Strony

piątek, 2 listopada 2012

Rozdział 28 [Chaos]


Wędrowali nie dłużej niż półtorej godziny, nim zdecydowali się na postój. Nadim nie miał łatwo z dwójką poturbowanych towarzyszy, którzy obaj ostatecznie, mimo starań potomka wilków, zostawali w tyle. Amir czuł nieznośny ból w okolicach brzucha przy każdym bardziej gwałtownym kroku, co zdecydowanie go spowalniało. Devin narzekał na bolącą nogę. Amir narzekał na narzekania Devina i w końcu, wszyscy trzej zatrzymali się, decydując odłożyć dalszą podróż na następny dzień. Amir nie był tym do końca zachwycony. Wciąż znajdowali się blisko terenów, na których ludzie i potomkowie wilków toczyli walki, a nie chciał, by jego lub Nadima spotkały takie atrakcje, jak poprzednim razem. Oczywiście miał na myśli atrakcje związane z ciepłym powitaniem, jakie przygotowali Nadimowi jego pobratymcy. Wszelkie pozostałe atrakcje, które wydarzyły się w tamtym czasie, raczej mu się podobały…
Usadowił się ciężko na ziemi, kawałek od Devina, który, wyjątkowo, zdawał się być zbyt zmęczony nawet na gadanie. Zerknął ukradkiem w kierunku potomka wilków. Wciąż czuł się poddenerwowany. Przy poecie nie mieli okazji odezwać się do siebie, a on bardzo potrzebował rozmowy w cztery oczy. Chciałby, żeby wszystko było dla niego równie oczywiste, jak dla jego towarzysza, ale, niestety, było wprost przeciwnie. Czuł się raczej zagubiony, niż pewien czegokolwiek. Gdyby chodziło o kogoś innego, kogoś, kto ma podobne preferencje do niego albo inny charakter niż Nadim, sprawa byłaby bardziej zrozumiała. Nadim natomiast, nie dość, że lubował się w kobietach i to lubował wyjątkowo, to jeszcze jego tryb życia… Cóż… Niezbyt cnotliwy, by nie powiedzieć hulaszczy… Sprawiał, że mężczyzna tak naprawdę nie miał pewności, co do jego intencji. Bogowie. Ależ to brzmiało! Istne rozterki sercowe! On i rozterki sercowe! To dopiero śmiechu warte!
Potomek wilków odetchnął głęboko, odrzucając włosy do tyłu i rzucił trzymane przez siebie rzeczy na ziemię bez najmniejszej subtelności. Coś brzdęknęło przy uderzeniu w ziemię. Amir odruchowo spojrzał w tamtym kierunku, nieco zaintrygowany. Zobaczył podłużny kształt, malujący się dość dokładnie pod zwiniętym kocem. Chciał się podnieść, ale ostatecznie wygodniej było mu ,po prostu, przesunąć się w tamtą stronę. Odsunął materiał i zobaczył coś, co wyjątkowo uradowało jego serce.
-Wziąłeś go…!- rzucił, zerkając na nieświadomego, w pierwszej chwili,  Nadima i uśmiechając się do siebie z ulgą. Sięgnął po swój miecz, który widział po raz ostatni wtedy, gdy zabierał mu go Chait. Przesunął czule palcami po powierzchni ostrza.
-Tak, ale…- Nadim wyraźnie chciał zaprotestować, ale mężczyzna już podniósł się gwałtownie na nogi. Efektem był nie tylko przeszywający ból, ale i to, że zachwiał się, walcząc, by nie stracić równowagi. Potomek wilków chwycił go natychmiast za ramię, a Amir podparł się o niego wolną dłonią.- Naprawdę wolałbym, żebyś tego nie dźwigał.
Amir już wiązał miecz do pasa, nie bardzo zważając na słowa kompana.
-Amir…- zaczął ponownie potomek wilków.- Boli cię- powiedział tak, jakby jego towarzysz nie zdawał sobie z tego sprawy.- Nie męcz się niepotrzebnie.
-Wcale mnie nie boli- odrzekł mężczyzna, siadając z powrotem na ziemi. Jego ciało samo zdawało się wobec tego protestować, bo w tym momencie wydał z siebie niepohamowany, bolesny jęk. Nadim spojrzał na niego z politowaniem.- No dobrze. Boli. Ale tylko, kiedy siadam albo wstaję. Nic wielkiego.
-Albo kiedy siedzisz i stoisz- zironizował jego kompan.- I leżysz. Odłóż miecz. Jest ciężki jak diabli!
-Zdaje mi się, czy jeszcze wczoraj nie przejmowałeś się zbytnio co i w jakich pozycjach mnie boli…?- Amir uśmiechnął się złośliwie.
-Zdaje mi się, czy nie narzekałeś?- Nadim odpowiedział mu tym samym.
-Akurat miałem zatkane usta…
Spoglądali na siebie przez dobrą chwilę. Amir uśmiechał się mimowolnie, na wspomnienie wczorajszej nocy. Cóż, gdyby dopuścić do głosu jego ciało, a przynajmniej jego jedną, dość istotną część, zapewne miałaby co innego do powiedzenia, ale mężczyzna nie przejmował się tym teraz zbytnio, chociaż nawet siedzenie było obecnie czynnością dość niekomfortową. Wargi Nadima rozchyliły się w figlarnym uśmiechu, ukazując charakterystyczne, dłuższe od przeciętnych, kły. Amir pewnie patrzyłby na niego dłużej, gdyby nie przypomniał sobie o istnieniu Devina. Zerknął ukradkiem w jego stronę i zauważył, że ten wpatruje się w nich z uwagą. Z dużą uwagą. I z dużym zdziwieniem. Człowiek odkaszlnął dyskretnie.
-Jak noga, Devin?- zapytał, chcąc zmienić temat.
Nadim przysiadł obok niego.
-Dobrze… Tak myślę…- poeta jeszcze przez chwilę wydawał się być nieco zagubiony, po czym uśmiechnął się szeroko, mówiąc już bardziej zwyczajnie.- Bardzo boli. Ale to chyba minie. Mam nadzieję.
-Być może…- zgodził się Amir, chociaż istniało duże prawdopodobieństwo, graniczące z pewnością, że, o ile nawet Devin odzyska pełną sprawność, co wcale nie było oczywiste, dolegliwości związane z tą raną i tak będą mu dokuczać do końca życia.- Podobno uczysz się strzelać z łuku…?- nie mógł powstrzymać nieco kpiącego tonu, gdy zadał to pytanie.
-O, tak! Postanowiłem bowiem porzucić swe odległe od ziemskiego padołu myślenie o pięknych istotach, o podniebnych kochankach, podobnych aniołom, czy boginiom i pomóc wam, drodzy przyjaciele…- rzucił melancholijnie, kładąc dłoń na sercu.- A przecież bogowie sami wiedzą, że te kruche istoty, najbardziej ukochały sobie właśnie tych, którzy zdolni są ich bronić, którzy potrafią zadać cios śmiertelny nie samemu sobie, a temu, który zechciałby skrzywdzić je okrutnie…- Amir wciąż uśmiechał się pod nosem. Doprawdy, „porzucenie myślenia” o kobietach, wychodziło Devinowi naprawdę doskonale.- Ale póki co, raczej nie daję sobie rady- przyznał.
-To był pierwszy raz- zauważył łagodnie Nadim.- Ledwie trzymałeś łuk. Poza tym, musisz uważać na nogę i bez podpory, kiepsko trzymasz równowagę. Ale z czasem będzie lepiej.
Amir zastanawiał się nad sensem uczenia strzelania z łuku kogoś, kto, przynajmniej teraz, choć zdawało się, że to raczej dłuższa perspektywa czasu, będzie chodził wsparty na kiju, a co za tym idzie, nie będzie miał wolnych rąk, by w razie czego sięgnąć po broń. Uznał jednak, że, zapewne, potomek wilków stara się choć trochę zająć poetę i skoncentrować jego uwagę na czymś innym, co, z resztą, całkiem dobrze mu wychodziło.
-Może wybrałeś sobie kiepskiego nauczyciela…- rzucił prowokująco, zerkając na Nadima.
Uwielbiał, kiedy potomek wilków spoglądał na niego w taki sposób, jak w tej właśnie chwili. Niemalże przeszły go dreszcze.
-Dobry łucznik powinien mieć doskonały wzrok i pewne dłonie… Pewne, sprawne dłonie…- dodał potomek wilków, zwilżając wargi językiem.- Powinieneś już mieć o tym jakiekolwiek pojęcie…
Amir zachichotał niepohamowanie.
-O byciu dobrym łucznikiem…?
Potomek wilków uśmiechnął się jedynie w odpowiedzi.
I znów to samo. Znowu spoglądali na siebie przez długą chwilę, dopóki Amir nie ocknął się i nie skierował swojego spojrzenia na poetę. Devin wpatrywał się w nich, już mniej nawet zaskoczony, a bardziej zaniepokojony. Ze zmarszczonymi brwiami i rozchylonymi w wyrazie zdumienia ustami, wędrował wzrokiem od jednego, do drugiego, wyraźnie nie wiedząc, co się dzieje.
-Strasznie dziwnie ze sobą rozmawiacie…- rzucił w końcu.- Coś mnie ominęło…?- dopytał niepewnie.
-Nic istotnego- odparł radośnie Nadim, zrywając się na nogi. Jako jedyny ze swoich towarzyszy, miał to szczęście, że mógł to uczynić bezboleśnie.- Chodź, Devin. Przejdziemy się.
-Dopiero co łaził!- mruknął Amir.- Przecież bolą go nogi, daj mu odsapnąć.
-Jeśli nie będzie chodził, wkrótce będzie miał problem. Wasi medycy powinni o tym wiedzieć, ale to oni nakazują wam leżenie przy każdej dolegliwości…- zironizował Nadim.- U nas jest inaczej, dlatego my jesteśmy zdrowsi…
-Tak, i dlatego krócej żyjecie, szybciej się starzejecie i nie macie potomstwa!- odparł z pobłażliwym uśmiechem mężczyzna.- A poza tym, on chodzi! Śmiem nawet stwierdzić, że przy nas nie mógłby tego nie robić! Ale nie przemęczaj go, bo wyjdzie mu to na gorsze! Dopiero co został ranny, na litość boską!
-Już rozmawiacie normalnie- stwierdził Devin, z wyraźną ulgą.- Właściwie to możemy iść- zgodził się, spoglądając na Nadima. Podparł się na kiju, podnosząc ostrożnie.- Tylko powoli…
-Tak…- potomek wilków uśmiechnął się.
Amir powiódł wzrokiem za odchodzącymi kompanami, kręcąc głową w wyrazie dezaprobaty. Przekonywanie Nadima do zmiany planów wydawało mu się jednak kompletnie bezcelowe, choć miał świadomość tego, że Devin potrzebował przede wszystkim spokoju i odpoczynku przed ich kolejną wyprawą. Nie mogli sobie pozwolić na zbyt długie pozostawanie w miejscu, szczególnie w takich okolicznościach, i takiej okolicy. Po chwili bezczynnego siedzenia, zmienił pozycję i ułożył się na plecach, na tyle wygodnie, na ile pozwalało mu podłoże. Koc leżał niedaleko niego, ale brakło mu chęci, by sięgnąć po niego dłonią, zresztą nie zamierzał leżeć długo. Przymknął leniwie powieki, ściskając jedną dłoń na rękojeści miecza, którego odzyskanie wciąż go radowało. I nim się zorientował, zasnął.
Obudził się niecałe dwie godziny później. Podniósł głowę, odrobinę zdezorientowany. Zobaczył leżącego kawałek dalej, na trawie, Devina. Sądząc po panującej dookoła, niczym niezmąconej ciszy, najwyraźniej spał. Skierował wzrok w drugą stronę i dostrzegł potomka wilków, który pochylał się nad ich rzeczami. Nadim zerknął przez ramię, zauważając spojrzenie przebudzonego. Uśmiechnął się do niego łagodnie. Obok jego nóg leżały dwa upolowane świeżo ptaki, jeszcze nie pozbawione pierza. Potomek wilków wyprostował się, trzymając w dłoniach koc. Podszedł do poety i narzucił go na niego, po czym skierował się w stronę Amira.
-Śpij- rzucił cicho.- Zajmę się mięsem.
-Nie, czekaj…- poprosił mężczyzna.
Nadim spojrzał na niego pytająco.
Amir podniósł się, dość sprawnie, do pozycji siedzącej, wskazując towarzyszowi miejsce obok siebie. Ten usiadł przy nim, najwyraźniej nadal jednak nie domyślając się, w czym rzecz.
-O co chodzi?- zapytał.
Człowiek zawahał się przez moment.
-Chcę porozmawiać- przyznał.- O tym… O tym, co między nami zaszło.
-Sądziłem, że po ostatniej nocy wszystko jest jasne…- rzucił Nadim, bez zrozumienia.- Nie jest…?- dopytał niepewnie.
Amir pokręcił głową.
-Nie do końca.
Potomek wilków wpatrywał się w kompana z wyraźnym wyczekiwaniem. Mężczyzna zastanawiał się przez chwilę, jak ubrać swoje wątpliwości we właściwe słowa. Nie chciał spłoszyć Nadima, ani tym bardziej, być tym, który źle zrozumiał całą sytuację i naiwnie chciał dostrzec w potomku wilków odbicie własnych uczuć.
-Nie do końca rozumiem, co ty… Co to wszystko właściwie znaczy? Nie wiem nawet, czy ty sam rozumiesz… Chcę po prostu wiedzieć… Ta noc… O co ci chodziło?- zapytał wreszcie, siląc się na ostrożność.
Nadim spoglądał na niego przez chwilę, jakby nie dowierzając, że rzeczywiście słyszy to pytanie, po czym parsknął śmiechem.
-Aż tak trudno było się domyślić…?- zapytał, rozbawiony.- Sądziłem, że dałem ci to jasno do zrozumienia…
Amir skinął niecierpliwie głową.
-Tak, ale rzeczy w tym, że nie rozumiem twoich… motywów…- wyjaśnił cicho.
Nadim zmarszczył brwi.
-O co ci chodzi?
-Podobają ci się kobiety- zauważył niezbyt odkrywczo mężczyzna.
-Owszem.
-Zawsze podobały ci się kobiety…
Potomek wilków skinął głową, wciąż mając taką minę, jakby naprawdę nie rozumiał, w jakim kierunku zmierza wywód jego kompana.
-… Więc nie podobają ci się mężczyźni- dokończył Amir, bo przynajmniej dla niego, był to wniosek całkowicie logiczny i jedyny właściwy, w takiej sytuacji. I szczerze mówiąc, to właśnie stanowiło jeden z jego głównych kłopotów w zrozumieniu tego, co się wydarzyło. On był mężczyzną, ale Nadim, szczególnie tamtej nocy, nie sprawiał wrażenia… obojętnego. A to właśnie czuł Amir, patrząc na kobiety. Obojętność. Ewentualnie zniechęcenie, by nie nazwać tego mocniej, i było to w nim zakorzenione tak głęboko, że nie wierzył w możliwość, by kiedykolwiek mogło się to zmienić, ba, był o tym wręcz przekonany. Jak to, więc, było w przypadku Nadima?
-Podobają mi się kobiety- potwierdził raz jeszcze potomek wilków.- I ty mi się podobasz.
Amir skłamałby, gdyby nie przyznał, że po tych słowach, coś ciepłego zapaliło się w jego sercu. Wciąż miał jednak pewien kłopot ze zrozumieniem tej sytuacji.
-Ja? Tylko ja?- dopytał.
Nadim znowu skinął głową.
-Tak sądzę- dodał.
-Ale… Nie uważasz, że to dziwne?- Amir nie bardzo potrafił przyswoić tę informację.
-Nie.
Amir westchnął bezradnie. Wpatrywał się przez chwilę w oczy potomka wilków, na próżno szukając w nich odpowiedzi na swoje wątpliwości. Oto siedział przed nim ten, dla którego wszystko było zawsze oczywiste i proste. Nie potrzebował słów ani wyjaśnień. Jakby widział wszystko i wszystko pojmował. Zresztą, licho go wie! Może i tak właśnie było. Preferencje Amira były dla niego jasne. Dostrzeżenie jego uczuć, też nie powinno stanowić problemu. Ze strony człowieka, wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Nie miał umysłu romantyka, wiecznie rozważającego kwestie kochania, nie kochania, miłostek i ich braku. Umysł romantyczny drzemał kawałek dalej, pewnie śniąc o cudownych, nieistniejących i kompletnie nierealnych kobietach, którym gotów byłby, w akcie największej głupoty, bezrefleksyjnie oddać swoje serce. O nie. Amir miał umysł analityczny. I w tym właśnie problem! Cholerny, analityczny umysł, który nie pozwalał mu przyjąć czegoś ot tak, z równą łatwością, z jaką Nadim przyjmował wszystkie bajeczki, opowiastki, legendy i brednie na temat bohaterstwa jakiegoś wojownika o morderczych skłonnościach. Amir musiał wszystko rozważać, nad wszystkim zastanowić się jakieś sto razy, wszystko przemyśleć, później zrobić to raz jeszcze, wyciągnąć wnioski, i kolejne, uporządkować sobie to wszystko, wybrać najbardziej prawdopodobną wersję wydarzeń, a często nawet po wszystkich tych czynnościach, nie mógł mieć stu procentowej pewności, że miał rację. Bogowie, jak bardzo zazdrościł tym, dla których ich racja była kwestią tak oczywistą, że wręcz nie wymagającą żadnego potwierdzenia.
-Ale to jest dziwne- odezwał się w końcu, decydując się nie urywać rozmowy w takim momencie. Obejrzał się ukradkiem na wciąż śpiącego w najlepsze poetę.- To jest dziwne, Nadim…- powtórzył, przenosząc wzrok na zdumionego potomka wilków.- Ja nie wyobrażam sobie, bym mógł pokochać… Bym mógł być z kobietą…- poprawił się Amir, świadom tego, że o kochaniu nie było żadnej mowy.
-Pewnie tak samo, jak i nie wyobrażałeś sobie, byś mógł być z potomkiem wilków…- odparł potomek wilków z gorzką nutą w głosie.
-To nie to samo- zaprotestował natychmiast Amir.- Jesteś potomkiem wilków, ale jesteś też mężczyzną. Mogłem za wami nie przepadać… lekko mówiąc…- dodał, widząc pobłażliwe spojrzenie towarzysza.- … ale to nie zmienia faktu, że mogłeś mi się podobać. Natomiast kobiety… z mojego, czy waszego gatunku… to zupełnie inna sprawa.
-Więc twój brak wyobraźni to mój problem?- zapytał otwarcie Nadim, wyraźnie lekko poirytowany.
-Nie… Tylko zastanawiam się… W którym momencie zechciałeś… Zauważyłeś… Chodzi mi o to, w którym momencie ci się „spodobałem”?
-Nie wiem.
-Nie wiesz?- zdumiał się mężczyzna.
-Ty jesteś w stanie ustalić konkretny moment?
-Tak sądzę…- odpowiedział Amir, wzruszając ramionami. Nie zastanawiał się nad tym aż tak bardzo. Potrafił określić moment, w którym zdał sobie sprawę ze swoich uczuć. I, w którym zdał sobie sprawę, że te uczucia nie są chwilowe. Kwestia „podobania się” była nieco bardziej skomplikowana. Nadim, w pewnym sensie, przyciągał jego uwagę od samego początku. Na dobrą sprawę, mógłby uznać tę rozmowę za zakończoną, a deklarację Nadima na temat jego zainteresowania nim, za ostateczny argument, upewniający go w jego założeniu. Ale nie chciał się mylić. Chciał mieć pewność. Nie miał ochoty dać się wciągnąć w coś, co w istocie mogłoby być tylko chwilowym kaprysem czy eksperymentem.- Zawsze wiedziałem, że jesteś przystojny. Interesujący. Nie patrzyłem na ciebie tak jak teraz, ale jednak. Musiało minąć trochę czasu.
Nadim uśmiechnął się tylko.
-A ja nie wiem.
Amir westchnął ciężko.
-No właśnie…- mruknął cicho, odwracając wzrok.
-To aż taki problem…?
-Nie. Posłuchaj mnie…- zaczął mężczyzna, przeczesując włosy palcami. Jego kompan nie odrywał od niego uważnego spojrzenia, chyba zaniepokojony kierunkiem, w jakim zmierzała ta rozmowa.- Rozumiem, że możesz… Możesz czuć się odrobinę… specyficznie w moim towarzystwie… I może to, do czego między nami doszło było…- wziął głęboki oddech, po czym kontynuował- Byłeś zaniepokojony. Bałeś się o mnie. Martwiłeś, to całkiem normalne, oczywiste. Może… Może coś ci się pomyliło. Może zachowałeś się w ten sposób, bo…- zawahał się przez chwilę.- Bo twoje własne uczucia były dla ciebie trudne do zrozumienia… Uczucia, jakie żywi się względem przyjaciela. Towarzysza. Tylko takie uczucia. I zrobiłeś to, co… Co zrobiłeś… Co może ci wcale nie odpowiadać… Albo mogło być tylko próbą… Sam wiesz zresztą najlepiej… I jeśli tak rzeczywiście było, to nie musisz się obawiać. Ja zrozumiem i nie będę miał do ciebie pretensji. Właściwie to nawet wolałbym wiedzieć teraz… I… Rozumiesz?- dopytał niepewnie, bo mina potomka wilków już od dłuższego czasu wskazywała na to, że rozumiał niewiele.
-Rozumiem…- przyznał ostrożnie jego kompan, skinąwszy głową.- Ale nie rozumiem, do czego zmierzasz.
Amir sapnął niecierpliwie.
-Chcę po prostu wiedzieć, o co ci chodzi!- wyrzucił z siebie, sfrustrowany, zdecydowanie głośniej niż zamierzał.
-A o co może mi chodzić?!- rzucił Nadim, unosząc ręce w pełnym bezradności geście.
-Właśnie w tym rzecz! Nie jestem pewien!
-Dlaczego ty zawsze musisz wszystko komplikować?!
-A dlaczego ty zawsze musisz wszystko upraszczać?!
Nadim parsknął cicho.
-Bo to jest proste. To najprostsza rzecz na świecie.
-Nie!- zaprotestował Amir.- Wcale nie jest.
-Więc co jest niby skomplikowane…?- Nadim uniósł brew, wciąż nie dostrzegając, do czego dąży jego kompan.
Człowiek wziął głęboki oddech.
-Jestem mężczyzną- powiedział.
-Wiem. Zauważyłem. Już jakiś czas temu, gdybyś miał wątpliwości…- potomek wilków najwyraźniej bawił się przednio.
-Owszem. Ale nie wiem, czy rozumiesz, co za tym idzie…- odpowiedział Amir, coraz bardziej zmęczony tą dyskusją.
-Co mam ci niby powiedzieć…?
-Nic. Zupełnie nic…- odparł mężczyzna, podnosząc się z trawy i wstając.
Rozejrzał się dookoła, raz jeszcze zatrzymując wzrok na śpiącym poecie, którego najwyraźniej nie obudziły głosy ich sporu, po czym skierował się powoli do lasu.
-Znowu to robisz!- krzyknął za nim Nadim, wyraźnie oburzony.
-Niby co?- burknął człowiek, nawet się nie odwracając.
-Znowu się wycofujesz!
-Wcale nie. Idę tylko… Idę pomyśleć…- odpowiedział ponuro.

Myślenie było bezowocne. I frustrujące, jak zwykle w przypadku Nadima zresztą. Mężczyzna siedział wsparty o drzewo, starając się z całej siły udawać, że wcale nie obserwuje potomka wilków, chociaż patrzył na niego niemalże nieustannie, jak dziecko odwracając wzrok za każdym razem, gdy ten spojrzał w jego kierunku. Do diabła! Czy liczył na zbyt wiele…? Czy stwierdzenie, że traktuje sprawę poważnie, a przynajmniej poważniej niż zwykle, wymagało od jego kompana jakiegoś niespotykanego wysiłku…?
Zmrok zapadł już jakiś czas temu, wszyscy szykowali się do snu. Nadim sprawnym ruchem zdjął z siebie koszulę, odwracając się do kompanów plecami. Amir mimowolnie przesunął wzrokiem wzdłuż linii jego pleców i odruchowo przełknął ślinę, przypominając sobie ubiegłą noc. Niemalże czuł jego skórę pod opuszkami palców, gdy spoglądał w jego kierunku i przez chwilę nie był w stanie myśleć o niczym innym. Opanował się jednak i podniósł z miejsca, zmuszając do tego, by spojrzeć w kierunku Devina. Poeta przebudził się niedawno, ale wydawało się, że za chwilę zaśnie ponownie. Nie licząc ich podróży i krótkiego spaceru z Nadimem, przespał niemalże cały dzień. Robiło się coraz chłodniej. Amir usiadł obok drugiego towarzysza, przyglądając mu się z uwagą, może dlatego, że za wszelką cenę nie chciał przyglądać się komuś innemu.
-Jak noga…?- zapytał raz jeszcze, widząc grymas bólu malujący się na twarzy kompana.
-Och. Dobrze. Chyba lepiej. Ale czuję, jakby się tak, jakby była zdrętwiała… Przez większość czasu. Znowu się pokłóciliście…?- dopytał nagle, posyłając Amirowi spojrzenie, w którym kryło się powątpiewanie.
-Skąd ten pomysł?- mruknął mężczyzna.
Devin wzruszył ramionami. Nie pytając już o nic więcej, przewrócił się na drugi bok, plecami do Amira, przesuwając większość koca w swoją stronę. Amir również nakrył się, a gdy dołączył do nich ostatni kompan, człowiek odruchowo niemalże zwrócił się w stronę Devina. Nie miał pojęcia, dlaczego to zrobił. Właściwie się nie pokłócili. No dobrze. Może tak. Ale przecież nie był obrażony na potomka wilków ani nic w tym rodzaju. Nie miał do tego powodów. On po prostu płoszył się za każdym razem, gdy przyszło zmierzyć się z tym tematem. Niezależnie od tego, czy było to w momencie, gdy jego uczucia pozostawały niejasne, czy w momencie, w którym całkowicie obnażył się przed Nadimem. Dosłownie.
Poczuł, jak ręka potomka wilków przesuwa się wzdłuż jego biodra i zaciska wokół jego pasa, pod materiałem koca. Amir w pierwszej chwili drgnął niespokojnie, ale uświadomił sobie, że Devin nie jest w stanie tego dostrzec. Podobnie jak tego, że Nadim przycisnął się blisko do pleców kompana, niemalże w nie wtulając. I tego, że odgarnął mu włosy z karku, by zaraz przesunąć wzdłuż niego nosem, a następnie musnąć go krótko wargami. I tego, jak Amir położył dłoń na jego nadgarstku, uśmiechając się przy tym niepohamowanie. Chyba wcale nie miał powodów do obaw.
Obudził się po kilku godzinach snu. Przetarł oczy, przewracając się na plecy. Był środek nocy. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że potomka wilków przy nim nie było. Rozejrzał się zdezorientowany i dostrzegł go moment później. Nadim stał przy pobliskich drzewach, spoglądając w jego kierunku, po czym machnął dłonią w kierunku lasu i zaraz zniknął za nimi. Amir zerwał się tak gwałtownie, że, pomijając kwestie obrażeń wcześniejszych, omal nie rozbił sobie głowy, zaplątując się w koc i cudem unikając bliskiego spotkania z ziemią. Ostatecznie wyswobodził się z niego i na powrót okrył Devina, po czym ruszył szybkim krokiem do lasu. Obawiał się, że Nadim odejdzie zbyt daleko i trudno mu będzie go znaleźć, ale potomek wilków czekał zaraz za pobliskimi drzewami. Amir zbliżył się do niego. Jego towarzysz uśmiechnął się szeroko, po czym zarzucił mu ręce na szyję i wpił się w jego wargi. Człowiek oparł dłonie na jego biodrach, oddając pocałunek. Rozchylone wargi kompana, stanowiły zaproszenie dla jego języka. Amir wsunął go do ich wnętrza, napotykając na język potomka wilków. Spletli się ze sobą w ciasnym uścisku, całując namiętnie.
Po chwili potomek wilków odsunął się od niego, uśmiechając z wyraźnym zadowoleniem. Bez słowa, wyciągnął dłoń w kierunku mężczyzny. Amir chwycił ją bez chwili wahania, również się nie odzywając. Ruszył przed siebie, prowadzony przez Nadima. Szli powoli, nie spiesząc się nigdzie i nie rozmawiając. Amir czuł się odrobinę nieswojo. Jego serce biło szybko, wzrok raz po raz wędrował w kierunku towarzysza, palce zacisnęły się mocno na dłoni potomka wilków…
-Dokąd właściwie idziemy…?- zapytał w końcu, wpatrując się w towarzysza.
Nadim spojrzał na niego, uśmiechając się ciepło.
-Na spacer- odpowiedział łagodnie.
-Och… Myślałem, że szykuje się coś poważniejszego…- rzucił Amir z udawanym rozczarowaniem.
Jego kompan parsknął śmiechem.
-Jesteś cały obolały- zauważył, i raczej nie trzeba było posługiwać się zaawansowaną dedukcją, by dostrzec ten fakt.- Widzę jak chodzisz…
-Taaak…- mężczyzna uśmiechnął się pod nosem.- Cóż… Bezbolesne to nie było…
Potomek wilków uśmiechnął się ponownie. Przeszli jeszcze kilkanaście metrów, po czym nagle zatrzymał się, chwytając mężczyznę za ramiona.
-Zależy mi na tobie- powiedział, nie przestając się uśmiechać. Amir odkaszlnął cicho, speszony tak, jakby wcale nie oczekiwał na te słowa.- To właśnie chciałeś usłyszeć…?
-Mhm…- szepnął, skinąwszy głową, chociaż już po chwili naszły go zwyczajowe wątpliwości.- Chociaż właściwie…- zawahał się przez moment.- Właściwie w jakim sensie „zależy”…?- to pytanie chyba przekroczyło cierpliwość Nadima, który jęknął ze zgrozą:
-Och, na litość boską!
-Po prostu nie jestem pewien, czy…
Nadim przyciągnął go do siebie sprawnym ruchem i pocałował. Krótko i mocno, ale wystarczająco, by przekazać mężczyźnie to, co miał na myśli. Amir jednak znalazł się właśnie w stanie swoich zwyczajowych obaw i przyjęcie tego faktu nie przychodziło mu z łatwością.
-Teraz już jesteś pewien…?- dopytał Nadim.
-Cóż… Mam kilka opcji…
Potomek wilków nie dał mu szansy wyartykułowania swoich wątpliwości. Pocałował go ponownie, tym razem dłużej, pozwalając sobie na to, by pogłębić ich pocałunek. Amir oddał go natychmiast, obejmując towarzysza ciasno. Właściwie dla takich „dowodów” mógłby pozostać wątpiącym odrobinę dłużej…
-A teraz…?- zapytał Nadim, wpatrując mu się prosto w oczy.
-… Góra dwie…- szepnął mężczyzna, nie mogąc pohamować uśmiechu.
Jego kompan odpowiedział mu tym samym, nieco rozbawiony.
-Dobrze…- zaczął nagle Amir, biorąc głęboki oddech i uznając, że powinien to wyjaśnić, raz, a dobrze i nie przejmować się już więcej tym, że cokolwiek jest niezrozumiałe.- To, co teraz powiem, zabrzmi pewnie jak wywód Devina, ale błagam, nie przerywaj mi… Od jakiegoś czasu… Myślę o tobie…- przyznał zawstydzony, po czym odkaszlnął z zakłopotaniem, widząc narastające rozbawienie malujące się na twarzy potomka wilków.- Właściwie myślę o tobie ciągle. I jesteś dla mnie ważny. Wiesz zresztą o tym dobrze. Ważny bardziej niż jakikolwiek inny mężczyzna. I nie chciałbym nigdy…- urwał, uznając, że dalsze słowa są nieodpowiednie.- A może raczej, chciałbym być z tobą. I jeśli to jest dla ciebie w porządku, to…- zawahał się, po czym dokończył kulawo- To w porządku.
Nadim wpatrywał się w niego przez dłuższą chwilę, nie mówiąc ani słowa.
-Kiepsko- ocenił w końcu.
-Co?- Amir szczerze się przeraził, choć kąciki ust jego towarzysza drgały charakterystycznie.
-Jak na Devina- wyjaśnił potomek wilków.- Kiepsko. Sądziłem, że coś mi wyrecytujesz…
Amir zaśmiał się głośno.
-Nie moja wina- stwierdził, wzruszając ramionami.- Nie miałem odpowiedniego obiektu. Nie jesteś w końcu nadludzką dziewicą…
-Nie, zdecydowanie nie…
Bogowie, jak bardzo go uwielbiał! W takich chwilach docierało to do niego najbardziej. Nie wyobrażał sobie, by mógłby być bez niego. Szczególnie teraz, gdy wszystko wskazywało na to, że potomek wilków odwzajemniał jego uczucia. Wszystkie pozostałe plany wydawały się mniej istotne i możliwe do dopasowania. Pragmatyzm Amira odszedł na dalszy plan, ustępując chwilowej euforii. Gdzieś daleko, może bliżej niż sądził, ale wciąż daleko poza jego chwilowymi wyobrażeniami, znajdowała się jego ojczyzna, gdzie wszystko było inne. Gdzie był prosty podział – my i oni. Oni, ci, którzy byli odmienni i nie pasowali do niczego. I gdzie tego rodzaju relacje, tego rodzaju kontakty, były wyjątkowo źle widziane. I gdzie on był księciem. Przyszłym królem. Ale to wszystko nie miało teraz znaczenia. Amirowi wydawało się, że jest w stanie to przezwyciężyć. Gdy patrzył na Nadima, wydawało mu się, że byłby w stanie walczyć z całym światem, byleby tylko mieć go przy sobie.
-Od pewnego czasu wiedziałem…- odezwał się potomek wilków.- Wiedziałem, że coś jest na rzeczy, ale sądziłem, że nigdy w życiu się do tego nie przyznasz. Przez swoją… Sam wiesz… Nieuzasadnioną niechęć do potomków wilków…
-Nieuzasadnioną co?!- prychnął z udawanym oburzeniem mężczyzna, bo w tym momencie ani myślał wchodzić w podobne spory.
-Nie udawaj, że nie wiesz o czym mówię…- parsknął cicho Nadim, na powrót ściskając jego dłoń i ruszając z kompanem przed siebie.
-Wiedziałbym, gdybyś mówił o waszej niechęci do ludzi, ale raczej się nie przesłyszałem, więc…
Potomek wilków zatrzymał się raz jeszcze, by pocałować mężczyznę. Ledwie musnął jego wargi, ale to wystarczyło, by na dobrą chwilę skołować człowieka i sprawić, by ten zapomniał, o czym mówił.
-Dobrze jest wreszcie mieć możliwość zatkania ci ust bez zbędnej przemocy- zironizował Nadim.
-Nigdy nie stosowałeś przemocy- zauważył mężczyzna.
-Bo jesteśmy bardzo pokojową nacją…
Amir zaśmiał się z politowaniem.
-O, tak! Jestem tego żywym dowodem…- stwierdził kpiąco.
Nadim zachichotał wesoło, powracając do jego warg. Amir stracił przez chwilę równowagę i cofnął się odruchowo, natrafiając plecami na pień drzewa. Przyciągnął do siebie potomka wilków, tym razem samemu inicjując pocałunek. Jedną dłoń wplótł we włosy Nadima. Drugą zatrzymał nieco poniżej jego pasa. Czuł, jak usta Nadima układają się w lekkim uśmiechu.
-Więc to w porządku?- mężczyzna przerwał nagle pocałunek, raz jeszcze wbijając w swojego kompana uważne spojrzenie. Potomek wilków uniósł brwi.- To co czuję, to w porządku?
-Powiedziałem ci, że w porządku- stwierdził.- Powiedziałem ci to już jakiś czas temu, ale jak zwykle nie słuchałeś.
-Najwyraźniej nie powiedziałeś tego w sposób tak oczywisty, jak ci się wydaje…- odparł.
-Dla ciebie nic w tych sprawach nie jest oczywiste…- zachichotał w odpowiedzi potomek wilków.- Gdybyś był kobietą, pewnie choćbym wziął cię za żonę, i tak miałbyś wątpliwości…
-Nie jestem kobietą- zastrzegł natychmiast Amir, woląc by ten „szczegół” nie umknął uwadze jego towarzysza.
-Przecież wiem…
-Gdy wrócimy powiem o wszystkim Ludwikowi- powiedział z pełnym przekonaniem człowiek. Nadim wbił w niego pełne niezrozumienia spojrzenie.- Nie zostanę królem. Nie zgodzę się na to.
-Nie rób tego…- zaprotestował natychmiast potomek wilków, kręcąc głową.
-A jak inaczej to sobie wyobrażasz…?- parsknął Amir, nie rozumiejąc, dlaczego Nadim spogląda na niego z obawą.- Zdajesz sobie sprawę z tego, co by oznaczało objęcie przeze mnie władzy…? Byłbym otoczony przez arystokratów, pilnowali by mnie na każdym kroku, musiałbym zajmować się sprawami o których nie mam pojęcia i pewnie szybko odwiedli by mnie od prób kontaktu z tobą… Nawet bycie księciem spotykającym się z potomkiem wilków nie jest powszechnie akceptowane i nie pozostanie niezauważone… Mój brat spotyka się z kobietą, i to z ludzką kobietą, z wieśniaczką, i już to wystarcza, by wzbudzał negatywne emocje wśród społeczeństwa, a co dopiero…- umilkł nagle. Przez moment wpatrywał się w twarz potomka wilków z niedowierzaniem. Nie sprawiał wrażenia zaskoczonego ani zaniepokojonego jego słowami. Nie wyglądał, jakby chciał zadać mu jakieś pytanie czy spierać się z nim o to, co powiedział. No tak…- Ale ty zdajesz sobie sprawę z tego wszystkiego, prawda…?- zapytał ledwie słyszalnie. Okropne uczucie wkradło się do jego serca.- Oczywiście, że tak…- szepnął, płochliwie odwracając wzrok.
-Sam mówiłeś, że są sprawy ważne i ważniejsze…- zauważył potomek wilków.- Zostałeś wybrany na przyszłego króla. Niezależnie od tego, co mówisz, nadajesz się, by nim być. Twój wuj podjął decyzję, powinieneś ją uszanować.
Amir pokręcił głową, po czym uśmiechnął się gorzko pod nosem.
-Więc tak to sobie zaplanowałeś…?- zapytał cicho.- Gdy wrócimy o wszystkim zapomnimy i będziemy się zachowywali, jakby nic nigdy się nie wydarzyło…?
-Nie powiedziałem tego.
-Ale nie zaprzeczyłeś.
Nadim spuścił wzrok.
-Wszystko będzie zależało od… od okoliczności…- odpowiedział ostrożnie.- Nie wiemy, co dokładnie się wydarzy. Na razie mamy jeszcze czas do powrotu.
-Do powrotu…- powtórzył odruchowo Amir, łapiąc się za głowę. Odetchnął płytko. No i świetnie. Tego właśnie się obawiał. Obawiał się całkowicie słusznie.
-Tak. To, co stanie się później, jest teraz niemożliwe do zaplanowania.
-Cóż… Dla ciebie z pewnością…- odpowiedział kpiąco mężczyzna. Nie czekając na odpowiedź towarzysza, wyminął go i skierował się w stronę miejsca, w którym się zatrzymali.
-Co to ma niby znaczyć?!- zawołał za nim Nadim.
-Sam wiesz najlepiej!- odkrzyknął Amir, z chwili na chwilę coraz bardziej zdenerwowany.
Nie zatrzymał się ani na chwilę.
Wszystko wskazywało na to, że mylił się po raz kolejny.

12 komentarzy:

  1. Anonimowy5:19 PM

    No to tak. Na początku byłam zachwycona, Nadim i Amir zachowywali się jak prawdziwa zakochana para, to było cudowne, aż się uśmiechałam do monitora, już pomijając fakt, że człowiek tak marudził, a potomek wilków musiał mu swoim prostym językiem tłumaczyć. W końcówce jednak wcieliłam się w role Amira i to co wtedy musiał czuć, no i teraz siedzę ze łzami w oczach. No potrafisz nieźle zagrać na emocjach czytelników, zwłaszcza w Chaosie, dlatego tak bardzo kocham i Ciebie i to opowiadanie. Cholera, ciągle się powtarzam, ale co zrobić skoro to prawda. I nie mogę się już doczekać następnego rozdziału, oby wena Ci towarzyszyła, chociaż ona zawsze z Tobą jest pozwalając Ci tworzyć takie cuda, my możemy być jedynie zaszczyceni mogąc je czytać. I warto na nie czekać.
    Mikok.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ty.
    Jesteś straszną sadystką.
    Całe opowiadanie szczerzyłam się do monitora. Na koniec prawie się poryczałam. Siedząc w jednym pokoju z rodzicami.
    No nieeeeeeeee!;(
    I coraz bardziej zaczynam lubić Devina. Taki pocieszny jest.
    Strasznie cieszę się że wznawiasz Edmunda, niedawno go właśnie przeczytałam:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy8:12 PM

    Szczerze mówiąc też już na końcu przestałam nadążać za tokiem rozumowania Nadima. O ile wątpliwości i sercowe rozterki Amira rozumiem i sama jestem ciekawa ich resultatum, to potomek wilków od jakiegoś czasu jest dla mnie kompletną zagadką. Z jednej strony widać, że bardzo mu na Amirze zależy i faktycznie chce z nim być, a z drugiej – no cóż. Nie wiem. Zabrzmiało to trochę tak jakby Nadim nie miał zamiaru kontynuować tej znajomości po powrocie z ich małej wycieczki. I nie dziwię się, że te słowa zabolały mocno Amira, który właściwie zadeklarował, że mógłby zrezygnować z dotychczasowego, książęcego życia na rzecz wspólnego życia z towarzyszem. Teraz się zastanawiam czy faktycznie Nadim to miał na myśli czy się trochę pospieszyłam z nadinterpretacją jego słów. Bo nie mogę zupełnie wyobrazić sobie z jakiego powodu Nadim nie chciałby być z Amirem, gdy wrócą już do domu. Wstydziłby się przed swoimi pobratymcami? No nie mam, cholera, pojęcia :D a pojęcie wstydu jest Nadimowi chyba obce, więc nie sądzę, żeby to było jakąś istotną przyczyną. Tylko czemu tak bardzo naciska na to, by Amir został królem? Ej, to zupełnie nie wpisuje się w plan „żyjmy długo i szczęśliwie” made by Amir. Chyba, że ten mały, uszaty cwaniak coś wie, czego my biedni czytelnicy nawet się nie domyślamy i co gorsza! nie domyśla się tego również Amir. Ach, widzisz Silencio, co Ty ze mną robisz?:D Zaczęłam podejrzewać biednego Nadima o spiskowanie i jakieś kombinacje na boku.

    Swoją drogą, współczuję teraz Devinowi : ) Zapowiadają się niezłe cyrki z udziałem naszych chłopców. Szczególnie, że Amir ma taki nie do końca ugodowy charakter i gdy Nadim poddenerwuje go jeszcze bardziej, może dojść do rękoczynów : ) W każdym razie lepiej by było, żeby Amir wyrzucił z siebie to co mu tam na wątrobie zalega i może wreszcie coś stanie się jasne.

    Rozdział świetny, szkoda tylko, że tak szybko się skończył : )

    Czekam z niecierpliwością na kolejną część!

    Virus

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy9:55 PM

    Buu!! Taki dołujący koniec? :(
    Rozdział jest GENIALNY ^^
    Tylko szkoda, że taki koniec.. No i dlaczego musiałaś w TAKIM momencie go zakończyć?

    Już miałam nadzieję, że Amir i Nadim będą szczęśliwi razem.. A tu? Kolejna kłótnia.
    Obawiam się, iż nie poradzą sobie z tym problemem zbyt szybko.
    Amir pewnie dalej będzie miał pretensje. W sumie słuszne. Jeżeli chcą razem stworzyć związek to powinni pomyśleć co zrobią po powrocie do domu.

    Nadim musi nauczyć się planowania przyszłości. Czasami nie rozumiem jego postępowania. I w sumie podoba mi się to. Niby jest łatwą osobą, wszystko upraszcza, głównie wybiera łatwe drogi, ale jednak nie można go dokładnie przejrzeć, nie wiadomo co myśli.. Podoba mi się to, że na swój sposób jest tajemniczy ;3

    Może Devin wreszcie połapie się o co chodzi i pomoże przyjaciołom?
    Ciekawe jakie rady pan poeta da kochankom xD Bo coś czuję, że jak się dowie (bądź domyśli) to cały czas będzie o tym nawijał *.*

    Właściwie ile im pozostało kryształów do zebrania? Trzy, cztery? Bo powiem szczerze, że straciłam rachubę. xP

    Ciekawe czy bohaterowie wpadną wkrótce na jakiegoś demona.. Bo w końcu sprzydałoby się aby główny ,,bohater" Chaosu aby namieszał w wydarzeniach ^^

    Kurcze mam tyle myśli naraz, że nie mogę napisać nic więcej..

    Może po prostu napiszę, ze ten rozdział to cudo i z niecierpliwością oczekuję następnego, nie mogę się doczekać co nasze gołąbeczki zrobią ze swoją przyszłością *w*

    Mam nadzieję, że za tydzień ukaże się Wyzwanie, gdyż od dłuższego czasu rozmyślam jak potoczy się dalsze życie Johny'ego ^^


    Pozdrawiam i życzę dużo weny
    Ai~chan

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy10:10 PM

    Ojej.
    Rozdział faktycznie bardzo różniący się od wcześniejszych; żadnych kryształów, wrogów i intryg do rozwiązania. Określiłaś to jako "przerywnik" i jestem skłonna powiedzieć, że takie przerywniki są miłe dla oka i serduszka, byle nie pojawiały się zbyt często :) Dodanie tego w tym właśnie miejscu było zabiegiem profesjonalnym, podtrzymującym czytelników w niepewności i przyciągającym ich emocjonalnymi scenami. Pokłony za to :)

    Bardzo cieszy mnie, że Amir wreszcie zdobył się na odwagę i jego niepewności przesunęły się o kilka kroków w przód. Nie rozumiem za to motywów Nadima. Potomek wilków chce powtórzyć historię miłosną ich wujów? Niech uczy się na błędach poprzednich pokoleń xd.

    Aaaa, jestem bardzo ciekawa ich dalszych losów ^^.

    ViolettiHousut

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy11:41 PM

    Jeszcze 10 sekund przed dokończeniem notki chciałam bić pieśni pochwalne i lovely-dovely parze gołąbków... WYbaczam końcówkę za te kissy :D Jak ja ich kocham <3 Te ich dialogi ohohoho!
    Gdyby Amir wykrzyczał jeszcze, że jako król musiałby poślubić kobietę... A FU! Ale nadimmmm <3 KOcham cię, ty miśku wielki xD Obaj są zbyt słodcy... Nie mogę się doczekać wyzwania! Jeśli znowu kogoś skłócisz, to nie wybaczę :D
    Pozdrawiam, życzę weny i kocham cię,
    LoliShouta

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo podobał mi się ten "przerywnik".
    Coś nie coś sobie wyjaśnili, a mianowicie to, że Amir podoba się Nadimowi. Komuś kto kocha kobiety spodobał się facet i to jest urocze. Nadim nie patrzy na płeć, tylko na osobę. Słodkie były te ich pocałunki, spacer. A te ich gry słowne mrauuuu. Tylko biedny Devin nie wie o co im chodzi i dlaczego nie mówią "normalnie", ale szybko się zorientuje i ciekawe, jaki będzie miał do tego stosunek.

    Ej, no Nadim chyba nie chce powtórzyć historii ich wujów? Przecież Amir na tronie oznacza, że nie będą razem. Może tylko na ten czas planuje być z Amirem, a potem astalavista baby. Rozumiem, że musiało to Amira zaboleć. Przecież on kocha potomka wilków.
    Z drugiej strony Amir na tronie może dużo zmienić. Jako król ma władzę dużo da się zrobić o ile arystokraci i inni nie przeszkodzą. No, nie wiem co lepsze. W każdym razie czekam na kolejny rozdział i weeennyyy. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy12:07 PM

    Amir jest bardziej babski niż większość kobiet jakie znam. Biedny wilk...

    OdpowiedzUsuń
  9. No i już miała być pięknie i uroczo, a tu znowu problem...
    Cóż, z jednej strony rozumiem Nadima, Amir byłby z pewnością lepszym królem niż jego brat, ale z drugiej nawet mnie się zrobiło strasznie przykro jak okazało się, że potomek wilków uważa za oczywiste, że po powrocie muszą się rozstać... to było jakieś takie wyjątkowo nieczułe, jakby go to zupełnie nie obchodziło, więc rozumiem też reakcję Amira. Mam nadzieję, że w końcu wszystko się ułoży i będzie dobrze (chociaż z niepokojem zdaję sobie sprawę, że o happy end może być trudno...)
    Pozdrawiam i dużo weny życzę!

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałam. ! W końcu przeczytałam każde jedno twoje opowiadanie po kolei. Każde mi się baaardzo podobało, ale w moim serduszku najwyższe miejsce ma chyba "every me". Pisz dalej czekam na kolejne rozdziały zwłaszcza jeśli chodzi o "Wyzwanie".
    Pozdrawiam i życzę weny . ; **

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiedziałam, że sielankowy nastrój długo się nie utrzyma. To było dla mnie bardziej oczywiste niż to, że po środzie przyjdzie czas na czwartek.
    Czytając ten rozdział uświadomiłam sobie coś dziwnego, mianowicie - uwielbiam Nadima. Nie żebym nie uwielbiała go wcześniej, ale w mojej głowie to właśnie Amir zawsze grał pierwsze skrzypce, zaś teraz, nieoczekiwanie, przyszła kolej na wilczka.
    Poeta jest dla mnie postacią nijaką. Jest bo jest, ale jakby go nie było, to zbytnio bym się nie przejęła. Nie irytuje mnie, jak wcześniej, ale również nie bawi. Niby jest jakąś odskocznią, dlatego z początku zastanawiałam się, czy masz co do niego jakieś większe plany, ale teraz już się nad tym nie zastanawiam.

    Ponadto szkoda, że rozdział (w porównaniu z poprzednimi) jest tak krótki, lecz cieszę się, że w ogóle jest.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. No i tak smutno się jakoś zrobiło na końcu... Amir gotów jest oddać królestwo, byle tylko zostać z Nadimem, a ten odbiera mu nadzieję. Nadzieję, która dopiero zakiełkowała... Cóż, potomek wilków rzeczywiście postrzega świat inaczej niż ludzie. Z jednej strony to dobrze, bo bez skrępowania mówi, że Amir mu się podoba, całuje go i uprawia z nim seks, z drugiej strony jest takim idealistą i chce poświęcić swoje uczucia dla dobra ogółu... A może nie ma co mówić o uczuciu? W końcu "podobać się, lubić z kimś przebywać" to jeszcze nie "kochać"... Cóż, ciekawe, jak to wszystko się potoczy. Przed nimi jeszcze długa droga i wszystko się może stać... Pozdrawiam i życzę weny:)

    OdpowiedzUsuń