Strony

piątek, 8 czerwca 2012

17. Zmiany [Little Piece of Heaven]

Jak się okazało, znalezienie otwartej kwiaciarni o tak wczesnej porze, szczególnie w mojej okolicy, graniczyło z cudem. Właściwie znalezienie jakiejkolwiek kwiaciarni w mojej okolicy graniczyło z cudem, bo trudno było nazwać jej mieszkańców wielbicielami naturalnego piękna, o czym dobitnie przypominały mi zdobiące ściany budynków bazgroły, przedstawiające przekleństwa i narządy płciowe. Otoczony penisami, wszelkimi możliwymi i najbardziej wulgarnymi określeniami tychże penisów i wszystkiego, co penisów dotyczyło, nieco bezradnie usiłowałem uporządkować to, co się wczoraj zdarzyło. I co również z penisami miało wiele wspólnego. Z moim, konkretnie.
… Wciąż jeszcze trochę się w tym wszystkim gubię.
Z głową wypełnioną tego rodzaju myślami, z jednym tylko głosem, brzęczącym mi w głowie, i jedną twarzą pojawiającą się w wyobrażeniach, udało mi się wreszcie odnaleźć kwiaciarnię. Wszedłem do środka i rozejrzałem uważnie, uśmiechając się wcześniej niemrawo do witającej mnie sprzedawczyni. Widząc moje zdezorientowanie, zapytała mnie, czego szukam. Westchnąłem głęboko. Boże, gdybym wiedział! To było doskonałe pytanie. Czego ja właściwie szukam? Czego ja chcę? Czego chcę od siebie, czego chcę od Andy'ego, co ja do diabła wyrabiam?!
Zdawszy sobie sprawę z tego, że raczej nie są to wątpliwości, którymi należałoby się dzielić z Bogu ducha winnymi właścicielkami kwiaciarni, poprosiłem o jedną różę, zapłaciłem i powolnym krokiem wróciłem do domu. Wszedłem do mieszkania. Zdjąłem buty i kurtkę, później przeszedłem do kuchni, wziąłem wazon, nalałem do niego wody i przeniosłem do sypialni. Zatrzymałem się na chwilę na środku pomieszczenia, dostrzegając Andy'ego, który już nie spał i tylko spoglądał na mnie z uwagą. Uśmiechnąłem się do niego niepewnie. Nie wiedziałem, jak na niego patrzeć, ani co mówić. Boże, gdyby wszystko wczoraj potoczyło się inaczej...! Gdybym pocałował Andy'ego, gdybym tylko go pocałował, pewnie dziś umierałbym ze szczęścia. Ewentualnie rozważał z rozżaleniem to, jak bardzo jestem stary i w istocie nieatrakcyjny dla kogoś takiego jak on, ale tak czy inaczej, byłoby to coś niewyobrażalnego, coś wspaniałego i coś, o czym pewnie myślałbym bezustannie. Teraz też to czyniłem, ale z wyrzutami sumienia. Bo wydarzyło się coś jeszcze. Wcześniej. I było to tak niemoralne, że aż nie do wybaczenia. Mówiłem sam sobie, że przecież do niczego go nie zmuszałem, ale szybko docierała do mnie świadomość, że to żadne wytłumaczenie. A co, jeśli poczuł się zmuszany? A co, jeśli wywierałem na nim jakąś presję? Oczywiście, że wywierałem na nim presję, jestem dorosłym facetem, który zaprosił go pod swój dach, którego poznał w dość specyficznych okolicznościach i który zachowywał się względem niego co najmniej dwuznacznie. A co, jeśli czuł, że musi to zrobić? A co, jeśli wcale nie chciał? A co, jeśli próbował mnie tylko sprawdzić, a ja, kretyn nad kretynami, pozwoliłem doprowadzić do takiej sytuacji? A co jeśli... O, Boże, tyle było tych „jeśli”, że chyba nie starczyłoby mi czasu na znalezienie odpowiedzi na nie wszystkie. Postawiłem wazon na stoliku, włożyłem do niego różę. Spojrzałem na Andy'ego ukradkiem i zatrzymałem się przy łóżku.
Chłopak zerknął na kwiat i zaśmiał się lekko, wyraźnie rozbawiony. Fakt, gest był co najmniej godny pożałowania, ale to było pierwsze, co przyszło mi do głowy.
-Co to takiego?- zapytał z uśmiechem pobłażania.
-Róża.- odpowiedziałem jak kretyn. Jestem kretynem, Boże. Co ja najlepszego wyrabiam...? Uwodzę szesnastolatka!
… Dobrze, uwodziciel ze mnie marny.
W każdym razie Andy może odnieść wrażenie, że tak jest, a to przecież nieprawda.
-No, wiem.- parsknął rudzielec, unosząc brew.- Nie o to pytam. To podziękowania czy przeprosiny...?
-Ehm...- żałosna odpowiedź żałosnego człowieka. Uwodziciela nieletnich, tak na marginesie.
-Czyli przeprosiny...- podsumował Andy, śmiejąc się cicho. Wyjął kwiat z wazonu, powąchał go, zachichotał ponownie, kręcąc głową, po czym westchnąwszy, stwierdził- Niespełniony z ciebie romantyk, co, Mitch...? Trzeba było mi kupić coś jadalnego.- dodał, obojętnie odkładając różę na miejsce. Tak jakby odkładał moje serce. Brał je, kiedy tylko miał ochotę, bo całe już chyba należało do niego i pozostawiał bez emocji, bo przecież było dla niego bez znaczenia. Do licha. Naprawdę brzmię jak cholerny romantyk. I jak tak dalej pójdzie, skończę jak wszyscy romantycy. Na sznurze albo w psychiatryku.- Głodny jestem.- mruknął rudowłosy, spoglądając na mnie z wyczekiwaniem. Wyszedł spod kołdry i usiadł na brzegu łóżka.
-Zrobię śniadanie.- zaoferowałem.- Na co masz ochotę?
-Bo ja wiem... Jest jeszcze pizza...?- zapytał, a ja pokręciłem głową.- A lody...?
Uśmiechnąłem się lekko.
-Nie, chyba nie.- odparłem. Zastanawiałem się, czy wszyscy szesnastolatkowie odżywiają się podobnie.
-Chipsów też już nie ma.- westchnął z rozczarowaniem rudzielec. Milczał przez chwilę, jakby oczekując mojej reakcji, po czym rzucił- Chodźmy na zakupy.
-Po śniadaniu?
-Teraz.- zadecydował stanowczo.
Patrzył na mnie w taki sposób, jakby chciał mnie do czegoś sprowokować, ale nie do końca wiedziałem, w czym rzecz. Skinąłem głową, uśmiechając się do niego. Uniósł brwi, wyraźnie zdumiony. Podniósł się z miejsca i podszedł do mnie. Moje serce jak zwykle zagubiło się we własnym rytmie. A kiedy jeszcze uniósł się na palcach, a jego twarz znalazła się tak blisko mojej, że już wydawało mi się, że czuję jego usta na swoich własnych... Mimowolnie poruszyłem wargami, chcąc doprowadzić do pocałunku, ale on w tym samym momencie przechylił głowę i cmoknął mnie w policzek. Wyminął mnie i przeszedł do przedpokoju, oglądając się za mną raz jeszcze, z pełnym zadowolenia uśmiechem. Pozostawił mnie w stanie zwyczajowego rozproszenia i rozkojarzenia. Odetchnąłem głęboko.
On chyba dobrze wie, jak na mnie działa.

-Co z tobą, Mitch...?- jęknął głucho Andy. Podobnie jak ja, niósł dwie reklamówki, dosyć ciężkie swoją drogą. Chyba po raz pierwszy kupiłem tak wiele rzeczy naraz, i tak wiele rzeczy, które nigdy do niczego nie były mi potrzebne.- Jesteś bogaty, wykształcony, masz... Miałeś dobrą pracę... Powinieneś opływać w luksusie i robić tylko to, na co masz ochotę... A ty żyjesz w beznadziejnej okolicy, z beznadziejnymi sąsiadami i pozwalasz sobą pomiatać byle chłystkom... I nawet nie masz samochodu!- dodał ze zgrozą, jakby to było najstraszniejsze spośród wszystkiego, co wymienił wcześniej.- Nie czaję cię, Mitch.
-Myślałem kiedyś o tym, ale to nie dla mnie.- odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
-Znaczy, że nie masz nawet prawka?- Andy spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
Pokręciłem głową.
-Nigdy nie było mi specjalnie potrzebne.- powiedziałem, trochę zawstydzony tym, w jaki sposób na mnie patrzył.- Poza tym, naprawdę nie wydaje mi się, abym był w tym dobry.
-A co w tym takiego trudnego?- parsknął śmiechem rudzielec, unosząc brew.
Uśmiechnąłem się tylko. Dla mnie większość rzeczy w życiu zawsze była  zbyt skomplikowana. Wszystkie zmiany wolałem odkładać na później i nie zabierałem się za coś, w czym nie widziałem celu. A przez bardzo długi czas, w niczym nie widziałem celu. A teraz był Andy. Co prawda świadomość, że szesnastolatek jest bardziej stanowczy i decyzyjny ode mnie, była nieco dobijająca, ale przynajmniej coś wreszcie zaczynało do mnie docierać. Tak mi się wydaje.
-Na twoim miejscu od razu bym się za to zabrał.- poradził mi rudowłosy.- Ja zresztą zrobię sobie prawko, jak tylko będę miał możliwości i kasę.
-Jestem pewien, że będziesz dobrym kierowcą.- odpowiedziałem, uśmiechając się do niego serdecznie.
Andy spojrzał na mnie z politowaniem.
-Jaaaasne, Mitch...- prychnął cicho.- Będę świetnym kierowcą i świetnym uczniem... Tak pewnie chcesz, żeby było, co...? Twoje niedoczekanie, nigdy nie uczyłem się dobrze.
-To nic. Ważne, żebyś uczył się w ogóle.
-Dobrze, tato.- szepnął teatralnie, po czym parsknął śmiechem i przyspieszył kroku, wyprzedzając mnie trochę.
Tato. Boże. Rzeczywiście, mógłbym być jego ojcem. Co prawda zostałbym nim wtedy w dość młodym wieku, ale jednak. Z tego punktu widzenia to, co się między nami wydarzyło, było jeszcze bardziej niemoralne niż mi się wcześniej wydawało.
-Czemu masz takie podejście do tych spraw, co?- zainteresował się Andy, przerywając ciszę.
-Jakich spraw...?- zapytałem w zamyśleniu.
-Seksu.- odparł dobitnie.
-A-Andy...- rzuciłem ostrzegawczo, oglądając się za siebie z lekką obawą.
Zaczął się śmiać, gdy to zobaczył.
-Wiesz, Mitch... Seks...- chyba celowo pozwolił sobie na pauzę, by raz jeszcze zobaczyć wyraz absolutnego zakłopotania na mojej twarzy.- … to całkiem normalne słowo. No... Przynajmniej gdzieś tak od końca średniowiecza...- dodał z uśmiechem politowania.- To co z tym prawkiem, Mitch? Pomyślisz?
-O twoim...?
-O twoim.- odparł z nutką irytacji rudowłosy.
-Ach... Nie, raczej nie... To znaczy... To nie dla mnie, jestem pewien... Zupełnie się na tym nie znam...
-Jak pójdziesz na kurs to się poznasz, no nie?
-... W sumie to znam się na niewielu rzeczach.- wycofałem się natychmiast.
Andy posłał mi tak pełne pożałowania spojrzenie, że aż skurczyłem się w sobie. Wiem, że będąc w towarzystwie najwspanialszej istoty, jaką kiedykolwiek przyszło mi poznać, w obecności najcudowniejszego, najbardziej przystojnego i młodziutkiego chłopaka, powinienem raczej uskuteczniać autoreklamę, by zwrócić na siebie jego uwagę, ale... Fakt jest taki, że właściwie nie mam się czym chwalić. Na określenie Andy'ego znalazłoby się tyle słów, a na mnie właściwie tylko jedno. Przeciętniak. Ewentualnie żałosny przeciętniak. Właściwie nikt nie zwracał na mnie uwagi. Co innego gdybym wyglądał jak Hugo, mieszkał tam gdzie Hugo, miał taki samochód jak Hugo, powodzenie jak Hugo, charakter jak Hugo... Boże, naprawdę zaczynam nienawidzić swojego przyjaciela. Niestety wciąż jestem tylko Mitchem.
Weszliśmy do mieszkania. W milczeniu rozpakowaliśmy wszystkie zakupy, a ja psychicznie przygotowywałem się do tego ważnego tematu. Tego, co zdarzyło się wczoraj. Oczywiście zdążyłem wszystko wyjaśnić Andy'emu. W mojej głowie. Bo w rzeczywistości nie zdążyłem nawet powiedzieć słowa. Rudzielec porwał paczkę chipsów i pognał do swojego pokoju, znajdując sobie lepsze zajęcia niż użeranie się z niezdecydowanym staruchem.
Chyba się zabiję.


Leżę w swojej sypialni i czytam książkę. „Czytam” to chyba za dużo powiedziane, skoro od półtorej godziny jestem wciąż na tej samej stronie i moje myśli nieustannie krążą wokół jednej osoby. Musiałem jednak znaleźć sobie jakieś zajęcie. Nawet to najbardziej pozorne. Chciałem porozmawiać z Andy'm. Krążyłem po domu, zbliżałem się do jego pokoju, udawałem, że skręcam do łazienki... W końcu rudowłosy zapytał mnie z rozbawieniem, czy nie mam jakichś problemów natury urologicznej. Nieszczęśliwy z powodu własnej bezradności, wróciłem więc do sypialni, dochodząc do wniosku, że mam problemy jedynie natury psychicznej.
Nagle Andy wszedł do mojego pokoju.
-Nudzę się.- oświadczył na wstępie.
-Och.- rzuciłem tylko. Mitch, idzie ci coraz lepiej! Może niedługo nauczysz się budować zdania!
-Poszedłbym gdzieś, ale nie chcę cię tutaj samego zostawiać...- dodał.
Usiadł na brzegu łóżka. Szybko odłożyłem na bok książkę.
-Może zamówimy pizzę?- zapytał z entuzjazmem, pokazując mi ulotkę, którą wcześniej zgarnął z mojej skrzynki na listy.- I obejrzymy razem coś... miłego...?
Zrobiło mi się gorąco. Boże, czy do reszty mi odbiło? Coś miłego. Coś miłego! Co jest miłe...? Miłe są pluszowe misie i... O Boże, skąd takie myśli, skąd takie myśli!
-Tak. Tak, jasne.- odparłem zadziwiająco płynnie, usiłując pozbyć się bardzo natrętnych wyobrażeń z mojej głowy. Tych z Andy'm i pluszowymi misiami w roli głównej.
Chwilę później rudzielec zatelefonował do pizzerii i podszedł do mojego telewizora, szukając w szafce pod nim czegoś odpowiedniego do obejrzenia.
-Nie mam zbyt wielu filmów.- zastrzegłem natychmiast.
-Spoko, spoko, Mitch...- mruknął, z obojętnością przerzucając kolejne pudełka, aż w końcu wziął jedno w dłonie i wybuchnął śmiechem.- „Seksualne przygody pani Smith”...?- przeczytał na głos i spojrzał na mnie z rozbawieniem.
Natychmiast zerwałem się z łóżka i niemalże rzuciłem się w jego kierunku.
O BOŻE! O Boże, o Boże, o Boże, dlaczego to mnie spotyka?!
-A-A-Andy, to jest...- autentycznie rozważałem samobójstwo, gdy oglądał kolejne pudełka o podobnych, równie wymyślnych tytułach. Jęknąłem w duchu.- T-To nic, naprawdę! Prezenty od Hugo, dawał mi je z różnych okazji i...
-Sądziłem, że dawał ci inne podarunki.- Andy był doprawdy okrutny.- „Seksualne przygody pani Smith”...- powtórzył raz jeszcze, chichocąc.- To dopiero trafiony prezent dla kogoś takiego jak ty!
-Nigdy tego nie oglądałem.- zastrzegłem natychmiast.- Nigdy! Przysięgam!
-No... Domyślam się...- Andy wciąż nie mógł powstrzymać śmiechu.
Usiadłem z powrotem na łóżku, wzdychając niemalże z rozżaleniem. Rudzielec wybrał w końcu jakiś film, normalny film, należałoby dodać, puścił go i położył się wygodnie obok mnie. Przełknąłem ślinę. Andy oświadczył, że mu zimno i nim zdążyłem się zorientować, już leżałem tuż przy nim, pod kocem i czułem, jak wtula się we mnie mocno. Nie wiem w którym momencie jego noga wylądowała pomiędzy moimi i zaczęła niebezpiecznie ocierać się o okolice krocza.
Spokojnie, Mitch. Tylko spokojnie... Myśl o czym miłym... Tylko nie o pluszowych misiach! Myśl o...
-No wreszcie!- rzucił Andy, gdy usłyszał pukanie do drzwi i zerwał się z łóżka.
Odetchnąłem głośno, korzystając z chwili dystansu i przetarłem twarz dłonią. Co ty wyrabiasz, Mitch, co się z tobą dzieje...? Przecież nie możesz doprowadzić do tego, co się wydarzyło wczoraj. Nie, zdecydowanie nie możesz. Opamiętaj się wreszcie!
Rudowłosy wrócił do pomieszczenia z pokaźnym pudełkiem pizzy i położył je na łóżku.
-Co tak długo...?- zapytałem z uśmiechem, siadając i usiłując ukryć skrępowanie.
-A takie tam... Gadałem chwilę z dostawcą... Bardzo przystojny był, wiesz?- rzucił, siadając przede mną i oglądając się na mnie z wyczekiwaniem.
-To dobrze.- odparłem, zdając sobie bolesną świadomość z tego, że chyba nigdy nie usłyszę podobnej opinii na mój temat. Ani od Andy'ego, ani nikogo innego.
-Nie przeszkadza ci to...?
-Przystojni dostawcy pizzy...?- zaśmiałem się lekko.- Nie, raczej nie.
Andy wzruszył ramionami i odwrócił się do mnie plecami, chyba rozczarowany moją odpowiedzią. Kolejne pół godziny minęło względnie spokojnie. Andy jadł pizzę, co jakiś czas narzekając na absolutną bezradność głównego bohatera i zerkał na mnie w taki sposób, jakby chciał mi coś dać do zrozumienia. Oczywiście dobrze wiedziałem, że moja bezradność, a bezradność nieszczęsnego Thomasa, zakochanego po uszy w Mariettcie, jest nieporównywalnie większa. Tak czy inaczej, rozumiejąc go dokładnie, oczekiwałem końca jego miłosnych zmagań. Koniec był tragiczny. Marietta wyszła za jego najlepszego przyjaciela, a Thomas pochorował się z tego wszystkiego i umarł. Nie żebym podejrzewał, że Andy poślubi Hugo, co to to nie!
… No dobrze, może taki obrazek przemknął mi przez myśl, co pewnie jest kolejnym dowodem moich niewątpliwych zaburzeń psychicznych.
Ale tak czy inaczej, biedny Thomas robił wszystko, by zwrócić na siebie uwagę kobiety, która wcale nie była nim zainteresowana. I nigdy mu się to nie udało. Wcale się nie dziwię, skoro niezdecydowana Marietta była od niego o wiele młodsza i mogła wybierać pośród innych mężczyzn.
… Tak...
Czy nie uważacie, że moja sytuacja jest absolutnie beznadziejna?
Co prawda Andy wcale nie przypomina wybrednej dziewczyny o zimnym sercu, ale mimo wszystko.
Rudzielec odwrócił się w moim kierunku. Ubrudził się na policzku sosem pomidorowym. Uśmiechnąłem się z rozbawieniem i już miałem coś powiedzieć, gdy ten przysunął się bliżej i ucałował mnie mocno w usta. Odsunął twarz ledwie kilka sekund później, spoglądając na mnie z uwagą, jakby chciał odczytać moją reakcję.
… Co zapewne nie było trudne, zwłaszcza, że spoglądałem na niego z szeroko otwartymi oczyma i rozchylonymi ustami, z trudem powstrzymując się, by nie kontynuować tego, co przed chwilą przerwał.
Jednak nie musiałem się długo nad tym zastanawiać. Andy powrócił do moich ust, w namiętnym pocałunku, pchając mnie na pościel. Położyłem się na niej, a on usiadł mi na biodrach, nie odrywając się ode mnie ani na chwileczkę. Mimowolnie rozchyliłem wargi. Poczułem jak jego język ociera się o mój, wywołując przyjemne dreszcze i mrowienie. Oparłem dłonie na jego biodrach. To był pewnie dobry moment, by wyrazić swoje głębokie wątpliwości, zarówno moralne, jak i etyczne. Problem jednak w tym, że niezależnie od wszystkiego, moralność i etyka schodziła na dalszy plan, gdy miałem go obok siebie. Słowo daję, nigdy nie wierzyłem specjalnie w tłumaczenie ludzkich uczynków instynktami, pragnieniem czy pożądaniem. Ale pragnąłem go i pożądałem tak mocno, że aż ciężko było mi nad tym panować. Moje dłonie bezwiednie zaczęły zsuwać się powoli, na jego pośladki. Opamiętałem się z trudem i cofnąłem je, chociaż nawet nie zaprotestował. Chciałem zachować resztki zdrowego rozsądku i chciałem, uwierzcie mi, że chciałem, myśleć logicznie i rozważać uważnie to, co robię, ale odpowiadając na jego pieszczoty, angażując się coraz bardziej, zapominałem o wszystkim, co istotne.
Czy kiedykolwiek całowałem się z kimś tak jak z nim...?
Chyba w poprzednim życiu, jeśli w ogóle.
-Jak tam twój heteroseksualizm, Mitch...?- zapytał, odrywając się ode mnie.
-Kiepsko...- przyznałem z głębokim, tęsknym niemalże westchnieniem.
Podniosłem się do pozycji siedzącej, podtrzymując usadowionego wciąż na moich biodrach Andy'ego w pasie. Uśmiechnął się figlarnie. Mój piękny, piękny Andy! Pocałował mnie ponownie, a zaraz przesunął wargi na mój policzek, a następnie szyję. Jęknąłem cicho, gdy poczułem jego język na swojej skórze.
-A... Andy... Andy, Andy, Andy...- udało mi się wreszcie opamiętać i chwyciłem go za ramiona, odsuwając nieco, świadom tego, że za chwilę sprawy potoczą się dużo dalej, niż bym tego chciał.
Uniósł brwi, wyraźnie nie rozumiejąc o co mi chodzi i nachylił się nade mną ponownie. Przewróciłem go na pościel i tym razem to ja wpiłem się w jego usta, przejmując inicjatywę. Chyba tylko tyle mogłem zrobić, bo powiedzenie „nie” w tych okolicznościach, patrząc na Andy'ego, na jego usta, na jego ciało... Nie jest ze mną dobrze. Tak czy inaczej, nie mogłem pozwolić, by to skończyło się tak jak wczoraj albo i gorzej. Nadal nie wiedziałem, jak wiele w tym, co robił Andy było zabawy, jak wiele prowokacji, a ile rzeczywistych emocji. I dla własnego bezpieczeństwa, wolałem nie pytać.
Całowaliśmy się. Tylko i wyłącznie. Bardzo dobra informacja. Bardzo dobrze jest stwierdzić, że naprawdę mam jeszcze jakieś zahamowania, nawet w towarzystwie najbardziej atrakcyjnej i pociągającej osoby, jaką kiedykolwiek znałem. Andy poszedł się wykąpać, później ja wziąłem zimny prysznic... Przebrałem się w piżamę, świadom tego co, a właściwie kto, czeka mnie w sypialni. Wszedłem do pomieszczenia i zobaczyłem leżącego na łóżku Andy'ego, w swojej koszulce na ramiączkach i krótkich spodenkach. Oglądał jakiś program w telewizji, ale gdy mnie zobaczył, wyłączył go i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
Boże.
Jego nogi.
Jak to możliwe, żeby mężczyzna miał takie nogi!
Świadom tego, że przydałby mi się kolejny zimny prysznic... A raczej, że przydałby mi się taki prysznic gdzieś bliżej, w sypialni najlepiej, gdzie mógłbym mieć do niego stały dostęp, nie mając zbyt wielu możliwości, położyłem się obok chłopaka. Rudzielec przysunął się do mnie, po czym objął mnie w pasie, opierając głowę o moją klatkę piersiową. Sięgnąłem do lampki, żeby wyłączyć światło.
-Jak to z nami jest, Andy...?- zapytałem po chwili wahania, korzystając z tej odrobiny odwagi, jaka się we mnie zrodziła.
-Hm...?- chłopak podniósł na mnie wzrok.- No nie wiem, Mitch... Ze mną jest dobrze, a z tobą...?
Parsknąłem cicho i ucałowałem go w czoło.
Było wręcz idealnie.
Tylko nadal nie wiedziałem, co z tego wszystkiego wyniknie.

14 komentarzy:

  1. Hej,Silencio :).

    Rozdział bardzo mi się podobał.
    Niesamowite jest to, jak dobrze potrafisz się wczuć w bohaterów, oddać z przekonaniem ich zachowania. Każda myśl, każde działanie jest uzasadnione ich charakterem.

    Brakuje mi trochę w tym opowiadaniu postaci drugoplanowych. Oczywiście, ma to również swoją dobrą stronę, bo wszystko skupia się na Andym i Mitchu :D.

    Życzę weny,
    Kajna.

    P.S. Na jakie opo możemy liczyć następnym razem? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy12:05 PM

    Nareszcie jakaś akcja xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy12:21 PM

    Świetny rozdział, mam nadzieję, że Mitch zrobi prawo jazdy. D.

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy12:51 PM

    Jest, jest, jest! Długo czekałam na ten rozdział, nie zawiodłam się.
    Cudowny <3

    Co będzie następne? :>

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy3:22 PM

    OJESUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU! :D
    Kocham kocham kochammmmmmmm!!! Nie wiem za co najbardziej... Biedny Mitch! On jest taki... bawww xD Andy go wytrenuje! Szkoda, że nie obejrzeli tego pornosa... Znaczy, lepiej by było, gdyby był tam jakiś gejowski, ale... XDD
    LoliShouta

    OdpowiedzUsuń
  6. Mitch zdecydowanie za dużo myśli. Czemu on w tym łóżku się wycofał Chłopie działaj. Może to twoja jedyna szansa na coś więcej. Andy z tym dostawcą sprawdzał, czy Mitch jest zazdrosny, albo jak reaguje na wyraźnie homoseksualne akty podrywu.
    Rozdział wspaniały, ale jestem nienasycona. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Mało mi, mało ~.~ Czuję niedosyt i rozdział był taki krótki ._. Ale był. Ugh... weny :3

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy7:20 PM

    No właśnie, jak to z nimi jest? :D
    Świetny rozdział, choć jak dla mnie to za krótki, za szybko się skończył ;)
    Ale i tak cudowny.
    pozdrawiam,
    J.

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy11:08 PM

    tak się przejadłam slashem, że naprawdę zamierzałam odłożyć czytanie na kiedy indziej.
    oczywiście postanowienie to nie mogło przetrwać. i ten rozdział... ożywił mnie, jakoś. jak zwykle miałam ochotę skopiować parę kawałków i pokazać światu. "love mitch <3". [<3 <3]. i w ogóle.
    rzecz w tym, że... faktycznie jesteś lepsza niż wszyscy polscy i zagraniczni autorzy yaoi których znam -,,--

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy12:24 AM

    Mitch boi się, bo ma świadomość, (a raczej podejrzewa) że podczas gdy dla niego byłby to ważny krok, Andy mógłby potraktować to jako jednorazową przygodę, w grę wchodzi również brak pewności siebie i wiary ze własne możliwości hmm wspaniałe połączenie młody, przebojowy i w jakiś sposób dojrzały chłopak i dorosły, acz nieśmiały i niepewny siebie mężczyzna... cały czas ciekawi mnie z czego żyje Mitch i jak to robi że nic nie robi, a i tak ma co tylko chce (chociaż i tak wiele tego nie ma) też tak chcę:D
    Pozdrawiam, Etna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy1:06 PM

      Przeczytaj poprzednie rozdziały, tam wszytsko było powiedziane!
      -.-
      S.S

      Usuń
  11. Anonimowy6:00 PM

    A może... by tak w następnych rozdziałach pojawiał się częściej Hugo?
    Nie chodzi mi o to ,żeby był cały czas (Hugo czający się w lodówce, pralce i pod łóżkiem Mrrry <3) bo wiem ,że to postać drugoplanowa i niby nic ważnego to opowiadania nie wnosi ale jednak ubóstwiam go.
    Czekam tylko na moment gdy Mitch ma już kochać się z Andym a tu nagle dzwonek do drzwi. Mitch potargany, zarumieniony i półnagi wychodzi do przed pokoju, otwiera drzwi a tam stoi Hugo z butelką wina i zamiera w bezgranicznym zdziwieniu a za Mitchem pojawia się Andy (jedynie w zbyt długiej bluzce).
    Oohoo się zagalopowałam.
    Pozdrawiam Boginikokainy

    OdpowiedzUsuń
  12. Anonimowy5:07 PM

    Podziwiam samokontrolę Mitcha :D Mieć takie cudo pod ręką, praktycznie pakujące mu się do łóżka, i nie skorzystać..? No, stary, nieźle.
    W sumie trochę Mitch przypomina mi... mnie. I jest to dość przerażające O.o
    A Andy nadal kusi, sprawdza...
    Alys

    OdpowiedzUsuń
  13. Anonimowy11:00 PM

    Dzisiaj zaczęłam czytać to opowiadanie, oczywiście bardzo dobre opowiadanie :) Jednak cokolwiek bohaterowie, by nie robili, Mitch ciągle kojarzy mi się z Wokulskim z "Lalki" ;)

    OdpowiedzUsuń