Strony

piątek, 23 listopada 2012

- 8 - [Edmund Lancaster]


Edmund Lancaster rozglądał się nieufnie po uniwersyteckiej bibliotece, wspinając się, wraz z Jamesem, po schodach, na pierwsze piętro. Zdawało się, że w miejscu, w którym się znaleźli, Edmundowi przeszkadzało zupełnie wszystko. Surowym wzrokiem zerkał na regały,które mijali, surowym wzrokiem mierzył przechodzących obok ludzi i równie surowo prychnął w odpowiedzi na subtelną sugestię mężczyzny, by spróbował zachować ciszę. James był szczerze zdumiony, że komuś, kto przez kilka wieków tkwił w jednym miejscu, w absolutnej samotności, może przeszkadzać cisza, ale może w tym właśnie tkwił sęk całej tej sytuacji.
-Nie chcę tu być- burknął Edmund zwyczajowo poirytowanym tonem, marszcząc brwi.
James wdrapał się na piętro, czekając na niego przez chwilę.
-Edmund…- zaczął łagodnie, spoglądając na potomka hrabiego z należną mu uwagą. Zauważył, że im bardziej koncentrował się na osobie arystokraty, tym łatwiej było mu go skłonić do pewnego rodzaju działań.- Powiedziałem ci, że muszę przejrzeć parę książek. Zrobię to tak szybko, jak się da i wrócimy razem do domu. Czy tak może być?
-Nie może tak być!- syknął donośnie młody hrabia. Siedzący kawałek dalej studenci, którzy uczyli się czegoś, obejrzeli się na dyskutujących z wyraźnym zdenerwowaniem.- Tu jest nudno! I cicho! Nie chcę tu być! Chcę wrócić do domu! I oglądać ekran!- dodał wyniośle, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej i odwracając dumnie wzrok.
James odetchnął głęboko.
-Edmund…- powiedział znowu, korzystając ze swoich pokładów cierpliwości, która, o dziwo, nie została jeszcze wyczerpana przez arystokratę.- Rozumiem, ale musisz być tutaj cicho. Nie wolno ci krzyczeć.
-Niby dlaczego?- obruszył się potomek hrabiego, od wieków przekonany, że wolno mu absolutnie wszystko.
-Ponieważ są tutaj ludzie i oni czytają… Nie będą mogli się skupić, jeśli będziesz hałasował…- usiłował uświadomić młodego Lancastera mężczyzna, zdając sobie jednak sprawę z tego, że stoi przed nim wyjątkowo trudne zadanie.- Bądź wobec nich uprzejmy. I łaskawy- dodał natychmiast James, świadom, że to słowo bardziej trafi do serca nastoletniego, i jednocześnie żyjącego od wieków, panicza.
-Dlaczego czytają?- Edmund Lancaster zmarszczył brwi i zerknął na mężczyznę z obawą.- Kto im kazał…?- dodał szeptem, wyraźnie zaniepokojony.
James zaśmiał się cicho.
-Nikt im nie kazał, Edmund…- odparł, rozbawiony miną młodego hrabiego.- Lubią to.
-Czytać?!- prychnął z niedowierzaniem Edmund.- Przecież czytanie jest takie nudne…- mruknął, kręcąc z niechęcią głową.- Zawsze wolałem jeździć konno…
-Domyślam się- stwierdził James, nie przestając się uśmiechać.- Ale, tak czy inaczej, mam tu pewne sprawy do załatwienia. Musisz na mnie zaczekać, Edmund.
-Nie chcę tu czekać!- denerwował się panicz Lancaster, do którego chyba nie trafiły argumenty mężczyzny.- Chcę wracać do domu! Chcę rower i nie będę nic czytał!
-Ale nikt ci nie każe czytać, Edmund, ja…
-Co to jest…?- Edmund obejrzał się za siebie i jego wzrok spoczął na stojącym przy ścianie komputerze.
James, odetchnąwszy z ulgą, wzniósł oczy ku niebu w niemym podziękowaniu.
-Chodź, Edmund…- chwycił młodzieńca za ramiona i poprowadził go do biurka. Usadowił na krześle, które samo w sobie zaciekawiło Lancastera tak bardzo, że ten obracał się na nim przez chwilę w kółko, wyraźnie zaskoczony i trochę zdezorientowany. Podniósł na Jamesa wzrok, sprawiając wrażenie zagubionego.- Widzisz ten ekran, Edmund…?- zapytał łagodnie mężczyzna, na powrót opierając jedną rękę na ramieniu hrabiego. Edmund skinął głową.- Dotknij tego…- zaczął mężczyzna, chwytając delikatnie za dłoń młodzieńca i układając ją na myszce.- I obserwuj…- dodał, poruszywszy dłonią panicza.
Ten błądził przez chwilę wzrokiem po ekranie, nie mogąc nic dostrzec. Dopiero po chwili wyprostował się, po czym zbliżył twarz do monitora, prawie dotykając go nosem.
-Edmund…- James odciągnął go nieco.
-Rusza się…- szepnął zafascynowany arystokrata, poruszając myszką.- Dlaczego się rusza…?- dopytał jednak zaraz, zaniepokojony, oglądając się na Jamesa.- Czy to może wyjść…?- rzucił, obserwując kursor ze zmarszczonymi brwiami.- I co to w ogóle jest…?
James zachichotał niepohamowanie.
-To jest… taka strzałka, Edmund…- odpowiedział łagodnie.- I nie, nie może wyjść.
-Strzałka…? Wygląda trochę jak mysz… Tylko mała…- odparł zaciekawiony hrabia.
-To jest mysz…- poprawił go James, wskazując na trzymane przez Lancastera urządzenie.
-Mysz?!- wykrzyknął tamten z zaskoczeniem, odruchowo cofając dłoń. James odkaszlnął cichutko, słysząc, cokolwiek gniewne, komentarze dobiegające od strony uczących się nieopodal studentów.- Prawdziwa mysz…?- zapytał z niedowierzaniem.- Ach… Automatyczna mysz…- odpowiedział po chwili sam sobie, patrząc na mężczyznę z uwagą.- Taka jak automatyczne konie…?
-Dokładnie taka.
-Wszystko macie automatyczne…- burknął pochmurnie Lancaster, zaraz jednak powracając do wcześniejszej zabawy.
James odetchnął dyskretnie z ulgą, oddalając się od nastoletniego panicza. Nie odszedł jednak daleko, wciąż mając go na oku. Zatrzymał się przy dziale z książkami na temat historii lokalnej, dziale, zresztą, stosunkowo mało popularnym. Sama literatura, która się tam znajdowała też była dość uboga. James przejrzał tytuły kolejnych książek. Na pewno, w czasie swoich studiów miał w rękach je wszystkie i na pewno, wśród jego notatek znajdowały się ich fragmenty i to, co wówczas wydawało mu się najbardziej istotne. Teraz jednak, zaczynał myśleć, że może coś pominął i nie dostrzegł jakiegoś istotnego szczegółu, który stanowiłby rozwiązanie zagadki śmierci Lancasterów. Bo do rozwiązania zagadki pośmiertnego życia jednego z nich, było z pewnością bardzo daleko. Sięgnął do pierwszej z brzegu książki, otwierając ją na stronie z wypisanymi hasłami i szukając nazwiska Lancasterów.
-James!- usłyszał jednak paniczne wołanie Edmunda.
Zacisnął powieki z głuchym jękiem, mając szczerą nadzieję, że obecni w czytelni są na tyle cierpliwi, by wstrzymać się z mordem potomka hrabiego. Przynajmniej na jakiś czas. Podszedł do młodzieńca, przywołując na twarz uśmiech i nachylił się nad nim, by, z pełną cierpliwością, zapytać:
-Co się stało, Edmund?
-Nie wiem…- Lancaster wyglądał na przerażonego.
James z trudem opanował śmiech, który cisnął mu się na usta. Edmund musiał przycisnąć prawy przycisk myszki i teraz, z autentycznym lękiem, spoglądał na okienko, które pojawiło się na pulpicie.
-Wiesz, co, Edmund…? Mam lepszy pomysł…- stwierdził James, dostrzegając leżące na blacie biurka słuchawki. Podłączył je do komputera i wsadził na głowę arystokraty, który w pierwszej chwili usiłował je z siebie zrzucić.- Zostaw, Edmund…- mężczyzna chwycił delikatnie za jego dłonie. Młodzieniec spojrzał na niego, wyraźnie skrępowany i lekko zdziwiony.- Będziesz mógł słyszeć.
-Co?
-Muzykę…- James uśmiechnął się do niego łagodnie. Włączył przeglądarkę internetową i wszedł na stronę z różnego rodzaju filmikami. Wpisał hasło muzyki klasycznej i zaraz wyświetliło mu się kilka pozycji. Wybrał tę najdłuższą, kilkudziesięciominutową i włączył ją Edmundowi.
Lancaster rozdziawił usta, wyraźnie zafascynowany, chyba nawet nie tyle samymi dźwiękami, co zmieniającymi się obrazkami. James uśmiechnął się do siebie leciutko, zostawiając potomka hrabiego sam na sam z muzyką i oddalił się znów niepostrzeżenie. Zatrzymał się przy regale, oglądając raz jeszcze trzymaną w dłoniach książkę. Nic interesującego. Odłożył ją na półkę. Do jego uszu dotarł wyraźnie rozbawiony śmiech Edmunda. James uśmiechnął się do siebie mimowolnie, sięgając po kolejną pozycję. Lancasterowie, ziemie, morderstwo… Ledwie krótka wzmianka, ani słowa o samym Edmundzie. Nic tu nie znajdzie. Chwycił kolejną. Przejrzał spis treści. Kilkadziesiąt stron poświęconych rodzinie młodego arystokraty. Ach, tak, pamiętał tą książkę. Autor skoncentrował się hipotezach dotyczących mordu dokonanego na Lancasterach i życia lub śmierci samego Edmunda. James zawahał się przez chwilę, ale ostatecznie odłożył książkę na stolik obok, uważając ją za wartą przeczytania. Następna pozycja. Niewiele o samym Edmundzie, ale w całości poświęcona jego rodowi. Warta przeczytania. Odłożył ją obok poprzedniej. Kolejna. Lokalne rody. Może nie powinien ograniczać się do samych Lancasterów…? Położył ją na stoliku. Następna. Bardziej ogólna, traktująca raczej o sprawach gospodarczych i społecznych niż politycznych, ale może i to mu się przyda…? Może musiał patrzeć na sprawę szerzej…? Odłożył. Sięgnął po następną, otwierając na stronie ze spisem treści i czytając coś na ten temat. Symbolika, ziemie, rodziny szlacheckie… Niewiele szczegółów… Czytając jeszcze, sięgał już dłonią po kolejną pozycję. I nagle ktoś dotknął jego dłoni. Cofnął rękę odruchowo i ten ktoś również to uczynił. Książka, po którą sięgnął, łupnęła o ziemię. James schylił się i podniósł ją, przenosząc spojrzenie na stojącą przed nim dziewczynę.
-Przepraszam- odezwała się, uśmiechając ze skrępowaniem. James zamrugał zdumiony, w pierwszej chwili nie zdobywając się na odpowiedź, a jedynie przyglądając się dziewczynie z uwagą. Miała rude, sięgające ramion włosy, upięte dość niedbale w warkocz, jasną twarz, pokrytą piegami i niebieskie oczy.- Byłam trochę… rozkojarzona, tak zwykle miewam…- stwierdziła, chichocąc.- Rzadko ktoś tu bywa i jakoś tak nie zdążyłam się rozejrzeć…
-Nic się nie stało…- odpowiedział James, wyciągając do niej książkę.- Proszę- powiedział.
-Och, nie!- zaprotestowała, kręcąc głową.- Byłeś pierwszy. Poza tym, widzę, że to coś poważnego…- dodała, zerkając na zgromadzony przez chłopaka stosik książek.
-Może poczekać- zaśmiał się James. Jeszcze kilka wieków…- Poza tym, studenci mają pierwszeństwo.
-Nie jestem studentką- odpowiedziała dziewczyna. Spojrzał na nią ze zdziwieniem.- To znaczy, jeszcze nie jestem. To znaczy wcale nie jestem, ale chciałabym nią być, ale to raczej niemożliwe… Wiesz, duże wymagania, to poważna uczelnia, w dodatku droga, a moje wyniki i stypendium…- pokręciła głową, jęknąwszy głucho.- No i pracuję. Tak czy inaczej, odpada. To raczej moje… hobby.
-Historia?
-Historia lokalna- dopowiedziała.
James zdziwił się jeszcze bardziej.
-To dość… niecodzienne hobby- przyznał i oboje zaśmiali się jednocześnie.
-Taaak… Znajomi mają mnie za kompletnego świra- stwierdziła, wyraźnie skrępowana, po czym wbiła w mężczyznę pełne wyczekiwania spojrzenie.- A ty…?
-Ach… Ja… Ja też nie jestem studentem…- odparł James, z jakiegoś powodu czując się lekko poddenerwowany. Może dlatego, że spotkania z lubiącymi historię, urodziwymi dziewczynami, gdzieś pomiędzy bibliotecznymi regałami, nie zdarzały mu się zbyt często…- To znaczy, już nim nie jestem. Skończyłem studia.
-To też dość niecodzienne- zaśmiała się w odpowiedzi.- To znaczy nie skończenie studiów, tylko twoja obecność tutaj… Szczerze mówiąc, nie widuję tutaj tłumów nawet obecnych studentów…- dodała, konspiracyjnym szeptem.
James zachichotał.
-Mogę zobaczyć…?- zapytała ostrożnie, zerkając na stos książek zgromadzony przez mężczyznę.
Ten skinął głową, uśmiechając się uprzejmie.
Podeszła do stolika, oglądając wybrane przez niego pozycje.
-Lancasterowie… Głównie Lancasterowie…- wywnioskowała bez problemu, podnosząc wzrok na Jamesa i uśmiechając się do niego. Odpowiedział nieco nerwowym uśmiechem.- To jakaś praca…?
-Tak. Coś w tym rodzaju.
-Lancasterowie to strasznie ciekawa rodzina. Zawsze mnie dziwiło, że budzą tak małe zainteresowanie! Przecież historia tego rodu ma w sobie wszystko! Romanse, intrygi, tajemnicze zabójstwo… Słyszałeś o Edmundzie Lancasterze?- dopytała po chwili, zerkając na Jamesa z uwagą.
-Oczywiście- zaśmiał się tamten.- Trudno, żebym nie słyszał.
-Och, uwierz, że wcale nie trudno!- odparła, kręcąc głową.- Jeden student zaprosił mnie na kawę, zeszłam na ten temat, a on pół godziny po moim wywodzie zapytał, niezbyt dyskretnie, kto to taki…- James wybuchnął śmiechem. Zawtórowała mu, po czym westchnęła- To wszystko wydarzyło się tak blisko, a jakby nikt się tym nie interesował! Inne historie trafiają do ludzi łatwo, a przecież ta rodzina była bardzo wpływowa na tych ziemiach! No i sam Edmund Lancaster… Choćby dla niego warto interesować się tą sprawą… Czytałeś?- zapytała, podnosząc jedną z książek wybranych przez Jamesa.- Autor strasznie ciekawie opisuje okoliczności jego ewentualnej śmierci… Sama długo się nad tym zastanawiałam… No bo… Zgodzisz się chyba, że to trochę nieracjonalne? Zabicie jego rodziców, a wykradanie tylko jego ciała… Bez sensu…- stwierdziła. James skinął głową.- Właściwie jest wiele hipotez. Może go porwali, a ten zginął po drodze na wskutek ran? Albo sam upozorował własną śmierć, by umknąć mordercom…? Choć to też właściwie idiotyczne… Albo to on zaplanował wszystko. Śmierć rodziców i własną, by później pod innym nazwiskiem, za zgodą wuja, rządzić swoimi ziemiami…
-Nie wydaje mi się, żeby był aż tak przebiegły i wyrachowany…- odparł James, oglądając się mimowolnie na Emunda, który siedział przed monitorem, szczerząc się wesoło sam do siebie.
-No nie wiem!- zaśmiała się cicho.- W ich czasach wszystko było możliwe! Młodsi od niego robili naprawdę okropne rzeczy!- otworzyła jedną z książek na którejś stronie, później to samo zrobiła z kolejną. Dopiero po chwili zreflektowała się i rzuciła- Przepraszam… Mam jakiś taki dziwaczny odruch, zawsze szukam jakichś informacji… Przeszkadzam ci, prawda…?
-Nie, ani trochę- zaoponował James, uśmiechając się łagodnie.- Właściwie jestem po prostu zdumiony… Nie spotykam raczej dziewczyn z tego rodzaju hobby… To znaczy… Nie żebym uważał, że dziewczyny nie są na tyle…- jęknął w duchu, brnąc coraz dalej, ale ku jego zaskoczeniu, na twarzy jego rozmówczyni wciąż widniał pogodny uśmiech.- Dziewczyny są bardzo inteligentne, ale zazwyczaj interesują się innymi sprawami… Nawet w obrębie historii… Właściwie wszyscy, których znałem, interesowali się innymi sprawami…
-Wiem o czym mówisz- odpowiedziała, skinąwszy głową.- Mieszkam w mieście, w którym wydarzyła się tak niesamowita zbrodnia i nawet nikt o tym nie mówi!- jęknęła zawiedziona. James zaśmiał się na sformułowanie „niesamowita zbrodnia”. Rudowłosa zdawała się być absolutnie zafascynowana tym tematem.- Wiem, że to było wieki temu, ale to nierozwiązana sprawa! Na takich historiach bazują książki i filmy, a u nas wszyscy wolą skupić się na czymś innym…- stwierdziła, wyraźnie rozczarowana.
James miał coś odpowiedzieć i nagle usłyszał muzykę. Obejrzał się na Emunda zdumiony i dostrzegł, że ten szybko wstał od komputera, ze słuchawkami na uszach, wyrywając ich końcówkę, przez co wszyscy mogli słyszeć teraz klasyczne kompozycje. James odkaszlnął cicho, podbiegając szybko do komputera i wyłączając go. W tym czasie, Emund dotarł już do stolika i wzrokiem pełnym niepokoju, przyglądał się rudowłosej. James stanął obok niego i zdjął słuchawki z jego uszu.
-Edmund, co się stało…?- zapytał łagodnie.
-Kto to?- burknął panicz, spoglądając na dziewczynę ze zmarszczonymi brwiami.
-Och, zapomniałam! Nazywam się Anette- przedstawiła się wesoło, wyciągając rękę w kierunku młodzieńca. Nic nie wskazywało jednak na to, by ten w ogóle kwapił się, by ją uścisnąć.- Taaak…- odkaszlnęła niepewnie, cofając dłoń.- Może naprawdę już pójdę i nie będę przeszkadzać…
-Nie przeszkadzasz- powtórzył raz jeszcze, z pełnym przekonaniem James.
-Właśnie, że tak- stwierdził Edmund. James spojrzał na niego ze zdumieniem.- Przecież mówiłeś, że będziesz czytać…- mruknął panicz.
Anette odkaszlnęła dyskretnie.
-Edmund…- syknął cicho mężczyzna, po czym przeniósł na dziewczynę spojrzenie i ,z cokolwiek skrępowanym uśmiechem, stwierdził- To mój przyjaciel.
-Też interesuje się historią?- zapytała dziewczyna, uśmiechając się uprzejmie do Edmunda, który nie sprawiał wrażenia zainteresowanego udzieleniem jej odpowiedzi.
-W pewnym sensie…- zakasłał James.
Edmund Lancaster właściwie sam w sobie był historią.
-Jestem jego jedynym przyjacielem- rzucił nagle potomek hrabiego. James wbił w niego zaskoczone spojrzenie, rudowłosa zresztą również wydawała się zdziwiona.- Jedynym i na zawsze- dodał wyniośle.
-Och… Och!- rzuciła, po czym zaczęła się śmiać. Spojrzała na Jamesa, później na Edmunda, i znów na Jamesa…- To znaczy… Nie chciałam niczego… To znaczy, ja nawet nie… Nie chciałam wchodzić między was ani nic w tym stylu…- dodała natychmiast, a James dopiero w tym momencie zrozumiał, co miała na myśli.- Przyszłam tylko pogadać o historii, serio- zapewniła Edmunda, który wciąż wpatrywał się w nią chmurnie.
-Nie, nie!- zaprotestował natychmiast James.- Nie jest tak, jak myślisz…
-Właśnie, że jest- odparł Edmund.
James spojrzał na niego i westchnął ciężko.
-Edmund! Nawet nie wiesz, o czym mówisz- zauważył cicho.
-Wiem. O tym, że jesteś moim przyjacielem- mruknął.
-Nie tylko…- odparł James, odkaszlnąwszy cichutko, choć nie spodziewał się, by Edmund zrozumiał tę subtelną sugestię. W jego czasach coś takiego raczej nie było na porządku dziennym.- Nie łączy nas nic… szczególnego- powiedział znacząco.
-Moja mama mawia, że szczególnie to się robi dopiero, jak ludzie zaczynają ze sobą mieszkać- zażartowała Anette, chichocąc.
-Jamie ze mną mieszka- odpowiedział Edmund. Anette umilkła, wbijając w niego zdumione spojrzenie. James jęknął w duchu.- Robi mi kąpiel. I czasem śpi ze mną w jednym pokoju. Właściwie cały czas. Ale wczoraj nie spał, bo ja zasnąłem zanim przyszedł- obwieścił.
James chyba właśnie załamał się na duchu.
-To… skomplikowane…- bąknął tylko, świadom tego, że został całkowicie pogrążony.- Tak czy inaczej, to właśnie Edmund…
-Okej…- zaśmiała się dziewczyna.- Edmund… Fantastyczne imię.
-Edmund Lancaster- przedstawił się wyniośle młodzieniec.
-Co takiego?- zdumiała się.
-Nazywam się Edmund Lancaster- powtórzył lodowato panicz.
-Zbieżność nazwisk…- wyjaśnił pospiesznie James.- I imienia również…
-Wow… To naprawdę duża zbieżność…- stwierdziła, mocno zaskoczona.- Tak czy inaczej, takie nazwisko chyba zobowiązuje…- zaśmiała się, spoglądając na naburmuszonego panicza z serdecznością.- Co myślisz o…
-Kim ona jest, Jamie?- przerwał dziewczynie potomek hrabiego, spoglądając na towarzyszącego mu mężczyznę z wyczekiwaniem.
I po raz pierwszy, James odczuł ulgę, że ten odezwał się w takiej chwili. Chyba dość niestosownym, choć , jednocześnie całkowicie nieświadomym, zachowaniem byłoby dopytywanie Edmunda, co sądzi na temat teorii o swojej własnej śmierci…
-Właściwie chyba naprawdę już pójdę- stwierdziła pospiesznie rudowłosa. James chciał zaprotestować, ale ta zaraz dodała- Gdybyś chciał porozmawiać… To znaczy wiem, że średnio nadaję się do rozmowy, gadam jak najęta- parsknęła, sięgając do torebki.- Ale gdybyś jednak chciał… Nie ukrywam, że miło byłoby się spotkać… Porozmawiać na wspólne tematy… Naprawdę mało kto ma takie zainteresowania!- stwierdziła, wyjmując kartkę i długopis, po czym zapisała na niej ciąg cyfr. James wpatrywał się w nią, odrobinę skrępowany, ale bardzo zadowolony z faktu, że słowa Edmunda chyba nie zraziły jej kompletnie.- Proszę- podała mu karteczkę.- Zadzwoń, gdybyś chciał się spotkać. Cześć. Cześć, Edmund- uśmiechnęła się raz jeszcze do młodzieńca, jakby chcąc go przekonać, że nie miała żadnych złych zamiarów, ale natrafiając na wyjątkowo lodowate spojrzenie hrabiego, odkaszlnęła tylko znacząco, uśmiechnęła się do Jamesa i odeszła pospiesznie.
-A książka…?- zawołał za nią James, unosząc tomik, po który oboje sięgnęli, ale już się nie odwróciła.
-Kim ona była?- powtórzył znowu Edmund, szturchając mężczyznę w ramię, najwyraźniej bardzo niezadowolony z faktu, że był przez tak długi czas ignorowany.
-Przyszła tutaj poczytać książkę. Jak ja- wyjaśnił spokojnie James. Uśmiechnął się do siebie mimowolnie, spoglądając na pozostawiony przez rudowłosą numer telefonu. Rzeczywiście, zainteresowania miała niecodzienne… Choć kłamstwem byłoby stwierdzenie, że mężczyznę zafascynowało w jej osobie jedynie to.- Ale my chyba sobie darujemy…- dodał, wracając do rzeczywistości. Grupka studentów patrzyła w ich stronę morderczo.- I postaramy się to wypożyczyć? Co ty na to?
Edmund uśmiechnął się z zadowoleniem.

-Podsumujmy…- rzucił James, tak bardzo pochłonięty tym, co czytał, że zaczynał mówić głośno to, o czym myślał.
-Cicho bądź, Jamie!- skarcił go Edmund, który siedział na kanapie i oglądał telewizję.
James zamilkł posłusznie, odgarniając włosy palcami i wracając do sporządzonych przez siebie notatek i przyniesionych książek. Nic. Zupełnie nic nie przychodziło mu do głowy. Znowu. Ale dlaczego…? Jeszcze zeszłej nocy wydawało mu się, że oto znalazł klucz do całej zagadki. Sen. Jak mógł nie zauważyć tego wcześniej…? Sen był kluczem! Edmund mówił o rodzicach, którzy spali. I o śpiących strażnikach, z którymi wyszli służący… Sen był jednak śmiercią, którą skołatany umysł potomka hrabiego przebrał w złudzenie, w które sam Edmund wierzył bardzo długo, nie będąc w stanie wyjaśnić tego, co rzeczywiście widział owej pamiętnej nocy. Edmund widział śpiących strażników. Martwych strażników, których wynosili służący. I widział martwych rodziców. Widział wszystko. W jego głowie tkwiły odpowiedzi, ale młodzieniec wydawał się być zbyt zagubiony, by umiał przypomnieć sobie cokolwiek więcej. Tak czy inaczej, był świadkiem tych zdarzeń. I sam zginął. Właśnie dlatego, że wszystko widział? A może zginąłby tak czy inaczej? Był przypadkową ofiarą czy jednym z celów?
-Dlaczego cię zabili…- szepnął cicho pod nosem, po czym westchnął bezradnie, przecierając twarz dłońmi.
-Bo był złym człowiekiem- usłyszał odpowiedź Edmunda. Przeniósł wzrok na młodzieńca, który wpatrywał się w ekran telewizora, nie rozumiejąc sensu jego słów.- Był złym człowiekiem- powtórzył hrabia, odwracając głowę w kierunku mężczyzny.- On- dodał, wskazując na telewizor.- Ten, którego zabiła jego żona. Był złym człowiekiem. Tak mi się wydaje. Chociaż nie wiem, co znaczy „rżnąć wszystko, co się rusza”…
-Boże, Edmund!- James zerwał się natychmiast z miejsca.- Co ty oglądasz…
-Telewizor- odparł hrabia, wzruszywszy ramionami.
-Telewizję- poprawił go mężczyzna, wyłączając urządzenie.
-Dlaczego wyłączasz?- zdenerwował się młodzieniec.
-Dobrze…- James stanął przed siedzącym na kanapie Edmundem. Ten wbił w niego pytające spojrzenie.- Jeszcze raz…- odetchnął głęboko mężczyzna, usiłując uporządkować wszystko w swojej głowie, chociaż w całej tej sprawie brakowało jednego ważnego elementu. Przyczyny. Powodu, dla którego doszło do tamtej okrutnej zbrodni…- Zabili cię, bo wszystko widziałeś. Byłeś naocznym świadkiem. Ale może zrobiliby to tak czy inaczej…- mówił, pochłonięty rozważaniami. Potomek hrabiego spoglądał na niego cokolwiek obojętnie, jakby wcale nie był zainteresowany jego słowami.- Tak czy nie…? Wydaje się, że tak… Po co mieliby zabijać twoich rodziców, a ciebie pozostawiać przy życiu…? Służba… Wynajęli służbę…- kontynuował, marszcząc brwi.- Dlaczego?- zapytał znów bezradnie.- Dlaczego zrobili to służący? Musieli to zrobić oni. To nie byli specjaliści… Gdyby nimi byli, zrobiliby z tobą to samo, co z twoimi rodzicami… Ale im poderżnęli gardło, kiedy ty…- umilkł nagle, dostrzegając, że na twarzy Edmunda wymalował się wyraz szoku i przerażenia.- Przepraszam!- zawołał natychmiast, siadając obok niego.- Przepraszam, Edmund- szepnął miękko, zdając sobie sprawę, że nie powinien był przypominać młodzieńcowi tej sytuacji. Panicz Lancaster skinął niemrawo głową. James wciąż jednak zastanawiał się nad tym. Rodzice Edmunda musieli spać. Dlatego właśnie zabicie ich przyszło napastnikom tak łatwo. Weszli do ich sypialni bez najmniejszego problemu. Nie hałasowali. Nie zwrócili na siebie uwagi… Teraz to wydawało się oczywiste. To musiała być służba. Dlaczego służba…? Ktoś ich przekupił…? Edmund Lancaster ich zobaczył. Rozpoznał. Nie spał. Dlatego potraktowali go inaczej… Gdyby byli specjalistami, nie mieliby problemu z tym, żeby zaciągnąć go z powrotem do łóżka i sprawić, by podzielił los swych rodziców. Nie mieliby problemu, żeby przytrzymać go i zabić od razu tam, gdzie stał. A jednak posypał się grad ciosów, których ślady Edmund nosił wciąż na swoim ciele. Tak nie zachowuje się wyrachowany morderca. Nie zabija w ten sposób. Nie zabiera ciała…- Edmund…- zaczął spokojnie. Chwycił, wciąż wyraźnie wstrząśniętego, hrabiego za ręce, które ułożył następnie na swoich udach i nakrył je dłońmi.- Pomyśl raz jeszcze, błagam… Kto mógłby chcieć śmierci twoich rodziców? Kto sprawiał im problemy…?
-Nie wiem…- odparł bezradnie młody Lancaster.- Mówiłem ci już, że nigdy mnie to nie obchodziło…
-Nie pamiętasz nikogo?- naciskał James.- Zupełnie nikogo…? Nikt nie przychodzi ci do głowy…?
Przez chwilę na twarzy Edmunda malowała się pustka. Pokręcił głową, ale zaraz zmarszczył brwi, chyba coś sobie przypominając. James wpatrywał się w niego z napięciem i wyczekiwaniem.
-Była taka… wiedźma…- rzucił Lancaster niemalże z satysfakcją.- Ojciec jej nie znosił. Nikt jej nie znosił… Podła czarownica… Mieszkała w naszym lesie…
-I… Co ona robiła…?- zapytał James, choć był już właściwie pewien, że to niewłaściwy trop.
-Nie wiem… Nie chciała się wynieść… Podła grzesznica…- burknął obruszony.- Czasem jeździłem konno i zbliżałem się do jej chatki… Płoszyłem jej kury…- zachichotał wesoło Edmund.- To było zabawne…
James odkaszlnął dyskretnie.
-Nie bardzo…- postanowił zaoponować.
-Nie było cię tam, Jamie, co ty możesz wiedzieć!- prychnął w odpowiedzi potomek hrabiego.- Myślisz, że rzuciła na mnie klątwę…?- dopytał po chwili. Oczy błyszczały mu z ciekawości. James westchnął cicho, nie odpowiadając.- Ojciec mówił, że ona rzuca klątwy… Szczególnie na mężczyzn, ale nie tylko… Podobno…- Edmund umilkł na chwilę, po czym przysunął się blisko Jamesa, jakby ktoś miał ich podsłuchiwać.- Podobno…- szepnął mu wprost do ucha.- Potrafiła jednym spojrzeniem sprawić, by ktoś poważnie zachorował… I jednym słowem wywołać ulewę… I uśmiechnąwszy się do jakiejś dziewoi sprawić, by ta stała się obrzydliwie brzydka…
-Tak, Edmund…- odparł jedynie James, uśmiechnąwszy się uprzejmie.
Takimi umiejętnościami cechowało się wiele „czarownic”, zwłaszcza tych, które ostatecznie kończyły na stosie. Nie wiedzieć czemu, wtedy ich cudowne zdolności, nie przynosiły im żadnego ratunku. Wolał nie przypominać sobie, ile kobiet straciło życie przez absurdalne oskarżenia wynikające niekiedy z głupoty, niekiedy ze strachu, a niekiedy z chęci zemsty i czystej złośliwości. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że Edmund raczej nie zrozumie jego wyjaśnień, więc z góry je sobie darował.
-Wiem, gdzie ona mieszka… Potrafiłbym tam trafić…- mówił dalej Lancaster, wyraźnie podekscytowany.- To znaczy stąd nie… Ale z mojego zamku to bym umiał. Umiałbym tam trafić, Jamie.
James nie znosił, gdy ich rozmowy schodziły w te rejony. Zagryzł wargę, po czym przymknął na chwilę powieki, starając się dobrze ubrać swoje myśli w słowa.
-Edmund…- zaczął po chwili łagodnie.- Rozejrzyj się dookoła. Żyjemy w zupełnie innych czasach. Ty… Ty żyłeś w innej epoce… Wcześniej… I…- wziął głęboki oddech.- Mamy dwudziesty pierwszy wiek. Nie ma tutaj twoich rodziców, ani dalszej rodziny, ani służby… Nie ma żadnych ludzi, którzy żyli wtedy i których znałeś… Nie ma nikogo. Nikogo prócz ciebie, Edmund.
Ledwie zauważalny cień przemknął przez twarz potomka hrabiego. Zdawało się, że zastanawia się chwilę nad słowami mężczyzny. Odwrócił wzrok. Zaraz jednak na powrót spojrzał na Jamesa.
-Ale umiałbym tam trafić- powtórzył z uporem.
-Wiesz, co, Edmund?- mężczyzna uśmiechnął się do niego serdecznie. Widział jego zagubienie i narastający niepokój. Nie chciał, by ten się denerwował.- To bardzo dobrze. Pójdziemy tam jutro, dobrze? Przejdziemy się na spacer i sprawdzimy, czy rzeczywiście tam jest… Przygotować ci kąpiel?
Pozostała część dnia minęła im w przyjemnej atmosferze. O ile pominąć drobny wybuch gniewu panicza Lancastera, który poczuł się bardzo sfrustrowany kolejną serią pytań zadawanych przez Jamesa i odparł wyniośle, że nie będzie współpracował tak długo, jak długo James nie włączy ekranu i nie zrobi mu czegoś dobrego do jedzenia. Gdy tak się jednak stało, pochłonięty oglądaniem kreskówek (James uznał, że to jednak bezpieczniejsze rejony niż te, w które wcześniej zagłębił się młodzieniec…), uciszał jedynie dopytującego desperacko Jamesa donośnymi i pełnymi obruszenia syknięciami. James poddał się, choć bardzo ciężko było mu nawet na chwilę odbiec myślami od tematu zbrodni. W jego głowie nieustannie pojawiały się nowe teorie, ale w każdej brakowało jakiegoś elementu, czegoś, co sprawiałoby, że ta, a nie inna wersja wydarzeń, mogłaby być uznana za najbardziej prawdopodobną. Niezbyt przyjemnym elementem, było też przypomnienie sobie o rachunkach, które musiał zapłacić. James wciąż jeszcze dostawał coś na kształt stypendium naukowego, które dyrektor placówki wypłacał mu, chyba nie tyle, jak tłumaczył, z powodu jego osiągnięć, co swoistej litości nad jego stanem finansowym, który nie był aż tak opłakany. Swoją drogą, James powinien się chyba z nim spotkać. Ciekawe, czy ten nadal skłaniałby go do zainteresowania się historią Fitzgeraldów… Dostawał też jakąś sumę od rodziców, ale i to mogło nie wystarczyć, zważywszy na to, że miał na utrzymaniu Edmunda, który zaczął jeść, i zużywać tyle wody i prądu, że musiało to spowodować większe koszty. Zastanawiał się poważnie nad znalezieniem pracy. Edmund Lancaster miał bardziej przedsiębiorczy pomysł. Zaproponował Jamesowi, by ten pobierał opłatę od każdego, kto chciał przejść obok jego domu. James uśmiechnął się łagodnie odpowiadając, że to niemożliwe. Jego wyjaśnienie, że ten teren nie należy do niego, spotkało się z obruszonym prychnięciem panicza i jego pytaniem, do kogo zatem należy. James odparł, że tak właściwie, to chyba do nikogo. Poirytowany Lancaster stwierdził, że James jest głupi, bo jego ojciec powtarzał mu zawsze, że ziemia zawsze do kogoś należy, w czym tkwiło zresztą ziarno prawdy, ale mężczyźnie nie chciało się już tego wyjaśniać. Pomijając jednak kilka niesprzyjających ogólnej ocenie faktów, czas upłynął im miło.
Wieczorem, Edmund Lancaster położył się, już tradycyjnie, w łóżku mężczyzny. Ten zajrzał na chwilę do sypialni, bardzo zadowolony z faktu, że oprócz innych potrzeb fizjologicznych, jego podopieczny „nauczył” się również spać.
-Dobranoc, Edmund- rzucił, uśmiechając się do panicza łagodnie i chcąc przejść szybko do salonu, zatrzymał go jednak głos Lancastera:
-Nie zostaniesz ze mną dopóki nie zasnę, Jamie?
James wszedł do pomieszczenia.
-A zaśniesz?- chciał się upewnić.
Edmund skinął głową.
-Tak sądzę…- odparł z nutką powątpiewania.
Mężczyzna przysiadł na brzegu łóżka, darując sobie siedzenie na zimnej podłodze. Edmund szybko odnalazł jego dłoń i zacisnął na niej palce. James uśmiechnął się do niego lekko. W pomieszczeniu panowała cisza, a jedynym źródłem światła było to podchodzące z drugiego pokoju, które wdzierało się do środka przez uchylone drzwi.
-Czy ja naprawdę umarłem, Jamie…?- zapytał po chwili Edmund, wpatrując się w sufit. Głos miał drżący i wyraźnie niepewny.
-Tak… Tak, tak sądzę…- odpowiedział mężczyzna, mając spore problemy z tym, żeby to wyjaśnić.- A jednak żyjesz. To raczej… niezwykłe…- uśmiechnął się, starając się uspokoić młodzieńca.- Nie zdarzyło się do tej pory. To znaczy… raczej się nie zdarzyło. A przynajmniej nic o tym nie wiem. Przykro mi, Edmund. Naprawdę nie potrafię tego wytłumaczyć.
Edmund skinął głową.
-A umrę…?- rzucił moment później, wyraźnie zlękniony.- Bo ja nie chcę już umierać, Jamie… Umieranie boli…
-Nie… Nie wiem… Nie mam pojęcia…- przyznał bezradnie mężczyzna.- Ale nie wydaje mi się, żebyś miał umrzeć. Żyjesz… po śmierci… naprawdę długo. To znaczy, nie żeby istniała jakaś skala, jak już mówiłem, nikt raczej nie dokonał czegoś podobnego… Ale nie starzejesz się. Nie umrzesz więc ze starości. Twoje serce nie bije. Nie oddychasz. Właściwie twój organizm w ogóle nie powinien funkcjonować… Twój mózg… A jednak… Chyba po prostu jesteś wyjątkowy, Edmund- uśmiechnął się, ściskając zimną dłoń młodzieńca.
-A ty umrzesz…?
James odkaszlnął cicho. Lancaster pytał go o to nie po raz pierwszy. I wyglądało na to, że mało co budziło w nim takie przerażenie jak ta świadomość. Świadomość, że znowu mógłby zostać sam.
-Owszem…- odparł spokojnie.- Ale jeszcze nie teraz. Minie naprawdę dużo czasu.
-Umrzesz jutro?- dopytał Edmund.
-Jutro?- zdumiał się James, marszcząc brwi.- Dlaczego miałbym… Ach, tak…- dopiero po chwili uświadomił sobie, jak dziwaczne było poczucie czasu młodego Lancastera.- Nie wiem…- powiedział po chwili.- Ale tak. Sądzę, że nie wcześniej niż jutro…
-Nie chcę, żebyś umierał, Jamie…- rzucił potomek hrabiego, wbijając w mężczyznę uważne spojrzenie. James spoglądał na niego z uwagą.- Lubię z tobą mieszkać. Lubię ekrany… I wszystkie te mechaniczne stworzenia… Które tak dziwnie buczą…
-Buczą?- dopytał z rozbawieniem mężczyzna.
-Tak, buczą…- potwierdził szeptem Lancaster.- A ciebie lubię jeszcze bardziej, Jamie. Nie zostawiaj mnie samego.
James uśmiechnął się łagodnie.
-Nie zostawię cię, Edmund.

Szli niespiesznie wzdłuż drogi. Edmund chwycił mężczyznę pod ramię, sprawiając wrażenie zdezorientowanego. Nieustannie powtarzał jedynie, że nie pamięta tego, czy innego miejsca, a James starał się mu znowu uświadomić łagodnie, że świat od czasu jego życia bardzo się zmienił. Nawet miejsce, w którym potomek hrabiego mieszkał. Tereny, jakie spoczywały w rękach Lancasterów, ich wsie, przekształciły się w miasto, a las, który otaczał zamek, pomniejszył się bardzo. Powstała droga, nowe budynki… Okoliczne ziemie, i tak wydawały się być wykorzystane w bardzo niewielkim procencie. James pozwolił Edmundowi poprowadzić się dalej, chociaż ten wydawał się być coraz mniej pewnym tego, czy jest w ogóle w stanie trafić do miejsca, o którym mówił. Mężczyzna wyjął telefon komórkowy, mając wciąż w głowie wczorajsze zdarzenie z biblioteki. Bardzo miłe zdarzenie, należało dodać. W czasie studiów nie miał zbyt wiele czasu na spotykanie się z kimkolwiek… A i kandydatki jakoś nie waliły drzwiami i oknami. Niczego mu nie brakowało, no, może prócz chęci wchodzenia w jakiekolwiek związki. Ale teraz… Właściwie… Och, do licha! Musiałby skłamać, gdyby powiedział, że wczorajsze spotkanie nie wywarło na nim dużego wrażenia. Ładna dziewczyna, w dodatku bardzo serdeczna, trochę zakręcona, ale uprzejma i nie wystraszyła się Edmunda… Zainteresowana historią… Błyskotliwa… I zabawna… James całą siłą woli zmusił się do tego, by ponownie wylądować na ziemi. Chciał wysłać jej sms-a z pytaniem o to, czy miałaby ochotę spotkać się z nim ponownie. Choć właściwie, nie był nawet pewien, jak zacząć. „Cześć, pamiętasz mnie? Jestem tym chłopakiem, którego spotkałaś wczoraj, i który chyba nawet nie zdążył ci się przedstawić, ale na pewno dobrze pamiętasz mojego znajomego, Edmunda… Może się gdzieś spotkamy?”. Jęknął w duchu. To raczej nie brzmiałoby zbyt dobrze. Schował komórkę, dochodząc do wniosku, że zastanowi się nad tym, gdy już wróci do domu. Ostatnio zresztą, miał bardzo wiele powodów do rozmyślań.
-Zdaję się, że jesteśmy blisko…- odnotował Edmund z niemałą satysfakcją.
James uśmiechnął się do niego uprzejmie. Podejrzewał, że w miejscu, w którym mieszkała dawna „czarownica” Lancasterów, nie znajdą zupełnie niczego. Przestali trzymać się głównej drogi, przy której znajdowało się kilka budynków i zeszli ścieżką w dół. Edmund przyspieszył nieco kroku, odsuwając się od mężczyzny. Ten ruszył w ślad za nim. I zaraz obaj dotarli do kolejnego domostwa. To wyglądało tak, jakby zostało wyrwane z dawno wykarczowanego lasu i wklejone na powrót tutaj. Ogrodzony teren otaczały jeszcze wysokie, dość gęsto rosnące drzewa. Dom był trzypiętrowy, biały i zdecydowanie współczesny, zresztą bardzo ładny, musiał należeć do kogoś majętnego. Ogród całkiem spory, ale dość niezadbany, jakby jego właściciele nie mieli czasu, by się nim należycie zająć.
-To chyba jednak nie tutaj…- westchnął Edmund, rozglądając się dookoła zbłąkanym wzrokiem.
-To tutaj, Edmund. Ale ta kobieta po prostu już tu nie mieszka- stwierdził James.
Potomek hrabiego pokiwał głową z wyraźnym rozczarowaniem.
-Chyba nie… Nie ma kur…- dodał, opierając się o ogrodzenie i wyglądając za nie.
James zaśmiał się lekko.
W tym momencie, drzwi od domu otworzyły się i wyszła z nich jakaś kobieta. Miała nie więcej niż trzydzieści lat, kręcone, sięgające ramion, czarne włosy, ubrana dość luźno, w dżinsy i kurtkę, zeszła na dół, dopiero po chwili dostrzegając przybyszy. James odkaszlnął odrobinę nerwowo, odciągając Edmunda od ogrodzenia.
-Lepiej już chodźmy- stwierdził, woląc nie zwracać na siebie uwagi ani nie budzić niepotrzebnych podejrzeń.
-Mhm…- zgodził się hrabia, ale w tym momencie James dostrzegł coś dziwnego.
Na twarzy kobiety wymalował się szeroki uśmiech. Podeszła do nich szybkim krokiem, by następnie, zamaszystym ruchem, otworzyć bramę.
-Przepraszam…- odezwał się natychmiast James sądząc, że ta na kogoś oczekiwała albo ich z kimś pomyliła.- Tylko przechodziliśmy, szukaliśmy kogoś…
-Edmund Lancaster…- rzuciła, a mężczyzna dosłownie zamarł słysząc te słowa. Potomek hrabiego wbił w nią uważne spojrzenie, po czym zmrużył oczy, przyglądając jej się badawczo.- Wiedziałam, że w końcu się pojawisz…
-Naprawdę…?- szepnął James, nie mając bladego pojęcia, co tu się dzieje.
-Oczywiście, że nie!- zaśmiała się tamta, machnąwszy lekceważąco dłonią.- Ale żebyś widział miny tych urzędasów, gdy im to mówię! Prawie robią pod siebie! Na co tak patrzycie…? Wchodźcie do środka…

8 komentarzy:

  1. wow <3 z tych emocji zaraz wyskoczę z siebie <3 moje ukochane, wyczekiwane, cudowne, i następuje Rozwój Akcji! <<3 tylko james powinien stracić te głupie myśli o dziewczynie z biblioteki. czy on jako jedyny nie wie, że jest gejem?! DX:

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem zaintrygowana. Myślałam, że zawiesiłaś to opowiadanie,bo stanęło w martwym punkcie. Jak bowiem stworzyć tekst o stosunkach międzyludzkich(mówiąc wprost, męsko-męskich), kiedy jeden z głównych bohaterów jest duchem? Cóż, jeśli może się to zdarzyć, kiedy bohater jest potomkiem wilków albo demonem, to również jest to możliwe w przypadku ducha, jak sądzę:P Przyznam, że intryguje mnie, jak dalej poprowadzisz tę opowieść. Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edmund Lancaster nie jest duchem ;).

      Usuń
    2. Nie? Przyjęłam, że skoro urodził się kilka wieków temu i dawno temu padł ofiarą morderstwa (niegojące się rany na piersi), to musi być duchem. Cóż, tym bardziej jestem zaintrygowana... Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Anonimowy8:55 PM

    Przyznaję bez bicia - nie czytałam, bo było wstrzymane. Teraz z czystym sumieniem biorę się za Edmunda (ach, jaka to piękna odskocznia od imienia Edward:D)

    Etna

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy9:00 PM

    Powiem (napisze) Ci tyle, Silencio. Wszyscy z pewnoscią chwalą Cię za Twój geniusz, wspaniałą stylistykę, świetną psychologię etc. etc. Ileż ty takich anonimowych wyznań miłości musiałaś już czytać? Tak wiec zaznaczę tylko (anonimowo) - kontynuuj "Edmunda". Dawaj, dawaj! Wspaniała fabuła, lepsza momentami nawet niż "Chaos", który wcześniej tak uwielbiałam (tak btw... ten seks chyba spierniczył całe opowiadanie. Według mnie atmosfera nie jest taka sama i raczej nieprędko zabiorę się za te poseskualne rozdziały, nawet tamtego nie skończyłam).

    Tak więc wenodajni, Silencio i vamos Edmund!
    Wixon.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytając to opowiadanie nie mam pojęcia co może być dalej i co się stało w przeszłości. To jest taka zagadka, że z radością powitam odpowiedź na wszystkie dręczące pytania. :D
    Niech James zabiera łapy od tej dziewczyny. Myśli, że jest hetero? Cóż, mógł nim być dopóki w jego życiu nie pojawił się Edmund. :D
    Skończyłaś w takim momencie, że chętnie kolejnym razem widziałabym Edmunda. Ta kobieta zna Lancastera? A może to potomkini tej czarownicy. Ciekawe co im powie. :D
    Świetny rozdział, Silencio. :D

    Weny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy6:08 PM

    Ale... ale... jak to koniec notki? xD Jesteś złem. ZUOOOOO~~
    Czarownica rzuciła klątwę - to wydaje się logicznym rozwiązaniem moim zdaniem :D
    LoliShouta

    OdpowiedzUsuń