Strony

sobota, 5 maja 2012

~ 12 ~ [Gabriel]

Gabriel zakopał się pod kołdrą, wstrzymując oddech na dłuższą chwilę i zaciskając powieki. Przypominały mu się czasy dzieciństwa, tuż po śmierci ojca. Za każdym razem, gdy budził się rano, robił dokładnie to samo, jakby mając nadzieję, że w pewnym momencie umrze, tak po prostu, bezboleśnie, bezproblemowo, że zabraknie mu tchu i najzwyczajniej w świecie zaśnie, nie budząc się już więcej. Nigdy nie wytrzymywał. Odetchnął wreszcie. Gdyby tylko mógł, nie wyszedłby stąd już nigdy. Nie chciał nikogo oglądać, nie chciał się z nikim spotykać, a już na pewno nie z Kevinem czy Tomem. Na samą myśl o nich poczuł w sobie gniew i rozgoryczenie. Przecież mieli być jego przyjaciółmi...! Nawet, jeżeli Tom nigdy nie zasłużył sobie na to miano, to przecież Kevin na początku traktował go dobrze... Kłamstwo, potworne kłamstwo, najgorsze ze wszystkich kłamstw, bo dające nadzieję i łudzące! Od początku chciał go skrzywdzić, wykorzystać, oni wszyscy chcieli! Damon miał rację, żaden z nich nigdy nie potrafił go zrozumieć. Mieli go za wariata, szaleńca, rozchwianego psychicznie i niegodnego uwagi... Ale to oni byli szaleńcami! Ślepymi szaleńcami, którzy nie widzieli tego, co on! Którzy nie byli w stanie tego dostrzec! Ta myśl wywołała w nim jakąś trudną do wyjaśnienia radość i satysfakcję. W końcu to on był wybranym. W końcu to do niego Damon przyszedł. Nie powinien się więc nimi przejmować, ale nie potrafił przestać. Z jednej strony nieustannie wracał myślami do demona, powtarzał sobie, że ten jest dla niego najważniejszy, że koncentruje się wyłącznie na nim, na jego bliskości, miłości, a z drugiej nie był w stanie oderwać się od tego wszystkiego, co go otaczało. Nie potrafił zapomnieć ani słów Toma, które raniły go równie mocno, jak w chwili, gdy je słyszał, nie potrafił też zapomnieć spojrzenia Kevina, wtedy, w klasie, gdy usiłował go przeprosić, jego chłodu, obojętności, gniewu... Ale czy miał rzeczywiście prawo się na niego złościć? Czuć urazę? Słyszał w swojej głowie ten boleśnie prawdziwy głos, który powtarzał mu na okrągło, że Kevin jest tylko zdrajcą, że go wykorzystał, że tak naprawdę nigdy nie był jego przyjacielem i chciał mu zrobić krzywdę... Ale w ślad za tym głosem, podążał inny, który mówił coś zupełnie odwrotnego. Że przecież Kevin nie jest taki. Że nigdy dotąd nie zrobił mu czegoś podobnego. Że tak długo starał się dowiedzieć, co się dzieje z Gabrielem, dlaczego się zmienił. Że może nawet byłby w stanie zrozumieć... Ale ten głos wywoływał w rudowłosym wyrzuty sumienia i lęk. Co mógł o nim sądzić Damon, jeżeli znał jego myśli...? Przecież jeszcze wczoraj utrzymywał, że wszystkich ich nienawidzi. Przecież wstydził się tego, że wybrał Kevina, nawet ten jeden raz, zamiast czekać na Damona. A teraz go usprawiedliwiał, usiłował wybielić, mimo tego, że demon zawsze był wobec niego dobry, a Kevin...
Nie, Kevin nie był wart nawet sekundy jego uwagi. Żałował każdej chwili, którą spędził w jego towarzystwie, każdej minuty, którą na niego stracił, którą zmarnował na myślenie o nim. Damon zawsze był wobec niego uczciwy. A nawet... A nawet, jeśli nie do końca... To i tak miał swoje powody. A on? Jak mu się odwdzięczył? Może i miał prawo czuć się urażony czy zły, ale to niczego nie zmieniało. Damon nigdy nie zrobiłby mu czegoś podobnego.
Rudowłosy ubrał się i zszedł do stołówki, na śniadanie. Usiadł na swoim zwyczajowym miejscu, sam, z dala od wszystkich. Nie był jedynym, który pamiętał zdarzenia z wczorajszego wieczora. Widział, jak pozostali wychowankowie spoglądają na niego, jak uśmiechają się głupio, szepcząc coś później do siebie, śmieją się... Rudowłosy spuścił wzrok, dłubiąc widelcem w swojej jajecznicy. Wiedział, że ich kpiny nie potrwają długo. Zawsze znajdzie się w końcu ciekawszy temat, zawsze ktoś ośmieszy się jeszcze bardziej, ale mimo wszystko... Tom nie pierwszy raz upokorzył go w ten sposób, ale teraz było to szczególnie bolesne, nie tylko dlatego, że zrobił to przed całą gromadą osób, ale głównie przez to, że Kevin w ogóle nie zareagował. Rudowłosy uniósł płochliwie wzrok, chcąc odnaleźć chłopaka, ale nie było go na sali. Dostrzegł natomiast Toma i Mike'a. Siedzieli przy stoliku z innymi wychowankami, nie odzywając się do siebie zbytnio. W takim razie, gdzie był teraz Kevin? Gabriel westchnął głęboko, wracając do jedzenia i starając się pozbyć tej myśli, ale nie potrafił przestać się nad tym zastanawiać. W końcu jasnowłosy próbował to naprawić. Przeprosił go. Wyszedł za nim... Żałował swojego zachowania.
Co to właściwie zmieniało?! I tak został ośmieszony, jego przeprosiny były zupełnie bez znaczenia! Ale jeżeli rzeczywiście było mu przykro... Przecież mógł popełnić błąd... Przecież jest tylko człowiekiem.
No właśnie. Tylko człowiekiem. Tak samo jak Gabriel, który po raz kolejny poczuł wyrzuty sumienia wobec Damona. Ludzie cały czas popełniają błędy. Te same błędy. Dlatego wcale nie warto im wybaczać. Kevin zrobił coś takiego raz, ale to wcale nie znaczy, że nie zrobi tego ponownie, gdy znowu się na niego zdenerwuje. Tak samo jak i rudowłosy, chociaż ledwie chwilę temu przysięgał sobie, że blondyn będzie mu zupełnie obojętny, że będzie całkowicie oddany Damonowi, teraz znowu roztrząsał dokładnie to samo. Demon miał rację, ludzie byli tacy słabi... Jego matka, która nieustannie piła, przepraszała, i znowu piła, znajdowała sobie jakichś kochanków, którzy bili ją i jego, a później przepraszała, by znowu zrobić to samo... Nigdy jej przecież tak naprawdę nie obchodził. To wszystko nie miało najmniejszego sensu. Po co się przejmować? Po co się przejmować Tomem, Kevinem, tymi wszystkimi ludźmi? Niech się śmieją! Niech drwią z niego! Niech nim pogardzają, tak samo jak zwykle! Przecież jego już tu niedługo nie będzie! Przecież nie będzie musiał się więcej męczyć, nie będzie musiał znosić upokorzeń, nie będzie musiał cierpieć! Uśmiechnął się na tę myśl jak szaleniec. Przez cały ten czas tak bardzo pragnął czyjejś bliskości, zrozumienia, akceptacji i miłości, bezgranicznej miłości, która nie pytałaby ani o to, co zrobił, ani go nie oskarżała, ani nie próbowała oceniać... Ani jego matka, ani Kevin, ani żaden inny człowiek, którego napotkał na swojej drodze, nie był zdolny do takiej miłości. Wcześniej wydawało mu się, że dlatego właśnie ludzie wymyślają bogów, by mieć poczucie, że ktoś kocha ich tak bardzo, bez względu na wszystko... Ale teraz w ten sposób kochał go Damon. I ta myśl dawała mu siłę.
Bo on odejdzie, a oni pozostaną.
Bo on był wreszcie tym ważniejszym, a nie tym pogardzanym.
Bo on, wreszcie, zasłużył sobie na czyjąś miłość, która różniła się od ułomnej, ludzkiej miłości, opartej zawsze na fałszu, niepewności i lęku przed samotnością.
I nic już nie wydawało się takie straszne, jak wcześniej.
Po śniadaniu, przeszedł razem z pozostałymi na piętro. Dwie pierwsze lekcje prowadziła pani Risby. Kevin nie pojawił się także na nich. Rudowłosy wpatrywał się w jego puste miejsce, czując mieszaninę wątpliwości i niechęci do samego siebie. Miał ochotę zapytać  opiekunki, co się dzieje z jasnowłosym, bo przecież musiała wiedzieć. Z drugiej strony po raz kolejny zdał sobie sprawę z własnej słabości. Znowu o nim myślał. Znowu to roztrząsał? Po co to wszystko...? Ale jeżeli Kevin żałował naprawdę i jeżeli Gabriel również miał powody, by wstydzić się swojego wcześniejszego zachowania, to czy nie powinien mu mimo wszystko wybaczyć, porozmawiać z nim raz jeszcze, dać szansę wyjaśnienia...?
Lekcje się skończyły. Gabriel został w tyle, pakując się powoli i obserwując, jak pozostali wychowankowie wychodzą. Zawsze tak robił, nie chciał wychodzić razem z nimi, nie lubił ich spojrzeń ani komentarzy, szczególnie teraz, gdy mieli co komentować. Mimo ogromnych chęci, nie zapytał pani Risby o Kevina. Wyszedł z klasy. Postanowił zaczekać, aż spotkają się ponownie. O ile jeszcze się spotkają... Wszystko jednak wskazywało na to, że Damon potrzebował jeszcze trochę czasu, więc... Sytuacja mogła rozwiązać się sama. Lepiej byłoby odejść, zostawiając wszystkie sprawy załatwione.
Był już blisko schodów, gdy dostrzegł Toma i Mike'a, idących powoli i rozmawiających ze sobą szeptem. Najwyraźniej oni również woleli zaczekać, aż wszyscy inni zejdą na dół. Gabriel zatrzymał się odruchowo i zarumienił się ze wstydu, spuszczając wzrok. Oni dwaj również przystanęli na chwilę, milknąc. Rudowłosy z bijącym szybko sercem czekał na ich słowa i kpiny, ale Tom tylko spojrzał na niego lodowato, a Mike płochliwie odwrócił spojrzenie i razem ruszyli do przodu. Gabriel szedł kawałek za nimi, wpatrując się w ich plecy.
-Czujesz, jak coś cuchnie, Mike...? Czy tylko mi się wydaje...?- rzucił pogardliwie Tom, ale jego towarzysz nie odpowiedział.
Gabriel poczuł w sobie coś dziwnego. I nie był to gniew czy rozżalenie, spowodowane słowami chłopaka, ale coś zupełnie innego. Jakiś rodzaj niepokoju i przerażenia, jakby coś w jednej chwili ścisnęło go za serce. I wtedy to się stało.
Tom schodził po schodach, gdy nagle jego stopa omsknęła się, nie trafiając na kolejny stopień. Rudowłosy jak w zwolnionym tempie, widział jeszcze zdumienie malujące się na twarzy chłopaka, nim ten runął z impetem w dół.
Zdawało się, że czas stanął w miejscu. I Mike, i cała reszta wychowanków, zmarła nagle w bezruchu i ciszy. Wszyscy spoglądali z zaskoczeniem i lękiem w kierunku leżącego na samym dole chłopaka, który nie poruszał się wcale. Gabriel przymknął powieki, opierając się całym ciężarem ciała o poręcz. Nie mógł w to uwierzyć... Po prostu nie mógł w to uwierzyć...
-Tom...?- rzucił niepewnie Mike- Tom!- wykrzyknął, zbiegając na sam dół i klękając przy jasnowłosym- Tom, co ci jest...?
Gabriel wciąż nie otwierał oczu. On już wiedział.
Widział nadal w swojej wyobraźni bezwładne ciało Toma, jego wygiętą pod nienaturalnym kątem szyję, twarz zastygłą w wyrazie zdumienia, nieruchomą, pustą, martwą... Nogi ugięły się pod nim.
-Tom...? Tom! Tom! Pomocy! Niech ktoś wezwie pomoc! Gabriel!- pełen przerażenia, wilgotny głos Mike'a przywrócił go do rzeczywistości- Gabriel, wezwij pomoc!
Pokiwał głową i odwrócił się chwiejnie, wpadając na kogoś. Ledwie widział przez napływające mu do oczu łzy. Dopiero po chwili zorientował się, kto trzymał go w ramionach. Skamieniał.
-Proszę o spokój... Proszę o spokój!- powtórzył surowo Damon, wymijając rudowłosego i schodząc niespiesznym krokiem na dół. Dobiegające z parteru pełne przerażenia głosy i krzyki, ucichły w jednej chwili. Tylko Mike łkał wciąż nieprzerwanie, wtulając się mocno w ciało jasnowłosego.
-Panie profesorze... On... On spadł... Spadł z góry... Z góry... Ja nie wiem... Ja nie wiem...- powtarzał chaotycznie, płacząc coraz głośniej i zaciskając mocno palce na koszuli chłopaka- Proszę mu pomóc... Proszę mu pomóc...
Damon pochylił się nad Tomem na chwilę.
-Nie mogę mu pomóc- odpowiedział w końcu bez cienia emocji- On nie żyje.
Gabriel natrafił wzrokiem na złote oczy Damona, które spoglądały prosto na niego. Jego twarz była nieruchoma, poważna, ale chłopak dostrzegał w tym spojrzeniu coś na kształt uśmiechu. Cofnął się. Był w takim szoku, że na dłuższą chwilę zupełnie stracił świadomość tego, co się dzieje. Ktoś przeszedł tuż obok niego, ktoś coś powiedział, pojawiły się pytania i głosy: „zabrać stąd wszystkich”, „trzeba dzwonić...”... Oprzytomniał dopiero niedaleko izolatki, prowadzony przez jednego z wychowanków. Wzdrygnął się i spojrzał na chłopaka, który ściskając go mocno za przedramię, prowadził go wzdłuż korytarza. Gdy dostrzegł wzrok rudowłosego, zatrzymał się nagle.
-To twoja wina- warknął nienawistnie.- Wszyscy wiedzą, że to twoja wina... Morderco... Lepiej módl się, żeby cię przenieśli, bo nie będziesz miał tu życia!
Odszedł, pozostawiając Gabriela zdezorientowanego i jeszcze mniej pewnego tego, co widział, niż kiedykolwiek wcześniej. Wszedł do izolatki i rozejrzał się dookoła, zbłąkanym wzrokiem. Morderca. Zabił Toma. Damon był mordercą...? Nie... Niemożliwe... To przecież wypadek. Zbieg okoliczności, przecież po prostu się potknął. A później... Umarł. Nie żyje. Nie żyje...? Niemożliwe... A Mike? A Kevin...? Co teraz będzie? Im więcej czasu mijało i im bardziej stawał się świadomy tego, co się wydarzyło, tym bardziej jego lęk narastał. Przypomniało mu się to uczucie, które pojawiło się w nim na chwilę przed tragicznym zdarzeniem. Zbieg okoliczności. Za dużo zbiegów okoliczności! Ale Damon nie mógł tego zrobić! Jak bardzo chciałby być tego pewnym! Rozpaczliwe przywoływał go w myślach, raz po raz, nie słysząc żadnej odpowiedzi. Tak bardzo chciał go zobaczyć i usłyszeć zapewnienie, że nie miał z tym nic wspólnego. Przyjdź, przyjdź, powtarzał coraz mniej błagalnie, a coraz bardziej rozkazująco, nie mogąc już wytrzymać niepewności, oczekiwania i wyrzutów sumienia.
Drzwi uchyliły się i wreszcie do pomieszczenia wszedł demon.
-O co chodzi, Gabrielu...?- zapytał, spoglądając na rudowłosego.- Moja rola zobowiązuje do pewnych działań, a co za tym idzie, nie jest to najlepszy czas na rozmowę...
-Powiedz, że tego nie zrobiłeś!- chłopak doskoczył do niego, zaciskając mocno palce na  jego koszuli. Twarz Damona była spokojna, wręcz obojętna.- Nie zabiłeś go, prawda...? Powiedz, że go nie zabiłeś!
-Oczywiście, że go nie zabiłem...- słowa, które w pierwszej chwili przyniosły coś na kształt ukojenia, zaraz przestały mieć jakiekolwiek znaczenie.- Przecież tam byłeś, Gabriel. Widziałeś to. Nie popchnąłem go. Nie uderzyłem. Jak zatem miałbym go zabić...?- uśmiech politowania pojawił się na wargach mężczyzny. Chłopak drgnął, spoglądając na niego bez zrozumienia.- Zrobiłem jedynie to, co należało uczynić.
-Więc... To twoja wina...- Gabriel cofnął się o kilka kroków.- Doprowadziłeś do jego śmierci... Dlaczego?!
-Doskonale znasz odpowiedź. Poniósł karę za swoje postępowanie. Nie mów, że ci go żal, Gabrielu... Po tym jak cię potraktował...?
-On... To była tylko kłótnia! Nie musiałeś go za to zabijać!- spoglądał na mężczyznę i bał się go. Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.- Przecież i tak miał stąd wkrótce odejść! Nie zrobiłby mi nic więcej!
-Zrobiłem to, o co mnie prosiłeś- odpowiedział spokojnie Damon.- Nic więcej.
Gabriel skamieniał na chwilę.
-Nieprawda!- krzyknął w końcu.- Wcale cię o to nie prosiłem.
-Oczywiście, że prosiłeś, Gabrielu, błagałeś mnie o to w myślach, a ja dobrze znam twoje myśli...- odparł Damon z nutką zniecierpliwienia. Rudowłosy odetchnął płytko. Był wczoraj wściekły na Toma i na całą resztę, ale nie chciał, wcale nie chciał ich śmierci!- Spełniłem jedynie twoją wolę. Zresztą nie rozumiem, z jakiej przyczyny jest ci go szkoda... Był zupełnie bezwartościowy, jak i wszyscy tutaj.
-Byłem zdenerwowany! Nie chciałem, żeby umierał! Nie chciałem, żebyś go zabijał!
-Już ci tłumaczyłem, że go nie zabiłem. Wy ludzie, możecie wyrzynać się wzajemnie, ale my mamy nieco inne zwyczaje...- odparł lodowato mężczyzna.- Nie dziwią mnie jednak twoje słowa... Masz wyrzuty sumienia, bo sam dobrze wiesz, co przychodziło ci na myśl... Próbujesz je od siebie odsunąć, ale bezskutecznie. Zresztą, tego mogłem się po tobie spodziewać...
Demon sięgnął dłonią w kierunku chłopaka, jakby chciał dotknąć jego policzka, ale ten wycofał się gwałtownie pod samą ścianę. Gabriel czuł się zagubiony. Ten sam mężczyzna, który jeszcze wczoraj wydawał mu się osobą najbliższą na świecie i jedyną, która była go w stanie zrozumieć, nagle stał się obcy, a jego zachowanie niezrozumiałe i budzące lęk. Wszystko to, co w głowie rudowłosego dotąd układało się w jasną całość, w zaplanowaną wcześniej historię, której nie potrafił do końca pojąć, zrzucając to na swoje człowieczeństwo, teraz zdawało się być wybrakowane, pełne znaków zapytania. Nie przypuszczał dotąd, by Damon mógł kogokolwiek zabić. Kogokolwiek prócz niego samego, bo to właśnie miało wyniknąć z ich bliskości. Ale Tom...? Dlaczego go zabił, skoro niedługo mieli obaj odejść? Po co?! A jeśli zabił jego to...
-Ile osób zginęło z twojego powodu...?- zapytał cicho Gabriel, spoglądając na demona.
Mężczyzna wydawał się być całą sytuacją coraz bardziej rozdrażniony.
-A jakie to ma znaczenie, Gabrielu...?- parsknął cicho, po czym uśmiechnął się, stając bliżej kochanka, ale nie dotykając go.- To tylko ludzie. Są nieważni.
-Dla ciebie...- szepnął ledwie słyszalnie chłopak i nagle jego własne słowa dotarły do niego z taką mocą, jakby dopiero w tym momencie zdał sobie z tego sprawę.
-... Dla ciebie też powinni być...- dopowiedział Damon, nie przestając się uśmiechać, ale nie był to jego zwyczajowy uśmiech. Widać było w nim zdenerwowanie, które demon nieczęsto dawał po sobie poznać. Dotknął twarzy chłopaka, który wzdrygnął się na ten gest, ale nie odtrącił dłoni mężczyzny.- Przyszedłem po ciebie. Czy tego chcesz, czy nie, Gabrielu, teraz liczymy się tylko my dwaj.
-Odpowiedz na moje pytanie!- krzyknął chłopak z irytacją.
Damon cofnął dłoń. Wyglądał na zdziwionego. Sam Gabriel miał świadomość tego, że nigdy nie odezwał się do kochanka w podobny sposób. Nie chciał tego, a gdyby nawet, brakłoby mu odwagi, ale teraz...
-Nie okłamuj mnie...- dodał już ciszej.
-Nigdy cię nie okłamałem! Nigdy!- warknął wściekle Damon i był to chyba pierwszy raz, gdy jego spokój, jego uśmiech, jego pozory, zniknęły, zastąpione emocjami, które zazwyczaj zdawał się idealnie wprost kontrolować.- Właśnie taka jest różnica pomiędzy mną, a tymi, za którymi teraz się wstawiasz! Oni będą kłamać całe życie, ale ja... Ja od początku mówiłem ci prawdę! Dobrze wiesz, czemu tu przybyłem! Dobrze wiesz, że zrobiłbym dla ciebie wszystko! Zniszczyłbym wszystko i każdego, kto tylko stanąłby mi na drodze!
-Odpowiedz na moje pytanie- powtórzył raz jeszcze Gabriel, mniej emocjonalnie, ale stanowczo.
Damon uspokoił się i parsknął z politowaniem.
-Musiałem się jakoś do ciebie dostać.
Rudowłosy nie wiedział, jak ma rozumieć te słowa. Pierwszym, co przyszło mu na myśli, było...
-... Pan Richards...?
A jednak brzmiało to tak nieprawdopodobnie, zupełnie nierealnie. Był pewien, że demon zaprzeczy, ale nie zrobił tego. Spoglądał na Gabriela w sposób nie pozwalający chłopakowi na dalsze złudzenia. Pokręcił głową z trudem łapiąc powietrze. Gdyby nie było za nim ściany, chyba uciekłby z tego miejsca. Poczuł łzy pod powiekami.
-Dlaczego...?- zapytał bez zrozumienia, drżącym głosem. Odpowiedź wcale nie była oczywista.- Przecież to był dobry człowiek! I jego rodzina... Jak mogłeś to zrobić...?
Damon złagodniał. Westchnął cicho, przysuwając się do kochanka i wziął jego twarz w dłonie, po czym ucałował go w czoło, a następnie przycisnął do siebie, nie bacząc wcale na mierny opór, stawiony przez rudowłosego. Gabriel znalazł się w jego uścisku. W uścisku Węża. Czuł jak strasznie bije mu serce, jak bardzo się boi... Nigdy nie bał się w ten sposób nawet Głosu. I chociaż zdawał sobie sprawę z tego, że Głos był właśnie Damonem, teraz widział to w zupełnie inny sposób niż wcześniej.
-Jesteś przywiązany do tego, co wydaje ci się istotne i wartościowe, ale to, co mówisz, nie ma w gruncie rzeczy żadnego sensu- szepnął mu do ucha Damon.- Życie tych ludzi... Przecież sam dobrze wiesz, jak niewiele są warci. Ty jesteś wyjątkowy. Dlatego poświęciłem wszystko i byłbym gotów poświęcić to raz jeszcze, byleby tylko znaleźć się obok ciebie... Jak myślisz, ilu z nich wytrzymałoby to samo, co ty? Nigdy nie zdaliby podobnej próby. A ty...- Damon przesunął delikatnie opuszkami palców po jego szyi.- Tyle przeszedłeś... I nie zatraciłeś się, nie zatraciłeś ani przez chwilę... Nie ma w tobie okrucieństwa ani nienawiści... Nie zawiodłeś mnie. Nie rozczarowałeś. Ani przez chwilę.
-W taki sposób mnie testowałeś...? Zabiłeś mojego ojca...?- zapytał chłopak, pełen wątpliwości.
Damon odsunął się znowu. Był zdenerwowany. Nic zresztą dziwnego, jeśli znał myśli Gabriela, miał powody do gniewu. Rudowłosy po raz pierwszy nie myślał o nim z podziwem, z szacunkiem, z nadzieją i wyczekiwaniem, nawet nie ze strachem, a z czymś na kształt obrzydzenia i niechęci.
-Przyspieszyłem to, co było nieuniknione- odparł lodowato mężczyzna.
-Boże...- szepnął rudowłosy.
-Bóg?!- prychnął z wściekłością Damon.- Wzywaj go, jeśli łudzisz się, że ci pomoże! Sądzisz, że on jest tym dobrym...?- wykrzywił wargi w okropnym grymasie i pokręcił głową w pobłażliwym geście.- Popatrz na mnie! To ciało, które mam teraz, należało wcześniej do kogoś innego... Do pewnego mężczyzny, który gdyby nie zginął wtedy, kilka tygodni później wjechałby w grupkę nastolatków wychodzących z tego miejsca... Ty byłbyś jednym z nich! Wzywaj więc dalej tego, który kładzie na szali życie kilku młodych, ocalając jednocześnie tego, który doprowadziłby do tragedii, zresztą nie pierwszej w swoim życiu!
Gabriel nie mógł uwierzyć w to, co słyszy. Całe jego życie, pełne okrutnych przypadków, pomyłek i zbiegów okoliczności stało się nagle jeszcze bardziej straszne niż mu się wydawało. Był nieszczęśliwy odkąd tylko pamiętał, a Damon przestał przypominać wybawiciela, stając się zamiast tego sprawcą całego nieszczęścia. Gabriel był zdruzgotany i zdezorientowany. Nie było w nim nienawiści...? Przecież mógłby przysiąc, że nienawidzi tych wszystkich ludzi, że nienawidzi matki, nienawidzi tych, którzy go tutaj doprowadzili, tego nauczyciela, tego, który go zamordował... Damona...? Nie... Nie potrafił go nienawidzić. Może w istocie nie potrafił nienawidzić kogokolwiek? Czuł tylko żal. I ten żal, który wzbierał się w nim tak długi czas, który kazał mu nieustannie zadawać sobie pytanie: „dlaczego?”, gdy wreszcie odnalazł odpowiedź, wezbrał się w nim z całą mocą.
-Zniszczyłeś mi życie...- powiedział, drżącym głosem.
-Nie- odparł stanowczo mężczyzna.- Nadałem mu sens.
-Moja matka! I to wszystko, co się wydarzyło... Nie wydarzyłoby się bez ciebie! To ty sprawiłeś, że zaczęła pić, a później...
-Przestań się łudzić, Gabrielu- stwierdził oschle demon.- Wasze ludzie decyzje to wasza sprawa. Nie miałem na to wpływu.
-Ale to wszystko przez śmierć mojego ojca! Ty do tego doprowadziłeś! Mówiłeś, że chcesz mojego szczęścia, że wyzwolisz mnie od cierpienia! Od tego, które sam na mnie sprowadziłeś?!- aż parsknął z niedowierzania, wypowiadając te słowa. Jak mógł być tak naiwny? Tak zaślepiony?
Demon skrzywił się, jakby ta uwaga go zabolała.
-Nie jesteś w stanie zrozumieć- odparł wyniośle.- Ten świat jest tylko cierpieniem. Nic tutaj nie da ci prawdziwego szczęścia, bo wszystko jest tylko złudzeniem. Ofiarowałem ci coś, co jest nieosiągalne dla innych śmiertelników... Bo ludzie...- uśmiechnął się drwiąco i odwrócił na chwilę wzrok.- Tak, ludzie są słabi. Ale nawet wśród mas zepsutych i nieużytecznych, znajdzie się ktoś tak wyjątkowy. Jestem jedynym, który jest w stanie to docenić.
-Bzdura!- krzyknął w emocjach chłopak.- To przez ciebie tu jestem! To ty do tego doprowadziłeś! Straszyłeś mnie! Sprawiałeś, że myślałem, że oszalałem, postradałem zmysły! To ty zabiłeś tego nauczyciela, tylko po to, żeby sprowadzić mnie tutaj!
-Nie zrobiłem tego. Nie miałem powodu, by to uczynić.
-Więc kto?!
-Nie wiesz...?- Damon uśmiechnął się z politowaniem, po czym parsknął nieprzyjemnym śmiechem.- Oczywiście, że nie wiesz... Nawet nie przeszło ci to przez myśl, prawda...? A przyznasz, że to była to zbrodnia idealna w swojej prostocie...- rudowłosy spoglądał na niego bez zrozumienia.- Zastanów się, Gabrielu. Zastanów się dobrze. Kto mógłby mieć w tym cel...?
Chłopak pokręcił głową, zbłąkany.
-Nie wiem...- szepnął niepewnie.- Nie znałem go.
-Ale znałeś mordercę...
-Nie zrobiłem tego.
-Wiem. Obaj dobrze o tym wiemy. Więc? Kto to zrobił...?
-Przestań się ze mną bawić! Powiedz mi wreszcie!
-Twoja matka...- słowa wypowiedziane przez demona uderzyły go z całą mocą, rozdarły blizny i przywołały wspomnienia.- To było tak proste i oczywiste... Zadzwoniła do niego tego ranka, z waszego telefonu. Poprosiła go, żeby się z nią spotkał... Bała się go, prawda...? Widzisz, co strach robi z ludźmi, Gabrielu...? Nie podobało mu się, że ją nachodzi. Niepokoi. Że grozi jej sądem, grozi jej aktualnemu kochankowi, że doniesie na to, jak postępuje względem ciebie... Chciała z nim porozmawiać. On zgodził się na spotkanie. Przed wyjściem powiedział swojej żonie, że idzie spotkać się z tobą. Tak po prostu, właściwie bez większego powodu, nie czując potrzeby, by wdawać się w szczegóły... To nie był dla nich najlepszy czas... Ostatni czas, jaki ze sobą spędzili... „Biedna kobieto, któraś gotowa oddać życie za najgorsze z dzieci!”- rzucił, uśmiechając się z drwiną.- Biedna kobieto, któraś gotowa oddać jedynego syna za butelkę alkoholu!
Gabriel oparł się całym ciałem o ścianę. Czuł, że nogi drżą pod nim. Spuścił wzrok. Nie miał sił dłużej tego słuchać.
-Czy ona wstawiła się za tobą?- pytał demon, spoglądając na chłopaka z uwagą.- Czy przyznała się do winy wiedząc, że jesteś oskarżony? Czy chociażby pojawiła się w sądzie...? A może wyjaśniła ci wszystko i przeprosiła cię po całym tym czasie...? Nie. Oczywiście, że nie. Nigdy cię nie rozumiała. Żaden z ludzi nie będzie w stanie cię zrozumieć, bo nie widzi tego wszystkiego, co dostrzegam ja. Będą chcieli cię wykorzystać. To, co tak bardzo cię boli, Gabrielu, co masz mi za złe i co w swej niewiedzy gotów jesteś nazywać nawet zbrodnią czy... grzechem...- parsknął z politowaniem.- … Jest tak naprawdę nieistotne. To wszystko dotyczy nas.
-Nie odejdę z tobą- powiedział nagle chłopak.
Damon spojrzał na niego ze zdziwieniem, jakby nie spodziewał się podobnych słów. Jego wargi drgnęły lekko, zdradzając poirytowanie, ale odezwał się ze spokojem:
-Oczywiście, że odejdziesz. To nie jest kwestia twojej woli.
-Obyś miał rację...- odparł Gabriel.- Bo jeśli nie, odejdziesz stąd sam.
-Przyszedłem po ciebie i odejdę tylko z tobą!- syknął niepohamowanie Damon, zbliżając się znowu do chłopaka.- Zresztą... Dobrze wiesz, że tego właśnie pragniesz.
-Nie zawsze chodzi o to, czego się pragnie.
-Ach...- demon uśmiechnął się z rozbawieniem.- A o co chodzi, Gabrielu...? O dobro ogółu...? Tego ogółu, który wczoraj doprowadził cię do takiego stanu...? Który drwił z ciebie? Który sprawił, że wylądowałeś w tym miejscu...? Jeśli rzeczywiście chcesz dobra ludzi, lepiej uczynisz odchodząc ze mną.
Rudowłosy pokręcił głową. Wyminął mężczyznę i wyszedł z pomieszczenia, czując w sobie nagły przypływ sił. Nie spodziewał się, że mógłby mu stawić jakikolwiek opór. Damon nie wyszedł za nim. Cóż w tym dziwnego...? Przecież znał doskonale jego myśli. Przecież wiedział, że słowa Gabriela nie były niczym innym, jak tylko rozpaczliwą i niezbyt umiejętną próbą buntu, a nie miał wielu możliwości, by zbuntować się przeciwko sile, o której nic nie wiedział i której nie dało się kontrolować. Która okazała się tak groźna. Nie chciał zostać w tym świecie. Ani dla siebie, ani dla nikogo innego. Nie podobało mu się życie tutaj. Nie podobało mu się cierpienie ani upokorzenia. Nie chciał tego znosić już nigdy więcej. Ale czy to nie Damon winny był temu wszystkiemu...? Nie potrafił jeszcze znaleźć odpowiedzi na to pytanie.
-Właśnie po ciebie szłam, chłopcze...- powiedziała June, gdy zobaczyła go, jak schodził po schodach. Zatrzymał się gwałtownie. Serce zabiło mu szybciej ze strachu i spojrzał na opiekunkę płochliwie. Niewiele wyjaśniając, chwyciła go za ramię i poprowadziła ze sobą.
Zaprowadziła chłopaka do jednego pomieszczenia i powiedziała, żeby poczekał tutaj zresztą, po czym odeszła. Kevin i Mike siedzieli w środku. Rudowłosy stanął przy drzwiach, nie mając pojęcia, co zrobić. Popatrzyli na niego i on też patrzył na nich, zastanawiając się, czy widzą w nim winnego. Przecież był winny. Wszystko zdarzyło się z jego powodu.
-Przepraszam...- odezwał się w końcu wilgotnym głosem, spoglądając na Mike'a.- Tak bardzo mi przykro...
Mike skinął głową.
-Rodzice Toma zaraz tu będą...- powiedział, roztrzęsiony, przenosząc wzrok na swoje kolana.
Kevin podniósł się z miejsca. Gabriel cofnął się odruchowo, jakby chciał uciec. Czuł ulgę widząc, że jasnowłosemu nic się nie stało. Nie chciał niczyjej krzywdy. Jego szczególnie.
-Bardzo mi przykro, Gabriel- odezwał się znowu Mike.- Jestem pewien, że on nie chciał być taki dla ciebie... Tylko był uparty... Strasznie uparty...
Rudowłosy poczuł łzy pod powiekami. Blondyn stanął obok niego i nieporadnie, objął go ramionami.
Miał chyba przyjść do nich psycholog, ale w końcu nie przyszedł nikt. Później Risby zabrała gdzieś Mike'a, a z nimi porozmawiała przez chwilę, po czym poprosiła, żeby poszli do swoich pokojów. Chwilę później szli obok siebie korytarzem. Ciężko było wymówić choćby słowo po tym, co się stało. W Gabrielu zrodziła się nagła chęć, by powiedzieć wszystko Kevinowi i zrzucić z siebie ten ciężar. Tak samo jak powiedział mu o morderstwie, którego nie dokonał, o rodzinie, o wszystkim innym... Nie mógł. Co by się stało z Kevinem, gdyby wiedział...? Co się stanie z Kevinem, jeśli Damon już wie...?
-To straszne... Takie przypadki...- jasnowłosy odetchnął głęboko.- To chyba najgorszy rodzaj śmierci jaki istnieje... Umrzeć... Tak po prostu... Bez żadnego powodu... Mając całe życie przed sobą. Umrzeć przez drobny wypadek, zbieg okoliczności...
Gabriela bolały te słowa. Czy ktoś mógłby mu uwierzyć, że to nie był żaden wypadek? Żaden zbieg okoliczności?
-Przepraszam, Gabriel... Nie chciałem robić ci przykrości- szepnął Kevin, zatrzymując go. Rudowłosy pokręcił tylko głową. To wydawało się teraz nieistotne.- Byłem tylko zdenerwowany, ale... Obiecuję, że nigdy już tego nie zrobię. Nigdy. Cieszę się... Cieszę się, że to nie byłeś ty, Gabriel...- dodał w końcu i więcej już ze sobą nie rozmawiali.
Gabriel poszedł na górę. Ciężko było mu zebrać myśli. Demona nie było już w jego pokoju, tak, jak się spodziewał. Ale przyjdzie, na pewno przyjdzie w nocy, w końcu zawsze przychodzi. Rudowłosy bał się ponownego spotkania z nim. Wieczór nadszedł szybko. Czekał, nieprzebrany, stojąc przy ścianie, jakby chciał się przed czymś obronić. Każda kolejna sekunda zdawała się trwać wieczność. Każdy nawet najcichszy dźwięk wydawał mu się być odgłosem kroków. Nie był to pierwszy raz, kiedy oczekiwał na jego przybycie. Tym razem jednak nie było to oczekiwanie pełne niecierpliwości i chęci zobaczenia demona.
Nie wytrzymał tego. Wyszedł szybko z pomieszczenia i gnany lękiem, zbiegł po schodach na dół, nie oglądając się za siebie. Błądził ciemnymi korytarzami, całkowicie zdezorientowany, mając wrażenie, że zaraz natknie się gdzieś na mężczyznę. Usłyszał kroki przed sobą. Znieruchomiał. Zapaliło się światło.
-Gabriel...? Dobry Boże, przestraszyłeś mnie...- szepnęła pani Risby, podchodząc do chłopaka.- Co tu robisz...?
-Byłem w toalecie- skłamał rudowłosy. Nie wolno było im chodzić po nocy.
Pani Risby jednak nie wyglądała na kogoś, kto chciałby mu wymierzyć karę. Spoglądała na niego przez chwilę, po czym uśmiechnęła się blado, objęła go i poprowadziła do pokoju opiekunów.
-Usiądź sobie- powiedziała łagodnie, nie przestając się uśmiechać serdecznie w kierunku rudowłosego, który niepewnie zajął miejsce przy stole. Włączyła elektryczny czajnik.- Napijesz się czegoś...? Nie ma zbyt dużego wyboru... Może być herbata...?
Gabriel machinalnie skinął głową, spoglądając na kobietę z lekkim zdumieniem.
Poczekała aż woda się zagotuje i zalała wrzątkiem dwa kubki, jeden z nich podając chłopakowi. Usiadła naprzeciwko niego.
-Jak się czujesz?- zapytała spokojnie.
Rudowłosy podejrzewał, że przyprowadziła go tutaj, bo się o niego martwiła. Ale sądził również, że nie był to jedyny powód. Pani Risby sprawiała wrażenie, jakby bardzo nie chciała być sama.
-Dobrze- odparł krótko.
Kobieta westchnęła głęboko.
-Zdaję sobie sprawę z tego, że ostatni czas jest dla was wszystkich bardzo trudny... Najpierw pan Richards, teraz Tom... Wypadki chodzą po ludziach. To okropne, naprawdę okropne... Wystarczy chwila nieuwagi, przypadek i... Straszna świadomość- wzdrygnęła się, kręcąc głową.
Gabriel spoglądał na nią w milczeniu.
-A co, jeśli to nie był przypadek...?- zapytał w końcu.
Spojrzała na niego ze zdziwieniem.
-O czym ty mówisz?
Nie odpowiedział.
-Gabriel...?- ponagliła go, spoglądając na niego pytająco.- O co chodzi...? Widziałeś jego śmierć, prawda...? Chcesz mi coś powiedzieć...? Coś się stało...? Ktoś go popchnął...? Podobno nikogo nie było wtedy na górze, oprócz...- wyprostowała się nagle.- … ciebie...- dokończyła, jakby zdumiona własnymi słowami.- Gabriel- zwróciła się do niego ponownie, gdy chłopak odwrócił wzrok.- Słyszałam, że niedawno się pokłóciliście... Co... Co się dokładnie wydarzyło?
Nie wiedział, jak ma odpowiedzieć na to pytanie, więc w końcu nie odpowiedział nic. Cokolwiek by nie powiedział, nie uwierzono by mu. Nowy wychowawca go zabił. Jest demonem. Przyszedł po mnie. Żeby mnie zabić. Zabrać stąd. Ocalić. Czy może istnieć coś bardziej szalonego...?
-Zresztą... Jutro na pewno porozmawia z wami pani psycholog- uśmiechnęła się wymuszenie.- To wypadek, więc... Nie obwiniaj się... Jeśli to wypadek... To nie twoja wina.
Gabriel pokręcił tylko głową.
Zaczynał sobie coraz lepiej uświadamiać, że wszystko, co się wokół niego działo, było jego winą.

17 komentarzy:

  1. Anonimowy6:11 PM

    Strasznie dobijający wpis, ale konieczny. Od momentu, gdy pojawił się ten demon czułam takie zakończenie. Szkoda tylko, że ma takie ładne imię.
    Powodzenia na maturach, wiem, że to niełatwe przebrnąć przez wszystkie te egzaminy. D.

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy2:26 PM

    bardzo smutne:( aż było mi żal Toma (uroniłam kilka łez), taka fajna przyszłość czekała go z Mike'm... no cóż, straty w bohaterach muszą być, oby tylko nic się nie stało Kevinowi, nad nim bym dłużej płakała. Ale! jestem zadowolona, że pojawił się kolejny odcinek, bo to opowiadanie zaprząta moje myśli. Czasami pewne sytuacje wracają do mnie i wręcz nie mogę doczekać się wyjaśnienia. W takich momentach jestem naprawdę pełna podziwu dla Ciebie, że potrafisz stworzyć tak skomplikowaną fabułę, która podczas trwania opowiadania da się rozumieć, ale pozostawia niedosyt i chęć dowiedzenia się wszystkiego. Przynajmniej we mnie. Z niecierpliwością czekam na dalsze odcinki. Mam nadzieję, że pozostaniesz przy tym opowiadaniu do jego końca:)

    Nana

    OdpowiedzUsuń
  3. nessi9:49 PM

    Nawet pomimo tego, co zrobił Damon i tak nie mogę się pozbyć tej sympatii do niego, która góruję nad sympatią do Kevina. Teraz mam pewne wątpliwości co do wypalenia planu odejścia Gabriela z Damonem. Osobiście chciałabym żeby wszystko odbyło się tak, jak to zostało zaplanowane ale zazwyczaj przez ''dobro'' (w tym przypadku Kevina) idzie wszystko w cholerę. A czemu jestem za Damonem? Sama nie wiem, ale to pewnie przez wielką słabość do tajemniczych, mrocznych i złych typków. Że też nie mogą nigdy dopiąć swego ._. Mam jednak nadzieję, że może jednak zakończenie opowiadania mnie nie rozczaruje, chociaż po przeczytaniu tego rozdziału jestem przygotowana na niebrane przeze mnie pod uwagę zostanie Gabriela na ziemi. Oczywiście z niecierpliwością będę wyczekiwała następnych rozdziałów ^^.

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy10:54 AM

    Dziękuję :)
    Tosia

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy9:27 PM

    Hej, właśnie skończyłam czytać LPoH i bardzo mi się spodobało ;) Wiesz może kiedy naiszesz dalszą część? Jeżeli byś mogła, to było by fajnie jak najszybciej ;D Nie mogę się doczekać co dalej będzie między Mitchem, a Andym. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niesamowite. Trafiłam tu od every me, i sięgnęłam do pozostałych Twoich dzieł. To jest wybitnie niepokojące. Boję się nawet myśleć, do czego to może zmierzać.
    Czekam na kolejny odcinek.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cóż a mi....mi się to opowiadanie bardzo podoba. Oczywiście jak to ja pokochałam postać Damona. Ah! Tak to jest z moją chorą spaczoną psychiką. Mam nadzieję, że rozdział pojawi się jeszcze w tym roku. Również trafiłam tu przez Every Me, którym zaraziłam sporo osób więc sądzę, że i tymi historiami uda mi się ich zarazić. Mniejsza...jestem bardzo ciekawa jak potoczy się ta opowieść, a któż wie? Może nasz demon zechce zostać w ludzkim świecie? A może jednak odejdzie sam? Pisz szybko : 3

    OdpowiedzUsuń
  8. Przez przypadek trafiłam na bloga...jeszcze starego, na onet.pl i zaczęłam czytać. To opowiadanie mnie tak wciągnęło, że nie mogłam położyć się spać, bo chciałam wiedzieć co będzie dalej. Strasznie wciągające. Szkoda mi tylko Tom'a. Tak uroczo "wyglądali" razem z Mike'm, naprawdę. A Damona jakoś specjalnie nie lubiłam xd Cały czas myślałam sobie "A co z Kevinem cholera? Idź do niego!" Ale taki obrót sprawy...kurcze pisz, pisz! Umieram z ciekawości. Życzę dużo weny~

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy9:00 PM

    Piszę komentar chociaż wolę pozostawać anonimowa. Ale mam nadzieję, że słowa pochwały będą bodźcem do ukończenia opowiadania, bo bardzo chciałabym poznać dalsze losy bohaterów.
    To teraz trochę subiektywnego ględzenia :D Od samego pojawienia się Daimona miałam wielką nadzieję, że Gabriel pójdzie po rozum do głowy i nie da demonowi pola do takiej strasznej manipulacji. Jednak było coraz gorzej i gorzej, i kiedy traciłam już nadzieję pojawiał się Kevin! Doprawdy mistrzowsko prowadzisz intrygę (o ile w romansie takowa jest xp), co sprawia, że chcę mi się Ciebie czytać :3
    Dlatego życzę weny i liczę na kolejny rozdział.
    ~hinikuu xoxo

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy2:00 PM

    TAK! TAK! TAK! Nareszcie! GABI PRZEJŻAŁ NA OCZY! Jestem zadowolona z takiego obrotu akcji, ale przyznać muszę, że szkoda mi Toma mimo, że tak potraktowal Gabrysia. Ale należało mu się (Gabrysiowi oczywiście żeby nie było *_*) w końcu przejżal na oczy. Niech Damon sobie już idzie! Ja chcę Kevina! I rozdział! Nie torturuj nas dłużej i dodaj odcinek no! *błaga na kolanach* ZLITUJ SIĘ!
    ~FallenAngel

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy2:00 PM

    TAK! TAK! TAK! Nareszcie! GABI PRZEJŻAŁ NA OCZY! Jestem zadowolona z takiego obrotu akcji, ale przyznać muszę, że szkoda mi Toma mimo, że tak potraktowal Gabrysia. Ale należało mu się (Gabrysiowi oczywiście żeby nie było *_*) w końcu przejżal na oczy. Niech Damon sobie już idzie! Ja chcę Kevina! I rozdział! Nie torturuj nas dłużej i dodaj odcinek no! *błaga na kolanach* ZLITUJ SIĘ!
    ~FallenAngel

    OdpowiedzUsuń
  12. Anonimowy1:11 AM

    Tak się zastanawiam... To jest moje ulubione opowiadanie, tak jak Anything For You, czy którekolwiek z nich będzie jeszcze kontynuowane...?

    OdpowiedzUsuń
  13. mam szczerą nadzieję, że na końcu Damon będzie ginąć w męczarniach -.-

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja po przyczytaniu tego nie wiem, co mysleć. Z początku byłam za Kevinem, później za Damonem, a teraz już sama nie wiem. Chyba za Kevinem. Damon w końcu zniszczył całe jego życie. Jest taki samolubny i okrutny, że mam go dosyć. Ciekawam czy Gabi będzie musiał z nim odejść. To opowiadanie wydaje mi się podobne do tego z Amadeuszem. W końcu Damon jest demonem, co wie tylko Gabi. Więc mamy dwa podobieństwa. Jest jeszcze trzecie - takie, że przez obecność/związek z demonami ludzie, którzy byli wokół głównych bohaterów się kłócą. I nie wiem też, co myśleć o śmierci Toma. Z początku go lubiłam, ale teraz.. teraz jest mi żal Mike'a, biedny. Dobrze, że chociaż on i Kevin, i ta opiekunka wiedzą,że to nie on. Głupi Damon. Wszystko psuje. Kolejny powód potwierdzający jego egoizm. Niszczy życie Gabriela, które mu zostało jeszcze przed odejściem, o ile odejdzie w ogóle. Kevin jest fajny, fajnie, jakby Gabiemu w końcu to, co powiedział Damon, przemówiło do rozsądku i zbliżył się do Kevina. Chociaż nie mam pojęcia, jakby na to zareagował demon. Szkoda, że opowiadanie nie jest aktualnie kontynuowane, ake będę czekać :3 lecę dalej.

    OdpowiedzUsuń
  15. Anonimowy7:39 PM

    Hej, będziesz kontynuować jeszcze to opowiadanie?

    OdpowiedzUsuń
  16. Anonimowy11:02 AM

    no. przeczytałam i na chwilę przed następnym opowiadaniem mam chwilę na normalne nudne życie. ciekawi mnie kiedy następny rozdział :/ skoro już październik...

    ed.

    OdpowiedzUsuń
  17. Anonimowy12:53 AM

    Błagam, kontynuuj to opowiadanie. Jest cudowne, ma świetną fabułę i genialne postacie. Naprawde liczę na to, że w najbliższym czasie coś dodasz ;_;

    OdpowiedzUsuń