Strony

sobota, 28 kwietnia 2012

Rozdział 16 [Chaos]

Odkąd Amir zrobił to, co zrobił, a czego zrobić w żadnym razie nie zamierzał,  nawet nie miał ochoty nazywać tego po imieniu, zdystansował się nieco wobec potomka wilków. Nic dziwnego, Nadim, z nie do końca jasnych powodów, był chyba ostatnią osobą, przed którą Amir chciałby się w tej kwestii ujawnić i to ujawnić w TAKI sposób. Wyjątkowo zawstydzający, delikatnie mówiąc. Tak więc Amir się dystansował. Nie wdawał się zbytnio w rozmowy zaczynane przez Nadima i sam niewiele mówił. Za to czekał. A jakże! Cierpliwie oczekiwał wszystkich tych uszczypliwości i drwin, ale, o dziwo, oczekiwał zupełnie bezowocnie. Początkowo sądził w swej podejrzliwości, że potomek wilków czeka tylko na właściwą okazję, by go wykpić albo potrzebuje trochę czasu, by się z tą informacją bardziej oswoić i stać się jej pewnym, ale mijały kolejne dni, a Nadim zachowywał się dokładnie jak wcześniej. Dużo gadał, dużo łaził po lesie i bredził o bredniach podszytych bredniami, których Amir miał po dziurki w nosie. I, o dziwo, Nadim nie oddalał się od niego wcale. Gdy Amir zaczął w końcu odkładać na bok swoje zażenowanie i dumę, dostrzegł, z niemałym zdumieniem, że ta informacja, ten sekret, który jemu samemu wydawał się czymś iście szokującym i powszechnie tak bardzo źle widzianym, że aż zasługującym na potępienie, potomek wilków przyjął w taki sposób, jakby został poinformowany, że Amir ma dwie nogi, dwie ręce i głowę. Przyjął to jak coś oczywistego. Nie czynił towarzyszowi żadnych uwag na ten temat, właściwie prawie wcale go nie poruszał, zresztą nic dziwnego, bo ledwie zaczynał, a Amir pewnie wyglądał jak ktoś, kto zamierza rychło zakończyć swój żywot choćby i w najgorszych mękach. Czasem tylko się uśmiechał, ale nie był to uśmiech złośliwości, a raczej rozbawienia. Trudno zresztą było nie być rozbawionym, widząc zachowanie Amira. Mężczyźnie bowiem zaczęło nagle strasznie przeszkadzać już nie tyle nawet rozbieranie się przy towarzyszu, jak to było wcześniej, ale choćby i przebieranie się czy zdjęcie koszuli. Przeszkadzało mu też leżenie pod wspólnym kocem, ba, przeszkadzało mu nawet spanie we wspólnym namiocie, ale na to już nic nie mógł poradzić, prócz marudzenia pod nosem. Oczywiście za tym wszystkim kryło się nic innego, jak jego własne zażenowanie, które kazało mu działać w sposób budzący jak najmniej podejrzeń i jak najmniej kompromitujący, a że raz już w towarzystwie Nadima zbłaźnił się wystarczająco, nie zamierzał tworzyć do tego kolejnej okazji. Tak czy inaczej, zachowywanie dystansu okazało się czymś zbędnym, zupełnie niepotrzebnym, a po kilku dniach towarzysze drogi rozmawiali ze sobą już normalnie, choć unikając drażliwego dla Amira tematu.
Po spędzeniu kolejnego dnia w sposób niewiele różniący się od wszystkich pozostałych, jak zwykle znaleźli sobie miejsce, by rozbić namiot i przyszykowali się do snu. Amir, od aż nazbyt pamiętnego ujawnienia się, sypiał już zawsze w koszuli, a nie jak wcześniej bez niej. Gdy Nadim zobaczył to po raz pierwszy, wywołało u niego niekontrolowany wybuch śmiechu, ale powstrzymał się od komentarza, widząc udręczoną i zbolałą minę towarzysza.
Mężczyzna rzucił półgębkiem potomkowi wilków "dobranoc", a następnie przewrócił się na prawy bok, bo regułą stało się także to, że nigdy już nie zasypiał zwrócony do niego twarzą. Potomek wilków leżał na tym samym boku, zresztą bardzo blisko, tak, że Amir prawie wyczuwał jego oddech na swoim karku. Poruszył się niespokojnie.
-Mógłbyś się odwrócić...?- mruknął w końcu. Nie żeby jakoś szczególnie mu to przeszkadzało, wcześniej właściwie wcale nie zwracał na takie drobnostki uwagi (lepsze już to niż jakieś dzikie pomruki w środku nocy!), ale po całej tej sytuacji nie zamierzał doprowadzić do zdarzenia, z którego Nadim mógłby wyciągnąć błędne wnioski i następnie wyśmiewać go do końca jego dni wraz z resztą swojego plemienia. Najwyraźniej Amir uważał, że potomkowie wilków nic lepszego do roboty nie mają, jak tylko omawianie jego życiowych klęsk i porażek.
-Dlaczego...?- oczywiście jego towarzysz nie byłby sobą, gdyby zrobił od razu to, o co został poproszony.
-Ponieważ... odczuwam pewien dyskomfort...- odparł chłodno mężczyzna, siląc się na spokojny ton głosu.
Nadim parsknął śmiechem.
-TY odczuwasz dyskomfort...?- zapytał, a gdy Amir odwrócił się z powrotem w jego stronę, spojrzał na niego z rozbawieniem.- Ciekawe, co ja mam powiedzieć, co? Poza tym nie masz się czego obawiać, jeśli nie zauważyłeś mamy nieco odmienne upodobania.
-Nie, jakoś nigdy nie dałeś po sobie poznać...- skomentował to z drwiną Amir, a jego kompan zaśmiał się ponownie.
Leżeli tak chwilę, spoglądając na siebie, a raczej to Nadim spoglądał na Amira, a mężczyzna spoglądał na niego, bo tamten na niego spoglądał. I to spoglądał jakoś dziwnie, jakby chciał coś powiedzieć, ale miał wątpliwości, a że wątpliwości, szczególnie co do mówienia czegokolwiek to coś, co nieczęsto towarzyszyło potomkowi wilków, Amir musiał interweniować.
-No co...?- burknął, czerwieniąc się lekko, bo miał dziwne przeczucie, że cokolwiek zechce teraz powiedzieć Nadim, będzie dotyczyło właśnie tematu jego specyficznych upodobań.
-Nic- wycofał się natychmiast potomek wilków.
-No co...?- powtórzył Amir, coraz bardziej zdumiony.
-Nic takiego, naprawdę- Nadim uśmiechnął się, sprawiając wrażenie, jakby chciał coś powiedzieć i nie chciał jednocześnie.
Amir uniósł brew w pytającym geście, nic z tego nie rozumiejąc.
-Wiesz... Nie chciałbym ci robić przykrości, ale nie jesteś w moim typie...- powiedział w końcu z rozbawieniem.
Jego kompan zachichotał, a następnie dotknął swojej klatki piersiowej i szepnął z przejęciem:
-Ach, łamiesz moje serce...! To nic takiego- powiedział znowu, podnosząc się na przedramionach.- Chciałem tylko o coś zapytać. Ale to nieważne.
-No to pytaj.
Nadim otworzył usta, po czym zawahał się, jakby się nad tym zastanawiał aż w końcu rzucił tylko:
-Nie, to naprawdę nie jest istotne.
-Och, bogowie, Nadim!- zirytował się mężczyzna, po raz pierwszy nie dlatego, że potomek wilków gadał, a dlatego, że gadać nie chciał.- Po prostu pytaj. O co chodzi...? To któreś z tych irytujących, niewygodnych i zupełnie nie na miejscu pytań w stylu: „Jak to jest, gdy się jest...”...?- zironizował, chociaż właściwie dokładnie takiego pytania się spodziewał i był pewien, że prędzej czy później w końcu podobne padnie, więc lepiej teraz, niż w innych okolicznościach.
Nadim jednak wydawał się być rozbawiony jego słowami.
-Domyślam się, że jest miło...- skwitował je z lekkim uśmiechem.- To było zwykłe pytanie, nic czym powinieneś sobie zaprzątać głowę.
-No tak... A ja powinienem się domyślić, że gdyby chodziło o takie irytujące i zupełnie nie na miejscu to wcale byś się nie zastanawiał nad jego zadaniem...- zauważył złośliwie Amir.
Nadim potwierdził to skinieniem głowy, położył się z powrotem i dłuższą chwilę leżeli tak obok siebie w ciszy, a jednak oczekując słów. A przynajmniej Amir oczekiwał jakiegoś wyjaśnienia, bo ciężko było mu zasnąć wiedząc, że potomek wilków chce o coś pytać, ale z niejasnych przyczyn nie pyta, a samo to było tak niezwykłe, że musiało chodzić o coś ważnego. A jeśli nie chodziło o skłonności mężczyzny (co rzecz jasna w tej sytuacji nasuwało się jako pierwsze) to o co innego?
-Czy twój wuj wie o twoich upodobaniach?- zapytał w pewnym momencie potomek wilków.
-To o to chciałeś mnie spytać...?- mruknął mężczyzna, ale nie uzyskał żadnej odpowiedzi.- Oczywiście, że nie wie. Nikt nie wie. To znaczy, nikt nie wiedział- poprawił się, przypominając sobie po raz kolejny o tym okropnie niewygodnym i irytującym fakcie.- A teraz wiesz ty. Ale z racji tego, że mamy niewielkie szanse na przeżycie całej tej wędrówki, sądzę, że wkrótce przestanie być to moim zmartwieniem...
-Nikt nie wie...?- podchwycił potomek wilków, zdziwiony.- Chcesz powiedzieć, że z nikim nigdy nie byłeś...?
-Oczywiście, że byłem!- obruszył się Amir, rozgniewany, że sugeruje mu się coś podobnego.- Byłem w... Hm...- właśnie zdał sobie sprawę, że nie do końca umie określić rodzaj relacji czy też charakter ,,związków'', jakie łączyły go z innymi mężczyznami.- Miałem coś, co można nazwać romansem. Dwa romanse konkretnie. Ale nie sądzę, by któryś z moich kochanków zamierzał się tym chwalić, więc nie widzę powodu, by wliczać ich w wąski poczet wiedzących. Poza tym nie trwały zbyt długo.
-Z kim...?
-Co z kim?
-Z kim te romanse.
-A co cię obchodzi „z kim te romanse”, co?- ofuknął towarzysza Amir.
Nadim uśmiechnął się z rozbawieniem.
-Po prostu jestem ciekawy, jak to wygląda z punktu widzenia kogoś, kto nie mówi o tym publicznie i o kim nikt nie wie tego „drobnego” szczegółu... Nikt prócz mnie, aktualnie.
-Wygląda to świetnie, zresztą wszystko wygląda świetnie, gdy siedzi się w zamku wiodąc spokojne życie, a nie płonie na stosie- odpowiedział Amir.
Nadim zdumiał się.
-Palą was za coś takiego na stosie...? W ogóle palą u was kogoś na stosie...?- dopytał, marszcząc brwi.
Amir sapnął niecierpliwie.
-To był tylko taki przykład. Nikogo się za to nie zabija, to jasne, zresztą nie wszyscy są w tym temacie tacy skryci, możesz mi wierzyć na słowo, że nasłuchałem się już o tym dość, przebywając w odpowiednim towarzystwie, co nie zmienia faktu, że jest to źle widziane, a jeszcze gorzej odbierane i nie należy tego rozgłaszać na prawo i lewo.
-Tak...- potwierdził w zamyśleniu Nadim.- U nas chyba jest tak samo...
-U was...?- powtórzył ze zdziwieniem Amir.
-A co...?- zaśmiał się jego towarzysz.- Sądzisz, że tego rodzaju „upodobania” są zarezerwowane jedynie dla ludzi...?
-Nie, tylko ciężko mi wyobrazić sobie twoich ogoniastych towarzyszy, którzy... Zresztą, nieważne!- mruknął, bo chyba wyobraźnia zaczęła go już ponosić i podsuwać mu obrazy cokolwiek niestosowne.- Swoją drogą, dziwne, by w twoim idealnym świecie, pełnym idealnych potomków wilków, o nieskazitelnym charakterze i mężnym sercu, występowały tego rodzaju skrzywienia...- zauważył z drwiną.
-Nigdy nie powiedziałem, że uważam to za skrzywienie.
-A za co...?
-Za nic więcej jak tylko upodobania właśnie.
Amir parsknął cicho. Nawet on uważał to za skrzywienie, czy też defekt. Skrzywienie niegroźne, w porównaniu ze wszystkimi innymi skrzywieniami tego świata, takimi jak zjadanie niemowląt czy zabijanie swoich dzieci, ale zawsze skrzywienie. Trzeba było je zaakceptować, nauczyć się z nim żyć i nie rozpowiadać o nim na prawo i lewo, by nie ściągać na siebie niepotrzebnej uwagi.
-Więc z kim te romanse?- ponowił swoje pytanie potomek wilków, wyraźnie bardzo całą sprawą zaintrygowany.
-Pierwszy z synem pewnego arystokraty, a drugi... Drugi też z synem pewnego arystokraty- stwierdził Amir. Zresztą wielkiego wyboru nie miał, w innych środowiskach się nie obracał, a w tych najłatwiej dało się kogoś podobnego przyuważyć, bo nie każdy zachowywał to w absolutnej tajemnicy.- Nic wielkiego. Obaj byli młodzi i głupi. To znaczy ja też wtedy byłem młody i głupi, ale chyba mniej głupi od nich. Ludwik mówi, że arystokracja od pewnego pokolenia już tak ma, z drobnymi jedynie wyjątkami, więc nie powinienem się dziwić. Nie trwało to jednak długo, poza tym takie relacje dużo komplikują i są kłopotliwe- co widział nie tyle nawet na własnym przykładzie, co na przykładzie swojego brata.
-Byłeś zakochany?
Amir spojrzał na swojego towarzysza, jakby widział go po raz pierwszy w życiu.
-Oszalałeś...?- zapytał, marszcząc brwi.
-Dlaczego?
Hm. To było nawet dobre pytanie, bo gdy Amir zastanowił się nad wszystkim raz jeszcze, rzeczywiście trudno było mu znaleźć argument na to, co takiego szaleńczego jest w wizji jego jako osoby zakochanej. Co nie zmienia faktu, że była to wizja bardzo mało prawdopodobna. Amir dawno stwierdził, że ma zbyt racjonalne podejście do świata jak na tego rodzaju głupoty. Podobali mu się mężczyźni, tak jak innym mężczyznom kobiety, ale jakoś nigdy nie zaobserwował u siebie symptomów tej całej poetyckiej wielkiej miłości, która niegdyś, według bajek i legend, miała swoją mocą dokonywać rzeczy niemożliwych. Możliwe nawet, że była to nieodłączna cecha tychże odmiennych upodobań. Albo nieodłączna cecha rozsądku. Jeszcze nie był pewien.
-Nie mam czasu na takie sprawy- odparł zgodnie z prawdą, bo nawet jego romanse nie wynikały bynajmniej z tego, że o kogoś zabiegał czy w kimś się durzył, a raczej były niczym innym, jak tylko zbiegiem okoliczności.
-Nie masz czasu...?- powtórzył Nadim, śmiejąc się z tych słów.- A jakież to ciężkie zadania do roboty ma przyszły następca tronu, co...?
Amir spojrzał na niego gniewnie.
-Wyobraź sobie, że całkiem wiele ciężkich zadań!- odparł z irytacją.- Kiedy wy tam sobie beztrosko hasacie po tych waszych lasach, modląc się do boga, który jest wszystkim, bredząc o opiekuńczych duchach tańcujących na polanie i narzekając na ludzi, my jesteśmy zajęci poważnymi sprawami. Ani drogi, ani domy same się nie pobudują, trzeba się tym wszystkim zająć, rozwiązywać konflikty, przekonywać arystokratów, dbać o armię, o lud, o wszystko! Co wy możecie o tym wiedzieć!
-Nie wiedziałem, że następcy królów zajmują się budowaniem domów- zauważył z rozbawieniem potomek wilków.
Amir sapnął głośno.
-Wiesz, co, Nadim...?- mruknął, przewracając się z powrotem na prawy bok.- Jesteś najbardziej irytującym człowiekiem, jakiego znam.
-Nie jestem człowiekiem.
-Nieważne.
Noc minęła im spokojnie, poranek także. Trochę się ze sobą przekomarzali, późnej coś zjedli i ruszyli dalej. Tematy, które Nadim poruszył wczoraj w nocy, zostały przez niego dotknięte także w trakcie ich wędrówki, co, o dziwo, Amirowi aż tak bardzo nie przeszkadzało. Potomek wilków zadawał mu pytania dziwne i nie do końca jasne było, o co mu właściwie chodzi. Pytał na przykład, czy Amir zamierza powiedzieć o swoich “upodobaniach” wujowi, a gdy ten zapytał, po kiego diabła miałby to robić, usłyszał dość niezrozumiałe: “dobrze byłoby, gdyby wiedział”. W końcu to mężczyzna zaczął pytać o parę spraw, w tym, co bardzo go intrygowało, czy Nadim zna kogoś podobnego niemu wśród swoich. Potomek wilków odparł wyjątkowo oszczędnie, że owszem, zna, a dopytywany dodał jedynie, że “kilku jest” i nic poza tym. Z racji jego zwyczajowej wylewności, Amira zaczęło to coraz bardziej ciekawić, chociaż nie przychodził mu do głowy żaden konkretny powód tego rodzaju skrytości. Zmienili więc temat, i wbrew swojej woli, Amir był przez towarzysza raczony jakąś mało interesującą historyjką na temat żyjącego niegdyś w pobliżu ich miasta zaklętego zwierzęcia, które widzieli tylko nieliczni wybrańcy. Nadim mówił jednak o tym bez większego skupienia, trochę gubił wątek i zdawało się, że myśli o czymś zupełnie innym. W końcu dobrnął do kresu opowieści i umilkł na dobre. Zatrzymali się później na chwilę, bo Amir musiał poprawić zsuwający się z ramienia opatrunek, a gdy ruszyli dalej... Poczuł mocne szarpnięcie w okolicach szyi.
-Bogowie!- syknął z bólu, chwytając natychmiast woreczek z kryształami i ściskając je w dłoni, a drugą w tym czasie masując obolały kark. Może słabo pamiętał, ale zdawało mu się, że gdy fragmentów było mniej, nie sprawiały one takich problemów.
-Twoje ramię?- zapytał z niepokojem Nadim, odwracając się do towarzysza, ale gdy tylko na niego spojrzał, zrozumiał o co chodzi.
Zaczęli rozglądać się dookoła, idąc powoli przed siebie, aż nagle zatrzymali się tuż obok bardzo maleńkiego domu, a właściwie chatki. Na ten widok, Amir skrzywił się niemalże momentalnie, bo takie budynki, w takim miejscu, budziły w nim, z jasnych przyczyn, skojarzenia oczywiste i niezbyt przyjemne, a fakt, że gdzieś tutaj znajdował się kryształ, jeszcze bardziej zdawał się potwierdzać jego teorię o tym, że musi tu być coś groźnego i wyjątkowo potwornego. Kazał towarzyszowi wyjąć łuk, na wszelki wypadek i już chciał wejść do środka, gdy zza domku dobiegły ich odgłosy torsji. Popatrzyli na siebie, nie do końca jeszcze wiedząc, czy powinni iść sprawdzić, co to takiego, czy poczekać i nie przeszkadzać nieszczęśnikowi, ale chwilę później wszystko ucichło, a przed dom wyszła mała, chuda staruszka, pomarszczona i niemalże pozbawiona włosów. Ubranie miała zabrudzone wymiocinami i wymięte, wyglądała na wyjątkowo słabą, co wzbudziło w Nadimie (jak zwykle) bezwarunkowy odruch troski i współczucia, więc zaraz podbiegł do biednej kobiety, która nawet nie zwróciła na nich uwagi i chwycił ją za dłoń, podtrzymując.
-O... O...- wydyszała z trudem staruszka, spoglądając na niego ze zdziwieniem. Pozwoliła mu się usadzić na tobołku stojącym przed domem i zaraz kościstą dłonią, dotknęła jego uszu, widać zdumiona ich widokiem. Nie z tym wiązało się jednak jej pierwsze pytanie.- Macie wieści od mojego syna...?
-Czeka pani na syna?
-Tak, tak, poszedł do miasta, po lekarza...- potwierdziła mglistym głosem staruszka.
-Dawno...?- dopytał Nadim.
Kobieta pokręciła głową, jakby chciała mu dać do zrozumienia, że nie ma to żadnego znaczenia.
-Zostawił biedną matkę, ale wróci, wróci na pewno...- szepnęła z przejęciem, kiwając się lekko w miejscu i trzymając za serce.- Dobre dzieci zawsze wracają do domu, trzeba tylko czekać cierpliwie, a to było bardzo dobre dziecko...
-Więc mieszka tu pani teraz sama?
-Tak...
-Jak daje sobie pani radę?- zdumiał się potomek wilków.
Amir przyglądał się staruszce bardzo uważnie i bardzo podejrzliwie zarazem. Staruszki od pewnego czasu kojarzyły mu się bardzo niemiło. Szczególnie te mieszkające samotnie w lesie, w tak niewielkich domkach, choć ta nie wyglądała na mającą cokolwiek wspólnego z demonami. Potwierdziła, że rzeczywiście jest tu sama i jest jej bardzo ciężko. Podczas gdy Nadim rozmawiał z nią, usiłując wypytać o szczegóły, Amir nie bawiąc się w tego typu sprawy, bez zbytnich subtelności i pytania o pozwolenie, wszedł do wnętrza chatki, rozglądając się dookoła z uwagą. Jeśli jednak oczekiwał zastania w niej przedmiotów dziwnych i niepokojących, bardzo się rozczarował. Właściwie wewnątrz było naprawdę niewiele przedmiotów. Na dole znajdowały się tylko dwa pomieszczenia, z czego jedno służyło chyba za sypialnię, bo na podłodze uszykowane było miejsce do spania, drugie być może za kuchnię, połączoną jeszcze z jadalnią i głównym pokojem, gdzie stał spory kominek i stół z kilkoma krzesłami. Piętro było wąskie i puste. Wszystkie przedmioty miały już zapewne sporo lat i daleko im było do pełnej sprawności, zresztą tak jak i ich właścicielce. Pod jednym ze stopni zalęgło się robactwo. Wszędzie tylko brud i kurz, co nie dziwiło Amira wcale, bo taka starowinka na pewno nie miała dość siły, by się tym zajmować. Usłyszał, jak Nadim wprowadza kobietę do domu, ta skarżyła mu się bardzo na to, jak jest jej zimno i że nie potrafi już sama ani uzbierać niczego na opał, ani rozpalić w kominku. Gdy Nadim pełnił swoją zwyczajową funkcję powiernika ludzkich dramatów, Amir zajmował się sprawami bardziej istotnymi i po prostu szukał kryształu. Problem jednak był taki, że najpierw, gdy szedł w jedną stronę, wydawało mu się, że ten reagował mocniej. Nagle jednak kamienie jakby zmieniały zdanie i to w innym miejscu stawały się bardziej aktywne. Nawet z pomocą potomka wilków nie dotarli do niczego konkretnego i w końcu zirytowany mężczyzna ukrył kryształy pomiędzy ich rzeczami, bo bardziej ich dezorientowały niż w czymkolwiek pomagały. Nadim zajął się przyniesieniem drewna i rozpaleniem w kominku, podczas gdy jego towarzysz w tym czasie przejrzał niemalże wszystkie miejsca, w których coś mogło się znajdować, wysłuchując przy tym narzekania staruszki, która najwyraźniej dawno już nie miała nikogo, do kogo mogłaby się odezwać. Nie znalazł nic. Potomek wilków upolował ptaka. Staruszka ożywiła się nieco, upiekła mięso i odpowiednio je naszykowała. Zjedli, a następnie naszykowali sobie na piętrze miejsce do spania.
-Gdzie jest ten przeklęty kryształ...?- zastanawiał się Amir, leżąc na posłaniu i obserwując chodzącego po pomieszczeniu towarzysza.
-Nie mam pojęcia.
-Szukałem już wszędzie!- denerwował się mężczyzna.- Nawet myślałem, że może ona go ma, a to by wiele wyjaśniało, ale nie.
-Próbowałem ją zapytać czy widziała albo ma coś podobnego, ale twierdzi, że w tym domu nie ma nic wartościowego- powiedział szeptem Nadim.- Wygląda na to, że nic o tym nie wie.
-Możliwe. Ale ten odłamek może być tak naprawdę wszędzie- zauważył Amir.- W ścianach, podłodze, we wnękach, przedmiotach, we wszystkim. Może nawet w lesie. Trzeba będzie poszukać dokładniej jutro.
Nadim zgodził się z tymi słowami skinieniem głowy. Zatrzymał się i znowu spojrzał na swojego kompana w ten charakterystyczny sposób, po czym zawahał się wyraźnie i odwrócił wzrok. Amir westchnął ciężko.
-O co ci chodzi, co?- zapytał, patrząc na potomka wilków bez zrozumienia.
-O nic.
-Znowu chodzi o to pytanie, które chcesz zadać...? Pytaj. Jeśli nie będę chciał, po prostu nie odpowiem.
-Nie w tym rzecz- odparł Nadim.
-Więc w czym...?
Potomek wilków milczał przez dłuższą chwilę.
-Wiesz o twoim wuju i Canisie?- wypalił w pewnym momencie, spoglądając na towarzysza pytająco.
-O moim wuju i Canisie...?- Amir patrzył na niego bez zrozumienia. Zastanowił się nad tym chwilę, ale nie bardzo wiedział, co dokładnie miałby o nich wiedzieć i nic też nie przychodziło mu do głowy.- A co konkretnie...?
-Ach. Więc nie wiesz- skwitował te słowa Nadim i ściągnął koszulę.
-Czego nie wiem?
Potomek wilków nie odpowiedział.
-Czego nie wiem?- powtórzył z naciskiem Amir, nie zamierzając dać za wygraną.
-Nieważne- odparł jego towarzysz.- Nie mogę ci powiedzieć.
Nadim nie mógł o czymś powiedzieć i jeszcze dotyczyło to Ludwika. Wyjątkowo niepokojące.
-Chyba powinieneś skoro dotyczy to mojego wuja, nie sądzisz...?- prychnął z poirytowaniem mężczyzna, nadal nie mając nawet cienia pomysłu, o czym właściwie potomek wilków mógłby mówić.
Jego wuj i Canis. Canis i jego wuj. Nic. Zero skojarzeń z czymkolwiek, prócz ostatniego grupowego przybycia potomków wilków do ich zamku i dyskusji o demonie.
-No nie wiem...- odparł pełnym wątpliwości głosem Nadim.
-A gdyby chodziło o Canisa i to ja nie chciałbym ci czegoś powiedzieć, co...?
-Ale to nic ważnego.
-Więc mów wreszcie, do licha!
Nadim odkaszlnął raz. Później odkaszlnął po raz drugi. Wreszcie usiadł na ziemi i wpatrując się w Amira, powiedział powoli i spokojnie:
-Canis i twój wuj byli niegdyś przyjaciółmi. Bliskimi.
Amir parsknął śmiechem.
-Wstrząsająca informacja!- skwitował to z drwiną.- Poza tym, co to znowu za brednie? Ludwik na pewno się z nim nie przyjaźnił!
-Dlaczego?
I to było kolejne bardzo trafne pytanie zadane przez potomka wilków w ostatnim czasie. Amir dobrze się nad tym zastanowił i doszedł do wniosku, że jednak nie potrafi udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Co prawda wizja Ludwika przyjaźniąca się z którymkolwiek z potomków wilków, a już w szczególności z tym, wydawała mu się wyjątkowo abstrakcyjna, ale jednak... Jego wuj nie kierował się żadnymi uprzedzeniami, a wprost przeciwnie, uprzedzenia wobec żyjącego obok nich plemienia zwalczał. Nie robił tego z pewnością bezpodstawnie i musiał jakichś potomków wilków znać. I teoretycznie to mógł być także Canis. W końcu znali się, gdy pojawił się pierwszy raz w zamku, a potomkowie wilków nie gościli w nim wcześniej.
-No dobrze...- mruknął spokojniej mężczyzna.- Więc opowiedz o tej... „przyjaźni”.
Był zresztą przekonany, że była to najwyżej znajomość i nic więcej. Jak widać staruch lubił się przechwalać kontaktami z królem.
-Spotkali się w młodości, nim twój wuj zasiadł na tronie. Właściwie to spotykali się często. A później...- Nadim umilkł na chwilę, po czym westchnął cicho.- Cóż. Twój wuj objął władzę i... Hm... Nie mogli już dłużej utrzymywać ze sobą kontaktu. Nie dziwi cię to?- dodał po krótkiej pauzie, wpatrując się w towarzysza z uwagą.
-Nie, dlaczego miałoby?- Amir uniósł pytająco brew.- Poza tym, niby czemu zerwali ze sobą kontakty...? Owszem, zapewne nie były to czasy, gdy na znajomości z wami patrzono łaskawym okiem, ale jednak był królem, sądzę, że gdyby chciał, mógłby dalej kontaktować się ze swoim „przyjacielem”... Jak widać jednak nie byli ze sobą tak blisko- dodał z ironią.
-To było coś więcej niż przyjaźń- odparł z naciskiem Nadim.
I dopiero po dłużej chwili Amir zaczął rozumieć, a raczej dopiero domyślać się, do czego dąży jego towarzysz.
-O czym ty mówisz...?- zapytał ostro.
-Wydaje mi się, że dobrze wiesz- odpowiedział spokojnie potomek wilków.
-Sugerujesz, że mój wuj i Canis mieli... romans?- Amir aż zaśmiał się głośno, tak zabawnie zabrzmiało dla niego samo to pytanie.
Nadim jednak nie sprawiał wrażenia równie rozbawionego.
-Nie wiem czy „romans” to odpowiednie słowo... Byli wtedy bardzo młodzi...
-Oszalałeś?!- warknął na niego Amir.- Upadłeś na głowę czy jak?!- naprawdę nie spodziewał się, że usłyszy podobne i równie bezczelne a zarazem bezpodstawne insynuacje.- Co to znowu za kłamstwa?!
-Nie kłamię- odparł Nadim, nie wytrącony z równowagi, w przeciwieństwie do swojego kompana, który podniósł się do pozycji siedzącej i coraz bardziej zdenerwowany krzyknął, nie bacząc na śpiącą na dole staruszkę:
-Więc ten stary pies kłamie! Co za brednie, w życiu nie słyszałem gorszych bzdur! Ludwik...? Ludwik i... Chyba do reszty postradałeś rozum, skoro uwierzyłeś w coś tak idiotycznego! I co?! Co on niby chce uzyskać rozpowiadając te bajeczki...?
-Nikomu o tym nie rozpowiada. Rozumiem, że trudno ci w to uwierzyć, ale tak było.
-Chyba w głowie Canisa!- odwarknął wściekle mężczyzna.- Nie obchodzą mnie jego głupie wymysły, mój wuj taki nie jest!
-Sam znasz go najlepiej...
Gdy potomek wilków powiedział te słowa, Amir położył się z powrotem, odwrócił do niego plecami i dał mu jasno do zrozumienia, że nie ma ochoty kontynuować tej dyskusji. Przed samym sobą stwierdził, że z powodu jej bezsensowności i absolutnego braku prawdopodobieństwa, ale gdy dobrze się zastanowił... Nie, nie chciał się zastanawiać. Idiotyzmy i wymysły, ot co!
-Właśnie dlatego nie widzieli się aż tyle lat...- powiedział cicho Nadim, jakby kończąc swoją opowieść.- Musieli się rozstać.
-A jak to sobie wyobrażałeś, co...?- odparł niechętnie Amir.- Jeśli tak rzeczywiście było, w co wątpię, Ludwik nie mógł postąpić inaczej. Król wyprawiający się do swojego ogoniastego kochanka, do lasu...?- prychnął z irytacją.- Niedorzeczność. Władcy powinni się skupiać na innych sprawach i nie przystoi im się tak wygłupiać.
-To smutne, że nie tolerujesz nawet ludzi takich jak ty- pokusił się o refleksję Nadim i było to ostatnie, co powiedział tego dnia.
Potomek wilków chyba zasnął. Amir natomiast zasnąć nie mógł, pół nocy leżał w bezruchu z otwartymi oczyma, analizując wszystko to, co usłyszał i usiłując znaleźć jakiś dowód, choćby jeden dowód na to, by uczciwie stwierdzić, że to, o czym powiedział mu potomek wilków było absolutnie niemożliwe. Problem tkwił jednak w tym, że Nadim miał rację. Mężczyzna znał swojego wuja. I rzeczywiście, chyba najlepiej ze wszystkich otaczających go ludzi. Nie przypominał sobie nigdy, by Ludwik uczynił cokolwiek dla samego siebie czy dla swojego kaprysu. Nie miał żony. Ale właściwie co z tego? Przecież sam nie raz mówił, że mógłby się ożenić, gdyby z jakichś przyczyn wymagała tego sytuacja.
… Przecież Amir nie raz dochodził do podobnego wniosku. Zastanowiło go to przez chwilę. Ludwik nie miał kochanki, a przynajmniej Amir nic o tym nie wiedział. Ale nie miał też kochanka. Albo przynajmniej Amir nic o tym nie wiedział. Właściwie Amir wiedział o swoim wuju niewiele. Nie miał pojęcia o jego przeszłości. Ludwik był skryty, niewiele chciał o tym mówić, paru spraw dowiedział się od służby i jego otoczenia, czasem dopytywał, słyszał krótkie odpowiedzi bądź też nie słyszał ich wcale. Ale czy to o czymś świadczyło? Czy skryci ludzie muszą ukrywać akurat coś takiego? O Ludwiku nie krążyły żadne plotki, żadne pogłoski. Hadrin, przebywając u swojej kochanki, prostej wieśniaczki, zdradził się na tyle, że wiedziało o tym całe królestwo. Nawet o Amirze chodziły różne opowiastki na temat jego kontaktów z tą czy inną panią, choć takich nie miewał i te, z jasnych przyczyn, umierały w końcu śmiercią naturalną. A o Ludwiku? Nic. Wynik szacunku? A może rzeczywiście nie było o czym mówić? Najwyraźniej nie było nawet czego zmyślać. Ale Canis...? Potomek wilków?! Ha! Przecież to absurd! Dlaczego następca tronu miałby spotykać się z kimś takim? A czasy młodości Ludwika nie były czasami, gdy potomkowie wilków i ludzie widywali się na co dzień. Pomijając już fakt, jak on sam zareagował na przyjście Nadima do Trupiarni, kiedyś taka wizyta byłaby nie do pomyślenia. Nieszczęśnik, a może raczej wariat, który by się ośmielił, nie wyszedłby stamtąd w jednym kawałku. Faktem było, że obecna sytuacja plemienia Nadima, wciąż niezbyt dobra, ale o wiele lepsza od poprzedniej, wynikała z działań Ludwika. Ale czy to, że poprawiło się także życie mieszczan i chłopów oznaczało, że Ludwik miewał w tej warstwie kochanków? Bardziej niż wątpliwe.
Więc skąd Canis i Ludwik się znali...? A przecież musieli się znać. Amir usiłował przypomnieć sobie ich spotkanie, wtedy, w zamku, ale nie znajdował w nim niczego dziwnego, zresztą sam słabo pamiętał, bo koncentrował się głównie na sprawie tego demona. Canis i Ludwik... Niemożliwe. Nieprawdopodobne. Nie chciał nawet dopuścić do siebie tej myśli. Dlaczego...? Dlatego, że ciężko było mu uwierzyć w preferencje Ludwika i wybór jego partnera? A może raczej dlatego, że nagle utożsamiając się z nim, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, widział dla siebie dokładnie taką samą przyszłość? I, wbrew temu, co mówił, nie była to wizja przyjemna.
W końcu zasnął i śnił o rzeczach niezbyt sympatycznych. Rano obudził go Nadim, który mało subtelnie schodził ze schodów, więc Amir musiał wreszcie wstać i jakoś uporządkować cały ten chaos, który zrodził się w jego głowie po tym, co wczoraj usłyszał. Staruszka znowu wymiotowała solidnie za chałupką, Nadim znowu roztkliwiał się niepotrzebnie nad jej losem, a Amir znowu miał wszystkiego dosyć. Poszukiwania kryształu, które miały być przecież najbardziej istotne, zeszły na dalszy plan i okazało się, że jakoś żaden z nich się do tego nie garnął, co być może spowodowane było faktem, że nie czuli, by cokolwiek mogło im w tych poszukiwaniach przeszkodzić. W końcu Nadim zaproponował, że wybiorą się do lasu i zbiorą trochę więcej drewna, by nieszczęsna kobieta miała zapas, kiedy już odejdą. Zawędrowali jednak bardzo głęboko w las i w rzeczywistości niczego nie zbierali, potrzebując po prostu czasu na rozmowę.
-Nie sądzisz, że powinniśmy z nią zostać, dopóki nie wróci jej syn...?- zapytał cicho Nadim, spoglądając na towarzysza z uwagą.
Ten parsknął cicho i pokręcił stanowczo głową.
-Przecież on nie wróci- stwierdził, jakby było to coś oczywistego.
-Skąd wiesz...?
-Nie zostawia się matki w takim stanie. Samej. W lesie.
-Ale jeśli rzeczywiście poszedł po lekarzy...- zaczął potomek wilków, bardzo naiwnie.
Amir uśmiechnął się pobłażliwie
-Żaden lekarz tu nie dotrze. Poza tym nie sądzę, by mieli czym zapłacić. Jeśli odszedł to znaczy, że wcale nie zamierzał wrócić. A ona jest już stara i jak sam dobrze widzisz, nie jest z nią najlepiej. Wkrótce umrze i nie ma co się nad tym zastanawiać.
-Biedna...- westchnął potomek wilków.
Szli dalej. Amir długo wahał się, spoglądał na towarzysza niepewnie i walczył z samym sobą, zastanawiając się, czy jest w ogóle sens o to pytać i czy chce wiedzieć. Ale chciał bardzo. Ciekawiła go ta historia i ciekawiła go przeszłość wuja, nawet, jeśli wciąż bardzo trudno było mu przyjąć to, o czym Nadim mu powiedział. Doszedł jednak do wniosku, że Canis, do którego wcześniej odnosił się pogardliwie, i coś z tej pogardy dla niego wciąż w nim pozostało, nie miał żadnych powodów, by kłamać. Bo po co? Po co zmyślać taką historię i opowiadać ją bratankowi? Gdyby był to romans z miłościwie panującą królową – czemu nie, ale schadzki z mężczyzną, królem czy nie, nie są raczej powodem do przechwałek.
-Czy ktoś oprócz ciebie wie jeszcze... O tym, co się zdarzyło pomiędzy naszymi wujami?- Amir nie przedstawiał sprawy konkretnie, bo konkrety bardzo ciężko przechodziły mu przez gardło. Póki co wolał pozostać przy tego rodzaju subtelnościach, podobnie jak wolał pozostać przy „upodobaniach”, zamiast wypowiadać się konkretniej i bardziej otwarcie.
-Oni sami, zapewne- Nadim uśmiechnął się z rozbawieniem.- No i ty. Canis nigdy tego nie powiedział, ale sądzę, że nie chciał, bym komukolwiek o tym opowiadał. Nie wiem czy dobrze zrobiłem, ale pomyślałem, że ty powinieneś wiedzieć. To bardzo ciebie dotyczy. Nie tylko z powodu wuja- dodał znacząco.
Amir nawet ze skinięciem głową w ramach potwierdzenia miał pewne problemy.
-A ty... Wiesz o tym coś więcej?- spytał z wyraźnymi oporami.
-Trochę wiem- odparł potomek wilków, wzruszając ramionami. Amir spojrzał na niego z wyczekiwaniem i ten słusznie potraktował to jako sygnał do rozwinięcia swoich słów.- Właściwie to sam nie wiem, od czego zacząć... Opowiadałem ci o tym, jak niektórzy traktowali Canisa przez jego odmienność, prawda?
-Przez którą odmienność?- zapytał złośliwie mężczyzna.- Bo chyba był nieco bardziej odmienny niż im się wydawało...
Nadim zaśmiał się cicho na te słowa.
-W każdym razie, dzieciństwo nie było dla niego dobrym czasem. O ile starsi trochę kryli się ze swoimi osądami, a przynajmniej nie czynili mu żadnej bezpośredniej krzywdy, o tyle jego rówieśnicy... Cóż. Canis miał trzynaście lat, kiedy poznał twojego wuja. To był jeden z wielu podobnych dni. Napotkał wtedy na grupkę dzieciaków, a te, rozpoznawszy odmieńca, zaczęły dręczyć go obelgami. Gdy mój wuj zaczął uciekać, pobiegły za nim. Któreś chwyciło za kamień i rzuciło w jego kierunku, a reszta poszła jego śladem.
-Och... Doskonały przykład waszej szlachetności i tolerancji!- zakpił Amir, uśmiechając się kwaśno. Oni, źli, straszni ludzie, nikogo nie kamienowali za takie drobnostki jak posiadanie ogona czy jego brak. No dobrze, teoretycznie mogło się tak zdarzyć, szczególnie w pierwszym przypadku, ale to właściwie nie miało znaczenia.
-To były tylko dzieci...- odparł Nadim.- Sam Canis nie czuje do żadnego z nich urazy. Dziś są w jego wieku i bardzo go szanują.
-Ludzie wcale nie zmieniają się z wiekiem, a przynajmniej nie zmieniają się tak bardzo, jak chcieliby się zmieniać. Wy zresztą też nie- mruknął mężczyzna z pełnym przekonaniem.- Poza tym, gdyby na miejscu waszych były ludzkie dzieci, nie tłumaczyłbyś tego w ten sposób, a bez wahania określiłbyś to jako okrucieństwo.
-Możemy na chwilę zapomnieć o tych wszystkich podziałach...?- Nadim uniósł pytająco brew, a jego towarzysz skinął łaskawie głową w ramach przyzwolenia i umilkł.- W każdym razie, Canis, ranny i przerażony, dobiegł na skraj lasu... a możesz sobie wyobrazić, że nie było to łatwe dla kogoś, kto na co dzień miał problemy z poruszaniem się... i ukrył się w krzakach. Wtedy to wszystko wyglądało inaczej, ani my nie wchodziliśmy zbyt często do miasta, ani wy nie zaglądaliście tak ochoczo do naszych lasów. To pasmo, tuż przed pierwszymi drzewami, było czymś w rodzaju granicy, którą mało kto naruszał. Tak czy inaczej, dzieciaki kpiły sobie z niego i bawiły się jeszcze chwilę w okolicy, po czym znudzone odbiegły z powrotem, najwyraźniej chcąc znaleźć sobie lepsze zajęcie. Wtedy Canis wstał. I gdy tylko podniósł wzrok, zobaczył człowieka. Młodego chłopaka. Twojego wuja- dodał potomek wilków tak, jakby trudno było się domyślić.- Tamten też na niego patrzył i wyglądało na to, że widział całe zdarzenie. Canis się przestraszył. Nic dziwnego, nie mieliście najpochlebniejszych opinii wśród naszych i myślę, że działo to w drugą stronę...- Amir miał ochotę przypomnieć, że najwyraźniej nadal działa i ma się dobrze, ale chciał wysłuchać dalszej części historii.- Skulił się i schował z powrotem, bojąc się tego, co nastąpi. Twój wuj stał jeszcze przez chwilę w miejscu, po czym wyjął coś w rodzaju chusty, podszedł do niego powoli. I dał mu ją, by otarł krew. Canis wziął ją, ale był tak przerażony, że dopóki tamten stał obok, nawet nie drgnął. W końcu jednak człowiek odwrócił się i odszedł, nie powiedziawszy ani słowa. Tak się właśnie poznali.
-Kiepskie to poznanie, skoro żadne z nich nic nie mówiło...- zauważył z politowaniem Amir.
-To był dopiero początek- odpowiedział potomek wilków, uśmiechając się lekko.- Kolejnego dnia, Canis wrócił w to samo miejsce. Kiedy zapytałem go, czemu to zrobił, powiedział, że sam nie wie, ale to chyba była po prostu ciekawość. Gdy pojawił się na miejscu, człowieka nie było. Skrył się za jednym z drzew i oczekiwał. I nie minęło dużo czasu, aż ten pojawił się na miejscu, zupełnie tak jak wczoraj. Canis nie wyszedł z ukrycia. Ale mówi, że twój wuj wiedział, że tam jest. Że patrzył kilka razy w jego kierunku. Nic jednak nie powiedział.
Delikatny, niekontrolowany uśmiech pojawił się na wargach Amira. Dziwnie było tak słuchać o swoim wuju, a jeszcze dziwniej to wszystko sobie wyobrażać i uświadamiać sobie to, że chyba już wtedy, w młodości, musiał być równie spokojny i małomówny.
-Canis zastanawiał się, czemu ten chłopiec się tam przychodzi. A przychodził każdego dnia. Parę razy Canis obserwował go jeszcze z ukrycia, po czym któregoś dnia, zostawił na trawie, w miejscu, w którym ten zazwyczaj siadał, chustę. Gdy twój wuj przyszedł, wziął ją i powiedział głośne „dziękuję”- Nadim zaśmiał się wesoło.- I wtedy Canis wyszedł z ukrycia. Usiadł kawałek od niego. I tylko na niego patrzył, bo zupełnie nie wiedział, czy może cokolwiek powiedzieć. Bardzo zastanawiał go ten chłopiec i zastanawiało go jego postępowanie. Brak niechęci. Smutek. Tak, Canis mówił, że twój wuj był bardzo smutny- powiedział potomek wilków, widząc zdumione spojrzenie towarzysza.- Później Canis przyniósł mu jabłko. Pamięta jabłko bardzo dobrze, bo tego dnia zaczęli ze sobą rozmawiać. I tak spędzali ze sobą czas. Canis nie miał pojęcia, kim dokładnie jest twój wuj. Nie wiedział, że jest następcą tronu. Mówił, że nie tym się zajmowali. Kiedy się już dobrze poznali, spędzali czas na zabawie. I tak minęło im kilka lat. Na tych spotkaniach właśnie... Canis powiedział mi, że go kochał. I że przyjaciele się tak nie kochają, a oni się kochali. Gdy byłem młodszy tego nie rozumiałem...- dodał w zamyśleniu.- Tak czy inaczej... Pewnego dnia w mieście zapanowała żałoba. Prawie wszyscy o tym wiedzieli, nawet potomkowie wilków. Król umarł. Twój wuj przestał się pojawiać na miejscu. Kilka tygodni później, przyszedł po raz ostatni. Powiedział Canisowi, że jest następcą tronu. I że wkrótce zostanie koronowany. Canis... Właściwie jak prawie my wszyscy wtedy... A może nawet i dziś... nie rozumiał tego. Nie zdawał sobie jeszcze sprawy z konsekwencji. Ale twój wuj powiedział, że nigdy już nie przyjdzie. I nigdy już się nie zobaczą. I rzeczywiście, już nie przyszedł... I tak... Tak to właśnie wyglądało- skończył nieco kulawo Nadim, odkaszlnąwszy cicho.
-Skąd wiesz to wszystko...?- Amir spojrzał na niego ze zdziwieniem.
-Od Canisa oczywiście.- potomek wilków uśmiechnął się.- Opowiadał mi tę historię kilka razy, już od dzieciństwa.
-Że co...?- mężczyzna parsknął śmiechem i aż pokręcił głową z niedowierzaniem.- Opowiadał ci o TAKICH rzeczach, gdy byłeś dzieckiem...?- jego kompan potwierdził te słowa, jakby nie widział w tym nic dziwnego.- O bogowie, nic dziwnego, że jesteś taki nienormalny...
-A co jest niestosownego w tej historii?- zachichotał Nadim.
-A co jest w niej stosownego? Czy nie słyszał nigdy, że dzieciakom opowiada się bajki o smokach i księżniczkach, a nie męsko-męskich kontaktach pomiędzy rasami...?
-Canis mówi, że to piękna historia- odparł potomek wilków, wzruszywszy ramionami. Amir parsknął cicho. Rzeczywiście piękna!- Opowiada ją zresztą zawsze tak spokojnie, jakby go nie dotyczyła. Podziwiam go za to. Powtarza, że to jest dowodem na to, jak wielką krzywdę czynią wszystkim tego rodzaju podziały. I, że tak naprawdę się nie różnimy. Nie tak bardzo, jak niekiedy chcielibyśmy się różnić.
-Może...- mruknął Amir, wpatrując się przed siebie. Przeszłość Ludwika zawsze go ciekawiła, bo rzadko słyszał o niej coś godnego uwagi, a sam zainteresowany nie zwykł opowiadać niczego na ten temat. Odsyłał ich do historii i zawsze powtarzał, że historia jest najważniejsza, ale jakby wbrew temu, on sam o własnej historii nie wspominał nigdy.- I co się dalej wydarzyło, co?- mężczyzna zerknął na swojego towarzysza.- Canis bohatersko zniósł rozstanie, odkrył w sobie duszę lidera i postanowił dorównać Ludwikowi...?- zakpił.
Nadim uśmiechnął się niemrawo i spuścił wzrok.
-Nie- odpowiedział cicho.- Próbował się zabić.
Amir zaniemówił. Nie takiej odpowiedzi się spodziewał i pożałował swoich poprzednich słów.
-Twój wuj był jedyną osobą, która go rozumiała i jedyną, do której żywił podobne uczucia. Nic dziwnego, że nie zniósł ich pożegnania „bohatersko”- wyjaśnił spokojnie potomek wilków.- Błagał twojego wuja, żeby go nie zostawiał, ale gdy ten odszedł... W dzień koronacji...- Nadim odetchnął głęboko, jakby trudno było mu kontynuować.- W dzień koronacji, podciął sobie żyły. Odtąd...- podciągnął rękaw koszuli i przesunął palcem od nadgarstka aż po miejsce zgięcia ręki.- Ma po tym dwie, wielkie blizny. Ci, którzy znaleźli go jako pierwsi w tym stanie, zatrzymali krew, ale byli przekonani, że Canis nie żyje. Mówili, że nie słyszeli bicia jego serca, że mieli pewność, że zginął. Ale gdy otworzył oczy... Powiedzieli, że to był jakby cud. Myślę, że to jest właśnie dowód na działanie siły boga- powiedział Nadim, ze swoją zwyczajową wiarą, a Amir, wyjątkowo nie pokusił się o żaden komentarz.- Canis był nam potrzebny, był potrzebny wszystkim i dlatego musiał przeżyć. Później przez kilka dni nie odzywał się, siedział w zamknięciu i wielu mówiło, że stracił zmysły. Ale wrócił do normalnego życia. Stał się tym, kim stać się miał, zaopiekował się mną po śmierci ojca, a później pokazał wreszcie siłę, która zawsze w nim tkwiła. Powiedział mi później, że twój wuj także zaopiekował się dwójką chłopców. I że to jest chyba dobry koniec tej historii.
-Skąd wiedział?- zdziwił się Amir.
-Myślę, że wtedy było o tym głośno w waszym mieście- odparł potomek wilków, wzruszając ramionami.
-Sądzisz, że dobrze, że tak to się skończyło...?
-Nie wiem. Ale myślę, że tak. Chciałbym, żeby Canis był szczęśliwy. Ale to wszystko mogłoby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby on i twój wuj nie byli dziś w tym miejscu, w którym są, nie sądzisz...?
Amir skinął w zamyśleniu głową.
-Wiesz, co się działo później z twoim wujem?- zainteresował się potomek wilków.
-Nie...- odparł cicho mężczyzna.- Nie mówił nigdy o tym, ale... Teraz... Przypomniałem sobie coś, co kiedyś usłyszałem. Jeden z arystokratów będących na koronacji, wspominał mi, że była to najbardziej ponura i nieprzyjemna uroczystość, na jakiej był i to nie tylko przez niedawną śmierć króla, która obligowała wszystkich do nieokazywania radości. Powiedział, że gdy nakładano koronę na głowę mojego wuja, ten... hm... zaczął płakać- dokończył, jakby było to coś wstydliwego i w istocie tak myślał, a przynajmniej zdawał sobie sprawę z tego, że taki byłby powszechny odbiór. On sam bardzo współczuł Ludwikowi, chociaż nie rozumiał do końca, z czego to wynikało.- Myślałem nad tym długo i doszedłem do wniosku, że wciąż przeżywał śmierć ojca. Ale gdy starałem się go o to wypytać, powiedział mi, że nigdy nie był z ojcem zbyt związany i nawet nie bardzo pamięta okoliczności jego śmierci. Zdziwiło mnie to. Teraz myślę... Wydaje mi się... Że to mogło mieć związek z Canisem... Albo i nie... Zapewne... Prawdopodobnie... Może...
-Twój wuj jest dobrym władcą- stwierdził Nadim, uśmiechając się łagodnie.
-Mhm... Jest...- potwierdził niemrawo mężczyzna.
Kiedy już wrócili, Amir wszedł na piętro i usiadł na podłodze, zamyśliwszy się. Nastrój popsuł mu się nagle i z początku nawet nie był w stanie określić przyczyny takiego stanu rzeczy. Niedługo później zaczęło padać. Mężczyzna myślał o swoim wuju. Ludwik został władcą, gdy był jeszcze młody, podobno panowała wtedy opinia, że stanie się niczym więcej jak tylko marionetką arystokratów i że liczni doradcy bardzo chętnie sami przejmą nad wszystkim kontrolę, usprawiedliwiając się wolą młodego i nieświadomego podejmowanych decyzji króla. A jednak stało się inaczej. A Amir...? Amir nie lubił arystokratów, ale czy naprawdę potrafiłby rządzić państwem samodzielnie? Oczywiście, że nie. Na niczym się nie znał, nie miał wiedzy, którą posiadał jego wuj, nie miał tego samego spokoju, nie miał żadnych właściwie cech, którymi można by określić dobrego władcę. Znał się tylko na walce. Lubił walkę. I nadal nie potrafił pojąć, co takiego kierowało Ludwikiem, że to w nim upatrywał swego następcę. Chciał myśleć o tym jak o próbie, ale wyczuwał coraz mocniej, że to nie była próba. Chciał wierzyć w to, że gdy wróci wszystko się zmieni, że czas zrobi swoje, wuj pozna się na Hadrinie i zrozumie, że brakiem rozwagi byłoby umieszczenie na tronie starszego z siostrzeńców. Bał się tego. Chociaż był daleko od zamku i przyszłe panowanie wydawało się być sprawą tak odległą i zupełnie nieważną w porównaniu z tym, czym się zajmowali, paradoksalnie myślał o tym bardzo często i wpadał w panikę. A teraz, gdy jeszcze dowiedział się o wuju czegoś takiego... Nie chciał skończyć tak samo. Podziwiał Ludwika i zawsze widział w nim kogoś godnego naśladowania. Ale nie wyobrażał sobie, nie był w stanie sobie wyobrazić, by mógł poświęcić wszystko dla dobra ogółu. A co z jego własnym dobrem? Czy myślenie o tym było już egoizmem?
-Co z tobą...?- Nadim zatrzymał się na szczycie schodów i spojrzał na towarzysza z uwagą.- Chodzi o Canisa...?
-Nie...- odparł Amir, kręcąc głową. Teraz nawet na tego nieszczęsnego starca patrzył jakoś inaczej niż wcześniej. Może nawet było mu go żal. Tak, to na pewno.- Zastanawiam się nad wieloma sprawami...- przyznał ostrożnie.- Boję się o Ludwika. Chciałbym wiedzieć, co się z nim teraz dzieje. Nie jest już młody, zawsze może zachorować, stracić siły. A to wszystko tak strasznie się ciągnie... Chciałbym mieć pewność, że zdołam z nim jeszcze porozmawiać. Chociażby na ten jeden temat.
-Jestem pewien, że z twoim wujem wszystko w porządku- odparł łagodnie potomek wilków.
-Nie, nie jesteś pewien, Nadim!- odwarknął z poirytowaniem mężczyzna.- I nie możesz być, chyba, że coś się od wczoraj zmieniło i odkryłeś w sobie jakieś niesamowite zdolności do przewidywania przyszłości. I nie chcę nic więcej słyszeć o tym, że wiedziałbym albo czułbym, jakby coś było nie tak- dodał ostro, chociaż potomek wilków chyba nie zamierzał nic takiego mówić.
-Chcesz zapytać go o Canisa?- rzucił, jakby to nie było oczywiste.
Amir skinął powoli głową.
-Zapytam go, a jeśli to okaże się prawdą... Wtedy... Cóż... Może i ja mu powiem. A wtedy... Wtedy może zrozumie i...
-... I uzna, że nie będziesz dobrym królem?- Nadim uniósł pytająco brew i parsknął cicho.- To chcesz powiedzieć?
-Po prostu raz jeszcze wszystko przemyśli i dojdzie do wniosku, że popełnia błąd!- odparł ze zdenerwowaniem mężczyzna.
-I tylko dlatego zamierzasz z nim o tym rozmawiać...?
-Nie, nie tylko dlatego. Chcę po prostu żeby... Chciałbym, żeby w pełni rozumiał moją sytuację- westchnął głęboko Amir, przecierając twarz dłońmi. Pomyślał sobie zaraz, że nikt nie zastanawiał się nigdy nad sytuacją Ludwika, nawet on sam. Ale czy to cokolwiek zmieniało? Czy fakt, że jego wuj nie chciał zasiadać na tronie i fakt, że nikt nie patrzył na jego potrzeby oznacza, że Amir ma być traktowany w dokładnie taki sam sposób? Ludwik nauczony własnym doświadczeniem mógłby zrozumieć, a gdyby zrozumiał, mógłby zauważyć, że jego siostrzeniec nie będzie szczęśliwy pełniąc tego rodzaju funkcję. Chociaż nie to zdawało się być w tej sprawie najbardziej istotne.
-Dlaczego tak bardzo boisz się bycia królem?- Nadim oczywiście nie rozumiał, bo i trudno było wymagać zrozumienia od kogoś, kto żyje w dziczy i zna jedynie pojęcie przywódcy, który pewnie zbyt wielu wyrzeczeń nie czyni dla swojej pozycji.
-Już ci powiedziałem...- mruknął Amir.- Nie będę dobrym władcą.
-Skąd możesz to wiedzieć, skoro jeszcze nim nie jesteś?
-Na litość bogów, Nadim! Może jeszcze nie zdajesz sobie sprawy, ale wasza „logika” nie zawsze pokrywa się z rzeczywistością! Nie wszystko trzeba sprawdzić na własnej skórze! Skąd wiesz, że nie byłbyś doskonałym ptakiem czy pierwszym latającym potomkiem wilków, skoro jeszcze nie skoczyłeś z góry i nie próbowałeś latać? Bo byś się roztrzaskał. Właśnie w tym rzecz. A ja mógłbym roztrzaskać nie tylko samego siebie, ale i innych.
Nadim zamrugał oczyma.
-Jesteś strasznie dziwny...- stwierdził, przyglądając się towarzyszowi.- Myślę, że byłbyś dobrym władcą.
-Bo jestem dziwny...?- prychnął z politowaniem Amir.
-Nie. Bo masz wątpliwości.
-Rzeczywiście! Każdy dobry władca powinien mieć wątpliwości!
-Tak sądzę.
-W ogóle się na tym nie znasz!
-Być może, ale Ludwik też na pewno je miał.
-Z innych przyczyn- odparł stanowczo mężczyzna.- A poza tym, Ludwik jest dobrym władcą.
-Mógłby nim nie być, gdyby wybrał co innego.
-Ale na całe szczęście nie wybrał i jest tam, gdzie być powinien! No co tak patrzysz, co?- zirytował się Amir, widząc nieco pobłażliwe spojrzenie kompana, którym raczył go już dłuższą chwilę.- Może i Ludwik miał wątpliwości, ale na pewno ma wiele cech, które czynią z niego kogoś odpowiedniego do sprawowanej przez niego funkcji. Ja ich nie mam. Wychował mnie, ale nie jesteśmy do siebie podobni. Wcale.
-Z tego co się zorientowałem, trochę was jednak łączy...- potomek wilków uśmiechnął się lekko.
Amir sapnął ciężko.
-To akurat nie jest zaleta, która ułatwiałaby władcy życie.
-Może.
-Na pewno.
-Gdyby każdy dobry władca musiał być dokładnie taki sam jak twój wuj, mielibyśmy albo cały świat złożonych z monarchów podobnych jemu, albo niemalże cały świat monarchów złych.
-A tak nie jest...?- zapytał z drwiną Amir, odnosząc się do drugiej kwestii.
-Nie sądzę. Poza tym czemu tak bardzo przed tym uciekasz?- Nadim pokręcił głową w wyrazie braku zrozumienia.- To jeszcze cię nie dotyczy. Twój wuj bardzo dobrze wygląda i radzi sobie na swoim stanowisku. Może minąć jeszcze dużo czasu, zanim zechce, byś go zastąpił.
-Nie zrozumiesz tego- stwierdził kategorycznie Amir. Nawet on do końca nie rozumiał. Lęk póki co sprawiał wrażenie irracjonalnego, ale nadal pozostawał lękiem. Trudno było wyrzucić z głowy niepokojące myśli, szczególnie, gdy historia tak wielu znała tyranów i okrutników, którzy, z początku, wcale nie chcieli być ani jednym, ani drugim.- Nie chcę rozczarować Ludwika i nie chcę, jednocześnie, być królem. I Hadrin... Bogowie, Hadrin...- westchnął znowu, przywołując w wyobraźni twarz brata.- Mam nadzieję, że wszystko z nim dobrze... Jak on sobie beze mnie radzi...?
-A dlaczego miałby sobie radzić źle?- zainteresował się Nadim.
-Jest słaby. Zawsze wpadał w kłopoty.
-Cóż...- znaczący i mało przyjemny uśmiech pojawił się na twarzy potomka wilków.
-Słaby fizycznie!- sprostował natychmiast Amir.- O co ci chodzi, co...?
-Twój wuj także nie jest silny, a jednak nie martwisz się o jego „wpadanie w kłopoty”.
-I cóż z tego...? Mój wuj jest królem, jak już chyba zdążyłeś się zorientować i ma do swojej dyspozycji straż, więc nie musi się niczego obawiać.
-Myślałem, że twój brat także ją ma...
Amir zacisnął wargi i spojrzał na Nadima wrogo. Żaden z nich z pomocy straży nie korzystał, nie było im to potrzebne. Hadrin nie chodził w miejsca podobne Trupiarni bez swojego brata, a Amir świetnie radził sobie sam, gdziekolwiek przebywał. Świetnie też wpadał w kłopoty i równie świetnie potrafił się z nich wyplątać, dostarczając sobie przy tym masę rozrywki. Hadrin natomiast był inny, spokojniejszy i nieskory do tego typu poczynań. Władca idealny!
-Do czego zmierzasz...?- zapytał w końcu, siląc się na spokój i nim potomek wilków zdążył odpowiedzieć, dodał- Mój brat jest dobrze wykształcony, lubiany przez arystokrację, typowany na przyszłego władcę, w dodatku ma do tego niewątpliwy talent i pewne cechy wspólne z Ludwikiem, których ja, niestety, nie posiadam.
-Więc dlaczego twój wuj nie wybrał jego?
-Jeszcze nie wybrał...- odparł cicho Amir, mając nadzieję, że skończy się to inaczej.- Ale myślę, że wybierze.
-A ja myślę, że twój wuj się nie myli- odpowiedział Nadim.- I że to nie fizyczna słabość twojego brata cię tak bardzo martwi.
I to zdanie rozpętało kolejną awanturę. Amir odwarknął, że Nadim wcale nie zna jego brata, na co potomek wilków odparł dumnie, że owszem, nie zna, ale zna już trochę Amira, a nawet trochę bardziej niż inni, co świadczy niewątpliwie o jego zmyśle obserwacji. Zirytowany mężczyzna odparł, że zmysł obserwacji jego kompana jest do niczego, skoro zauważył jego skłonności dopiero po tym, gdy ten prawie namiętnie się do niego przykleił. Nadim wybuchnął śmiechem i śmiał się dobrą chwilę, po czym oświadczył, że żadnych namiętności sobie nie przypomina, ale cała sytuacja „rzeczywiście była wyjątkowo zabawna”. Najwyraźniej jednak ich poczucie humoru nieco się różniło, bo pierwsza awantura okazała się ledwie subtelnym wstępem do kolejnej. A gdy już się pokłócili, co zresztą czynili regularnie i chyba wychodziło im to na zdrowie, potomek wilków zszedł na dół, pomagać jęczącej i słabnącej staruszce, a Amir został na górze.
Nie miał tu zresztą nic ciekawego do roboty. Przeklęty kryształ mógł być wszędzie, a jakby nie było go nigdzie. Ledwie chwycił w dłoń pozostałe odłamki, a te zaczynały drżeć, mocniej i słabiej. Przysłuchiwał się krokom staruszki na dole i pogodnej gadaninie Nadima, denerwując brakiem jakichkolwiek pomysłów co do tego, gdzie może znajdować się kolejny fragment. A raczej jak może się przemieszczać. Bo skoro nie miała go ta kobieta, to kto? Odłożył woreczek z powrotem do ich rzeczy i położył się, znużony tym wszystkim, aż w końcu przysnął.
-Amir...- niedługo później został zbudzony przez swojego towarzysza, który dotknął jego ramienia. Spojrzał na potomka wilków nieprzytomnie- Chodź, znalazłem coś.
-Co...?- mruknął mężczyzna, podnosząc się powoli na nogi.
Nadim tylko kiwnął głową w kierunku schodów i zszedł po cichu na dół. Jego kompan powlókł się za nim, niezbyt subtelnie. Potomek wilków przyłożył palec do ust i dodał półgłosem, że staruszka zasnęła i nie należy jej budzić. Amir stanął mocno na ostatnim ze stopni, stwierdzając posępnie, że na jego sen nikt aż takiej uwagi nie zwraca. Między schodami, a jedną ze ścian, znajdowało się wąskie przejście. Mężczyzna widział je wcześniej, ale nie sądził, by cokolwiek tam było. Przecisnął się jednak przez nie tuż za Nadimem i na samym końcu, pod schodami właściwie, dostrzegł tkwiącą w podłodze klapę, zamkniętą na kłódkę. Spojrzał na kompana z lekkim zdziwieniem, po czym obaj klęknęli obok niej. Amir próbował ją unieść, a stare drewno jęknęło głucho, ale trzymało się solidnie na miejscu. Kazał potomkowi wilków zaczekać i sam poszedł na dół, po fragmenty kryształu. Przystawione do klapy nie wykazywały większej aktywności.
-Jak myślisz, dokąd to prowadzi?- zapytał Nadim.
-Nie wiem- Amir wzruszył ramionami, nachylając się niżej.- Może do piwnicy... Pewnie czegoś takiego.
-Ale chyba kryształu tam nie ma...- westchnął potomek wilków, rozczarowany.
Amir nie był tego wcale taki pewien, ale nim zdążył odpowiedzieć, usłyszał coś dziwnego. Jakiś huk albo uderzenie dochodzące z dołu.
-Słyszałeś...?- szepnął do towarzysza, zdumiony.
Nadim przyłożył ucho do klapy, nasłuchując.
Amir uczynił to samo. I zaraz dotarło do niego donośne stukanie a chwilę później szuranie, jakby ktoś drapał paznokciami w drewno od drugiej strony. Mężczyzna zmarszczył brwi.
-Słyszysz...?- zapytał znowu.
-Co takiego...?
-Tam ktoś chyba jest...- Amir uderzył lekko ręką w klapę. Wszystko ucichło na chwilę, ale zaraz odpowiedziało mu takie samo uderzenie.- Tam ktoś jest...- powtórzył, coraz bardziej zdziwiony.
-Skąd wiesz...?
-Posłuchaj... Nie słyszysz...?
Potomek wilków wyprostował się i wzruszył bezradnie ramionami, kręcąc głową.
-Trzeba to otworzyć- stwierdził stanowczo Amir, szarpnąwszy za kłódkę, ale nie udało mu się jej wyrwać.
-Co ty robisz... Nie można tak. Trzeba najpierw zapytać tej kobiety...
-A ten człowiek na dole...?
-Skąd wiesz, że jest tam jakiś człowiek?
-Naprawdę nie słyszysz?- prychnął ze zdenerwowaniem mężczyzna. Znowu dochodził do niego odgłos drapania. Nadim spoglądał na niego, wyraźnie zdezorientowany.- Przecież wyraźnie słychać szuranie! Coś się tam rusza!
-Ale człowiek...?- potomek wilków patrzył na niego bez zrozumienia.- Jeśli to tylko szuranie, to może to zwykłe szczury albo jakieś inne zwierzę... Poza tym, ja nic nie słyszę.
Amir zatrzymał się, przyznając towarzyszowi rację. Szczury. No tak, to mogły być szczury. A jeśli nie...?
-Kryształu chyba i tak tam nie ma...- westchnął Nadim, wstając.
-Myślę, że jest- odparł Amir. Kompan posłał mu pytające spojrzenie.- Nie zauważyłem go nigdzie w domu, a gdzieś być musi.
-Ale przecież kryształy...
-Nie wiemy, co jest na dole. To może być piwnica, ale równie dobrze... To mogą być jakieś korytarze... Albo tunele...- tunele czy podziemne korytarze w domku, w lesie, wydawały się czymś niepotrzebnym i właściwie niepraktycznym, ale licho wie, co się czaiło w tym miejscu. A gdziekolwiek były fragmenty, tam i licho było, więc wszystkie możliwości wydawały się równie prawdopodobne.- I może ktoś rzeczywiście tam jest... A jeśli tak, to wtedy wszystko byłoby jasne. No tak!- teraz wydawało się to Amirowi zupełnie oczywiste.- Dlatego kryształ tak reaguje! Ktoś... albo coś... może tam być. I się przemieszczać. Pod domem. I ma kolejny fragment.
Nadim skinął ostrożnie głową.
-To by wiele wyjaśniało- stwierdził.

-Nic tam nie ma...- odpowiedziała staruszka, wyraźnie zdziwiona faktem, że goście pytają o tę klapę. Westchnęła ciężko i podtrzymywana przez Nadima, usiadła w końcu na krześle, sapiąc głośno i zbierając siły na kolejne słowa- Na dole jest małe pomieszczenie, zupełnie puste.
-Co to za pomieszczenie?- zapytał Amir.
-To miało być coś w rodzaju spiżarni...- wyjaśniła staruszka, zbłąkanym wzrokiem spoglądając to na twarz potomka wilków, to drugiego mężczyzny.- Mój syn ją zbudował... W sam raz do trzymania mięsa...
-Jest pani pewna, że to tylko spiżarnia...?- Nadim usiadł obok niej.- A nie jakieś... korytarze albo tunele...?
Amir posłał mistrzowi dyplomacji pełne politowania spojrzenie.
-Korytarze...? Tunele...?- staruszka uniosła brwi w geście zaskoczenia, po czym nie słysząc wyjaśnień ze strony żadnego z gości, pokręciła głową.
Nadim westchnął głęboko, rozczarowany i spojrzał na kompana tak, jakby chciał mu przekazać, że muszą szukać dalej.
-A klucz...?- zapytał Amir, nie dając za wygraną.
-Klucz...?
-Klucz do kłódki. Chcielibyśmy zajrzeć do środka.
-Klucza nie ma, już od dawna... Zgubił się gdzieś... Może syn go zabrał, nie wiem... Po co chcecie tam wchodzić...? Naprawdę zupełnie nic tam nie ma.
Rzeczywiście, wersja z korytarzami i tunelami brzmiała cokolwiek absurdalnie, co nie zmienia faktu, że Amir coś słyszał. I że były to dźwięki dziwne, nawet biorąc pod uwagę opcję ze szczurami. Z drugiej strony, gdyby byli tam ludzie, raczej daliby mu bardziej oczywisty znak, że się tam znajdują zamiast stukać. Ale kryształ musiał gdzieś być.
-Jak daleko jest to miasto, do którego udał się pani syn?- zapytał kobiety Nadim, najwyraźniej bardziej pochłonięty tą sprawą, niż szukaniem jakiegoś tam, jakże przecież nieistotnego odłamka, służącego do pokonania jeszcze bardziej nieistotnego demona, który przecież nie tak dawno jedynie omal nie doprowadził do ich zagłady.
-Nie wiem... Minęło wiele lat, odkąd ostatni raz stąd wyszłam- odpowiedziała staruszka.
-A może jest tu inna osada albo wieś? Nikt pani dotąd nie odwiedzał?
-O, czasem znajdują się tacy dobrzy ludzie jak wy...- staruszka uśmiechnęła się do swoich gości z autentyczną wdzięcznością.- Było ich trochę swego czasu, ale... Któż ma czas zostać ze schorowaną kobietą...?- pokręciła głową, wzdychając płaczliwie.- Wszyscy chcieli mnie tutaj zostawić, skazać na straszną śmierć, na głód... Straszna jest śmierć z głodu...- powiedziała z przejęciem. Potomek wilków skinął głową. Kobieta uśmiechnęła się do niego raz jeszcze i drżącą dłonią chwyciła go za rękę.- Ale wy teraz jesteście... Nie zostawicie mnie tutaj samej, prawda...? Zaopiekujecie się mną...
-Nie możemy zostać- odparł stanowczo Amir, nawet nie spoglądając w stronę kobiety, zajęty raczej zastanawianiem się nad tym, gdzie szukać kolejnego fragmentu.- Mamy swoje sprawy.
Kobieta cofnęła dłoń i odwróciła wzrok, zawiedziona.
-Ale pomożemy pani!- zapewnił ją prędko Nadim.- Możemy zaprowadzić panią do jakiejś wioski albo osady...
-Nie, nie... Dziękuję, ale nie...- uśmiechnęła się gorzko, kręcąc głową.- Nie zostało mi wiele czasu... Nie, nie mogę opuścić tego miejsca, to pewne... Muszę czekać na syna.
-Więc gdy tylko znajdziemy jakąś wioskę, poprosimy, by ktoś do pani zajrzał.
-Nie ma takiej potrzeby, dziękuję, nie trzeba.
Nadim zapewnił, że tak czy inaczej, to właśnie uczyni, po czym przeprosił staruszkę i wyszedł. Amir ruszył w ślad za nim, ale zatrzymał się w przejściu i obejrzał na kobietę, zamyślony.
-Czy ktoś tam jest?- zapytał.
Zamarła w bezruchu, po czym przeniosła na niego zdumiony wzrok.
-W tym pomieszczeniu- wyjaśnił spokojnie mężczyzna.- Czy ktoś tam jest?
Staruszka nie odpowiadała dłuższą chwilę, wpatrując się w niego dziwnie.
-Nie- odpowiedziała w końcu.- Kto miałby tam być...?
Amir nie znał odpowiedzi. Uśmiechnął się więc jedynie do kobiety i wyszedł, odnajdując na zewnątrz swojego towarzysza.
-I co teraz...?- Nadim spojrzał na niego pytająco.
-Trzeba to otworzyć i zajrzeć do środka.
-Bez jej pozwolenia...?- potomek wilków pokręcił głową.- Poza tym przecież mówiła, że to tylko spiżarnia. Poszukajmy gdzie indziej.
-Trzeba to sprawdzić chociażby dla świętego spokoju- stwierdził z pełnym przekonaniem Amir.
Potomek wilków zgodził się z nim, chociaż stwierdził, że należy to zrobić raczej w „bardziej odpowiednich okolicznościach”, żeby nie niepokoić starszej pani bez potrzeby. Widać było, że nie bardzo wierzy, by rzeczywiście odłamek mógł się tam znajdować. Amir miał iść z nim do lasu, ale zmienił zdanie i po chwili drogi zawrócił z powrotem do chatki. Staruszka siedziała jeszcze przy stole. Gdy pojawił się wewnątrz domku, wyjrzała za nim z czymś na kształt obawy. Przedostał się do klapy. Klęknął obok niej, zupełnie jak wczoraj, nachylił się i nasłuchiwał. Czekał długo, ale tym razem nie usłyszał niczego, żadnego choćby szmeru, nie mówiąc już o skrobaniu czy stukaniu. Nadim musiał mieć rację. Pewnie były tam szczury, chociaż szczury w pustej spiżarni zapewne nie żyłyby długo. Śmierć z głodu, jak mówiła stara, musi być potworna, nawet dla szczurów. A może nic tam nie było...? W końcu Nadim nie słyszał tego, co jego towarzysz, a zazwyczaj słyszał o wiele więcej. A Amir był wtedy senny i zmęczony. Mogło mu się wydawać. I póki co wszystko na to wskazywało.
Wieczorem, przed snem, po raz kolejny rozmawiali ze sobą na temat kryształu. Nadim uważnie szukał w całej chatce, ale nie znalazł zupełnie niczego. Amir stwierdził, że może trzeba będzie rozebrać wszystko na części i sprawdzić dokładnie czy odłamek nie tkwi w jakimś przedmiocie albo w ścianach. Nadim z niewiadomych przyczyn uznał to za żart. Mężczyzna wcale nie żartował. Położył się, sięgnął po woreczek, który zatrząsł się charakterystycznie w jego dłoniach. Westchnął głęboko. Głupi demon. Nie mógł stworzyć czegoś łatwiejszego w obsłudze? Miał moc, żeby wskrzesić armię i wynieść na tron psiego tyrana, a odwalił fuszerkę tworząc coś rzekomo tak potężnego. Amir nie widział tej potęgi. Ot, kamyki, które czasem podrygiwały, co było, owszem, ciekawe, ale nic poza tym. Gdzie ta wielka moc? I gdzie ten demon, do licha? Chyba powinien już tu być i próbować ich wodzić na pokuszenie czy co tam demony zazwyczaj robią. Właściwie nawet nie wiedział, co dokładnie robią, prócz sympatyzowania z ogoniastymi tyranami, ale ten jeden miał niewątpliwy powód, by się nimi zająć. A skoro posiadał tak ogromną moc, mógł to uczynić szybko i bez zbędnego kłopotu. Wybrańcy! Phi! Nie zdziwiłby się wcale, gdyby cała ta historyjka okazała się jednym, wielkim wymysłem, a kryształ niczym więcej, jak tylko kawałkami bezwartościowego kamyka, których jedyną zaletą było to, że wyczuwały się wzajemnie w jakiś podejrzany, nie do końca zrozumiały, ale właściwie nieistotny sposób.
Usłyszał na dole czyjeś kroki. Zamarł na chwilę, przysłuchując się im uważniej i zastanawiając, dokąd wybiera się staruszka, choć jak na staruszkę, kroki były dość żwawe. Później doszedł do niego inny odgłos, coś jak uderzenie, nie był pewien. Kroki ucichły. Szuranie. Tak, teraz wyraźnie słyszał szuranie, jakby ktoś ciągnął coś ciężkiego po podłodze. I trzask otwieranych drzwi. A może to nie były drzwi...? Kolejny trzask.
-Mógłbyś już wreszcie przyjść po mnie...- usłyszał pełen pretensji głos.- Strasznie mi zimno...
-To się nakryj, durniu- odparł z poirytowaniem, przewracając się na drugi bok.
-Mhh...?- Nadim mruknął coś nieprzytomnie.
-Nakryj się- powtórzył Amir, nieco głośniej.- Zamiast gadać, że ci zimno...
-Nie mówiłem, że jest mi zimno...- odpowiedział sennie potomek wilków, a Amir podparł się na przedramionach i spojrzał na niego ze zdumieniem.- Właściwie to nic nie mówiłem...- dodał Nadim, przetaczając się na drugi bok i zaraz znowu spał.
Mężczyzna odłożył woreczek z kryształami i rozejrzał się uważnie po pomieszczeniu, cokolwiek zaniepokojony. Nie zauważył niczego ani w pobliżu, ani na schodach. Przełknął ślinę i położył się, stwierdzając przed samym sobą, że pewnie to mu się tylko śniło. Nie przyniosło to jednak oczekiwanego spokoju i chwilę jeszcze to kładł się, to podnosił znowu i rozglądał wokół siebie ciut podejrzliwie, żeby nie powiedzieć panicznie, by upewnić się, że nic nie kryje się w ciemnościach. Wreszcie zdenerwowany tym wszystkim, przysunął się bliżej towarzysza, niemalże przylegając do niego ciałem i wsłuchany w jego spokojne bicie serca, usnął w końcu.
Nazajutrz Amir już był przekonany, że z feralną klapą trzeba coś zrobić, choćby pod nią rzeczywiście znajdowała się pusta spiżarnia ze stadem wygłodniałych szczurów. Nadimowi o tym nie powiedział i wolał, za jego wcześniejszą poradą, poczekać na odpowiedni moment, kiedy to staruszka wyjdzie, a potomek wilków bohatersko ruszy jej na pomoc. Rano zasiedli do śniadania. Kobieta kroiła nożem słabo dopieczone mięso, rozdzielając jego duże porcje pomiędzy gośćmi, a sama zasiadła za stołem, z niemalże pustym talerzykiem. Uśmiechnęła się do mężczyzn, kiwnąwszy głową, jakby życzyła im smacznego. Amir głodny jak diabli, ale odrobinę zniesmaczony (wuj zawsze powtarzał mu, że w głodzie człowiek nie wybrzydza, aczkolwiek jego, jak widać, trzymały się wciąż zwyczaje królewskie), ledwie skubnął posiłku i zaraz przyglądał się, trudno powiedzieć, czy bardziej z podziwem, czy zdumieniem, potomkowi wilków, któremu jak zwykle jakość jedzenia była zupełnie obojętna.
-Może gdyby otworzyła pani spiżarnię, upolowałbym więcej- powiedział.- Mogłaby pani trzymać tam to wszystko przez jakiś czas, gdy my już pójdziemy...
Staruszka uśmiechnęła się tylko.
-Czy mógłbyś przynieść jeszcze czegoś na opał, proszę...?- zwróciła się w pewnym momencie do potomka wilków, dotykając jego dłoni. I Nadim, i Amir, jednocześnie skierowali wzrok w kierunku leżącego przy kominku drewna. Było go wystarczająco dużo.- Tylko trochę... Żebym czuła się spokojniejsza... Proszę...
-Oczywiście- zgodził się Nadim, uśmiechając serdecznie i jak zwykle prezentując wyjątkowy wprost poziom czegoś, co podobno nazywa się dobrocią, a Amir wolał to określać mianem naiwniactwa.
Wstał od stołu i posłał swojemu towarzyszowi dziwne spojrzenie, po czym wyszedł. Amir uznał, że ten po prostu zamierzał go poprosić o towarzystwo, ale nie bardzo chciało mu się o tej porze spacerować w cieniu drzew z ględzącym Nadimem, więc z dwojga złego, wolał już posiedzieć przy staruszce, która zazwyczaj nie odzywała się do niego wcale.
-Kiedy odejdziecie...?- zapytała, spoglądając na niego pytająco.
-Niedługo- odparł Amir.- Nie wiem jeszcze dokładnie, ale mamy pewne...- umilkł, bo zdawało mu się, że nie słyszał do tej pory, by Nadim otworzył czy zamknął drzwi. Zmarszczył brwi i nasłuchiwał jeszcze chwilę. Dotarł do niego jakiś trzask. Nieco zdziwiony, kontynuował- … mamy pewne sprawy do załatwienia, nie cierpiące zwłoki. Wkrótce jednak powinniśmy sobie z nimi poradzić.
-Ach, tak...
Przez kilka minut siedzieli obok siebie w krępującej dla mężczyzny ciszy.
-Mógłbyś dorzucić drewna do kominka...?- zwróciła się do niego z prośbą staruszka- Bardzo proszę...
-Przecież się pali...- zauważył Amir, spoglądając na nią bez zrozumienia.- Poza tym jest dzień, w dzień jest tu dość ciepło, nie lepiej palić tylko w nocy...?
-Bardzo proszę- powtórzyła starsza pani.
Mężczyzna wzruszył ramionami i wstał. Klęknął obok kominka i zaraz dorzucił do niego czegoś na opał, obserwując przez chwilę tlący się ogień. Kobieta wstała i stanęła za nim, chwytając kawałek drewna. Amir chciał zapytać, czy powinien go jeszcze wrzucić, gdy usłyszał krzyk towarzysza dobiegający z wnętrza domu:
-Amir!
Odwrócił na chwilę głowę, ale w tym momencie poczuł mocne uderzenie plecy. Chwycił się rozpaczliwie za kamienną ramę kominka, gdy staruszka z całej siły, która okazała się znacznie bardziej imponującą niż można było przypuszczać, zdzieliła go po raz kolejny.
-NADIM!- zawył, widząc przed sobą płomienie i z całej siły opierając się na dłoniach.
-Właź... Właź tam, ty łajzo...- syknęła gniewnie kobieta, usiłując wepchnąć do go do środka i jednocześnie uderzając go w rękę.
Amir krzyknął z bólu, ale nie cofnął jej. Zaraz usłyszał kroki towarzysza i ten wbiegł do pomieszczenia. Chwycił kobietę od tyłu i odciągnął ją kawałek dalej. Staruszka nadal krzyczała coś wściekle. Mężczyzna odsunął się od kominka i wstał powoli, oddychając głęboko, zaskoczony całą sytuacją. Nie był to jednak koniec. Babcia wyrwała się Nadimowi i rzuciła w kierunku stołu, by zaraz rzucić się na niego z nożem. Nadim uchylił się i niezbyt ostre narzędzie jedynie zahaczyło o ścianę. Amir szarpnął staruszkę i cofając się przewrócił stół, obok którego upadli oboje, w szamotaninie.
-Chcesz żebym umarła tu z głodu!- krzyczała kobieta, drapiąc go po twarzy.- Wszyscy tego chcecie, zostawić mnie na pewną śmierć, pozwolić mi umrzeć, nie będzie tak... Nie!
I nagle zamarła w bezruchu. Krew wypłynęła jej z warg. Zachwiała się i upadła na bok, ze sztyletem Nadima wbitym głęboko w plecy.
-Jesteś cały...?- zapytał potomek wilków, nachylając się do towarzysza i dotykając jego ramienia.
Amir pokiwał niemrawo głową.
-Tak... Tak...- mruknął, wpatrując się w zwłoki kobiety bez zrozumienia.
-Nie uwierzysz, co znalazłem- powiedział Nadim, wyciągając swoją broń.
-Dzisiaj uwierzę we wszystko- odparł bez wahania Amir.
Upewniwszy się, że kobieta nie żyje, potomek wilków poprowadził go do przejścia, prowadzącego do spiżarni. Zeszli w dół, pod ziemię. I rzeczywiście, pomieszczenie okazało się niczym więcej, jak tylko spiżarnią. Spiżarnią, w której znajdowały się cztery ludzkie ciała, w tym jedno obdarte prawie do nagiej kości.
-Myślisz, że jedno z nich należy do jej syna?- zapytał Nadim.
-Nie wiem...- odparł niechętnie mężczyzna.- Nie chcę wiedzieć. Idź do niej, a ja...- odetchnął głęboko.- Ja pójdę po kryształy.
I tym razem problemu nie było. Amir został doprowadzony przez fragmenty prosto do pomieszczenia, w którym leżała kobieta. I to na nią reagowały tak mocno, jak zresztą, na początku, przypuszczał. Nadim spojrzał na niego ze zdziwieniem.
-I co teraz...?- zapytał niepewnie.
-Sam wiesz... Sprawdź- odmruknął Amir i odwrócił się do towarzysza plecami, krzywiąc się pod nosem.
Nadim był jednak istotą, której obrzydzenie było obce i miał stosunkowo niewielkie opory przed czymkolwiek, więc nawet rozebranie i przeszukanie ubrań martwej kobiety nie stanowiło dla niego problemu.
-Nic nie ma- stwierdził.- Więc gdzie jest...?
Amir zwrócił się w stronę towarzysza. Ich spojrzenia spotkały się.
-Chyba nie myślisz, że...- zaczął potomek wilków, ale zaraz umilkł, cofając się nieco.
Mężczyzna westchnął ciężko.
-Dawaj- mruknął, zabierając kompanowi sztylet.
-Naprawdę sądzisz, że mogłaby zjeść...- rzucił znowu Nadim i po raz kolejny uciszył się, tym razem gdy tylko Amir, nie bawiąc się w zbytnie subtelności, najpierw rozciął pionowo brzuch kobiety, a później zrobił poziome nacięcie, tym razem w okolicach podbrzusza. Wiedza anatomiczna nie była wiedzą odległą ani tajemną w miejscu, z którego pochodził, choć zgłębianą jedynie przez medyków, a co za tym szło, Amir miał o tym niewielkie pojęcie. Zresztą jakakolwiek wiedza, którą nabywało się w sposób teoretyczny a nie praktyczny, wydawała się zawsze mężczyźnie zbędna i kłopotliwa. Czyniąc to, co czynił, stwierdził to, do czego doszedł już dawno. Wnętrze człowieka było obrzydliwe. A bogowie naprawdę się nie postarali, co zresztą dowodziło tylko jednego – że zupełnie tak jak ludzie, koncentrowali się tylko na tym, co widoczne. Ewentualnie, że byli wszystkim, a więc także wnętrznościami i krwią, którą Amir pobrudził się prawie po łokcie. Nadim patrzył na niego cokolwiek potępiająco, ale nie odezwał się ani słowem. A gdy wreszcie mężczyzna znalazł to, czego szukali, wszystkie wątpliwości odeszły na bok. W ściankę żołądka, o czym Amir miał jednak mgliste albo i jeszcze mniejsze pojęcie, wbity był odłamek kryształu. Mężczyzna wyjął go i obejrzał w dłoni.
Popatrzyli po sobie.
-I co teraz..?- Nadim spojrzał na towarzysza pytająco.
Amir pokręcił tylko głową. Cofnął się i zaraz usiedli obaj pod ścianą, zmęczeni sytuacją.
-Myślę, że to czas, żebyś ty zaczął nosić kryształy- stwierdził mężczyzna, zerkając na kompana.
Potomek wilków parsknął cicho.
-Nie ma mowy. Doszedłem do wniosku, że jednak tobie wychodzi to znacznie lepiej.
-Ach, tak...- Amir uśmiechnął się pobłażliwie.
-Powinniśmy stąd iść.
-Jeszcze nie. Trzeba zająć się ciałami.
-Pochować...?
-Nie. Zjeść.
-Widzę, że poczucie humoru dopisuje ci bez względu na okoliczności...
I tak siedzieli obok siebie, przy tlącym się w kominku ogniu, ubrudzeni krwią, w towarzystwie zwłok leżących nieopodal, na podłodze, i gromadą trupów pod nią.
Nie ma to jak odpoczynek w przyjemnej atmosferze.

13 komentarzy:

  1. Anonimowy11:20 PM

    Ha! Wiedziałam, że Ludwik też jest homo. Ale romans z Canisem? Co za zaskoczenie!
    Znowu nasycasz tą spaczoną część mnie krwawą historyjką w tle. Ach, te zabójcze staruszki, istna śmierć o lasce :D
    Amir, Ty kłamco! Powiedzieć Nadimowi, że nie jest w jego typie...
    Ciekawi mnie sprawa tego głosu, który słyszał Amir i myśląc że to Nadim się zwraca do niego. Cóż wygląda na to, że im dłużej ma styczność z kryształami i im więcej ich ma, tym większy mają na niego wpływ.
    Kolejna rzecz- powściągliwość Nadima, gdy był zapytany o jakiś znajomych homoseksualistów w stadzie. Znając jego usposobienie to całkiem możliwe, że już być może otarł się (dosłownie również)o tego typu praktyki seksualne. Tylko dlaczego tak niewiele chciał powiedzieć?
    Z każdym nowym rozdziałem widać, jak tych dwoje się 'dociera'. Fajnie, że czytelnik może zajrzeć w ich relacje od środka, mam tu na myśli sporo dialogów, często z osobliwą tematyką.
    Eh. Naprawdę polubiłam tych dwoje :)

    A teraz trochę z innej beczki:
    jako, że zbliża się nieuchronnie TEN czas, życzę Ci, żeby egzaminy poszły Ci śpiewająco, żeby jeśli już pojawi się stres, to żeby był mobilizujący i żebyś natrafiła na zadania z tych działów, które znasz najlepiej. O. I jeszcze, żeby nic pobocznego Cię nie rozpraszało, czyli zdrowego snu i żadnych wypadków losowych.

    Pozdrawiam i życzę weny,
    Cannum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale trafiłaś z tymi życzeniami, bo akurat z moim snem nie jest najlepiej ;D. Ale dziękuję ci bardzo i właściwie życzę dokładnie tego samego. Zresztą jestem pewna, że sobie poradzisz i wszystko będzie dobrze, a nawet lepiej.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Anonimowy9:32 AM

      Heh. Życzenia trafne, bo znam temat z autopsji ^^
      Nic mi nie mów o snach. Nie dość, że od jakiegoś miesiąca walczę z przyzwyczajeniem się do nowego miejsca spania, co średnio mi wychodzi, to jeszcze mam głupie sny.
      Przykładowo: idę na maturę z biologii, komisja mi mówi, że zostałam przeniesiona na egzamin z PO, dostaje broń do ręki i mam zaliczyć zadania na poligonie na czas O.o

      Cannum

      Usuń
    3. Na szczęście takich snów nie mam :D. Może dlatego, że nie stresuję się zbytnio maturą, chyba wyczerpałam zapasy stresu w zeszłe wakacje i zamiast się mobilizować, zaczynam mieć podejście w stylu: "Oj tam, oj tam, to tylko matura...". Jedynie ten ustny polski mnie drażni, ale to dlatego, że nie lubię takich spraw, a przede wszystkim wydaje mi się bezsensownym wymysłem.

      Usuń
    4. Anonimowy10:58 AM

      Tak, do polskiego ustnego mam podobny stosunek.
      U mnie byłoby dobrze, żebym sobie tak na ambicje nie wjechała. Już jak szłam do liceum to cisnęłam samą siebie, a później trafiłam do takiej klasy, gdzie się wszyscy nakręcali i wyszło, że wszyscy zaczęli utrzymywać wysoki poziom- co nie znaczy, że to grupa nudziarzy, oj nie :D
      Ale ogólnie to ja jestem dosyć spokojna, jak nie w tym roku, to w następnym się uda. Z resztą, już chyba każdy ma to luźne podejście do egzaminów. Przynajmniej w moim otoczeniu tak się dzieje.
      Sny mam często porąbane. Freud miałby się nad czym głowić ;)

      Cannum

      Usuń
  2. Odkąd znaleźli tą klapę w podłodze miałam przeświadczenie, że będą tam jakieś zwłoki. Przy tym obstawiałam raczej, że to będzie ciało jej syna, no ale cóż.

    "-Wiesz... Nie chciałbym ci robić przykrości, ale nie jesteś w moim typie...- powiedział w końcu z rozbawieniem.
    Jego kompan zachichotał, a następnie dotknął swojej klatki piersiowej i szepnął z przejęciem:
    -Ach, łamiesz moje serce...!"
    Ten moment tak mnie rozbawił, że moja rodzicielka zwątpiła już doszczętnie w moje zdrowie psychiczne :3

    Co ja mam Ci powiedzieć Silencio? :< Moje komentarze są tak schematyczne, tak nudne, tak pełne słów mojego uwielbienia do Twojej osoby, że już dawno chyba przekroczyły granice dobrego smaku... Ale co mi tam :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy1:17 PM

    podejrzewałam Ludwika & Canisa XD
    martwię się o przyszłość Młodszej Pary. tymczasem sytuacja teraźniejsza się stabilizuje, jak widzę.
    miałam nadzieję, ze kiedy otworzą wreszcie piwnicę [swoją drogą czemu aż tyle zwlekali?! chyba faktycznie te historie o ludziach pogrzebanych żywcem, którym nikt nie pomógł mimo ze słyszeli... stosują się w tutaj], choć jedna osoba będzie jeszcze żywa D: i najlepiej żeby była tam tylko jedna D: D:
    jedli ludzkie mięso na śniadanie? DX

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy4:43 PM

    Ludwik i Canis?! Ludwik jest gejem? Zatkało mnie. Ale ich historia niesamowita. Wzruszyłam się troszkę. Rozdział piękny jak zwykle i kocham chaos i Theodora i w ogóle... Ale ty do nauki się bierz! Za rok będzie trudniej. A jak nie zdasz, albo ci źle pójdzie to będę miała wyrzuty sumienia! :[ Zresztą co ja mówię? Sama zamiast zgadywać objętość kuli wpisanej w czworościan i dlaczego w Neapolu są wąskie ulice czytam twojego bloga! xD Straszne i piękne. W każdym razie nie bierz ze mnie przykładu i zwolnij! A tak w ogóle to przez te staruszki nie mogę już czytać tego opowiadania ani po ciemku, ani z pełnym żołądkiem... ;/ Ale wreszcie coś się między nimi dzieje. Śmiałam się z Nadimem. :D A to jak Amir nie mógł się domyśleć o co chodzi z wujem i Canisem, po prostu słodkie. <3
    Anemic

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy8:02 PM

    ahhh Anonimowy sobie coś przypomniał.

    świat, który przedstawiasz, jest dziwny. w sensie niepokojący. w sensie strasznie dużo w nim ukrytego zła i ludzi, którzy nie myślą 'normalnie'. to jakieś.... zanieczyszczenie spowodowane kryształem? bo skojarzyło mi się ze światem z którego uciekała woda w 2giej czy 3ciej części Ziemiomorza leguin [nie znam za dobrze; tej z Arrenem-Lebannonem. i to i tak nie jest ważne.]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostawiam dowolność interpretacji, jak zawsze, ale z czasem, mam nadzieję, co nieco się na ten temat wyjaśni ;).

      Usuń
  6. Ludwik i Canis byli razem. Tego się nie spodziewałam. Smutna jest ich historia. Mam nadzieję, że Amir i Nadim nie podzielą ich losu i będą mogli być razem na zawsze. Liczę, że obaj pokonają wszystkie uprzedzenia i pokażą, że dwie kochające się istoty mogą być razem. :D

    Oni mają szczęście do staruszek. Od następnej będą uciekać gdzie pieprz rośnie, nawet jak będzie tą dobrą.
    I te głosy, które słyszy Amir. To co pochodziło niby z piwnicy jest niepokojące. Sądziłam, że ta staruszka zamknęła tam syna, który jest jakimś potworem i go tam więzi. Czyżby te kryształy coś budziły w Amirze, a może ten głos pochodzi od kogoś, kto potrzebuje pomocy lub chce obu uwięzić, żeby dalej nie szukali. Przecież ten demon będzie stawiał im przeszkody na drodze. A może już stawia.
    Uwielbiam rozmowy Amira i Nadima, a teraz poruszają temat "upodobań". Szczególnie jak nocą leżą obok siebie, a ja czekam na kolejny pocałunek. :D
    I śmiać mi się chciało, że to Amir zaczął unikać swego towarzysza. Nawet do snu zakładał koszulę. A zazwyczaj jest na odwrót.
    Marzy mi się powtórka z tego erotycznego snu, jak Amir ocierał się o Nadima. Teraz to by chyba spalił się ze wstydu, a może Nadim pomógłby mu ugasić ogień. Zżera mnie ciekawość, czy potomek wilków zawsze sypiał tylko z kobietami. Może miał przygodę z mężczyzną. Ale wiem, że wszystko się okaże w swoim czasie. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy8:31 PM

    Ludwik... Nie sądziłam, że ta postać może w sobie coś więcej skrywać, że Ty coś więcej z niej wyciągniesz... Po raz kolejny pozytywnie zaskakujesz.
    To cudowne uczucie, gdy się wie że już niebawem dowiemy się co jest dalej.;) bardzo szybko piszesz, niesamowicie :)
    Pozdrawiam,
    J.

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy2:20 AM

    Wlasnie jadlam ... i nagle piszesz mi o trupach XD XD jaaakie szczescie ze nie zwrociłam tego z powrotem :)
    Pozdrowienia Karo :D

    OdpowiedzUsuń