Strony

sobota, 15 grudnia 2012

18. Zaufanie [LPoH]


Z najwyższą ostrożnością, nałożyłem na naszykowany wcześniej talerz porcję karkówki, którą udało mi się przygotować w naczyniu żaroodpornym (użytym zresztą przeze mnie po raz pierwszy) i dwie łyżki ziemniaków, które oblałem wcześniej sosem z kawałkami pieczarek. Przyjrzałem się daniu z taką uwagą i dokładnością, jakby miało być ono jakiś dziełem sztuki, po czym, z dużo mniejszą uwagą, zająłem się nakładaniem swojej porcji. Skosztowałem kilka kęsów. Zdaję się, że naprawdę udało mi się w końcu przyrządzić coś zjadliwego i nie będącego połączeniem jajek z warzywami albo czymś równie prostym. Nigdy nie gotowałem nic poza naprawdę banalnymi potrawami, nigdy zresztą, nie kupowałem nawet niektórych produktów, ale uznałem, że Andy powinien jeść normalne posiłki. Zresztą, miałem szczerą nadzieję, że mu zasmakuje.
Rudowłosy wyszedł z rana na spacer i chyba nie spieszyło mu się z powrotem, dzięki czemu mogłem spędzić przedpołudnie w towarzystwie książki kucharskiej, słuchając jednocześnie jednym uchem audycji radiowej poradni małżeńskiej, i okazjonalnie, krzyków sąsiadów. Choć i tak, było dziś wyjątkowo spokojnie. Chłopak wysłał mi jednak sms-a, że zaraz będzie, więc przygotowałem obiad i podałem do stołu, ułożywszy ładnie sztućce. Cholera, znowu się denerwowałem. Chciałem być dla niego… miły. Bardziej miły niż zwykle. Ale! Ale nie do przesady miły, rzecz jasna! Może po prostu sam już nie wiedziałem, czego chciałem i w tym tkwił mój największy problem. Chociaż nie. Chciałem jego, a to jeszcze nie było skomplikowane. Komplikacje wynikały właśnie z konsekwencji tego „chcenia” dla mnie i dla niego.
Drzwi mieszkania otworzyły się na oścież.
-Jestem!- usłyszałem wesołe wołanie rudowłosego. Stałem w kuchni, uśmiechając się lekko i czekając, aż skończy zdejmować buty i kurtkę.- Dasz wiarę…? Chyba ktoś przyszedł do tej twojej starej sąsiadki, bo czuć zapach jakiegoś mięsa… Bardzo przyjemny zapach… Tutaj zresztą też…- dodał po chwili, wyraźnie zdumiony i wreszcie pojawił się w progu.
Zerknął na zastawiony stół. Uniósł brew. Jakiś uśmieszek błąkał się przez moment na jego wargach, a ja aż zacząłem się zastanawiać, czy z tym wszystkim nie przesadziłem.
-Super, Mitch- stwierdził jednak z zadowoleniem chłopak, siadając przy stole.
Zająłem miejsce naprzeciwko niego.
-Smacznego- rzuciłem, uśmiechając się serdecznie.
Andy bez chwili wahania zabrał się do jedzenia, wyraźnie bardzo głodny. Po chwili jednak przerwał i zmarszczył brwi.
-Coś nie tak?- zaniepokoiłem się.
-Nie ma jakiejś surówki…?
-N… Nie… Nie pomyślałem o tym… Przepraszam…- odparłem, nieco zdezorientowany.
-Spoko, Mitch- odparł lekko, po czym podniósł się z miejsca i ruszył do lodówki. Wyjął z niej dwa kiszone ogórki i ułożył na swoim talerzu, po czym wrócił do jedzenia, co jakiś czas zagryzając warzywem.- Pyszne!- powiedział w pewnym momencie, kiwając z uznaniem głową.- Serio, Mitch. Nie wiedziałem, że tak dobrze gotujesz…
Odkaszlnąłem cicho, rumieniąc się natychmiast.
-Ja też nie- przyznałem.
-Zaskoczyłeś mnie- stwierdził chłopak.- Dawno już nie jadłem czegoś tak dobrego… To znaczy jasne, ucieszyłbym się nawet, gdybyś zrobił mi hamburgera, ale wiesz…
Zaśmiałem się cicho, nie mogąc oderwać od niego wzroku.
-Uwielbiam cię…- szepnąłem mimowolnie i dopiero moment później zdałem sobie sprawę z tego, że te słowa wyszły z moich ust. Zawstydziłem się jeszcze bardziej, ale Andy tylko uśmiechnął się, gdy to usłyszał, nie mówiąc na ten temat ani słowa.
Zacząłem jeść, głównie po to, żeby ukryć własne zażenowanie.
-Zrobimy kiedyś pizzę, Mitch?- zagadnął mnie po chwili rudzielec.
-Hm?- spojrzałem na niego pytająco.
-Taką domową…- wyjaśnił z pełnymi ustami.- Słyszałem, że są naprawdę dobre…
Uśmiechnąłem się do niego ciepło.
-Oczywiście- odpowiedziałem.
-Ile właściwie zostało ci pieniędzy…?- dopytał rudowłosy, marszcząc brwi i przyglądając mi się badawczo.- Tak mniej więcej…
-Mniej więcej tyle, ile jest mi potrzebne- zaśmiałem się lekko.- Zarabiałem dość sporo, a jak widzisz, nie żyję w szczególnym luksusie, raczej dość skromnie…
-Skromnie?- Andy również się zaśmiał, kręcąc z niedowierzaniem głową.- Mitch, żyjesz jak jakiś średniowieczny asceta! Gdybym miał tyle kasy… W sumie nie wiem, ile masz kasy, ale trochę tego jest… To nie rezygnowałabym z takiej super pracy! Byłeś architektem!
-Jestem- poprawił go odruchowo Mitch.
Andy parsknął cicho.
-No już nie bardzo… To fajna robota… Nie jakieś kopanie rowów czy coś…- zachichotał.- W takim wypadku mógłbyś mieć coś przeciwko, ale to przecież super praca! Mógłbyś pracować, zarabiać i żyć na ekstra poziomie! Mieć jakiś apartament albo przynajmniej dom, drogi samochód i inne super rzeczy… Jak ten twój przyjaciel…
-… Hugo…- wydusiłem z siebie z autentycznym żalem.
Jak Boga kocham, nigdy mu nie zazdrościłem. Naprawdę nigdy. A przy Andy’m, zazdrościłem mu wszystkiego. Gdybym był jak Hugo, to rudowłosy na pewno patrzyłby na mnie inaczej. I nie trzęsłyby mi się ręce za każdym razem, gdy znajdowałbym się blisko niego. Umiałbym powiedzieć coś zabawnego. Błyskotliwego. Zamiast zwyczajowego bełkotu, jaki powstawał z moich słów za każdym razem, gdy zwracałem się do Andy’ego. No i mógłbym mu zaimponować. Czymś znacznie lepszym niż wyremontowany pokój i świeżo przygotowany obiad.
-Ale ogólnie wrócisz jeszcze do pracy, nie?- Andy już prawie kończył.
Mnie apetyt przeszedł, więc nabierałem niewielkie kęsy, żując je następnie niemrawo.
-Chyba będę musiał…- przyznałem, skinąwszy głową.- Ale jeszcze trochę- dodałem zachowawczo.
-Skoro tak bardzo zależy ci na zmianach, to może po prostu zmień branżę?- zasugerował rudzielec.- Zostań taksówkarzem albo coś…- zachichotał.- O! Mam lepszy pomysł!- w jego oczach rozbłysły wesołe iskierki.- Zostań striptizerem!- omal nie zakrztusiłem się, słysząc tę propozycję.- Jak byłem jeszcze w domu, to raz, w jednym klubie, widziałem naprawdę śmieszną scenę…- chichotał chłopak.- To był chyba wieczór panieński albo coś w tym stylu… Dziewczyny gadały ze sobą i tak dalej, piły… Wreszcie przyszedł jakiś facet, z własną muzyką i zaczął się rozbierać… Żebyś widział ich miny, chyba nie takiego ciacha sobie życzyły! Miał z czterdzieści lat, był łysawy, no i ten brzuch…
Westchnąłem cicho pod nosem, czując się jeszcze gorzej. No cóż… Chyba musiałem pogodzić się z tym, że wzbudzałem w Andy’m podobne skojarzenia, chociaż raczej byłem daleki od radości.
-Mitch, nie musisz się od razu denerwować…- rudzielec chyba zauważył moją minę. Uśmiechnąłem się do niego, jakby chcąc mu udowodnić, że wcale tak nie jest, ale mój uśmiech wypadł chyba blado, bo chłopak wciąż przyglądał mi się z pobłażaniem.- Naprawdę nie musisz wszystkiego odnosić do siebie… Nie porównywałem cię do tamtego faceta przecież, ot tak, tylko mi się przypomniało…
-W porządku, Andy- odparłem jedynie, chociaż nie byłem przekonany.
-Przecież ty, jak na swój wiek, Mitch, jesteś całkiem niezły…- ocenił Andy, odkładając widelec i przyglądając mi się badawczo. Podniosłem na niego wzrok, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Nawet zwyczajowe „jak na swój wiek” nie przeszkadzało mi aż tak bardzo.- Naprawdę. Jesteś przystojny. Podobasz mi się.
Odkaszlnąłem raz, a później drugi, usiłując wydusić z siebie coś więcej niż pierwotne: „mhm”, ale nie bardzo byłem w stanie.
-Pozmywam- stwierdziłem w końcu, chwytając za swój, wciąż do połowy pełny, talerz i sięgając po naczynie z którego jadł rudowłosy, ale ten mnie ubiegł i sam posprzątał szybko ze stołu.
-Siedź, Mitch…- rzucił, podchodząc do zlewu. Nie mogłem się powstrzymać, by nie odwrócić za nim głowy, śledząc jego ruchy z wielkim skupieniem.- Masz…- zdjął z lodówki karteczkę i podał mi leżący na blacie długopis, by ostatecznie z niezwykłą gracją odwrócić się i wylądować mi na kolanach.- Robimy listę. Pizza- przypomniał mi, uśmiechając się cokolwiek złośliwie, gdy ja próbowałem zebrać myśli.
Coś ze mną jest zdecydowanie nie tak. Nie żeby to była jakaś nowość, zdałem sobie z tego sprawę już, gdy ta cała sprawa się rozpoczęła, ale z dnia na dzień uświadamiam to sobie coraz bardziej. W czasie obiadu przeżywam swoje największe uniesienia i dramaty, te drugie przez to, że w ciągu jednej sekundy wydaje mi się, że jestem kompletnie nieatrakcyjnym, starym facetem, który usiłuje dobrać się do nastolatka, krygując się i usprawiedliwiając wyrzutami sumienia (i jest w tym dużo prawdy), a te drugie przez to, że w równie szybkim czasie, Andy jednym słowem może sprawić, bym czuł się kimś zupełnie innym.
Nie byłem pewien, czy mówił prawdę twierdząc, że mu się podobam. Andy rzadko bywał poważny. Raczej figlarny. Po prostu figlarny. Chyba bawiło go moje zachowanie.
Objął mnie jednym ramieniem, spoglądając na mnie z wyczekiwaniem.
Przez moment wgapiałem się w niego absolutnie bezwstydnie, po czym zmusiłem się do tego, by chwycić za długopis i przenieść wzrok na kartkę.
-Tak… Pizza… Nigdy nie robiłem pizzy…- zauważyłem, niezbyt odkrywczo, czekając na pomoc rudowłosego, który, niezbyt pomocnie, omiótł moją szyję ciepłym oddechem, sprawiając, że całe moje ciało przeszły przyjemne dreszcze. Odchrząknąłem. Skoncentruj się, Mitch. Pizza.- Trzeba będzie z czegoś zrobić ciasto... Więc… drożdże?- zasugerowałem.
-Mhm…- potwierdził cichym pomrukiem.
-No i jakiś sos. Sos też by się przydał. Prawda, Andy?-  dopytałem, nieco zdezorientowany jego brakiem odpowiedzi. Andy lubił odpowiadać na wszystko.
-Mhm- wymruczał znów rudzielec.
-No i jakieś przyprawy. Mięso.
-Mhm.
-Może pieczarki?
-Mhm.
-Kukurydzę…?
-Mhm…
Spojrzałem na niego z rozbawieniem.
-Mhm?- podchwyciłem, unosząc brew.
-Mhm…- zamruczał raz jeszcze, po czym zaśmiał się cicho i wpił się w moje wargi.
Oddałem pocałunek, nieco onieśmielony. Westchnąłem mimowolnie, czując, jak jego język muska moje wargi, w sposób absolutnie kuszący. Rozchyliłem je w geście zachęty, ale Andy chciał mnie sprowokować do czegoś innego. Wsunąłem język do jego ust. Oparłem dłoń na policzku chłopaka, z chwili na chwilę całując go coraz bardziej żarliwie i zaczynając powoli zapominać o tym, że mam powody do wstydu i oporów. Tym razem, na szczęście, sytuację przerwał Andy, który oderwał się od moich warg z triumfalnym uśmiechem, by zaraz złożyć na moich ustach jeszcze kilka ciepłych i krótkich pocałunków.
-Dopisz jeszcze coś do nawilżania- zasugerował.
-Do nawilżania…?- w pierwszej chwili zupełnie nie zrozumiałem, co ma na myśli.- Do pizzy…?- zmarszczyłem brwi, na próżno usiłując znaleźć odpowiedź.
-… I gumki…- dopowiedział, chichocąc z rozbawieniem.
Dopiero wtedy do mnie dotarło…
… O bogowie…
Przeżywam właśnie kolejny zawał.
Spojrzałem na Andy’ego niemniej spłoszony niż zawsze, gdy słyszę od niego podobne sugestie. Może właśnie dlatego, że nigdy nie jestem pewien, na ile poważnie traktować jego słowa, a na ile są tylko jego żartem i drobną kpiną.
-Chcesz uprawiać ze mną seks…?- zapytałem ostrożnie.
Nie, to wbrew pozorom wcale nie było oczywiste. To znaczy po tym, co między nami zaszło… i nie mam na myśli pocałunków… można by uznać, że pewne kroki mamy już za sobą… I nie, wciąż nie jestem z tego dumny, wprost przeciwnie, ale wyczerpałem już chyba wszelkie możliwości przepraszania rudowłosego, który zresztą uważał, że nie mam powodów do wyrzutów sumienia. Andy mi się podobał. Podniecał mnie. Pociągał, jak nikt inny. I same moje wyobrażenia były już… Ekhem… Bardzo niestosowne. Gdybym jeszcze miał wprowadzić je w życie… Cóż… Poza tym, nie byłem pewien, czy ja rzeczywiście podobam się jemu, w jakikolwiek sposób, wykraczający poza zwykłą sympatię. Albo litość. Nieważne. Tak czy inaczej, nasze stosunki były… byłyby… nieodpowiednie. Nawet, biorąc pod uwagę to, że Andy mógłby rzeczywiście być mną zainteresowany… jakkolwiek… chyba wolałbym trochę zaczekać.
Aż będzie miał osiemnaście lat.
… Albo trzydzieści.
Och, Boże.
-Być może- Andy wzruszył obojętnie ramionami.
„Być może”? „Być może” mogło być odpowiedzią na pytanie czy zechce pójść ze mną do kina albo czy dać mu dokładkę, ale odpowiedź „być może” na pytanie o seks jest… ogólnie mówiąc, niewystarczająca.
-A ty chcesz uprawiać seks ze mną?- zapytał otwarcie chłopak.
-Eee…
… Dobrze.
Ta odpowiedź też nie była zbyt oczywista…
-Jednak pozmywam- odkaszlnąłem, zdejmując go sobie z kolan i wstając.
Podszedłem do zlewu, a Andy zajął moje miejsce, rozsiadając się wygodnie i przyglądając mi z uwagą. Odkręciłem kurek i zacząłem zmywać naczynia.
-Mitch, ile miałeś lat, jak przestałeś być prawiczkiem…?- zapytał nagle Andy, wyraźnie zaintrygowany.
Obejrzałem się na niego i zaśmiałem się cicho, kręcąc jedynie głową.
-Bo chyba przestałeś już nim być, co?- wyzłośliwiał się nieco rudzielec.
-Tak- potwierdziłem z rozbawionym uśmiechem.
-Kiedy?- nie dawał za wygraną.
-Miałem dwadzieścia parę lat…- rzuciłem ogólnie.
-Dwadzieścia ile lat?
Zaśmiałem się raz jeszcze.
-Dwadzieścia trzy- przyznałem, oglądając się na niego.- Dlaczego cię to ciekawi?
-Dwadzieścia trzy?!- Andy zaczął śmiać się niepohamowanie.- Oj, Mitch! W dzisiejszych czasach to byłbyś jakąś żywą skamieniałością czy coś…- uśmiechnąłem się pod nosem, wzdychając jednocześnie dość rozpaczliwie. Momentami, przy rudowłosym, rzeczywiście tak się czułem.- Dlaczego tak późno…? Och, nie mów mi… Pewnie nie czułeś potrzeby, żeby to zmieniać…- dodał dość kpiąco, wyśmiewając moje wyjaśnienia dotyczące pracy i innych życiowych spraw.
-Tak się po prostu złożyło- odpowiedziałem, odkładając talerze na suszarkę i zakręcając wodę. Odwróciłem się przodem do rudowłosego, opierając plecami o blat. Chciałem poruszyć pewien temat. Właściwie już od dawna, ale jakoś się nie składało, poza tym, gdy schodziliśmy na bardziej intymne sprawy, Andy często odpowiadał dość opryskliwie i widać było, że nie lubi, jak z nim o tym rozmawiam. Poza tym, nie chciałem wyjść na osobę, która wtrąca się w jego prywatność. Mimo wszystko, rzuciłem- Uważam, że zacząłeś za wcześnie. Mówię o seksie- wyjaśniłem, odkaszlnąwszy.
-A ty za późno…- zachichotał Andy, ale zaraz spoważniał nieco i odpowiedział ze spokojem- Wiem o tym, Mitch. W sensie wiem, że tak uważasz i wiem, że zacząłem za szybko.
-Oczywiście nie mam do ciebie pretensji- zaznaczyłem natychmiast. Wprost przeciwnie. Jedyną osobą do jakiej miałem pretensje był ten… mężczyzna. Właściwie mnie to zdumiało, ale ostatnimi czasy, im częściej myślałem o Andy’m i o tym, co go spotkało, myślałem też o tym człowieku. Wiedziałem, że rudzielcowi na nim zależało. I wtedy, i teraz również. Niezależnie od tego, czy to nadal było uczucie, ledwie sentyment, czy zwyczajne rozżalenie. Ten chłopak go w sobie rozkochał, sprawił, że ten, opuścił rodzinny dom, a następnie porzucił go bez cienia wątpliwości. Nie mogłem uwierzyć, że ktoś mógłby postąpić równie okrutnie. Że ktoś w ogóle mógłby zrezygnować z kogoś takiego jak Andy. Ja nigdy nie zrobiłbym czegoś podobnego.- Wiem, że on był od ciebie starszy… Pewnie na ciebie naciskał…
-Jasne, Mitch- przerwał mi, parskając cicho.- A za oknem właśnie przeleciała tęczowa krowa… Gdybym nie chciał, to nic by się nie stało.
-Byłeś dzieckiem- zauważyłem.
-Miałem czternaście lat- sprostował.
Uśmiechnąłem się znacząco.
-Teraz mam szesnaście- zauważył z nieco złośliwym uśmiechem.- Naprawdę sądzisz, że przez te dwa lata jakoś bardzo się zmieniłem…?
… Taaaak… To dobre pytanie.
-Zmężniałeś- odparłem.
-Ja?- Andy zaczął się śmiać.- Ja nie mężnieje, Mitch, ja z roku na rok robię się coraz bardziej dziwaczny… Moja matka tak mówiła…- dodał, uśmiechając się lekko.- Poza tym, wiem dobrze jakie wy macie do tego podejście.
-My?- podchwyciłem.
-Tak. Sta… Dorośli…- poprawił sam siebie Andy, choć niestety na tyle późno, że i tak zdążyłem podupaść na duchu.- Wydaje wam się, że wszyscy nas do wszystkiego zmuszają… Ale prawda jest taka, że gdybym nie chciał, to bym z nim nie był, i tyle. Ale chciałem. Podobał mi się. Zależało mi na nim… W pewien sposób…- wyraźnie silił się na obojętność, choć dobrze wiedziałem, że ta sprawa nadal budziła w nim duże emocje.- Nic wielkiego- podsumował, wzruszając ramionami.
-I nigdy nie żałowałeś?- zapytałem z niedowierzaniem.
Uśmiechnął się niepewnie.
-Raz. Za pierwszym razem. Obejrzeliśmy taki film i… nie byliśmy za dobrze przygotowani- wyjaśnił szczerze.- Później strasznie mnie bolało. Naprawdę okropnie. Sądziłem, że już tego nie powtórzę, ale następnym razem było już dobrze… Dlatego wiesz już, co dodać do listy zakupów- dodał z rozbawieniem.
Uśmiechnąłem się w odpowiedzi, nadal nie będąc pewnym, czy traktować to na poważnie. Zresztą, nie to w tym momencie najbardziej mnie zastanawiało. Kusiło mnie, żeby zapytać wprost, jak bardzo Andy’emu zależy obecnie na tamtym chłopaku, ale ostatecznie się poddałem. To byłoby zdecydowanie niestosowne. Gdyby rudowłosy chciał o tym rozmawiać, pewnie mielibyśmy to już za sobą, ale najwyraźniej było to na tyle intymne, że nie chciał poruszać tego tematu.
-No… To zbieram się, Mitch- podniósł się z miejsca i ruszył do przedpokoju.
-Co?- zapytałem, zdezorientowany, idąc prędko za nim.- Ale… Przecież dopiero co wróciłeś…- stwierdziłem, obserwując, jak zakłada kurtkę.
-No- potwierdził rudzielec, niedbale zarzucając na szyję szalik.- Zjadłem i idę. Nie patrz tak na mnie, Mitch… Chcę po prostu pochodzić, pogadać ze znajomymi i w ogóle…
-Ze znajomymi…?- podchwyciłem natychmiast.
-Tak. Tymi z hotelu.
Ta informacja raczej mnie nie uspokoiła, wprost przeciwnie. Wolałem, żeby całkowicie zerwał z nimi kontakty i wydawało mi się, że odkąd mieszka ze mną, rzeczywiście tak jest. Trochę zdumiało mnie jego poranne wyjście, ale jeszcze nie wiedziałem, że ma coś wspólnego z tymi ludźmi. To tam Andy nabawił się kłopotów. Wiedziałem jednak, że ograniczanie go jest zupełnie bezcelowe i spotka się tylko z oporem.
-Nie przejmuj się, Mitch- parsknął chłopak.- Nic mi nie będzie.
-Ci ludzie, którzy zaatakowali cię wtedy, wieczorem…- przypomniałem. Skinął głową, spoglądając na mnie z wyczekiwaniem.- Znajdą cię tam.
-Nie szukają mnie już. Nie mają odwagi do starcia z moim obrońcą...- zachichotał. Podszedł do mnie i musnął krótko moje wargi, po czym ubrał prędko buty.- Serio, Mitch, nie masz powodów do zmartwień, wiem co robię… Nie sprawię ci żadnych problemów…
-A sobie?
-Sobie tym bardziej. Spokojnie.
Nie byłem spokojny, ale nie bardzo wiedziałem, jak mógłbym go powstrzymać.
-Ej, Mitch…- zaczął chłopak.- Mógłbyś dać mi trochę pieniędzy…?- zapytał dość nieśmiało.- No wiesz… Żebym gdzieś poszedł… Zjadł coś i w ogóle…
-Jasne- odpowiedziałem, mechanicznie wyjmując portfel z tylnej kieszeni. Sięgnąłem po banknot, ale nagle zamarłem w bezruchu, wahając się.
Andy westchnął ciężko.
-Nie. Nie kupię narkotyków. Ani alkoholu. Zbyt wiele. Nie, nie zrobię niczego złego. Przysięgam. Zresztą, dobra, Mitch, nie, to nie…- rzucił obojętnie, ruszając do drzwi.
-Andy!- chwyciłem go za ramię, zatrzymując przy sobie.- Wiesz dobrze, że nie o to chodzi… Masz…- wręczyłem mu studolarowy banknot. Uśmiechnął się z wdzięcznością.- Tylko uważaj na siebie, proszę cię.
-Pewnie, Mitch. Będę grzecznym chłopcem…- uśmiechnął się nagle figlarnie, zagryzając wargę.- O ile mnie pocałujesz…- dodał prowokująco, zbliżając się do mnie.
Parsknąłem cichutko. Ucałowałem delikatnie jego wargi.
-No wiesz, Mitch?!- westchnął z udawanym rozczarowaniem, opierając dłonie na biodrach.- Wręcz zmuszasz mnie do bycia niegrzecznym… Ale o tym porozmawiamy później…- dodał  z tajemniczym uśmiechem, po czym wyszedł z domu, nie zapiąwszy nawet kurtki.
Stałem jeszcze przez chwilę w miejscu, spoglądając na drzwi, po czym z głębokim westchnieniem powędrowałem do kuchni, usiłując znaleźć sobie jakieś zajęcie.
Bez Andy’ego było zdecydowanie zbyt cicho i spokojnie.

Wrócił koło osiemnastej, co nieco mnie uspokoiło, chociaż chyba nie był w nastroju. Usiłowałem z nim porozmawiać, ale odpowiadał dość krótko, pisał coś na telefonie, a później poszedł wziąć prysznic, by ostatecznie usiąść w salonie i obejrzeć odcinek jakiegoś serialu. Dołączyłem do niego w połowie, ale naprawdę, jak na swoje zwyczajowe zachowanie, nie był zbyt rozmowny. Choć właściwie, jeśli chodziło o jego prywatne sprawy, nigdy nie był rozmowny. Później poszedł do swojego pokoju, chyba chciał zostać sam, a ja przeniosłem się do sypialni. Przebrany w piżamę, położyłem się do łóżka i włączyłem telewizor, chcąc się czymś zająć, choć nieustannie zastanawiałem się jedynie nad tym, czy będzie chciał spać ze mną i tej nocy. W końcu przyszedł. Miał na sobie dłuższe niż zwykle, dresowe spodnie i luźną koszulkę. Zatrzymał się na moment w progu, mierząc mnie uważnym spojrzeniem, po czym podszedł do łóżka i wślizgnął się pod kołdrę.
-Wszystko w porządku?- zapytałem z troską.
Zaśmiał się cicho.
-Mówiłem ci już, że tak.
Uśmiechnąłem się niepewnie.
-To spotkanie… Z twoimi znajomymi… Wszystko poszło jak trzeba?- dopytałem, bo nie miałem wątpliwości, że właśnie z tym wiążę się złe samopoczucie Andy’ego.
Wzruszył ramionami, unikając odpowiedzi.
-Nie wiem…- odparł w końcu, po dłuższej chwili.- Ale już nie będę się z nimi spotykał, Mitch.
-Dlaczego?- zaniepokoiłem się, marszcząc brwi.
-Po prostu. Nie mam ochoty.
-Wszystko w porządku, Andy?- zapytałem po raz kolejny, tym razem niemalże przerażony. Podniosłem się do pozycji siedzącej, chwytając go za ramiona i wpatrując w niego z obawą.- Niczego ci nie zrobili…?
Spojrzał na mnie jakoś dziwnie, po czym parsknął śmiechem.
-Czasem nie mogę w ciebie uwierzyć, Mitch…- westchnął cicho pod nosem, po czym dodał- Jasne, że wszystko okej. Tylko już ich nie lubię. Nie pytaj czemu, nie będę z nimi gadał… Będę przesiadywał z tobą w domu całymi dniami… Będziemy żyli po królewsku… Jak król i książę- zachichotał, rozbawiony.- Co ty na to?
Uśmiechnąłem się w odpowiedzi. Czułem ulgę, że wszystko z nim w porządku, choć i tak wolałbym wiedzieć, co dokładnie zaszło. Przesunąłem mimowolnie opuszkami palców wzdłuż jego policzka. Spoglądał na mnie przez chwilę, po czym nachylił się, by sięgnąć po pilot, a następnie usadowił na moich biodrach. Odwrócił się na chwilę, by wyłączyć telewizor, po czym spojrzał mi prosto w oczy. Milczałem, nie będąc w stanie oderwać wzroku. Serce biło mi szybciej. Było cicho. Spokojnie. Chyba zapomniałem nawet o swoich nerwach i zwyczajowych wątpliwościach. Uwielbiałem na niego patrzeć.
-Teraz mnie pocałujesz, Mitch…?- zapytał, uśmiechając się lekko.- Ale tak porządnie…
Zaśmiałem się na te słowa.
-Zawsze całuję cię porządnie.
-Więc pocałuj mnie tak, jakbyś mnie całował, gdybyś mnie kochał- rzucił rudowłosy.
Nachylił się nade mną,i to on zainicjował pocałunek, zamykając mi usta i sprawiając, że nie wydostały się z nich słowa, które właśnie przeszły mi przez myśl. Kocham cię, Andy. Kocham cię szaleńczo i kompletnie nieracjonalnie. I tak, jak nie kochałem nikogo innego. Byłem tego pewien. Bałem się z początku, że chowam za wydumanymi uczuciami rzeczywiste motywy, pożądanie, pragnienie, ale teraz wiedziałem, że to wszystko nie na tym się opierało. Choć pragnąłem go bardzo… Jego ciepłe wargi rozchyliły się w zapraszającym geście. Nie mogłem nie odpowiedzieć. Nasze języki splotły się ze sobą w rozkosznym tańcu. Oplotłem go jedną ręką w pasie, wolną dłonią sięgając do jego włosów i wplatając w nie palce. Gładziłem niespiesznie rude pasma, całując go absolutnie bezwstydnie i zapominając na moment o wszelkich swoich zahamowaniach.
… Och, Andy.
I mogłem tylko wzdychać do niego w myślach, nawet teraz, gdy miałem go tak blisko siebie…
Nigdy nie całowałem nikogo tak długo. I nigdy nie czułem przy tym niczego podobnego do tych dreszczy pełnych rozkoszy i podniecenia, jakie przechodziły po całym moim ciele. Przewróciłem go na pościel, sprawiając, że to on wylądował na plecach, a ja zawisłem nad nim, odrywając się od jego warg. Uśmiechnąłem się radośnie. Zachichotał, zaplatając ręce wokół mojej szyi.
-Dobrze całujesz, Mitch- powiedział.- Zwłaszcza jak na prawiczka…
Zaśmiałem się.
-Nie jestem prawiczkiem.
-Ale byłbyś. Gdybyś był w moim wieku.
Parsknąłem z rozbawieniem, widząc jego uśmiech. Uwielbiałem, gdy się śmiał.
-Pocałuj mnie w szyję- zażądał prowokująco, by zaraz zagryźć wargę w figlarnym uśmiechu.
Spoglądałem na niego przez moment, po czym bez zwyczajowego wahania i setek pytań, jakie rodziły się w takich chwilach w moim umyśle, nachyliłem się nad nim i delikatnie musnąłem ustami jego szyję. Powędrowałem nieco niżej, powtarzając tę czynność kilkakrotnie, aż wreszcie, zachęcony jego pomrukami, wpiłem się w jego skórę. Jego uścisk zacieśnił się. Westchnął cicho. Ze świadomością tego, że brnę coraz dalej i zaraz może to skończyć źle, przerwałem niechętnie pieszczotę.
Andy podniósł się na moment do pozycji siedzącej i zrzucił z siebie koszulkę, by opaść z powrotem na pościel.
-Teraz tu…- zaśmiał się, wskazując na swój tors.
Nie mogłem powstrzymać rozbawionego uśmiechu. Zsunąłem się niżej. Złożyłem kilka niespiesznych pocałunków na jego brzuchu. Miotał się przez moment, chichocąc niepohamowanie.
-M… Mitch… Mam tam łaskotki…- wydusił z siebie, wciąż się śmiejąc.
Zawtórowałem mu tym samym, przerywając i wracając na moment do jego ust. Złożyłem na nich powolny pocałunek, po czym znieruchomiałem, przyglądając się rozpromienionej twarzy rudowłosego. Oczy miał błyszczące, źrenice rozszerzone, usta rozchylone w delikatnym uśmiechu… Był szczęśliwy. Tak mi się wydawało.
-Więc…?- zapytał z figlarnym uśmiechem.- Gdzie pocałujesz mnie teraz…?
-Andy…- zacząłem ostrożnie. A wierzcie mi, powstrzymywanie się przy nim, nie tyle nawet od czynów, co od samych myśli, było niezwykle trudnym zadaniem, ale robiłem wszystko, co w mojej mocy, byle nie przekroczyć pewnej granicy.- Jeśli traktujesz to poważnie… To znaczy, jeśli naprawdę chcesz…- urwałem, zagryzając niepewnie wargę.- Chodzi mi o to, że jesteś atrakcyjny… B… Bardzo atrakcyjny…- wydukałem, obserwując, jak podnosi się powoli. Mój wzrok mimowolnie powędrował znów w kierunku jego odsłoniętego torsu.- Ale… Naprawdę sądzę, że zaczynamy z nieodpowiedniej strony- zaryzykowałem w końcu twierdzeniem.
-Okej- Andy wzruszył ramionami.- A jak powinniśmy zacząć?
-Bo ja wiem… Od randek… Spotkań…
Tak mi się przynajmniej wydawało.
Andy zaśmiał się z politowaniem.
-Od randek zaczyna się w normalnych przypadkach.
-Czyli?- zdumiałem się.
-Czyli nie wśród gejów- odparł, unosząc brew, jakby było to oczywiste.
-Geje nie chodzą na randki?- zapytałem z rozbawieniem.
-Chodzą. Ale te randki zawsze kończą się seksem. Serio, Mitch- powiedział z pełnym przekonaniem.- My, faceci, jesteśmy inni. Brak tego emocjonalnego podejścia do sprawy i tak dalej… Znamy swoje potrzeby i je realizujemy. Jest fajnie. Nie trzeba się o nic martwić, nie ma zbędnego gadania… Co więc stoi na przeszkodzie?
-A uczucia?- zapytałem nieśmiało.
Wzruszył ramionami.
-Mogą być.
Pokręciłem głową.
-Ja wolałbym, żeby wszystko toczyło się innym torem…- powiedziałem ostrożnie.
Rudzielec przewrócił oczyma.
-W porządku, jak chcesz- odparł spokojnie.- Wiesz, co Mitch? Byłbyś świetną stroną pasywną w związku, mówię poważnie…- dodał cokolwiek złośliwie.- Więc, co tam jest między tobą i tym Hugo…?
-Andy!- jęknąłem ze zgrozą, wracając na swoją stronę łóżka. Przewrócił się na bok i podparł głowę na dłoni, przyglądając mi się z wyczekiwaniem.- Mówiłem ci, że nic! On jest heteroseksualny i nigdy, przenigdy, mnie nie pociągał.
-Och. Za stary dla ciebie…?
Jego uszczypliwości były chyba, w tym wypadku, całkowicie na miejscu. Naprawdę powinienem poważnie zastanowić się nad swoim zdrowiem psychicznym, skoro pierwszą i jedyną osobą, którą zainteresowałem się aż tak bardzo, pod każdym względem, również fizycznym, był nastolatek. Szesnastolatek dokładnie, by nie pogarszać jeszcze swojej sytuacji. Tak czy inaczej, raczej nie jest to standardowy przedział zainteresowań normalnego, dojrzałego, zdrowego mężczyzny. Zawsze sądziłem, że te określenia do mnie pasują, teraz nie miałem już złudzeń.
-Hugo mnie nie interesuje. Z wzajemnością- odpowiedziałem stanowczo, choć zdawałem sobie sprawę z tego, że rudzielec żartuje.
-Gdybym był na jego miejscu, od razu bym się za ciebie zabrał…- wymruczał Andy, przysuwając się do mnie bliżej.
Drgnąłem mimowolnie, przełykając nerwowo ślinę, gdy jego dłoń oparła się na moment na moim torsie, by zaraz rozpocząć niespieszną wędrówkę w dół…
-Andy…- odkaszlnąłem, chwytając go za rękę i splatając swoje palce z palcami chłopaka. Zachichotał, widząc moje nieudolne próby zamaskowania swoich odczuć.- Jesteś pewien, że jesteś homoseksualny?
Uniósł brew, słysząc to pytanie.
-Skąd, Mitch. Jestem całkiem hetero. Dokładnie tak jak ty- zakpił.- Rany…- westchnął ciężko, zabierając dłoń.- Wiesz, że totalnie rujnujesz nastrój…?
-Staram się jak mogę…- uśmiechnąłem się w odpowiedzi.- Pytam poważnie, Andy. Zacząłeś wcześnie. Ludzie czasem się mylą. Czasem nie są pewni albo mają wątpliwości… Czasem dowiadują się po latach…- zauważyłem niezbyt odkrywczo. Ja dowiedziałem się niedawno. O moim prawdopodobnym homoseksualizmie. Albo Andyholiźmie, nie jestem pewien.- Może to taki etap… Dojrzewasz… I… Sam rozumiesz…
-Mitch, zawsze podobali mi się faceci, jeśli o to pytasz. I to absolutnie zawsze. Wiem, że niektórzy nie zdają sobie z tego sprawy albo to od siebie odpychają, ale co mnie to właściwie obchodzi?- wzruszył ramionami.- Ja jestem pewien. Ale ty nie jesteś- zachichotał, spoglądając na mnie z rozbawieniem.- Zastanawiasz się, jak to z tobą jest?
-Coś w tym stylu- przyznałem niepewnie.
-Może jesteś bi. Zdarza się.
-Nie sądzę… Byłem z kobietami, ale… Jakoś… Jakoś nigdy nie czułem tego, co czuję, gdy…- urwałem, uświadamiając sobie, że zaraz powiem coś, co sprawi, że umrę ze wstydu. Andy spoglądał na mnie z wyczekiwaniem i nieco złośliwym uśmieszkiem.- To jest coś zupełnie innego. Tak myślę. Wydaje mi się, że mogę być gejem.
-Wstrząsające- skomentował z udawanym przerażeniem.
Zaśmiałem się cicho.
-Może nie, ale nieco zaskakujące owszem.
-Okej, Mitch- westchnął głęboko Andy, przewracając się na drugi bok, plecami do mnie.- Jak nie masz ochoty się mną zająć, to chodźmy już spać… Ale jeśli coś będzie mnie kłuło w udo, tak jak wczorajszej nocy, to wiedz, że ja zajmę się troskliwie tobą…
-A… Andy…!-  jęknąłem głucho, czując, jak pąsowieje.- Ja…. J-Ja… Czy ja naprawdę…?
Dopiero po chwili usłyszałem jak chichoce złośliwie.
-Jasne, że nie- odparł z rozbawieniem.- Gaś już światło, Mitch.
To właśnie zrobiłem. Wróciłem do łóżka i położyłem się obok chłopaka, obejmując go od tyłu i wtulając się w jego plecy.
-Dobrej nocy- szepnąłem.
-Dobrej nocy, Mitch- odpowiedział łagodnie.
Przymknąłem z wolna powieki. Uśmiechnąłem się mimowolnie pod nosem, ciesząc się z jego bliskości. Chwilę później usłyszałem, jak szepcze cichutko:
-Ufam ci.

10 komentarzy:

  1. Jeju... Nie wiem co mam napisać. Nie mogę się doczekać tego, co będzie dalej, a LPoH jest jednym z moich ulubionych opowiadań na twoim blogu. Tylko szkoda, że znowu rozdział jest taki krótki. Liczyłam na coś choć odrobinę dłuższego, ale zawsze coś.
    Mam nadzieję, że następna część będzie niedługo.

    Och Andy, Andy... I to zakończenie...

    Rozpływam się...

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy9:22 PM

    Cudowny rozdział. Ach, łaskotki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Rany, nie wierzę, że w końcu dodałaś moje ukochane LPoH. Uwielbiam to opowiadanie, urzeka mnie w stu procentach. Mitch i Andy są tacy uroczy, że aż brak mi słów. Widać, że nastolatkowi w pewien sposób zależy na starszym mężczyźnie, ale z drugiej strony chyba wciąż nie jest pewny. Mimo wszystko, takie drobne gesty świadczące o tym, że Mitch bynajmniej nie jest mu obojętny, wywołują na mojej twarzy uśmiech od ucha do ucha.
    "-Dopisz jeszcze coś do nawilżania- zasugerował.
    -Do nawilżania…?- w pierwszej chwili zupełnie nie zrozumiałem, co ma na myśli.- Do pizzy…?- zmarszczyłem brwi, na próżno usiłując znaleźć odpowiedź.
    -… I gumki…- dopowiedział, chichocąc z rozbawieniem.
    Dopiero wtedy do mnie dotarło…
    … O bogowie…
    Przeżywam właśnie kolejny zawał." - ten moment absolutnie i nieodwołalnie doprowadził mnie do ataku śmiechu, obficie zroszonego łzami. Kobieto, nawet nie wiesz, jakie emocje potrafisz wywołać w czytelnikach. Uwielbiam Cię i mam nadzieję, że następny rozdział będzie nieco dłuższy. W skrytości ducha liczę też na to, że niedługo pojawi się "Wyzwanie". Weny. <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Och ah ah ah *.*
    A ja wciąż pragnę Hugo :D Ciekawe kiedy się dowie kogo Mitch trzyma pod "stołem" (Ewentualnie pod Łóżkiem ^^)
    Końcówka i ten moment "Kocham cię Andy" kompletnie mnie rozbroiły.
    "Ufam ci" z ust Andyego znaczy chyba więcej niż wyznanie miłosci:)
    Ughr... rozdział pozostawia po sobie tyle... nie wiem jak to napisać... głodu? W sumie tak, rozdział mnie nie nasycił . Pragnę jeszcze!
    Mitch jakos stał się bardziej... smiały o.o Tak trzymać!
    Nie wiem dlaczego, ale to Mitch jako postać bardziej mnie pociąga :D
    I Hugo, nie zapominajmy o Hugo którego bardzo lubię :D (Co można zauważyć)
    Ale Andy też może być... <3
    Pozdrawiam cieplutko , niech snieg za oknem dodaje ci inspiracji :* (Tzn nie wiem jak u cb, ale u mnie jest^^)
    Dużo weny!

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak cholernie szkoda mi Mitcha... Chcąc nie chcąc, wczuwam się w jego sytuację - samotny gej zakochany w nastolatku. Tyle wątpliwości, tyle wiedzy życiowej, która podpowiada mu, że to nie jest odpowiednie, moralne, właściwe, a z drugiej strony pragnienia typowo ludzkie, chęć usłyszenia "Kocham cię" od osoby, którą się darzy uczuciem, chęć spełnienia fantazji seksualnych... Jest rozdarty między przyzwoitością a pragnieniami i dlatego tak mu współczuję. Biorąc pod uwagę własne doświadczenia życiowe (nie, nie byłam zakochana w nastolatku, ale obracam się wśród młodzieży), nie wróżę im wspólnej przyszłości. Andy ma dopiero 16 lat i choć przeżył już wiele, na pewno nie chce się jeszcze ustatkować a raczej bawić. Poszukuje wprawdzie jakiegoś stałego punktu w swoim życiu, bo człowiek potrzebuje gdzieś przynależeć, ale mam wrażenie, że to raczej potrzeba ciepła, zrozumienia, za które chce zresztą odpłacić w jedyny sposób, jaki wydaje mu się możliwy i logiczny - seksem. Ha! No i stworzyłam czarny scenariusz;p Byłabym Ci jednak wdzięczna, gdybyś pokazała mi, że to niekoniecznie musi wyglądać tak przygnębiająco, jak sobie to wyobraziłam:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Biedny Mitch wpadł w sidła miłości do bardzo młodego chłopaka. Nie dość, że odkrył w sobie kim jest to jeszcze ulokował uczucia w nastolatku. Jest mu trudno i chętnie bym mu powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Bolą go różne porównania Andy'ego co do wieku itp. Mitch wszystko bierze do siebie, a przecież nie jest stary. Ale tak się czuje, ponieważ Andy ma tylko 16 lat.
    Chciałabym, aby między nimi się ułożyło, chociaż środowisko nie będzie dobrze patrzeć na ich związek. Wszak Andy to dzieciak. Mitch mogą oskarżyć o molestowanie nieletniego. Różne rzeczy mogą się jeszcze wydarzyć, a jak nie dane im będzie być razem, to obu spotkali kogoś kogo pokochają. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy12:59 AM

    Dobra, przyjmowałam ten rozdział obojętnie aż do ostatniego, dokładnie ostatniego zdania. Najbardziej uroczy rozdział ever. D.

    OdpowiedzUsuń
  8. Och ja chcę jeszcze Q_Q Dopiero teraz komentuje choć przeczytałam już 3 Twoje opowiadania xD Ale dopiero teraz doczytałam coś na komputerze xD Na prawdę świetnie piszesz :D Wiem, że powtarzam po innych, ale musiałam to napisać xD Widzę jak po Every Me poprawił Ci się styl. Choć już tamto opowiadanie od początku czytałam z nie małą przyjemnością i mam do niego duży sentyment <3 To tak ogólnie, a teraz samo opo...
    Na początku (zresztą teraz jeszcze trochę też) podchodziłam sceptycznie do tego opowiadania, bo jednak jak dla mnie różnica wieku jest za duża. Ale zachowanie Mitcha jest tak słodkie, że jestem w stanie to przeboleć xD Andy na początku mnie irytował... nie wiem czemu. Jakoś tak jego podejście do życia mi nie odpowiadało. Ale fajnie, że otwiera się przed Mitchem i powoli coś pomiędzy nimi kiełkuje :D Ach już nie mogę się doczekać kontynuacji :3
    Życzę weny, a tym czasem lecą do następnego opo xD

    OdpowiedzUsuń
  9. Eech.. nie wiem co powiedzieć. W połowie opowiadania chciałam je rzucić i zająć się innym, ale.. hm. Obiecałam sobie, że przeczytam i to zrobiłam. I chyba się cieszę xd z początku jakoś mnie nie zachęcało - to podejście Mitch'a, że niby zboczeniec... niby... a później wkurzał mnie tym, że był wobec o dwa razy młodszefo od siebie taki bezradny, ale, cóż, nie dziwię się. W końcu każdy jest inny ;3 Ale ostatecznie twierdzę, że jest ok, chociaż nie jest to moje ulubione opowiadanie. Jest takie trochę nudne, lecz opisuje w sobie to, co mogłoby wydarzyć się w rzeczywistości, więc jestem za czekaniem na nowy rozdział :D poza tym, myślałam też nad opcją, w której Mitch byłby z Hugo xd ale tak jest bardziej oryginalnie xd także czekam i lecę czytać Gabriela :3

    OdpowiedzUsuń
  10. Ame-chan11:20 AM

    Oh Andyyy...ile ja bym dała żeby być Mitchem xD Obie postacie tak bardzo różne i pociągające.Jqk to mówią- przeciwieństwa się przciągają! ^ ^ Podziwiam Mitcha i jego kontrolę nad sobą. Ja bym się chyba nie powstrzymała przy takim osobniku jak Andy. Q.Q Ciekawi mnie jak wszystko dalej się potoczy. Czy Mitch się przełamie...czy Andy czuje to samo.bo mysle że to nie jest zwykła przygoda dla niego...mam nadziekę..Q.x czekam na następną notkę niecierpliwie @-@

    OdpowiedzUsuń