Strony

niedziela, 9 grudnia 2012

Rozdział 31 [Chaos]


by : Natalia

Z dedykacją dla Akari ;*



Skwar lał się z nieba. Nieznośne gorąco potęgowało jedynie, w Amirze, poczucie znudzenia i senność. Mężczyzna zerknął tęsknie w stronę znajdujących się nieopodal drzew, wyznaczających linię lasu. Żałował, że zatrzymali się na otwartym terenie, ale z drugiej strony, nie był w stanie zmotywować się do tego, by ruszyć z miejsca i skryć się w cieniu. Niespiesznymi, leniwymi ruchami, drążył w ziemi patykiem, co jakiś czas przymykając powieki i nieruchomiejąc na dłuższy moment, jakby przysypiając, ale zaraz wybudzał się znowu, powracając do bezsensownego zajęcia. W pewnym momencie usłyszał dobiegające z lasu śmiechy towarzyszy. Musieli zbliżyć się do jego skraju. Docierały do niego fragmenty rozmów, pytania Devina i cierpliwe wyjaśnienia potomka wilków, który znowu odkrył w sobie duszę nauczyciela. Amir uśmiechnął się pod nosem z politowaniem, naprawdę zazdroszcząc kochankowi wytrzymałości i podejścia. Chwilę później, odrzucił jednak patyk i zdecydował dołączyć do kompanów. Zabrał ze sobą koc, by usiąść wygodnie i wszedł do lasu, kierując się w stronę, z której dobiegały odgłosy ich rozmowy.
Nadim stał przy Devinie, najpierw obejmując chwiejącego się poetę w pasie, by pomóc utrzymać mu równowagę, a następnie, zbliżywszy się do niego jeszcze bardziej, pomagał mu naciągnąć cięciwę w odpowiedni sposób. Instruował go przy tym ze spokojem.
Amir uśmiechnął się nieco kąśliwie, zatrzymując się przy nich na chwilę.
-Co?- Nadim spojrzał na niego pytająco.
-Ostrożnie…- odparł, nie przestając się uśmiechać, człowiek.
-Och, ależ jestem ostrożny, przyjacielu!- zapewnił go natychmiast Devin.- Zresztą, nie celuję przecież w ciebie, tylko w drzewo…
-Nie mówiłem do ciebie…- odpowiedział mężczyzna, ruszając dalej.
Nadim uszczypnął go w pośladek. Odwrócił się w jego kierunku, nieco zaskoczony, widząc jego zadowolony uśmiech. Odpowiedział mu tym samym, po czym rozłożył koc pod jednym z drzew, usadowił się na nim, równie leniwie co wcześniej, i zaczął obserwować poczynania towarzyszy.
-Mówiłem, że mogę nauczyć cię strzelać z łuku…- dodał Nadim, odsuwając się na moment od poety.- Żałuj, że się nie zdecydowałeś…- dodał, ukazując kły w wyjątkowo prowokującym uśmiechu.
-Och, proszę!- parsknął z politowaniem mężczyzna.- Łuki są dla mięczaków.
-Czyżby…?- Nadim ruszył niespiesznie w jego kierunku, pozostawiając Devina samemu sobie.- Zdajesz sobie sprawę z tego, że jakiś „mięczak” mógłby zabić cię w ten sposób ze sporej odległości, nim ty zdołałbyś chociażby wyciągnąć miecz, nie mówiąc już o dobiegnięciu do niego…?
-Właśnie dlatego, że byłby zbyt wielkim mięczakiem, by mierzyć się ze mną jak mężczyzna- Amir uśmiechnął się uroczo w odpowiedzi.
Nadim kucnął przy nim, oparłszy dłoń na jego dłoni. Amir upewnił się, że Devin, dość bezradnie, wciąż wgapia się w swój cel, nie zwracając na nich większej uwagi. Oplótł palce wokół nadgarstka potomka wilków, głaszcząc powoli jego skórę, a ten uśmiechnął się do niego łagodnie.
Strzała wbiła się w pień drzewa z trzaskiem. Devin opuścił łuk i klasnął w dłonie, wyraźnie zachwycony. Tak zachwycony, że omal nie przewrócił się z wrażenia. Co prawda Amir odniósł dziwne wrażenie, że to nie to nieszczęsne drzewo miało być jego celem, ale poecie najwyraźniej wcale to nie przeszkadzało.
-Udało się!- stwierdził pogodnie.
Nadim cofnął dłoń, ale nie odsunął się od mężczyzny.
-Pójdziemy do miasta, przyjaciele?- zapytał Devin, spoglądając w ich kierunku.- Bo dawno nie byliśmy już w mieście…
-Możemy iść…- odpowiedział Amir. Ostatnimi czasy bardzo narzekał na brak zajęć. Nadim dość kąśliwie komentował jego uwagi o znudzeniu, twierdząc, że ktoś, kto na co dzień ugania się za duchami, spotyka z zielonymi, szukającymi rozrywek stworami i wzbudza fascynację diabłów, pewnie rzeczywiście nie może odnaleźć nic interesującego w codziennym życiu. Mężczyzna kwitował to jedynie parsknięciem, choć rzeczywiście tkwiło w tym coś prawdziwego.- O ile jeden z nas zachowa niezbędne środki bezpieczeństwa…- zaznaczył, spoglądając wymownie na potomka wilków.- … Czego zazwyczaj nie robi…- dodał teatralnym, nieco poirytowanym szeptem.
-Jeśli mnie odpowiednio zmotywujesz…- Nadim zagryzł dolną wargę w wyjątkowo figlarny i obiecujący sposób.
-Chętnie bym to zrobił- odparł bez wahania mężczyzna.- Ale jak widzisz, nie bardzo mam kiedy…
-Teraz- odparł stanowczo potomek wilków.
-Teraz?- zdumiał się człowiek.
Nadim skinął głową, uśmiechając się szeroko.
-To idziemy do tego miasta…?- głowił się Devin, wyraźnie nic nie rozumiejąc z rozmowy kompanów.
-Tak. Ale później…- zadecydował Nadim, podnosząc się.- Ćwicz dalej, Devin, zostawię cię na chwilę samego… Przejdę się na spacer…- wyjaśnił, po czym rzucił Amirowi zachęcające spojrzenie.
-Taaak, ja…- Amir zagapił się na niego przez chwilę, po czym odkaszlnął i również wstał prędko.- Ja też się przejdę. Powodzenia, Devin.
-Doskonały pomysł, przyjaciele!- stwierdził jednak entuzjastycznie poeta, chwytając za swój kij i kuśtykając za nimi. Zatrzymali się obaj, spoglądając na niego bez zrozumienia.- Właściwie to zmęczyłem się trochę tymi ćwiczeniami, no i chciałbym przejść się nieco, rozprostować nogę, pomyśleć, zastanowić się nad istotą rzeczy… Bardzo chętnie się z wami przejdę!
Amir i Nadim zerknęli po sobie cokolwiek bezradnie.
-Masz rację, Devin- stwierdził nagle potomek wilków. Amir wbił w niego oszołomione spojrzenie. Nadim cofnął się, by podnieść swój łuk.- Przejdź się, to doskonały pomysł- uśmiechnął się serdecznie.- Cisza i spokój na pewno ci pomogą. Sam mówisz, że musisz pomyśleć i zastanowić się… Nabierzesz inspiracji…- Nadim podszedł do poety, opierając dłoń na jego łopatce. Amir spoglądał na niego z niekłamanym podziwem.- Przecież najlepiej tworzy ci się w samotności, pośród natury, czyż nie…?
-No… No tak…- bąknął Devin, odrobinę rozkojarzony.- A wy…
-My zostaniemy tutaj- potomek wilków uśmiechnął się do niego serdecznie.- Nie będziemy ci przeszkadzać… Na pewno wpadniesz na jakiś wspaniały pomysł… Opowiesz nam później, co ty na to?
-Tak… Tak!- stwierdził poeta, uśmiechając się szeroko, wyraźnie podbudowany słowami potomka wilków.- Masz rację, przyjacielu!- dodał entuzjastycznie.- A jeśli nie macie mi za złe…
-Nie, nie, skąd!- zaprotestowali jednocześnie Nadim i Amir, kręcąc głowami.
-W takim razie wrócę wkrótce- obiecał Devin, spoglądając na nich z radością.- Wena mnie wzywa, przyjaciele, och, już to czuję! Będę miał dla was nową pieśń, jeszcze wspanialszą niż wszystkie poprzednie! Słyszę ją w mojej głowie! Ha! Dziękuję! Czekajcie na mnie.
Oddalił się powoli, kuśtykając. Amir i Nadim spoglądali w jego kierunku cokolwiek niecierpliwie, czekając aż zniknie. Gdy wreszcie ucichły odgłosy jego kroków i nieznośnego gadania, obaj spojrzeli na siebie.
-Ładnie…- mruknął z uznaniem Amir.
Nadim patrzył na niego przez moment… Po czym porwał kochanka w ramiona, nim ten zdążył jakkolwiek zareagować i gwałtownie wpił się w jego wargi. Amir jęknął zaskoczony, otwierając usta i wpuszczając do ich wnętrza wyjątkowo niecierpliwy język kompana. Potomek wilków wczepił palce w jego włosy, prowadząc go w kierunku pobliskich krzaków. Mężczyzna podążał za nim mimowolnie, całkowicie skoncentrowany na jego pocałunku i ledwie zdając sobie sprawę z tego, co się dzieje. Nadim przyparł go do jednego z drzew, odrywając się od warg kochanka.
-Możesz chwilę zaczekać…?- wydyszał Amir, odrobinę zdezorientowany.
-Czekałem już dłużej niż chwilę- odpowiedział Nadim, pospiesznie zdejmując z niego koszulę.- Kilka dni- wyjaśnił.- I to czekanie, strasznie mnie frustruje…- przyznał z cichym westchnieniem, po czym przeniósł wargi na szyję towarzysza, rozpoczynając przyjemną wędrówkę.
-Zaraz ci uwierzę…- jęknął mężczyzna, pozwalając sobie na chwilę rozkosznej bierności w ramionach kochanka.
Dopiero teraz dostrzegł, na sąsiednim drzewie, strzałę Devina, która sterczała dumnie. Nie ona jedyna zresztą…
Dłonie Nadima zaczęły majstrować przy jego pasie. Amir pozwolił mu go rozpiąć, ale nie dał sobie zdjąć spodni, odpychając na moment dłonie potomka wilków, który zaprotestował groźnym niemalże pomrukiem. Człowiek uznał za wysoce niesprawiedliwe, że nie może w tym samym czasie cieszyć się równie przyjemnymi widokami, co jego kompan, i sprawnym ruchem, zerwał z niego górne odzienie, wracając do jego warg i odsuwając jednocześnie od drzewa. Potomek wilków usiłował przycisnąć go do niego z powrotem, w efekcie czego doszło pomiędzy nimi do małej przepychanki, co ostatecznie zaowocowało utratą równowagi przez obu. Amir zachwiał się i jako pierwszy wylądował na ziemi, ściągając na siebie kochanka. Tak właściwie było nawet wygodniej… Jęknął z bólu, czując, jak coś wbija się w jego plecy. Nadim przetoczył się wraz z nim na bok, sprawiając, że to człowiek wylądował na górze, na biodrach potomka wilków.
-Tak będzie lepiej…- rzucił, trzymając go przez chwilę za uda.
-Tak…?- Amir uśmiechnął się z rozbawieniem, wyciągając z włosów towarzysza zbłąkaną gałązkę.
-Tak… Delikatna, książęca skóra nie może być narażona na tego rodzaju tortury…- stwierdził Nadim ze śmiertelnie poważną miną.
Amir zmrużył oczy.
-Chcesz mnie zezłościć?- dopytał.
-Chcę- odparł bezczelnie Nadim, chichocąc i podnosząc się do pozycji siedzącej.
Przytrzymał towarzysza jedną ręką w pasie i wpił się w jego wargi. Amir oddał pocałunek. Jego usta ułożyły się w lekkim uśmiechu.
-Ale wiesz…- przerwał po chwili, wywołując nieco zniecierpliwione spojrzenie potomka wilków.- Przyniosłem koc… Więc jeśli…
-A nie mówiłem…?- zachichotał Nadim.- Wrażliwa, książęca skóra!
-Och… Przymknij się!- burknął Amir, czerwieniejąc. Potomek wilków ponownie ułożył się na plecach, spoglądając na niego z wyczekiwaniem.- To była tylko sugestia…
-Chodź tu, zaraz zasugeruję ci coś zupełnie innego…
Amir zaśmiał się niepohamowanie, przywierając na powrót do ust kochanka. Nadim korzystając z chwilowych możliwości, zaczął zsuwać spodnie z jego pośladków. Zaraz zacisnął na nich palce, by zacząć masować je niespiesznie. Człowiek przeniósł pocałunki na jego szyję i ramiona, nie wahając się, by pozostawić po sobie kilka wyraźnych, czerwonawych śladów. Potomek wilków wczepił dłoń w jego włosy, na powrót przyciągając go do namiętnego pocałunku. Spletli się ze sobą w kurczowym uścisku, w tęsknym pocałunku, zaczęli ocierać się o siebie, usiłując rozebrać wzajemnie, choć żaden z nich nie chciał ustąpić pierwszeństwa temu drugiemu. Zdawało się, że w tym całym chaosie nic nie jest w stanie zwrócić ich uwagi i choćby cały świat się walił, nie byliby skłonni sobie tego uświadomić, aż nagle… Aż nagle ich brak przytomności dał im się we znaki.
-Wiecie, przyjaciele…- usłyszeli głos Devina, z bliska, z bardzo bliska i to oszołomiło ich tak bardzo, że przez chwilę żaden z nich się nie poruszył. Wbili w siebie oszołomione spojrzenia, nie wiedząc, co robić.- Chyba jednak straciłem tę pieśń z mego serca… Czuję ją jeszcze gdzieś tam, ale zdaję się…- poeta wszedł pomiędzy krzaki i umilkł.
Amir i Nadim również milczeli, usiłując zasłaniać się wzajemnie, co wychodziło im raczej marnie.
Devin milczał.
Oni milczeli.
Devin zmarszczył brwi. Obejrzał się na chwilę za siebie i znów spojrzał na nich, mrugając kilkakrotnie, jakby nie był pewien własnych oczu.
-Cześć, Devin…- odkaszlnął ciut nerwowo potomek wilków.
Poeta przełknął ślinę, raz jeszcze przyglądając im się z uwagą, po czym spuścił płochliwie wzrok, wyraźnie nie wiedząc, jak się zachować.
-Chyba pojawiłem się nie w porę…- ocenił po chwili, wyjątkowo przytomnie i wyjątkowo trafnie, biorąc pod uwagę jego zwyczajową niedomyślność.

Siedzieli nieopodal namiotu. Powietrze zrobiło się ciężkie i burzowe. Amir od czasu do czasu zerkał z niepokojem na pociemniałe niebo, obawiając się, co z tego wyniknie. Devin znajdował się kawałek dalej od nich. On również spoglądał na nich ukradkiem, jakby chciał o coś zapytać, ale jednocześnie się wstydził, a wstyd Devina do pytania o cokolwiek, nie był zdecydowanie standardowym zachowaniem poety. Na twarzy Amira wymalował się nieco głupawy uśmieszek. Spojrzał na potomka wilków, który również na niego patrzył. Dostrzegł, że na jego ustach błąka się podobny i obaj szybko odwrócili wzrok, z trudem powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem.
-Więc…- zaczął nagle Devin, wyjątkowo niepewnym głosem, ale chyba brakło mu odwagi do tego, by dokończyć swoją wątpliwość.
-Amir i ja się lubimy- pospieszył z bardzo subtelnym wyjaśnieniem potomek wilków.- Lubimy się bardzo. Bardziej niż jak przyjaciele- zaznaczył, nie przestając uśmiechać się w sposób, który nieustannie wzbudzał w Amirze z trudem tłumiony chichot.
-Dużo bardziej?- upewnił się Devin, jakby z niepokojem.
-O wiele- pokiwał głową Nadim.
-Och…- poeta odetchnął z wyraźną ulgą.- To dobrze…
Amir odkaszlnął dyskretnie.
-Ale jak właściwie…?- poeta spojrzał na nich bezradnie, rozkładając ręce.- No bo… Ale przecież… Zdawało mi się zawsze, że… No ale…
-Czasem tak się zdarza- wytłumaczył spokojnie potomek wilków.- Twoja królewna i jej obrończyni… Ja i pewien książę…- dodał z cichym parsknięciem.- Chodzi o to, że niektórzy ludzie dobierają się w ten sposób, bo… Bo… Bo tak wolą- dokończył odrobinę kulawo.- Niektórzy na przykład nie znoszą kobiet…- stwierdził, zerkając znacząco na siedzącego obok mężczyznę.- A dla innych, nie czyni to żadnej różnicy…
-Nie ma osób, którym takie kwestie nie czynią różnicy- zaoponował Amir.
-Mniejsza z tym- uciął potomek wilków.- Tak czy inaczej, tak to właśnie wygląda, Devin. Powiedziałbym nawet, że to dość powszechne… Szczególnie w kręgach arystokrackich, co już pewnie dostrzegłeś…- dodał, posyłając kochankowi cokolwiek złośliwy uśmiech.
Amir nie odpowiedział, bo właściwie nie miał przeciw czemu protestować.
-No tak, ale…- Devin najwyraźniej wciąż głowił się nad tym.- Ale jak to jest możliwe… Z fizycznego punktu widzenia…?- dopytał wreszcie wstydliwie, szeptem. Amir zmarszczył brwi, nie rozumiejąc.- No bo przecież…- poeta spojrzał na swoje dłonie. Splótł ich palce razem, by zaraz rozpleść je i uczynić to ponownie.- No ale jak…?- zapytał znów bezradnie, powtarzając cały czas swoje gesty.
I tego Amir już nie wytrzymał. Parsknął donośnym śmiechem. Zakrył szybko usta dłonią i czmychnął do namiotu, usiłując się opanować. Zaraz Nadim dołączył do niego, również śmiejąc się niepohamowanie. Chichotali przez dłuższą chwilę, starając się nawzajem uspokoić, a gdy wreszcie im się to udało, rozbawione uśmiechy i tak za nic nie chciały zniknąć z ich twarzy.
-Myślisz, że zamierza się… przebranżowić…?- zapytał sugestywnie Amir, wywołując u kompana kolejny atak śmiechu.
-Myślę, że dopóki istnieją na tym świecie królewny, Devin pozostanie im wierny- odpowiedział z pewnym trudem potomek wilków.
-Uf, całe szczęście- parsknął człowiek.- Tak czy inaczej, bardzo go to zajmuje.
-Powinniśmy dać mu chyba trochę czasu, żeby się z tym oswoił, prawda?
-O ile on da nam trochę czasu sam na sam.
-Widzisz?- Nadim nie przestawał się uśmiechać.- Mówiłem, że można mu było powiedzieć wcześniej.
-Naprawdę liczysz, że rozumie?- Amir uśmiechnął się z politowaniem.- To Devin. Do tej pory nie potrafi pojąć, co dokładnie znaczył fakt, że jego królewna wolała swojego rycerza… Rycerza-kobietę.
-Zrozumie- zapewnił go potomek wilków.- Tylko musi chyba jeszcze o tym pomyśleć…- odsłonił poły namiotu, wyglądając na zewnątrz.- Tak, zdecydowanie- zachichotał.- Co on robi z rękoma…?
-Musi pomyśleć, musi pogadać, napisać pieśń- Amir przewrócił oczyma, parsknąwszy cicho.- Nie, dziękuję, zdecydowanie wolałem, żeby nie wiedział.
-Ale teraz, kiedy wie…
Człowiek spojrzał na potomka wilków pytająco. Ten uśmiechnął się niemalże wyzywająco, wyczekując najwyraźniej reakcji mężczyzny.
-Ach, tak…- na twarzy Amira wykwitł uroczy uśmiech.- Teraz kiedy już wie… Pójdziemy do miasta- zadecydował, a Nadimowi wyraźnie mina zrzedła. Mężczyzna opuścił szybko namiot i przeszedł obok Devina.- Zbieraj się- zakomenderował.- Idziemy. Wolałbym dotrzeć do murów przed rozpoczęciem się burzy…- mruknął, znowu spoglądając w niebo z obawą.
Poeta spojrzał w niebo i skinął głową.
Amir przypiął miecz do pasa. Nadim pojawił się obok niego nagle.
-Okrutny…- szepnął mu do ucha.
Mężczyzna parsknął cicho.
-Czekałeś już tyle czasu, poczekasz jeszcze trochę.
-Nie chce już dłużej czekać…- westchnął Nadim, obejmując go od tyłu i opierając brodę na jego ramieniu.
Obaj zaraz przypomnieli sobie o Devinie i spojrzeli w jego kierunku. Poeta wgapiał się w nich z rozdziawionymi ustami, zatrzymawszy się w bezruchu w połowie schylania po jakiś przedmiot.
-Będziesz musiał- stwierdził Amir, odsuwając się od mężczyzny.- I pospieszcie się, na litość boską! Chcę się znaleźć w jakiejś gospodzie, zanim zacznie się ulewa!

Lało jak z cebra. Siedzieli wewnątrz przytulnej karczmy, przy okrągłym stole, wszyscy chyba równie zadowoleni z faktu, że dotarli do miasta na czas. Nadim nie ściągał z siebie lekko zwilgotniałego kaptura, obserwując spod niego obecnych w pomieszczeniu ludzi. Nie było ich wielu, prócz nich wewnątrz znajdowała się grupka podchmielonych, żartujących rubasznie i zachowujących się bardzo głośno, mężczyzn oraz jakiś samotny duch, który siedział przy oknie, jedząc obfity posiłek i popijając go piwem, którego strużki ściekały na jego brodę i koszulę ilekroć podnosił ogromny kufel do ust, ale zdawał się nie zwracać na to najmniejszej uwagi. Za to uwagę na niego zwrócił Devin, który zerkał w jego stronę, a może raczej w stronę jego talerza tęsknym i złaknionym wzrokiem, wzdychając głęboko. Zaraz dało się usłyszeć charakterystyczne burczenie, dobiegające z brzucha poety. Amira to drażniło, może dlatego, że sam w tym momencie uświadomił sobie, że dawno nie zjadł żadnego przyzwoitego posiłku.
-Przestań się gapić, Devin…- warknął więc ostrzegawczo.
-Jestem taki głodny…- stwierdził poeta, sięgając dłonią do brzucha.- Zjadłbym coś dobrego…- rzucił, niezbyt odkrywczo.
-Nie mamy pieniędzy- przypomniał mu towarzysz.
Devin raz jeszcze westchnął smętnie, kiwając głową.
-A może mógłbym zaśpiewać?- zapytał nagle, spoglądając na swoich kompanów z entuzjazmem.
-Słucham?- Amir zmarszczył brwi, spoglądając na niego bez zrozumienia.
-No, zaśpiewałbym. Żeby trochę zarobić- wyjaśnił z zadowoleniem poeta.- Podobno niektórzy podróżni bardowie tak właśnie czynią…
-Być może, ale jedyne, co zarobiłbyś ty, to poważny uraz głowy…- wycedził przez zęby człowiek, świadom tego, że słuchanie stękań Devina jest ostatnim, na co ma w tym momencie ochotę.
-Ależ przyjacielu!- żachnął się poeta, kręcąc głową.- Nie doceniasz siły mojego głosu.
-A ty siły mojej pięści- odparł złośliwie Amir, co, jego zdaniem, powinno kończyć dyskusję.
Niestety dla niego, Devin nie był istotą o dużej ilości instynktu samozachowawczego, co zresztą,w połączeniu z jego „umysłem poety”, który dla Amira stał się synonimem absolutnej głupoty, stanowiło straszne połączenie. Tak straszne, że fakt, iż jedna z najbardziej irytujących osób, jakie w ogóle chodziły po tym świecie, przeżyła tyle czasu i ledwie jakiś wilk usiłował poważnie ją zranić, wydawało się być absolutnie nieprawdopodobne, choć jednak, prawdziwe. Devin miał więc najwyraźniej wiele szczęścia w swej głupocie, co, ostatecznie, nie powinno dziwić Amira, który zawsze twierdził, iż głupcom sprzyjają bogowie.
-Ciekawe, co twojego docenia Nadim, przyjacielu…- odezwał się więc poeta z litościwym uśmieszkiem, chyba pierwszy raz pozwalając sobie na podobną uwagę, co mocno Amira zdezorientowało i chyba tylko ten fakt sprawił, że ta wypowiedź nie okazała się dla Devina wysoce nieszczęśliwą.
Potomek wilków zachichotał cicho.
-Nawet nie masz pojęcia…- szepnął.
Amir spąsowiał, odkaszlnąwszy cicho. Zaraz jednak odzyskał fason, mierząc poetę surowym spojrzeniem.
-Próbujesz żartować?- zapytał lodowato.
-Tak- potwierdził Devin.- A co?
-A to, że ci nie wychodzi- odpowiedział kąśliwie mężczyzna.- Ale za to ty zaraz wyjdziesz i będziesz próbował dalej za drzwiami- zagroził.
Devin zerknął w stronę okna, najwyraźniej rzeczywiście nieco przerażony wizją, że miałby wylądować na zewnątrz w taką ulewę. Zaraz jednak uśmiechnął się łagodnie i pokręcił głową, przemawiając:
-Ach, przyjacielu… Znam twój charakter i wiem, że w gruncie rzeczy niezdolny jesteś do tego rodzaju okrucieństw… A poza tym, jestem kaleką…- dodał, na dowód swych słów wskazując na oparty o krzesło kij, jakby jego kompan nie miał tej świadomości.- Przynajmniej chwilowym. Tak czy inaczej, to byłoby już nie tyle okrucieństwo, a okrucieństwo perfidne, do którego nie jesteś zdolny tym bardziej…
-Zaraz się przekonasz…- uśmiechnął się w odpowiedzi mężczyzna.
I pewnie rzeczywiście, tak właśnie by się stało, gdyby ostatecznie nie został powstrzymany przez Nadima, który załagodził sytuację i zaczął mówić o czymś innym, odwracając uwagę kompanów od poprzedniego tematu.
Minęło może pół godziny. Pogoda nie poprawiła się ani trochę, a wprost przeciwnie, Amirowi zdawało się, że z chwili na chwilę lało coraz bardziej. Zerwał się mocny wiatr, który wdzierał się do gospody za każdym razem, gdy ktoś wchodził do jej wnętrza albo je opuszczał. Burzy póki co nie było, szczęśliwie dla Amira,i chyba póki co wcale się na nią nie zapowiadało. Wtedy do środka weszła jakaś kobieta. Odziana w strój, który natychmiast przywiódł człowiekowi na myśl gorącą obrończynię serca królewny. Miała na sobie spodnie i koszulę, typowo męską. Była starsza, miała trzydzieści, może czterdzieści lat, rysy twarzy surowe, spojrzenie pełne powagi. Zatrzymała się na środku pomieszczenia. Obok niej stanęło dwóch mężczyzn, ubranych w jednakowe stroje, obaj uzbrojeni w krótkie miecze, strzelali oczyma po całej sali, jakby starali się sprawiać pozory skoncentrowanych, choć w istocie wyglądali na raczej znudzonych.
-Przybywam z wiadomością od hrabiego Czerwonego Dworu, panicza Aluinna, potomka wielkiego Angusa z dynastii Carskiej…- wyrecytowała z charakterystycznym znużeniem. Najwyraźniej często zdarzało jej się powtarzać te słowa. Wyciągnęła tubkę, a następnie wydobyła z niej pergamin, który rozwinęła i zaczęła czytać- „Najmilsi bracia o szlachetnych sercach i jeszcze szlachetniejszych duszach”…- pozwoliła sobie na nieco poirytowane westchnienie. Devin wyprostował się natychmiast. Ten rodzaj przekazu najwyraźniej bardzo do niego trafiał.- „… ja, panicz Aluinn, potomek mego szlachetnego ojca, Angusa z równie szlachetnej dynastii Cesarskiej…”- jak na gust Amira było tam zdecydowanie zbyt dużo szlachetności. Ewentualny paniczyk nie musiał się przedstawiać i tak jasno było widać, kto jest nadawcą wiadomości, skoro nie może prostego przekazu ubrać w proste słowa. Ktoś wysoko ustawiony… Albo Devin.- „… zwracam się do was z prośbą o udzielenie mi pomocy, w pewnej istotnej, nie znoszącej zwłoki sprawie. Dręczy mnie pewna kwestia, którą chciałbym omówić z osobami godnymi najwyższego zaufania, a co za tym idzie, również szacunku i czci, które bez wątpienia otrzymają, odpowiadając na mój apel i pomagając mi w tej istotnej dla spokoju mej duszy sprawie…”- większość tych, która na początku jeszcze wsłuchiwała się w słowa kobiety, chyba poprzez zwykłą ciekawość, powróciła do gadania albo picia, ewentualnie jednego i drugiego, nie zwracając już na nią najmniejszej uwagi. W sali zapanowała wrzawa. Amir słuchał jednak uważnie.- „Jest to sprawa tak subtelna, tak drażliwa i jednocześnie tak wielce istota i ważna, że nie sposób mówić o niej publicznie. Raz jeszcze, zatem, zwracam się do was z prośbą abyście odpowiedzieli na wołanie zatroskanego o pewne szczególne dobro i zechcieli pomóc. Ktokolwiek to uczyni, zostanie przeze mnie nagrodzony w odpowiedni sposób – złotem i honorami. Uczciwa ma natura nie pozwoli mi na żadne oszustwa w tej sprawie. Trzeba mi jednak ludzi o dobrych intencjach. Ludzi nie mających w sobie lęku, ludzi odważnych i tak śmiałych, że…”…
-Ha, zaraz ci pokażę, jaki jestem śmiały!- wyrwał się nagle spośród pijanych jeden z mężczyzn.- Chodź tu panienko, to ci powiem, co bym z tobą zrobił! Oto moja śmiałość!- dodał, a cała gromada zaczęła śmiać się głośno.
Kobieta przerwała czytanie, najwyraźniej darując sobie ciąg dalszy. Wsunęła list za pas i spojrzała w kierunku tego który się do niej zwrócił z obojętnością.
-Czemu nie…- odpowiedziała powoli, po czym z tamtej strony sali padła jeszcze głośniejsza i bardziej ochocza reakcja.- Chętnie podejdę. I chętnie posłucham. A później skręcę ci kark.
Te słowa, a może nawet bardziej ton, w jakim zostały wypowiedziane, z pozornym spokojem, ale i swoistą stanowczością, wywarły najwyraźniej odpowiedni wpływ, bowiem wśród podchmielonego grona zapadła na chwilę absolutna cisza. Devin bredził coś pod nosem na temat „intrygującego doboru słów”, Nadim chyba przysypiał, a sam Amir poczuł się nawet zaintrygowany… Podniósł się z miejsca, ruszywszy w stronę kobiety, która chyba zamierzała wyjść. Potomek wilków ocknął się i powiódł za nim zdumionym spojrzeniem.
-O co właściwie chodzi?- dopytał  Amir, zatrzymując się przy niej.
Zmierzyła go uważnym spojrzeniem, ostatecznie zatrzymując wzrok na jego twarzy.
-Zamierzasz zgłosić się na ochotnika…? Wraz z kompanami…?- dopytała, spoglądając w kierunku dwóch pozostałych mężczyzn.
-A powinienem wziąć kompanów…?- pytał dalej człowiek, chcąc się dowiedzieć, co to za sprawa.
-Raczej tak- odparła, wzruszywszy ramionami.
-Jakieś arystokratyczne potyczki?- rzucił, bo to właśnie przyszło mu do głowy.- Spory? Coś, co łatwiej załatwić poprzez ludzi nieskojarzonych z osobą twego panicza…?
Uśmiechnęła się pobłażliwie.
-Słabo znasz mego hrabiego, panie- odpowiedziała uprzejmie.- Natomiast, jeśli się zgodzisz, chętnie wprowadzę cię w resztę planu… Choć zapłatę otrzymasz dopiero po wykonaniu swojego zadania…- zastrzegła surowo.
Amir zastanawiał się przez chwilę. Zdobycie złota byłoby dla niego bardzo opłacalne, zakładał, że może przydać mu się jeszcze nie jeden raz, nie tylko na spełnianie kaprysów Devina. Ale to nie to go w tej sprawie zainteresowało. Właściwie chciał po prostu wiedzieć, do czego ten arystokrata tak pilnie potrzebuje pomocy. Istniało, owszem, pewne prawdopodobieństwo, że to coś zupełnie banalnego, jak nadmiar szczurów w pałacowych piwnicach, ale od tego przecież hrabia miał swoich ludzi. Cała sprawa więc ciekawiła go niezmiernie.
-Powiedzmy, że się zgadzam…- rzucił ostrożnie.- Dowiem się, choćby ogólnie, w czym właściwie rzecz…? Czego dotyczy sprawa?
Kobieta uśmiechnęła się dziwnie.
-Ducha- odparła.
Amir zmarszczył brwi, spoglądając na nią ze zdumieniem.
-Ducha?- powtórzył.
-Owszem…- westchnęła ciężko.- Niestety… Ducha.

Przybyli do zamku. Szli wzdłuż długiego, wysadzanego kamieniami korytarza, zdobionego bogato w różnego rodzaju naczynia, kryształy oraz wiszące na ścianach obrazy, przedstawiające zapewne poprzednich mieszkańców tego miejsca. Nadim, lekko poddenerwowany, posyłał raz po raz Amirowi pełne niezrozumienia spojrzenie, chyba nie wiedząc, co tu robią. Devin spoglądał z zainteresowaniem na prowadzącą ich kobietę, która w pewnym momencie najwyraźniej nie wytrzymała tego nadmiaru uwagi, bo szepnęła do idącego najbliżej niej Amira:
-Dlaczego on tak na mnie patrzy…?
Mężczyzna uśmiechnął się litościwie, pozwalając sobie na głębokie westchnienie.
-Ciesz się, że tylko patrzy- odparł.
-A nie dotyka?- mruknęła ze zrozumieniem kobieta.
-A nie mówi- odpowiedział kategorycznie Amir.
Zaśmiała się cicho. Przeszli do jakiegoś wąskiego pomieszczenia. Naprzeciwko niego, znajdowały się kolejne drzwi, chronione przez dwóch strażników. Ci podeszli do nich natychmiast, spoglądając na nich surowo.
-Zostawcie broń- nakazał jeden.
-A ty, zakapturzony, pokaż swoje oblicze- odezwał się zaraz drugi.
-Zostaw jego oblicze w spokoju- odparła z wyraźnym znudzeniem kobieta.- Broń zresztą też, wchodzą ze mną, wszystko jest bezpieczne…
-To, że jesteś prawą ręką hrabiego, Audrey, nie znaczy, że wszystko ci wolno- stwierdził kąśliwie ten pierwszy.- Nikt nie wejdzie dalej uzbrojony.
Kobieta parsknęła z politowaniem i absolutnie nie zważając na protest obu, otworzyła szeroko drzwi, nakazując swym gościom wejść do środka. Zaraz zaczęli wychodzić razem po krętych schodach, prowadzących na jedną z wież. Szło im to bardzo powoli, zważywszy na Devina, którego ta wspinaczka kosztowała wiele trudu.
-Przepraszam za to- rzuciła.
-To chyba niezbędne środki bezpieczeństwa- zauważył Amir, nie bardzo wiedząc, co w tym dziwnego.
-Niezbędne środki bezpieczeństwa zachowacie wy, jeśli nie będziecie machać na prawo i lewo bronią…- zatrzymała się na chwilę, spoglądając na nich z pobłażaniem.- Sam hrabia nie potrzebuje innego środka bezpieczeństwa, niż ja. Zapewniam. Chodźmy.
Ruszyli dalej.
-W czym właściwie rzecz?- zapytał Amir, dość niecierpliwie czekając na wyjaśnienie tej sprawy. Duch. Nie żeby pierwszy raz słyszał o nawiedzonych dworach, ale zazwyczaj mówili o nich ich równie nawiedzeni właściciele. Poza tym, ludzie mieli skłonność do przesady. U arystokratów ta skłonność była o wiele większa, ale i tak był ciekaw.
-Chodzi o ducha…- odpowiedziała Audrey, i tak jak wtedy, na jej twarzy wymalował się zmęczony grymas.- Ducha ciotki hrabiego. Podobno nawiedza drugi zamek, ten, który znajduje się naprzeciw tego… Oczywiście, to nie cała historia, a właściwie jej zbędny i absolutnie pomniejszy element…- westchnęła.- Ciotka ta, za życia, zostawiła hrabiemu swój majątek, w który, prócz tej posiadłości, w której obecnie się znajdujemy, i tej, której rzekomo ona wciąż nie opuściła, wchodził także pewnego rodzaju, nie do końca przez nią samą sprecyzowany… skarb…- rzuciła ostrożnie.- Skarb, jak możesz się domyślić, znajduje się w drugim zamku. Prawdopodobnie w podziemiach. Sam hrabia twierdzi, że w jego skład wchodzą głównie pamiątki po niej, bo, jak napisała w liście, zachowała tam dorobek swego życia i wszystkie tajemnice… Wygląda jednak na to, że to coś poważniejszego, a co za tym idzie, wartego odzyskania… Zwłaszcza, że duchy tak się tym interesują…- mruknęła ze złośliwym uśmiechem, wymawiając słowo „duchy” w taki sposób, iż nie ulegało wątpliwości, że ona sama w nie nie wierzy.
Amir wpatrywał się w nią z uwagą.
-Czy sprawdziłaś już ten… „nawiedzony” zamek?- dopytał mężczyzna.- Byłaś tam?
-Nie. Niestety- odparła z nutką irytacji.- Służę wyłącznie hrabiemu, który nie wyraził woli, by mnie tam wysłać, mimo moich nalegań. Sprawdziłabym to na własną rękę, ale i tu tkwi problem, bowiem hrabia właściwie nie może się beze mnie obejść i spędzam większość czasu przy nim, a jeśli już gdzieś mnie wysyła, bardzo ściśle określa czas, w jakim mam powrócić… Widzisz, hrabia jest niedołężny. Urodził się ze słabymi kończynami dolnymi i do dziś nie chodzi.
-Więc… Nikt nie sprawdził tego zamku?- parsknął z politowaniem Amir.
-Dwie ekipy naszych ludzi. Raz dwóch, raz trzech… Hrabia nie zgodził się na więcej, nie pytaj dlaczego- potarła skronie i pokręciła głową.- Żadna nie wróciła.
-Ach…- zaśmiał się cicho mężczyzna.- Zabici przez strasznego, krwiożerczego ducha starej ciotki…?
-Ciotka wcale nie była stara, zmarła dość młodo…- nie wiedzieć czemu, znów złośliwy uśmiech wymalował się na twarzy kobiety.- I nie, raczej nie zostali zabici. Dwóch znalazłam. W jednej z karczm, nieopodal zamku, kilka dni później. Usiłowałam z nich coś wydusić, ale powtarzali tylko jakieś brednie o duchu, choć jak na mój gust, przerażeni nie byli. Widać ktoś był bardziej przekonujący ode mnie…
-Najwyraźniej…- szepnął w zamyśleniu Amir.
Audrey skinęła głową.
-Tak czy inaczej, skarb wciąż się tam znajduje i zależy mi na tym, aby go odzyskać.
-Tobie…?- podchwycił natychmiast mężczyzna, co wywołało kolejne, strudzone westchnienie kobiety.
-Hrabia… Hrabia jest człowiekiem… subtelnym- widać starała się odpowiednio dobrać słowa.- Wierzącym bardzo w różnego rodzaju metafizyczne byty… On nie chce pozbyć się tego ducha, wprost przeciwnie, jego obecność podobno bardzo mu pomaga…
-Więc… raz jeszcze… Co my tu właściwie robimy?- Amir zmarszczył brwi.
-Macie określić gdzie znajduje się skarb i, że nic nie stoi na drodze do niego.
-Wiecie, gdzie się znajduje.
-Mniej więcej- odparła wymijająco.
-A duch zostaje, tak?- parsknął z politowaniem.- Więc po co właściwie hrabiemu cały ten skarb, skoro ma dwa zamki…? Po co wynajmować obcych ludzi, aby się tym zajmowali? Bawi się za własne pieniądze…?
-Może upewnia w przekonaniu.
-Więc czemu chcesz pozbawiać go tego przekonania?
Zatrzymała się na moment.
-Nie chcę- odparła, spoglądając na Amira.- Jest mi to zupełnie obojętne, a może i nawet wygodne. Chodzi mi tylko i wyłącznie o ten skarb. Przeczucie graniczące z pewnością mówi mi, że znajduje się tam coś istotnego i hrabia powinien o tym wiedzieć, nawet, jeśli sam nie jest tego świadom… A cała ta afera z duchem, jedynie to przeczucie potwierdza… Komuś zależy na tym, by trzymać hrabiego z daleka od tamtego miejsca i skrzętnie korzysta z jego naiwności i wiary w podobne sprawy…
-Jeśli ktoś działa tam tak długo, to skąd pomysł, że skarb jeszcze w ogóle tam jest…?- Amir spojrzał na nią bez zrozumienia.
-Właśnie dlatego, że działa tak długo…- odparła z uśmiechem.- Skarb tam jest. Może ktoś, kto go poszukuje, nie zna dokładnego położenia. Może został gdzieś ukryty. Nie znałam ciotki hrabiego, a on sam jedynie z nią korespondował, ale jak twierdzi, była kobietą „bardzo tajemniczą, czarującą, lubiącą gierki słowne oraz zagadki”…- wyrecytowała ze znudzeniem.- Może więc postanowiła także zagrać w grę z samym hrabią albo kimkolwiek, kto zechciałby dotrzeć do jej skarbu. Nie wiem, jak dokładnie było, ale coś z tą sprawą jest nie tak i potrzebujemy kogoś z zewnątrz, aby się upewnił, co się dzieje…
-Obawiasz się, że twoi ludzie mogą działać dla nich?
-Istnieje takie prawdopodobieństwo- potwierdziła, skinąwszy głową.
Szli jeszcze kawałek w górę, po czym zatrzymali się przed drzwiami do komnaty hrabiego. Kobieta otworzyła je, przepuszczając przodem towarzyszących jej mężczyzn. Ci weszli do pomieszczenia, zastając w środku jedynie młodego człowieka, leżącego w łóżku, ustawionym naprzeciw okna, w które arystokrata wpatrywał się z rozmarzeniem, nim zdał sobie sprawę z ich przybycia. Miał bardzo bladą skórę, widać było, że nie wychodził często z zamku, szczególnie, zważywszy na upalną ostatnimi czasy pogodę. Jego błękitne oczy były nieco zwilgotniałe, jakby senne, włosy miał ciemnobrązowe, rozpuszczone i sięgające ramion.
-Gdzie byłaś tak długo, Audrey?- zwrócił się do kobiety pretensjonalnie, jakby z oburzeniem.
-Przyprowadziłam tych ludzi, o których mówiłam, panie- odpowiedziała z naciskiem, kłaniając się uprzejmie.
-Ach, tak…- rozejrzał się zamglonym wzrokiem po ich twarzach i pokiwał głową.- Ale trzech!- zapowiedział nagle, jakby nie widział, ilu ich było.- Tylko trzech, Audrey! Nie pozwolę jej spłoszyć!
-Tylko trzech, paniczu, jak widzisz…- odpowiedziała, siląc się na uśmiech.
-To dobrze…- stwierdził i również uśmiechnął się lekko.- A więc, to wy- rzucił pogodnie w stronę przybyłych, wyciągając doń dłoń.- Przybyliście na moje wołanie, choć już obawiałem się, że zatwardziałe serca tych, którzy chodzą po ziemi, miast jak ja, tkwić tu, na górze, niemalże w chmurach, nie zostaną poruszone tą prośbą o pomoc…- Amir i Nadim spojrzeli po sobie, po czym dyskretnie zerknęli w stronę Devina. Kimkolwiek był ten hrabia, wydał im się dziwnie znajomy.- Cieszę się jednak, że jesteście. Szlachetne wasze serca i postawy widać od razu. Szczęśliwy jest lud, w którym są tak usłużni poddani!
-Nie są mieszkańcami naszego królestwa- wtrąciła Audrey.- Są podróżnikami, paniczu.
-Cóż z tego- prychnął z obojętnością, machnąwszy dłonią, najwyraźniej bardzo niezadowolony z tego, że się go poprawia. Amir był gotów stwierdzić z pełnym przekonaniem, że nie istnieje na tym świecie człowiek bardziej irytujący od Devina, ale miał dziwne wrażenie, że oto właśnie na takiego natrafił.- Grunt, że tu są i zyskali to miano z mych ust! Nie ma większej podzięki!
-… prócz złota…- mruknęła Audrey, tym razem jednak na tyle cicho, że umknęło to uwadze hrabiego.
-Audrey powiedziała wam w czym rzecz?- upewnił się panicz.
-Owszem- potwierdził Amir.- Choć wolałbym to usłyszeć jeszcze od ciebie, panie, o ile jest jeszcze coś, co powinniśmy wiedzieć…
-Ależ tak!- zapewnił ich gorąco młodzian, kiwając głową.- Jest tego tak wiele! Chętnie wam opowiem! Wszystko od początku! Bo jeśli już słyszeliście, to wiecie, że historia jest ekscytująca i warta zamieszania, o tak. Podejdź panie do tego okna, bardzo proszę…- rzucił uprzejmie. Amir zerknął na niego nieco podejrzliwie, po czym rzeczywiście stanął we wskazanym przez hrabiego miejscu i wyjrzał na zewnątrz.- Widzisz tamten zamek, panie?- mężczyzna skinął głową, kierując swój wzrok na Aluinna.- To zamek mej drogiej ciotki. Wszystko zaczyna się od jej osoby. Otóż, panie, ma ciotka, Kerenza, skontaktowała się ze mną krótko po śmierci mego ojca… Osobiście wcześniej jej nie znałem, tyle, co z opowieści… Szlachetna to była kobieta o wielkim sercu!- westchnął hrabia, przyciskając dłoń do klatki piersiowej w geście uwielbienia.- Tak wspaniale pisała! Ileż jej listy sprawiały mi radości! I zdradziła mi sekret, że buduje dla mnie zamek. Ten oto, w którym teraz się znajdujemy. Dokładnie na wzór swojego. I, że stanie dokładnie naprzeciw jej. I będę tu mieszkał, a ona u siebie, blisko. Bardzo uradowało to me podupadłe na nadziei serce! Bardzo przeżyłem śmierć mego ojca, musicie wiedzieć, panowie… Ona jednak pocieszyła mnie niezwykle swoją propozycją. Niestety, stało się straszne okrucieństwo, tak, tak, los jest okrutny! Nie dane mi było spotkać jej już żywej! Skończyła budować zamek, a szykując się już do przybycia tutaj, dowiedziałem się o jej śmierci…
-Ktoś ją zamordował?- wtrącił Amir.
-Ależ nie, nie!- zaprotestował gwałtownie młodzian.- Któż mógłby uczynić coś tak potwornego, kiedy taka istota, jak ona, rozkwitająca, piękna, o cudownych rysach, szlachetnym pochodzeniu i niebiańskim sercu, nie miała żadnych wrogów, żadnych przeciwników…? To było straszne zdarzenie, ale całkiem naturalne i przypadkowe… Słudzy jej mówili, że jednego wieczora bardzo osłabła na siłach i gorzej się poczuła… Nazajutrz mieli jej wezwać medyka, ale to już nie było potrzebne, bo ciotka moja, droga Kerenza, już się nie wybudziła…- chlipnął i otarł zbłąkaną łzę z policzka.- Do tej pory ta bezduszność bogów wzbudza we mnie płacz, ale wiem, że nic nie mogłem na to poradzić…
-I co zdarzyło się dalej…?- Amir bardzo starał się być łagodny, bo niedobrze było złościć arystokratów, co wiedział z własnego doświadczenia, ale te brednie drażniły go coraz bardziej.
-Postanowiłem, mimo wszystko, przybyć do zamku, który mi podarowała. Musisz też wiedzieć, panie, że ona darzyła mnie bardzo dużym sentymentem…- stwierdził  z dumą.- W jednym z wcześniejszych listów napisała mi, że gdyby cokolwiek jej się zdarzyło, wszystko, cokolwiek posiada, pozostawia mi…- Amir zwrócił uwagę na ten fragment. Ktoś, kto nie niepokoi się o swoje życie, raczej nie decyduje się na podobne deklaracje… Choć z drugiej strony wszelkiej maści szlachetne rodziny zawsze cierpiały na paranoiczne skłonności i przekonanie, że cały świat marzy jedynie o ich śmierci.- I włości, i zamki, i coś specjalnego, co podobno znajduje się w podziemiach jej zamku. Prosiła bardzo, bym zachował tę wiadomość w tajemnicy, ale teraz, po jej śmierci, jest to już niemożliwe. W czasie, gdy mnie nie było, zamkiem zarządzała ma druga ciotka. Siostra Keranzy, Ernine. Tą jednak znam dobrze i również darzę ją ogromną serdecznością, zawsze była blisko mego ojca, łączyły ich wspólne interesy i troska o dobro naszej rodziny… Zatrzymała się w zamku Keranzy. A gdy przybyłem, obwieściła mi, że widziała ducha siostry. Że ten z nią rozmawiał. Że Keranza błagała ją, abym został w swym zamku i zostawił jej ten, który należał do niej, dopóki będzie musiała pozostać na tym świecie… Nie podała siostrze powodów, dla których wciąż musi tu być i ja też ich nie znam… Mogę się jedynie domyślać.
Amir przeniósł wzrok na Audrey. Ta również spoglądała na niego znacząco.
-Więc to twoja ciotka powiedziała ci jako pierwsza o tym duchu?- upewnił się Amir.
-Owszem- potwierdził hrabia.
-Amir…
Człowiek usłyszał głos potomka wilków i odwrócił się w jego stronę. Nadim stał przy ogromnym, wiszącym na ścianie obrazie. Amir podszedł do niego, nie wiedząc, o co chodzi.
-Och! To właśnie moja ciotka, Keranza!- wyjaśnił hrabia.
Obraz przedstawiał młodą kobietę, o jasnej skórze i gęstych, rudych, kręconych włosach, sięgających pasa i przybranych różnego rodzaju ozdobami. Usta miała krwiście czerwone, ułożone w lekki uśmiech. Siedziała bokiem, odziana w zieloną suknię, która zdecydowanie zbyt mocno uwydatniała obfity biust. Amir wcale nie dziwił się, że jego towarzysz dostrzegł ten istotny fragment obrazu tak szybko. Wystarczyło spojrzeć na wyeksponowany dekolt… Fragment kryształu. Zawieszony na jej szyi i dyndający właśnie w tamtych okolicach. Spojrzał na kompana i uśmiechnął się do niego.
-Mówiłeś coś o skarbie, paniczu…- zaczął, odwracając się na powrót w stronę hrabiego.
-Owszem…- przyznał z pewnego rodzaju niechęcią Aluinn, jakby nie miał ochoty o tym mówić.- Skarb znajduje się gdzieś w podziemiach. Są tam różne pamiątki po mojej uroczej ciotce, które z chęcią bym odzyskał, ale coraz częściej myślę sobie, że może ona wcale tego nie chce…? Chciałbym mieć okazję ją zapytać, ale widzę ją jedynie z oddali, przez to okno, gdy…
-Widzisz ją?- przerwał mu Amir, mocno zdumiony.
-Owszem- potwierdził z lekko głupawym uśmiechem panicz.- Nocą. W wieży drugiego zamku, tuż naprzeciwko, w oknie… Ukazuje mi się…
-Twoja ciotka?- upewnił się raz jeszcze mężczyzna.
-Tak… Ona… Dokładnie taka, jak na tym obrazie… Patrzę na nią…- westchnął tęsknie.
-Pojawia się każdej nocy?
-Nie… Niestety nie… Tylko od czasu do czasu… Ale czekam na nią zawsze…
-I co właściwie robi?- wtrącił Nadim.
-Co…?- bąknął hrabia, nie wiedzieć z jakiej przyczyny zakłopotany.- Nic konkretnego… Chodzi… Snuje się… Jak to duch…
-Czy siostra zmarłej ciotki jest do niej podobna?- zapytał Amir, bo to wydało mu się najbardziej oczywistym rozwiązaniem.
-Ani trochę- odpowiedział z pełnym przekonaniem młodzian.- Jest dużo starsza. Ma inne włosy i… Ogólnie, nie są do siebie podobne, z charakteru zresztą również. Dlaczego pytasz…?
Amir pokręcił jedynie głową. Wyglądało na to, że w tym aspekcie nie trafił.
-Czy coś jeszcze… niezwykłego dzieje się w tym zamku? Coś, co wskazuje na obecność ducha?
-Przecież fakt, że ją widzę, to już dostateczny powód- rzekł Aluinn, jakby było to dla niego oczywiste. Widząc jednak wyczekujące spojrzenie mężczyzny, dodał- Ciotka uwielbiała psy. Hodowała je za życia, po jej śmierci jednak je wywieziono. Ale strażnicy jeszcze niedawno słyszeli z zamku głośne ujadanie… Audrey zresztą też- dodał.
Amir spojrzał na kobietę pytająco. Ta skinęła głową w ramach potwierdzenia.
-To duchy!- westchnął hrabia, kiwając głową.- Ona, i psy, i cała ta atmosfera… Hałasy, które dobiegają stamtąd nocą… Niezwykłe rzeczy się tu dzieją! Macie szczęście, że będziecie ich częścią!
-Postaramy się odzyskać twój skarb, szanowny hrabio- stwierdził powściągliwie Amir.
-Inni już się starali i im się nie powiodło…- hrabia uśmiechnął się z triumfem, jakby o to mu właśnie chodziło.- Nie wierzyli w duchy. Jak Audrey- dodał pogardliwie.- Ale ona tam jest. I nie wolno wam jej spłoszyć, za nic na świecie. To wrażliwa istota, pamiętajcie… Nie idźcie do wieży, a od razu zmierzajcie na dół… Jeśli wrócicie z tym, co pozostawiła, to będzie znaczyło, że było wam to dane i ona pozwoliła wam to zabrać… A jeśli nie…- rozłożył ręce w obojętnym geście.- Pewnie już wcale nie wrócicie…
-Nie przejmuj się, paniczu!- rzucił Devin, od dłuższej chwili przyglądając się obrazowi. Amir zerknął na niego ze zmarszczonymi brwiami.- Nie spłoszymy tej cudownej istoty! Wielkie szczęście ci się przytrafiło! Ten obraz pokazuje, jak piękna była twa ciotka, i jej lica, i jej serce… Nie mogę się doczekać, by ją zobaczyć!
-Nie zobaczysz jej!- odparł wyniośle hrabia, z nutką irytacji.- Jestem tu sam, gdy przychodzi, nie pozwalam nawet Audrey na nią patrzyć… Ona pojawia się tylko dla mnie!
-Ale czemu wciąż tu jesteś, biedna duszyczko…?- Devin pogładził płótno, zupełnie ignorując, a może nawet nie słysząc słów Aluinna.- Czego wciąż szukasz na tym strasznym świecie…? Zemsty czy może raczej odkupienia? Chcesz znaleźć winnych popełnionych na tobie zbrodni czy odżałować za własne winy…?
-Nie było żadnej zbrodni- burknął hrabia, sprawiając wrażenie coraz bardziej zdenerwowanego.- Nie słyszałeś? A ciotka moja nie miała żadnych grzechów na sumieniu!
-Tak… Ale jest tu jednak i nie bez powodu…- kontynuował swój wywód poeta.- Zatem musi się coś kryć za jej cudownym pojawieniem się tutaj… Umarłaś, a jednak nie cała, przybyłaś, ale po co…? Ach, gdybyś była łaskawa ukazać mi się i wyznać mi swoje tajemnice, ja bym zrozumiał, schował na dnie serca… Jak i ty ukryłaś swój skarb…- Devin gadający do obrazu… Cóż, Amir widział dziwniejsze rzeczy w jego wykonaniu, więc darował sobie ewentualne uwagi.- A kto wie, czy nie łączy nas to samo…? Czy nie snujesz się tutaj, szukając swego serca…? Bo miałaś piękne serce, ale może… puste? Może nie poznałaś tego, który miał w nim gościć na wieki…?
-Dość!- wybuchnął nagle hrabia.- Daruj sobie podobne słowa, jak śmiesz! Ona była moją ciotką!
-Cóż z tego…?- zdumiał się Devin, przytomniejąc nieco.- Moją przecież nie była.
Młodzian zacisnął wargi w wąską linijkę, sapiąc głośno i wpatrując się w poetę z autentyczną niechęcią.
-Ingeruj- syknął do potomka wilków Amir.
-Po co?
-Bo zaraz nasz kaleki, niedoszły poeta pobije się z innym kalekim, niedoszłym poetą i choć widok, przyznaję, byłby przedni, to zapewne i tak wymusiłoby to zaangażowanie się stron, a nie zapominaj, kto ma więcej ludzi w tym zamku…- odpowiedział Amir z uroczym uśmiechem.
-Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żeby ci pomóc- zapewnił więc Nadim, uspokajając tym nieco rozjuszonego hrabiego, po czym ogarnął Devina ramieniem, szybko wyprowadzając go z pomieszczenia.
-Nie lubię go…- naburmuszył się Aluinn.
Amir uśmiechnął się tylko na te słowa. Audrey podeszła do niego.
-Wyruszycie nocą…- szepnęła.

Audrey wyjaśniła mu wszystko, co potrzebował wiedzieć, przynajmniej na tamtą chwilę. Gdy zapadł zmrok, udał się wraz z Nadimem i kuśtykającym, wielce podekscytowanym, Devinem do zamku. Otworzył wrota dzięki kluczowi, który otrzymał od kobiety, podobno jedynemu. Wcześniej ta oprowadziła go po tamtym zamczysku, które miało dokładnie odwzorowywać to, w którym znaleźli się teraz. Amir wiedział więc, w jaki sposób dostać się do lochów. Szli niespiesznie wzdłuż ogromnej sali, w całkowitych ciemnościach. Ściany były poobdzierane. Niektóre obrazy zrzucone na ziemie, stoły poprzewracane. Zupełnie tak, jakby ktoś splądrował to miejsce, choć z drugiej strony, fragmenty wyraźnie drogich przedmiotów, spoczywające na ziemi wskazywały na to, że nie taki był cel tych działań.
-Bardzo łatwo jej to przyszło…- odezwał się cicho Nadim, rozglądając się dookoła. Ich kroki odbijały się echem od ścian.- Wysyła nas tutaj, po skarb… Nie boi się, że go zabierzemy?
-Wydaje mi się, że ona coś wie…- odmruknął w odpowiedzi Amir, idąc na przedzie.- Albo przynajmniej przypuszcza to, co wydaje się oczywiste. Jeśli skarb rzeczywiście tu jest, i jeśli wszystko kręci się wokół niego, to znaczy, że z jakiejś przyczyny, nie można go stąd zabrać… My, zdaję się, mamy ustalić, co się tu właściwie dzieje. Zresztą, to nieistotne. Nie chodzi już o złoto, ale o kryształ.
-A więc zgodziłeś się najpierw ze względu na złoto?- zdumiał się potomek wilków.
-Poniekąd- odparł wymijająco Amir. Właściwie ciężko było mu wyjaśnić, czemu dokładnie się zgodził. Po prostu czuł ciekawość. Był zaintrygowany. Sprawa była warta zainteresowania, choć teraz stała się dla nich ważna z oczywistego powodu.
-Dlaczego jest tak ciemno…?- szepnął z przerażeniem Devin, starając się poruszać szybko, by dorównać kroku kompanom. Często obracał nerwowo głowę, rozglądając się dookoła z przerażeniem.
Amir uśmiechnął się pod nosem z politowaniem.
-Bo nikt tu nie mieszka.
-Nie mogliśmy wziąć pochodni…? A-Albo chociaż świeczki…?- zająknął się poeta.
W tym momencie coś huknęło głośno na górze. Devin wydał z siebie cichy pisk i skulił się, przystając na moment, by zaraz przyspieszyć i nie zważając na trzymany przez siebie kij, prawie dobiec do kompanów.
-Czy to nie ty bredziłeś coś, nie pierwszy zresztą raz, o wyrokach przeznaczenia, o cudownej duszy, i o tym, że czujesz, że znajdziesz tę jedyną…?- westchnął ze znudzeniem Amir.
Znowu dało się słyszeć jakiś łoskot i coś, co zlęknionemu lekko umysłowi mogło się wydać skrzypieniem podłogi. Stare zamczyska, stare budynki ogólnie, miały jednak to do siebie, że często dało się tu słyszeć różnego rodzaju dźwięki i nie miały one nic wspólnego z bytami z zaświatów. Devin prawie się trząsł. Nadim zresztą również jakoś nie odzywał się i nie raczył współtowarzyszy zwyczajowymi opowiastkami.
-Co…?- parsknął Amir, chichocąc pod nosem.- Ty też się boisz… Błagam cię, przecież nie ma mowy o żadnym duchu, a nawet gdyby… BOGOWIE!- wrzasnął niepohamowanie, podskakując gwałtownie, gdy poczuł czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Serce biło mu jak oszalałe. Odwrócił się i stanął twarzą w twarz z nieco zdumionym poetą, który musiał go w międzyczasie dogonić.- Devin, oszalałeś?!- skarcił go, pąsowiejąc. Nadim zaśmiał się złośliwie.
-Nie- odparł poeta.- Chciałem tylko o coś zapytać…
-Daj już spokój!- prychnął z irytacją mężczyzna, przyspieszając.- I nie mówcie już nic więcej, jeśli ktoś tu jest, może nas usłyszeć i się spłoszyć…
-Ale ja chciałem zapytać, czy pójdziemy na tą wieżę- rzucił Devin.
Amir zatrzymał się, spoglądając na niego bez zrozumienia.
-To dobry pomysł- wtrącił potomek wilków.
-Niby po co mielibyśmy tam iść?- parsknął cicho Amir.- Nie ma żadnego ducha. Hrabia ma zwidy albo ktoś celowo go straszy. To nie ma zresztą znaczenia. Kazano nam zejść do podziemi. Chodzi o kryształ, zapomnieliście?
-Ale to taka cudowna dusza!- westchnął tęsknie Devin.- Nawet, jeśli to tylko legenda, plotka czy wymysł, chciałbym się przekonać, czy…
-Nie ma mowy!- stwierdził kategorycznie mężczyzna.
-Dlaczego?- zapytał bez zrozumienia Nadim.- Jeśli to nie prawdziwy duch, to nie ma się czego obawiać… Zresztą, w ogóle obawianie się jednego ducha, i to ducha kobiety, zakrawa na śmieszność… Hrabia raczej nie miał powodów, by nas okłamywać, wydawał się być bardzo podekscytowany, chyba mówił szczerze… Więc może warto sprawdzić, kto tam jest. Bo jeśli ktoś tam rzeczywiście jest, to będzie to ułatwienie sprawy, czyż nie…?
Amir zastanowił się nad tym przez chwilę. Wahał się długo, ale przekonany namowami towarzyszy, wreszcie się zgodził i ruszyli na wieżę znajdującą się naprzeciw tej, w której mieściła się komnata hrabiego. Devin chyba sam nie mógł się zdecydować, czy umiera ze strachu, czy z podniecenia sprawą. Amir był święcie przekonany, że nikogo tam nie znajdą i, nim nie zbliżyli się do szczytu, był gotów niemalże za to ręczyć. Jednak gdy znaleźli się bliżej pomieszczenia, usłyszeli kroki. Mężczyzna zmarszczył brwi, obracając się w stronę idących za nim kompanów. Kroki i cichy śpiew. Jakby nucenie. Amir przyspieszył kroku. Otworzył ostrożnie drzwi do komnaty, zaglądając do środka.
Dostrzegł kobietę. Nie stała przy oknie, ale za ścianą. Miała rude, kręcone, długie włosy. Była obrócona do niego tyłem. Niespiesznym gestem, sięgnęła do pleców, rozwiązując sznureczki podtrzymujące bluzkę. Ubranie upadło swobodnie na posadzkę. W tym momencie zdała sobie sprawę z tego, że ktoś ją obserwuje i odwróciła się w stronę Amira, z odsłoniętymi piersiami.
-Och…- rzuciła jedynie, wyraźnie zaskoczona.
Mężczyzna wszedł głębiej do pomieszczenia, wepchnięty doń właściwie, przez kompanów, którzy najwyraźniej byli bardzo ciekawi, kogo tam zastał. Gdy tylko zobaczyli kobietę, obaj zamarli i, z cokolwiek głupawymi wyrazami twarzy, zmierzyli ją uważnym, bardzo dokładnym wzrokiem, zatrzymując się w oczywistym miejscu. Amir westchnął ciężko. To była młoda dziewczyna, młodsza niż ta z obrazu. Przy tym trochę szczuplejsza. I zdecydowanie zbyt cielesna, by uznać ją za ducha.
-Witajcie- odezwała się rudowłosa, trochę nieśmiało, a może wręcz zdecydowanie zbyt nieśmiało jak na kogoś, kto najwyraźniej nie krępował się wcale faktem, że stoi przed obcymi mężczyznami, będąc jednocześnie półnagim.
-Nie dziwię się, że hrabia tak bardzo lubił oglądać „kochaną ciotkę”…- Nadim uśmiechnął się szeroko, kręcąc z niedowierzaniem głową.
Amir spojrzał na niego z politowaniem.
-Co…?- mężczyzna z wyraźnym trudem oderwał się od okolic biustu kobiety, zerkając na kochanka.- Wiesz, gdybyś ty stał tutaj, prawie nagi to…
-Och, przymknij się!- prychnął mężczyzna z nutką irytacji.
Devin odrzucił na bok kij i padł przed kobietą na kolana.
-Co ty wyrabiasz?- rzucił ze zdumieniem Amir.
-Moja miła!- westchnął tęsknie, spoglądając na nią z uwielbieniem.- Całe moje życie czekałem na ciebie i oto pojawiłaś się przede mną! Żywa czy nie, przysięgam ci dozgonną miłość!
-Przepraszam…- rzuciła, wyraźnie niewiele rozumiejąc z jego gadaniny, co wcale Amira nie zdziwiło.- Czy jesteś tym biednym mężczyzną, który mnie obserwuje…? Sądziłam, że nie możesz chodzić…
-Tak- odparł Devin, kiwając głową.- Obserwowałem cię od lat, w snach moich, oczyma wyobrażeń, ma miłości, oczekiwałem, pragnąłem tak bardzo, że…
-Wstawaj, Devin!- warknął wściekle mężczyzna, przerywając wywód kompana.- On nie jest tym człowiekiem- powiedział rudowłosej.
-A ona nie jest duchem…- dodał Nadim.- Biorąc pod uwagę tamten obraz… Jeśli malarz oddał wszystko to, co należy, to ciotka hrabiego miała większe…
-Tak, dziękuję bardzo za twój głos, panie ekspercie!- rzucił gniewnie Amir. Podniósł z podłogi bluzkę kobiety i podał jej ją.- Mogłabyś…?- mruknął, sam odrobinę skrępowany. Uśmiechnęła się serdecznie i skinęła głową, po czym narzuciła ją na ramiona.- Czy możemy porozmawiać…?
-Oczywiście- odpowiedziała wesoło.
-Chciałbym wiedzieć kim jesteś.
-Nazywam się Isolde- odparła jedynie, wyraźnie nie wiedząc, co jeszcze powiedzieć.
-Tak, ale co tutaj robisz?- dopytał Amir, usiłując na próżno podnieść płaszczącego się poetę na nogi.
-Ach, tak. Pracuję w uroczej gospodzie, niedaleko stąd. Pewnej nocy zatrzymała się tam kobieta z całą świtą… Gdy mnie zobaczyła, powiedziała, że ma dla mnie zadanie… Dała mi pieniądze. Bardzo dużo pieniędzy. I kazała przychodzić tutaj od czasu do czasu. Pokazywać się temu biednemu młodzieńcowi z naprzeciwka…- szepnęła ze współczuciem.- Nie wiem właściwie, czemu na to służyć, ale on chyba jest weselszy, gdy na mnie patrzy…- Nadim uśmiechnął się na te słowa z rozbawieniem. Jemu chyba też zrobiło się wesoło od tego patrzenia.- To naprawdę dużo pieniędzy… Razem z tym, co dostaję w gospodzie, zarabiam więcej niż na ulicy…
-Na ulicy…?- dopytał Amir, marszcząc brwi.
-Tak- odparła z szerokim uśmiechem, po czym dodała bez cienia wahania- Byłam ulicznicą.
-Doprawdy…?- uśmiech Nadima chyba poszerzył się jeszcze bardziej.
Amir zignorował to, ciekaw bardziej reakcji Devina, któremu chyba ta informacja umknęła.
-Ma piękna… Ma cudowna, najczystsza ze wszystkich…- powtarzał poeta.
Amir parsknął niepohamowanym śmiechem.
-Teraz mogę już umierać…- mruknął z rozbawieniem.- Devin, słyszałeś, co powiedziała? Devin?- chwycił poetę za ramię. Ten pokiwał niemrawo głową.- Jest prostytutką- szepnął mu do ucha.- Albo była. Devin…? Devin, wiesz w ogóle, co znaczy to słowo…?
-Wiem, co znaczy słowo „miłość”, przyjacielu i to jedyne, co mnie obchodzi- szepnął z dumą poeta, wciąż spoglądając na kobietę nieprzytomnie.
Amir chwycił się za głowę, wzdychając ciężko.
-Może usiądziemy?- zaproponował wyjątkowo trzeźwo Nadim.
Zajęli miejsce na zakurzonej kanapie. Nadim i Devin usiedli obok kobiety. Poeta chwycił ją za dłoń, wciąż szepcąc jakieś dziwaczne wyznania absolutnego uwielbienia. Amir stanął przed nimi, spoglądając na kobietę z uwagą.
-Więc miałaś mu się po prostu pokazywać?- dopytał.
-Tak.
-Czy coś jeszcze należało do twoich obowiązków?
Wzruszyła bezradnie ramionami, jakby nie do końca zrozumiała pytanie.
-Nie… Chyba nie… Tylko przychodziłam tu raz na jakiś czas, jak mówiła ta kobieta… Zabroniła mi przychodzić codziennie…
-A dlaczego się rozbierałaś?- rzucił Nadim.
-Właściwie nie do końca wiedziałam, co mam robić…- odparła z uśmiechem.- Więc po prostu zrobiłam to, co robię najlepiej…
-Och…- charakterystyczny uśmieszek powrócił na twarz potomka wilków.
Amir sapnął z poirytowaniem.
-Pozwól, że ja będę zadawał pytania- warknął, widząc, że jego kochanek otwiera usta. Nadim umilkł posłusznie.- Ta kobieta, która kazała ci tu przyjść… Kto to był?
-Nie wiem… Jakaś pani. Bardzo bogata- odparła prosto.- Och! I kazała mi to wszystko zachować w tajemnicy!- przypomniała sobie nagle.- Ale wy chyba nikomu nie powiecie, prawda?- zapytała z naiwnym uśmiechem.
-Nie!- zapewnił ją gorąco Devin.- Twa tajemnica będzie ze mną bezpieczna, o, pani! Pozostanie w mym sercu na zawsze i żadne tortury nie wydrą jej ze mnie!
Kobieta zachichotała cicho.
-Zabawny jest…- stwierdziła, spoglądając na Amira z wesołym uśmiechem.
-Taki się wydaje…- mruknął mężczyzna.
-To przeznaczenie przywiodło mnie tutaj!- egzaltował się Devin.- O, pani! Najpiękniejsze masz lica, najpiękniejsze dłonie i najpiękniejsze serce ze wszystkich tych, które dotąd spotkałem…
-Dziękuję…- odpowiedziała, uśmiechając się do niego serdecznie.- Nikt jeszcze nie powiedział mi czegoś równie miłego…
Devin rozpromienił się na te słowa.
-Którędy wchodziłaś?- pytał dalej Amir.
-Jest inne wejście. Pokazała mi.
-Wiesz, kim jest ten człowiek, któremu się pokazywałaś? Wiesz, że jest hrabią?
-Nie… Ale on chyba też jest bogaty… Tak sądzę…- odparła, wzruszając bezradnie ramionami.
-A więc, nie wiesz też nic o skarbie…- właściwie stwierdził, bardziej niż zapytał zapytał mężczyzna.
-O skarbie? Nie… Przykro mi, nic nie wiem…
-Lepiej będzie jeśli tej nocy wrócisz do domu- powiedział Nadim.
-Dobrze- zgodziła się bez wahania.- Przepraszam, panie, mógłbyś…?- zwróciła się do Devina, odwracając do niego plecami i wskazując na rozplątane sznureczki. Poeta przełknął ślinę i drżącymi nieco dłońmi, zawiązał je na powrót.
-Bardzo proszę.
-Dziękuję. Mieszkam w gospodzie, w której mnie zatrudnili.
-Jaka to gospoda?- zainteresował się natychmiast Devin.
-Nazywa się „Gigant”. Jest dobrze znana. Niedaleko od tego miejsca. Przyjdziesz mnie odwiedzić…?- zapytała z sympatycznym uśmiechem.
-Oczywiście- Devin uśmiechnął się anielsko.- Jak mógłbym odmówić...?

Devin nie mógł też odmówić swojej nowej damie serca wyprowadzenia jej na zewnątrz, jak twierdził, w bezpieczne miejsce. Amirowi było to bardzo na rękę. Już kuśtykający i trzęsący się ze strachu poeta był wystarczająco uciążliwy, poeta natchniony i śpiewający, skończyłby jako poeta martwy, to pewne. Zeszli na dół. Kolejny korytarz i jeszcze jeden… Człowiek nie był do końca pewien, czy zmierzają we właściwym kierunku. Nagle jego kompan zatrzymał się gwałtownie. Uniósł dłoń do twarzy, zakrywając nią nos i krzywiąc się wyraźnie.
-Czujesz to…?- szepnął, otwierając drzwi przy których stanął.
Amir pokręcił głową, spoglądając na towarzysza bez zrozumienia. Gdy ten wszedł do środka, podążył za nim. Jego wzrok zdążył przyzwyczaić się do panujących ciemności. Widział jakieś cielska zalegające na podłodze. Teraz i on poczuł uporczywy smród. Zakrył twarz dłonią.
-Psy…- rzucił Nadim, klękając przy martwych zwierzętach. Były wychudzone i poranione. Na ich szyi odciśnięty był krwawy pas.- Martwe. Wygłodzone. To ich szczekanie słyszeli, prawda? Aż stąd…?
-Raczej nie. Musiały być gdzieś uwiązane, tutaj nie byłoby na to miejsca. Ktoś chyba chciał jeszcze bardziej upewnić hrabiego w sprawie tego całego „ducha”, ale to raczej zbędne… Zdaję się, że on należy do ludzi, którzy uwierzyliby we wszystko.
Poszli dalej. Gdy znajdowali się w pobliżu pomieszczenia, które sama Audrey wskazała jako to, w którym miał znajdować się skarb, przynajmniej według informacji uzyskanych przez samego hrabiego, zrobiło się dużo jaśniej. Na ścianach, w mosiężnych uchwytach, znajdowały się świece, które płonęły oświetlając ich drogę. Ktoś z pewnością musiał tu być. Wreszcie,Amir zatrzymał się przed drzwiami wyznaczającymi koniec korytarza. Otworzył je, bez najmniejszego problemu, i wszedł do niewielkiego pokoiku, również oświetlonego. Zatrzymał się w bezruchu, zdumiony tym, co dostrzegł. Na środku pomieszczenia, dokładnie w jego centrum, znajdowała się pokaźna skrzynia. Mężczyzna zmarszczył brwi i chciał ruszyć w jej kierunku, ale zatrzymała go dłoń kompana.
-Zdejmij je…- szepnął Nadim, odplątując sznureczek i ściągając kryształy z jego szyi.- Jeśli jest tam fragment, to może być nieprzyjemnie…
Amir skinął głową, po czym zbliżył się do skrzyni i klęknął przed nią, przyglądając jej się z uwagą. Przesunął palcami po jej wieku. Miała dziwną strukturę. Człowiek nie miał pojęcia, z jakiego materiału została wykonana, z pewnością nie było to coś, z czym wcześniej się spotkał. To był jakby kamień, idealnie wyszlifowany, granatowy kamień. Nie było dziurki od klucza, a jedynie podłużne, czworokątne wyżłobienie w miejscu, w którym powinna się znajdować. Mężczyzna chciał podnieść wieko, ale ani drgnęło. Nie dało się też skrzyni przesunąć, jakby była wbudowana w posadzkę. Właściwie nie dało się z nią zrobić zupełnie nic.
-Kryształu tam nie ma…- stwierdził Nadim, zatrzymując się przy towarzyszu.- Nie reagują.
-Może to przez ten materiał…- odparł w zamyśleniu Amir.- Z czego to jest zrobione…?
-Też chciałabym wiedzieć…- drzwi naprzeciwko nich otworzyły się gwałtownie i w pomieszczeniu pojawiła się około trzydziestoletnia kobieta. Odziana elegancko, choć dość skromnie, jakby nie chciała zwracać na siebie uwagi, o jasnych, półdługich włosach, upiętych w kucyk i niebieskich oczach. Obok niej znalazł się jakiś młody mężczyzna, uzbrojony, ale nie sięgnął po miecz nawet wtedy, gdy dłoń Nadima szybko zacisnęła się na rękojeści sztyletu.- Witajcie- jasnowłosa uśmiechnęła się szeroko.- Długo czekałam aż przyślą mi wreszcie kogoś kompetentnego…
Amir wyprostował się powoli, odpowiadając jej krótkim uśmiechem.
-Niech zgadnę… Szanowna ciotka drogiego hrabiego? Ta żywa, oczywiście…
-Ernine. Do usług…- skłoniła się groteskowo.- Mam się świetnie, jeśli o to pytasz… Chyba musiałeś coś o mnie słyszeć, prawda…?
-Słyszałem, że to ty jako pierwsza zobaczyłaś ducha swojej siostry i to ty namówiłaś bratanka, żeby się tu nie pojawiał…- Amir uśmiechnął się pobłażliwie, nie drgnąwszy z miejsca. Nadim zerknął na niego pytająco, wyraźnie nie wiedząc, jak się zachować. Człowiek pokręcił ledwie zauważalnie głową, chcąc dać mu do zrozumienia, by nie reagował.- Banalne i łatwe do przewidzenia.
-Przykro mi, że cię rozczarowałam…- westchnęła z udawanym smutkiem jasnowłosa.- Ale to nie ja jestem tą siostrą, która ma skłonność do zachowań niestandardowych…
Amir parsknął cicho.
-A więc teraz, standardowo, zamierzasz dobrać się do majątku bratanka?- rzucił z politowaniem.
-Do majątku…?- uniosła brew i pokręciła głowa, podchodząc bliżej o kilka kroków.- Ależ skąd. Nie potrzebny mi jego majątek... Mam pieniądze… Posiadłości… Wpływy… Wszystko, co jest potrzebne skromnej kobiecie…- dodała z rozbawionym uśmiechem.- Wszystko, co jest jej potrzebne do robienia dobrego wrażenia… Albo wywierania odpowiedniego wpływu…
-Na przykład na tych strażników?
Skinęła głową, przyznając to bez najmniejszych oporów.
-Każdego można skłonić do odpowiedniego działania… Ludzie bardzo lubią złoto, wiesz? To chyba ten przyjemny dźwięk, gdy brzęczy swobodnie w kieszeni, napawa ich taką radością…- zaśmiała się cicho.- A ci, którzy za nim nie przepadają…- wydobyła zza pasa dobrze widoczny miecz i obróciła go w dłoniach, przyglądając mu się obojętnie.- Cóż. Dla nich też mam coś miłego. Nie ma ludzi na których nie znalazłby się odpowiedni argument, nie sądzisz?
Amir przyglądał jej się przez dłuższą chwilę w milczeniu. Jego kompan strzygł nerwowo uszami, wyraźnie zdezorientowany, i niepewny co do tego, co czynić dalej. Człowiek jednak był spokojny.
-Czego właściwie tu szukasz…?- zapytał otwarcie.
-Potrzebuję czegoś, co znajduje się w tej skrzyni- odpowiedziała Ernine.
-To oczywiste- prychnął mężczyzna.- Ale czego?
Kobieta uśmiechnęła się nikle.
-Czegoś, co się tam znajduje- odparła wymijająco.
Mężczyzna milczał. Ostentacyjnie zerknął w stronę drzwi, po czym na powrót przeniósł wzrok na kobietę. Ta westchnęła cicho, przewracając oczyma.
-Moja siostra umieściła w tej skrzyni kilka prywatnych listów… I innych… Dowodów… Tak bym to określiła…- odkaszlnęła cicho.- Na moje powiązania z królem. Bardzo intymne powiązania. Nie tylko z nim zresztą, ale i z paroma innymi, ważnymi osobistościami na dworze… Bardzo interesuje mnie to, żeby te materiały odzyskać…
-I tyle…?- Amir parsknął z niedowierzaniem.- Nie masz się czym przejmować, twój zbereźny bratanek raczej nie będzie zdumiony… Może nawet zadowolony.
-Bardzo zabawne…- uśmiechnęła się kwaśno.- To nie jest cała historia…- przyznała. Amir wpatrywał się w nią z wyczekiwaniem. Przez chwilę nie odzywała się wcale, jakby zastanawiała się czy kontynuować, ale ostatecznie zaczęła- Te… Materiały… Wskazują również na mój udział w pewnych istotnych zdarzeniach i zmianach, jakie miały ostatnio miejsce w tych okolicach… Powiedziałabym wręcz, że w pewnym spisku… Który z racji tego, że jest spiskiem, nie powinien zostać odkryty przez postronnych…- mruknęła niechętnie.- Poza tym, to wszystko wiąże mnie również z kilkoma śmierciami, w tym z śmiercią mojego brata, ojca Aluinna…
-… I śmiercią tej, która to wszystko odkryła- dokończył Amir.- To jakaś arystokratyczna zasada? A może gra? Kto zabije większą liczbę członków rodziny wygrywa?- kpił.
-Nie zabiłam mojej siostry, jeśli to właśnie sugerujesz- odparła twardo.
-Owszem, zrobiłaś to. Albo miałaś dużo szczęścia.
Skinęła głową.
-Nie będę kłamać i twierdzić, że to zdarzenie nie było mi na rękę…- rzuciła, zatrzymując się przy skrzyni i przesuwając wzdłuż jej wieka palcami.- A przynajmniej tak mi się z początku wydawało... Bardzo szybko przybyłam na miejsce, nim zdążył pojawić się tutaj Aluinn. Powiedział mi wcześniej w tajemnicy o „skarbie” , jaki miała pozostawić mu ciotka… Kilka rozmów z moją siostrą wystarczyło, bym wiedziała, co dokładnie się tam znajduje… Złośliwa zołza…- mruknęła gniewnie pod nosem, zaciskając palce w pięść.- Chciałam pozbyć się tego, co było mi nie na rękę… No i znalazłam to…- parsknęła gorzkim śmiechem, gładząc raz jeszcze skrzynię.- Nawet nie masz pojęcia, ile czasu próbowałam otworzyć to diabelstwo! Ale niczego nie da się z tym zrobić! Próbowałam to zniszczyć! Spalić! Na tym czymś nie ma jednak choćby rysy!- prychnęła z irytacją, uderzywszy dłonią w wieko.- Wymyśliłam więc, tą głupawą historyjkę, dobrze wiedziałam, jaki jest Aluinn…- rzuciła z litością.- Znam przejścia do tego zamku, o których mój bratanek nie ma pojęcia. Wiem, w którym miejscu znajduje się dojście do tunelu, który tutaj prowadzi. Przychodzę czasem nocami, zastanawiając się nad tym, co jeszcze mogę zrobić… Mam świadomość tego, że,  prędzej czy później, ktoś się tu pojawi i mnie odkryje… A teraz pojawiliście się wy…- dodała z zadowolonym uśmiechem.
-To chyba kiepsko dla twojego planu- zauważył Amir.
-Kiepsko?- zaśmiała się.- Wprost przeciwnie. Wy mi pomożecie.
Mężczyzna parsknął cicho.
-Czyżby…? Niby z jakiego powodu?
-Ponieważ też szukacie czegoś, co znajduje się w tej skrzyni- odparła triumfalnie.- Kryształ…? Dobrze usłyszałam…? To zresztą bez znaczenia…- stwierdziła obojętnie.- Wezmę co moje i znikam, całą resztą dysponujcie do woli i czyńcie z tym co chcecie… Ten kto odsłania zbyt szybko karty przegrywa, czyż nie?- zaśmiała się.
-Zdaję się więc, że to właśnie cię czeka…- odpowiedział mężczyzna.- Uczyniłaś to dzieląc się z nami swoim sekretem… Teraz nie spoczywa już tylko wewnątrz tej skrzyni.- Amir uśmiechnął się złośliwie.- Nic nie stoi mi na przeszkodzie aby powiedzieć o tym twojemu bratankowi.
-Nie zrobisz tego- stwierdziła z pełnym przekonaniem.- Bo wiesz, że nawet, jeśli on ci uwierzy… A wierz mi, jest zdecydowanie najgłupszym przedstawicielem mojego rodu…- westchnęła ciężko.- Ale to chyba przypadłość męskich potomków, jego ojciec, Angus, też nie był całkiem sprawny umysłowo… Tak czy inaczej, nawet, jeśli ci uwierzy, to na pewno masz świadomość, że nie dostaniesz niczego, co znajduje się w tym kufrze. Aluinn ma obsesję na punkcie mojej zmarłej siostry. Wcale się nie dziwię…- dodała, chichocąc.- Wybrałam jej godne zastępstwo…
-Prostytutkę- zauważył kpiąco Amir.- To pewnie z sympatii.
-Raczej z wygody- odparła.- Jest do niej podobna, zauważyłam, gdy tylko ją dostrzegłam… To była moja inspiracja…
-Czego właściwie ode mnie oczekujesz?- nie rozumiał mężczyzna.
-Nie wiesz?- kobieta udała zdumienie.- Potrzebuję klucza. Nie takiego zwykłego, jak pewnie zdążyłeś zauważyć, ale tak, do tego cuda istnieje jakiś klucz… Sęk w tym, że nie mam pojęcia, gdzie się znajduje. Przeszukałam cały zamek, niemalże wywróciłam go do góry nogami, ale go nie znalazłam.
-Więc skąd pomysł, że mnie się to uda?- prychnął z politowaniem Amir.
-Bo ja mam do dyspozycji tylko to miejsce- rzuciła w odpowiedzi.- Założyłam, być może błędnie, że klucz znajduje się właśnie tu. Ale mogła równie dobrze wysłać go mojemu kalekiemu na ciele i umyśle bratankowi, który nie zorientował się do tej pory, albo nie zwrócił uwagi na dziwaczny przedmiot czy pakunek… Zapytaj. Jeśli ci się to uda, zostaniesz odpowiednio nagrodzony. Mogę cię zapewnić, że twoja pozycja znacznie wzrośnie, potrafię się odwdzięczyć.
-Odwdzięczyłaś się swojej rodzinie- odparł kąśliwie Amir.- Nie wierzę w lojalność takich jak ty. Poza tym, nie potrzebuję od ciebie zupełnie niczego.
-Nie- zgodziła się, skinąwszy głową.- Potrzebujesz dokładnie tego, co ja. Dostępu do tej skrzyni. Znajdź sposób, by dostać się do jej wnętrza. Wszyscy będziemy szczęśliwi, Aluinn będzie dalej żył w świecie swoich fantazji i nikt nie dowie się o zniknięciu kilku mniej lub bardziej cennych przedmiotów… Co ty na to?

Znowu zbierało się na deszcz. Szaruga za oknem i nieprzespana noc nie sprzyjała raczej wzmożonemu myśleniu ani koncentracji. Siedzieli w gospodzie, przy długiej ławie. Byli tu jedynymi gośćmi, dopiero co świtało, miejsce nie zostało jeszcze nawet otwarte. Amir podparł policzek na dłoni, spoglądając nieco nieprzytomnie w kierunku okna i usiłując raz jeszcze przeanalizować to, co się wydarzyło. Nadim siedział nieruchomo, spoglądając w jeden punkt i tylko Devin sprawiał wciąż wrażenie podekscytowanego i pobudzonego, co jednak nie było ani trochę dziwne.
-I co teraz…?- rzucił potomek wilków, ocknąwszy się z chwilowego otępienia. Spojrzał na Amira pytająco.- Co z tym kluczem?
-Nie wiem- odpowiedział zgodnie z prawdą człowiek.- Nie wiem nawet, czy w ogóle istnieje…
-I nie wiesz, czy w skrzyni znajduje się kryształ- podchwycił jego kochanek.
-Zważywszy na piętrzące się od początku problemy, mam wrażenie, że owszem, znajduje się…- mruknął Amir, choć rzeczywiście, tego pewien być nie mógł. Znalazł to, czego szukał, co więcej, potwierdził swoje własne domysły, ale kłopot tkwił w tym, że tak czy inaczej, musiał znaleźć sposób na otworzenie tego kufra. A marnie widział siebie proszącego w ramach wynagrodzenia o naszyjnik, który należał do ulubionej ciotki Aluinna. Specyficznie ulubionej, ale mimo wszystko.- Zresztą, dowiemy się, jeśli uda nam się to otworzyć.
-A uda się…?- dopytywał dalej potomek wilków.
Amir spojrzał na niego bez zrozumienia.
-Nie wiem- odpowiedział.- Jeśli klucz istnieje, to pewnie rzeczywiście ma go ten hrabia z bożej łaski…- dodał z pobłażliwym uśmiechem.
-Nie zauważyłby go?
-Nie wiem, czy ciotka przysyłała mu podarki, ale jeśli tak, mógł nie zwrócić na to szczególnej uwagi, to drobiazg. Choć rzeczywiście, dość dziwaczny i mógłby wzbudzić jego podejrzenia… Chociaż pamiętaj, o kim mówimy…
Devin wcale nie włączał się w ich rozmowy. Kręcił się niecierpliwie w miejscu, rozglądając dookoła.
-Chyba nie chcesz jej pomagać…?- człowiek usłyszał pełen pretensji,  niemalże głos kochanka.
Spojrzał na niego pytająco.
-Tej kobiecie…- dodał Nadim, patrząc na Amira z wyraźnym zaniepokojeniem.- Ona jest okrutna. Zabiła swojego brata, a może i siostrę, nie wspominając już o innych ludziach.
-Wiem- odpowiedział spokojnie mężczyzna.
-I…?- ponaglił go potomek wilków, wyraźnie oczekując odpowiedzi.
-I?
-Nie wtrącałem się, bo wiedziałem, że ty załatwiasz takie sprawy lepiej. Ale nie możemy współpracować z kimś takim. Ona nie ma na celu nic dobrego, chce tylko ukryć swoje własne zbrodnie. Powinieneś powiedzieć hrabiemu.
Amir zaśmiał się tylko, kręcąc głową. Już widział jego ochoczą i radosną reakcję na wieść, że obnażający się przed nim duch jest byłą ulicznicą pracującą w pobliskiej gospodzie, a jedyne, co straszy w drugim zamku, to jego ciotka, owszem, ale ta żywa, wałęsająca się nocami po podziemiach. Aluinn byłby wniebowzięty.
-Więc co zamierzasz?- Nadim spojrzał na niego odrobinę bezradnie.
-Zamierzam coś zjeść- odpowiedział dobitnie człowiek, nie mając w tym momencie ochoty zastanawiać się nad niczym innym.
Już widział wyłaniającą się z jednego z pomieszczeń rudowłosą, która zmierzała w ich kierunku z pogodnym uśmiechem i sporym garncem zupy. Ustawiła go na środku i nalała każdemu z mężczyzn solidną porcję, do wcześniej przygotowanych misek.
-Dziękuję- powiedział Amir.
Nadim uśmiechnął się do niej z wdzięcznością, od razu zabierając się do jedzenia.
-Nie do końca umiem gotować…- przyznała, nieco zakłopotana. Devin chyba nawet nie zwrócił uwagi na to, że ma wreszcie okazję zjeść przyzwoity posiłek. Spoglądał na kobietę z rozdziawionymi lekko ustami, nie będąc w stanie wydusić z siebie ani słowa.- Nie wiem, czy to wszystko dobrze smakuje.
-Jest ciepłe i się nie rusza- zachichotał Nadim.- Jest doskonałe, wierz mi. Nie do takich warunków jesteśmy przyzwyczajeni.
Uśmiech rozjaśnił jej oblicze.
-Przyniosę chleba i piwa- dodała, po czym przeniosła jeszcze wzrok na Devina, zachichotała cichutko i wróciła do pomieszczenia z którego przyszła.
-Dziękuję!- zawołał za nią Devin, jakby dopiero teraz przypomniał sobie, że miał cokolwiek powiedzieć.
Amir wzniósł oczy ku sufitowi, wzdychając głęboko, po czym również zaczął jeść. Rudowłosa pojawiła się przy nich jeszcze dwukrotnie, przynosząc to, co zapowiedziała. Kiedy dolała im piwa, zatrzymała się przy nich na dłuższą chwilę i spojrzała na Devina z troską.
-Co z twoją nogą, panie?- zapytała.
-O… Och…- Devin przełknął ślinę, spoglądając na nią z niecodziennym dla siebie onieśmieleniem.- Wilk mnie zaatakował, panienko. Któregoś dnia, gdy wałęsałem się po lesie, szukając tego, co zdaję się, znalazłem teraz…- dodał z tęsknym westchnieniem.
-Wciąż cię boli?- dopytywała.
-Nie, panienko!- odparł emocjonalnie, chwytając ją za dłoń i składając na niej krótki pocałunek.- Przy tobie nic mnie nie boli i zdaję się, że wszystkie moje troski i wszystkie zmartwienia, odeszły nagle w niepamięć…- spoglądała na niego bez większego zrozumienia, ale wciąż uśmiechała się serdecznie.- O, cudowna anielico! Śniłem przez lata, że w końcu cię odnajdę! Któż mógłby uwierzyć, że w takich okolicznościach spotkam tę, której poznania pragnąłem całym sercem…!
-Ja w ogóle nie wiem, o czym ty mówisz, panie- przyznała, chichocąc.- Ale mówisz bardzo ładnie…
-Mówię o moim sercu- wyjaśnił Devin.- Bo widzisz, panienko, ja zrodziłem się z sercem wyjątkowym, z sercem niezwykłym, zdolnym pokochać chyba tylko boginię, anioła albo inną cudowną istotę, której nie sposób spotkać na tym świecie… Sądziłem, że dopiero umarłszy dostąpię tej radości jaką daje miłość, ale oto spotkałem ciebie… Każda bogini zazdrości ci urody, moja wspaniała! Proszę…- przyłożył jej dłoń do swojej klatki piersiowej.- Czujesz, panienko? Tak bije serce, które kocha po raz pierwszy…
-Po raz pierwszy?- wtrącił z rozbawieniem Amir.
Devin wypadł na chwilę ze swojego romantycznego nastroju i spojrzał na towarzysza pytająco.
-A ta królewna…?
-To był błąd!- syknął gniewnie poeta, ku zdumieniu obu towarzyszy, bo rozanielony wiecznie Devin nie przejawiał podobnych odczuć.- I nie wspominaj o tym, przyjacielu, bardzo cię proszę…- dodał dobitnie, po czym przeniósł na powrót wzrok na swój nowy obiekt westchnień.- Serce w desperacji może się mylić, ale tylko ten jeden raz! Teraz jednak jestem pewien i wiem, że żadna siła nie jest w stanie wyrwać ze mnie tego uczucia, które dało mi życie na nowo! Ach, ja szczęśliwy! Gotów jestem dać ci wszystko, nadobna panienko, nawet, jeśli nie czujesz tak samo…
-Czy ty byłeś kiedykolwiek z kobietą, panie?- zapytała z zaciekawieniem rudowłosa.
-S… Słucham?- bąknął Devin.
-Bo mówisz trochę tak jak młodziacy, którzy nikogo jeszcze nie mieli- zachichotała z rozbawieniem.
-Ja… Ja…- wydukał poeta, pąsowiejąc.- Ja zrodzony zostałem z miłości, nie z ciała!- odpowiedział zaraz dumnie.- I sam jestem tylko miłością i tylko miłość czuję, ja…
Nachyliła się nad nim. Devin urwał w połowie, czując pocałunek na swoim policzku. Rudowłosa szepnęła mu coś do ucha. Zaraz wyprostowała się, śmiejąc lekko, po czym odeszła, znikając za drzwiami. Amir i Nadim przyglądali się tej sytuacji z uwagą. Devin obejrzał się za nią. Najpierw zaczerwienił jeszcze bardziej, później pobladł i na powrót zrobił się czerwony.
-O co chodzi?- zapytał Amir, marszcząc brwi.
-O nic… O nic, przyjacielu…- odkaszlnął nerwowo Devin, nie ruszając się z miejsca.
Po chwili jednak znów obrócił się, zerkając na drzwi do pomieszczenia, w którym znajdowała się rudowłosa. Nagle chwycił za swój kufel i za jednym razem, wypił całą jego zawartość, po czym zerwał się na nogi i pognał w tamtą stronę, trudno powiedzieć, czy bardziej przerażony, czy podekscytowany. Amir powiódł za nim zdumionym spojrzeniem, obserwując, jak ten wchodzi do pokoju, zamykając za sobą drzwi.
Rozbawiony uśmieszek błąkał się po twarzy potomka wilków.
-Coś mi mówi, że Devin właśnie odkryje najlepszą motywację dla każdego mężczyzny…- stwierdził.
Amir zerknął na niego ukradkiem.
-Dlaczego mam dziwne wrażenie, że nie masz na myśli głębokich uczuć…?- zapytał złośliwie.
-Głębokie uczucia są w porządku- odpowiedział Nadim, zbliżając się do towarzysza i opierając brodę na jego ramieniu.
-Ale głębokie dekolty są lepsze…?
-Och, dałbyś już spokój…
Wargi Nadima musnęły lekko jego szyję.
-O bogowie, jakie to oczywiste!- rzucił Amir, skoncentrowany na czymś zupełnie innym.
-Co takiego?- nie rozumiał potomek wilków.
-Klucz!- odparł mężczyzna.- Musi istnieć. Nie zamknęła tego w ten sposób, żeby zabezpieczyć siostrę, prawda…? Ale żeby zabezpieczyć tamte materiały… Chciała więc, żeby ktoś je odnalazł. Być może wcześniej traktowała je jako zabezpieczenie swojego życia, a może nie zdążyła nic z nimi zrobić. Skontaktowała się z bratankiem, albo ze szczerej sympatii, albo po prostu dlatego, że, z jednej strony, nie był w to zaangażowany, a z drugiej, sprawa dotyczyła jego ojca, co zresztą raczej nieistotne… Miała więc nadzieję, że jej bratanek się tym zajmie. Chodź- zerwał się z miejsca, spoglądając na Nadima z wyczekiwaniem.- Dajmy Devinowi trochę spokoju. A raczej cieszmy się ze spokoju, jaki on dał nam.
-Więc… Gdzie jest ten klucz?- potomek wilków zmarszczył brwi.
Amir uśmiechnął się szeroko.
-W największym podarunku, jaki hrabia od niej otrzymał.

-Paniczu, gdybyś mógł się skoncentrować…- wycedził przez zęby Amir, od kilku minut usilnie oczekując odpowiedzi na swoje pytanie od bardzo podekscytowanego hrabiego.
-Och, rzecz jasna, że bym mógł, ale proszę, zawołaj tu najpierw moich ludzi- odpowiedział młodzian.- Naprawdę chciałbym to zobaczyć na własne oczy… Gdzie właściwie podziewa się Audrey…? Audrey! Audrey!- wrzasnął hrabia, jakby sądził, że jego opiekunka, gdziekolwiek teraz się znajdowała, byłaby w stanie usłyszeć go ze szczytu wieży.- Przecież miała już tu być! Oczywiście opowiesz jej wszystko! Bardzo chcę zobaczyć jej minę, gdy dowie się, że to wszystko prawda!
-Rzecz jasna, ale…
Do komnaty wpadł zdyszany Nadim.
-Tu jest z kilkadziesiąt pomieszczeń!- rzucił, próbując uspokoić oddech.- Przeszukanie tego wszystkiego zajmie wieki!
-Nie, nie, zaangażuję w to moich ludzi- zapewnił go hrabia, machnąwszy łaskawie dłonią.- Jeśli to życzenie mej ciotki, nie mam innego wyboru… Tylko zawołajcie tu kogoś, żeby zniósł mnie na dół… Nie chciałbym przegapić demolowania mojego własnego zamku, to chyba będzie najzabawniejsza sprawa, jaka mnie czekała ostatnimi czasy…- zachichotał uradowany.
-To może nie być konieczne- przerwał mu Amir, coraz bardziej zniecierpliwiony.- O ile tylko postarasz się mi szczegółowo odpowiedzieć, co dokładnie…
-Co tu się wyrabia?!- krzyknęła gniewnie Audrey, szybkim krokiem wchodząc do komnaty. Spojrzała najpierw na księcia, a później na zatrudnionych przez siebie mężczyzn.
-Szukamy klucza, Audrey!- odparł dumnie hrabia.- Klucza do skarbu ciotki! Jej duch ukazał się naszym szanownym, szlachetnym gościom i nakazał to w sposób jasny, a zatem…
-Że co?!- prychnęła kobieta, znowu przenosząc wzrok na Amira.- Ty i ja mamy chyba do pogadania- warknęła.
-Owszem…- odparł cicho mężczyzna.- Ale może nie teraz i może raczej na osobności, jeśli pozwolisz. A teraz, drogi paniczu… Raz jeszcze… Powiedz mi dokładnie, co zostało zmienione w tym zamku po twoim przybyciu- poprosił.- Chodzi mi o to, które pomieszczenia zostały nietknięte, które przedmioty raczej nie są i nie były używane, miejsca, w których coś takiego mogłoby zostać ukryte…
-Zawsze byłem posłuszny woli mojej ciotki i nie zmieniłem tutaj prawie nic- odpowiedział młodzian, wzruszając ramionami.- Wszystko jest dokładnie takie, jak wtedy, gdy tu zastałem. Oczywiście mogę mówić jedynie o mojej komnacie, bo tu spędzam większość czasu i nie wiem dokładnie jak radzi sobie ta banda… Audrey źle wszystkiego pilnuje…- mruknął z pretensją w głosie.- Ale tak, sądzę, że wszystko jest jak było. Meble, ozdoby, obrazy…
Dopiero teraz jakaś myśl zaświtała Amirowi w głowie. Mężczyzna przeniósł powoli wzrok na obraz ciotki hrabiego, wiszący na pobliskiej ścianie. Lekki uśmiech rozjaśnił jego twarz, gdy podszedł prędko do dzieła i bez chwili wahania, zdjął pokaźne i ciężkie płótno ze ściany.
-Co ty wyrabiasz?!- krzyknął z oburzeniem Aluinn.
Audrey obserwowała jego poczynania z uwagą i zdumieniem, nie zadając sobie jednak trudu, by interweniować. Amir pozbawił obraz ram i bez chwili wahania, rozdarł płótno przedstawiające rudowłosą. Wystarczyła chwila, aby w jego wnętrzu znalazł to, czego szukał. Z zadowolonym uśmiechem wydobył podłużny, czworokątny, płaski przedmiot, o strukturze dokładnie takiej, jak skrzynia, którą widział w podziemiach. Pokazał go obecnym w pomieszczeniu.
-To ten klucz…?- nie rozumiał hrabia.
-Tak.
-Powiesz mi wreszcie o co chodzi…?- dopytywała niecierpliwie opiekunka Aluinna.
-Owszem- odpowiedział Amir.- Chodź- dodał i nie pytając zdezorientowanego panicza o zgodę, opuścił szybko pomieszczenie.
Nadim dogonił go po chwili.
-Czasami naprawdę za tobą nie nadążam…- stwierdził bezradnie.

Po zmroku udali się do zamku. O mniej więcej tej samej porze, co i wczorajszej nocy. Zeszli na dół, do podziemi, skierowali się od razu do odpowiedniego miejsca. Amir i Nadim weszli do małego pomieszczenia. Ernine i jej towarzysz czekali już na nich w środku, jakby dobrze wiedzieli, że przybędą. Zatrzymali się po przeciwnych stronach skrzyni, spoglądając na siebie przez chwilę w milczeniu.
-Masz klucz?- zapytała ostrożnie kobieta.
Amir skinął głową i uniósł na dowód czworokątny przedmiot. Ciotka hrabiego uśmiechnęła się z wyraźnym zadowoleniem i zerknęła ukradkiem na swojego towarzysza.
-Pospieszyłeś się…- oceniła z podziwem.- Chyba zmarnowałam tu stanowczo zbyt wiele czasu, zamiast postarać się o kogoś, kto mógłby zająć zaufane miejsce u boku Aluinna… Choć o to byłoby bardzo trudno… A teraz daj mi go- dodała twardo, zbliżając się do kufra i wyciągając dłoń w kierunku Amira.
-Ja go zdobyłem i ja go użyję- odparł jednak mężczyzna, kucnąwszy przy skrzyni. Posłał towarzyszowi znaczące spojrzenie. Nadim odsunął się na bok, a sam człowiek przyglądał się przez dłuższą chwilę charakterystycznemu wyżłobieniu.
-Och, czyżby…?- zaśmiała się chłodno Ernine, wymijając skrzynię i stając za plecami mężczyzny.- A nie przyszło ci do głowy, że teraz, gdy już się tutaj pojawiłeś i przyniosłeś jedyną rzecz, jaka była mi potrzebna…- dłoń kobiety wylądowała na jego ramieniu.- … mogę być dla ciebie znacznie mniej miła…?
Amir w mgnieniu oka dobył miecza i odwróciwszy się w stronę kobiety, uniósł dłoń, celując ostrzem w jej gardło. Znieruchomiała, z wolną dłonią wspartą o rękojeść sztyletu.
-Przyszło- odparł złośliwie Amir.
-Jorif!- rzuciła, wyraźnie zdezorientowana. Spojrzała na towarzyszącego jej mężczyznę i dopiero wtedy uświadomiła sobie, że potomek wilków stał za nim, przykładając nóż do jego szyi. Przez chwilę na jej twarzy błąkał się pełen niezadowolenia i wściekłości grymas, ale zaraz zaśmiała się z pozorną obojętnością.- Znowu popełniłeś ten sam błąd… Znowu za szybko pokazałeś, co trzymasz w rękawie… Dam ci chwilę na naprawienie tej karygodnej pomyłki… Za tamtymi drzwiami czeka tuzin moich ludzi, gotowych na jedno moje słowo pojawić się tutaj…
-Nie ma z tobą żadnych ludzi- odparł z pełnym przekonaniem Amir.- Wchodzisz przez jakiś tunel, który twoja siostra stworzyła zapewne, by mieć możliwość ucieczki z pałacu w razie najazdu, jak arystokraci często czynią… Wejście znajduje się gdzieś na otwartym terenie. Przyszłaś tylko z nim, bo gdybyś wzięła ze sobą więcej ludzi, za którymś razem zwróciłabyś na siebie czyjąś uwagę, a to mogłoby pokrzyżować twoje plany…- opuścił miecz i schował go do pochwy, odwróciwszy się z powrotem do skrzyni.
-Twardy z ciebie zawodnik- oceniła z głębokim westchnieniem, odsuwając się od niego. Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, przyglądając mu się z uwagą.- Powiedziałabym nawet, że mamy ze sobą coś wspólnego… Wysokie pochodzenie.
-Och…- Amir uśmiechnął się złośliwie.- Zawsze uznawałem, że to zabawne, z jaką łatwością umiemy się nawzajem rozpoznawać… I to wcale nie przez strój czy obyczaje…
-Może przez przebiegłość, spryt i jad przekazywany z pokolenia na pokolenie?- zasugerowała, uśmiechając się w podobny sposób.- Pospiesz się, chcę jak najszybciej stąd odejść…
Amir raz jeszcze uśmiechnął się lekko pod nosem, po czym niespiesznie umieścił przedmiot w wyżłobieniu. Klucz idealnie dopasował się do otworu. Przez chwilę nie działo się zupełnie nic, aż wreszcie dało się słyszeć donośne brzdęknięcie. Wieko skrzyni uchyliło się powoli. Mężczyzna bez wahania zajrzał do środka. Przesunął opuszkami wzdłuż pogrupowanych, powiązanych kolorowymi wstęgami listów, przesuwając je na bok, zobaczył jakieś księgi, kilka specyficznych monet przemknęło mu pomiędzy palcami…
-Amir…
Człowiek podniósł wzrok na potomka wilków, który wciąż trzymał ostrze przy szyi towarzysza Ernine. Nadim, dość kulawym gestem, uniósł wolną dłoń, w której trzymał woreczek z kryształami, który nawet nie tyle podrygiwał, co niemalże wyrywał się z jego dłoni. Kobieta przyglądała się temu z wyraźnym zdumieniem.
-Co to jest, do licha…?- rzuciła bez zrozumienia.
Nadim rzucił kompanowi woreczek. Amir chwycił go bez problemu, w ten sposób, po dłuższej chwili, odnalazł pośród licznych przedmiotów fragment. Uśmiechnął się triumfalnie, podnosząc się powoli i wrzucając kryształ do pozostałych.
-Masz to, czego chciałeś?- zapytała nieco opryskliwie Ernine, z wyraźnym zniecierpliwieniem.- Więc odsuń się z łaski swojej…
Amir to też właśnie uczynił.
-Nawet nie wiesz, jak miło jest spotkać kogoś arystokratycznego pochodzenia, kto wywiązuje się z umowy…- powiedziała, przeglądając zawartość skrzyni.
-Wiem- odpowiedział spokojnie Amir.- Dosyć niecodzienne. Ach, chyba zapomniałem wspomnieć… Ktoś bardzo chce się z tobą zobaczyć…
Kobieta spojrzała na niego bez zrozumienia.
-Co…?- rzuciła ze zdumieniem.
W tym momencie drzwi za jej plecami otworzyły się na oścież. Do niewielkiego pomieszczenia weszło kilku mężczyzn, a ostatecznie i ta, która ich tu przywiodła. Ernine zerwała się szybko na równe nogi, przeskakując kufer i chcąc uciec. Nadim pchnął trzymanego przez siebie mężczyznę w stronę strażników, a sam usiłował pochwycić kobietę. Ta jednak zatrzymała się gwałtownie, dobyła sztyletu, którego ostrze przycisnęła sobie następnie do gardła.
-Nie zbliżaj się! Niech nikt się nie zbliża!- ostrzegła, rozglądając się dookoła.- Dobrze wam radzę! Albo będziecie się tłumaczyć z śmierci krewnej Aluinna!
-Och, śmiało…- Audrey wystąpiła przed szereg, spoglądając na kobietę bez większych emocji.- Uczyń mi tę przyjemność…
-Audrey…- mina ciotki hrabiego zrzedła wyraźnie.- Mój bratanek spuścił cię w końcu ze smyczy…?
-Skojarzenia masz jednolite… Jak na rasową sukę przystało- skomentowała uroczo opiekunka Aluinna.- A teraz odłóż to albo czyń co czynić miałaś i oszczędź mi trudu…
Ciotka hrabiego wypuściła nóż z dłoni. Upadł z brzdękiem na posadzkę.
-Nasze spotkanie po latach mogłoby być trochę milsze, nie sądzisz…?- zapytała z uśmiechem.- Zwłaszcza, że zaraz zostaniesz wyrzucona albo i gorzej... Zamienię kilka słów z moim bratankiem… Powiem, co się tutaj wydarzyło… Słowo przeciw słowu… A ty jesteś za prosta, by go przekonać, Audrey…
-Słowo przeciw słowu?- parsknęła opiekunka Aluinna.- Mam świadków. Otwarty kufer. I pracującą w gospodzie dziewczynę, którą mogę w każdej chwili przyprowadzić paniczowi. A uwierz mi, przyglądał jej się tak długo i wnikliwie, że na pewno ją rozpozna…- dodała ze złośliwym uśmiechem.
Ernine westchnęła z nutką irytacji.
-Powinnam była przekonać Angusa, żeby się ciebie pozbył- stwierdziła refleksyjnie.
Jeden ze strażników skrępował jej ręce.
-Wyprowadźcie ich- nakazała Audrey.
Tak właśnie się stało. Po chwili krzątaniny, tylko ona, Amir i Nadim pozostali w niewielkim pomieszczeniu. Kobieta przyklękła przy skrzyni, ze zmarszczonymi brwiami przeglądając jej zawartość.
-Ciekawe…- mruknęła w zamyśleniu.
Amir sięgnął do woreczka, wydobywając z niego na chwilę jeden z fragmentów. Zgodnie ze wcześniejszą umową, jaką z nią zawarł, pokazał go Audrey.
-To właśnie chciałeś zdobyć?- zapytała, wyraźnie zaskoczona.
-Tak- potwierdził krótko.
-Amulet ciotki panicza…- zauważyła.- Lubiła go. Podobno przynosił jej szczęście…- uśmiechnęła się litościwie.- Widać nie długo. Mojemu panu zależałoby zapewne, aby go odzyskać… Straszna szkoda, że go nie odnaleźliśmy…- dodała, odwracając wzrok.
Amir uśmiechnął się do niej z wdzięcznością.
-Jeśli pozwolisz, unikniemy uroczego spotkania…- rzucił mężczyzna, spoglądając w kierunku drzwi, którymi weszła Ernine.- Przejdziemy tym tunelem, o którym mówiła.
-Bardzo proszę- skinęła przyzwalająco głową.- I tak zaraz poślę tam kilku moich ludzi… Sądzę, że teraz hrabia mi na to pozwoli i będzie odrobinę mniej oporny niż zwykle… Choć przez nieobecność tego ducha, niestety, bardziej uciążliwy…- dodała ponuro.

Noc spędzona wreszcie na wygodnym łóżku, nie wiedzieć czemu, zaowocowała u Amira bólem pleców. Wyszedł przed gospodę, krzywiąc się lekko i przysiadł na schodkach, spoglądając w niebo. Wreszcie pojawiło się słońce, równie niełaskawie oblewające wszystko dookoła skwarem, co i wcześniej. Westchnął głęboko, sięgając dłonią do, zawieszonych na powrót na szyi, kryształów. Ścisnął lekko woreczek. Naszedł go znowu ten sam niepokój, coś jakby złe przeczucie. Ernine, duch, spisek… To było w gruncie rzeczy proste i oczywiste. Historia związana z kryształami taka nie była. Bo Amir wciąż nie znał odpowiedzi na podstawowe, postawione przez siebie, pytania. A przecież udało im się zdobyć już prawie wszystkie części. Z gospody wyszedł Nadim i usiadł obok niego.
-Jak noc?- zagaił, również spoglądając w niebo.
-Krótka- odparł Amir i obaj parsknęli cicho.- Ciężko spałem, śniły mi się jakieś dziwactwa…
-Zaglądałem do ciebie od czasu do czasu…- przyznał Nadim.
Mężczyzna zerknął na niego ze zdumieniem i zaczął się śmiać.
-Niby po co?
Potomek wilków wzruszył niewinnie ramionami.
-Żeby cię przypilnować… To był strasznie dziwaczny dzień… No i ktoś mógłby przyjść złożyć nam oficjalną wizytę…
-Jasne, powiedz od razu, że szukałeś okazji, żeby wślizgnąć mi się do łóżka- zażartował człowiek.
-To aż tak oczywiste?- zachichotał Nadim.
Drzwi od gospody otworzyły się i na szczycie schodów zatrzymał się Devin. Amir wstał i odsunął się nieco, aby zrobić mu przejście. Nadim również się podniósł, zatrzymując obok kochanka.
-No wreszcie- westchnął mężczyzna, spoglądając na poetę.- Gotowy?
Devin odkaszlnął cichutko, wyraźnie zakłopotany. Spoglądał na Amira jakoś nieśmiało, obejrzał się na chwilę w stronę gospody i znów skierował wzrok na kompanów.
-Cóż… Cóż, właściwie to…- wahał się wyraźnie, jakby sam nie wiedział, co chce powiedzieć.- Ja… Hm… No cóż…
Amir zmarszczył brwi, wpatrując się w niego bez zrozumienia.
-O co chodzi?- zapytał.
-Ja… Ja chyba nie mogę wyruszyć z wami dalej, przyjaciele…- przyznał ostrożnie Devin.
Amir parsknął cicho. Spojrzał na stojącego obok niego Nadima, ale ku jego zdumieniu, potomek wilków nie wydawał się być zaskoczony słowami poety.
-Jak to nie możesz?- nie rozumiał człowiek, kręcąc z niedowierzaniem głową.- Chcesz tutaj zostać…?
-Przyjaciele, serce mnie boli- westchnął z wyraźnym wzruszeniem Devin.- Nigdy bowiem, nie spotkałem na swojej drodze ludzi tak… eee… człowieka i potomka wilków… tak uczciwych i wspaniałomyślnych, tak wiernych, tak lojalnych, tak ceniących mą poezję i mnie samego, nie szczędzących wysiłków, by ocalić me życie...- urwał na dłuższy moment, chyba by złapać w końcu oddech.- Gdy tylko was zobaczyłem wiedziałem, że przeznaczeniem moim jest wyruszyć z wami… I byłem pewien, że ta przygoda przyniesie mi wiele wrażeń, nowych doświadczeń, a i uda mi się wreszcie znaleźć to, czego szukałem przez całe swe życie… Mamy jednak zgoła odmienne cele… Wy chcecie powstrzymać demona, znajdując kryształy… A ja chciałbym powstrzymać samotność serca, znajdując tę, która je rozgrzeje… I oto mi się udało…
-O czym ty w ogóle bredzisz?!- prychnął Amir, nie rozumiejąc absolutnie nic z tego przydługiego i pozbawionego krztyny sensu wywodu.
-Pokochałem, przyjacielu. Pokochałem całym sercem, serce to oddałem i teraz muszę zostać tutaj, bowiem z dala od swego serca, stanę się zgorzkniały i pozbawiony emocji… Nie da się żyć bez serca, przyjacielu. Jak i ja nie mogę żyć bez niej…
-Bez niej?- powtórzył Amir, usiłując w całej tej plątaninie słów odnaleźć jakikolwiek sens.- Zostajesz dla tej kobiety…?- zmarszczył brwi, kręcąc głową.- Ty chyba oszalałeś…
Devin pokiwał głową.
-Z miłości!
-Z głupoty! Ledwie ją znasz!
-A czuję, jakbym znał ją całe życie!
-Masz w ogóle świadomość, czym ona się zajmowała?!
Devin zadumał się przez moment.
-Tak- odparł po chwili, kiwając głową.- Od wczoraj mam pewne pojęcie…
Amir parsknął z niedowierzaniem.
-Chyba nie mówisz poważnie…
Ale zdawało się, że poeta mówi całkiem serio. Amir poczuł się dziwnie. Zdawało mu się zawsze, że moment, w którym dowie się, że Devin wspaniałomyślnie zrezygnuje z ich towarzystwa, przyjmie z wielką ulgą, by nie rzec, że wręcz radością. Teraz jednak czuł zupełnie coś innego. Trochę niepokoju i trochę smutku, co zresztą go zaskoczyło. Zerknął na milczącego Nadima, jakby chcąc szukać u niego poparcia. Wreszcie jednak na powrót skoncentrował wzrok na poecie i westchnąwszy głęboko, zapytał:
-Jesteś jej pewien? A jeśli ona nie odwzajemni twoich uczuć? A jeśli coś nie wyjdzie? Devin… Przemyśl to- powiedział stanowczo.
-Już to przemyślałem- odpowiedział jednak poeta.- Jesteście mi bardzo drodzy, przyjaciele, ale zawsze przychodzi ten moment, w którym trzeba się rozstać… Nie miałem nigdy swojego miejsca i właściwie dobrze mi było w roli tułacza, ale teraz, być może przyszedł czas na to, bym mógł gdzieś znaleźć dom… Poza tym, gospodarz jest bardzo miły- uśmiechnął się dość smętnie.- Powiedział, że pozwoli mi tu mieszkać. I śpiewać dla gości. To bardzo dobrze, prawda?
-Tak, Devin- potwierdził Nadim, uśmiechając się lekko. Widać jednak i on nie do końca wiedział, jak w tej sytuacji postąpić.- Jeśli tego właśnie chcesz, to w porządku… Prawda, Amir?- rzucił z naciskiem, zerkając na mocno zdezorientowanego i poddenerwowanego kochanka.
-Tak… Tak…- potwierdził z pewnym trudem mężczyzna.- Tak, prawda- westchnął ciężko.- Ale czy naprawdę tego chcesz?- zapytał po chwili, raz jeszcze, nie będąc co do tego przekonanym. Devin był impulsywny, był emocjonalny i kompletnie oderwany od rzeczywistości. Potrzebował dookoła siebie osób, które gotowe byłyby go niemalże niańczyć i dbać o to, by sam nie zrobił sobie krzywdy. Nie żeby Amir odnajdował się w tej roli, ale dręczył go jakiś niepokój, podobny do tego, jaki odczuwał pozostawiając Hadrina. Tyle, że Hadrin został w ich królestwie, w swoim domu, w swoim otoczeniu, a Devin był pośród ludzi, których kompletnie nie znał.
Poeta pokiwał jednak głową, uśmiechając się pewnie.
-Tak, przyjacielu. Chciałbym pozostać z wami, ale… Nie mogę jej zostawić. A wy nie możecie zostać tutaj, więc… Więc tak chyba być musi…- westchnął smutno.- Ale tyle z wami przeżyłem! I tyle mi opowiedzieliście!- dodał natychmiast, jakby chciał podnieść kompanów na duchu.- Będę miał o czym śpiewać do końca moich dni!
Amir wahał się przez długą chwilę.
-Dobrze…- stwierdził jednak, zdając sobie sprawę z tego, że i tak nie przemówi poecie do rozsądku.- Mam nadzieję, że naprawdę jesteś przekonany…
-Owszem. Całkowicie.
-W takim razie bądź szczęśliwy…- Nadim podszedł do niego i uściskał go serdecznie.- Oby to była ta, której szukałeś- uśmiechnął się łagodnie.
-Tak, przyjacielu. Mówiłeś mi, jak rozpoznałeś, że to ta właściwa osoba i ja również jestem tego pewien…- poeta uśmiechał się promiennie.
Nadim odkaszlnął odrobinę skrępowany, oglądając się w kierunku Amira. Ten uśmiechnął się mimowolnie pod nosem, ale uśmiech ten szybko zrzedł, gdy tylko ponownie spojrzał na twarz Devina. Nie znosił go. Bogowie! Mógłby przysiąc, że go nie znosi! Jego gadaniny, jego braku subtelności, braku wyczucia, braku rozumu, choćby odrobiny rozsądku, jego metafizycznego uniesienia, westchnień, śpiewu o świcie, marnej poezji i wszystkich tych bredni o miłości. Dlaczego, więc, nagle uświadomił sobie, że to wszystko było częścią jego dotychczasowego życia i będzie mu tego okropnie brakowało…?
-Gdyby coś było nie tak… Gdyby coś było nie tak…- odkaszlnął, odczuwając specyficzną suchość w gardle.
-Wszystko będzie w porządku- zapewnił go pogodnie Devin. Wolną ręką objął go i poklepał po plecach.- Naprawdę, przyjacielu. Może wrócicie tu kiedyś i jeszcze się spotkamy…
-Tak… Tak, dobrze…- Amir uścisnął go krótko.
Czuł dziwny ucisk na sercu. To było bardzo szybkie pożegnanie. Devin został w gospodzie, a oni wyruszyli. Dopiero, gdy opuścili bramy miasta, Amir poczuł, jak bardzo obecna atmosfera różniła się od tej, gdy wędrowali z Devinem. Nawet cisza była inna. Zupełnie wszystko.
-Wiedziałeś, że zostanie?- zapytał Amir, spoglądając na swojego towarzysza z uwagą.
Potomek wilków skinął głową.
-Przeczuwałem- odparł spokojnie.
Amir westchnął głęboko.
Zostali znów sami, tak jak na samym początku.
I Amir nie mógł oprzeć się uczuciu, że wszystko zmierzało powoli do końca.

15 komentarzy:

  1. Dziękuję Ci ślicznie za dedykację:*

    Zaczęłam czytać i zrobiło się między nimi miło i klimatycznie to super cudnie i z uśmieszkiem śledzę tekst. A tu nagle Devin! No zabić poecinę to mało! I mimo że może być teraz trochę dziwnie i cicho podczas wędrówki, to dobrze, że został z miłością swego życia, która go nie rozumie i tylko dlatego mogą być ze sobą :D Mam nadzieję, że mu się nie odwidzi i ich nie dogoni jeszcze... Niech w końcu mają chociaż chwilę dla siebie :D

    Ten hrabia był koszmarny... Ja nie wiem jak ktokolwiek może z nim wytrzymywać! Devin to było zUo, ale on to już jakiś armagedon totalny! Biedni ludzie z jego otoczenia...

    Miałam wrażenie jakby Ernine i Audrey znały się... ekhm... bardzo dobrze... Nie wiem czy tak było, ale odniosłam takie wrażenie.

    No i co ja Ci tu będę smęcić, wiesz doskonale, że chcę więcej ;* I rozdział jest cudowny! (i nie mam na myśli tylko odejścia Devina) :D
    Powodzenia:*

    I czekam z niecierpliwością na następne rozdziały ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh! I zapomniałam o najlepszych fragmentach w rozdziale!

      Biedny Nadim... Jest tak napalony na Amira, że już lekko desperacko stara się pozbyć Devina, ale teraz nie będzie już miał takich problemów <3

      "Delikatna, książęca skóra nie może być narażona na tego rodzaju tortury… "- kocham to zdanie! Biedny, delikatny książę Amir <3

      "I tego Amir już nie wytrzymał. Parsknął donośnym śmiechem." – a ja razem z nim! Genialne!

      Wystraszony Amir <3 Chodzi mi o tą scenę to Devin go przestraszył w tym zamku! REWELACJA!!

      Uwielbiam takiego Amira <3

      Usuń
  2. Anonimowy9:53 PM

    Oboru. Od czego by tu zacząć.
    Przyznam, że jestem jednak trochę rozbita. Byłam przekonana, że Devin zostanie z towarzyszami do końca ich wędrówki. A teraz jak się okazało, że poeta zdecydował się odejść, jest mi tak jakoś dziwnie. I smutno. To wrażenie spotęgowały jeszcze ostatnie zdania i przemyślenia Amira. Bo przecież faktycznie podróż Nadima i Amira się właściwie kończy. Ile zostało im kryształów? Jeden? Dwa? Oczywiście jestem świadoma, że tego, jednego, ostatniego kryształu mogą na dobrą sprawę szukać przez kilkanaście rozdziałów, ale i tak pewien rozdział w ich historii dobiega końca.
    Partnerkę dla Devina wybrałaś naprawdę idealną :D Była prostytutka i niespełniony romantyk, tego jeszcze nie było :) Cieszę się szczęściem Devina. Przez chwilę myślałam, że wyruszą w czwórkę, to byłby dopiero kosmos. Delikatna, książęca psychika Amira tego był już chyba nie ścierpiała.
    Nie mogę się pozbyć wrażenia, że Nadim najchętniej w ogóle nie odklejałby się od Amira. To nie wróży zbyt dobrze jego pomysłowi na przyszłość – Amir na zamku, Nadim w wiosce :) Libido potomka wilków tego nie wytrzyma.
    W ogóle w tekście pojawiło się tak cudnych perełek! Moja ulubiona to kwestia Devina: „Tak, przyjacielu. Mówiłeś mi, jak rozpoznałeś, że to ta właściwa osoba i ja również jestem tego pewien” i to znaczące spojrzenie Nadima na Amira. No cudne to było! Rozpływam się, mój mózg również się rozpływa i cholera teraz tylko myślę nad tymi czułymi słówkami, które padały w rozdziale, zamiast napisać jakiegoś konstruktywnego komentarza.
    Co do intrygi – po pierwsze absolutnie zgadzam się z Akari, ten hrabia był koszmarny! Strasznie działał mi na nerwy, ale taka już chyba była jego rola. Trochę podzielam uczucia Amira – jakoś za łatwo i przyjemnie poszło im z tym kryształem. Mam nadzieję, że żadne czarne chmury nad nimi nie wiszą, ale tak jakoś zaniepokojona lekko jestem.
    No i najważniejsze (:D) > odejście Devina przecież będzie miało swoje dobre strony! Tyle możliwości, tyle czasu. Nadim będzie mógł torturować delikatne, książęce ciało do oporu. Nie wydaje mi się, że Amir będzie z tego powodu jakoś szczególnie nieszczęśliwy. Ach, obiecujący pod tym względem kolejny rozdział się zapowiada, nie mogę się doczekać :)
    I podpisuję się obiema łapkami pod drugim komentarzem Akari. Amir był cudowny w tym rozdziale! Nie żeby w innych był mniej cudowny, ale dzisiaj, kurcze, przeszedł samego siebie. Uwielbiam jego reakcje, dogryzanie Nadimowi. Ach, co za kochany człowiek :D
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział!
    Pozdrawiam,
    Virus

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy6:48 PM

    Heej :) Jestem tu nowa, blog odnalazłam dzisiaj i jak na razie przeczytałam jedynie ,,Nathaniel & Luois'', które krótko mówiąc jest niesamowicie oryginalne. ;)
    Piszesz bardzo ciekawie i już nie mogę się doczekać, kiedy przeczytam resztę twoich dzieł.
    A więc oznajmiam, że zyskałaś nową fankę, która będzie cię nękać o coraz to nowsze rozdziały ^^

    vampirka_15

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż jestem w szoku, że jest tu tak mało komentarzy. Przecież ten rozdział był niesamowity, no i Devin w koncu odszedl! Jak czytałam scene, w której poeta przyłapał kochanków na pieszczotach to prawie popłakałam sie ze śmiechu, jednocześnie mając ochote udusić tego narwańca, że im przerwał. Bedzie mi go oczywiscie brakowac, ale Amir i Nadim są ważniejsi, a potomek wilków niech w końcu uprawia seks z człowiekiem delikatnie i subtelnie, z jakimś nawilżeniem, a nie myśli o sobie i swoim małym przyjacielu. Teraz tak sobie uświadamiam, że moje ukochane opowiadanie z kazdym nowym rozdzialem brnie ku końcowi.. Tu sie nie zgadzam, ono ma byc tak dlugie jak Every me, o. Pomarzyć można, nie? Cóż jeszcze chcialam przeprosic, że tak późno komentuje, ale jakoś nie moglam zebrać sie w sobie by coś sklecić, a i zapomnialam, że jakby co to z tej strony Mikok, ktora nie chce byc juz anonimowa heh.
    Wybacz za te wypisane głupoty. Weny Moja Droga. ♡

    OdpowiedzUsuń
  5. OMG, nie wiem gdzie mogę to skomentować, więc zrobię to tutaj. Jestem w połowie czytania Chaosu, i nie powiem, zaintrygował mnie i wciągnął, ale nie o tym chciałam pisać! Zmieniłaś hmm... obrazek? Banner? Nieważne, ale ja tam dopatruję się Amira i Nadima, i nie wiem czy moje przypuszczenia są prawdziwe, czy to tylko moja psychika widzi ich wszędzie, ale mogę się spodziewać tylko jednego - jeszcze bardziej wciągającej fabuły (o ile to możliwe) i rozwijającego się romansu. Kocham <3

    Pozdrowienia, T.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje przypuszczenia są zdecydowanie prawdziwe ^^.

      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  6. Nie mogę się oderwać od nowego nagłówka... Mimo że znam go doskonale, to nadal przyciąga wzrok... Sake, jesteś niesamowita :*

    Silencio, czy już Ci mówiłam, że rozdział jest cudowny? :*

    OdpowiedzUsuń
  7. nominowałam Cię do Liebster Blog Award :). szczegóły na http://love-hurts-yaoi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy5:50 PM

    Po pierwsze:
    Aaaaaaaaaaaaaa, jestem tak zakochana w nowym szablonie! Prze prze prze prze piękny!

    Ok, mogę przejść do właściwej części. Rozdział nieziemski. Odejście Devina wzbudziło we mnie uczucia takie, jak w Amirze. Poeta niby irytował, niby wkurzał, niby psuł wszystko, ale bez niego będzie tak... pusto. Będziem tęsknić. Przyszłość Wybrańców też nie jest jasna. Wydaje mi się, że czeka nas sporo zwrotów akcji. A ciekawość zżera od środka.

    ViolettiHousut

    OdpowiedzUsuń
  9. Biorąc pod uwagę, że, jak mi się wydaje, Nadim do tej pory nie miewał przygód męsko-męskich, jest bardzo niecierpliwy i nie może oderwać rąk od Amira, a to niewątpliwie dobrze wróży na przyszłość;)Najbardziej jednak ujmuje mnie w nim to, że jest pozbawiony tej jakże ludzkiej bariery - wątpliwości... Przyjmuje to, co czuje tak naturalnie, bez zahamowań. Człowiek zacząłby w takiej sytuacji analizować, dlaczego pociąga go inny mężczyzna, wmawiałby sobie, że to wpływ stresujących wydarzeń albo braku kobiet w pobliżu, że na pewno mu przejdzie, że to chwilowe... Nadim pokazuje, że pragnie Amira i robi to bez oglądania się za siebie, bez zbędnych słów i zażenowania. Gdyby to był człowiek, powiedziałabym, że jest niezwykle odważny, a odwagę cywilną cenię bardzo wysoko:)Z kolei Devin naprawdę zyskał w moich oczach, bo nie uciekł z piskiem, kiedy zobaczył przyjaciół w niedwuznacznej sytuacji, nie pokazywał obrzydzenia, nie krzywił się na ich widok, choć, jak się wydaje, ciężko było mu sobie wyobrazić, dlaczego mężczyzna może dotykać innego mężczyznę w TAKI sposób. Prawie żałuję, że zostawił swoich towarzyszy... Cóż, wprawdzie wszystko kiedyś się kończy, ale mam cichą nadzieję, że to opowiadanie będzie miało jeszcze ze sto rozdziałów, bo jest dla mnie jak prawdziwa uczta, na którą zawsze niecierpliwie czekam. Pozdrawiam i oby wena nieustannie Ci towarzyszyła:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudowny rozdział. Gdyby to był serial, to byłby to jeden z moich ulubionych odcinków.
    Początek, ta cała sielanka, przytulanie i pieszczoty Nadima z Amirem były och i ach i znów przeszkodził im Devin, ale w ten sposób dowiedział się o nich. :DD Mimo wszystko będzie mi brakować poety i mam nadzieję, że ta kobieta go pokocha.
    Pomimo że Amir nie lubił Devina to się do niego przywiązał i rozstania zawsze są trudne.
    Cała opowieść o znalezieniu kolejnego kryształu była bardzo wciągająca. Niezłą intrygę uknuła Ernine, ale i tak się wszystko wydało.
    Teraz nasi panowie zostali sami, jak na początku i jestem bardzo ciekawa ich relacji. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze jedno. Uwielbiam jak Nadim klei się do Amira. Przytula go, całuje w szyję, kładzie głowę, brodę na ramieniu. Mrrrr :D

      Usuń
  11. Anonimowy12:53 AM

    Zgadzam się z Luaną - uwielbiam jak Nadim kładzie głowę na ramienu Amira :) Niby taki prosty, zwykły gest, a taki pełen czułości *.*
    Tak myślałam, że Devin zostanie.. znalazł damę swego serca :D I mimo że momentami mnie strasznie irytował, to w jakiś sposób będę za nim tęsknić. Zupełnie jak Amir.
    Poza tym scena, gdy Devin zastanawiał się, JAK oni TO robią - bezbłędna! :D No i te wybuchy śmiechu u Nadima i Amira.. :D
    A jeśli chodzi o obraz, który wzięłaś na(jak to się nazywa?) baner swojego bloga, to owszem, przypatrywałam mu się wcześniej, bardzo mi się podobał, bo jest naprawdę świetny.. ale do tej pory było to tylko tyle.. tak jakbym mogła patrzeć na wiele innych obrazów. Za to teraz, gdy zanurzyłam się w świecie Chaosu, gdy relacje między głównymi bohaterami są głębokie, a ja to czuję, to uważam, że obraz Sake jest idealny i perfekcyjny :) Wspaniały. A Nadim jakby wyjęty wprost z mojej wyobraźni! :) Dlatego teraz za każdym włączeniem nowego rozdziału, wpatruję się chwilę w ten obrazek, w tę scenę, i po prostu się wczuwam.
    Alys

    OdpowiedzUsuń
  12. Anonimowy11:11 PM

    DEEEEVIN, nie rób mi tego!
    Najwspanialej wykreowana postać we wszechświecie, naprawdę. Będzie mi go brakowało.

    OdpowiedzUsuń