Strony

czwartek, 16 sierpnia 2012

Rozdział 23 [Chaos]


-Słyszysz to...?- zapytał cicho Nadim, zatrzymując się w połowie drogi.
Amir przystanął kawałek dalej, spoglądając na kompana ze zmarszczonymi brwiami. Dopiero po chwili doszedł go tętent kopyt i chrzęst kół, przemieszczających się szybko po nierównej, leśnej ścieżce. Mężczyzna przyłożył palec do ust i dał towarzyszowi znak dłonią, po czym obaj skręcili pomiędzy pobliskie drzewa i zatrzymali się za nimi, nie chcąc, by ktokolwiek ich zauważył. Szczególnie, że potomek wilków zgubił gdzieś swój płaszcz, chociaż Amir, po jego dość oszczędnym i mało wiarygodnym zdziwieniu, wcale nie był pewien, czy "zgubił" było odpowiednim określeniem tej sytuacji. Postanowili poczekać, aż tamci ludzie pojadą dalej. Odgłos kopyt był coraz głośniejszy. W pewnym momencie usłyszeli jednak głośne rżenie jednego ze zwierząt i czyjś spanikowany krzyk, a następnie donośny huk. Nadim spojrzał na niego wyraźnie zaniepokojony. Mężczyzna zawahał się przez chwilę, po czym skinął przyzwalająco głową, samemu chcąc sprawdzić, co się wydarzyło. Wyłonili się spomiędzy drzew i wtedy wszystko stało się jasne. Karoca leżała wywrócona na ziemi, a przy niej jeden z uwiązanych do niej koni, który miał wyraźny problem by się podnieść i rżał przeraźliwie. Drugi musiał uwolnić się wcześniej i uciec, co doprowadziło do wypadku. Z wnętrza bogato zdobionej karety wydostało się z trudem dwóch mężczyzn, uzbrojonych w długie miecze i ubranych w jednakowe zbroje. Amir już domyślał się, z kim mogą mieć do czynienia.
-Hej, wy!- jeden z ludzi zwrócił się w ich kierunku. Wyjął broń i podszedł szybko do wędrowców, mierząc mieczem w Amira.- Czego tu chcecie...?- zapytał, spoglądając na nich z uwagą.
-Niczego. Usłyszeliśmy tylko hałas i przyszliśmy sprawdzić, co się wydarzyło- wyjaśnił Amir, chcąc się wycofać, ale mężczyzna nie opuszczał broni.
-Sprawdzić, co się wydarzyło, tak...?- rzucił, jakby nie dowierzał ich słowom.
Z karocy wyłoniło się jeszcze dwóch, ubranych tak samo, jak ich poprzednicy, ludzi. Jeden z nich wyciągnął rękę, pomagając wydostać się z wnętrza komuś, kto jeszcze się tam znajdował. Amir z uwagą obserwował, jak odziana w czarną, skórzaną rękawiczkę, męska dłoń, zaciska się na ręce strażnika. Chwilę później jego oczom ukazał się ten, z powodu którego rozgrywało się całe zamieszanie. Mężczyzna mniej więcej w ich wieku, wysoki, smukły, o jasnej skórze i blond lokach, które opadały lekko na jego ramiona. Ubrany był w białą, idealnie dopasowaną koszulę, pokrytą z boku złocistymi zdobieniami, ciemniejszej barwy spodnie i wysokie buty. Obie dłonie zakrywały czarne rękawiczki. Na jednym z palców znajdował się pierścień z oczkiem, o odcieniu głębokiego granatu. Nietypowej, stalowej barwy oczy, spoczęły na dwóch mężczyznach, zapewne jego sługach bądź też strażnikach, którzy usiłowali odpiąć zwierzę i postawić je na nogi.
-Gdzie reszta...?- zapytał niepasującym zupełnie do jego postury i wyglądu, niskim głosem.
-Pobiegli szukać drugiego, panie- odparł zdyszany strażnik, usiłując opanować przerażone zwierzę, które podniosło się na nogi i usiłowało wyrwać.
Arystokrata przeszedł obok nich obojętnie, po czym spojrzał w stronę przybyszów i tego strażnika, który się przy nich znajdował.
-Cóż to za ludzie, Sedricu?- zwrócił się do mężczyzny, który nie pozwolił Nadimowi i Amirowi odejść.
Książę. Amir uśmiechnął się kwaśno. Jeszcze lepiej.
-Wygląda na to, że zwykli wędrowcy, książę. Uzbrojeni wędrowcy- poprawił się po chwili, spoglądając na miecz Amira.
-Chcieliśmy tylko pomóc- wyjaśnił Nadim.
Spojrzenie arystokraty spoczęło na nim. Amir widział, jak oczy szlachetnie urodzonego, rozchylają się ze zdumienia. Jego kompan spłoszył się wyraźnie, chyba bojąc przez chwilę tego, jaką reakcję może wzbudzić pośród tych ludzi swoją odmiennością. Jasnowłosy wyminął swojego strażnika, który jęknął tylko głuche i niemalże pełne oburzenia: „Książę”, a następnie zatrzymał się przed potomkiem wilków. Czarny materiał zetknął się ze skórą towarzysza Amira, gdy ciekawe palce księcia przemknęły się powoli wzdłuż jego policzka. Patrzył na Nadima z fascynacją, która nie zdumiewała Amira, przyzwyczajonego już do faktu, że niektórzy z tych, którzy mieli zbyt wiele, lubili inność pod wszelką postacią, i otaczali się nią z najwyższą lubością. Arystokrata dotknął wilczego ucha.
-Kim ty jesteś...?- zapytał, zaintrygowany.
-Jestem... potomkiem wilków, panie...- Nadim wydawał się być skrępowany. Skrępowany bardziej niż kiedykolwiek, chociaż nie pierwszy raz przyglądano się jego odmienności z tak bliska.- Nazywam się Nadim...- dodał po chwili wątpliwości, nie słysząc żadnej odpowiedzi ze strony księcia, który wciąż badał opuszkami palców jego twarz.
Dopiero po tych słowach cofnął się, jakby oprzytomniały.
-Wybacz mi mój chwilowy brak opamiętania- rzucił spokojnym głosem arystokrata.- Nazywam się Sinister. Niedaleko stąd, czeka na mnie moje królestwo i zamek, w który trzeba tchnąć nieco ducha...- książę nie odrywał od potomka wilków wzroku, nie zwracając na Amira najmniejszej uwagi.
Strażnik wydawał się być nieco poirytowany więcej niż odważnym zachowaniem swojego pana. Podchodzenie księcia do dwóch uzbrojonych jegomości, napotkanych w lesie Amir z pewnością nazwałby lekkomyślnością. Nie dziwił się zbytnio pierwszej reakcji Sedrica. W pobliżu miast niejednokrotnie czaili się łupieżcy, dla których wypadek podobnej karety, przewożącej zapewne większe bogactwa niż tylko jakiegoś tam arystokratę, był niemalże jak prezent od bogów. Natomiast nie dziwił się również temu drugiemu. Aż za dobrze wiedział, że rozsądek nie widnieje na szczycie listy cech posiadanych przez przeciętnego szlachcica.
-Zamek...?- Nadim zwrócił uwagę na coś, co Amir w swoim chwilowym zdumieniu całą sytuacją przeoczył. Mężczyzna zerknął na swojego kompana z uwagą.- A więc... Jesteś synem króla, panie?
-Właściwie to jestem królem- odpowiedział jasnowłosy.
Amir westchnął ciężko w duchu. A sądził, że już lepiej być nie może!
-To tylko kwestia formalności...- wyjaśnił wciąż jeszcze książę.- Jutro odbędzie się moja koronacja... Jedźcie ze mną- zaproponował nagle. Sedric miał taką minę, jakby chciał uszczypliwie zaproponować swojemu panu, by ten wyręczył ewentualnych zamachowców i od razu sam odciął sobie głowę.
-Panie...- wyrzucił z siebie jedynie, spoglądając na księcia bez zrozumienia.
-Chyba zgodzisz się ze mną, Sedricu, że należy nagradzać tych, którzy gotowi byli nam pomóc...? Szczególnie, że w dzisiejszych czasach nie spotyka się już wielu równie szlachetnych istot...- na wargach jasnowłosego wymalował się ledwie zauważalny uśmiech.- Zgodzicie się więc jechać z nami?- zapytał tym razem, znów jednak spoglądając jedynie na Nadima, jakby to on był osobą decydującą.
Kompani spojrzeli na siebie ukradkiem. Amir nie wiedział, co odpowiedzieć na to nietypowe zaproszenie. Jeśli chodziło o zamek, do którego zmierzali, wyglądało na to, że los po raz kolejny dawał im niezwykłą wprost okazję, by dostać się do celu. Za towarzystwem książąt nie przepadał z zasady i może z tego właśnie względu, ten człowiek budził w nim wyjątkową wprost niechęć.
-Jeśli sobie tego życzysz, książę...- odparł Nadim, najwyraźniej również kierowany wątpliwościami.
-Byłbym więcej niż rad, gdybyś się zgodził.
Potomek wilków skinął głową, uśmiechając się wymuszenie.
-Cieszę się- stwierdził arystokrata, chociaż jego ton głosu brzmiał dość obojętnie.- To zaszczyt gościć kogoś tak wyjątkowego na swoich włościach... Poza tym, dziś wieczorem urządzam ucztę, na którą zapraszam tych, którzy pełnili wcześniej ważne funkcje w pałacu... Dobrze byłoby, gdyby pojawił się tam również ktoś mniej przeciętny i bardziej godny zainteresowania od nich wszystkich...- uśmiechnął się książę.
Chwilę później, karoca została postawiona na kołach. Drugiego konia udało się pracownikom szlachetnie urodzonego znaleźć w lesie i zmusić do posłuszeństwa. Amir i Nadim, za zaproszeniem jasnowłosego, wsiedli do środka karety, zajmując jednak miejsce dwóch strażników przyszłej jego wysokości. Książę kazał im dostać się do pałacu na piechotę, co wprawiło potomka wilków w zdumienie, u Amira natomiast wywołało jedynie pełen politowania uśmiech. Jasnowłosy usiadł naprzeciwko nich. Obok Amira i Nadima usiadł Sedric, a przy przyszłym królu jeszcze dwóch strażników. Ruszyli w dalszą drogę.
-Mówiłeś, że jesteś potomkiem wilków...?- upewnił się książę, wpatrując w potomka wilków.
-Tak, panie.
-Skąd pochodzisz?
-Mieszkamy w lasach, w pobliżu królestwa Alitis...- odpowiedział Nadim, uśmiechając się do swojego rozmówcy. Amir przysłuchiwał się temu w zupełnym milczeniu, niepytany o zdanie i niezbyt chętny do uczestnictwa w rozmowie.
-Więc jest was więcej...?- przyszły władca wydawał się być tym zafascynowany.
-Owszem...- potwierdził z lekkim zakłopotaniem potomek wilków.- Niewiele więcej, ale tak.
-I wszyscy wyglądacie... W taki sposób...?- dopytał, spoglądając na uszy Nadima.
-Tak, panie.
-Niesamowite...- skwitował to mężczyzna, nie odrywając od Nadima wzroku.
Ten wyraźnie nie wiedział, jak się w tej sytuacji zachować.
-Dlaczego nazywacie siebie potomkami wilków?- pytał dalej arystokrata.
-To wynika z naszego pochodzenia i historii, panie. Bardzo długiej historii...- odparł wymijająco Nadim.
-Liczę na to, że dziś wieczorem ją usłyszę...- jasnowłosy uniósł kąciki ust, w czymś, co raczej nie przywodziło na myśl uśmiechu.- Oczywiście mam nadzieję, że będziecie mi jeszcze towarzyszyli w czasie koronacji... Nie ukrywam, że to dla mnie ważny dzień... Władza ponownie znajdzie się w rękach mojego rodu, co z pewnością wyjdzie wszystkim na dobre.
-Ponownie...?- podchwycił Nadim, nie rozumiejąc, o czym mowa.
Książę skinął powoli głową.
-Moja rodzina rządziła tym królestwem przed laty, ale została stamtąd wygnana na skutek pewnych okoliczności. Na tronie zasiadł ktoś inny i długo dzierżył władzę. Ale niedawno syn uzurpatora zmarł bezpłodnie i dostałem okazję, by odzyskać to, co mi się należy...
Karoca wreszcie zatrzymała się przed zamkiem. Amir nie miał okazji widzieć, którędy przejeżdżali, bo okna karety były zasłonięte. Wysiedli i ruszyli do ogromnej budowli, która z zewnątrz wydawała się być już wiekową i mocno zaniedbaną. Wnętrze jednak nie sprawiało podobnego wrażenia. Ogromne wrota otworzyły się przed księciem i jego goście ruszyli za nim długim, pięknie ozdobionym holem, w którym zgromadzili się służący, kłaniając się nisko przechodzącemu panu. Ci, którym Amir zdążył się przyjrzeć, patrzyli na przyszłego władcę z uwagą i fascynacją. Ruszyli po schodach na górę. Od środka zamek był w bardzo dobrym stanie, czysty, zadbany i bogato wyposażony, choć sam książę stwierdził z lekkim obrzydzeniem, że będzie musiał wprowadzić w nim wiele zmian.
-Oddajcie mi broń- zażądał Sedric, zatrzymując przy sobie książęcych gości.
-Po co te nerwy, Sedricu...?- zwrócił się do niego przyszły monarcha.
-To kwestia bezpieczeństwa, książę- powiedział z naciskiem strażnik, jakby chciał dodać: „twojego bezpieczeństwa”.
W odpowiedzi na to, pełen politowania, drwiący uśmiech wpełznął na wargi arystokraty.
-Czyń jak uważasz...- stwierdził kpiącym tonem.
Amir z cieniem irytacji pomyślał sobie, że gdyby ktoś raz dał księciu porządną nauczkę, może ten na przyszłość podchodziłby do pracy tych, którzy chronili jego tyłek nieco mniej lekceważąco. Z jeszcze większym cieniem irytacji, by nie rzec wręcz, że z wściekłością, rozstał się ze swoim orężem. Nadim oddał łuk, o nożu nie wspominając jednak ani słowem. Sedric zapewnił ich, że gdy tylko opuszczą królewskie włości, wszystko zostanie im zwrócone. Książę zostawił swoich gości w jego rękach, a sam udał się do komnat. Szorstki i raczej niezbyt przyjaźnie nastawiony, trudno powiedzieć, czy do Amira i Nadima, czy raczej do lekkomyślnych kaprysów przyszłego monarchy, strażnik zaprowadził ich do ogromnego pomieszczenia, w którym znajdowały się dwa wielkie łoża, liczne komody i szafy, potężne lustro i kosz, w którym jak na wyciągnięcie ręki, leżała drogocenna biżuteria i różnego rodzaju ozdoby. Oznajmił, że „odpowiednie” stroje znajdą w szafie, a gdyby mieli problemy, powinni się do niego zwrócić. Oświadczył również, że woda za chwilę będzie gotowa i wskazał im drzwi, które prowadziły do łazienki. Pod ich drzwiami postawił dwóch strażników, a sam odszedł, chyba przywołany do siebie przez księcia, bo zdecydowanie nie wyglądał na zadowolonego z faktu, że musi pozostawić gości samym sobie.
-Pójdę wziąć kąpiel- poinformował kompana Amir, paradoksalnie bardziej chyba zmęczony przejażdżką w towarzystwie nierozsądnego księcia niż wcześniejszą wędrówką.- Jeśli mamy się pojawić na tej uczcie, powinniśmy wyglądać przyzwoicie- dodał, patrząc znacząco na Nadima.
Ten uśmiechnął się szeroko.
-Zawsze wyglądam przyzwoicie- odparł żartobliwie i były to słowa nieprzyzwoicie zgodne z prawdą.
Nadim wyglądał po prostu... Ach. Amir wstrzymał się od komentarza, kwitując słowa towarzysza uśmiechem i wyszedł z pomieszczenia, po czym wszedł w drugie z kolei drzwi, prowadzące do łazienki. I wtedy zdumiał się po raz pierwszy. Nie był pewien, czy rzeczywiście można było nazwać to łazienką. Bardziej łaźnią. Zbiornik na wodę był ogromny. Zmieściłby się tam bez trudu nie tylko z Nadimem, ale zapewne i z całym zastępem strażników królewskich, choć takie orgie raczej nie przychodziły mu na myśl. Rozebrał się, a następnie wszedł po kamiennych stopniach do wody, czując, jak ta obmywa najpierw jego kostki, sięga kolan, aż wreszcie zanurzył się w niej do pasa. O bogowie, jak było mu dobrze! Mył się powoli, skoncentrowany na rozkoszowaniu się przyjemnym chłodem przejrzyście czystej wody. Zanurkował. Przepłynął kawałek, opierając się o drugą krawędź zbiornika. Zanurzył swoje długie włosy. Aż jęknął głucho w duchu, uświadamiając sobie, że powinien się pospieszyć, by Nadimowi starczyło czasu. Uśmiechnął się lekko na myśl miny, jaką zrobi jego kompan, gdy zobaczy to wszystko. Na pewno będzie pod wrażeniem.
Po jakimś kwadransie, Amir zmusił się wreszcie, by wyjść. Owinął się jednym z naszykowanych ręczników wokół pasa i wycisnąwszy jeszcze z mokrych włosów nieco wody, ruszył z powrotem do pokoju, zabierając ze sobą brudne i znoszone ubrania. Wszedł do pokoju, w którym się zatrzymali. Uśmiechnął się lekko do potomka wilków, który najwyraźniej niecierpliwie wyczekiwał jego powrotu.
-Zajrzyj do szafy- rzucił wesoło.- W życiu nie widziałem tylu ubrań!- dodał przejęty, po czym wyszedł z sypialni.
Amir za jego namową, zerknął do środka. Wewnątrz wisiało kilkanaście, a może i kilkadziesiąt rozmaitych strojów, zapewne uszytych na różne miary. W dolnej szufladzie znajdowało się wiele par butów. Mężczyzna uśmiechnął się, rozbawiony zdumieniem kompana i zamknął drzwiczki. Przejrzał kolejne szafki i szuflady, które łaskawy i nazbyt hojny, aczkolwiek uspokajająco ekscentryczny, książę pozostawił do ich wyłącznej dyspozycji. Wytarłszy się dokładnie, znalazł to, co na niego pasowało i wdział na siebie odpowiednie ubranie. Następnie wziął grzebień i usiadł przed lustrem, usiłując doprowadzić do porządku rozczochrane włosy, które dawno już nie miały do czynienia z takimi luksusami. Jęknął boleśnie, gdy wsadziwszy grzebień we włosy, wykonał pierwsze szarpnięcie. Jeden z zębów się ułamał. Amir wyjął go ze swoich kosmyków i westchnął ciężko.
W pokoju pojawił się Nadim, tak jak spodziewał się mężczyzna, mocno podekscytowany.
-Niesamowite! Nigdy nie widziałem takiej wielkiej wanny!- rzucił z uśmiechem.- Czemu mnie nie zawołałeś...? Przecież mogliśmy się tam zmieścić obaj.
Amir zaczął się śmiać, ale jego śmiech szybko ucichł, gdy tylko okrutna i niepohamowana wyobraźnia podsunęła mu bardzo krępujące obrazy.
-Powiedziałem coś niestosownego...?- Nadim uniósł kącik ust w lekkim uśmiechu.
-Nie bardziej niż zwykle- uciął Amir, woląc się nad tym nie zastanawiać.
Powrócił do rozczesywania włosów, co nie było szczególnie przyjemne, zważywszy na to, od jak długiego czasu tego nie robił. Nadim rozglądał się po pomieszczeniu, po czym podszedł wreszcie do mężczyzny. Amir zatrzymał się i odwrócił w jego kierunku sądząc, że ten czegoś od niego chce. Potomek wilków stał chwilę nad towarzyszem, po czym przesunął palcami wzdłuż pasma jego włosów.
-Wy, ludzie, macie takie ładne włosy...- powiedział nagle, wywołując u Amira rumieniec.- Miękkie.
-Twoje byłyby takie same, gdybyś częściej je rozczesywał...- odkaszlnął nerwowo mężczyzna.
-Wcale nie. Moje są takie... szorstkie i... nieprzyjemne...- Nadim zaśmiał się, chyba nie potrafiąc znaleźć odpowiednich określeń.- A twoje takie delikatne. Mogę...?- zapytał, dotykając dłoni mężczyzny, w której ten trzymał grzebień.
O, bogowie. Jeśli ktokolwiek zechce jeszcze zarzucić Amirowi brak cierpliwości czy opanowania, niech wie, że absolutnie nie ma racji.
-Jeśli chcesz...- odparł z pozorną obojętnością, podając grzebyk potomkowi wilków.
Ten uśmiechnął się do niego serdecznie i sam zaczął rozczesywać jego włosy. O dziwo, robił to chyba o wiele sprawniej, a przynajmniej i nieco subtelniej niż Amir. A może mężczyzna był tak pochłonięty jego bliskością, niemalże sparaliżowany i żadne inne bodźce po prostu do niego nie docierały...? Nadim czesał go dość długo i powoli. Wreszcie chwycił za rzemyk naszykowany wcześniej przez kompana i przewiązał jego włosy, dokańczając dzieła. Uśmiechnął się wesoło do siedzącego przed nim towarzysza. I nagle...
… BOGOWIE.
Amir mógł wytrzymać wszystko. Naprawdę. Mógł wytrzymać jego dwuznaczne gesty, nieostrożne słowa, które w kontekście myśli, wyobrażeń i marzeń mężczyzny, nabierały bardzo dziwnego znaczenia, ale to było wręcz niewyobrażalne. I chyba tylko szok wywołany sytuacją sprawił, że mężczyzna nie zareagował w jakiś gwałtowniejszy i zdecydowanie nieodpowiedni sposób. Ponieważ Nadim nachylił się nad nim raz jeszcze i przesunął lekko nosem po jego szyi, wywołując u mężczyzny dreszcz.
-Ładnie pachniesz- stwierdził potomek wilków, uśmiechając się serdecznie.
Amir spoglądał na niego z szeroko otwartymi oczyma.
-... Po to się kąpałem przecież...- bąknął, kompletnie zdezorientowany.
-Wiem- odparł Nadim ze spokojem, którego mężczyzna szczerze mu zazdrościł.
Amir wziął kilka głębszych oddechów i zadecydował, że trzeba Nadimowi wybrać coś, co ten mógłby ubrać. A z racji tego, że potomek wilków wciąż stał przy nim z ręcznikiem na biodrach... STANOWCZO trzeba było mu wybrać coś, co ten mógłby ubrać. Potomek wilków miał nieco drobniejszą budowę ciała od niego. Mężczyzna wybrał dla niego strój i odwrócił się, czekając, aż ten się przebierze. Nadim skończył i obejrzał się w lustrze.
-Wyglądam prawie jak książę...- stwierdził i zaśmiał się z rozbawieniem.
-Wyglądać możesz, bylebyś nie zachowywał się jak jeden z nich...- odpowiedział łagodnie mężczyzna.
-... czyli nie zachowywał się jak ty?- dopytał potomek wilków z cwanym uśmiechem.
-Nigdy nie twierdziłem, że chciałbym, żebyś zachowywał się jak ja- zauważył Amir.
Teoretycznie czasem wydawało mu się, że gdyby Nadim miał trochę, chociaż troszeczkę więcej rozsądku, nie musiałby się przynajmniej o niego obawiać na każdym kroku i niepokoić, ilekroć ten się oddalał. Zresztą sprowadziło już to na nich niemałe kłopoty. Z drugiej jednak strony, gdyby potomek wilków był równie sceptyczny jak on, zapewne nie mieliby przynajmniej połowy kryształów. Poza tym, kto wie, czy Amir byłby tutaj jeszcze, gdyby miał za towarzysza kogokolwiek innego. Nadim był cudotwórcą, skoro był w stanie skłonić absolutnego niedowiarka do tego, by ten szukał czegoś, czego działania nie rozumiał i co wydawało mu się coraz mniej nieprawdopodobne, a coraz bardziej przerażające.
-Niewygodnie ci, prawda? Z ogonem w środku?- dopytał mężczyzna, spoglądając na potomka wilków z uwagą.
Ten skinął głową.
-Mógłbyś mi pomóc...?- Nadim zaśmiał się cicho, podając kompanowi swój nóż.
Amir przyjął go od towarzysza, siadając na brzegu jednego z łóżek i przyciągając do siebie potomka wilków. Oparł dłonie na jego biodrach, ściągając go na miejsce obok siebie i chwycił za pas spodni, odsuwając nieco materiał od ciała Nadima.
-Nie mów temu człowiekowi, że też jestem księciem- powiedział do potomka wilków, zajęty niezbyt umiejętnym majstrowaniem nożem przy jego spodniach.
-Wiem. Już mi mówiłeś, że władcy są dziwni, a ich zachowania niezrozumiałe. Ale jesteśmy wreszcie w tym zamku. Sądzisz, że są tu kryształy...? Albo coś związanego z nimi...?
-Bo ja wiem...?- mruknął Amir i w tym momencie, jednym nieudolnym cięciem, rozciął spodnie towarzysza.
Zachichotał niepohamowanie, opierając czoło o jego plecy.
-Spadną, jak tylko wstanę, prawda?- zawtórował mu Nadim.
-Taaak... Zdejmij je, zaraz znajdę ci coś innego...
Niedługo później obaj byli już gotowi. Czekali cierpliwie na znak tego, który ich zaprosił i rzeczywiście, niecałą godzinę później, do pokoju zapukał sam Sedric w towarzystwie innego strażnika i tonem już spokojniejszym niż wtedy, gdy widzieli się po raz ostatni oznajmił, żeby poszli za nim. Zostali zaprowadzeni do ogromnej sali, wypełnionej ludźmi. Cztery pokaźnej długości stoły, zostały ułożone obok siebie w taki sposób, by tworzyły prostokąt. Wewnątrz niego, na podłodze rozłożone były maty i poduszki, na których kłębiły się młode dziewczęta i chłopcy. Grali na instrumentach, całowali się i pieścili wzajemnie na polecenie gości, albo zajmowali się nimi osobiście. Amir patrzył na to wszystko z dystansem. Przyszły król najwyraźniej nie ukrywał się wcale ze swoimi skłonnościami. Usiedli na wyznaczonych dla nich miejscach. Niedługo później pojawił się książę, na którego widok, wszyscy obecni podnieśli się natychmiast.
-Cieszę się, że tak licznie przybyliście...- zwrócił się do swoich gości, zmierzając powoli w kierunku wyznaczonego dla niego miejsca. Zatrzymał się przed nim i oparł dłonie na krześle. Amir dostrzegł, że wciąż miał na sobie rękawiczki, chociaż w pomieszczeniu było dość ciepło.- Nie mam wam zbyt wiele do powiedzenia. Moment, w którym ostatni z członków mojej rodziny, zmuszony był opuścić te ziemie, był momentem absolutnego upadku porządku w tym kraju... Ale fakt, że pojawiam się tutaj po latach, świadczy o tym, że nadszedł czas zmian. I ten porządek z pewnością zostanie przywrócony.
-Oby, książę!- jeden z gości odsunął się od stołu, przerywając przemowę przyszłego monarchy. Amir nie był pewien, kim był ten człowiek, ale skoro pozwolił sobie na podobną śmiałość, musiał być arystokratą, może doradcą, bądź też innym, cenionym członkiem dworu.- Ale czy możemy ufać na słowo tym, którzy przybywają do nas i rzucają takimi obietnicami...? Tym, którzy zamiast działać od razu, wydają takie przyjęcia...?- rzucił z pogardą, spoglądając na Sinistra, którego wyraz twarzy nie zmienił się ani przez chwilę.
-Jak ci na imię, panie?- zwrócił się do mężczyzny.
-Elinius, książę- mężczyzna skłonił się tak, jak wypadało.
-Strasznie mało rozrywkowy z ciebie człowiek, Eliniusie...- na wargach przyszłego króla pojawił się niemalże pobłażliwy uśmiech. Kilkunastu zebranych zaśmiało się na te słowa.- A ja bardzo nie lubię nudnych ludzi.
I ten śmiech zamarł im na ustach, ledwie książę wypowiedział swoje kolejne słowa, wciąż z tym samym, niezmiennym uśmiechem, z lodowatym spojrzeniem, wbitym wprost w tego, do którego się zwracał. I sam Elinius wydawał się nagle podupaść na swojej odwadze, słysząc tę niebezpośrednią groźbę, ten jad, czający się w pozornie spokojnym głosie następcy tronu.
-O co chodzi?- zapytał szeptem Nadim, gdy Elinius ukłoniwszy się niżej niż wcześniej, przeprosił króla za to, że ośmielił się mu przerwać i zajął swoje miejsce, cichy i wyraźnie zaniepokojony.
Amir pokręcił głową, nie chcąc mu teraz tego wyjaśniać.
-... A więc bawcie się...- rzucił książę, zajmując swoje miejsce.
Pozostali uczynili to samo, nagradzając swojego przyszłego władcę brawami i wtedy uczta zaczęła się na dobre. I nie było w niej miejsca na nich innego, jak tylko picie, jedzenie i zabawianie się z różnej płci prostytutkami. Amir zachowywał się wstrzemięźliwie. O dziwo, Nadim również. Niepomierne zdumienie i pewną dozę radości, wywołał u jego kompana fakt, że potomek wilków, po raz pierwszy chyba, wydawał się być wcale niezainteresowany urodziwymi młódkami, które prężyły się na środku albo przemykały pomiędzy gośćmi. Raczej nie wpisywało się to w jego standard zachowań. Właściwie sprawiał wrażenie trochę przytłoczonego i zdezorientowanego. Amir spojrzał w stronę następcy tronu. Zauważył, że ten wcale nie korzysta z dobrodziejstw, jakie zapewnił swoim gościom. Z brodą opartą o splecione dłonie, przyglądał się z uwagą ich zachowaniom. W pewnym momencie spojrzał wprost na Amira. Ich oczy spotkały się na dłuższą chwilę. Lekki uśmiech wstąpił znów na twarz następcy tronu, który zaraz odwrócił się i szepnął coś do swojego służącego. Ten podszedł do nich wkrótce i zapytał Nadima, czy ten zechce podejść do króla. Oczywiście, jeśli w takiej sytuacji jest mowa o „prośbie” i „pytaniu”, oczywistym jest, że raczej jest to rozkaz, a na odmowę nie ma miejsca.
-No to idę...- westchnął cicho potomek wilków. Uśmiechnął się do kompana w dziwny sposób, po czym podniósł i ruszył w stronę księcia.
Amir powiódł za nim zdumionym spojrzeniem. Nadim był istotą otwartą i bardzo towarzyską. W dodatku cokolwiek naiwną i lubiącą ludzi, którzy interesowali się historią jego i jego plemienia. Tym bardziej mężczyzna nie do końca rozumiał fakt, że potomek wilków wydawał się być raczej zaniepokojony.
Amir nudził się przy stole bez swojego kompana. W pewnym momencie zobaczył Sedrica, który stał przy wejściu, bacznie obserwując zabawę. Amir uznał, że to dobry moment, żeby dowiedzieć się paru spraw. Podniósł się i ruszył w jego kierunku.
-O co chodzi...?- zapytał Sedric, spoglądając na niego z uwagą.
-Służysz członkom rodu księcia?- rzucił Amir, zainteresowany tą kwestią.
Strażnik pokręcił głową.
-Nie. Jestem najemnikiem- wyjaśnił. Amir zmarszczył brwi. Zazwyczaj wysoko postawione osoby lubiły otaczać się zaufanymi ludźmi, szczególnie biorąc pod uwagę ich nieustanną paranoję, która podpowiadała im, że każdy marzy o tym, by ich zamordować. Chociaż w przypadku Sinistra raczej nie można było mówić o czymś podobnym.- Książę wynajął mnie kilka dni po tym, jak dowiedział się, że zostanie władcą. Chciał, abym mu towarzyszył.
-Pozostałych również wynajął...?- dopytał mężczyzna.
-Owszem.
-To dość dziwne, że przyszły monarcha otacza się ledwie garstką żołnierzy- zauważył Amir. Ta sala chroniona była marnie. Doliczył się ledwie kilku strażników, podczas gdy na przeciętnym dworze, przy równie licznej zbieraninie, byłoby ich przynajmniej kilkudziesięciu, jeśli nie kilkuset.
-Jak widać mój pan lubi prowokować niebezpieczne sytuacje. Moja głowa w tym, by próbować im zaradzić- odparł gładko Sedric, choć i on zdawał się być zdezorientowany sytuacją, w której się znalazł.
-Dlaczego jego rodzina została wygnana z tego królestwa?- pytał dalej Amir.
-Nie mam pojęcia. Nie pochodzę stąd, a przodkowie księcia chyba rządzili tu przed kilkudziesięcioma laty, jeśli nie dawniej. Pozostało po nich parę legend i opowiastek, nic godnego uwagi. Wiem tylko, że odkąd stracili władzę, kraj kilka razy przechodził wojnę domową. O resztę zapytaj księcia.
Amir uśmiechnął się tylko, po czym odruchowo odwrócił się w stronę przyszłego monarchy. I w tym momencie skamieniał. Sinister obejmował jednym ramieniem Nadima, wolną dłonią chwytając potomka wilków za szyję i usiłując przyciągnąć go do siebie. Wyraźnie niezadowolony z tego faktu Nadim, próbował się odsunąć, na tyle subtelnie, na ile było to możliwe.
-Co on wyrabia...?- zapytał z osłupieniem Amir.
Sedric milczał, również spoglądając w tamtą stronę, wyraźnie zniesmaczony.
-Przyłożę mu...- warknął z wściekłością Amir, wyrywając się do przodu.
Książęcy strażnik chwycił go mocno za ramię, zatrzymując.
-Straciłeś rozum...?- rzucił bez zrozumienia.- To obecny władca, powstrzymaj emocje!
-Przyłożę mu tak czy inaczej!- Amira było w tej chwili stać na wiele, ale na pewno nie na powstrzymanie emocji. I pewnie zrobił by to, co powiedział, o ile nie zostałby wcześniej pojmany, ale gdy odwrócił się w stronę przyszłego króla po raz wtóry, Nadima już przy nim nie było.
Amir rozejrzał się po sali. Zauważył potomka wilków, wychodzącego na zewnątrz. Ruszył szybkim krokiem za nim, nie oglądając się już na Sedrica ani pozostałych. Udało mu się dogonić kompana dopiero przed drzwiami ich sypialni. Weszli obaj do środka. Amir zatrzasnął za nimi drzwi.
-Czego on od ciebie chciał, co...?- warknął, spoglądając na Nadima z uwagą.
Potomek wilków był wyraźnie zakłopotany całą sytuacją. Uśmiechnął się wymuszenie i wzruszył ramionami, jakby chciał dać towarzyszowi do zrozumienia, że nic się nie stało.
-Bo chyba nie rozmawiać na temat waszej historii...?- dopytywał dalej mężczyzna, z trudem utrzymując pozorny spokój.
-Raczej nie- potwierdził oszczędnie potomek wilków.
Wargi Amira zadrżały ze złości. Zacisnął je mocno, czując, jak rozpiera go gniew. Przeklęty książę, co on sobie wyobrażał?! Chociaż Amir już dobrze wiedział, co! Głupiec, sądził, że wolno mu wszystko i nikt nie ośmieli się stanąć na jego drodze. I może tak rzeczywiście było i nikt rozsądny by tego nie robił. Ale w takich chwilach jak ta, Amir tracił zdrowy rozsądek na rzecz czegoś innego. I nie była to zazdrość o jego towarzysza.
-Zdaję się, że książę ma podobne gusta do ciebie- stwierdził cicho.
-Nic ci nie zrobił...?- Amir spojrzał na kompana z troską.
Nadim uśmiechnął się lekko.
-Nic a nic- zapewnił przyjaciela.- Nie musisz się przejmować.
-Nie muszę się przejmować?!- powtórzył z niedowierzaniem mężczyzna i aż prychnął ze złością. Odsunął się od towarzysza i ruszył wzdłuż pomieszczenia, nie mogąc pohamować emocji. Potomek wilków powiódł za nim zdumionym spojrzeniem.- Co on sobie wyobraża, co?! Wydaje mu się, że może się do ciebie bezkarnie dobierać?! Nic z tego!
-Nie pozwolę na to, żeby ktoś się do mnie dobierał- odpowiedział dobitnie potomek wilków. Amira jednak nie dziwiła jego kompletna dezorientacja i lekka bezradność. Zapewne pierwszy raz zetknął się z czymś podobnym.- Amir, uspokój się.
-Jak mam być spokojny?!- wykrzyknął mężczyzna, zatrzymując się gwałtownie.
Nie mógł wyrzucić tego obrazka ze swoich myśli. Opierający się, odsuwający Nadim i on, ten przeklęty zuchwalec, przyciągający go do siebie, trzymający mocno z drwiącym, rozbawionym uśmieszkiem wymalowanym na tych bezbarwnych, beznamiętnych wargach... Gdyby tylko zorientował się wcześniej...! Z jaką radością starłby mu ten uśmieszek z twarzy!
-Nic wielkiego się nie stało!- próbował go przekonać Nadim.- Odmówiłem i tyle!
-Taaak, doskonale widziałem to „tyle”!- wysyczał przez zęby mężczyzna.- Jakoś nie wyglądał na kogoś, kto zamierza łatwo zrezygnować!
-Bo nie zamierzał- potwierdził potomek wilków.- Ale raczej nie pozostawiłem mu złudzeń.
-Ja też bym ich nie pozostawił...- mruknął mściwie człowiek.
-Amir, co ty opowiadasz!- skarcił go jego kompan.- Nie możemy sobie pozwolić na żaden skandal, to przecież władca!
-Nie obchodzi mnie kim jest!- wybuchnął Amir, podchodząc do towarzysza i chwytając go za ramiona.- Zabiję go, jeśli dotknie cię jeszcze raz! Zabiję!
I dopiero, gdy zobaczył minę Nadima, zrozumiał, że powiedział zbyt wiele. Potomek wilków spoglądał na niego z osłupieniem. Domyślił się...? Bogowie. Amir odwrócił wzrok, spłoszony i zakłopotany. Poczucie wstydu ścisnęło jego gardło. Odsunął się szybko. Przez chwilę obaj nie odzywali się wcale, Amir licząc po cichu na to, że może sytuacja nie jest tak beznadziejną, jaką mu się wydawała, Nadim chyba wciąż zbyt mocno zdumiony, by powiedzieć cokolwiek. Ale wreszcie z ust potomka wilków wyrwało się ledwie słyszalne i pełne wątpliwości:
-Amir...?
Mężczyzna czuł, jak jego kompan spogląda na niego z wyczekiwaniem. Oczekiwał wyjaśnień, to przecież oczywiste. Amir potarł skronie w nerwowym geście, usiłując wycisnąć z siebie choćby słowo wytłumaczenia, ale nie był w stanie.
-Amir...?- powtórzył Nadim już nieco głośniej, przysuwając się do kompana.
-O co chodzi...?- mężczyzna starał się zachować twarz i udawać, że nie wydarzyło się nic szczególnie godnego zainteresowania, że wcale nie posunął się zbyt daleko w swoich słowach.
-Chcesz... Chcesz mi coś powiedzieć...?- potomek wilków sprawiał wrażenie strasznie zdezorientowanego i niepewnego.
Amir odetchnął płytko.
-Posłuchaj...- zaczął głosem drżącym od paniki.- To nie jest teraz ważne... Niedługo zacznie się koronacja... Na pewno po nas przyjdą... Prześpij się, póki czas... A później... Trzeba się stąd wynieść... To przede wszystkim... Prześpij się, ja... Wrócę na chwilę na salę i... Trzeba się wynieść... Tak... Przepraszam...- rzucił, nie mogąc już wytrzymać wzroku kompana i wyszedł szybko z sypialni.
Odszedł kawałek dalej i oparł się całym ciężarem ciała o ścianę, zakrywając usta dłonią. Jak mógł tak łatwo się zdradzić...! Przecież bez problemu ukrywał to tyle czasu! Przecież nie był zazdrosny, nie reagował w żaden sposób, gdy widział Nadima z kobietami, nie wściekał się... Ale to była zupełnie inna sytuacja. Miał pozwolić, by ten drań zachowywał się tak w stosunku do jego towarzysza...? Nigdy w życiu. Ale gdyby potrafił się choć trochę opanować, zastanowił się nad swoimi słowami... Bogowie, co on teraz zrobi? Jak mu to teraz wyjaśni? Przecież Nadim już nigdy nie spojrzy na niego tak, jak wcześniej!
Nie rozmawiali o tym ze sobą aż do czasu koronacji Sinistra. Wewnątrz pomieszczenia, w którym odbywała się uroczystość, było bardzo mało ludzi, a tych arystokratów, z którymi świętowali wczoraj, zdawało się brakować. Oficjalna część koronacji była krótka i niezbyt interesująca. Sinister otrzymał koronę, zasiadł na tronie, powiedział coś równie mało istotnego jak na początku uczty, po czym pozdrowił zgromadzonych i nakazał im się udać na spoczynek. Amir próbował skontaktować się z Sedricem, ten jednak był zajęty. Zwrócił się więc do innego ze strażników, prosząc go, aby przekazał nowemu królowi, że chcieliby odejść, ale nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Wściekły i rozdrażniony, wrócił razem z Nadimem do sypialni.
-Do diabła z tym wszystkim...- mruknął pod nosem Amir, gdy tylko znaleźli się w środku.- Co teraz zrobimy...? Ani śladu kryształu, a ten dureń...
-Amir, możemy porozmawiać?- przerwał mu potomek wilków.
Mężczyzna zerknął na niego ukradkiem. Wiedział dokładnie, czego będzie dotyczyła ta rozmowa i z całej siły starał się tego uniknąć, mówiąc o czymś innym, ale jak widać, Nadim potraktował to poważnie.
-O czym...?- zapytał, jakby rzeczywiście nie miał pojęcia.
-O tym, co wczoraj powiedziałeś...- odpowiedział potomek wilków, spoglądając na niego z pełną powagą. A pełną powagę Nadim zachowywał stosunkowo rzadko.
-To teraz ważne...?- rzucił, ale widząc spojrzenie kompana, zdecydował się odpowiedzieć.- Posłuchaj, wiem, że trochę się uniosłem, ale nie powinieneś się temu dziwić...- wyrecytował niemalże wyjaśnienie, które przygotował sobie już wcześniej.- Dobierał się do ciebie jakiś mężczyzna, z którym nie chciałeś mieć nic do czynienia... To obrzydliwe i doskonale zdawałem sobie z tego sprawę, po prostu mnie to zdenerwowało.
-I to... wszystko?- dopytał znacząco potomek wilków.
Amir przełknął nerwowo ślinę, siląc się na obojętność.
-Owszem.
-Naprawdę, Amir?- jego kompan nie dawał za wygraną.- Tylko o to chodziło?
-”Tylko”?- powtórzył mężczyzna, śmiejąc się wymuszenie.- Moim zdaniem to aż za dużo. Sam dobrze wiem, jakie to nieprzyjemne.
-Rozumiem...- stwierdził cicho Nadim, skinąwszy głową.
Amir miał jednak szczerą nadzieję, że wcale tak nie było, bo gdyby Nadim rzeczywiście rozumiał, sytuacja zdecydowanie wymknęłaby się spod kontroli. Potomek wilków wciąż nie odrywał od towarzysza przenikliwego spojrzenia, by zacząć po raz kolejny:
-Amir, wiem, jakie masz preferencje... I spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu... Więc...- Nadim zawahał się wyraźnie.- Więc jeśli jest coś, z czego powinienem zdawać sobie sprawę, a...
-O czym ty mówisz, Nadim?- przerwał mu gwałtownie mężczyzna czując, że jeśli ten powie choćby słowo więcej, nie pozostanie mu nic innego, jak tylko całkowicie się zdradzić. Źle znosił spojrzenie kompana, choć przecież nie widział w nim ani obrzydzenia, ani poirytowania. Źle znosił ton jego głosu, chociaż potomek wilków mówił cicho i spokojnie, bez żadnych emocji, które dałoby się wykryć. Amirem za to emocje targały i wiele go kosztowało, żeby je w sobie ukrywać.- Wydaje ci się, że ja... w tobie...?- znowu zmusił się do tego, by wybuchnąć śmiechem, który zabrzmiał bardzo nieprawdziwie i nieprzyjemnie.- Nie żartuj... Przecież my... To znaczy... Jesteś potomkiem wilków, a ja człowiekiem!- parsknął z udawanym rozbawieniem, jednak jego towarzysz wciąż był poważny.- Nigdy w życiu bym nie... A poza tym, znasz moje poglądy!
-Twoje poglądy się zmieniły- zauważył jego kompan.
-Nie aż tak bardzo! Daj spokój, chyba żartujesz!- Amir uśmiechnął się pobłażliwie, chociaż w tym samym czasie czuł się tak, jakby coś rozrywało go od środka.- Zależy mi na tobie, jesteś moim przyjacielem.- i było to chyba jedyne zdanie, pośród całej tej gamy kłamstw, które było zgodne z prawdą.- Ale nic poza tym! Nie wiem, skąd w ogóle przyszło ci do głowy coś takiego!
-Amir, gdyby coś się zmieniło... Po prostu chciałbym wiedzieć- szepnął potomek wilków.
-Ale nic się nie zmieni! Nic się nie zmieni, Nadim!- odparł stanowczo mężczyzna.
Był nerwowy, nie potrafił tego w żaden sposób ukryć, zdradzały go wypowiadane zbyt głośno słowa, chaotyczne gesty, niecierpliwość... Gotów byłby zrobić wszystko, byle tylko Nadim mu uwierzył. Nie potrafił sobie wyobrazić tego, co działoby się, gdyby potomek wilków wiedział. Amir był pewien, że ten starałby się zachowywać naturalnie i nie robił by mu z tego powodu wyrzutów, ale co z tego? Mężczyzna nie chciał takiego układu. Chciał, by między nimi wszystko było jak dawniej i zamierzał zrobić co w jego mocy, by tego nie zniszczyć.
Przez chwilę Amirowi wydawało się, że potomek wilków zapyta o coś jeszcze. Ale po chwili ciszy, Nadim skinął powoli głową i stwierdził jedynie:
-W porządku.
Po tej rozmowie chyba żaden z nich nie wiedział, co ze sobą zrobić. Amir usiadł na swoim łóżku, Nadim na swoim i tak trwali w ciszy, obaj zapewne równie świadomi tego, że po raz pierwszy od bardzo dawna, coś między nimi nie było jasne. I tak być musiało. Były sprawy, które należało wyjaśniać od razu i sprawy, o których nie powinno się mówić głośno i to była właśnie tego rodzaju sprawa. Amir wiedział o tym doskonale.
W pewnym momencie potomek wilków wstał i wyszedł z pomieszczenia, zatrzaskując za sobą drzwi. Amir dobrze wiedział, z jakiego powodu. Ciężko było wytrzymać w tej napiętej atmosferze i pewnie gdyby jego kompan nie opuścił sypialni pierwszy, on by to zrobił. Położył się na łóżku i zakrył twarz dłońmi, oddychając głęboko i usiłując się uspokoić. Coraz trudniej było mu trzymać emocje na wodzy przy swoim ogoniastym towarzyszu. Musiał sobie z tym jakoś poradzić. Ale ta cienka granica, która zdawała się wyznaczać zauroczenie, bo tak Amir nazywał to, co czuł do Nadima, wydawała mu się nagle umykać i nie potrafił jej już odnaleźć, ani uporządkować swoich rzeczywistych odczuć. Być może nieświadomie posunął się już zbyt daleko. A może to w ogóle nie zależało od niego i wszystko wokół doprowadziło do takiego, a nie innego stanu rzeczy. To niczego nie zmieniało. Nie mógł się przecież przyznać potomkowi wilków do czegoś tak abstrakcyjnego!
Trochę spokojniejszy niż wcześniej, podniósł się w końcu i zdecydował się poszukać Nadima. Wyszedł z pomieszczenia i przeszedł się długim korytarzem, pozbawionym choćby jednego strażnika. Zmarszczył brwi, zastanawiając się nad tym. Król był jeszcze większym ryzykantem, niż mu się zdawało. Albo wraz z objęciem całkowitej władzy uznał, że absolutnie nic mu nie grozi, chociaż zazwyczaj paranoje monarchów rosły proporcjonalnie do posiadanej przez nich potęgi. Nic mu zresztą do tego. On chciał się wydostać z tego miejsca i nie oglądać więcej na oczy tego, który ich tutaj sprowadził. W pewnym momencie natknął się na Sedrica.
Strażnik oglądał się za siebie nerwowo, nie dostrzegając Amira, który zatrzymał się kawałek dalej, z lekkim zdumieniem obserwując zlęknione zachowanie mężczyzny.
-Sedricu- rzucił głośno.
Strażnik przystanął gwałtownie i spojrzał na niego z przerażeniem. Odetchnął głęboko na jego widok.
-O co chodzi...?- zapytał drżącym głosem.
Amir zmarszczył brwi, wpatrując się w niego bez zrozumienia.
-Czy mógłbyś poinformować swojego pana o tym, że jesteśmy zmuszeni opuścić jego włości...?- nie odrywał od strażnika uważnego spojrzenia.
Sedric pokręcił głową.
-To nie jest dobry moment.
Amir prychnął cicho.
-Co to niby znaczy...?
-To znaczy, że nie mam teraz czasu- oświadczył nerwowo Sedric, wymijając swojego rozmówcę i ruszając szybkim krokiem dalej.
-Nie możemy tutaj zostać!- krzyknął za nim Amir.- Sedric!
Odpowiedzi nie było. Mężczyzna zacisnął wargi, mocno zdenerwowany. Jeśli trzeba będzie, pójdzie do samego króla. Chociaż biorąc pod uwagę to, jak mocne emocje wciąż wzbudzało w nim to, co zobaczył wczoraj, może nie było to dobrym pomysłem. Westchnął głęboko i zdecydował się wrócić do pokoju, poczekać na Nadima i wspólnie z nim postanowić, co robić dalej. Otworzył raptownie drzwi, omal nie uderzając nimi swojego kompana, który już znajdował się w środku.
-Wróciłeś...- Amir dotknął ramienia stojącego do niego tyłem towarzysza i z lekkim uśmiechem odwrócił go w swoim kierunku. Jednak gdy tylko zobaczył wyraz jego twarzy, uśmiech zastąpił niepokój.- Co się stało...?- zapytał, widząc zupełne oszołomienie i przerażenie kompana.- Nadim...?
-On go zabił...- rzucił potomek wilków, odgarniając włosy z czoła w nerwowym geście.
-Kto...?- człowiek zmarszczył brwi.- Kto kogo zabił...?
Potomek wilków złapał się za głowę, jakby sam nie wiedział, co ma powiedzieć. Przymknął powieki i wziął głębszy oddech.
-Nadim, kto kogo zabił?- powtórzył stanowczo Amir, chwytając kompana za ramiona.
-Król!- odpowiedział jego towarzysz.- Po prostu go dotknął! A on jakby... jakby rozsypał się w powietrzu, rozumiesz?
Amir pokręcił niepewnie głową, nie rozumiejąc z tego wszystkiego zupełnie nic.
-O czym ty mówisz...?
-Poszedłem do sali, w której odbywała się koronacja- wyjaśnił chaotycznie Nadim, odsuwając się kawałek dalej. Oparł się plecami o ścianę, oddychając płytko.- Widziałem króla. Siedział na tronie. Przed nim klęczał jakiś mężczyzna, chyba sługa, nie jestem pewien. Sinister go dotknął, a on zginął. Po prostu umarł, rozpadł się, rozsypał w proch!
-Nie rozumiem...
-A sądzisz, że ja rozumiem...?- odparł Nadim, zagryzając nerwowo wargę.- Zdjął rękawicę i po prostu go dotknął. Ot tak. A chwilę później to wszystko się stało. Widziałem to na własne oczy, przysięgam.
-Wiem...- szepnął strapiony mężczyzna.
I wiedział też, że wpakowali się w kłopoty.
Ogromne.

Nocą zbudziło ich zamieszanie na korytarzu. Słyszeli czyjeś okrzyki i biegi. Amir podniósł się natychmiast z miejsca, Nadim również, zaniepokojony tym, co się działo. Ledwie chwilę później do ich pokoju wpadł Sinister.
-Chodźcie!- krzyknął, rzucając mężczyźnie jego miecz, a potomkowi wilków podając łuk.- Potrzebuję was!
Kompani spojrzeli po sobie bez zrozumienia, ale ruszyli za wychodzącym w pośpiechu mężczyzną.
-Co się stało...?- zapytał Amir, ściskając rękojeść w dłoni.
-Ludzie podeszli pod bramy zamku- wyjaśnił nerwowo Sinister.- Szykuje się jakieś powstanie albo inne licho. Nie mam tylu żołnierzy, żeby nad tym zapanować. Zebrałem wszystkich służących i obecnych w zamku, ale nie wiem, czy to wystarczy.
Biegnąc przed siebie, znaleźli się wreszcie w holu. A tam, ku zdumieniu wszystkich trzech mężczyzn, całkowicie spokojny i opanowany, czekał sam król, obserwując zamieszanie i panikę służących, wyposażonych w jakąś lichą, prowizoryczną broń i czekających przed drzwiami na rozkazy Sedrica.
-Panie...- szepnął ze zdumieniem Sedric, spoglądając na nowo koronowanego monarchę.
Ten odwrócił się w jego kierunku. Uniósł brew w pytającym geście.
-Cóż to za zamieszanie, Sedricu...?- zapytał, obejmując wzrokiem Amira i Nadima.- I czemu niepokoi się moich gości...?
-Panie, twoi poddani czekają pod bramami zamku!- odpowiedział natychmiast Sedric.- Nie wiem, ilu dokładnie ich jest, ale podejrzewam, że to kwestia czasu, aż wedrą się do środka. Powinieneś czekać w swojej komnacie albo gdzieś się ukryć.
-Ukryć się...? Sedricu...- ku niezrozumieniu strażnika, władca zaśmiał się pobłażliwie, kręcąc głową.- Dlaczego miałbym się ukrywać...? Skoro mój lud tak bardzo chce się ze mną spotkać, zamierzam uczynić to, co uczynić powinien w tej sytuacji każdy dobry król...
-Panie!- zaprotestował gwałtownie Sedric.
Sinister zdawał się jednak zupełnie na to nie zważać. Kazał otworzyć wrota zamku i przeszedł przez nie, nie prosząc nikogo o towarzyszenie mu. Sedric nakazał zgromadzonym pod drzwiami wyjść i chronić bramy, a sam dobiegł szybko do króla, nie opuszczając go na krok. Amir i Nadim podążyli za nim.
Wściekły tłum kotłował się u bram, usiłując je wyważyć albo przedrzeć się pomiędzy kratami. Wykrzywiali obelżywe hasła, wzywali głośno nowego władcę, by ten miał tyle odwagi i się im pokazał, krzyczeli coś o głodzie i biedzie, przeklinając wszystkich królów.
Człowiek, który wyszedłby do takiego tłumu, musiałby być głupcem. Ale Amir coraz bardziej zastanawiał się nad tym, czy rzeczywiście naiwność i bezmyślność były cechami Sinistra, o co z początku go posądził. Z uwagą obserwował, jak jasnowłosy władca staje niemalże tuż przed bramą, zdawać by się mogło, że właściwie na wyciągnięcie ręki tych, którzy znajdowali się za nią.
-Ja jestem waszym królem!- krzyknął niemalże szaleńczo monarcha.- I jestem tutaj, by zaprowadzić spokój na tych ziemiach! Raz na zawsze!
Jego słowa zostały prawie całkowicie zagłuszone, przez podnoszących swoje okrzyki ludzi. Sinister mówił coś jeszcze, ale podniósł się taki rumor, że nawet ci, którzy stali najbliżej niego, nie byli w stanie tego usłyszeć. Król umilkł więc i powiódł po twarzach stojących najbliżej lodowatym wzrokiem. Jakaś kobieta dostała się do samych bram i starała się trzymanego w dłoniach noworodka przecisnąć przez kraty, spoglądając błagalnie na Sinistra. Władca spojrzał na nią. Uśmiechnął się w sposób, który mógłby wydać się dobrotliwy. Ruszył powoli w jej kierunku, zdejmując z prawej dłoni rękawiczkę. Amir widział przerażenie, które w jednej chwili wstąpiło na twarz Sedrica i potomka wilków. Kobieta wpatrywała się w monarchę z nadzieją, również uśmiechając się do niego, blado, jakby ledwie starczało jej na to sił, jakby rzeczywiście sądziła, że jej dziecko będzie bezpieczne. I w tym momencie, dłoń Sinistra spoczęła na główce dziecka. Przez ułamek sekundy, Amirowi zdawało się, że nie dzieje się zupełnie nic. A później dotarł do niego rozpaczliwy krzyk kobiety i zorientował się, że niemowlę zniknęło. Znieruchomiał, kompletnie zdezorientowany. Widział, jak na wciąż wyciągniętych dłoniach niewiasty spoczywał jakiś szary osad, jakby proch. Tłum nie ucichł, jakby pośród zgiełku i zamieszania, nie zauważył tego, co się wydarzyło. Ale zaraz król dotknął dłoni jednego z protestujących. Chwilę później twarzy następnego. Przeszedł się pewnym krokiem wzdłuż bramy, naznaczając swoim dotykiem tych, którzy byli najbliżej. Ciała dotykanych przez księcia, rozsypywały się w proch,który pokrywał twarze i ubrania ludzi, stojących obok nich. I nagle pełne agresji hasła przerodziły się w jeden, jakby wspólny, donośny wrzask. Ci, którzy stali najbliżej bram i widzieli to, co się wydarzyło, zaczęli cofać się gwałtownie, niemalże tratując stojących za nimi. A później nastała cisza.
-Otworzyć bramy...- nakazał Sinister, tonem absolutnie spokojnym.- Sedricu...?- zwrócił się po chwili, do stojącego nieopodal mężczyzny, sparaliżowanego tym, co przyszło mu ujrzeć na własne oczy.- To jest rozkaz- dodał znacząco monarcha.
Kompletnie osłupiały Sedric, wyznaczył kilku mężczyzn, by ci spełnili polecenie władcy. Gdy tak się stało, król wyszedł za teren zamku. Tłum cofnął się nagle.
-Jestem waszym królem. I jestem tutaj, by zaprowadzić spokój na tych ziemiach. Raz na zawsze- powtórzył monarcha, znacznie ciszej, ale Amir nie miał wątpliwości, że dotarło to do zgromadzonych. Sinister uśmiechnął się lekko, usatysfakcjonowany reakcją, jaką wywołał. Jakiś śmiałek wyszedł z tego tłumu i z donośnym okrzykiem usiłował zaatakować ukoronowanego, ale Sinister był szybszy. Odważnego czekał taki sam los, jak jego poprzedników, co wywołało wśród przybyłych jeszcze większe przerażenie.- Jak mówiłem, usunę z tych ulic wszelki chaos. A każdy z tych, który będzie ten chaos starał się utrzymać, zostanie stosownie ukarany.
Cisza. Tylko taka była reakcja na słowa władcy. Groza, jaką wywołał pośród swoich poddanych, była nie do opisania. Sinister odwrócił się na pięcie, nakazał zamknięcie bram i ruszył niespiesznym krokiem w kierunku zamku. Wszyscy ci ze służących, którzy widzieli co zaszło, przecierali oczy ze zdumienia, albo kulili się przerażeni. Sedric podążył za swoim panem. Amir i Nadim po chwili wahania, ruszyli w ślad za nimi.
Król wszedł do komnaty, w której odbyła się koronacja. Zasiadł na tronie, wciąż nie założywszy na dłoń rękawicy. Sedric stał kawałek dalej, wyraźnie nie wiedząc, w jaki sposób się zachować.
-O co chodzi, Sedricu...?- zapytał kpiąco Sinister.- Wydajesz się być jakiś... blady. Czyżbym nie wspominał ci o moich wyjątkowych umiejętnościach...?
-Nie wspominałeś, panie...- bąknął strażnik.
-Nie...? Wybacz, musiałem zapomnieć w tym roztargnieniu...- rzucił z drwiącym uśmiechem monarcha.- Pewnie chciałbyś wiedzieć, jak takie umiejętności się nabywa...? Otóż, to nie taka prosta sprawa. Najpierw trzeba mieć rodzinę, która rządziła tymi ziemiami przed laty. Następnie ta rodzina musi zawrzeć pakt z pewną istotą, a dokładnie demonem... A później na całą tę rodzinę spada już ten sam, niezwykły dar...- rzucił, sięgając dłonią odzianą w rękawiczkę, po jeden z kwiatów, znajdujących się w koszach stojących przy tronie. Obrócił go pomiędzy palcami, uśmiechając się lekko.- Tak, to niezwykły dar... Chociaż możesz sobie wyobrazić... Moment, w którym poczułem opuszkami palców skórę swojej pierwszej kochanki...- zaśmiał się cicho, przekładając kwiat do drugiej dłoni. Zmarniał, uschnął w jednej chwili, by wreszcie rozsypać się zupełnie.- Tak, moja rodzina zawsze miała głowę do dobrych interesów. Chociaż ja nieskromnie powiem, że przewyższyłem ich wszystkich. Dlatego jestem tutaj. I dlatego postanowiłem jak najszybciej uporządkować wszystkie naglące sprawy. Póki co, proponuję stworzyć w sali, w której ucztowaliśmy, prowizoryczną salę walk...
-Nie rozumiem...- szepnął Sedric.
-Jeszcze nie...?- westchnął ze znudzeniem Sinister.- Chyba sam dobrze widzisz, że nie potrzeba mi zbyt wielu strażników do ochrony. Ani zbyt wielu służących, bo ja, drogi Sedricu, nie muszę ani jeść, ani pić...- stwierdził, wydobywając z kosza jabłko, które w jednej chwili poszarzało w uścisku jego palców i zmniejszyło się, by skończyć jak tamten kwiat.- Doradców i możnych nie potrzebuję tym bardziej, a to oni stanowią zazwyczaj najlepsze widowisko...- okrutny uśmiech pojawił się na twarzy monarchy.
-Chcesz by ze sobą... walczyli...?- dopytał z przerażeniem strażnik.
-Owszem. Rywalizowali. Całe życie to jedna wielka rywalizacja, Sedricu! Rodziny takie jak moja wiedzą o tym najlepiej...- król zaśmiał się lodowato, wdziewając na dłoń czarną rękawiczkę.- Oni będą rywalizować o moje uznanie. I możliwość przeżycia. A przy okazji sprawdzimy ich więzi rodzinne...
-Co masz na myśli, panie...?
-Walczyć będą też ich rodziny. Żony i dzieci... Zobaczymy, jak wielu gotowych będzie do takiego poświęcenia na rzecz kogoś bliskiego. A utrata złudzeń bardzo boli... Szczególnie, gdy słyszy się swoją ukochaną albo potomstwo, wypierające się ciebie w żywe oczy... Skąd ta mina, Sedricu...?- monarcha udał zdumienie.- Nie musisz się obawiać, ciebie to nie dotyczy. Ty zostałeś przeze mnie wybrany, do wykonywania moich poleceń i jak długo będziesz to czynił umiejętnie, nie spotka cię nic złego... A poza tym... przecież nie masz tu rodziny...- król uśmiechnął się złośliwie.
-Pozwól nam odejść!- krzyknął Amir, spoglądając na Sinistra.
Ten skierował na niego wzrok lodowatych oczu.
-Obaj dobrze wiemy, że nigdy nie zamierzałem tego robić- odparł cynicznie, podnosząc się z miejsca.
Ruszył powoli przed siebie, wymijając Sedrica, który zadrżał w tym momencie, a następnie zatrzymał się przy Nadimie.
-Bardzo cenię sobie dobre towarzystwo...- stwierdził, zbliżając się do potomka wilków i dotykając dłonią jego twarzy.- Wydajesz się być jeszcze bardziej nerwowy niż wczoraj...- ocenił monarcha.- Ciekawe dlaczego...? Ty też zastanawiasz się, co by było, gdyby w tej rękawiczce było maleńkie rozdarcie...?
-Precz od niego!- warknął niepohamowanie Amir, odpychając gwałtownie króla i stając przed Nadimem.
-A ty...- monarcha zaśmiał się z rozbawieniem, spoglądając na mężczyznę.- Tobie udało się mnie doskonale oszukać! Zmyliły mnie z początku te łachmany, ale mamy ze sobą sporo wspólnego, prawda...? Pochodzisz ze szlacheckiej rodziny, to pewne. Twój sposób mówienia, poruszania, zachowanie przy stole... Zresztą, to widać od razu. Pewnie wiedziałbym zaraz, gdybym tylko dotknął twojej skóry... Ale nie martw się, nie zabiję cię. Może znajdę dla ciebie inne zajęcie. Albo będziesz walczył wraz z pozostałymi...? Zdaję się, że na tym się znasz...- ocenił, spoglądając na broń mężczyzny.
-Żebyś wiedział!- rzucił w gniewie Amir, sięgając do rękojeści, ale jego kompan chwycił go mocno za dłoń.
Sinister odwrócił się do niego plecami, zerkając na niego ukradkiem i uśmiechając się prowokująco. Ruszył niespiesznie przed siebie.
-Sedricu, poinformuj moich szanownych gości, którzy śpią jeszcze zapewne w sali, po trunku, który podałem im przed spoczynkiem, że mam im do przekazania ważną informację- rzucił w kierunku strażnika.- Sprowadź ich wszystkich tutaj. A moje najnowsze nabytki, zaczekają na nich.
Władca wszedł w drzwi po drugiej stronie pomieszczenia. Sedric stał przez chwilę nieruchomo, nie patrząc na towarzyszących mu mężczyzn, po czym odwrócił się i wyszedł z sali tronowej, zatrzaskując za sobą drzwi. Amir znalazł się przy nich chwilę po nim, ale nie był w stanie otworzyć. Zresztą, nawet gdyby mu się udało, gdzie mogli się udać, mając na karku kogoś, kto może ich zabić bez najmniejszego problemu...?
-Dlaczego mnie powstrzymałeś...?- zapytał bez zrozumienia Amir, wpatrując się w swojego kompana.
Nadim pokręcił głową.
-On nawet się nie przestraszył- wyjaśnił cicho.
-Więc przestraszyłby się w ostatnich sekundach życia!- odparł mściwie mężczyzna.
-Wątpię. Myślę, że nie ryzykowałby tak bardzo.
Amir po chwili namysłu przyznał towarzyszowi rację.
Nie należało działać pochopnie.
Być może upiorny władca skrywał jeszcze kilka tajemnic.

Kilka godzin później, w sali tronowej zebrali się arystokraci. Zdumieni, ledwie przytomni, pytali siebie nawzajem, czy już odbyła się koronacja, nie rozumiejąc zupełnie tego, co się wokół nich działo. Za nimi, przy samych drzwiach, najwyraźniej z rozkazu króla, ustawiła się bardzo nieliczna straż. Sedric milcząco czekał na przybycie swojego pana, nie wyjaśniając tym, którzy się tutaj znaleźli, że zamiast władcy trafił im się oprawca. Wreszcie Sinister wyszedł ze swojej komnaty, pojawiając się w sali. Minął tron i zatrzymał się na środku pomieszczenia, uśmiechając się lekko. Wszyscy rozmawiający umilkli nagle, wbijając w niego uważne spojrzenia.
-Dobrze, że już jesteście... Niewątpliwie powinienem was poinformować o kilku zmianach jakie zajdą pod moim panowaniem...- rzucił leniwie.
-Książę...- spośród tłumu wystąpił jeden z możnych.- Chcielibyśmy wiedzieć czy...
-Królu- poprawił go chłodno monarcha.- Owszem, koronacja już się odbyła. Nie martwcie się jednak, nie straciliście wiele. Mam wam do przekazania pewne wieści... Potomku wilków- powiedział nagle, zwracając swój wzrok na Nadima, który drgnął ledwie zauważalnie.- I ty Sedricu...- rzekł do swojego strażnika.- Podejdźcie do mnie.
Amir dostrzegł wahanie w oczach towarzysza. Sam nie wiedział, jak postąpić w tej sytuacji. Nadim jednak zacisnął wargi i ruszył powolnym krokiem przed siebie, zatrzymując się wreszcie u boku monarchy, który uśmiechnął się z zadowoleniem. To samo uczynił Sedric.
-Otóż, drodzy panowie...- król przemówił na powrót do zdezorientowanego tłumu.- … od dziś przyjdzie wam nieco zmienić swoje role. Jesteście bowiem moimi niewolnikami.
Wśród szlachciców rozległy się pojedyncze śmiechy i pełne potępienia głosy. Najwyraźniej jedni uznali te słowa za żart, inni, za objaw jakiegoś królewskiego szaleństwa, godnego najwyższej pogardy. Wyglądało na to, że żaden nie przeczuwał nawet, w jak fatalnej znaleźli się sytuacji. Wszyscy natomiast czekali na wyjaśnienia władcy, które jednak nie nastąpiły.
-Postradałeś rozum...?- prychnął arystokrata, którego Amir zapamiętał z uczy, wychodząc przed szereg i spoglądając na monarchę niemalże pobłażliwie.- Mamy swoje ziemie, bogactwa i swoje armie, nie dasz rady nas sobie podporządkować!
-Nie obchodzą mnie wasze armie, i wasze bogactwa...- mruknął król pełnym politowania głosem.- Zamierzam wystawić was na próbę, sprawdzającą wasze kompetencje. Te kompetencje, które przydadzą się najbardziej u mojego boku... Wytrzymałość. Siłę. Odwagę. Zdolność do tego, co lubicie nazywać okrucieństwem...- monarcha zaśmiał się cicho.- Do tego nie będzie wam potrzebna armia... Jedynie prowizoryczna broń... I arena.
Część z zebranych nadal wydawała się nie dowierzać słowom władcy. Natomiast pozostali zaczęli chyba zdawać już sobie sprawę z tego, że król nie żartował.
-Jesteś szalonym człowiekiem! Szalonym i nierozważnym!- warknął arystokrata, który zwracał się do króla wcześniej i ruszył w jego kierunku, zatrzymując się tuż przed nim, bez najmniejszych obaw.- Przyjeżdżasz znikąd przedstawiając się znanym nazwiskiem i rodowym pierścieniem, bawisz się w czasie chaosu i jeszcze wydaje ci się, że możesz mieć na nas jakikolwiek wpływ...?- wycedził przez zęby z pogardą.- Co możesz nam uczynić, o wielki królu...?- zakpił, jakże ślepo, nie dostrzegając nienaturalnego opanowania monarchy, jego chłodnego uśmiechu, spokoju lodowatych oczu.- Co możesz nam uczynić, skoro nie tylko brak ci rozumu, ale i siły...?
Władca nie przestawał się uśmiechać. Niespiesznym gestem, zdjął z dłoni rękawiczkę. Arystokrata wybuchnął śmiechem, jakby uważał, że niepozorny posturą rządzący zechce go uderzyć. Ten jednak uniósł powoli dłoń i dotknął opuszkami palców policzka mężczyzny. Przez chwilę szlachcic znieruchomiał, zdezorientowany tym niezrozumiałym gestem. Skóra w miejscu dotknięcia zaczęła się marszczyć, a później szarzeć. I zaraz podobny stan zaczął niczym choroba obejmować całą resztę ciała arystokraty. Ten odsunął się, ale było już za późno. Słaniając się na nogach, z wychudłą, wysuszoną twarzą, rozdartą w niemym okrzyku, cofnął się o kilka kroków, by zaraz rozsypać w proch na oczach zebranych. W całej sali zapadła naraz grobowa cisza, którą przerwał dopiero pełen politowania głos władcy:
-Skąd te zdziwienie, panowie...? Czyż nie zapowiadałem wam, że nie będę w niczym przypominał poprzednich królów...?
-Coś ty zrobił...?- zapytał z przerażeniem jeden z mężczyzn.
-Pokazałem wam, że jestem człowiekiem, z którym nie należy dyskutować i któremu nie stawia się warunków. I jeśli macie większe ambicje niż wasz towarzysz, lepiej nie próbujcie tego czynić. Ale nie przejmujcie się, to wszystko wcale nie jest takie przerażające na jakie wygląda...- król zbliżył się do tłumu.- Nie oddzieliłbym was od waszych rodzin, nie jestem przecież bez serca. Dlatego wasze rodziny podzielą wasz los. Chociaż... przyznacie chyba, że wiązałoby się z ogromnymi kosztami, gdybym wziął całe, czyż nie...?- kpił monarcha. Oszołomieni arystokraci, wpatrywali się w niego z lękiem.- Wszak państwo potrzebuje oszczędności. Dlatego najpierw wybierzecie po jednej osobie, którą trzeba będzie stracić. Czyż to nie wspaniały pomysł, Sedricu...?
-Nie!- zaprotestował gwałtownie mężczyzna.
Król odwrócił się w jego stronę, unosząc brew w geście zdumienia.
-Co ty robisz?! Czemu to robisz?!- strażnik odsunął się od potomka wilków, zmierzając w kierunku swojego pana.- Czemu krzywdzisz tych ludzi?! Czym ty w ogóle jesteś?! Miałem pracować dla króla, a nie zbrodniarza!
-Nigdy nie dostrzegałem wielkich różnic pomiędzy jednym a drugim...- odparł beznamiętnie rządzący.- Zresztą, czy nie powinieneś być zadowolony, Sedricu...? Dostaniesz złoto, a na tym ci zależało.
-Ale nie zależało mi na tym, by trwać pod rządami szaleńca!
-Nie jestem szalony.
-Jesteś spaczony! To, co potrafisz, jest tego najlepszym dowodem!
-To, co potrafię jest darem.
-Jest przekleństwem dla wszystkich ludzi, z którymi masz styczność!- krzyknął w emocjach Sedric, dobywając miecza.- To twój koniec!- rzucił, wbijając broń głęboko w brzuch monarchy.
Ostrze przeszło go na wylot. Król znieruchomiał przez chwilę, jakby sparaliżowany, po czym wyprostował się dumnie i uśmiechnął pobłażliwie. Sedric odsunął się z przerażeniem, natrafiając na grupkę zebranych, która rozsunęła się gwałtownie, gdy tylko w ślad za swym strażnikiem ruszył monarcha. Choć miecz tkwił wciąż w ciele Sinistra, próżno było szukać na nim choćby śladu krwi.
-Sedricu, ludzie są tacy nierozważni, tacy bezmyślni!- zaśmiał się lodowato władca.- Próbują się pozbyć każdego, kto może im zaszkodzić... Moja rodzina wiedziała o tym dobrze. Ale powiedzmy, że mieliśmy nieco... odmienne... priorytety...- monarcha sapnął głucho, potężnym szarpnięciem wydobywając ze swojego brzucha ostrze.- Widzisz, Sedricu...- zwrócił się ponownie do sparaliżowanego lękiem strażnika.- Oni mówili o współpracy. O współdziałaniu. Mówili, że skoro wszyscy mamy ten wyjątkowy dar, powinniśmy trzymać się razem. Powinniśmy razem doprowadzić do tego, by pod naszym berłem skupiło się jak najwięcej ziem... Ale nie pojmowali tego, co stało się zrozumiałe dla mnie. Wyjątkowy dar może posiadać tylko jeden człowiek. Gdy ma go więcej ludzi, traci on na wartości, staje się pospolity, konkurencyjny... Ja pozbyłem się skutecznie konkurencji. Nie w ten sposób rzecz jasna- dodał z politowaniem, z lekkością podrzucając broń strażnika.- Nas nie da się zabić, o nie. Więc przygotowałem dla mojej rodziny trumny. Zakułem ich w łańcuchy, wsadziłem do środka i zakopałem głęboko pod ziemią. Byłem jedynym, który był zdolny to uczynić, ponieważ nie różniłem się od nich. A teraz, gdy zostałem sam, jestem niepokonany. Więc, Sedricu... Nie próbuj kopać zbyt głęboko... I zakopać tych, których nie zdołasz pokonać- stwierdził dobitnie, po czym z impetem wbił miecz Sedrica w jego podbrzusze.
Strażnik osunął się na posadzkę.
-Ktoś jeszcze ma ochotę sprawdzić moje umiejętności...?- zwrócił się do tłumu Sinister, uśmiechając się cynicznie.
Świst strzały przerwał panującą wokół ciszę. Jej grot wbił się w plecy monarchy, który odwrócił się w stronę tego, który ją wypuścił. Nadim. Serce Amira zatrzymało się na chwilę, gdy zobaczył potomka wilków, który stał przy królewskim tronie i po raz drugi już mierzył wprost w kierującego się w jego stronę władcę.
-A o co chodzi tobie, potomku wilków...?- zapytał niemalże ze znużeniem.
-Myślę, że musisz sobie znaleźć innego sługę...- odparł pewnym głosem Nadim, trafiając w szyję monarchy.
-A ja myślałem, że nierozsądek to cecha typowo ludzka...- król wyrwał strzałę i przyspieszył kroku.
Amir rzucił się biegiem w jego kierunku. Potomek wilków usiłował cofnąć się prędko, ale potknął się i upadł, tuż przed władcą, który zatrzymał się nad nim i nachylił w jego kierunku... Amir znalazł się przy nim i chwycił za wyciągniętą dłoń króla.
-AMIR!- usłyszał rozdzierający krzyk kompana i odruchowo przymknął powieki, będąc przekonanym, że to koniec.
Gdy jednak uchylił je ponownie i spojrzał na zaciśnięte mocno na jego dłoni palce monarchy, uświadomił sobie, że zupełnie nic się nie stało. Sinister w pierwszej chwili zdawał się tego nie zauważyć. Dopiero po kilkudziesięciu sekundach, wbił w Amira zdezorientowane spojrzenie. Pierwszy raz można było w oczach władcy, zamiast spokoju, zobaczyć zdumienie i niepewność.
-To niemożliwe...- wyrzucił z siebie Sinister, pełen niedowierzania, ściskając dłoń Amira tak mocno, że prawie ją miażdżył.- To po prostu niemożliwe...
Chwilę później Amir dostrzegł, jak skóra zaczęła zmieniać swoją barwę. Nie jego skóra. Skóra na dłoni Sinistra. Najpierw palce, później środek dłoni... Szarzała, pękała, rozpadała się zupełnie. Następnie przedramię, ramię, tors, druga ręka... Przeraźliwy wrzask przerwał panującą dookoła ciszę. Sinister cofnął się gwałtownie, jakby mogło go to jeszcze ocalić. A chwilę później rozsypał się w proch, który zabrudził twarz i odzienie Amira. Mężczyzna zadrżał, nie mając pojęcia, co się właśnie wydarzyło. Nadim podniósł się na nogi, spoglądając na niego z osłupieniem. Wyciągnął w jego kierunku dłoń.
-Nie, nie dotykaj mnie!- rzucił z lękiem Amir, zupełnie oszołomiony.
Potomek wilków objął go mocno, przyciskając do siebie. Mężczyzna niemalże wczepił się w niego, zaciskając powieki.
Wszystko stawało się coraz bardziej przerażające i niezrozumiałe.

21 komentarzy:

  1. Anonimowy1:09 PM

    Jezu jak dobrze, ze jednak zagladnelam tu... Uwielbiam Chaos, choc z poczatku unikalam go i zaluje! Teraz jestem zakochana w Amirze i Nadimie, i jak dla mnie bys mogla tylko jego dodawac, bo to opowiadanie jako jedyne skupia sie na wielu powazniejszych watkach niz tylko milosc facetow, choc YFM jest ciut podobne. W ogole juz sie cieszylam, ze Amir sie wydal z uczuciami, ale NIE, musial wszystko zepsuc, a mieli sie pocalowac... Nie no zartuje, potomek wilkow i tak to juz zapewne wie. Mnie zostaje zyczyc Ci weny i zapamietaj, ze masz stalą czytelniczke, ktora jeszcze pamieta czasy Brandona i kochanego lokaja, a to bylo ponad rok temu, a ten komentarz jest dopiero moim drugim na tym blogu za co przepraszam, ale Twoje opowiadania sa doskonale i boje sie, ze swoim komentarzem cos narusze. No nic, oby Wyzwanie tez pojawilo sie szybko, bys mogla pracowac nad kolejnym rozdzialem Chaosu, ktorego nie moge sie doczekac :)
    Mikok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo za Twój komentarz i niczego nim nie naruszyłaś, wprost przeciwnie, zawsze się cieszę, gdy ktoś komentuje moje opowiadania. Pozdrawiam serdecznie :).

      Usuń
  2. Hej :

    Moim zdaniem tojeden z najlepszych rozdzialow "Chaosu" jaki napisalas. I bynajmniej nie dlatego, ze pojawil sie watek Nadim x Amir. Oczywiscie, to wzbogacilo tresc, jednak sam pomysl "daru" Sinistra jest sam w sobie obledny. Gratuluje, czytalo sie znakomicie. Wyobraznia pracuje xD.

    Jeszcze raz przepraszam za brak polskich znakow,
    Kajna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi też wyjątkowo spodobał się ten rozdział. Był tajemniczy, ale zupełnie inaczej niż poprzednie, które w większości opierały się na motywach... Cóż, na motywach znanych w niektórych filmów czy książek. Za to ten dar księcia wydawał mi się zdecydowanie czymś nowym. Zakończenie również wyszło świetnie. Ciekawe, jak Nadim to zrobił... Jedynie to zamykanie w trumnach z czymś mi się skojarzyło, jednak w tle całego, naprawdę dobrego rozdziału, ten fakt nie jest aż tak istotny ;).

    Pozdrawiam i życzę weny ;D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Chaos" z założenia miał luźno odnosić się do różnych motywów znanych z bajek, baśni czy mitów ;). Nigdy nie zamierzałam od tego odchodzić ani kreować czegoś zupełnie odmiennego.

      Usuń
  4. Anonimowy4:51 PM

    Cześć,
    udało mi się ponownie tutaj zawitać do Ciebie, a w związku z tym, że już nie mam zaległości w czytaniu, o wiele łatwiej mi jest. Powiem jedno opowiadania jakie piszesz są fantastyczne, maja w sobie coś takiego magicznego, tajemniczego, urzekają sobą, uwielbiam je po prostu czytać i czekam z niecierpliwością kiedy pojawi się coś nowego na jednym z moich ulubionych opowiadań.
    Do zobaczenia kochana we wrześniu, bo wyjeżdżam i wracam najprawdopodobniej 7 września.
    Weny życzę
    Pozdrawiam Basia

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialny rozdział i motyw z Sinistrą świetny. Już od początku czułam, że coś jest nie tak z tymi rękami króla, a tu się okazało co. Wiedziałam też, że Nadim wyjątkowo spodobał się Sinistrze. :D
    Zakończenie szokujące. Podejrzewam, że to przez te kryształy Amir mógł pokonać króla. Fakt jeden z lepszych rozdziałów Chaosu.

    Amir dlaczego wyparłeś się tego co czujesz? Miałeś taka okazję nasunąć Nadimowi więcej wniosków do pytań. Ale Nadim wie, a jak nie domyśla się to będzie teraz obserwował przyjaciela. I sądzę, że nie odsunie się od niego tak jak od króla. Chociaż różnie może być. :D W każdym razie są coraz bliżej siebie i to mi się bardzo podoba. A to czesanie i potem potarcie nosem o szyję było mrauuu. Amir musi być bardzo opanowanym facetem. :D

    Super Silencio i weny. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy11:06 PM

    Rozdział rzeczywiście świetny :D szalenie imponuje mi sposób w jaki tworzysz fabułę; wszystko z czegoś wynika i widać, że jest przemyślane. Cieszę się, że relacje Nadima i Amira rozwijają się tak naturalnie i spokojnie, bez żadnych "och ach tak kocham cie!". Cudowny profesjonalizm i naprawdę niebanalna pomysłowość :)

    wielbię na kolankach

    ViolettiHousut

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy12:24 AM

    Taki król Midas, tylko na opak. ;) A może nie na opak? W końcu co za różnica, czy zabijać dotykiem przez przemienienie w złoto, czy w pył. Chyba nie ma na świecie historii, której bohaterowie pakowaliby się tak często w tyle kłopotów a mimo to nadal ochoczo lgnęli ku kolejnym katastrofom, zamiast udawać, że niczego nie widzieli, niczego nie słyszeli. No, ale wtedy przecież nie byłoby tak ciekawie.
    Coraz bardziej mam chęć zrobić lustrację do jakiejś sceny z Chaosu. :)
    Znakomite to opowiadanie, wciąga, jak odkurzacz :D
    Natalia

    OdpowiedzUsuń
  8. Pięknie wyszedł ci rozdział. Nie mogę doczekać się następnego. Oby jak najszybciej pojawił się Chaos. Czekam, aż Nadim i Amir to zrobią. Albo przynajmniej Amir wyzna uczucia. Chociaż taka gonitwa, że się tak wyrażę jest bardzo interesująca.
    A teraz co? Wyzwanie? Kolejne opowiadanie, które bardzo lubię.
    Ciekawe czym mnie zaskoczysz ;))
    Pozdrowionka i dużo weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Pierwszy raz zwyczajnie brakuje mi słów. Cudowne, wspaniałe, niesamowite? Brzmi banalnie i pospolicie, ale niech będzie, bo to właśnie powyższe słowa najbardziej pasują. Rozczulił mnie ten rozdział. Poszczególne momenty, całkowity zarys, koniec... Jak ja teraz wytrzymam kolejne dwa tygodnie bez kontynuacji?! Będzie ciężko, ale weny życzę już teraz. No i dziękuję za umilenie wieczoru. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy11:43 PM

    Witam. Od dłuższego czasu zbieram się, by napisać jakiś komentarz. Przyznam, że czytam Twoje opowiadania od bardzo dawna, aczkolwiek na początku preferowałam jedynie Every Me. Na tamtego bloga trafiłam bodajże przez linki u Heartless. W każdym razie jakiś czas temu znalazłam się na by-silencio i od razu się zakochałam.
    Szczególnie do gustu przypadło mi "Wyzwanie", "Gabriel", "Qrag Queen", "AFY", "LPoH" i "Sunrise", czyli właściwie to większość. Do pozostałych dzieł odnosiłam się już ze znacznie mniejszym entuzjazmem, ale tylko dopóty, dopóki nie zabrałam się za "Chaos". Wtedy poległam z kretesem. To opowiadanie początkowo nieco mnie nużyło, gdyż zniechęcały mnie niekończące się dialogi głównych bohaterów i niezbyt wartka akcja. Szybko jednak zmieniłam zdanie. Uwielbiam Nadima i Amira, a połączenie yaoi i fantasy niesamowicie mi się podoba. Fabuła jest bardzo ciekawa, zupełnie inna od reszty Twoich dzieł. No cóż, jakoś przebolałam fakt, iż wilczek i książę jeszcze się ze sobą nie przespali. xD A na poważnie, to, że ich uczucia rozwijają się stopniowo, tylko nadaje nastroju całości, przynajmniej z mojego punktu widzenia.
    Ogólnie rzecz biorąc, wprost wielbię czytać opowiadania Twojego autorstwa. Masz świetny styl i wydaje się, iż piszesz ze swego rodzaju lekkością. Zazdroszczę talentu. Tak jak wiele moich poprzedniczek, mam nadzieję, że kiedyś zobaczę Twoje dzieła w wersji papierowej, na półce księgarni. Przyrzekam solennie, iż wtedy napadnę na bank i wykupię cały nakład, więc o zyski się nie martw. XDD
    A teraz z innej beczki - droga Silencio, pokazałam Twoje blogi kilku koleżankom i od jakiegoś czasu wyznajemy nową wiarę. Silencioholizm. Mamy szczery zamiar zbudować Ci ołtarzyk, aczkolwiek z powodu naszego godnego pożałowania lenistwa, praca utkwiła w martwym punkcie. No trudno, może kiedyś skończymy, a tymczasem za każdym razem, gdy zaczynamy coś pisać, pokornie modlimy się do Ciebie o wenę. <3
    Wybacz nieskładność komentarza i ewentualne błędy, ale zmęczenie robi swoje, a nie mam już siły tego sprawdzać..

    Pozdrawiam, Ciella.

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy1:49 AM

    OMFG! NO NIE! Nie wiem od czego zacząć! ZNOWU! OMG! Akcja z czesaniem włosów! OMG! Akvja z królem-gejem xD OMG! Amir ma supermoce! *p* Kocham cię coraz bardziej i bardziej...
    Amir się wygadał... ja wiem, że Nadim wie... Ale udaje że jest inaczej, bo tak mu wygodniej:< Bosh... To takie smutne! Amir D: Dlaczego nie mógł powiedzieć czegoś jak... "Moje uczucia nie mają tu nic do rzeczy!" Albo "Nie moja wina, że wyzwalasz we mnie takie emocje!" On jest takim słodkim tsundere! D:
    I ta akcja na końcu... Nie dotykaj nie! A Nadim go tulka <3 Awwwww~~~Nie wiem jak ja przeżyję 2 tygodnie bez Chaosu! Zaczyna się robić gorąco!!!! Pewnie w next notce nic się nie stanie takiego gejowskiego ale... bedę czekać wytrwale i wciąż mieć nadzieję <3
    Pozdrawiam i weny życzę!
    LiliShouta

    OdpowiedzUsuń
  12. Anonimowy9:56 PM

    Tak sie zastanawiam skad bierzesz te wszystkie pomysly na Chaos? Szkoda, ze Nadim nie odczowa glebszych uczuc w stosunku do Amira. Az zal mi sie go robi. Nieodwzajemniona milosc jest bardzo bolesna. Pozdrawiam Paulinaa P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy1:05 PM

      Hej, wszystko wskazuje na to, że odczuwa i to bardzo głębokie. Jak się mylę, to niech mi sufit razem z sąsiadami na łeb spadnie. :)
      Natalia.

      Usuń
  13. Witam :)
    Pierwszy raz piszę tu jako osoba nieanonimowa.
    Muszę cię bardzo, bardzo pochwalić: od długiego już czasu (około 2ch lat) jestem twoją wierną fanką. Nie mam pojęcia, czym Twoja twórczość różni się od innych, ale ten styl pisania i niepowtarzalne pomysły po prostu nie dają o Tobie zapomnieć. A Chaos to po prostu mistrzostwo, jeśli mogę to tak ująć.! Niesamowicie wciągający i intrygujący. Po prostu czytając to uśmiech nie schodzi z twarzy :)
    Jeśli chodzi o ten konkretnie rozdział to jest niepowtarzalny, jak każdy inny. Podczas tego "ujawnienia" się Amira po prostu nie wytrzymywałam z napięcia, chichotałam jak nienormalna. Szkoda, że mimo wszystko nie zdobył odwagi na wyznanie. Choć ze strony Nadima to też zaczyna wyglądać coraz inaczej, choćby to, że już nie rwie się tak do kobiet :D
    W niczym nie popędzam, bo te momenty oczekiwania i entuzjazm na wszystkie małe gesty, którymi się obdarzają, bardzo wciąga i wybija to opowiadanie ponad inne, przewidywalne romansidła. Nie licząc Twoich, bo jeszcze nie znalazłam takiego, które by mi się nie spodobało :) Takie jest przynajmniej moje zdanie :)
    Jesteś bezbłędna !
    Jeśli byłam zbyt wylewna, to przepraszam, ale nie umiem już dusić tego wszystkiego :)
    Pozdrawiam i życzę weny,
    Neska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo ^^. Strasznie miło czyta mi się takie rzeczy, szczególnie, jeśli ktoś jest z moją twórczością równie długo. Mam nadzieję, że nie zniechęcam równie mocno i nie rozczaruję :).

      Pozdrawiam serdecznie ^^

      Usuń
  14. Anonimowy9:43 PM

    Ah, co za budowanie napięcia, scena zazdrości i rozmowy między kompanami - świetnie napisana, naprawdę. Byłam pewna, że w końcu któryś pęknie a to, że Nadim czuje coś więcej niż przyjaźń widać było dawno temu. No i do tego ten koniec rozdziału - intrygujące. Nie wiem, co teraz opublikujesz ale oby kolejna część pojawiła się jak najszybciej, już nie mogę się doczekać. D.

    OdpowiedzUsuń
  15. Anonimowy2:10 AM

    Chciałam położyć się spać po 23.00, postanowiłam sobie - przeczytam "Chaos" i pójdę spać. I oczywiście ja głupia myślałam, że dam radę zasnąć po czymś TAKIM. Po takiej dawce emocji. Serce tak mi waliło, że choć jest już po 2.00 nadal to czuję.
    Co Ty robisz z ludźmi, Silencio? Przez Ciebie się nie wysypiają ;D
    A tak naprawdę to dziekuję Ci ogromnie za kolejną część Ich historii.
    Szkoda, że tak interesujące postaci jak tutejszy książę/król tak szybko znikają.
    komentuję dopiero teraz bo najpierw musiałam ochłonąć. Wypalić parę papierosów i przemyśleć ten rozdział tysiąc razy;D
    Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy. Z rozdziału na rozdział niecierpliwość wzrasta (co jest proporcjonalne do radości, gdy widać na horyzoncie kolejny rozdział;D).
    Pozdrawiam Ciebie najserdeczniej jak się da!
    J.

    OdpowiedzUsuń
  16. Uznałam..., że za długo już pisze jak anonim.
    Wzięłam dupę w troki i ooo.
    Wybacz, że tak późno komentuję , ale musiałam zebrać myśli (Phii zbierała je tydzień Phiii!)
    Chaos jest teraz dla mnie czymś ważnym, o ile wcześniej traktowałam go jak coś koniecznego, co musi być i przez co tylko dłużej się czeka na inne opowiadania. Ale zmieniło się to już dawno, bo teraz gdy pojawia się Chaos czuję się jakbym mogła latać. I to jest coś cudownego.
    Na wstępie chciałabym ci podziękować.
    Za to co robisz, i za to ,że się z nami tym dzielisz.
    I choć jesteśmy upierdliwi, narzekamy , czepiamy się i zachowujemy się jak rozkapryszone dzieci ty nadal co tydzień karmisz tym co najlepsze (Przyznam się ,że niedawno czytałam twojego posta który pojawił się w styczniu. Gdzie pewien anonim miał wielkie pretensje o to ,że nie dotrzymujesz słowa.) Powiem ci, że choćby się waliło i paliło nie usłyszysz ode mnie złego słowa. Bo mam świadomość tego ,że przecież nie siedzisz tylko w domu i nie gapisz się w monitor dzień w dzień.
    Podsumowując... dziękuję za to ,że jesteś , za Desmonda, za Wyzwanie ,za twoją cierpliwość Tygrysku.
    A teraz wrócę do mojego kochanie czyli Chaosu. Och Amir ... zjeba*łeś (Przepraszam! Już hamuję język, nie złość się na mnie :(.) Nadim i tak juz pewnie wie o jego uczuciach, bo tylko slepy by tego nie zauważył. A król mam nadzieję , nie jest szczęśliwy tam gdzie się teraz znajduje :D
    Już nie mogę doczekać się następnej soboty bo mimo wszystko we mnie tli się iskierka nadziei ,że w końcu się pocałują.
    Pozdrawiam cię Tygrysku , trzymaj się :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Anonimowy7:42 PM

    Nieładnie, Amir, tak kłamać. Oszukiwać i Nadima, i samego siebie. Ale Nadim wie albo przynajmniej domyśla się prawdy. Już niedługo...
    Uwielbiam to ciągłe napięcie i emocje :)
    Za to Amir jest niesamowicie opanowany :D Podziwiam gościa! Jakby mnie ktoś *taki Nadim.. ach..* zaczął smerać po głowie i po szyi, to chyba bym, odleciała :D
    Zgadzam się z powyższymi komentarzami - pomysł na postać Sinistra jest genialny i świeży. Mistrzostwo!
    Alys
    PS. Czy to nie dziwne, że już ponad rok minął, odkąd wstawiałaś te rozdziały, sam Chaos też już zakończyłaś, a ja tak tu sobie czasem skomentuję, nie wiedząc, co będzie dalej..?

    OdpowiedzUsuń