Strony

niedziela, 23 września 2012

§ 14 § [YFM]


Donośny krzyk rozdarł panującą w pomieszczeniu ciszę, wybudzając Absaloma z płytkiego snu. Chłopak podniósł się powoli z łóżka, odgarniając zbłąkane pasemka włosów z twarzy i podchodząc do Mortalisa. Mężczyzna wił się na swoim posłaniu, łapiąc gwałtownie powietrze i raz po raz wyrzucając z siebie jakieś nieskładne słowa. To musiał być jeden z tych snów. Absalom ułożył się obok niego, przyciskając do opiekuna mocno, by nie spaść z wąskiego łóżka. Objął go czule ramionami, zatrzymując w swoim uścisku i przymknął powieki.
Wcale nie było lepiej. Minęło już kilkanaście dni, ale nie było lepiej. Absalom nie poszedł do miasta od czasu, gdy któregoś dnia wrócił i zastał Mortalisa nieprzytomnego, tuż przy drzwiach, ubranego tak, jak do swoich podróży. Jedna z jego ran, która zdawała się zagoić, otworzyła się na nowo. Chłopak pytał później swojego opiekuna, co ten zamierzał zrobić, ale Mortalis mu nie odpowiedział. Wyglądało na to, że chciał gdzieś wyruszyć – po raz kolejny. W jego stanie to nie było już nawet ryzyko, to było kompletne szaleństwo i Absalom przestawał zupełnie rozumieć jego motywację. Mortalis czegoś się bał. To chłopak widział wyraźnie, chociaż wolał o to nie pytać. Mężczyzna wciąż był rozdrażniony. Czasem, gdy Absalom, chcąc poprawić mu nastrój, zaczynał mówić o czymś wesołym, słyszał w odpowiedzi jedynie uwagi o tym, że powinien przenieść się do miasta i, że będzie to dla niego wygodniejsze, lepsze. Przyjmował te słowa z zaciśniętymi ze złości wargami, powstrzymując się ledwie od tego, by wykrzyczeć Mortalisowi swoje uczucia, ale zdrowie mężczyzny było dla niego najważniejsze. Nie chciał go denerwować. Znosił jego chmurny nastrój, który nie przypominał wcale jego zwyczajowej ponurości. Znosił dzielnie jego słowa, jego milczenie, spojrzenie, w którym kryło się coś na kształt pretensji, irytacji, i znosił to, w jaki sposób mężczyzna go odpychał, zupełnie nie dostrzegając intencji Absaloma ani tego, co się za nimi kryło.
Dłoń Mortalisa zacisnęła się mocno na kołdrze. Absalom położył na niej swoją, splatając swoje palce z palcami mężczyzny. Chwilę później, jego opiekun uspokoił się wyraźnie. Jego oddech stał się bardziej miarowy i wyrównany. Przekręcił głowę na bok, opierając ją o ramię Absaloma i zapadł w głębszy sen.
-Kocham cię...- szepnął tęsknie chłopak, wtulając się mocniej w ciepłe ciało opiekuna.- Kocham...
Absalom nie mógł zasnąć. Nie potrafił nawet zliczyć nocy, które spędził w ten sposób, z przymkniętymi powiekami, trzymając Mortalisa w ramionach i powtarzając w myślach różne słowa, obietnice, adresowane do opiekuna i do Stwórcy. Mówił, że chce, by Mortalis wyzdrowiał, a jeśli tak się stanie, nigdy więcej już go nie okłamie i przyzna się przed nim do wszystkiego. Mówił to i sam nie wiedział, czy będzie mógł kiedykolwiek zrealizować swoją obietnicę. I czy ta obietnica ma w istocie pomóc jego opiekunowi, czy jemu samemu.
Ale Stwórca musiał im sprzyjać. Gdyby było inaczej, Mortalis mógłby wcale nie dotrzeć do domu, biorąc pod uwagę jego rozległe rany. I Absalom mógłby nie przyjść na czas, by się nim zaopiekować. Ale na szczęście, stało się inaczej. A gdy chłopak o tym rozmyślał, nie mógł pozbyć się tej natrętnej, naiwnej i zupełnie irracjonalnej myśli, że być może w takim razie, Stwórca sprzyjał im też w innych sprawach. Może nie bez powodu Mortalis odnalazł go wtedy w lesie. I może, jeśli pozna prawdę, to zrozumie i... Odpychał od siebie te marzenia, uznając je już nie tyle niemożliwymi do spełnienia, co wręcz niestosownymi, szczególnie w takich okolicznościach.
Kiedy do pomieszczenia wdarły się pierwsze promienie słońca, zdecydował się wstać. Wyślizgnął się subtelnie, pozostawiając mężczyznę śpiącego i przygotował mu posiłek, by ten coś zjadł, gdy wstanie. Krzątał się po cichu po pokoju, licząc na to, że nie zbudzi Mortalisa, ale już chwilę później, gdy odwrócił odruchowo wzrok w kierunku jego łóżka, zauważył, że mężczyzna spogląda na niego z uwagą. Absalom uśmiechnął się łagodnie.
-Musisz stąd iść, Absa- usłyszał znużony głos mężczyzny.
Chłopak spojrzał na niego ze zdziwieniem.
-Chcesz się przebrać...?- dopytał, a nie otrzymawszy odpowiedzi, skinął głową, uśmiechając się lekko.- Przejdę się. Gdybyś potrzebował pomocy albo czegokolwiek innego, zawołaj mnie. Będę w pobliżu- zapewnił opiekuna, na którego twarzy pojawił się nagle, niezrozumiały dla chłopaka, grymas irytacji.
Absalom spłoszył się nieco, ale nie dał tego po sobie poznać. Jeśli ta okropna sytuacja i napięcie, jakie się między nimi wytworzyło służyło czemukolwiek dobremu, to tylko jednemu – chłopak lepiej panował nad swoimi odczuciami i nauczył się ich nie okazywać.
Z tym samym uśmiechem, którym powitał Mortalisa, opuścił dom i dopiero, gdy zamknął za sobą drzwi, zagryzł nerwowo dolną wargę, czując łzy pod powiekami. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej i ruszył powolnym krokiem przed siebie. Przez całe życie był dla Mortalisa zupełnie nieprzydatny, nawet, jeśli ten twierdził coś zupełnie innego. A teraz, kiedy po raz pierwszy był w stanie zrobić dla niego coś, cokolwiek, nawet tak niewiele, mężczyzna odpychał go od siebie, jakby Absalom był jego wrogiem, a nie kimś, kto chce mu pomóc. Chłopak jednak nie zamierzał się wycofywać. Mortalis był dla niego ważny i był gotów zrobić dla niego wszystko. Nie. Był gotów zrobić wszystko, by ten wyzdrowiał i nigdy więcej nie narażał się na takie niebezpieczeństwo. I chociaż myślał już nad tym wcześniej, dopiero ta sytuacja sprawiła, że stał się do tego zdolny.
Wrócił do chatki po kilkunastu minutach i zatrzymał się w drzwiach, kompletnie zaskoczony. Mortalis ubrał się. Narzucił też na siebie swój charakterystyczny płaszcz. Zerknął na Absaloma ukradkiem i bez słowa ruszył do pomieszczenia obok.
-Mortalis!- zawołał za nim chłopak, zamykając pospiesznie drzwi.- Co ty robisz?!
-Mówiłem ci już, że musisz stąd iść- odpowiedział chłodno mężczyzna, wracając do izby.- Weźmiesz wszystko, co ci potrzebne i przeniesiesz się do Edalisa.
-Co...?- rzucił oszołomiony chłopak, po czym pokręcił głową i powtórzył raz jeszcze- Co ty robisz?
-Wyruszam. A gdy wrócę, ciebie ma tutaj nie być- odparł aż nazbyt znacząco i stanowczo mężczyzna.
Absalom znieruchomiał na chwilę, porażony tym, co usłyszał. Zaraz jednak wziął się w garść, nie zamierzając brać na poważnie tych słów.
-Powiedziałem ci już, że nie chcę mieszkać w mieście. A ty nie możesz nigdzie iść. Jesteś ranny! Zrobisz sobie krzywdę!
-To nie twoja sprawa- odpowiedział oschle Mortalis.- A miasto nie jest ci tak odległe, jak myślałem. Tym lepiej. Znajdziesz tam sobie miejsce. Edalis ci pomoże. Gdy wrócę, ustalimy wszystkie szczegóły...
-Jeśli wyjdziesz w takim stanie, to nie wrócisz!- rzucił ostro Absalom, wpatrując się w opiekuna z niedowierzaniem.- I obaj wiemy o tym bardzo dobrze!- Mortalis skrzywił się niechętnie, odwracając wzrok.- Dlaczego to robisz...? Co się dzieje...?
-Nic się nie dzieje.
-Nieprawda. Gdyby nic się nie działo, nie ryzykowałbyś swoim życiem. Tymczasem...
-Absa, wynoś się!- wykrzyknął mężczyzna, a chłopak osłupiał na dłuższą chwilę, zdumiony ilością emocji, jakie słyszał w jego głosie.
Niełatwo było wyprowadzić Mortalisa z równowagi. Nie łatwo było doprowadzić go do tego rodzaju reakcji i to przeraziło Absaloma jeszcze bardziej.
-Porozmawiaj ze mną...- poprosił, siląc się na spokój i widząc, jak mężczyzna chowa coś pod połami płaszcza.- Wytłumacz mi, co się dzieje. Pozwól mi zrozumieć!- dodał, rozpaczliwie.
Mortalis odwrócił wzrok.
-Wyjdź, Absa. Zabierz wszystko, co tylko chcesz i idź do miasta. Tam jest twoje miejsce.
-Moje miejsce jest przy tobie!- odpowiedział stanowczo chłopak.- Szczególnie, gdy jesteś w takim stanie!
-Rany się zagoiły, mogę chodzić, ruszać się normalnie... Czuję się dobrze- odparł chłodno Mortalis.- I nie potrzebuję więcej twojej opieki.
-Nie ruszasz się normalnie!- prychnął w odpowiedzi chłopak. Mortalis potrafił skutecznie ukryć swoje odczucia i nie dawał po sobie poznać, że coś go boli, ale Absalom wiedział o tym dobrze. Poza tym, mężczyzna wciąż gorączkował. To nie oznaczało niczego dobrego, a już z pewnością dalekie było od jego twierdzenia.- Nie możesz narażać się na niebezpieczeństwo!
-To moja sprawa.
-Nieprawda. Nie pozwolę ci wyjść.
-Będziesz stał mi na drodze...?- rzucił złośliwie Mortalis.- Wydaje mi się, że już to przerabialiśmy.
-Odpowiedz mi wreszcie, co się dzieje- poprosił raz jeszcze chłopak, wpatrując się w opiekuna z obawą.
-Powiedziałem ci już. Musisz się wyprowadzić.
-Z jakiego powodu?!- krzyknął ze złością Absalom, nie będąc w stanie kontrolować swojej reakcji.
-Widzę teraz wyraźniej niż kiedykolwiek, że popełniłem błąd, decydując się ciebie tutaj zatrzymać...- Absalom drgnął na te słowa, wpatrując się w mężczyznę z rozżaleniem.- To nie jest miejsce dla kogoś takiego jak ty.
-Niby dlaczego...?- nie rozumiał chłopak.
-Im dłuższej tu będziesz, tym bardziej będziesz upodobniał się do mnie.
-Nieprawda!- zaprotestował gwałtownie.- Jestem tu wystarczająco dużo czasu, a nie jesteśmy do siebie podobni... A nawet gdyby... Nawet gdyby, nic w tym złego- stwierdził z pełnym przekonaniem. Było tyle cech, które podziwiał u Mortalisa, tyle cech, których mu zazdrościł, które chciałby posiadać, chociażby po to, by móc mu zaimponować, pokazać, że jest podobny jemu, równy.- Jesteś dobrym człowiekiem.
Mortalis spojrzał na niego tak, jakby ten oszalał.
-Posłuchaj sam siebie, Absa. To niedorzeczne. Mieszkając tutaj, przyzwyczaiłeś się do mnie i do tego, co robię. Ale potępiasz takie zachowania, gdy dotyczą kogokolwiek innego. Nie jesteś taki jak ja. Nie jesteś samotnikiem. Nie stronisz od ludzi. Będąc tutaj, odbierasz sobie prawo do tego, żeby żyć normalnie.
-Żyję normalnie- odpowiedział z poirytowaniem chłopak.
-Tak ci się tylko wydaje. Nie masz porównania.
-Widzę, jak żyją inni i wiem, że nie mogło mnie spotkać nic lepszego, od bycia z tobą!- rzucił, a Mortalis zareagował na te słowa jedynie pobłażliwym spojrzeniem. Absalom zacisnął wargi, spoglądając na niego przez dłuższą chwilę w milczeniu, po czym dodał- Wiem, po co mówisz mi te wszystkie rzeczy. Sądzisz, że naprawdę jestem aż taki ślepy...? Przecież widzę, jak siadasz na moim łóżku. Jak wyglądasz przez okno. Jak wychodzisz na zewnątrz i patrzysz przed siebie w taki sposób, jakbyś oczekiwał zobaczyć coś złego. Boisz się- powiedział Absalom. Ledwie zauważalny grymas wkradł się na zwyczajowo pozbawioną emocji twarz jego opiekuna i to już wystarczyło chłopakowi, by stwierdzić, że ma rację.- Kogo?- zapytał z niezrozumieniem.- Tych ludzi, którzy ci to zrobili...? Boisz się, że cię znajdą...? Że zrobisz mi krzywdę...?
-Niczego się nie boję- odparł stanowczo mężczyzna.- Każdy może mnie tu znaleźć i twój pobyt tutaj od samego początku narażał cię wyłącznie na niebezpieczeństwo. Dlatego stąd odejdziesz.
Absalom pokręcił jedynie głową, nie mając takiego zamiaru. Może gdyby usłyszał coś takiego od swojego opiekuna, nim to wszystko się wydarzyło, odszedłby stąd, zraniony, w poczuciu krzywdy, boleśnie rozpamiętując te słowa. Teraz jednak miał pewność, że to nie były prawdziwe odczucia Mortalisa, a wynikały z czegoś zupełnie innego.
Mężczyzna stał nieruchomo kawałek dalej, spoglądając na swojego podopiecznego.
-Chcę tylko tego, co dla ciebie dobre- powiedział cicho.
-Gdybyś tego chciał, to byś nie odchodził!- rzucił Absalom, bez cienia pretensji czy złości, a raczej z nadzieją, jakby liczył, że te słowa cokolwiek zmienią. Podszedł do mężczyzny, stając tuż przed nim i wpatrując się w niego z wyczekiwaniem.- Nie odchodziłbyś już nigdy. Zostałbyś tutaj ze mną. To jest dla mnie najlepsze.
-Chcę tego, co dla ciebie dobre i wiem, że nie spotka cię to przy mnie- sprostował chłodno Mortalis, wymijając chłopaka i ruszając w stronę drzwi.
Absalom dobiegł do nich prędzej, zagradzając mu drogę.
-A dlaczego nie zapytasz, czego ja chcę?!- rzucił ostro.
-Zejdź mi z drogi, Absa- poprosił cicho mężczyzna.
Chłopak pokręcił głową.
-Sam robisz sobie krzywdę...- stwierdził Mortalis.- Będąc tutaj, odbierasz sobie możliwości. Możliwość mieszkania wśród ludzi. Znalezienia sobie żony. Założenia rodziny...
-Ale ja nie chcę żadnej żony!- zawołał rozpaczliwie chłopak, nie mogąc zupełnie zrozumieć, dlaczego Mortalis, ani nikt inny, nie jest w stanie przyjąć tego do wiadomości.- I... I nie chcę miasta! Nie chcę rodziny! Ani domu! Ani pracy! Niczego nie chcę! Niczego, oprócz... Oprócz ciebie...- dopowiedział po chwili ledwie słyszalnie, spuszczając wzrok.
Mortalis nie zareagował na te słowa. Stał nieruchomo, wpatrując się w swojego podopiecznego tak samo jak wcześniej i, zapewne, nie będąc w stanie zrozumieć, co w istocie znaczyło wyznanie chłopaka. Absalom wyciągnął w jego kierunku dłoń, chcąc dotknąć jego policzka. Mężczyzna chwycił go mocno za nadgarstek, zatrzymując.
Zabolało go to. Nie sposób, w jaki Mortalis go trzymał, a to, jak na niego patrzył. Beznamiętnie, wzrokiem pozbawionym emocjii, jakby to, co powiedział chwilę temu, nie miało najmniejszego znaczenia.
-Zejdź mi z drogi- powtórzył raz jeszcze mężczyzna, ale Absalom zaparł się i nie zamierzał ustąpić.
Jego opiekun chwycił go za ramiona, chcąc siłą odsunąć go od drogi wyjścia, ale tym razem chłopak nie zamierzał poddać się tak łatwo. Zacisnął dłonie na połach płaszcza mężczyzny, wszczepiając palce w śliski materiał i choć dał się odciągnąć na bok, nie pozwolił odsunąć się Mortalisowi. Szarpali się ze sobą przez chwilę, boleśnie i zupełnie bezowocnie. W pewnym momencie mężczyzna wyswobodził się z uścisku podopiecznego i pchnął go na łóżko. Absalom prędko jednak chwycił go ponownie, nie chcąc pozwolić mu odejść i pociągnął za sobą. Mortalis stracił równowagę i opadł na niego całym ciężarem ciała. Chłopak jęknął cicho, odruchowo jednak obejmując go natychmiast.
-Co ty wyrabiasz, Absa...?- wycedził przez zęby mężczyzna.
-Nie odchodź...- szepnął błagalnie chłopak, spoglądając na niego z nadzieją.
Czuł się przy nim zupełnie niepozorny, mały, niedoświadczony, jakby wciąż był jeszcze tym dzieckiem, które Mortalis przyprowadził tu ze sobą dwanaście lat temu. Ta ponura, smutna Zjawa, która zabrała go wtedy z pogorzeliska, ratując mu życie, teraz patrzyła na niego z uwagą, w milczeniu, z trudnym do odczytania wyrazem twarzy, wywołując w chłopaku te same odczucia i płochliwość, co wtedy. Tylko, że Absalom nie był już dzieckiem. A Zjawa była prawdziwa. Jeszcze bardziej tajemnicza i smutna, niż mu się wtedy wydawało.
Chłopak z trudem powstrzymywał się od łez. Zagryzał wargę i odwracał nerwowo wzrok, by zaraz powrócić raz jeszcze do tych ciemnych oczu, spoglądających na niego bez żadnych emocji. Czekał na odpowiedź, ale Mortalis nic nie mówił. Wyswobodził się z uścisku podopiecznego i wstał, bez słowa kierując się w stronę drzwi.
-Nie!- warknął przez zaciśnięte zęby chłopak, zrywając się gwałtownie i odpychając Mortalisa z niekontrolowaną siłą.
Mężczyzna uderzył plecami o ścianę. Cichy jęk wyrwał się z jego ust, gdy chwycił się nagle za brzuch, zdradzając ból, jaki wciąż odczuwał. Absalom spojrzał na niego z troską.
-Chciałeś odejść w takim stanie...?- zapytał, chcąc się do niego zbliżyć, ale Mortalis wyprostował się prędko i wyminąwszy chłopaka, raz jeszcze skierował się w stronę drzwi.
-Mortalis!- krzyknął rozpaczliwie Absalom, nie mając pojęcia, jak mógłby go zatrzymać.- Jeśli teraz odejdziesz to... to... to pożałujesz!- dokończył wreszcie, przełykając nerwowo ślinę. Mężczyzna drgnął lekko, odwracając się w jego kierunku.- Zrobię wszystko, żebyś tego pożałował...- zagroził mu desperacko chłopak, nie ruszając się z miejsca.
-O czym ty mówisz?- zapytał ostro mężczyzna.
-Zniknę z twojego życia. Na zawsze. Ale nie znajdziesz mnie ani u Edalisa, ani w mieście.- zapowiedział Absalom, z trudem znosząc lodowate spojrzenie swojego opiekuna.
-Nie zrobiłbyś sobie krzywdy- stwierdził Mortalis, ale chłopak pierwszy raz wyczuł w jego głosie taką dozę wątpliwości i niepewności.
-Nie powiedziałem, że zamierzam. Ale skoro jesteś tego taki pewien, dlaczego nie wyjdziesz...?- zapytał, siląc się na spokój.
Mężczyzna odwrócił się w stronę drzwi, jakby rzeczywiście zamierzał to uczynić. Stał przez dłuższą chwilę w bezruchu, jakby walczył z samym sobą, po czym spojrzał znów na Absaloma, rzucając ciche:
-Nie możesz mnie szantażować w taki sposób.
Chłopak milczał, spuszciwszy wzrok. Kiedy mówił tamte słowa, nie myślał o niczym konkretnym. To była desperacka próba zwrócenia na siebie uwagi mężczyzny, ostatnie, co jeszcze mogło go zatrzymać. Absalom nie zastanawiał się nad tym, by rzeczywiście uczynić sobie coś złego. Ale nie wyobrażał sobie życia bez Mortalisa. Ani jednego dnia, który miałby spędzić ze świadomością, że mężczyzny już nie ma. To było ponad jego siły.
-Jeśli nie odejdziesz, będziesz żałował...- odezwał się ledwie słyszalnie mężczyzna. Oparł się plecami o ścianę, tuż obok drzwi. Wydawał się być zmęczony ich sporem.
-Jedyne, czego żałuję to to, że nie możemy mieszkać w mieście razem...- odpowiedział Absalom, bojąc się do niego zbliżyć. Mortalis posłał mu pełne niezrozumienia spojrzenie.- Sam pomyśl... W mieście... Tam wszystko byłoby łatwiejsze...- chłopak uśmiechnął się mimowolnie, wracając myślami do swoich marzeń. Mężczyzna nie odrywał od niego uważnego spojrzenia.- Gdyby coś się stało, zawsze znaleźli by się ludzie, żeby ci pomóc. Edalis byłby blisko. Wszystko mogłoby się toczyć normalnie. Zupełnie normalnie.
Tego właśnie chciał. Normalnego życia, ale nie takiego, jakie wmawiał mu Edalis i, od pewnego czasu, również jego opiekun. Zawsze sądził, że Mortalis doskonale go pod tym względem rozumie.
Oczekiwał reakcji mężczyzny, wpatrując się w niego w milczeniu. Na twarz Mortalisa wstąpił nieprzyjemny grymas.
-Sądzisz, że owce ochoczo wpuszczą wilka do swojego stada...?- rzucił, pobłażliwym tonem.- Czego ty właściwie chcesz, Absa...? Żeby mnie zlinczowali...? Ukarali za to, co do tej pory zrobiłem...?
-Nie rozpoznają cię...- szepnął Absalom, nie będąc jednak tego pewien.
-Oczywiście, że to zrobią. Teraz nie wiedzą, kim dokładnie jestem i gdzie żyję. Boją się mnie, bo mnie nie znają. Gdyby stało się inaczej, ich strach zamieniłby się w coś zupełnie innego. Dlaczego tak na mnie patrzysz, Absa...? Przecież ci wyjaśniałem. Tacy właśnie są ludzie...- w głosie mężczyzny pobrzmiewała ta gorzka nuta, jak zawsze, gdy mówił o innych ludziach.- Ja tam nie pasuję. Ty tak.
-Bo jestem taki, jak ich opisujesz?!- parsknął z niedowierzaniem chłopak.- To chcesz mi powiedzieć?! Jestem zły, okrutny, niesłowny, niewdzięczny...? Taki według ciebie jestem...?- zapytał z bólem w głosie.
-Dobrze wiem, że to kwestia wdzięczności...- powiedział cicho Mortalis. Absalom spojrzał na niego z oburzeniem, chcąc zaprotestować, ale mężczyzna kontynuował- Tłumaczyłem ci już, że nie jesteś mi niczego winien. Nawet, gdybyś rzeczywiście miał wobec mnie jakiś dług, przez te wszystkie lata, spłaciłbyś go po kilkakroć. Możesz być spokojny.
-A ja ci tłumaczyłem, że nie chodzi o to!- wybuchnął Absalom.- Nie jestem tutaj, by ci się odpłacić! Czuję do ciebie wdzięczność, owszem, ale to zupełnie naturalne! I nie to mnie tutaj trzyma. Ja... Ja cię podziwiam...- szepnął nieśmiało.
-To bez znaczenia. To nie jest dobre miejsce dla kogoś takiego jak ty.
-Dlaczego?- nie rozumiał chłopak.
-Każdy potrzebuje znaleźć swoje miejsce w życiu. Znaleźć żonę, założyć rodzinę...
Stwórco, dlaczego znowu to słyszał?! Przyzwyczaił się już do tego rodzaju słów Edalisa, ale Mortalis...? Mortalis nigdy nie mówił mu podobnych rzeczy! Nawet nie rozmawiali o takich sprawach!
-Ty tego nie zrobiłeś!- zauważył i dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że powiedział coś niewłaściwego. Skąd miał pewność, że było tak, jak mówił...? Przecież w ogóle nie znał przeszłości Mortalisa. Skąd mógł mieć pewność, że ten nie miał kiedyś żony, a może i dzieci? Skąd mógł mieć pewność, że nie przytrafiło mu się coś, co na zawsze zmieniło jego życie? Tak, jak życie Absaloma zmieniła śmierć jego rodziców?
W oczach Mortalisa widniała pustka.
Zupełnie tak, jak zawsze.
-Nie...- potwierdził jedynie, bez najmniejszego zdenerwowania czy żalu.- Ja nie.
-Więc dlaczego sądzisz, że ja to zrobię...?- zapytał chłopak, wciąż spłoszony swoimi wcześniejszymi słowami.
-Po prostu- uciął mężczyzna.- Nie jesteś mną.
Chłopak parsknął cicho.
-Nie muszę być tobą, żeby wiedzieć takie rzeczy.
-Ja jestem... inny- wyjaśnił cicho Mortalis.
Chłopak wpatrywał się w niego przez chwilę, zupełnie oszołomiony. Czy to oznaczało, że...? Przez chwilę sądził, że o to właśnie chodziło.Może Mortalis był w tej choćby jednej kwestii podobny do niego. Serce zabiło mu szybciej z emocji.
-Skąd wiesz, że ja nie jestem?- zapytał, pełen nadziei.
-Widzę.
-Widzisz...?
-Popatrz na mnie, Absa!- warknął nagle mężczyzna, ku zdumieniu swojego podopiecznego, który zamarł w bezruchu, spoglądając na niego z przerażeniem.- Naprawdę sądzisz, że ktokolwiek by mnie zechciał?!
Chłopak wpatrywał się przez dłuższą chwilę w naznaczoną bliznami twarz mężczyzny, po czym szepnął miękko:
-Ja cię chcę.
Przysunął się do niego, wiedziony nagłym impulsem. Nie zastanawiając się wcale, objął stojącego przed nim mężczyznę wokół szyi i przycisnął swoje wargi do jego. To był chyba pocałunek. Absalom nie był pewien. Przez tą krótką chwilę, nie myślał zupełnie o niczym, skoncentrowany całkowicie na tym, co robił. Mortalis nie zareagował na to w żaden sposób. Jego usta nawet nie drgnęły. Nie oddały pocałunku, ale i nie uciekły od niego. Jego ręce pozostały w bezruchu. Nie objęły chłopaka, ani nie próbowały go odepchnąć. Jego opiekun był zupełnie bierny. Do Absaloma powoli zaczynała dochodzić świadomość tego, co uczynił. Odsunął się wreszcie, drżący i pełen przerażenia, podnosząc zlękniony wzrok i spoglądając prosto w oczy mężczyzny, usiłując z nich wyczytać jakąkolwiek reakcję.
Ciężko było mu jednak zauważyć choćby cień emocji na kamiennej twarzy opiekuna.
-I właśnie dlatego powinieneś sobie znaleźć kobietę- usłyszał po chwili.
Te słowa Mortalis wypowiedział ze zwyczajowym spokojem, beznamiętnie. Dla Absaloma zabrzmiały jednak niczym najsurowszy z osądów. Chłopak cofnął się o kilka kroków. Jego wargi drżały lekko, od wstrzymywanego z trudem płaczu. Próbował coś powiedzieć, ale głos uwiązł mu w gardle. Zakrył usta dłonią. Opanował się na chwilę, nie spoglądając już na opiekuna i otworzył drzwi, po czym wyszedł na zewnątrz. Szedł przez chwilę powolnym krokiem, ale nie wytrzymał i zaraz przyspieszył. Wbiegł do lasu, kierując się w stronę jeziora. Czuł łzy spływające po policzkach. Otarł się boleśnie o jakieś drzewo. Zobaczył w oddali jezioro, ale zatrzymał się daleko przed nim, siadając na ziemi, obok jakichś krzaków. Chwilę później położył się, płacząc cicho. Nie wiedział nawet, skąd te łzy. Czy był rozżalony, czy po prostu wściekły. Jak mógł zrobić z siebie takiego idiotę...? Obnażyć się tak bardzo przed Mortalisem? Za bardzo łudził się, że mężczyzna mógłby to zrozumieć. Może nawet więcej, niż tylko zrozumieć. Ale Mortalis miał rację. Edalis przecież powiedział mu to wyraźnie. To nie było normalne.
Po kilkunastu minutach, usłyszał głos swojego opiekuna:
-Absa! Absa!
Nie ruszył się z miejsca, nasłuchując w bezruchu.
-Absa!- wołał go wciąż Mortalis. Chłopak nie widział go, ale podejrzewał, że ten znajduje się w pobliżu jeziora.- Absa!
W końcu mężczyzna musiał odejść w innym kierunku, bo Absalom już go nie słyszał. Przymknął powieki, układając się na ramieniu, znużony. Robiło się coraz bardziej pochmurnie i chłodno. W pewnym momencie, zaczęło padać. Nie minęło dużo czasu, aż drobny deszcz przerodził się w prawdziwą ulewę. Liście okolicznych drzew, chroniły Absaloma przed kroplami, jedynie w pewnym stopniu. Początkowo, nie zamierzał ruszać się z miejsca. Nie miał zresztą żadnego pomysłu, gdzie mógłby się udać. Bał się wrócić do Mortalisa. Nie chciał też iść do miasta. Nie mógł jednak zostać dłużej w lesie. Podniósł się z miejsca, czując, że jego ubranie przemokło niemalże zupełnie. Ruszył powolnym krokiem w kierunku domu, samemu walcząc jeszcze ze sobą i zastanawiając się, czy dobrze robi. Otulił się ramionami. Wilgotne kosmyki włosów raz po raz przylepiały mu się do twarzy.
Dotarł do chatki. Zatrzymał się tuż przed drzwiami, wahając się chwilę, po czym wszedł do środka.
Siedzący na krześle Mortalis, zerwał się natychmiast z miejsca, podchodząc do chłopaka.
-Gdzie byłeś...?- zapytał, gdy Absalom zamykał drzwi.
Chłopak chciał minąć go bez słowa, ale mężczyzna chwycił go za bolące ramię. Syknął cicho.
-Absa...? Gdzie byłeś?- powtórzył stanowczo Mortalis, oczekując odpowiedzi.
Absalom podniósł na niego spłoszone spojrzenie. Poczuł, jak łzy napływają mu do oczu. Chciał wyrwać się z uścisku mężczyzny, ale nie zdążył. Zapłakał cicho, odwracając twarz, jakby liczył na to, że jego opiekun tego nie dostrzeże.
-Przepraszam- rzucił po chwili ciszy Mortalis.
-Nie masz za co- odparł zgodnie z prawdą Absalom. Mężczyzna nie zrobił w końcu niczego nieodpowiedniego. To raczej on powinien go przeprosić.- Proszę, zostaw mnie samego- dodał powoli, nie spoglądając wciąż na opiekuna.
Ten jednak odwrócił go powoli w swoją stronę. Nachylił się nad nim, sprawiając, że chłopak zamarł zupełnie, osłupiały, zapominając nawet o tym, jak się oddycha. A później, to Mortalis pocałował jego. Jego szorstkie wargi zmiażdżyły, niemalże, rozchylone w wyrazie zdumienia usta Absaloma. To trwało nie dłużej niż raptem kilkanaście sekund. Może właśnie dlatego, gdy chłopak odsunął się od opiekuna, tak trudno było mu uwierzyć w to, co przed chwilą się zdarzyło.
-Przebierz się, Absa- powiedział jedynie Mortalis, głosem, z którego nie sposób było odczytać jakichkolwiek emocji, choć tego Absalom właśnie oczekiwał. Reakcji na to, co się przed chwilą wydarzyło.- Zachorujesz.
Chłopak skinął głową, choć zapomniał zupełnie o przemoczonych ubraniach i uczuciu zimna, które ustąpiło nagle gwałtownemu gorącu, jakie poczuł po pocałunku mężczyzny. Po chwili, już nawet nie pamiętał, co ten mu nakazał. Przysunął się bliżej do opiekuna i wtulił się w niego, zaciskając powieki. Ręce Mortalisa, po chwili wahania, objęły go mocno. Na wargi Absaloma wstąpił uśmiech. Nie do końca rozumiał to, co się teraz działo, ale nawet nie próbował tego analizować. Wystarczyła mu bliskość mężczyzny i jego ciepłe ramiona.
Te ramiona doprowadziły go do jego łóżka. Usadziły na nim cierpliwie. Uścisnęły go raz jeszcze, mocniej niż wcześniej, dopiero wtedy wyswobadzając chłopaka. Absalom spojrzał na siedzącego przy nim Mortalisa z niepewnością. Mężczyzna podwinął dłońmi koszulkę chłopaka i zdjął ją z niego powoli. Przechylił głowę, przyglądając się przez chwilę śladowi zranienia na ramieniu podopiecznego. Absalom zagryzł wargę, nie odzywając się wcale, choć kłębiło się w nim wiele pytań. Nie chciał przerywać tej ciszy, pełnej specyficznego napięcia, tym razem nie z powodu ich różnicy zdań i niedopowiedzeń. Choć może i to można było nazywać niedopowiedzeniem...? Chłopak nie był pewien. Spoglądał na opiekuna w milczeniu. Przysunął się do niego jeszcze bliżej i opierając mu dłoń na policzku, musnął delikatnie jego wargi, jakby chciał sprawdzić, czy czegoś sobie nie uroił, nie wymyślił. Po chwili wahania, Mortalis oddał to muśnięcie. Podopieczny uśmiechnął się do niego lekko. Ciemnowłosy przyglądał mu się przez moment w milczeniu, po czym instynktownie, przesunął wargi na jego szyję, dotykając jej subtelnie, a następnie, złożył krótki pocałunek na ramieniu chłopaka. Ten westchnął mimowolnie.
Położył się na plecach, gdy Mortalis zaczął ściągać z niego spodnie. Czuł się tak, jakby jakieś dziwaczne iskierki, przemieszczały się po całym jego ciele, powodując bardzo przyjemne uczucie. Spoglądał na twarz opiekuna, z szybko bijącym sercem i przyspieszonym oddechem. W pewnym momencie, poruszył mimowolnie biodrami i dopiero wtedy zdał sobie sprawę z pewnego krępującego szczegółu... Jęknął z zawstydzeniem, widząc wzrok mężczyzny i zakrył twarz dłońmi, nie ruszając się jednak z miejsca. Mortalis dotknął czubka jego męskości. Absalom zadrżał, zagryzając mocno dolną wargę, mimo zażenowania, z niecierpliwością oczekując tego, co jego opiekun zrobi dalej. Dłoń mężczyzny zacisnęła się na jego członku. Palce Mortalisa oplotły go ciasno. Zaczął poruszać ręką, pieszcząc męskość podopiecznego. Absalom wstrzymał na chwilę oddech. Nie potrafił nawet przypomnieć sobie, ile razy zaspokajał się w ten sposób samodzielnie, wyobrażając sobie Mortalisa. Teraz było jednak inaczej. To było o wiele intensywniejsze doznanie, nawet nie mieszczące się w granicach jego wcześniejszych, jak mu się zdawało, pozbawionych realizmu domysłach i pragnieniach. Wydawało mu się, że nie poruszał się wcale, a jednocześnie miał wrażenie, jakby wewnątrz niego wszystko drżało. Skoncentrował się na tym całym sobą, zapominając o wszystkim innym i czując rozkoszne ciepło, a chwilę później... Chwilę później było po wszystkim. Gwałtowny dreszcz przebiegł przez jego plecy, cichy jęk wyrwał się niepostrzeżenie z jego gardła i zakręciło mu się w głowie, gdy poczuł to specyficzne uczucie spełnienia, które rozlało się po całym jego ciele. Nie ruszał się przez chwilę, łapiąc gwałtownie powietrze, po czym rozchylił powoli palce i spojrzał spomiędzy nich na opiekuna, zwilżając wargi językiem.
Mortalis wziął jego ubrania i przeniósł je na krzesło, wyciągając z szafy jedną z koszul chłopaka. Absalom podniósł się do pozycji siedzącej, usiłując zetrzeć ukradkiem kołdrą białą ciecz, której resztki pozostały na jego męskości i udach. Materiał i tak już nosił jej ślady. Mężczyzna wrócił do podopiecznego, bez słowa podając mu ubranie. Absalom przywdział je pospiesznie.
-Dobranoc- rzucił spokojnie Mortalis, odwracając się i chcąc odejść.
-Nie, nie!- zaprotestował natychmiast Absalom, chwytając go za dłoń. Mężczyzna spojrzał na niego pytająco.- Zostań ze mną. Proszę.
Opiekun wpatrywał się w niego przez dłuższą chwilę, po czym położył się obok. Absalom wcisnął się pod samą ścianę, starając się zajmować jak najmniej miejsca, ale i tak było im bardzo ciasno. Nie chciał jednak, by mężczyzna odchodził. Objął go kurczowo ramionami, przytulając się do niego. Niewiele z tego wszystkiego rozumiał. I niewiele potrzebował rozumieć. Bliskość Mortalisa wystarczała mu w zupełności.
Chłopak zasnął, błądząc w swych snach po różnych krainach, z Mortalisem u swojego boku. Patrzył na jego uśmiechniętą twarz i sam uśmiechał się pogodnie, obejmując go, całując, dotykając... Rozmarzony uśmiech wkradł się też na jego śpiącą twarz.
Pierwszy raz rzeczywistość była tak bliska snom, jak nigdy wcześniej.

Chłopak obudził się z rana, przetaczając na plecy i czując lekki ból odrętwiałego ciała. Mortalisa nie było obok. Rozejrzał się po pomieszczeniu, czując jakiś niepokój, ale ku swojej uldze, dostrzegł mężczyznę, stojącego przy szafie i zapinającego koszulę. Uśmiechnął się do niego szeroko, widząc, jak opiekun spogląda na niego ukradkiem. Mortalis nie zareagował na to w żaden sposób. Absalom podniósł się z miejsca i podszedł do niego. Opiekun odsunął się powoli, uznając najwyraźniej, że ten chce się dostać do szafy.
Absalom nie zraził się tym wcale. Wyjął jakieś spodnie, ubierając je na siebie szybko, a następnie zmienił koszulę, raz po raz zerkając w kierunku pomieszczenia, do którego udał się mężczyzna. Gdy już się przebrał, poszedł do niego. Objął stojącego przy ścianie Mortalisa, uśmiechając się z rozczuleniem. Nie do końca wiedział, co ma w tej sytuacji powiedzieć. Milczenie mężczyzny wszystko mu utrudniało.
-Więc teraz... Teraz jesteśmy kochankami...?- zapytał naiwnie, spoglądając pytająco na nieruchomą twarz mężczyzny.
-Kochankami...?- powtórzył beznamiętnie Mortalis. Odsunął się od zdumionego chłopaka.- Jesteś na to za młody, Absa.
Absalom stał przez moment w bezruchu, wpatrując się w opiekuna bez zrozumienia.
-Nie, nie jestem...- szepnął cicho w odpowiedzi.- Nie jestem- dodał po chwili bardziej stanowczo i pewnie.
Poczuł, jak coś ściska go za gardło. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego po tym wszystkim Mortalis znów traktował go jak dziecko.
-Dlaczego mi to robisz...?- zapytał bezradnie, nie mogąc sobie poradzić z własnymi myślami, uporządkować ich w żaden sposób.- Dlaczego mówisz mi takie rzeczy...?- rzucił z żalem, na próżno oczekując odpowiedzi mężczyzny.
Chłopak pokręcił jedynie głową, nie będąc w stanie zdobyć się na to, by powiedzieć cokolwiek więcej.
Odwrócił się i wyszedł z pomieszczenia, a następnie z domu.
Ziszczony sen zamienił się w koszmar.   

20 komentarzy:

  1. Ooooo...
    Ooooooooo...
    Przyznam... nie spodziewałam się .
    Ale to było takie urocze... Absa...
    Boże... co ja piszę o.o
    Ochłonę troche i skleję porządny komentarz :D
    Pozdrawiam i kocham cię tygrysku *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojjjj...

    Nie ma to jak rankiem popłakać sobie nad ukochanym opowiadaniem ukochanej autorki. Serio, to żaden sarkazm.
    Uwielbiam to opowiadanie, być może ze względu na to, że przepełnione jest tyloma uczuciami. Negatywnymi i tymi odrobinę radośniejszymi, jak miłość na przykład, czy tęsknota. W środku nie bardzo mogłam się połapać czy płaczę ze szczęścia, czy smutku.

    Wiem, że są i tacy, którzy nie przepadają za "YFM". Być może denerwuje ich naiwność Absy, być może postawa Mortalisa. A ja wielbię go takiego, jakim go stworzyłaś, z bruzdami na ciele, beznamiętnością na twarzy i ponurym, smutnym obliczem.

    Życzę, by wdrożenie w zajęcia przebiegło spokojnie :).

    Pozdrawiam,
    Kajna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy1:49 PM

    OMFG! NIE WIERZĘ. OMG! Absa........ Mortalis! *p* Nie mogę się wysłowić! Gdy przeczytałam jak Mortalis go pocałował myślałam że wyjdę z siebie i stanę obok! OMGGGGG! Wszystkie wnętrzności mi się pokręciły przez ciebie i trzymają w napięciu! XD aaaah~~ Kocham cię, kocham, kocham, kochammmmmmm! Czuję się spełniona. Oh hell yeah!
    LoliShouta

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy2:54 PM

    Kolejny rozdział mojego ulubionego opowiadania! Kocham Cię za nie! Wspaniała historia, którą tworzysz wprost owładnęła mym sercem! Dziękuję Ci! Mam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się niebawem :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Eh, Mortalisie, ty bezduszna istoto :< Unosiłam się na tęczowej chmurce szczęścia, gdy Absalom wrócił do domu, aż tu nagle bum! w drzewo.
    Uwielbiam to opowiadanie, czytałam je już kilka razy (to chyba już nie jest zdrowe, ale kto by się przejmował :D) i za każdym razem tak samo je przeżywałam. Kocham cię za to, że je stworzyłaś. I od razu przepraszam, że nie komentowałam, obiecuję, że od teraz będę to robić :)
    Mortalis Mortalisem, chciałoby się powiedzieć, choć w sumie nie wiem, dlaczego tak... gra z uczuciami Absy. Jakoś to postępowanie nie wydaje mi się logiczne, ale takie zagwozdki są właśnie najlepsze xD Choć szkoda mi Absy i to straszliwie, uwielbiam tego chłopaka i powiem szczerze, że scenę, gdy w końcu jego uczucia do Mortalisa wychodzą na jaw, wyobrażałam sobie dokładnie tak samo jak to opisałaś :D No lepiej być nie mogło, tym bardziej, że nie mogłam się już tego momentu doczekać!
    Mam nadzieję, że nowy rozdział pojawi się trochę szybciej niż ten (co ja się naczekałam to moje!). Generalnie czytam wszystko, co tam stworzyłaś, ale YFM kocham najbardziej :D No i Drag Queen też (także czytane kilka razy xD). No i Wyzwanie, o :3

    Także pisz, pisz, pisz... :) Jak najwięcej! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy12:32 PM

    Ah, jednocześnie słodki i gorzki był ten rozdział, ale warto było czekać. D.

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy5:03 PM

    Hej,
    rozdział jest bardzo ciekawy, taki słodko gorzki. To jest jedno z moich ulubionych opowiadań, już nie zliczę ile razy przeczytałam je od początku. Abaslom wyjawił swoje uczucia Mortalisowi. Zastanawiające jest to dlaczego Mortalis tak gra na uczuciach Absy... Bardzo mi się podobała scena jak wybiegł za Absą i go szukał...
    Weny Tobie kochana życzę...
    Pozdrawiam Basia

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy12:04 AM

    Musiałam wpierw przeczytać jeszcze raz wszystkie poprzednie rozdziały, bo już prawie zapomniałam, to było tak dawno, ale odświeżanie sobie pamięci w taki sposób to sama przyjemność. Najnowszy rozdział i niesamowicie gwałtowny zwrot akcji. Mam tylko nadzieję, że ta gorąca scena nie wróży nadchodzącego zakończenia. Chciałabym jeszcze poczytać YFM, jeszcze tak co najmniej z dwadzieścia rozdziałów, albo trzydzieści. ;)
    Hmmm, po dłuższym zastanowieniu sądzę, że czterdzieści to najbardziej optymalna liczba. :)
    Natalia

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy8:56 AM

    Ah ah, Mortalis jest fenomenalny, uwielbiam go. Ogólnie świetny rozdział. Zdecydowanie nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji. Ale lubię być zaskakiwana, szczególnie w taki sposób, hm.. Osobiście bardzo ciekawi mnie Mortalis, jego przeszłość i jego wewnętrzna walka, którą widać, że prowadzi. Wiedziałam, że końcówka będzie niepokojąca. To nie po Twojemu, robić momentalne happy endy. I bardzo dobrze. Jest ogromny niedosyt, teraz będę się cały czas zastanawiać, jak to teraz będzie wyglądać, jak zmienią się ich relacje.. No nic, trzymaj się Silencio i weny. Mam małą nadzieję, że na następny rozdział nie trzeba będzie czekać za długo. Oh, a za Sunrise albo Little Piece of Heaven, zabiłabym :3 jesteś moim bohaterem, Silencio.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam to w nocy, ale już nie miałam siły na komentarz, więc piszę teraz.
    Dziękuję Ci za porządną dawkę emocji i uczuć. Popłakałam się. Wyznanie uczuć Absy było niesamowitym przeżyciem. Ten pierwszy pocałunek, później jego ucieczka wywarły na mnie ogromne wrażenie. Dalej było już coraz lepiej. Chwilowa radość, że Mortalis, może jednak odwzajemnia uczucia, to co się wydarzyło, było piękne. Lecz rankiem Absie znów podcięto skrzydła. Aż ja poczułam jego ból.
    Dzięki Silencio za coś cudownego. :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten rozdział był świetny. Najpierw kłótnia, powolne dążenie do kulminacji sytuacji, potem ucieczka Absy, ten dramatyzm doprowadził mnie do łez. Wtedy pocałunek - myślałam - jak cudownie. Potem wspólne spanie - jeszcze lepiej (strasznie podobał mi się fragment o tym, jak Mortalis zerkał na niego, gdy sam zakładał koszulę; fajnie mi się to zwizualizowało w głowie). I wtedy BACH! Mortalis znów musiał to zniszczyć. Kurde, zastanawiam się co przemówi do tego faceta. Mam nadzieję, że się szybko ogarnie.
    Ten rozdział wycisnął ze mnie łzy, spowodował drżenie ust - czyli prawdziwy mój płacz. Jestem bardzo czuła na takie dramatyczne rzeczy.
    Droga Silencio, dziękuję Ci, że ten rozdział się w końcu pojawił, bo wyczekiwałam go bardzo niecierpliwie, a więc w swym mniemaniu bardzo długo. Nie zawiodłam się, mam nadzieję, że dalej też się nie zawiodę. Raczej wątpię w to, bo naprawdę potrafisz pisać o takich sytuacjach, takich zdarzeniach. Mam nadzieję, że mimo wszystko opowiadanie to skończy się dobrze.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem trochę rozczarowana. Nie tyle przebiegiem (bo niby długo czekałam, aż coś między nimi zaskoczy), co końcową postawą Mortalisa. Co prawda dokładnie tego się spodziewałam, ale w głowie i tak pojawiło się otępiałe: "co do cholery? ogarnij, człowieku". Nie no... Lubię YFM, ale teraz za nic nie potrafię sobie pogdybać o przyszłych rozdziałach. Może tak powinno być? Na miejscu młodego poszłabym w cholerę, żeby PanRzekomaSkała mógł sobie potęsknić. Chociaż, z drugiej strony, to Absą przydałoby się potrząsnąć. Takie to przewrażliwione, słodkie i mdłe stworzonko, które "polubiłam" tylko dlatego, że Ty je stworzyłaś. Mam nadzieję, że kontynuacja pojawi się niebawem. Albo i nie - na upartego mogłabym żywić się samym Chaosem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Anonimowy11:18 PM

    OOOOOH! j-jak... jak... JAK TO W OGÓLE MOŻLIWE?! jak on mógł...? jak on mógł robić mu tyle nadziei a potem tak bezczelnie stwierdzić, że Absa jest na wszystko za młody?! i jeszcze niech może powie, że nic dla niego nie znaczy! wtedy to na pewno kogoś uduszę!!!

    ale ogólnie świetnie,
    fantastycznie piszesz kochana

    weny życzę, skarbie, weny!
    Lea

    OdpowiedzUsuń
  14. Biedny chłopak...Jeśli Mortalis ciągle go będzie odpychał, to w końcu Absalom całkowicie się pogubi.Nie ma żadnego doświadczenia życiowego, więc nie wie, co kieruje Mortalisem. Mam nadzieję, że ten drugi nie będzie chciał uszczęśliwiać chłopaka na siłę i nie zmusi go do odejścia...Cóż, jakoś tak smutno mi po przeczytaniu tego rozdziału. Jedno trzeba Ci przyznać, umiesz wpływać na ludzkie uczucia:) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Anonimowy7:39 PM

    Wtf? Ale sie zrylam. Mi sie wydaje czy Mortalis pocalowal go z litosci? Zastanawia mnie zakonczenie opowiadania. Slodki koniec, w ktorym Absa i Mortalis zostaja para czy gorzka rozlaka lub smierc ktoregos z nich? Z niecierpliwoscia oczekuje nastepnego rozdzialu. Duzo weny zycze. Paulinaa P.

    OdpowiedzUsuń
  16. Rewelacyjne. Trzeba przyznać, że twój poziom jest wyższy z opowiadania na opowiadanie. Tworzysz postaci tak bogate wewnętrznie, jestem skłonna porównywać cię z zawodowymi pisarzami, nawet Glukhovskim czy Kingiem. Nie zastanawiałaś się nad rozsyłaniem próbek opowiadań do wydawnictw? Może któreś było by skłonne to wydać. Piszę, bo Dream się udało, to dobrze wróży.
    Żeby nie było: jestem wierną czytelniczką twoich opowiadań, ale nie wypowiadam się w standardzie, nigdy nie wiem co mogłabym napisać. Moja opinia na temat twojej twojej twórczości jest stała: twoje oczytanie i talent mogą w przyszłości pozwolić ci tworzyć arcydzieła. Odeszłaś już od sztampowych (choć dobrze napisanych) opowiadań, te które piszesz teraz wprost zadziwiają oryginalnością.
    Jeszcze kilka pytań: Ile jeszcze rozdziałów (tak w przybiliżeniu) planujesz na YFM?
    Ile rozdziałów planujesz na Wyzwanie?
    Czy z Chaosu zrobisz coś długości (oczywiście w stronach A4, nie rozdziałach) Desmonda?

    Z poważaniem,
    Nyx

    OdpowiedzUsuń
  17. Anonimowy9:16 PM

    czekałam, czekałam i się doczekałam na rozkwit uczuć między Absalomem a Mortisem:) bardzo mi się podobał ten rozdział i mam nadzieję, że od następnego odcinka będzie się między nimi trochę więcej działo...a przynajmniej tyle samo co w tym... ci bohaterowie są tak powolni i oboje wszystko zachowują dla siebie, że czasami mam ochotę trochę nimi potrząsnąć:) a więc kontynuuję czekanie na dalszą część:) ciekawa jestem czy Mortis dlatego zaszył się w lesie i został tym kim został, że ciągnie go do chłopców? bo że do Absaloma go ciągnie i dlatego chce się go pozbyć z chatki domyśliłam się już dawno (tak! właśnie taka sprytna jestem:P)ciekawa jestem jak ten oaza spokoju będzie się zachowywać w chwilach sam na sam z Absą:)

    Nana

    OdpowiedzUsuń
  18. Anonimowy10:08 PM

    Cudeńko!
    Uwielbiam cię za to opowiadanie i nie moge sie doczekać kolejnego rozdziału.
    Pozdrawiam
    Risako-chi

    OdpowiedzUsuń
  19. Anonimowy8:46 PM

    Łaaał ... To opowiadanie bardzo mi się podoba, baaardzo. Ma fantastyczny klimat, chociaż przyznam, że wilkołaki niespecjalnie lubię, ale i tak podziwiam Cię za to jak piszesz. Absa jest uroczy, a Mortalis mógłby się przed nim trochę otworzyć. Już nieraz to mówiłam, że masz niesamowitą wyobraźnię. Czekam na następny rozdział. Muszę Ci powiedzieć, że strasznie się wczuwam w sytuacje bohaterów, dawno tak nie miałam xD Cieszę się, że trafiłam na Twojego bloga.
    Mam skłonność do czytania wszystkiego po kolei, dlatego został mi już do przeczytania tylko Chaos i pozostaje tylko czekać, aż dodasz kolejne rozdziały do niezakończonych opowiadań (i wznowisz te porzucone! ^^).

    Pozdrawiam,
    Cloode

    OdpowiedzUsuń
  20. Anonimowy2:37 PM

    Dwa... może trzy dni temu zabrałam się za to opowiadanie. Do tego rozdziału doszłam dopiero teraz z racji tego, że wolno czytam, a poza tym przy tak jasnych literach szybko męczy mi się wzrok i muszę robić czasem małe przerwy. A poza tym... potrafię w połowie rozdziału oderwać się od czytania tylko po to, by w ciszy i... hmmm... euforii poprzeżywać akcję.
    Przepraszam, że nie komentowałam wcześniej, ale ja ogólnie bardzo rzadko coś komentuję i, jeśli to robię, to oznacza, że naprawdę bardzo mi się podoba. Zazwyczaj głupio mi, bo nie wiem, co napisać, ale niektórych autorów po prostu TRZEBA nagrodzić za ich ciężką i jakże owocną pracę choćby tym małym, niepozornym komentarzem. =)
    A teraz przejdę już do rzeczy... w internecie przeczytałam już większość opowiadań yaoi i przyznam szczerze, że mało które przypadły mi do gustu. A ponieważ jestem niezaprzeczalnie czystą humanistką (tak, wiem, bezrobocie i te sprawy, wszyscy mi to powtarzają xD), czasem potrafię odpuścić czytanie czegoś ze względu na... niski poziom tekstu i liczne błędy. Oczywiście nie krytykuję wtedy, bo nie jestem wyrocznią, a internet jest przecież po to, by każdy mógł przedstawić swoje prace, w które z pewnością włożył dużo wysiłku. Ale Twoje opowiadanie jest... cóż... jest wspaniałe z każdej strony! Jeśli przed te czternaście rozdziałów dopatrzyłam się jakichkolwiek błędów, to były to góra dwa i, z tego co pamiętam, były to zwyczajne i jakże ludzkie literówki. :) Czytając Twoje dzieło już kilka razy zebrało mi się na płacz, kilka razy chichotałam, a teraz nawet uchyliłam okno, bo zrobiło się jakoś dziwnie gorąco. ;) Sposób, w jaki kończysz rozdziały mnie powala. Sprawia, że muszę chwilę pokontemplować, zanim wezmę się za kolejną notkę. Jestem naprawdę szczęśliwa, że trafiłam na to opowiadanie. Czyta się je jak książkę, a Ty w niezwykły sposób przedstawiasz emocje bohaterów. Sprawiłeś, że mogę utożsamić się z Absą. A tego nie potrafią nawet niektórzy zawodowi pisarze. Tak, wiem... kim ja jestem, żeby oceniać pracę innych. Jestem tylko zwykłym zjadaczem chleba, a raczej "zjadaczką". ;) Ale jednak, mimo wszystko, pozwolę sobie na wystawienie oceny. Jaką skalę ustawiamy? Standardowa dziesiątka? W takim razie ode mnie dostajesz dwanaście na dziesięć możliwych! ;) I cztery razy "TAK", mimo, że w jury zasiada tylko jedna osoba. :3
    Gratuluję Ci tego opowiadania, bo jest genialne. Nie wiem, jak pozostałe, bo zabiorę się za nie dopiero, gdy przeczytam wszystkie umieszczone do tej pory rozdziały YFM. Tak, czy inaczej, wiedz, że jestem Ci wdzięczna za to, że piszesz, za to, że publikujesz, na co ja sama nie mam odwagi oraz za to, że robisz to w tak genialny sposób na tak wysokim poziomie. Cóż... nieźle się rozpisałam. W skrócie: jesteś genialna i pisz dalej! Życzę weny i mam nadzieję, że pojawi się tu jeszcze wiele rozdziałów tego opowiadania, ale także pozostałych i czekam na to z niecierpliwością. Mam nadzieję, że losy moich ukochanych bohaterów potoczą się jak najlepiej. Gratuluję i... weny, weny, weny! :)
    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń