Strony

piątek, 27 lipca 2012

24. Gniew [Sunrise]


Nie idziesz do szkoły?- zapytał Amadeusz, stając na środku pomieszczenia i krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej.
-Dziś nie- odpowiedziałem cicho, udając, że jestem bardzo zajęty wypakowywaniem swojej torby, w której nagromadziły się papiery i rzeczy chyba jeszcze sprzed pół roku.
-ZNOWU nie idziesz do szkoły?- tym razem demon najwyraźniej uznał, że musi podkreślić intencję swojego pytania, jakbym rzeczywiście nie zdawał sobie sprawy z tego, do czego zmierza.
-Tak- odparłem, odkaszlnąwszy ze skrępowaniem.- Znowu.
Ostatnimi czasy, zdecydowanie więcej szkolnych dni spędzałem tutaj, a nie w szkole. Nie miałem ochoty tam chodzić. Przez dość specyficzną sytuację z Amadeuszem i moje własne lenistwo, narobiłem sobie naprawdę sporych zaległości i nagle okazało się, że fizyka i mściwa Worner, która nie dawała mi spokoju, nie była moim jedynym problemem. Co prawda, do miana najlepszego ucznia nigdy nie pretendowałem, ale nagle stałem się chyba najgorszym z całej klasy. Albo nagle wszyscy nauczyciele nabrali po prostu ochoty do tego, by przy całej klasie zwracać mi uwagę, że prawdopodobnie nie zdam i że bardzo miło im mnie widzieć. W końcu. Zapewne najrozsądniejszym wyjściem z tej sytuacji byłoby po prostu zabranie się do nauki i nadrobienie wszystkiego, ale łatwiej było to powiedzieć, niż zrobić. Nie potrafiłem sobie sam poradzić z ilością materiału, jaką musiałem przyswoić, na korepetycje brakowało mi pieniędzy, czasu zresztą też, bo Amadeusz zajmował większą część mojego dnia, co stopniowo doprowadzało mnie raczej do znużenia niż wcześniejszej radości z tego faktu. No i był jeszcze Ricky.
Właściwie to wcale go nie było. Nie fizycznie, bo nie widziałem go od czasu naszego ostatniego spotkania i póki co, mimo moich obaw, wcale nie pojawił się też na progu mojego mieszkania. Za to zostawił mi jeszcze kilka uroczych wiadomości w skrzynce. Teraz nawet jej nie otwierałem. Bałem się, że Amadeusz coś zauważy i się wścieknie. Bałem się całej tej sytuacji i szczerze mówiąc, chyba nie potrafiłem już z niej wybrnąć. Zastanawiałem się nawet nad tym, czy rzeczywiście nie dać swojemu byłemu pieniędzy. Momentami wydawało mi się, że to jedyny sposób, by się od niego uwolnić, ale wystarczył moment zastanowienia, bym zdał sobie sprawę, że z chwilą, gdy dałbym mu choćby pensa, z pewnością już bym się od niego nie uwolnił. Poza tym, jemu wyraźnie zależało na tym, żeby mnie zastraszyć. Nie dało się ukryć, że skutecznie. Nie chodziło o to, że obawiałem się, że coś mi zrobi. Nie wychodziłem w takich porach, właściwie ostatnio nie wychodziłem wcale. Na pewno nie był na tyle głupi, by rzucać się na mnie w miejscu publicznym. Bałem się sytuacji, w której Amadeusz mógłby się o wszystkim dowiedzieć. Pamiętam, jak zachowywał się ostatnim razem, gdy chodziło o Ricky'ego. Nie chciałem, by to się powtórzyło. Czułem, że jego zachowanie, próba bronienia mnie, może doprowadzić do czegoś złego.
Właściwie to sam powinienem się jakoś bronić. Pójść na policję, jak radziła Jenna, ale to wydawało mi się takie żałosne, śmieszne. Co miałbym powiedzieć? Że podrzuca mi liściki i wyciąga ode mnie pieniądze? Sam poradziłbym takiej osobie, żeby po prostu nie płaciła naciągaczowi i go zignorowała. Zresztą, nie byłem w końcu bezradną dziewczyną, nachodzoną przez byłego faceta, tylko... facetem właśnie. To byłoby żałosne.
-Przecież będziesz miał problemy- zauważył Amadeusz, nagle wykazując niezwykłą wprost troskę o kwestię mojej nauki, czego wcześniej zdecydowanie nie przejawiał.
-Już je mam- stwierdziłem, odkładając torbę na bok i siadając na łóżku.
Męczył mnie. Czasem robiło mi się głupio, gdy o tym myślałem, ale naprawdę mnie męczył, szczególnie ostatnimi czasy. Wiedziałem, że to kwestia tego, że jestem zestresowany tym wszystkim... i kwestia moich przemyśleń, ale tak czy inaczej, nie potrafiłem czasem zdobyć się na tę odrobinę cierpliwości, z czym wcześniej nie miałem większego problemu.
-I jesteś pewien, że siedzenie tutaj, to dobry pomysł?- demon spojrzał na mnie z uwagą.
Westchnąłem ciężko, nie patrząc na niego.
-Przecież sam mówiłeś, że wolisz, jak z tobą zostaję.
-No... Tak...- przyznał Amadeusz, jakby skruszony.- A ty mówiłeś, że jestem egoistą. I miałeś rację... Wiem, że czasem zachowuję się trochę uciążliwie...- parsknąłem cicho, słysząc słowo „trochę”, choć zdecydowanie nie była to odpowiednia reakcja na jego słowa. Dobrze zdawałem sobie sprawę z tego, że się o mnie troszczy, a przynajmniej w ten sposób próbuje mi tą troskę okazać.- … ale to nie jest powód, żebyś zwracał na to aż tak dużą uwagę. Naprawdę, Josh.
Milczałem, nie bardzo wiedząc, co odpowiedzieć. Akurat egoizm Amadeusza, był w tym momencie moim najmniejszym problemem. Po prostu czułem, że cała sytuacja mnie przerasta. A on był demonem i kompletnie tego nie rozumiał, bo nigdy nie doświadczył czegoś podobnego. Zawsze był skoncentrowany na sobie, i chwilowo, wyjątkowo, na mnie, bo przez przypadek wkroczyłem w jego wieczną egzystencję. Nie musiał się liczyć absolutnie z nikim, a co za tym szło, nie miał pojęcia, jak wyglądało moje życie. Był niczym więcej, jak tylko obserwatorem, a obserwator nie będzie miał świadomości tego, co czuje obserwowany, o ile sam nie doświadczył czegoś podobnego i ja wiedziałem o tym aż nazbyt dobrze.
-I co zamierzasz?- Amadeusz spoglądał na mnie z wyczekiwaniem.
-Zastanawiam się, jak powiedzieć rodzicom o tym, że nie zdam...- wymamrotałem, rzeczywiście myśląc nad tą sprawą.
-A nie zdasz?- zdumiał się demon.
-Najwyraźniej.
-I... Jak oni zareagują...?- zapytał cicho Amadeusz.
Wzruszyłem ramionami.
-Podejrzewam, że każą mi wrócić do domu. Albo po prostu przestaną przesyłać pieniądze.
-I co wtedy będzie?- demon spojrzał na mnie z obawą.
-Nic- odparłem z lekkim zniecierpliwieniem.- Jakoś się utrzymam. Chyba.
-Całe szczęście, że nie generuję żadnych kosztów...- zaśmiał się ciemnowłosy.
Spojrzałem na niego z politowaniem.
-Chyba żartujesz.
-No co? Przecież nic nie jem, nie potrzebuję żadnych ubrań ani...
-Rozwaliłeś mi pół mieszkania!- odparłem z irytacją.
-Tak a propos rozwalania... Kiedy zamierzasz kupić nowy telewizor...?
Spojrzałem na niego z niedowierzaniem.
-To był żart, Josh!- zastrzegł natychmiast, widząc moją minę i aż uniósł dłonie w obronnym geście.- Tylko żart...
Wcale nie było mi do śmiechu.
-Swoją drogą... Mógłbym ci trochę dopomóc...- zaproponował ostrożnie Amadeusz.- Masz w końcu dużo na głowie, to nie twoja wina, więc... Wiem, jaki masz pogląd na ten temat, ale przydałby ci się ktoś, kto szepnąłby ci coś na ucho na sprawdzianie, prawda?
-Mówiłem ci już, że nie.
-Ale dlaczego? Każdy by się zgodził na twoim miejscu...
-Ale ja nie jestem „każdy”!- syknąłem z irytacją i zaraz pożałowałem swojej gwałtowności.
Amadeusz wydawał się być tym mocno zdumiony. Zazwyczaj to on był tym, który reagował impulsywnie, a ja sprawdzałem się głównie w roli tego, który przepraszał go za wszystko, niezależnie od tego, czy zawinił, czy też nie. Demon usiadł przy mnie i dotknął mojego policzka, po czym ucałował mnie krótko w usta.
-Jasne, że nie jesteś...- odparł, uśmiechając się czule.- Jesteś moim Joshem...
Westchnąłem tylko. Pewnie jeszcze niedawno ze szczęścia wyskoczyłbym ze skóry i cieszył się, że usłyszałem coś takiego z jego ust. Teraz, jakby na przekór wszystkiemu, wzbudzało to we mnie złość. Nie powinno tak być, ale czułem się, jakby mnie zwodził. Oszukiwał, mówił to, co akurat uważał, że chcę usłyszeć. Po tym, jak powiedziałem mu, że go kocham, nie oczekiwałem nawet, że odwdzięczy się tym samym i wcale nie chodzi o żadne rozczarowanie z tego powodu. Po prostu coś między nami nie gra. Czuję poczucie winy, bo... parę razy, myślałem nad tym, czy nie podjąłem złej decyzji, wybierając Amadeusza. Byłem pewny, że gdyby miał wybór raz jeszcze, uczyniłbym to samo, ale... Powiedzmy, że rzadko myślałem przyszłościowo i nie patrzyłem na tą sprawę z tej perspektywy. Mam więc przy sobie Amadeusza i to jest wspaniałe. Tylko jak długo będę czuł w ten sposób? Teraz wszystko było w porządku, ale przecież będę musiał wrócić do „normalnego” życia. Będę miał dalej pracę i znajomych, o ile do tego czasu nie znienawidzą mnie kompletnie za to, że nie mam dla nich czasu, i jak to będzie wtedy wyglądało? Będę udawał, że nikogo nie mam, czy że mam faceta, który mieszka tak daleko, że nigdy nie może się z nikim spotkać? I jak Amadeusz będzie to wszystko znosił? Zresztą, szczerze mówiąc... Jakoś tego nie widziałem. On wyglądał jak wyglądał, a ja za rok, dwa, dziesięć czy dwadzieścia, mogę już wyglądać kompletnie inaczej. Być nieatrakcyjnym, zmienić się, postarzeć. I co wtedy? Mimo koncentracji Amadeusza na jednym aspekcie naszej znajomości, znałem go na tyle dobrze, by wiedzieć, że na pewno nie chodziło mu tylko o sferę fizyczną. No... prawie na pewno. Ale przecież nie tylko to zmieni się z wiekiem. Jestem jedynym człowiekiem, który go widzi. Nie wiem, czy nie zrezygnuje z tego ot tak, w końcu już próbował. Ale może tamten demon miał rację i rzeczywiście, z czasem będzie cierpiał. Obaj będziemy, skazani na siebie.
-Co się z tobą dzieje, Josh?- zapytał, obejmując mnie ramieniem.- Mam wrażenie, że czegoś mi nie mówisz.
-A ja mam wrażenie, że powiedziałem ci aż za dużo- odparłem mechanicznie i zaraz uświadomiłem sobie, że w obliczu mojego wyznania, zabrzmiało to bardzo jednoznacznie i niemalże roszczeniowo. Odetchnąłem głęboko.- Przepraszam- rzuciłem w kierunku demona.- Nie wiem... Ostatnio po prostu... Jestem rozkojarzony... Zdenerwowany tym wszystkim.
-Dlatego chcę ci pomóc...- ciemnowłosy objął mnie jeszcze ciaśniej.- Powiedz tylko, na co masz ochotę, Josh i obiecuję, że to zrobię.
-Coś czuję, że oczekujesz tylko jednej odpowiedzi...- odparłem, uśmiechając się lekko.
-Bynajmniej!- obruszył się Amadeusz.- To znaczy... Wcale się nie obrażę... Ale widzę, że nie jesteś w nastroju... Możemy porobić coś innego...
-Taaak...- westchnąłem cicho, jednak czując się trochę lepiej.- Pomyślę nad tym- stwierdziłem, wstając.
Podniósł się w ślad za mną i z figlarnym uśmiechem chwycił mnie w ramiona, by zaraz wpić się w moje wargi. Cofnąłem się o kilka kroków, natrafiając plecami na ścianę. Objąłem go lekko, odpowiadając na jego pocałunek. Najwyraźniej odczytał to jako zachętę do czegoś więcej, bo już po chwili jego dłonie zsunęły się wzdłuż moich pleców i zacisnęły się na pośladkach. Doprawdy, posiadanie partnera z niespożytą energią, było bardziej uciążliwe, niż kiedyś sobie wyobrażałem. Niespożytą energią i wieczną ochotą na seks – bo tego Amadeuszowi nigdy nie brakowało, nawet w chwilach, gdy był na mnie śmiertelnie obrażony i wydawało się, że już nigdy się do mnie nie odezwie.
Odsunąłem go od siebie łagodnie.
-Jestem głodny- oświadczyłem, uśmiechając się z rozbawieniem na widok jego miny.
Uśmiechnął się przebiegle.
-Czy to jakieś tajne hasło, które w rzeczywistości oznacza coś przyjemniejszego...?- wyszczerzył się, chcąc chyba objąć mnie ponownie, ale uniknąłem jego ramion i przemknąłem na bok.
-Nie- odparłem gładko.- Tym razem oznacza, że chce mi się jeść.
-Tak, tak... Potrzeby fizjologiczne i te sprawy...- rzucił z cieniem znudzenia Amadeusz, kiwając głową na znak zrozumienia.- Poczekam tutaj... I zobaczę, co ciekawego wymyśliłeś...- zaśmiał się demon, zaraz pojawiając się na łóżku.
Przewróciłem oczyma, parsknąwszy cicho i przeszedłem do kuchni. Sam nie wiedziałem, czy mnie wkurza, czy go uwielbiam. Czy może uwielbiam go za to, że momentami tak strasznie mnie wkurza. Otworzyłem lodówkę, dokonując przy tym niezbyt wesołego odkrycia. W środku był jeszcze mały, prawie opróżniony słoiczek ketchupu, kawałek sera i reszta mleka. Zamknąłem drzwiczki i sięgnąłem do szafki, wyjmując z niej ostatnią zupkę chińską. Zdecydowanie, musiałem w końcu wybrać się na zakupy. Usłyszałem pukanie do drzwi. Odłożyłem wszystko na bok i poszedłem do przedpokoju, po czym uchyliłem je. Zobaczyłem Ricky'ego.
-Co ty tu robisz?- syknąłem z przerażeniem. Pchnąłem go do przodu i wyszedłem na korytarz, zamykając za sobą drzwi. Nie chciałem, żeby Amadeusz cokolwiek usłyszał.
-Przyszedłem cię odwiedzić, Josh- odparł bezczelnie chłopak, uśmiechając się szeroko.- Tylko nie mów, że niezapowiedzianie... Wpuść mnie do środka...
-Nie ma mowy! Idź stąd, Ricky!- szepnąłem gwałtownie, nie pozwalając mu przejść.
-Och, ależ czemu...? Chętnie zobaczę twoje śliczne mieszkanko...
-Powiedziałem ci już, nie wejdziesz... Wynoś się stąd...- rzuciłem niemalże błagalnie.
-Czemu mówisz szeptem...?- mój były uniósł brew i zaraz uśmiechnął się złośliwie.- Starsi wpadli, żeby sprawdzić, jak się prowadzisz...? Chyba nie będą zachwyceni, jak się dowiedzą, że ich synuś lubi chłopców, co...? A może chodzi o nowego faceta...?- Ricky usiłował przepchnąć się do wejścia, ale nie pozwalałem mu na to. Odepchnąłem go gwałtownie. Chwycił mnie za nadgarstki, usiłując odsunąć od drzwi.- No co jest, Josh, czego się tak boisz...? Powiem mu to i owo, jak to między nami było... Boisz się, że mi uwierzy...?
Nie miałem szans zareagować, szczerze mówiąc, nawet nie widziałem dokładnie, jak to się stało. Po prostu nagle pojawił się obok mnie Amadeusz, a zaraz później usłyszałem krzyk Ricky'ego i zobaczyłem, jak ten toczy się na dół, po schodach.
-Boże, co ty zrobiłeś?! Amadeusz, co ty zrobiłeś?!- krzyknąłem z przerażeniem.
Demon wciągnął mnie gwałtownie do mieszkania, zatrzaskując za nami drzwi. Chwyciłem za klamkę, by wyjść, ale przytrzymał je dłonią, nie dając mi takiej możliwości.
-Co on tu robił?!- syknął z wściekłością.
-Oszalałeś?! Mogłeś go zabić!- rzuciłem, szarpiąc bezradnie za klamkę, ale za nic nie mogłem otworzyć drzwi.- Odsuń się, do licha! Muszę sprawdzić, czy nic mu nie jest!
-A nawet jeśli, to co?- prychnął ze złością demon.
-Będę miał przez ciebie problemy! Amadeusz, odsuń się od drzwi!- powtórzyłem stanowczo.
Demon zacisnął mocno wargi, nie ustępując.
-Ty tu zostajesz- rzucił w końcu ostro.- Ja to sprawdzę, ale masz się stąd nie ruszać.
-Ama...
Zniknął i kilkanaście sekund później, pojawił się ponownie w tym samym miejscu, jeszcze bardziej rozjuszony, niż wcześniej, o ile to w ogóle było możliwe.
-Poszedł sobie...- mruknął gniewnie.
-Sam...?- zapytałem z niedowierzaniem.
-Tak. Sam.
-Nic mu nie jest...?
-... Nie- warknął Amadeusz, w taki sposób, jakby ten fakt bardzo go irytował.
-Okłamujesz mnie- stwierdziłem, kręcąc głową.- Nie poszedłby stąd ot tak...
-Nie okłamuję cię, do diabła, mówię ci, że sobie poszedł!- krzyknął ze złością demon, łupnąwszy dłonią w drzwi. Znieruchomiałem, spoglądając na niego z uwagą.- A teraz ty mi powiedz, co on tu robił, do licha?!
Odetchnąłem głęboko, próbując się uspokoić.
-Nie wiem- odpowiedziałem, jakby to rzeczywiście mogło załatwić sprawę.
-To on podobno nie wiedział, gdzie mieszkasz!
-Bo nie wiedział... Pojawił się jakiś czas temu... Męczył Jennę telefonami, więc zadzwoniłem do niego...- mówiłem szybko i trochę nieskładnie.- Chciał się spotkać, więc spotkałem się z nim i...
-Spotkałeś się z nim?!- wrzasnął Amadeusz, spoglądając na mnie z niedowierzaniem.
-A co innego miałem robić?!
-Jak to co?! Zignorować go! Olać! Mówiłeś mi, że to właśnie zamierzasz!
-Dobrze wiedziałem, że nie zostawi mnie w spokoju! A poza tym... poza tym, nie chciałem, żebyś o tym wszystkim wiedział...- przyznałem po chwili wahania.
Demon odsunął się od drzwi. Wszedł powolnym krokiem do sypialni. Ruszyłem w ślad za nim, spoglądając na niego z niepokojem. Krążył przez chwilę po pomieszczeniu z zaciętą miną, po czym oświadczył:
-Zabiję go.
-Nie wygaduj bzdur- skarciłem go natychmiast, ale widząc wyraz jego twarzy, zaniepokoiłem się jeszcze bardziej.- Ty nie żartujesz...?- zapytałem, przerażony.- Naprawdę przyszło ci do głowy coś takiego...?
-Chcesz spokoju, Josh?! Więc będziesz miał spokój! Raz na zawsze!- rzucił w gniewie.
-Nie!- zaprotestowałem gwałtownie, chwytając go mocno za ramię.- Oszalałeś?! Zamierzasz zabijać kogoś tylko dlatego, że mnie szantażuje...? Wiesz ilu ludzi musiałbyś zabić, kierując się tak rozumianym poczuciem sprawiedliwości?!
-Nie obchodzą mnie inni ludzie, obchodzisz mnie ty!- wycedził przez zęby, wyszarpując się w mojego uścisku.- I zrobię wszystko, żeby on zniknął z twojego życia! Na dobre!
Spojrzałem na niego z osłupieniem. Nawet nie wiem, czy istniała odpowiednia reakcja na tego rodzaju słowa. W każdym razie, mnie żadna nie przychodziła do głowy. Po raz kolejny przechodził samego siebie i najwyraźniej wcale nie zdawał sobie z tego sprawy.
-Ty nie robisz tego, dlatego, że się o mnie troszczysz...- stwierdziłem, niemalże ze zdumieniem. Gdyby tak było, nadal byłby to problem, ale dużo mniejszy niż obecnie.- Robisz to dlatego, że jesteś zazdrosny... Po prostu zazdrosny...- rzuciłem z niedowierzaniem.
-Ach, więc mam powody do zazdrości...?- Amadeusz uśmiechnął się gorzko, po czym prychnął z poirytowaniem.- Świetnie! Po prostu doskonale!
-Nie wmawiaj mi czegoś, czego nie powiedziałem! I nie wygaduj bzdur, dobrze wiesz, jaka jest sytuacja! Po prostu nie możesz robić takich rzeczy!
-JESTEM DEMONEM I MOGĘ ROBIĆ CO TYLKO ZECHCĘ!- huknął donośnie.
-Jeśli to zrobisz... możesz odejść i nigdy nie wracać!- krzyknąłem rozpaczliwie. Spojrzał na mnie z takim gniewem i rozżaleniem, jakiego nie widziałem jeszcze w jego oczach.- Nie żartuję! Możesz już nie wracać!
I nagle wszystko dookoła zaczęło drżeć. Stolik zatrząsł się gwałtownie, niedbale rozłożona serweta zsunęła się z niego wraz z całą zawartością, drzwi szafy uchyliły się z cichym skrzypnięciem, to samo stało się z szufladami od komody. Wszystkie drobniejsze przedmioty poustawiane na szafkach i półkach, przewróciły się albo spadły na posadzkę. Ostatni raz, kiedy doświadczyłem czegoś podobnego, Amadeusz też się do tego przyczynił, ale wtedy go nie widziałem i był to sposób na zwrócenie mojej uwagi. Teraz demon stał tuż przede mną, a ja nawet nie miałem świadomości, że
 stać go na coś podobnego. Przez chwilę nie poruszałem się wcale, przerażony tym, co zobaczyłem.
-Boję się ciebie, gdy tak się zachowujesz...- stwierdziłem zgodnie z prawdą, spoglądając na niego z obawą.
-Może powinieneś się bać, Josh- powiedział demon, a ja spojrzałem na niego bez zrozumienia.- Byłem dla ciebie dobry...- oświadczył cicho.- Starałem się być... Robiłem wszystko, żebyś czuł się szczęśliwy... Ale może ty tego nie potrzebujesz. To dlatego wybrałeś jego.
-Co ty wygadujesz, Amadeusz!- krzyknąłem, aż nie mogąc uwierzyć, że słyszę z jego ust coś podobnego.
-Myślisz, że nie widzę?! Jesteś w nim zakochany! Po tym wszystkim, co ci zrobił...- rzucił, łamiącym się głosem.
-Dobrze wiesz, że to bzdura!- odparłem, pełen emocji.- Zresztą powiedziałem ci już, w kim jestem zakochany, ale wolę się nie powtarzać, bo jak widać bardzo nie lubisz tego słuchać...- parsknąłem drwiąco.
-Może nie lubię słuchać twoich kłamstw!- odpowiedział ostro Amadeusz.
-Opamiętaj się, do licha! Co w ciebie wstąpiło?!
Demon podszedł do mnie i chwycił mocno za ramiona. Jęknąłem z bólu, szarpnąwszy się lekko. Spojrzałem na niego ze zdumieniem.
-Nie możesz mi tego zrobić, po prostu nie możesz mi tego zrobić...- powiedział, nie reagując na moje próby oswobodzenia się z jego uścisku.- Nie po tym wszystkim... Wybrałeś mnie... Nie możesz mnie już zostawić...
-Nie zamierzam!- odparłem stanowczo, po czym dodałem pojednawczo- Puść mnie, Amadeusz. Nie musimy rozmawiać w taki sposób.
-Nie... Nie, ty nie rozumiesz...- odsunął mnie od siebie gwałtownie i pokręcił głową.- Nic nie rozumiesz... Nie pozwolę komuś, żeby wtrącał się w twoje życie... Chyba, że tego chcesz... Nie... Nie, nie...- dodał po chwili namysłu.- Wtedy też na to nie pozwolę. Nie chcę go przy tobie widzieć. Nie chcę, żeby tu przychodził. Jeśli pojawi się tutaj raz jeszcze, nie będę się zastanawiał...
-Wiesz tak dobrze jak i ja, że się pojawi...- zauważyłem, westchnąwszy głęboko. Szczerze mówiąc, nawet nie miałem pojęcia, jak całą sytuację widział Ricky. W pierwszej chwili bałem się, że oskarży o coś mnie, ale jeśli Amadeusz mówił prawdę i ten rzeczywiście sobie poszedł...- Szukasz dla siebie usprawiedliwienia, ale bez względu na wszystko, nie wolno ci tego robić. Nie wolno ci się wtrącać w nasze sprawy, sam to mówiłeś i sam twierdziłeś, że i tak zrobiłeś stanowczo zbyt wiele. Nie rób mu krzywdy.
Nie wiedziałem, czy zrozumiał moją argumentację, choćby jedno słowo. Minę miał zaciętą, nie patrzył nawet w moim kierunku, tylko spoglądał na okno, jakby zastanawiając się nad czymś. Stałem nieco dalej od niego, nie chcąc podchodzić bliżej. To nie była nasza pierwsza awantura, ale miałem wrażenie, że z każdą kolejną było coraz gorzej. To, co zobaczyłem dzisiaj, tylko mnie w tym upewniło.
-Więc gdybym był człowiekiem, mógłbym go zabić...?- zapytał w końcu, uśmiechając się kpiąco.
-Nie. Wtedy mógłbyś być przy mnie i pomóc mi sobie z tym poradzić. Teraz zresztą też możesz.
-Ale nie w ten sam sposób, prawda?- podchwycił natychmiast, spoglądając na mnie z uwagą.- Wolałbyś być z kimś innym- stwierdził z taką pewnością, jakby znał mnie lepiej niż ja siebie, co oczywiście było bzdurą, szczególnie w połączeniu z absurdami, jakie od kilkunastu minut wygadywał.- Może z tym Adrianem...
Pokręciłem głową z głębokim westchnieniem. Owszem, wiele spraw byłoby łatwiejszych, gdyby Amadeusz był człowiekiem, ale to wcale nie oznaczało, że byłbym w stanie zamienić go na kogokolwiek innego. A już daleki byłem od planowania czegoś podobnego!
-Może masz o mnie złe zdanie, ale nie jestem na tyle wyrachowany, by wybierać tych, na których mi zależy pod względem tego, czy są mi akurat pomocni...- rzuciłem cicho.- A na tobie zależy mi bardzo. Ale to nie jest sprawa dla ciebie. Z Ricky'm muszę poradzić sobie sam. I jeśli zamierzasz być ze mną na dłużej niż kilka dni, musisz się przyzwyczaić do faktu, że w moim życiu będzie wiele spraw, na które nie będziesz miał wpływu.
-... Ale gdybym był człowiekiem, miałbym na nie wpływ- dopowiedział sam sobie.
-Nie na wszystkie...- odpowiedziałem ostrożnie. Jasnym było, że gdyby inni ludzie go widzieli, musieliby się też z nim liczyć. Teraz, przynajmniej dla większości świata, Amadeusz po prostu nie istniał. Może jako mgliste wyobrażenie moich znajomych po tym, co naopowiadałem im o chłopaku z którym się spotykam, mieszkającym poza miastem, ale nic poza tym.
-Nie wiem, po co tu jestem...- odparł cicho, niemalże obojętnym głosem.- Wiedziałem, że to się tak skończy, mówił mi, że to się tak skończy... Ludzie... Nie rozumiecie zupełnie nic. A mnie wcale nie powinno tutaj być.
Zniknął.
Odetchnąłem głęboko, ocierając ukradkiem zbłąkaną łzę.
Wiedziałem, że prędzej czy później się pojawi. Wróci, wściekły, rozdrażniony albo pełen skruchy. Ile jeszcze razy będziemy odtwarzać ten sam scenariusz...? Nie miałem pojęcia. Wiedziałem tylko, że wszystko, co było między nami, nie było w porządku. Nasza... relacja... przypominała coś kruchego, zaprojektowanego z niedbałością, coś, co mogło w każdej chwili runąć, przestać funkcjonować tak, jak należy. Coś, co czasem określałem mianem przeznaczenia, momentami wydawało mi się jedynie pomyłką, przypadkiem, w dodatku niefortunnym.
W gruncie rzeczy liczyło się tylko to, że zarzucając mi, że chcę się go pozbyć, sam odchodził. Twierdząc, że chce mi pomóc, zostawiał mnie samego. Nie potrafił słuchać i nie potrafił wyjaśnić mi, o co mu dokładnie chodzi.
A ja po prostu musiałem przywyknąć.
I mieć cichą, coraz wątlejszą nadzieję na to, że wszystko samo się w końcu ułoży.

31 komentarzy:

  1. Anonimowy5:12 PM

    Albo mi się wydaję, a może nie... ale coś czuję ,że następny rozdział zacznie się od rozmyślań ,że Amadeusz nie wrócił i takie tam.
    A może tajemniczy demon znów dostanie jakąś rolę?
    Ehh już nie mogę się doczekać.
    Rozdział był świetny... Nie mogę zrozumieć co się dzieję z Joshem. Najpierw rozpaczał ,że Amadeusz go nie kocha. A teraz gdy jasno widzi (chyba) ,że demon też powoli się w nim zakochuję to zaczyna go olewać, okłamywać (no dobra, to robił już wcześniej) i co najgorsze... stracił ochotę na seks! Ehh
    Amadeusz... cóż by powiedzieć. Jego reakcja jest jak najbardziej normalna... no normalna jak na demona.
    To moje ulubione opowiadanie i mam nadzieję, że na następny rozdział nie trzeba będzie czekać prawie roku.
    Pozdrawiam- Boginikokainy

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy7:16 PM

    Epicko ;3 Tylko strasznie krotki rozdzial. Cos sie stalo?
    Paulinaa P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy5:47 PM

      Ogolnie sie pytam. Normalnie bardzo dlugo czytam kazde twoje opowiadania, a te zajelo mi kilka minut. No i skoro odpowiedzialas, mam jedna prosbe. Czy moglabys bardzo, bardzo szczegolowo opisac Nadima? Chcialabym narysowac jego portret. :)

      Usuń
    2. W moim przypadku są opowiadania dłuższe i krótsze :D. "Sunrise", jak i kilka innych, należą raczej do tych krótkich, w przeciwieństwie do "Chaosu".
      A co do prośby... Cóż, powiem szczerze, że nie jestem dobra w szczegółowym opisywaniu postaci i zazwyczaj też tego unikam, pozostawiając raczej dowolność interpretacji i wyobrażeń czytelnikom :). -> "Mężczyzna, który wszedł do karczmy, był wysoki i smukły, zresztą jak oni wszyscy. Miał ciemne, dłuższe, kręcone włosy, spod których wyłaniały się charakterystyczne wilcze (psie) uszy, złote oczy, lekko zadarty nos i wąskie usta. Spod jego płaszcza wysunął się czarny, postrzępiony ogon. Skórę miał idealnie gładką, w przeciwieństwie do swojego pobratymca, siedzącego przy oknie. " Cytat z pierwszego rozdziału i raczej nic lepszego już nie wymyślę, przykro mi :).

      Usuń
    3. Chyba, że masz jakieś konkretne pytanie na temat mojego wyobrażenia jego wyglądu, wtedy chętnie ci odpowiem :). W innym wypadku, będzie trudno.

      Usuń
    4. Anonimowy5:04 PM

      Nie, nie. Jest dobrze ;P Dziekuje. Postaram sie wykonac to jak najlepiej.

      Usuń
    5. Nie ma za co ^^. Mam nadzieję, że pokażesz, jak już skończysz ;).

      Usuń
  3. Anonimowy11:06 PM

    kolejne z opowiadań, które coraz smutniejsze się robi? DX
    chociaż tu mogę wciąż liczyć na dobre zakończenie.

    Silencio, jesteś bogiem. twoje postacie są tak absolutnie żywe. potrafisz stworzyć fabułę która nie zawiera ż a d n y c h clitches i jednocześnie ogrzewa serce... w zeszłym tygodniu czułam się strasznie samotna. dopóki nie przeczytałam nowego rozdziału "Chaosu".
    kurcze, serio. nic innego tak na mnie nie wpływa.

    indy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne wykażę się ignorancją, ale co to jest (są) "clitches"? ^^'

      Usuń
    2. Anonimowy8:58 PM

      jak to szło... , duh, nadużywane przewidywalne banalne nieoryginalne TANDETNE o! chyba o to mi chodziło
      tylko używane jako rzeczownik

      musiałam szukać po słownikach i próbować tłumaczyć synonimy D: i moja definicja nie jest zbyt właściwa obawiam się

      Usuń
  4. Wiesz... czytając ten rozdział miałam na twarzy ten uśmiech , którego nie sposób opisać. Ten sam pojawiał się gdy czytałam Every Me.
    Na końcu u mnie również pojawiła sie taka samotna łezka.
    Cóż pozostaje czekać na ciąg dalszy i mieć nadzieję ,że Amadeusz wróci i nie zostawi Josha...
    A tak a pro po... Co ty na to by po AFY/Księciu i oczywiście Chaosie pojawiło się Wyzwanie? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, jestem za ;). Zobaczę, czy mi się uda, ale taki właśnie mam plan.

      Usuń
  5. Tak długo nie było kolejnego rozdziału czy wzmianki o nim, że kompletnie zapomniałam jak mi go brakowało. Szkoda, że Josh ma wątpliwości co do ich "związku". Ale Amadeusz zachowuję się jak dupek. W każdym bądź razie, nie narzekam.;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmm, możesz mnie nie pamiętać, ale kiedyś miałam nazwę: sztukatatuażu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, pamiętam :). Nie jest ze mną tak źle (NAPRAWDĘ) :D.

      Usuń
    2. Haha:D Raczej chodziło mi o to, że nie często komentuję. Co postanowiłam zmienić.

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm... Nie wiem, czy chcesz, żebym odpisała, skoro usunęłaś komentarz, ale chyba warto po prostu przeczytać pierwszy rozdział i ocenić ;). Z racji tego, że jest to moje pierwsze opowiadanie (jeszcze przed "Every Me"), powiedzmy, że nie jestem z niego szczególnie dumna i wiele musiałam pozmieniać ;).

      Usuń
    2. Usunęłam ten komentarz, bo zaczęłam czytać i sądzę, że jest to moje zaraz po "Chaosie" ulubione opowiadanie :)

      Usuń
  8. Jestem pod wrażeniem tego opowiadania. Przeczytałam dziś wszystkie rozdziały (rany, czuję się teraz trochę nieprzytomna) i mogę śmiało powiedzieć, że to naprawdę ciekawa historia. Uwielbiam jak Josh i Amadeusz się kłócą. :>

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział zleciał wyjątkowo szybko. Tak długo nie było tego opowiadania, że gdy padło imię Josha, zastanawiałam się, kto to u diabła jest. xD W pamięci miałam tylko Amadeusza i całokształt historii, więc cieszę się, że w końcu nadrobiło się to i owo.

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy6:57 PM

    To słodkie, ich relacje coraz bardziej zaczynają przypominać związek:) Josh ma taki sam problem jak część dziewczyn: faceci czegoś chcą, ale ze względu na to, że nie mówią, o co im chodzi, nie sposób ich zrozumieć, ah...
    Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg, zwłaszcza, że Amadeusz kilka razy w tym rozdziale wspominał o możliwościach, jakie miła, gdyby został człowiekiem, mam tylko nadzieję, że wcześniej wygra dużo pieniędzy w jakiejś loterii, bo Josh nie jest zbyt zaradny w życiu:)

    Nana

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy2:22 PM

    Teraz dopiero pojawiły się wyraźnie problemy życia z demonem. Josh jak dla mnie nie zrobił nic złego, ale mógł to wszystko inaczej rozegrać. Przede wszystkim musi też wrócić do zwykłego życia, bo inaczej to wszystko źle się skończy. I jakoś tak obawiam się smutnego końca tego opowiadania, ale Ty pewnie coś wymyślisz, żeby wyprowadzić mnie z błędu ;) D.

    OdpowiedzUsuń
  12. Anonimowy8:18 PM

    Dobra, postanowiłam oachać to opko. Po pierwsze; jejuu, jak ja lubię tych dwóch debili ^ ^ Po drugie; fajnie, że rozbudowałaś też trochę postacie drugoplanowe, noramalnie uwielbiam Katy i żyję z już-nie-krytym pragnieniem, żeby przeżyła swoje true love story, a Jackowi lekko zrzedła mina, bo straci swoją fankę xD A "po trzecie" będzie raczej taką małą prośbą ode mnie; błagam nie rób z Amadeusza człowieka! Bo... Bo... Bo wtedy już nie będzie Amadeuszem, no. Ja przecież przez niego wczoraj czułam ogromne pragnienie widzenia demonów, a potem myślałam, że do mnie przyszedł jak trzasnęły drzwi od mojego pokoju. Ugh, to, że go nie widziałam to z pewnością wina tego dziwnego, starego transwestyty...

    Asis

    OdpowiedzUsuń
  13. Anonimowy5:44 PM

    KIEDY KOLEJNY ROZDZIAL ?

    OdpowiedzUsuń
  14. Anonimowy10:48 PM

    Ehh, zawsze kochałam ich kłótnie . Chociaż ta była trochę poważna . Czasami Josh przypomina mi Brandona , chociaż później dochodzę do wniosku, że nawet Brandon nie był tak głupi albo lekkomyślny jak on :D Od początku uwielbiałam Amadeusza, szczególnie jak pojawiał się w szkole : > Mam nadzieję, że szybko dodasz nowy rozdział . No i na to , że będzie jakoś weselej u nich . Na ilu notkach planujesz zakończyć Sunrise ? Nie żebym chciała już koniec , tak z ciekawości pytam :D


    I komentuje tu pierwszy raz : >
    Mila.

    OdpowiedzUsuń
  15. Wyjątkowo wciagłą mnie bardziej niż inne twoje opowiadania, wszystkie są świetne ale to chyba najbardziej mi się podoba ^^ oj... miałam się uczyć na sprawdzian a tak się wciągnęłam w kilka ostatnich rozdziałów że zapomniałam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Anonimowy11:08 PM

    czekam, czekam...

    OdpowiedzUsuń
  17. Uwielbiam twoje opowiadania. Pisz dalej , nie przestawaj ! Naprawdę potrafisz wybudować niesamowity klimat i fabułę , która wciąga tak mocno , że staje się częstym tematem rozmyślań czytelnika .
    Dziękuję za twoją pracę i życzę weny .

    OdpowiedzUsuń
  18. Anonimowy11:52 PM

    Oni się nie słuchają. No zwyczajnie nie słuchają jeden drugiego. Obaj gadają, przedstawiają swoje argumenty i jak grochem o ścianę. A już zwłaszcza przoduje w tym Amadeusz :D No ile razy można go zapewniać o swoich uczuciach, żeby w końcu uwierzył w nie oraz w lojalność Josha? No dobra, Josh też bez winy nie jest, ale bardziej go rozumiem - nie chce wciągać demona w sprawę z Rickym, bo wie jak Amadeusz reaguje na samo jego imię: zazdrością, zarzutami, wymówkami, fochem itd. Nic, tylko się kłócą no :D
    W każdym rozdziale czekam w zasadzie na ten cytat, który jest na samiutkim początku. Pasuje mi on niemal do każdej poważniejszej kłótni chłopaków i już już niemal słyszę te słowa.. ale nie, jeszcze nie... I nie wiem czy się ich doczekam :(
    Rany, to opowiadanie jest takie inne od wszystkich Twoich pozostałych! Tylko w sumie nie wiem dlaczego ;) Coś chyba w tym, że od samego początku akcja rozwijała się tak szybko.
    Alys

    OdpowiedzUsuń