Strony

piątek, 29 czerwca 2012

~~ 8 ~~ [Książę]


Z dedykacją dla Cannum




` Gdybym miał wybierać
Wolałbym cię zabić
Niż pozwolić ci odejść.
Moja miłość jest spaczona i chora
Nie ma w niej nic godnego pochwały
Ani czystości, ani piękna.
Jest tym uczuciem, które niegdyś burzyło królestwa
Niszczyło, mordowało i śmiercią karało niewinność
Nikt nie uczył mnie kochać inaczej.

A może jest jedynie siostrą miłości?
I dlatego nazywają ją nienawiścią.

Książę czuł żal i wściekłość. Wygnał Amona i wszystkich pozostałych, zamknął się w swojej komnacie i krążył po niej nieustannie, wracając ciągle do tych samych myśli, tych samych rozważań i popadając coraz bardziej w swoisty obłęd. Jakże był naiwnym sądząc, że można nauczyć się odwagi! Że można usunąć strach! Że można po prostu chwycić za broń i zabić, tak po prostu, bez myśli, bez lęku, bez chwili wahania... Nie można. On nie potrafił. Spoglądał na Immriela z podziwem, widząc w nim te wszystkie cechy, które sam chciałby posiadać. Głupiec! Immriel był odważny, ale cóż mu po tej odwadze? To nie odważni rządzą światem! Immriel był niewolnikiem, będzie żył jak niewolnik i w końcu zginie jak jeden z nich, w pogardzie i obojętności! Nikt nawet nie będzie o nim pamiętał! To łatwe. Być bohaterem, kiedy nie ma się już nic do stracenia. Być mordercą! Przeklęty Immriel! Zamordował swojego pana, zamordował wielu ludzi przed nim, ale jemu śmiał mówić, że będzie żałował zbrodni na którą czekał od tak dawna, którą tak misternie, tak starannie planował...? Niech go szlag trafi i wszystkich podobnych jemu! Mamiących, łudzących, sypiących bezwartościowymi słowami i obietnicami... Czym się różnił od Amona i całej reszty ślepców? Cóż mu po jego wyjątkowych oczach, skoro i tak niczego nie widział? Książę nienawidził go w tym momencie najbardziej na świecie. Nienawidził go tak, jakby był winnym tego, co go spotkało. Obarczył go tą winą bez chwili wahania. Tak jak czynił to wcześniej, zrzucając ją na Amona i wszystkich jego poprzedników. Co za wstyd...! Ukorzyć się przed kimś takim, obnażyć swoje cele, swoje słabości, poczuć na chwilę, ledwie na moment, że wszystko może się jeszcze odwrócić... Immriel nim manipulował. Zwodził go, to pewne. Jak książę mógł uwierzyć w to, że rzeczywiście będzie w stanie mu pomóc...? Nie od dziś przecież wiedział, że pomagają jedynie ci, którzy mają z tego jakiś zysk. A jaką korzyść mógłby mieć niewolnik z pomocy komuś takiemu jak on...? Jak bardzo żałował dnia, w którym wykupił go i przywiózł do zamku. Tej pierwszej chwili, tego spojrzenia, fascynacji, która rosła wraz z każdym kolejnym dniem i sprawiała, że książę zapominał o swoich własnych zasadach, o toczonej przez siebie grze. I tym sposobem stał się nie rozgrywającym,a pionkiem.
Drzwi od komnaty uchyliły się i stanął w nich nikt inny, jak ten niewolnik właśnie. Książę aż przystanął ze zdumienia, spoglądając wprost na wpatrujące się w niego z uwagą, szkarłatne oczy. Jak śmiał...!
-Wynoś się- warknął lodowato potomek monarchy, odwracając wzrok i odchodząc w kierunku okna. Nie chciał na niego patrzeć. Za dużo uczuć w nim wyzwalał, za bardzo wytrącał go z równowagi. Nie zamierzał się poniżać, nie po raz kolejny. Dopatrywał się w Immrielu tego wszystkiego, na czym sam chciał się opierać. Wyrachowania, chłodnej kalkulacji, przebiegłości...
Ale gdy widział tego mężczyznę, który bez cienia lęku przyszedł tutaj nie proszony, stał tuż obok, wpatrywał się w niego taki sposób, z jakąś czułością, z troską, której następca tronu nie rozumiał i wcale nie chciał zrozumieć, zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo dalekie od prawdy są jego przypuszczenia. Dlatego właśnie nie mógł na niego patrzeć. Nie chciał.
-Powinniśmy porozmawiać, książę- zaczął Immriel.
-Nie zamierzam z tobą rozmawiać!- odwarknął w odpowiedzi młodzieniec, nie mogąc się powstrzymać, nie mogąc nawet opanować drżenia w głosie.
Dlaczego tracił przy nim wszystko to, co udało mu się dotąd wypracować? Dlaczego nie potrafił udawać, że jest mu obojętny...?
-Nie uważasz, że należą mi się wyjaśnienia...?
Bezczelny! Niech go szlag trafi! Co on sobie wyobrażał! Wchodził tutaj bez pozwolenia i miał śmiałość kierować w stronę następcy tronu takie pytania?! Każdy inny zostałby za coś podobnego surowo ukarany! Ale na cierpienie każdego innego, książę mógłby patrzeć bez mrugnięcia okiem. A on... Jak bardzo żałował, że nie zginął wtedy, gdy jeszcze jego los był mu zupełnie obojętny, bez znaczenia. Teraz potomek monarchy nie potrafił nic zrobić. Mógł się tylko bronić, ubierać się raz jeszcze w kłamstwa, karmić własne urojenia i zapętlać się w swojej nienawiści.
-Jesteś niewolnikiem!- wycedził przez zęby następca tronu.- Nic ci się nie należy!
Ile by dał, by po tych słowach Immriel opuścił to pomieszczenie! Ale ten podszedł do niego i stanął tuż obok, spoglądając bez zrozumienia, ale i ze swoistą cierpliwością, spokojem. Książę nienawidził tego spokoju. Nienawidził tego mężczyzny, który w jednej chwili potrafił sprawić, że wszystkie jego lęki i wątpliwości uciekały, który dawał mu nadzieję, by zaraz odebrać mu to wszystko i uświadomić księciu jak bardzo samotny i bezradny był przez całe swoje życie.
-Dlaczego mówisz mi takie rzeczy, książę...?- zapytał cicho.- Nie zrobiłem niczego, by cię skrzywdzić.
Skłamałeś! Przeklęty kłamco, niczym nie różnisz się od reszty!
Następca tronu chciałby w to w końcu uwierzyć. Powtarzał to sobie nieustannie, tak jak wcześniej wmawiał sobie, że nie boi się śmierci i nie jest zdolny do żadnych uczuć, licząc na to, że któregoś dnia, słowa te staną się faktem.
-Nie będziesz mnie już uczył. W ogóle nie będziesz mnie widywał- rozsądził książę, odsuwając się od mężczyzny i odwracając się do niego plecami. Ciężko byłoby mu mówić podobne rzeczy patrząc Immrielowi w twarz.- Rozkażę ci znaleźć inne zadanie i pilnować, żebyś trzymał się z daleka ode mnie.
-Z jakiego powodu?
-Z powodu mojej zachcianki!- krzyknął z wściekłością potomek monarchy, odwracając się gwałtownie w stronę niewolnika.
Dlaczego nie mógł go po prostu zostawić...? Dlaczego nie mógł przyjąć jego słów i odejść, pozwalając księciu pozostać z jego wszystkimi urojeniami i wyobrażeniami?
-Nie jesteś taki, książę- odparł stanowczo Immriel.
-Jestem dokładnie taki!
-Nie wydaje mi się.
-Bo wydaje ci się, że cokolwiek o mnie wiesz! Tak sądzisz...?- potomek monarchy uśmiechnął się drwiąco, usiłując zachować pozory obojętności.- Naprawdę sądzisz, że cokolwiek znaczysz...? Że jesteś w jakiś sposób wyjątkowy...? Mylisz się. Wcale nie różnisz się od pozostałych niewolników, których tutaj miałem... Traktowałem ich dokładnie tak samo jak ciebie...- usiłował przywołać chłodny uśmiech na twarz. Nie chciał go skrzywdzić. Chciał go odstraszyć, zmusić do tego, by wreszcie zostawił go w spokoju. Nie potrafił znieść jego obecności, odkąd powiedział mu to wszystko i usłyszał jego odpowiedź.- Znudzili mi się. Tak samo jak ty teraz.
Immriel był niewzruszony.
-Dlaczego mówisz mi te kłamstwa, książę?
-To nie są kłamstwa!
-Co się dzieje, książę?- zapytał niewolnik, spoglądając na potomka monarchów z troską.- Powiedz mi, proszę. Nie jestem ślepy widzę, że coś jest nie w porządku.
Książę uśmiechnął się gorzko. Czyżby...?
-Wynocha. Wynoś się stąd, do diabła!- wrzasnął, a drzwi od komnaty otworzyły się i do jej wnętrza zajrzał Elijah.
-Coś... nie tak, książę...?- zapytał, pozwalając sobie wejść do środka i kierując wzrok na Immriela.
Następca tronu opanował się. Cofnął się o kilka kroków i nie spoglądając nawet na Immriela, ponownie odwrócił w kierunku okna. Ten dobrze odczytał jego zachowanie.
-Wybacz, książę.- rzucił bardzo oficjalnie, spojrzał ostatni raz w kierunku następcy tronu i wyminąwszy sługę, opuścił pomieszczenie.
Elijah stał wciąż przy drzwiach, czekając najwyraźniej na moment, w którym zostanie odesłany albo poproszony o wyjście, ale książę w milczeniu walczył ze samym sobą, spoglądając na kłębiące się na niebie, ciemne chmury. Trzeba było to wszystko skończyć raz na zawsze. Skończyć ze złudzeniami. Skoro nie da się pozbyć lęku przed śmiercią inaczej, niż tylko stawiając jej czoła... Skoro nie da się zapomnieć i zniknąć... I nie ma już nikogo do pomocy... Nie uda mu się niczego zmienić. Czekał go los podobny setkom innych, tak różnym od niego pod względem statusu i sytuacji, ale jakże podobnych. Los niewolnika, który czeka z niecierpliwością na dzień, w którym uwolni się od jarzma, ale nie stać go na nic prócz marzeń. A choćby i zabił swojego pana... Czy zmieniłby cokolwiek? Czy w ten sposób nie popada się w kolejną niewolę, być może jeszcze trudniejszą niż wcześniejsza?
-Ten niewolnik...- następca tronu nie potrafił nawet wymienić imienia mężczyzny bez żalu. Dziwne, jak bardzo chciałby być przy nim i jednocześnie odseparować go od siebie zupełnie, żeby nie zatruwał już jego myśli i nie powodował rozgoryczenia.- Znajdź mu inne zadanie. Z daleka ode mnie.
-Już mnie o to prosiłeś, książę...- przypomniał ostrożnie Elijah.- Ośmielę się zapytać... Czy uczynił cokolwiek za co należałaby mu się kara...?
Na to pytanie książę nie potrafił odpowiedzieć. Co właściwie złego zrobił mu Immriel? Czym wyrządził mu krzywdę? Swoją troską? Swoją czułością? Obietnicami...? Kłamstwami, tak należałoby powiedzieć. Człowiek, który nie czyni tego, co wcześniej zapowiedział, jest niczym więcej, jak tylko kłamcą. To było wygodne wyjaśnienie. Dobre wyjaśnienie. Nie trzeba było się nad nim więcej zastanawiać i po raz kolejny analizować tego wszystkiego. Immriel był kłamcą. Amon był kłamcą. Teraz zdawało się księciu, że właściwie niczym się nie różnili.
-Zmieniłem zdanie. Każ go wywieźć z zamku.- powiedział, chociaż każde kolejne słowo przychodziło mu z trudem.
-Dokąd, książę?
-Gdziekolwiek. Byle dalej stąd.
-Wybacz, książę, ale nie bardzo rozumiem... Zamierzasz go uwolnić...?
Potomek monarchy zastanowił się nad tym i znowu nie potrafił udzielić odpowiedzi. Uwolnić go...? Na samą myśl o tym, że miałby być poza jego zasięgiem, poza jego możliwością interwencji, czuł niepokój. Nie potrafiłby jednak oddać go komuś innemu, ani pozwolić, by sprzedano go po raz kolejny. I znowu, tak, jak za każdym, wcześniejszym razem, okazał się tak bezradny, że aż niezdolny do podjęcia stanowczej decyzji.
-Jeszcze... Jeszcze nie wiem...- powiedział, a w jego głosie pojawiła się wyczuwalna wątpliwość.- Pomyślę nad tym.
-Dobrze, książę. Czy powinienem...
-Odejdź.- szepnął potomek monarchy.- Ja po prostu chcę zostać sam.

Książę niemalże cały dzień przesiedział w swojej komnacie. W zamknięciu, milczący, samotny i coraz bardziej zrezygnowany, zastanawiał się nad tym, co go spotkało, co mu pozostało i czego jeszcze nie zdążył utracić. Jak bardzo smutna okazała się świadomość, że to, co posiadał, to, co go otaczało, było zupełnie bezwartościowe. Co za ironia losu... Miliony ludzi oddałyby wszystko, by znaleźć się na jego miejscu, skuszeni władzą, honorami i pieniędzmi. On tymczasem chciałby się stąd wydostać. Tak po prostu. Obudzić się któregoś dnia i już być w innym miejscu, z dala od tego wszystkiego. Nie, to nie wystarczy. Obudzić się na nowo. Ledwie pamiętając to, co się zdarzyło, z cieniem wspomnień, które zapisałyby się w jego pamięci jako senny koszmar, z którego udało mu się w końcu wybudzić, wracając do zwykłej rzeczywistości. Ale czy to by cokolwiek zmieniło...? Czy nie łudził się, poddając równie zwodniczym marzeniom jak ci nieszczęśni głupcy, śniący skrycie o bogactwie i potędze...? Nawet gdyby był mieszczaninem czy wieśniakiem, cóż to zmienia? Czy pośród ludu nie trafiają się ludzie obłąkani, nie trafiają się szaleńcy, nie trafiają się potwory...? Nawet do jego uszu docierały historie o okrucieństwach jakich dopuszczali się poddani. Nigdy go to nie obchodziło. Ciężko jest żałować innych, kiedy samemu nie jest się żałowanym. Ale wiedział. Tacy ludzie istnieją. Może ledwie jednostki, a może całe masy. Nie miał pojęcia, nie mógł mieć. Ale gdyby był kimś innym... Byłby wolny. Teraz był więźniem. Więźniem zamku, więźniem lęku i władzy, której niektórzy tak naiwnie pragnęli. Otoczony zewsząd żmijami, czekającymi tylko, by rzucić mu się do gardła i gromadą tchórzy, obawiających się choćby wypowiedzieć słowo protestu. Właściwie nie mieli przeciw czemu protestować. Wcale nie mieli swojego zdania. Ani rozumu. Ani sumienia.
Elijah zaglądał do niego co jakiś czas. Za każdym razem, nim potomek monarchy spojrzał w stronę drzwi, wydawało mu się, że stoi w nich nikt inny jak Immriel. Nie wiedział, co ma z nim zrobić. Nie chciał mieć go w pobliżu. Gdy na niego patrzył, czuł tylko wstyd. Wstydził się wszystkiego – tego, co mu powiedział, tego, jak się zdradził, a nawet tego, z czego Immriel jeszcze prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy. Pozwolił sobie na zbyt wiele, na zaufanie drugiemu człowiekowi, chociaż nie był to przecież pierwszy raz, chociaż dobrze wiedział, jak się skończy spoglądanie z nadzieją w kierunku – pożal się boże! - niewolnika! Cóż z tego, że innego od pozostałych. To były różnice pozbawione większego znaczenia. Sprawiły jedynie, że książę szybciej uległ kolejnemu złudzeniu, jakie sam stworzył w swojej wyobraźni. Ale co teraz...? Znaleźć Immrielowi inne zadania...? Cóż z tego. Napotka go w końcu, prędzej czy później. Będzie o nim myślał. Będzie lgnął do niego mimowolnie, tak, jak czynił to już wcześniej, nie będąc w stanie powstrzymać tych absurdalnych uczuć, które się w nim zrodziły i wcale nie chciały odejść, mimo rozżalenia i niechęci. Więc co? Oddać go na służbę do kogoś innego? Książę oszalałby z zazdrości. Pozwolić sprzedać, oddać na targ, tam, gdzie było jego miejsce i zapomnieć...? Następca tronu nie potrafiłby. Ani zapomnieć, ani uczynić Immrielowi podobnej krzywdy. Pozwolić odejść...? Potomek monarchy nie był w stanie sobie tego wyobrazić. To wydawało się być najrozsądniejszym rozwiązaniem – zwrócić Immrielowi wolność i normalne życie. Książę chciał go od siebie odizolować, sprawić, by ten zniknął z jego otoczenia, ale jednocześnie myśl, że mógłby stracić nad nim tą wątłą nić kontroli, była nie do wytrzymania.
Nakazał Elijahowi przygotowanie sobie kąpieli. Niedługo później przeszedł do łazienki. Nie kazał wzywać Amona, nie chciał go widzieć na oczy. Potomek monarchy nie wiedział, co z nim teraz będzie. Pewnie zamknie się w komnacie, będzie rozmyślał, coraz bardziej obsesyjnie o tym jednym, niemożliwym do zrealizowania celu. Trudno powiedzieć, jak długo. Później w końcu wszystko wróci do normy. Będzie czynił to, co czynił wcześniej. Grał, udawał, bawił się tą garstką głupców zgromadzonych wokół niego, tylko po to, by ostatecznie uświadomić sobie, że wszystko to wynika nie z jego siły, a porażającej wprost słabości.
Następca tronu zaczął rozpinać powoli guziki koszuli. Usłyszał, jak drzwi od łazienki otwierają się i ktoś wchodzi do środka.
-Chyba wyraźnie ci powiedziałem, że nie chcę cię dzisiaj widzieć, prawda...?- warknął potomek monarchy sądząc, że to Amon, ale gdy odwrócił się i dostrzegł przed sobą Immriela, zamarł w bezruchu, nie wiedząc, co powiedzieć. Mężczyzna zamknął za sobą drzwi. Książę poruszył się niespokojnie, przypominając sobie ich poranną rozmowę i odzyskując stanowczość.- Czego chcesz?- zapytał stosunkowo cicho. Nie chciał, by ktoś to usłyszał i zechciał sprawdzić, jak wcześniej Elijah. Sprawa nie byłaby łatwa do wyjaśnienia i chociaż sam następca tronu nie musiał się tłumaczyć przed nikim i z niczego, Immriel mógłby mieć kłopoty, gdyby zarzucono mu coś... niestosownego.
-Dokąd chcesz mnie odesłać, książę?- niewolnik spoglądał na niego niemalże z niedowierzaniem.- Z jakiego powodu?
A więc już wiedział...
-Nie mam ochoty z tobą rozmawiać- odparł lodowato książę i ruszył w kierunku drzwi, chcąc je otworzyć i dać mężczyźnie do zrozumienia, że powinien wyjść, ale nim zdążył to uczynić, Immriel chwycił go za ramiona i przycisnął do ściany.
-Dlaczego mi to robisz...?- niewolnik nachylił się nad potomkiem monarchy. Ten w pierwszej chwili był tak zaskoczony, że niezdolny nawet do obrony.- Dlaczego igrasz ze mną w ten sposób...?
Książę wpatrywał się prosto w twarz mężczyzny, widząc na niej żal i niezrozumienie. Odwrócił wzrok. Poruszył się ledwie, co miało być z początku próbą uwolnienia się, ale brakło mu siły.
-Zostaw mnie- rzucił jedynie.
-Nie, dopóki nie powiesz mi, co tobą kieruje. Dlaczego...? Po co to wszystko..?- następca tronu nie miał pojęcia, o co ten pyta. O odesłanie go? Chęć morderstwa?- Książę!- mocniej jeszcze zacisnął palce na ramionach potomka monarchy, który spoglądał w bok, nie chcąc spojrzeć niewolnikowi w oczy.- Powiedz mi, proszę... Co się dzieje...? O czym mi nie mówisz...?
-Czego ty chcesz, do licha?!- zdenerwował się następca tronu.
-Prawdy!
Problem w tym, że książę nie chciał prawdy. Chciał spokoju. Chciał wolności. I chciał śmierci. Nie był jednak zdolny do zapewnienia sobie którejkolwiek z tych rzeczy. Wystarczała mu więc samotność, samotność jest lepsza od prawdy. Będąc samemu nie trzeba odpowiadać na żadne pytania. Nie trzeba szukać rozwiązań. Nie trzeba się wstydzić. Można za to żałować swojego losu i swoich decyzji, od nowa budować nienawiść do siebie i wszystkiego dookoła. To jest dobre. To jest proste...
-Powiedziałem ci prawdę!- odwarknął książę, spoglądając mężczyźnie w twarz- Nie chcę cię tutaj i niczego więcej nie musisz wiedzieć!- nie mógł jednak długo wytrzymać przenikliwego spojrzenia szkarłatnych oczu. Poczuł łzy zbierające mu się pod powiekami. Ponownie odwrócił wzrok, ale nie był w stanie ich powstrzymać.- Zostaw mnie... Po prostu daj mi spokój...
-Nie mogę, książę. Nie mogę...
Immriel chwycił go delikatnie za twarz. Książę pokręcił głową, ostatkami siły usiłując zaprotestować, ale nie potrafił go od siebie odepchnąć. Niewolnik nachylił się nad nim i pocałował. Potomek monarchy uległ i na dłuższą chwilę poddał mu się zupełnie. Gdyby mógł mieć pewność, choćby i cień pewności, że Immriel zrozumie! Ale zbyt dobrze wiedział, że tak się nie stanie. Przerwał pocałunek i zakrył twarz dłońmi. Poczuł, jak mężczyzna przytula go do siebie.
-Powiedz mi, książę. Proszę, powiedz mi...- szepnął niewolnik.- Co się dzieje...? Chcę ci pomóc, książę.
-Nie możesz mi pomóc- odparł mechanicznie potomek monarchy.
-Nie dopóki mi nie wyjaśnisz... Przysięgam ci, że spróbuję... Książę... Zrobię wszystko, co w mojej mocy, obiecuję... Tylko mi powiedz, z jakiego powodu? Skąd ten pomysł? Dlaczego chcesz doprowadzić do śmierci króla...? Książę?- nalegał wciąż niewolnik, ale następca tronu milczał, nie będąc w stanie się przemóc. Raz jeszcze, drżąca iskra nadziei zapłonęła w nim na kilka sekund. Raz jeszcze pomyślał, że może nie wszystko stracone. Ale wszystko przepadło wraz z kolejnymi słowami mężczyzny- To przyniesie ci jedynie cierpienie, książę. A ja nie mogę zabić kogoś tylko ze względu na to, że pragniesz władzy. Nawet, jeśli twój ojciec nie jest dobrym królem... Poczekaj cierpliwie. Korona ci się należy. Czas jest bez znaczenia, prędzej czy później osiągniesz to, na czym ci zależy.
I to był koniec wszystkiego. Książę odsłonił twarz i spojrzał na Immriela w sposób, w jaki nigdy wcześniej na niego nie spoglądał. Z obrzydzeniem i niechęcią. Mężczyzna puścił go, wpatrując się w niego bez zrozumienia, zupełnie nieświadom sytuacji, najwyraźniej nie spodziewając się tego rodzaju reakcji.
-Co się dzieje, książę...?- zapytał po raz kolejny, ale tym razem w jego głosie dało się usłyszeć coś, co potomek monarchy mógłby nawet określić strachem.
Ach, więc to tak... Jedna, słuszna zbrodnia, będąca zadośćuczynieniem, zemstą za setki poprzednich, w żaden sposób nie ukaranych, nawet nie potępionych, ma mu przynieść cierpienie...? A więc czas był bez znaczenia...? A więc miał czekać cierpliwie aż samo się stanie...? Książę otarł łzy z twarzy. Wzrok miał lodowaty, nieruchomy. Odepchnął dłoń Immriela, którą ten wyciągnął w kierunku jego twarzy. Nie oczekiwał już od niego niczego.
-Nie zbliżysz się do mnie nawet na krok...- rzucił, bez cienia wcześniejszego zawstydzenia, bez obawy, bez chwili zastanowienia.- Każę cię zabić, jeśli uczynisz inaczej. Nie zawaham się ani przez chwilę. Nie martw się, i tak nie zostaniesz tu na długo...- uśmiechnął się niemalże okrutnie, widząc wyraz twarzy niewolnika.- Znajdę dla ciebie odpowiednie miejsce... Bardzo lubisz wielkich panów, prawda...? Dopilnuję, żebyś trafił do jednego z nich...
-Za co próbujesz mnie ukarać?!- rzucił Immriel, spoglądając na kochanka bez zrozumienia.
-Za kłamstwo- odparł chłodno książę.
-Nigdy cię nie okłamałem! Ufałem ci, książę!
-Ci, którym ufamy, rozczarowują nas najbardziej...- potomek monarchy uśmiechnął się gorzko. Dopiął koszulę i otworzył drzwi, zatrzymując się w progu.- Powinieneś już o tym wiedzieć. Miłej kąpieli- rzucił w kierunku mężczyzny, po czym odwrócił się i odszedł.
Tak kończą się wszystkie prawdziwe historie, dopóki ktoś nie zechce zafałszować ich obrazu i stworzyć z nich złudnej bajki.
Lęk pozostaje lękiem.
A kamień kamieniem.

Książę wszedł do swojej komnaty. Zatrzymał się na chwilę przy oknie, wyglądając na pogrążony w mroku plac. W milczeniu przypatrywał się przechadzającym się po nim strażnikom i wracającej do swoich kwater służbie. Z tej perspektywy, wszyscy wyglądali niczym złowrogie cienie, snujące się dookoła, znikające w zamku albo okolicznych budynkach. Podmuch zimnego, nieprzyjemnego wiatru, wywołał u potomka monarchy dreszcze. Stojąca w pomieszczeniu świeca zamigotała i zgasła. Następca tronu spojrzał w jej stronę. Mechanicznie, jakby z przyzwyczajenia, zaciągnął zasłony. Bardzo powoli i ociężale, jakby to mogło cokolwiek zmienić. Usiadł na brzegu łóżka. Patrzył przez chwilę w jakiś punkt przed siebie, mimowolnie wspominając Immriela. Myślał już o nim jedynie jak o kolejnej, straconej szansie. Już nawet bez bólu i żalu. W gruncie rzeczy nikt przecież nie był winny. Nikt nie był temu winny – to właśnie problem. Wsunął się pod kołdrę i przewrócił na bok, nakrywając się nią dokładnie.
Usłyszał kroki na korytarzu. Serce podskoczyło mu do gardła. Nie, to nie on. Ktoś przeszedł obok, przemknął się cicho, zupełnie tak jak zwykle, nie chcąc zwracać na siebie uwagi i nie chcąc być w tym miejscu.
Książę zacisnął powieki. Nasłuchiwał dalej.
Nie bez powodu w baśniach potwory zawsze pojawiały się właśnie nocą. Kryły się w mroku, czekały w ciemnościach, gotowe zaatakować, gdy tylko znikną promienie słońca. Noc wyzwala w ludziach strach. I najgorsze instynkty. Kiedy gasną światła, wszystko się zmienia. Ci, którzy czują się wtedy bezpiecznie, nie są bezpieczni dla całej reszty. Wygodnie było wymyślić sobie ohydne, godne pożałowania stwory, dokonujące aktów najgorszego okrucieństwa, z własnej woli, albo niepohamowanej żądzy zabijania. Ale gdy włoży się między bajki tajemne moce i magiczne przemiany, na miejscu potwora zostawał już tylko człowiek. I choć jego okrucieństw nie dało się wyjaśnić równie prosto, nie budziły wcale zdziwienia. Pasowały idealnie.
Tym razem to był on. Wiedział. Kroki zatrzymały się tuż przy drzwiach.
Potworów nie dało się poskromić tak po prostu. Zawsze potrzebny był bohater. Zwyczajni ludzie za bardzo się bali. Nikt nie lubi wchodzić im w drogę...
Był już w środku. Książę słyszał jego głośny oddech.
… Ale może trzeba było zrozumieć, że prawdziwe potwory nie miały żadnych intencji ani motywacji. Nie potrafiły wyjaśnić tego, co czyniły, nie potrafiły tego nazwać, ani nawet określić dobrem czy złem. Nie działały dla żadnego konkretnego celu, z żadnej jasnej pobudki. Kierowały się czymś podobnym do instynktu. Jedynie potrzebą chwili.
Usiadł przy nim. Pogłaskał go po głowie. Powiedział coś, ale książę tego nie słyszał. Zawsze coś mówił, ale następca tronu nauczył się nie słuchać i nie rozumieć. Starał się myśleć o czymś innym. Wyobrażał sobie różne rzeczy. Ten jeden, upragniony moment, gdy widział go całego we krwi. Kiedyś żałował podobnych myśli. Wydawało mu się, że może to jemu należy się współczucie. Ale potworom się nie współczuje. To niczego nie zmienia i wcale nie czyni ich bardziej ludzkimi ani świadomymi własnego działania. Przewrócił go na brzuch. Książę nie protestował. Oduczył się walki i próśb. To w niczym nie pomagało, a jedynie sprawiało więcej bólu. Do bólu dało się przyzwyczaić. Do upokorzenia – nie. I znów rozpaczliwie nienawidził całego świata. Gdyby tylko nienawiść rzeczywiście mogła dawać siłę, mógłby rozerwać go na strzępy. Ale to było uczucie jak każde inne. Bezwartościowe. Bezużyteczne. Zupełnie niepotrzebne. Dlatego chciał pozbyć się uczuć. Wtedy wszystko byłoby takie... proste. Cóż mogą poradzić potwory na zupełną obojętność...? Nawet, jeśli zupełnie ich to nie obchodzi, nie da się skrzywdzić kogoś, kto nie boi się bólu. Nie da się zniszczyć kogoś, kto nie zna strachu. Nie da się zabić, gdy komuś życie i śmierć nie czyni różnicy. I to jest doskonałość do której trzeba dążyć. Bo potwory są wszędzie.
Skończyło się tak jak zawsze. Znowu na tych banalnych słowach, których znaczenia żaden z nich nie rozumiał. Wstał. Odszedł, chwiejąc się lekko. Zatrzymał się w drzwiach. Znowu coś powiedział. Biedny głupcze. Kogo bóg zechciał pokarać twoją nieświadomością? Ciebie czy mnie? To myślał książę, gdy tak jak zawsze, odprowadzał go wzrokiem, pełen obaw, że ten może zawrócić. Ale wyszedł. Potomek monarchy usiadł na brzegu łóżka. Serce waliło mu jak oszalałe. Trząsł się lekko, czując ból rozchodzący się wzdłuż kręgosłupa. Powoli sięgnął po leżące na podłodze spodnie i założył je na siebie, niespiesznie, gestem pełnym przyzwyczajenia. Odruchowo podniósł wzrok i raz jeszcze spojrzał w kierunku, w którym ten odszedł, a tam... Dostrzegł postać, widoczną wyraźnie przez uchylone lekko drzwi. W pierwszej chwili pomyślał, że on wrócił, ale to nie był on.
To był Immriel.
Niewolnik spoglądał w jego kierunku, sparaliżowany, osłupiały, pełen niedowierzania i przerażenia.
I właśnie dlatego o potworach nie mówi się nikomu.
Lepiej jest milczeć.

12 komentarzy:

  1. Hej :)

    Mistrzostwo.
    Nie wiem jakimi słowami opisać to, co czuję po przeczytaniu tego rozdziału.

    Domyślałam się wcześniej, że król organizuje sobie takie "odwiedziny", ale nigdy nie sądziłam, że tak to mną wstrząśnie.
    Napisane bardzo dobrze, ujęłaś ten moment tak spokojnie... Bezdźwięcznie, bezszelestnie.
    A jednak z każdą linijką serce biło mi coraz mocniej.

    Naprawdę, nie mam pojęcia jak Ty to robisz. Piszesz niesamowicie.

    Pozdrawiam,
    Kajna.

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy10:08 PM

    Idealny rozdział. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, mam nadzieję, że będzie za 2 tyg. :)

    alex.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie podobało mi się. Tak chciałam napisać, naprawdę. Czytałam i czytałam, ale zachowanie Księcia jedynie mnie irytowało. W drugiej połowie poszło z górki. Pod koniec wstydzę się swojego: "nie podobało mi się". Świetne, naprawdę. Zakończenie mnie zmiażdżyło, chociaż już wcześniej miałam pewne podejrzenia. Teraz apetyt na kolejny rozdział bardzo wzrósł, a przyznaję, że nie jest to moje ulubione opowiadanie. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział wyczekiwany przeze mnie od dłuższego czasu. W końcu jest i nie zawiodłam się. Jak zwykle napisałaś wprost cudownie. No i mam ochotę na kolejny rozdział i kolejny. Mam nadzieję, że dodasz za niedługo bo umieram z niecierpliwości. Zwłaszcza, że Immriel wszystko zobaczył. Ciekawa jestem czy pomoże księciu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy10:46 PM

    Ten rozdział mną wstrząsnął - tak samo jak Kajna spodziewałam się, że takie jest źródło nienawiści Księcia, a wstrząsnął mnie właśnie tą pozorną jakby się zdawało obojętnością. Bo otępienie i obojętność to akceptacja wyrządanej ci krzywdy, to rezygnacja z walki, to pierwszy, a może i ostatni krok do szaleństwa. Mnie postawa Księcia w początkowych akapitach nie irytowała, właściwie nie zirytowałyby mnie żadne emocje o ile są dobrze opisane, w czym Silencio jest niekwestionowaną królową i mistrzynią, żadne opowiadania tak bardzo mną nie poruszają, a muszę przyznać, że jestem raczej większą zwolenniczką one-shot'ów jako takich, a w dodatku optymistycznych i 18+
    Uzależniasz Silencio, uzależniasz jak najlepszy gatunek narkotyku
    Pozdrawiam cieplutko, Etna

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy1:57 AM

    A ja się nie spodziewałam się, że taka jest wina króla i tym bardziej to na mnie podziałało. Dobrze, że Immriel zobaczył to, co Książę miałby mu powiedzieć - nie wyobrażam sobie powiedzieć czegoś takiego na głos. No i dzięki temu akcja nabrała tempa i jestem zaciekawiona, jak to rozwiążesz. D.

    OdpowiedzUsuń
  7. O matko! Ten rozdział jest... łał... aż brak mi słów
    Po prostu niesamowicie ;] brakowało mi tego opowiadania z tym niepowtarzalnym klimatem i chyba właśnie ten rozdział stał się jednym z moich ulubionych. Nareszcie potwierdziły się moje przypuszczenia, a także doszło do konfrontacji między Księciem, a Immriel'em
    A końcowa scena... czytałam z zapartym tchem
    Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału i tego jak zareaguje Immriel na to co właśnie zobaczył. Pisz szybko! Dużoooo Weny!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy10:13 PM

    To było niesamowite. To w jaki sposób poruszasz takie trudne temnaty, jest po prostu mistrzowskie.
    Ja zacząłem się domyślać tego co Król robi z Księciem dopiero na początku tego rozdziału, ale myślałem o czymś "daelikatniejszym" jeżeli można tak nazwać molestowanie, a tu coś takiego. Z niecierpliwością czekam na następny rozdział, choć troche się obawiam reakcji Księcia.
    Pozdrawiam:
    S.S :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy11:57 PM

    Wiedziałam.
    Psychika Księcia, samobójcze instynkty, skłonności sadystyczne, wyobcowanie, brak empatii- obraz dziecka z traumą.
    Immriel jest dla Księcia kimś jak boja na oceanie, i dobrze, że jest, jaki jest, bo konfrontacja tych dwóch osobowości zwiastuje powstanie bardzo wyjątkowej ( a przez okoliczności może też nieco dziwnej) więzi.
    W czasie czytania często mam tak, że wraz z nowymi treściami budzą się we mnie żądania jakiś emocji, treści bądź zdarzeń. Dziś dużo z moich życzeń w czasie czytania się spełniło.
    Ach, te arystokratyczne rody. Lęgowisko dziwactw:)
    Teraz Immriel ma dobrą motywację, by zaszkodzić królowi... *Cannum dopinguje*
    Podoba mi się to, że nie uciekasz od ciężkich tematów, ale jednocześnie wszystko nie ocieka krwią, nie 'wali flakami po oczach' nie jest na wskroś dogłębnie opisane. Każdy wie o co chodzi, a jednocześnie głównym kreatorem scen pozostaje wciąż wyobraźnia. Godne to i sprawiedliwe :)
    Początek notki był dla mnie bardzo miłą niespodzianką. Poczułam się w pewien sposób wyróżniona, i dobrze mi z tym! :)

    Pozdrawiam, życzę weny i dziękuję,
    Cannum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy5:37 PM

      zgadzam się w zupełności, nie wszystko musi być powiedziane wprost, odwołując się do twojego opowiadania :
      "I właśnie dlatego o potworach nie mówi się nikomu.
      Lepiej jest milczeć."

      mam nadzieję, że nowy rozdział wkrótce się pojawi, umieram z niecierpliwości
      życzę weny i pozdrawiam serdecznie

      LEA

      Usuń
  10. Rozumiem zachowanie Księcia, co nie zmienia faktu, że mnie irytuje.
    Immriel to ocean spokoju, nie wiem gdzie się tego nauczył, ale mu gratuluję.
    Rozdział był ok, choć uważam, że z twoimi możliwościami mogłaś to opisać trochę bardziej dramatycznie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy5:33 PM

    powiem szczerze: masz niesamowity talent do opisywania uczuć, wczuwania się w rolę głównego bohatera
    uwierz mi, przeczytałam niejedną książkę, od science-fiction, fantasy (a nawet książki psychologiczne, czy kucharskie), ale żadna dotąd nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, jak twoje opowiadanie

    gorąco zachęcam, cię do napisania jakiejś książki
    nawet z twoimi opowiadaniami, znajdującymi się na tym blogu

    OdpowiedzUsuń