stał za domem, spoglądając na szkarłatne ślady, pozostawione na trawie, coraz bardziej obfite i wiodące gdzieś pomiędzy drzewa. Ruszyli wzdłuż nich do przodu, pełni napięcia, nie odzywając się do siebie nawet słowem. Nadim chwycił za łuk. Po chwili dotarły do nich chrapliwe odgłosy, jakby ktoś się krztusił albo pożerał coś łapczywie. Przyspieszyli.
Na ziemi, odwrócone do nich tyłem, kucające, skulone, kłębiło się coś, jakaś istota, tak przerażająca, że w pierwszej chwili Amir nawet nie przypuszczał, że może być to ta kobieta. Siwe włosy opadały jej na twarz, a plecy miała wygięte w nienaturalny sposób.
-Zatrzymaj się!- krzyknął ostro Nadim, celując do tego czegoś z łuku.
Dźwięki pożerania ucichły, a zamiast tego, do uszu Amira dobiegł cichy chichot.
-Odwróć się!
I rzeczywiście, istota powoli obróciła się w ich stronę, chociaż był to zapewne moment, gdy Nadim pożałował swojego żądania. To nie była twarz staruszki. Szkarłatne, nabiegłe krwią, ogromne oczy i usta, rozwarte w uśmiechu ukazującym rząd długich, spiczastych zębów sprawiły, że obaj zamarli w bezruchu, przerażeni tym, co widzą.
-Tak mi przykro, że widzicie mnie w tak fatalnym stanie...- rzuciła kreatura, nienaturalnie niskim głosem, nie przestając się uśmiechać- Głód potrafi zdemaskować nawet najsprytniejszego drapieżnika...
Blade, chude, zabrudzone szkarłatną cieczą dłonie, trzymały już jedynie korpus niemowlęcia, rozszarpany i zmasakrowany. Nadim odetchnął płytko, wpatrując się w kreaturę z niedowierzaniem. Wściekły wrzask wydobył się z jego ust i zaraz wystrzelił. Pierwsza strzała, jakby zbłądziwszy z drogi, wbiła się w pobliskie drzewo, druga opadła na ziemię, trzecia zawróciła i rozcięła policzek potomka wilków.
-Przestań!- Amir chwycił mocno towarzysza za drżące ręce, nie pozwalając mu na kolejny, nieskuteczny atak.
Bestia podniosła się na nogi, odrzucając na bok pozostałości swojego posiłku. Przyglądała się mężczyznom z zainteresowaniem. Amir wzdrygnął się mimowolnie. Co to do diabła było...?
-Kto by pomyślał, że trafi mi się taka publika... Chociaż bez publiki łatwiej wprowadzać w życie genialne plany... A to był genialny plan... Ha, ha... Żadnych wideł i ognia, żadnych pościgów i egzorcyzmów... To był doskonały pomysł... Kosztował mnie wiele energii, ale... Jeden miesiąc, jedna wieś... Drugi miesiąc i kolejna... Tak, to był doskonały pomysł...
-Dlaczego to robisz...?- zapytał bez zrozumienia Amir- Czemu dwoje dzieci...?
-Mój głód nigdy nie zostaje zaspokojony...- odmruknęła kreatura- A będę potrzebował więcej i więcej... Dziś wystarczają mi tylko ciała niewinnych... Niedługo przestaną...
-To nie te dzieci są demonami!- krzyknął wściekle Nadim- Ty nim jesteś!
-Pochlebiasz mi...- zaśmiał się potwór- Ale obawiam się, że jestem jedynie częścią tego, co pozostało po jednym z nich... Niewiele ich przetrwało od czasu, gdy zwyciężył ten, którego chyba dobrze znacie...- uśmiechnął się przebiegle.
Amir zbliżył się o krok.
-Co wiesz o tym demonie?- zapytał.
-Wiem, że jeśli chcesz osiągnąć potęgę, powinieneś pozbywać się nie słabszych, ale silniejszych i równych sobie... On nie zaczynał inaczej...
Mężczyzna zmarszczył brwi, nic z tego nie rozumiejąc.
-Dlaczego nas w to wciągnąłeś? Po co kazałeś nam tutaj przybyć?
-Potrzebowałem trochę czasu... Musiałem sprawdzić, czy mam rację... Ale moje odkrycie przerosło wszelkie oczekiwania! Ha! Zawsze wiedziałem, że to niezwykle silny kamień... Ale nie wiedziałem, że jest częścią czegoś jeszcze potężniejszego... Kto by pomyślał, że przez cały ten czas miałem przy sobie kryształ będący efektem najbardziej katastrofalnego w skutkach przymierza... Ale wy za bardzo mi przeszkodziliście. Nie zabiję was, ale odbiorę to, co powinno należeć do mnie...- kreatura wyciągnęła swoją dłoń w kierunku Amira, jakby na coś oczekiwała. Mężczyzna wpatrywał się w nią bez zrozumienia. Po chwili wyraz zdumienia wstąpił także na oblicze bestii. Cofnęła się, jakby płochliwie. Jej ciało zaczęło zmieniać się, przyjmować bardziej naturalne kształty, aż wreszcie przybrało postać młodej kobiety- Masz jeszcze wiele sekretów, prawda, Amirze...? Nawet takich, których sam nie jesteś świadom...- uśmiechnęła się- Gdy wreszcie wam się uda... Przekażcie mu, że wielu z nas wciąż czeka niecierpliwie.
-Co takiego...?- zapytał Amir, ale istota jakby rozpłynęła się w powietrzu.
Cofnęli się prędko sądząc, że przeniosła się do domu, ale jej chatka także zniknęła bez śladu. Nadim wykopał niewielką dziurę w ziemi. Wrzucili do niej ciało niemowlęcia i zasypali je piaskiem. Wrócili do wioski, w zupełnej ciszy zastanawiając się nad tym, co się wydarzyło. Amir miał wrażenie, że nawet jego wierzący w demony towarzysz, nie potrafił wytłumaczyć sobie tego, co zobaczyli i usłyszeli.
-Powinniśmy zawiadomić kapłana- stwierdził Amir, gdy dotarli na miejsce.
-Najpierw powiedzmy im- odparł Nadim, mając na myśli ich gospodarzy- Niech wiedzą, że nie mają się czego obawiać.
Weszli do domu.
-Dorian!- krzyknął Nadim, ale nie usłyszeli odpowiedzi.
-Cicho bądź!- skarcił go mężczyzna- Obudzisz dzieciaka!
Potomek wilków przeszedł przez kuchnię i stanął w wąskim korytarzyku, przy łóżeczku dla dziecka. Nachylił się nad nim z lekkim uśmiechem, ale zaraz Amir usłyszał jego przerażony okrzyk. Podbiegł do towarzysza i zajrzał do środka. Biała chusta, w którą owinięte było niemowlę, pokryta była krwią, sączącą się jeszcze powoli z jego szyi. Mężczyzna znieruchomiał. Ten demon. Ten demon musiał przyjść tu i zabić dziecko.
Drzwi frontowe otworzyły się.
-Jesteście już...?- Dorian podszedł do nich- Zaniepokoiłem się i poszedłem o was pytać kapłana, a on powiedział...
Amir przeniósł wzrok na osłupiałego ojca, który stanął przy łóżeczku, obok Nadima. W pierwszej chwili zdawał się zupełnie nie wierzyć w to, co widzi. Zaraz chwycił syna w ramiona i zaczął ściskać go i płakać, mówić coś do niego chaotycznie, jakby miało mu to zwrócić życie.
-Kto to zrobił?!- powtarzał rozpaczliwie, na próżno szukając odpowiedzi na twarzach mężczyzn- Kto mu to zrobił...?
Drzwi od sypialni uchyliły się ze skrzypnięciem.
Obrócili się w tamtą stronę. Anna stała w progu w dłoni trzymała nóż, który nosił jeszcze ślady dokonanej niedawno zbrodni. Oczy miała nieobecne, podkrążone, twarz bladą i zamyśloną, jakby nie zdawała sobie sprawy z tego, co się wokół niej dzieje.
Jej mąż spojrzał na nią z niedowierzaniem.
-Ty to zrobiłaś...?
-Musiałam- odparła ledwie słyszalnie- Nie mogłam pozwolić, żeby wszystko nam zabrał.
-Kto? O czym ty mówisz, do licha?!- krzyknął rozpaczliwie mężczyzna.
-Demon- odpowiedziała kobieta w taki sposób, jakby to było oczywiste- W tym dziecku był demon. Nie widziałam tego, bo mnie zaślepił. To był demon. Nie mogłam dopuścić, żebyś przez niego zginął. To był prawdziwy demon. Oni mieli rację. Demon.
Nóż wyślizgnął jej się z ręki i uderzył o posadzkę.

Odeszli z wioski jeszcze tego samego dnia.
Świat wcale nie potrzebował demonów.
A miasto było blisko.

21 komentarzy:

  1. Anonimowy8:29 PM

    Ta notka była fantastyczna! Bardzo Ci za nią dziekuję.

    Początek.. genialny :D Już po pierwszych słowach wiedziałam, że Amirowi śnił się Nadim. I chociaż był to tylko sen, to jest taką małą zapowiedzią tego, co kiedyś nastąpi. Ot, smaczek dla wszystkich oczekujących romansu :) I Nadim jakoś tak nie przerywał Amirowi... Wie co dobre.
    Bardzo mnie zaskoczyło to, że Amir jest świadomy swojej homoseksualności. Sądziłam, że do tej pory jest to w nim uśpione, że odkryje to z czasem... Trochę to zmienia jego obraz w mojej głowie.
    Bardzo ciekawa akcja. Przypominała mi tą z szamanem-nekrofilem. Historia jak z Mastertonowych książek, krwawa, z legendą w tle. I, tak jak myślałam, jest jakaś tajemna siła drzemiąca w Amirze. Oj,będzie mu łyso, jak się okaże, że to on z demonami ma najwięcej wspólnego :)
    Lubię, kiedy łączysz wątki przygody z wątkiem osobistym głównych bohaterów. I konstrukcję fabuły, mam tu na myśli te epizody w podróży. Bardzo to pasuje do odcinkowego charakteru opowiadania i ma w sobie coś z RPGów, za którymi tak przepadam.
    Lubię też, jak między bohaterami nie zawsze jest miło i cukierkowo. Szczególnie między takimi, którzy są dla siebie kontrastem. Czyni ich to bardziej prawdziwymi, a i czytelnik może w ich codzienności znaleźć jakąś cząstkę siebie. To też w jakiś sposób bardziej angażuje w całość opowiadania.

    I, jeszcze raz, wielkie moje podziękowania dla Twojej twórczości. Ocaliłaś resztkę mojej soboty i zabrałaś trochę wisielczego nastroju.

    Życzę weny i pozdrawiam,
    Cannum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd wisielczy nastrój, robaczku?

      Usuń
    2. Anonimowy8:45 PM

      A wiesz, takie małe combo różnych wypadków plus -sama w to nie wiedzę- przedmaturalny dołek.
      Cannum

      Usuń
    3. Rozumiem. Głowa do góry, niedługo będzie po wszystkim ;).

      Usuń
  2. Anonimowy8:48 PM

    No właśnie- niedługo ;)
    Cannum

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaczynając czytać ten rozdział w ogóle nie chciałam żeby się kończył. :D Co chwilę dzisiaj wchodziłam i sprawdzałam czy już wstawiłaś. Był fenomenalny, chyba najlepszy jak do tej pory, bo w końcu Amir zaczyna się przed sobą przyznawać ( no może jeszcze nie tak do końca.. ), że Nadim mu się podoba. :)
    Już nie mogę się doczekać aż coś między nimi zajdzie. Nie wiem jak wytrzymam te dwa tygodnie, ale wyzwanie przed nami więc nie będzie tak źle. :D

    I mam pytanie.
    Nadim jest bi czy gejem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jedno z tych pytań, na które czytelnik będzie mógł sobie odpowiedzieć sam, po przeczytaniu dalszych części ;).

      Usuń
    2. aha, no dobra, ale ile oni mają lat?
      Bo nie wiem czy gdzieś napisałaś, chyba, że ja niedokładnie przeczytałam.

      Usuń
    3. Ponad dwadzieścia.

      Usuń
  4. Anonimowy9:26 PM

    kocham mroczne momenty tego opowiadania. chociaż mam nadzieję, że tragedia nie dotknie nigdy głównych bohaterów. ale one właśnie je wyróżniają. stanowią refleksję na temat.. świata. naszego też. dawnego i współczesnego świata.

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy9:32 PM

    Przyjemnie nawet z tym masakrowaniem dzieci, ale te przygody ubarwiają całą historię, a i wątek miłosny ma się dobrze. Czekam na Wyzwanie. D.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zakochałam się w tym rozdziale. Jeden z najlepszych w tym opowiadaniu. Do tego to zakończenie z czynem Anny... Nie spodziewałam się tego. Kocham ten rozdział i Twoje pomysły. :D
    Amir i jego sen... Kochana byłam w niebie. Domyśliłam się, że to sen, ale spragniona kontaktów (uczuciowych i cielesnych) między nimi oboma, to był taki miły torcik, a pobudka stała się wisienką na nim. "Leżał w namiocie i wciąż ocierał się o kogoś, a konkretnie o czyjś bok. A jeśli w ciągu nocy nie przybyło mu nagle o jednego towarzysza więcej, był to nikt inny, jak tylko potomek wilków, który, wsparty na przedramionach, przyglądał się swojemu kompanowi z rozbawieniem, najwyraźniej, wcale nie zamierzając mu przerywać." Śmiałam się jak głupia z tego. To było genialne i ten wstyd, ten uśmieszek Nadima. Do tego pytanie czy brakuje towarzyszowi kobiety. Haha. Brakuje, ale mężczyzny. :D
    Potem ta ich mała kłótnia, zranienie słowami Nadima, pierwsza noc od miesięcy nie spędzona pod jednym dachem. Jakie to było prawdziwe. I ta troska Nadima o Amira. Widać, jak bardzo się do siebie zbliżają. Coraz więcej ciepła pojawia się między nimi. Mimo że to tylko ciepło przyjaźni, to z czasem... :D Jestem ciekawa, jak długo przyjdzie nam czekać na ich pierwszy pocałunek, albo na to, kiedy Nadim dowie się o orientacji Amira. Ale będę czekać w miarę cierpliwie. :D
    Weny. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy4:05 PM

    Przełomowy odcinek *O* Nie wierzę... Amir gejem <3 Cóż, ktoś być musiał xD Nadim pewnie bi jest... CHYba XD . Chciałabym więcej, ale cierpliwie poczekam xD

    OdpowiedzUsuń
  8. Och w końcu udało mi się nadrobić :D Hej jak skończysz to opowiadanie to ja bym chętnie je zobaczyła na swojej półeczce :> bo na prawdę napisane jest świetnie, zwłaszcza jak wciąga i Twoje pomysły odnośnie tego co spotyka bohaterów na drodze :) Mimo, że nie przepadam za długimi rozdziałami to tu nie mogłam się oderwać :D

    Chociaż jedna rzecz mi się nie podobała. Takie nagłe przejścia z jednego miejsca w drugie, jakby się teleportowali O_o I chociaż by końcówka troszkę mnie rozczarowała. Niby rozumiem, że miało być takie ...hmm zamkniecie, podsumowanie, że mimo prób i tak wieśniaczka zabiła dziecko, ale zabrzmiało to dość ...hmm na owal po tym jak szybko przeszłaś do zakończenia. Przyznam szczerze, że chociaż jakiejś reakcji Namida się spodziewałam. Albo krótkiego opisu, że źle się z tym poczuł i, że przez to odeszli od razu. A tak to ...nie wiem wyszło, moim zdaniem jakby Ci się spieszyło do zakończenia xD Ogólnie odniosłam takie wrażenie kiedy przechodziłaś z jednej sceny w drugą. Może to moje tylko takie wrażenie, ale jakoś pierwszy raz coś takiego widzę xD
    Ale i tak mi się podobało :) A sen Amira po prostu mnie wbił. Pozytywnie oczywiście, bo nie spodziewałam sie tego, ale myśle, że wyszło naturalnie. W sumie teraz Amir ma co ukrywać, a z tego co mówił demon kryje coś jeszcze. Ten szczegół jest szalenie ciekawy, bo zmienia ogólny cel panów. Niby wydaje sie, że albo dopadnie ich demon, mogą stoczyć walkę itp a tu nagle okazuje sie, ze zakończenie może być różne.
    To czekam na kolejny rodział :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak bardzo chciałabym mieć Twoją twórczość w formie papierowej, że gotowa jestem szukać Ci wydawnictwa mogącego podjąć się takiego przedsięwzięcia...

    Nie wiem jak kiedyś mogłam podchodzić do Twoich opowiadań w sposób "nie czytam, bo się jeszcze rozczaruję". Jestem paskudnym grzesznikiem i mogę się teraz jedynie korzyć z podkulonym ogonem.
    Silencio, Ty z każdym rozdziałem jesteś coraz lepsza w tym co piszesz. Wszystkie Twoje teksty są niesamowite! (pewnie tyle razy już to słyszałaś/czytałaś)
    Nawet nie wiesz jaki żal odczuwam z każdym przeczytanym rozdziałem wiedząc, że na cokolwiek następnego trzeba czekać tydzień...
    Kocham Cię!
    (Nie wiem czy pamiętasz takie stworzenie, które jeszcze przed przenosinami bloga pragnęło zbudować Co ołtarzyk i wielbić niczym bóstwo, ale wiedz, że Cię nie opuściło i jest zawsze wierne.)
    Masae

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie cieszę się, że znowu się odezwałaś ;). I mam nadzieję, że jeszcze się nie rozczarowałaś.

      Usuń
    2. Twoimi opowiadaniami nie można się rozczarować. Bo one są jak drzwi do innego świata, który wciąga Cię do siebie i nie pozwala odejść aż do ostatniej kropki ostatniej dostępnej części. Do tego mają właściwości uzależniające, a z takiego uzależnienia absolutnie nie da się dobrowolnie wyjść :3
      (Dziwnie na mnie patrzą gdy pytana o nałogi wymieniam adres Twojego bloga)

      Ja mam nadzieję, że nigdy nie przestaniesz pisać <3

      Usuń
    3. Obawiam się, że "nigdy" jest niemożliwe, ale mam nadzieję, że nieprędko przestanę :). I zdążę skończyć wszystko, co zaczęłam, a na to rzeczywiście może zejść cała wieczność :D.

      Usuń
  10. Hej, nie wiem czy pamiętasz, ale pisałam do Ciebie kiedyś maila gdy czytałam jeszcze opowiadanie o Desmondzie i Brandonie :)
    teraz wzięłam się za Chaos i muszę przyznać, że jestem zachwycona, w dwa dni przeczytałam wszystkie części (oprócz tej powyżej)... kobieto, zdradź mi swą tajemnicę jak tworzysz to wszystko? I czemu jeszcze w księgarniach nie ma Twoich książek?

    Każda z postaci ma swój charakter, swoje przekonania... niby opowiadanie z przygodami a co rusz widzimy głębszy wątek traktujący o tolerancji, zaufaniu i przyjaźni... po chwili mamy znów opisaną śliczną przygodę, nagle wątek kryminalny oraz kolejne dysputy na temat wiary... no i rodzące się uczucie...
    Istny majstersztyk...

    Mnie osobiście jara dodatkowo uderzające podobieństwo Nadima i jego ludu do Indian, zaczytywałam się wielooooma książkami o tej tematyce więc Nadima i potomków wilków pokochałam od razu. To jak cudownie współistnieją z naturą, posiadają swą mądrość a jednocześnie w niektórych sprawach są tak słodko naiwnie... nie to złe słowo, raczej nieświadomi :)

    Ach tak się zachwyciłam Nadimem a przecież Amir też mnie ujął... mimo swojej początkowej niechęci potrafi jednak przyjąć opinie innych a z czasem skorygować swoje myślenie, co ukazuje kolejną Twą zaletę, bo potrafisz świetnie opisać zmienne, ludzkie charaktery

    Potrafisz przekazać tak wiele, słowami tak przestępnymi w tak ciekawy sposób w otoczeniu historii fantastycznej... po raz kolejny chylę czoło.

    A chciałam też uprzedzić, że w końcu wrzuciłam Twój link na stronę i możesz niedługo mieć nowych fanów :) boję się, że czytając Twoje dzieła zapomną o mnie, no ale cóż... dobrem trzeba się dzielić, zwłaszcza TAKIM :)

    powodzenia dziewczyno i niech wena Cię nie opuszcza, ja natomiast zabieram się za czytanie notki i będę wyglądała kolejnych
    pozdrawiam
    Zajebiaszcza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, pamiętam :). Bardzo się cieszę, że to opowiadanie także przypadło Ci do gustu ^^. Co do tworzenia - wydaje mi się, że to żadna tajemnica. Potrzeba trochę pomysłu, chęci, weny i zwalczenia lenistwa, co w moim przypadku nie zawsze jest łatwe ;D.

      Pozdrawiam Cię serdecznie i Tobie również życzę dużo natchnienia :).

      Usuń
  11. Anonimowy10:54 PM

    Ależ Ty masz niesamowitą wyobraźnię.
    Cudownie.
    Może to i dziwne, bo tutaj było pewnie dużo więcej rzeczy do rozmyślania i w ogóle, ale mnie najbardziej ciekawi po jaką cholerę, tak naprawdę, Nadim cofnął się do lasu i to tuż przed wejściem do miasta.
    A, sen miał cudowny pan Amir.;)

    Pieknie, naprawdę pięknie. I tak często dodajesz rozdziały "Chaosu"!
    Szkoda, że nie może tak być z resztą opowiadań. :)
    Pozdrawiam,
    J.

    OdpowiedzUsuń