Strony

piątek, 21 grudnia 2012

Rozdział 32 [Chaos]


Amir westchnął, cokolwiek nostalgicznie, spoglądając w bezchmurne niebo. To był ładny dzień, tym razem pogoda im dopisała. Słońce świeciło, ale nie było upału, a przyjemny, odświeżający wiatr, wydawał się być doskonałym na czas wędrówki. Tyle, że oni już nie wędrowali. Postanowili zrobić sobie postój. Wędrowali wczoraj. W rzęsistym deszczu. A przedwczoraj po raz ostatni widzieli Devina… Świadomość, że nikt nie będzie opowiadał ballad o pochylonym drzewie, silił się  na pieśni wielbiące wielkie miłości, dopytywał o intymne szczegóły ich specyficznej relacji, ani tworzył wierszy o wymarzonej, wyśnionej kochance, powinna przynieść Amirowi ulgę, ale, jak do tej pory, był jakiś smętny i nieswój. Wstyd było mu się przyznać, ale chyba rzeczywiście brakowało mu Devina. Nie wiedział, dokładnie z jakiego powodu, bo i trudno było mu odnaleźć w osobie niedawnego towarzysza cokolwiek, COKOLWIEK, co mogłoby go nie irytować, nie drażnić i nie doprowadzać do skrajnej wściekłości, ale mimo wszystko, bez niego, przez moment, zrobiło się zbyt cicho i zbyt pusto. Devin odnalazł swoją „jedyną”. Już, przynajmniej,drugą z kolei, ale tym razem na poważnie. Amir nigdy w życiu nie domyśliłby się, że tak to właśnie się skończy. Zresztą, on nie uważał, żeby to był właściwy wybór i chętnie porozmawiałby na ten temat z poetą raz jeszcze, z miliardem argumentów, jakie przyszły mu do głowy już po tym, jak się pożegnali, ale… Nie będzie miał okazji. Cóż. Dziwne uczucie. Chyba robił się za bardzo sentymentalny.
-Tęsknisz za nim- usłyszał słowa potomka wilków i aż podskoczył nerwowo, zerkając w stronę, z której dochodziły.
Nadim stał nieopodal, wsparty o drzewo, z ramionami skrzyżowanymi na klatce piersiowej i spoglądał na niego z pełnym zrozumienia uśmiechem. Amir był tak przekonany, że ten jeszcze hasa radośnie po pobliskich lasach, że nawet nie zauważył jego powrotu. Obruszył się bardzo, z pewnym opóźnieniem, ale jednak.
-Ja?- parsknął z politowaniem.- Chyba żartujesz! To znaczy… Nawet nie wiem, o co ci właściwie chodzi…- sprostował, odkaszlnąwszy dyskretnie.
Nadim uśmiechnął się z rozbawieniem na te słowa, nie przestając mu się przyglądać.
-Lubiłeś go- stwierdził w końcu, prawie triumfalnie.
-Devina…?- Amir zaśmiał się nieco sztucznie.- Nie znosiłem go! Jego i jego poezji! Więcej gadał niż robił…- wymamrotał z irytacją.- I nieustannie pakował się w kłopoty! Te jego śpiewy! I jego królewny! Dobrzy bogowie! Gdyby nas nie spotkał, zginąłby już jakiś tysiąc razy! I nam też niewiele brakowało, by zginąć przez niego! A jaki był lekkomyślny…! Aż godny pożałowania! Naprawdę…- Uśmiech potomka wilków poszerzał się z każdym jego słowem, ale Amir dopiero po chwili zorientował się, że od kilku minut gada jak najęty o kimś, za kim absolutnie „nie tęskni”. Umilkł więc na dłuższą chwilę, świadom, że jego własne słowa świadczą raczej o czymś przeciwnym, by zaraz dodać- Daj spokój, Nadim! Dlaczego miałbym tęsknić za kimś, kto tak bardzo mnie drażnił…?- burknął, wstając.
Potomek wilków podszedł do niego powoli i objął go od tyłu. Amir znieruchomiał w jego ramionach, czując, jak kompan zsuwa materiał koszuli z jego ramienia i składa na nim krótki pocałunek.
-Bo najbardziej drażniący cię osobnicy, jakimś cudem stają się ci bardzo bliscy…- zauważył, śmiejąc się cicho. Jego wargi na powrót spoczęły na skórze mężczyzny.
-Bogowie, dopomóżcie…- westchnął z udawanym strudzeniem człowiek, zdając sobie sprawę z tego, że tkwi w tym jakieś ziarno prawdy. A może po prostu wynikało to z tego, że był osobą, której ciężko było nie drażnić.
Nadim zachichotał cicho, wędrując niespiesznie ustami po szyi mężczyzny, i nagradzając stęsknioną dotyku skórę, subtelną pieszczotą. Amir przymknął na moment powieki, pozostając w uścisku towarzysza i zaczął zastanawiać się nad tym, jak to się stało, że wczorajszego dnia, Nadim pozwolił mu odpocząć w absolutnym spokoju. Człowiek parsknął cicho pod nosem, uśmiechając się z rozbawieniem. Gdyby nie był skonany ich cokolwiek wycieńczającą podróżą, pewnie sam nie czekałby długo, by się za niego zabrać…
-Rozejrzałeś się już…?- zapytał jednak, wracając do rzeczywistości.
-Mhm…- zamruczał wesoło Nadim, odgarniając włosy kompana za jego drugie ramię i już koncentrował wargi na jego policzku i okolicach ucha.- Jest bardzo miła rzeka, tu, w pobliżu… Gdybyś wciąż był zainteresowany…- szepnął, zachęcająco.
Amir zerknął na niego podejrzliwie.
-A powinienem być…?- zapytał, a na jego ustach wykwitł mimowolny uśmiech.
-Zdecydowanie…- pewność w głosie potomka wilków była bardzo obiecująca.
Człowiek nie przestawał się uśmiechać. Obejrzał się na kompana, po czym z wolna skinął głową, co chyba miało być wyrazem aprobaty. Nadim odsunął się od niego, by, z niezmiennym uśmiechem, chwycić kochanka za dłoń i pociągnąć go za sobą w pobliskie drzewa. Amir zatrzymał się jeszcze na moment przy ich pakunku i przezornie chwycił koc, co z niewiadomych przyczyn, wywołało u potomka wilków odrobinę złośliwy chichot. Teraz, gdy nie musieli się z niczym spieszyć, ani martwić kręcącym w pobliżu poetą, Amir nie zamierzał narażać się na ewentualny dyskomfort. Tak było w końcu znacznie przyjemniej.
Szli niespiesznie, wymieniając spojrzenia i uśmiechy, nie rozmawiając ze sobą wiele. Przyjemne ciepło rodziło się w człowieku, za każdym razem, gdy spoglądał na swojego towarzysza. Ścisnął mocniej jego dłoń, zrównując się z nim krokiem. Nadim przyspieszył, a już po chwili, zaczął biec. Amir zaśmiał się głośno, ruszając razem z nim. Dotarli do brzegu rzeki, okolonego drzewami. Zatrzymali się obok siebie. Amir zerknął ukradkiem na swojego towarzysza, który zaczął rozbierać się niespiesznie. Sam również, z pozornym spokojem, zdjął z siebie koszulę, a następnie rozpiął pas i zsunął swoje spodnie, usiłując powstrzymać się przed nazbyt natarczywym spoglądaniem w kierunku, coraz mniej odzianego, kochanka. Nadim pozbył się ubrań całkowicie, Amir po chwili również. Wtedy potomek wilków chwycił kompana w ramiona.
-I pomyśleć, że do tej pory odmawiałeś wspólnej kąpieli…- szepnął z teatralnym żalem, przyciskając kochanka do pobliskiego drzewa.
Amir oparł się o pień plecami, wpatrując w towarzysza z rozbawieniem.
-Głupi ja…- odparł cicho, po czym przesunął językiem wzdłuż dolnej wargi, nie mogąc się doczekać pocałunku.
Nadim odpowiedział mu radosnym uśmiechem.
-Devin nigdy nie odmawiał…- mruknął mu do ucha, cokolwiek prowokująco, by zaraz zahaczyć o jego płatek zębami.
Amir zaśmiał się.
-Chcesz mi coś powiedzieć…?- rzucił z udawanym oburzeniem.
-Mhm… Gdy się kąpie, śpiewa jeszcze gorzej…- odpowiedział wesoło potomek wilków.
Człowiek pokręcił głową.
-Niemożliwe- stwierdził kategorycznie, chichocąc.
Nadim zawtórował mu tym samym i zaraz upragnione wargi potomka wilków, spoczęły na ustach mężczyzny, który ochoczo przyjął wyczekany pocałunek. Objął ciasno kochanka. Dłonie człowieka zawędrowały od razu na pośladki towarzysza, ale ten zdawał się mieć inne plany, bo sprytnie wyplątał się z jego uścisku. Amir jęknął w formie protestu, ale ciepłe usta Nadima, które spoczęły zaraz na jego szyi, chwilowo mu to zrekompensowały. Człowiek westchnął, odchylając lekko głowę. Potomek wilków nie zatrzymał się. Pochylił się nad kompanem, całując jego obojczyk, a następnie przechodząc na tors. Amir przymknął powieki, poddając mu się całkowicie. Usta Nadima wędrowały coraz niżej i niżej… Potomek wilków klęknął, pieszcząc wargami podbrzusze mężczyzny. Jego język, jego pocałunki, sprawiły, że to już nie ciepło rodziło się w Amirze, a istny gorąc, który zalał falą całe jego ciało, potęgowany dreszczami podniecenia rozchodzącymi się od miejsca pieszczoty. Na tym jednak, potomek wilków nie poprzestał. Oparł dłonie na biodrach kochanka i zszedł jeszcze niżej, składając lekki pocałunek na jednym, a następnie drugim udzie, by wreszcie…
-Oooch…- przeciągły, niepohamowany jęk wyrwał się z ust nieco zaskoczonego człowieka.
Wargi potomka wilków zacisnęły się na jego męskości i zaczęły działać cuda.
Amir miał wrażenie, że stoi bardzo niestabilnie. Wczepił się palcami w pień, o który był wsparty, oddychając szybko i czując narastające pożądanie. Zdecydowanie nie takiego obrotu sprawy się spodziewał. Przycisnął zewnętrzną stronę dłoni do ust, usiłując w ten sposób, niezbyt skutecznie, stłumić serię jęków i westchnień, jakie wydobywały się z jego warg, w reakcji na poczynania towarzysza, który zresztą poczynał sobie bardzo śmiało i bardzo wprawnie, zwłaszcza jak na kogoś, kto wcześniej zajmował się wyłącznie zaspokajaniem kobiet. Chociaż, co Amir mógł o tym wiedzieć… Jedyne, co go w tej chwili interesowało, to usta Nadima, ssące jego członek i jego język, który w przerwach, wędrował wzdłuż całej męskości człowieka.
Zaraz jednak potomek wilków przerwał. Amir spojrzał na niego, cokolwiek zamglonym, wzrokiem, nie bardzo wiedząc, co jest tego przyczyną. Ku jego zdumieniu, Nadim wyprostował się i zaraz z rozbawionym uśmiechem, pognał do rzeki.
-Nadim!- zawołał za nim mężczyzna, z trudem odlepiwszy się od drzewa. Nogi uginały się pod nim lekko, oddech wciąż miał przyspieszony i nierówny.- Nadim, do licha!- zirytował się bardzo, bo jego męskość zdecydowanie domagała się kontynuacji wcześniejszych czynności.
-Chodź do mnie!- krzyknął do niego potomek wilków.
Amir stanął przy brzegu, z dłońmi opartymi na biodrach i sterczącym członkiem, spoglądając w kierunku kompana wzrokiem dalekim od wielkiej miłości. Jęknął głucho, naprawdę licząc, że Nadim zlituje się nad nim i wróci. Wyglądało jednak na to, że potomek wilków nie ma tego w zamiarze. Szkoda. Amir sam dokończyłby dzieła, ale spojrzenie, jakim obdarzył go towarzysz, skrywało w sobie dość kuszącą obietnicę, więc, chcąc nie chcąc, westchnąwszy ciężko i z absolutnym trudem, ruszył powoli w jego stronę. Bardzo powoli. Bardzo powoli i bardzo chwiejnie. I nieco boleśnie, przy okazji. Zanurzał się coraz bardziej w chłodnej wodzie, a gdy wreszcie znalazł się w niej po pas… Udało mu się dobrnąć do Nadima. Zmrużył gniewnie oczy, przyglądając się radosnej twarzy kompana.
-To było okrucieństwo- burknął.- Zdajesz sobie sprawę…?
Nadim próbował wykonać coś, co chyba miało być ukłonem, przez co na moment stracił równowagę i oparł się na ramionach kochanka, śmiejąc się głośno.
-Wybacz, wasza wysokość…- szepnął teatralnie.
-Oberwiesz- zagroził mu Amir, choć i z jego warg wyrwał się cichy chichot.
Nadim uśmiechnął się figlarnie i wpił w usta kochanka. Amir oddał pocałunek, jedną ręką obejmując towarzysza wokół pasa, a drugą dłonią wędrując w jego włosach, by ostatecznie zatrzymać ją przy uchu kompana i zacząć głaskać je niespiesznie. Potomek wilków zamruczał, bardzo zadowolony. Druga dłoń człowieka obniżyła się, odruchowo niemalże, zmierzając w stronę pośladków Nadima. Zatrzymała się jednak przy ogonie potomka wilków. Amir chwycił za niego, przesuwając wzdłuż jego długości palcami. Zachichotał wprost w usta kochanka. Nie wiedzieć czemu, ale za każdym razem, gdy docierał do tej części ciała towarzysza, strasznie go to bawiło.
-Wiesz, że chwytasz z niewłaściwej strony…?- szepnął mu do ucha potomek wilków, przerwawszy wcześniej ich pocałunek.
Amir parsknął śmiechem i pchnął go lekko. Nadim również się zaśmiał i uczynił dokładnie to samo, ale niespodziewający się niczego człowiek, stracił równowagę i runął do wody, zanurzając się całkiem. Udało mu się wreszcie wstać i wyłonić na powierzchnię. Odgarnął wilgotne włosy z twarzy, kasłając i plując wodą.
-Nie znoszę cię…- wyrzucił z siebie z niezwykłą czułością.
-Och, wprost przeciwnie…- odparł z rozbawieniem potomek wilków, na powrót przyciągając go do siebie.
Pocałował mężczyznę, obejmując go jednocześnie ciasno. Amir przycisnął się do niego ochoczo, mniej jednak skoncentrowany na pocałunku. Raz po raz ocierał się, cokolwiek niecierpliwie, o udo kompana, żądny dokończenia tego, co potomek wilków rozpoczął na brzegu. Usłyszał, jak Nadim śmieje się cicho, nie przerywając mu jednak i nie mówiąc ani słowa. Dłonie kompana spoczęły na pośladkach człowieka. Masowały je przez dłuższą chwilę spokojnie, gdy usta potomka wilków błądziły po szyi mężczyzny. W pewnym momencie, Amir znieruchomiał, czując, jak palec towarzysza wsuwa się do jego wnętrza. Zacisnął mocno dłonie na ramionach kochanka, w pierwszej chwili zupełnie zdezorientowany. Wydał z siebie niepohamowany jęk, gdy w pewnym momencie, Nadim natrafił na wyjątkowo czuły punkt w jego wnętrzu. Potomek wilków przerwał pocałunki, spoglądając na kochanka i uśmiechając się z niekłamaną satysfakcją, po czym wpił się w jego usta. Opuszkiem palca napierał wciąż na ten sam punkt, wywołując u Amira dreszcze rozkoszy. Człowiek pozwolił sobie na miarowe westchnienia, sięgając jednocześnie dłonią do męskości Nadima. Potomek wilków zrewanżował mu się dokładnie tym samym, kontynuując wciąż wcześniejszą pieszczotę, która potęgowała doznania mężczyzny. Ich pocałunki z każdą chwilą stawały się coraz bardziej żarliwe, chaotyczne, urywane… Przyspieszone oddechy splatały się w jedno z szumem wody.
Skończyli w swoich ramionach. Nadim wtulił się w kochanka, przyciskając go do siebie mocno. Amir westchnął głęboko, zamykając potomka wilków w uścisku.
-I co teraz…?- mruknął Nadim.
Amir wziął głębszy oddech. Bijące jak oszalałe serce uspokajało się powoli.
-Teraz cię chcę- odparł dość niezrozumiale.
-Masz mnie- zachichotał w odpowiedzi Nadim.
-Chcę cię bardziej- sprecyzował człowiek, choć chyba i to nie było do końca jasne.
-Bardziej…?- podchwycił Nadim, odsuwając się nieco i spoglądając na niego z zaintrygowaniem.- Co proponujesz…?- zapytał, uśmiechając się bezczelnie.
Amir przewrócił oczyma, wzdychając ciężko.
-Czy będzie wielkim nietaktem, jeśli przyznam, że bardzo chciałbym być z tobą… bliżej? Jeszcze bliżej niż przed chwilą…- odkaszlnął, odrobinę skrępowany własnymi wyjaśnieniami.
Uśmiech Nadima poszerzył się jeszcze.
-Nie wiem- odparł spokojnie.- Jestem skromnym potomkiem wilków, nie znam się na tym, co taktowne…
-Tak…- parsknął z politowaniem Amir.- To zauważyłem dawno temu.
Jego kompan zaśmiał się wesoło. Wciąż obejmując kurczowo, przesuwali się powoli w stronę brzegu, wymieniając krótkie, niespieszne pocałunki.
-Ostatnim razem cię bolało- stwierdził Nadim.- Długo.
-Taaaak…- odparł z głębokim westchnieniem mężczyzna.
-Dlaczego?
Człowiek wzruszył ramionami.
-Nie przygotowałem się odpowiednio, a ty… Ty nie byłeś szczególnie delikatny…
-Zarzucasz mi brak subtelności?- Nadim obruszył się teatralnie.
Amir zachichotał i skinął głową.
-Absolutny- potwierdził.
Potomek wilków westchnął z udawanym przejęciem.
-Jak mogłem dopuścić się tak rażącego niedopatrzenia!
-Rażącego niedopatrzenia godzącego w monarszą cześć…- odpowiedział w tym samym tonie człowiek, dopiero po chwili zdając sobie sprawę z tego, co dokładnie powiedział.
-Monarszą…?- Nadim uśmiechnął się szeroko.- To przejęzyczenie…? Bo nawet jeśli, to…
-Och, przymknij się…- parsknął człowiek, wpijając się gwałtownie w wargi kochanka.
Potomek wilków zachichotał, wciąż zmierzając w stronę lasu. Znaleźli się na płyciźnie, a chwilę później obaj wylądowali na piaszczystym brzegu. Amir odsunął się odrobinę i odkaszlnął, nie wiedzieć czemu, lekko skrępowany własną nagością. Nadim, jak zwykle zresztą, skrępowania nie podzielał.
-Więc, co mam zrobić, żeby cię nie bolało?- zapytał otwarcie.
-Potrzebujemy czegoś mokrego- stwierdził niezbyt odkrywczo Amir.
Potomek wilków rozejrzał się dookoła, po czym parsknął śmiechem. No tak. Gdzie mogliby znaleźć cokolwiek mokrego w pobliżu rzeki…? Człowiek aż sam uśmiechnął się z politowaniem.
-Coś mokrego i śliskiego- spróbował znów doprecyzować i sam szukał myślami czegoś, co mogłoby im ułatwić sprawę, ale nic nie przychodziło mu do głowy. Nic, co nie przekraczałoby granicy absolutnej obrzydliwości.
-Dobrze- zgodził się Nadim, skinąwszy głową.
-Co „dobrze”?- mężczyzna spojrzał na niego, nieco zdezorientowany.
-Coś mokrego i śliskiego. W porządku- nie wiedzieć czemu, Nadim sprawiał wrażenie żywo uradowanego.- Nie ma problemu.
-Doprawdy…?- zdumiał się Amir.
-Mhm- potwierdził z pełnym przekonaniem jego towarzysz.
Potomek wilków chwycił za koc i rozłożył go szybkim ruchem, po czym ostentacyjnym gestem, na wpół się kłaniając, wskazał go nieco zagubionemu mężczyźnie.
-Wasza wysokość pozwoli…?- zapytał figlarnie.
Amir darował sobie wszelkie uwagi i tę złośliwość kompana skomentował jedynie morderczym spojrzeniem, a następnie ułożył się na materiale. Cokolwiek zawstydzony patrzył na Nadima, który przez moment ani myślał ruszać się z miejsca i tylko przyglądał mu się z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Wreszcie jednak usadowił się wygodnie na biodrach towarzysza, spoglądając na niego z góry. Człowiek usiłował go dotknąć, ale jego kochanek sprawnym gestem chwycił go za nadgarstki i przycisnął je do ziemi. Amir spoglądał na niego ze zdziwieniem. Spojrzenie Nadima przywodziło mu na myśl wzrok bardzo zadowolonego drapieżnika, który właśnie schwytał absolutnie bezbronną i niezdolną do ucieczki ofiarę. Człowiek zwilżył mimowolnie wargi, niecierpliwie oczekując na to, co się wydarzy. A Nadim pochylił się nad nim, a następnie…
Zaśmiał się radośnie i, z rozkosznym pomrukiem, potarł kilkukrotnie policzkiem o policzek kompana. Puszczając dłonie człowieka, wtulił się mocniej w jego ciało, przesuwając nosem wzdłuż szyi. Amir zachichotał cicho, wsuwając dłoń we włosy kochanka i przeczesując je niespiesznie.
-Jesteś ciepły- zamruczał z zadowoleniem Nadim, wciąż ocierając się o niego delikatnie.
-Dz… Dziękuję…- bąknął nieco zdezorientowany książę, nie bardzo wiedząc, jak odebrać te słowa.
-I ładnie pachniesz. Lubię twój zapach. Całego cię lubię- wyznał, muskając wargami obojczyk kochanka.
Amir uśmiechnął się mimowolnie.
-Mam odpowiedzieć ci tym samym…?- zapytał przekornie.
Nadim uniósł głowę, spoglądając na niego z uwagą.
-Jeśli chcesz- odparł pogodnie.
Człowiek uniósł powoli rękę, by pogłaskać czule policzek mężczyzny. Niespiesznie przesunął dłoń  w stronę jego ust i pogładził opuszkami wargi kochanka. Nadim ucałował jego palce, a następnie wewnętrzną i zewnętrzną stronę dłoni. Amir uśmiechnął się z rozbawieniem, czując, jak usta potomka wilków, sprawnie przechodzą na jego przedramię, by zaraz złożyć na nim kilka pocałunków, przy których Nadim nie omieszkał zahaczyć zębami o skórę kochanka. Moment później, kompan człowieka, przeniósł wargi na jego szyję i zaczął kąsać ją lekko, jak zresztą miał w zwyczaju. Amir zachichotał cicho, niespiesznie głaszcząc kompana za uchem. Chwilę później, zacisnął palce na pasmach jego włosów i przyciągnął go do długiego pocałunku. Nadim zamruczał rozkosznie w jego wargi. Usadowił się pomiędzy rozchylonymi, ugiętymi lekko, nogami kochanka. Z wolna wędrował dłonią wzdłuż uda Amira. Jego język penetrował śmiało wnętrze ust mężczyzny. Człowiek odpowiadał na pocałunek równie żarliwie, obejmując potomka wilków ramieniem. Wyjątkowo, nie musieli spieszyć się absolutnie z niczym. Pozwalali sobie na mniej lub bardziej subtelne pieszczoty, rozkoszując się swoją bliskością, stymulując nawzajem niespiesznie, wręcz prowokująco. Amir uniósł lekko biodra, ocierając się o męskość kochanka. Już po chwili, ten odpowiedział mu tym samym. W pewnym momencie potomek wilków zatrzymał się i wyprostował, spoglądając na kochanka z góry.
-Co?- rzucił Amir, patrząc na Nadima zamglonym wzrokiem.
-Odwróć się- poprosił uroczo potomek wilków.
Człowiek parsknął cicho, potrzebując chwili, żeby zebrać się w sobie i zmienić pozycję. Przewrócił się na brzuch, a następnie podniósł do klęku, podpierając się przed sobą dłońmi i znajdując się w dość dyskomfortowej dla niego samego konfiguracji. Nadim zamruczał z zadowoleniem, z niezwykłym skupieniem badając dłońmi pośladki Amira.
-Czy jesteś już gotowy…?- syknął Amir, nieco wytrącony z równowagi.
-Dlaczego się denerwujesz?- zdumiał się Nadim, właściwie kładąc się na kochanku.
Amir odwrócił twarz w jego stronę i ucałował go krótko.
-Po prostu… Nie do końca odpowiada mi to… położenie…- odpowiedział powoli.- Nie widzę, co wyrabiasz, zresztą nie bardzo lubię, gdy zagłębiasz się w tamte rejony, z tej strony jestem ciekawszy…
-Jeszcze nie zacząłem.
-Co?- nie rozumiał Amir.
Nadim zsunął się z kochanka, usadawiając wygodnie za nim.
-Zagłębiać się- odparł.
-Że niby c…- usiłował zapytać po raz kolejny człowiek, ale odpowiedź przyszła nim zdążył dokończyć zdanie.- Och…- wydusił z siebie, kompletnie zaskoczony, gdy poczuł, jak język potomka wilków wsuwa się do jego wnętrza. Dziwne uczucie. Amir nie pamiętał, żeby ktokolwiek robił z nim coś podobnego. Przełknął ślinę i zagryzł wargi, usiłując zamaskować własne skrępowanie, co zresztą, w obliczu tej właśnie, pierwotnie pełnej dyskomfortu pozycji, nie sprawiło mu aż takiego problemu.
Przyjemny, ciepły dreszcz przeszedł wzdłuż jego kręgosłupa. Jeszcze jeden, i kolejny… Mimowolne westchnienia raz po raz wydobywały się z jego warg. Dobrzy bogowie… Uśmiechnął się sam do siebie nieco złośliwie, uświadamiając sobie, że chyba nie znajdzie w swoim ciele takiego fragmentu, z którym szanowny język Nadima nie zechciałby się zapoznać. Zresztą, chyba mu to nie przeszkadzało… Potomek wilków przerywał na jakiś czas, całował i kąsał delikatnie pośladki kochanka, by zaraz wrócić do poprzedniej pieszczoty. Amir czuł, jak drży mimowolnie pod wpływem jego poczynań. Przymknął powieki, nie wiedzieć czemu, w pewnym momencie uciekając nieco biodrami do przodu. Wtedy Nadim skończył ostatecznie, by zaraz bez słowa, wsunąć we wnętrze kochanka dwa palce.
-Wchodzą gładko!- stwierdził, uradowany.
-Daruj sobie te komentarze!- warknął gniewnie Amir, cały spąsowiały z zawstydzenia.
-Dlaczego…?- Nadim uśmiechnął się cokolwiek bezczelnie.- Sprawdzam tylko efekty swoich…
-Milcz.
Potomek wilków spełnił rozkaz, chichocąc pod nosem i wciąż penetrując wnętrze człowieka palcami. Gdy dołożył kolejny, z ust Amira wydobył się głośny, odrobinę bolesny jęk, zaraz jednak przyzwyczaił się do tego uczucia. Miarowe westchnienia i ciche jęki wydobywały się raz po raz z jego warg. Z każdą chwilą niecierpliwił się jednak coraz bardziej, oczekując tego, że poczuje w swoim wnętrzu coś zupełnie innego. Nadim zdawał się doskonale wyczuwać jego oczekiwanie, bo w pewnym momencie przerwał pieszczotę. Uklęknąwszy za towarzyszem, wsunął w niego czubek swojej męskości, by zaraz wycofać ją niespiesznie. Powtórzył tę czynność jeszcze kilkanaście razy. Mięśnie Amira spinały się i na powrót rozluźniały. Mężczyzna jęknął głucho, odruchowo mocniej wypinając się w stronę kochanka.
-Doprowadzasz mnie do szału…- wycedził przez zęby.
-Taki mam plan- odparł rozbawiony Nadim i zaraz bardzo gwałtownie i szybko, jak na swoje wcześniejsze poczynania, zagłębił się w człowieku całkowicie.
Amir zacisnął mocno wargi i tylko stłumiony jęk wyrwał się z nich ukradkiem, gdy poczuł w sobie męskość kochanka. Nadim składał wilgotne pocałunki na jego plecach i ramionach, przez chwilę trwając w bezruchu. Wreszcie, zaczął poruszać biodrami, z początku powoli, stopniowo zwiększając jednak intensywność swoich pchnięć. Człowiek czuł, jak ręce, na których się podpierał, drżą lekko, jakby miały trudność z utrzymaniem jego ciała. Chyba zresztą cały się trząsł. Gorące dreszcze raz po raz przemykały po całym jego ciele, pozostawiając po sobie przyjemne mrowienie. Dłonie potomka wilków zacisnęły się mocno na jego biodrach, kierując ich ruchami całkowicie. Amir czuł gorący oddech kochanka na swoich plecach.
-Mógłbyś… Mógłbyś…- wyjąkał nieskładnie, pomiędzy kolejnymi jękami.
Potomek wilków natychmiast sięgnął jedną dłonią w kierunku pulsującej męskości kochanka. Zrównał tempo pieszczot z tempem szybkich, gwałtownych ruchów biodrami. Przeciągły jęk wyrwał się z ust Amira. Człowiek zacisnął mocno palce na materiale koca. Z trudem łapał powietrze, czując zbliżające się spełnienie. Fala gorąca oblała jego ciało. Rozkoszne dreszcze rozprzestrzeniały się błyskawicznie. Miał wrażenie, że, przez moment, całe jego ciało zatrzymało się zupełnie, wszystkie mięśnie spięły, a coś w jego wnętrzu eksplodowało tysiącem różnych doznań i emocji. Łokcie ugięły się pod nim. Oparł głowę na ułożonych na kocu przedramionach, odruchowo wypinając się mocniej w stronę potomka wilków. Ten szczytował chwilę później w jego wnętrzu, zalewając je gorącym płynem. Nadim poruszał się powoli w kochanku jeszcze przez moment, po czym wysunął się z niego i dał mu możliwość przewrócenia na plecy. Amir uczynił to z cichym stęknięciem, zaraz na powrót znajdując się przed potomkiem wilków. Ten uśmiechnął się do niego radośnie, po czym obdarzył go czułym pocałunkiem.
Amir przymknął powieki, oddając go leniwie.
Jego oddech uspokajał się powoli, bicie serca wracało do normy. Nie zamierzając się z niczym spieszyć, objął kochanka wokół szyi, przyciskając go do siebie mocniej. Nadim poleżał przy nim jeszcze moment, muskając znów szyję i ramiona człowieka wargami, po czym oswobodził się z jego uścisku i wstał. Amir podniósł się na przedramionach, zmęczony i odrobinę obolały. Spojrzał na niego pytająco.
-Trzeba coś zjeść- oświadczył Nadim, uśmiechnąwszy się pogodnie.
-Mhm…- odparł odległym głosem człowiek, opadając z powrotem na koc.- Mógłbyś mi podać moje ubrania…?
Z lekkim rozbawieniem obserwował jak nagi potomek wilków podchodzi do drzewa, przy którym obaj się rozebrali i zbiera ich odzienie. Nie wrócił jednak do człowieka, a ruszył w kierunku lasu.
-Co ty robisz?- zaniepokoił się Amir.- Złodzieju ubrań, spodnie Devina ci nie wystarczyły?!- zawołał żartobliwie, choć złośliwy uśmieszek, jakim odpowiedział mu Nadim, raczej nie wskazywał, by potomek wilków zamierzał zawrócić.- Nadim! Dawaj moje ubrania! Natychmiast! Albo… Albo zaraz wstanę i za tobą pójdę!- te słowa nie zabrzmiały tak groźnie, jak tego chciał, zważywszy na fakt, że, szczerze mówiąc, nie miał siły się ruszyć.
-Nie- odparł gładko potomek wilków.- Wrócę tu za jakiś czas i będziemy kontynuować- zachichotał pogodnie, znikając w lesie.
-Nadim!- krzyknął za nim wściekły i wciąż roznegliżowany Amir.
Wściekły i roznegliżowany Amir był jeszcze groźniejszy niż Amir regularnie doprowadzany do szału. Odetchnął kilkukrotnie, po czym zebrał się w sobie i, z pełnym niechęci jękiem, zaczął podnosić się powoli. Chwiejnym krokiem skierował się do wody i przycupnął na płyciźnie, zaczynając obmywać niespiesznie swoje ciało.
Zerknął raz jeszcze w kierunku lasu.

Amir siedział nieopodal rzeki, trzymając w dłoniach swój miecz i, na całe szczęście, był całkowicie odziany. Przesunął powoli opuszkami palców wzdłuż ostrza, spoglądając w kierunku wody i zastanawiając się nad tym, co stanie się niedługo. Powrót do ich ojczyzny zbliżał się nieubłaganie. Wcześniej mężczyzna nie wyobrażał sobie nawet, że mógłby wiązać z tym jakikolwiek niepokój. Sytuacja jednak uległa zmianie. Nawet to, co sam wcześniej dla siebie planował nie było oczywiste w obliczu tych wszystkich zmian. Nie mówiąc już o planach, jakie snuli za niego inni ludzie. Ludwik. Wiedział już, że nie może zgodzić się na bycie królem, bez względu na wszystko, bo to oznaczałoby dla niego ten sam rodzaj izolacji i odseparowania, jaki dzielił przez długie lata ich wujów. Korona wydawała się być dla wielu synonimem absolutnej władzy i swobody, ale prawda była inna. To było prawdziwe zniewolenie. Każda decyzja, każdy krok, każde słowo, które się wypowiadało – wypowiadać należało w interesie ogółu, społeczeństwa, oględnie mówiąc – królestwa. Nie było tam miejsca na samowolkę. Arystokracja czaiła się z boku, patrząc monarsze na ręce i nie wahając się krytykować głośno decyzji, które jej nie odpowiadały. Podobną funkcję pełnili zresztą kapłani, wywodzący się zazwyczaj z tych samych kręgów. Amir, kochający potomka wilków, byłby zatem złym królem. Królem niemoralnym. Królem skażonym złem, działającym przeciwko narodowi, i darzącym nadmierną sympatią te istoty. A to, dla wielu ludzi, wciąż było najgorszym z możliwych. Łagodność i łaskawość Ludwika w stosunku do potomków wilków, mimo, iż teraz zaowocowała poprawą ich stosunków z ludźmi, wcześniej budziła ogromne protesty wszystkich środowisk. Arystokraci mówili o czystości krwi i ziemiach, które mogłyby należeć do nich. Kapłani o jednych obyczajach, jednej moralności i ziemi, która mogłaby zostać darowana bogom. Mieszczanie opowiadali o atakach i okrutnych zbrodniach przedstawicieli tamtej rasy, zazwyczaj powtarzając zwykłe plotki lub kłamstwa, i o ziemi, na której można by budować nowe budynki, spichlerze i domy. A chłopi… Chłopi mówili tylko o ziemi, choć, co oczywiste, niewiele by jej dla nich pozostało. Wszystko to jednak sprowadzało się do jednego. Do napiętnowania aktualnego władcy i, niemalże, zrzucenia go z tronu. Gdyby Ludwik innymi decyzjami nie potrafił złagodzić opinii poszczególnych grup, pewnie skończyłby bardzo źle, pomijając fakt, że i tak, zapewne niejeden szlachcic znajdujący się blisko niego, chętnie dosypałby mu jakiegoś specyfiku do napoju. Amir nie był taki, jak wuj. Nie potrafił zrozumieć emocji ogółu. Ani rzucić im czegoś bezwartościowego dla chwilowej satysfakcji. Wiedział, że sobie nie poradzi. To nie egoizm nim kierował. Nie wyłącznie, w każdym razie, egoizm. Tylko obawa o efekty podjętej przez Ludwika decyzji, wobec której musiał prędzej czy później zaprotestować.
Usłyszał zbliżające się do niego kroki i zaraz, jego kompan usadowił się za nim, zakrywając mu oczy dłońmi. Amir zachichotał cicho, zaciskając palce prawej ręki na jego nadgarstku.
-O co chodzi…?- zapytał.
-Powiedz mi, co widzisz- szepnął ciepło Nadim.
-Teraz…? Niewiele, ale będzie mi łatwiej, jeśli zabierzesz ręce…
-Nie- zaśmiał się cicho potomek wilków.- Wyobraź coś sobie. Coś, czego chcesz. Co jest ci miłe.
Amir westchnął, nieco rozbawiony.
-Wyobrażam sobie ciebie i mnie- odparł dla świętego spokoju. Nadim zdecydowanie był miły i jemu, i jego sercu.- Zadowolony?
-Gdzie jesteśmy?- dopytywał potomek wilków.- Co robimy…?
-Robimy coś, co również jest mi bardzo miłe- odparł ze śmiechem Amir.- Daj spokój, Nadim, czemu to ma służyć…?
-Wyobraź nas sobie ubranych- zasugerował potomek wilków, chichocąc.
-Możemy być i ubrani, żadna różnica- odpowiedział człowiek z szerokim uśmiechem.
-Więc, wyobraź sobie, że nie robimy niczego nieprzyzwoitego- dopowiedział potomek wilków, wyjątkowo uparcie drążąc ten temat.
Amir chciał się z nim droczyć jeszcze przez chwilę, ale ostatecznie odetchnął głęboko i rzeczywiście skoncentrował się na prośbie kompana. Cóż mógłby sobie wyobrażać…? Widział oczyma wyobraźni dokładnie to, co za każdym razem, gdy z nadzieją myślał o ich przyszłości. Nie musiał się nad tym zastanawiać.
-Widzę ciebie i mnie…- powiedział raz jeszcze z cichym westchnieniem.- Jesteśmy razem… gdzieś… gdzieś daleko…- sprecyzował, nie będąc do końca pewnym.- Daleko od królestwa. I od twojego lasu. Sami. Chociaż to chyba też jest las. Albo i nie. Nie jestem pewien… Mieszkamy tu… Tak sądzę…- odkaszlnął, skrępowany.- I jesteśmy szczęśliwi. Starsi. Nieco starsi niż teraz- dodał, czując, że pieką go policzki. Byłoby mu dużo łatwiej, gdyby miał pewność co do planów Nadima, wyglądało jednak na to, że potomek wilków żadnego planu nie ma, co zresztą wcale go nie dziwiło.
Nadim cofnął dłonie. Uśmiechnął się tajemniczo.
-Co?- burknął Amir, spoglądając na kompana przez ramię.
-Nic…- Nadim podniósł się niespiesznie.- To interesujące.
-Co jest interesujące?
Potomek wilków uśmiechnął się szerzej.
-Ty- odparł.- Jak zwykle.
Amir zmarszczył brwi.
-Co jest w tym niby interesującego…?- mruknął bez zrozumienia.- Rozmawiałem już z tobą o tym. Wiesz doskonale, jakie mam plany.
-Nie chodzi o plany, ale o marzenia- odpowiedział ze spokojem potomek wilków.
-Moje marzenia też znasz- Amir wzruszył obojętnie ramionami. Odłożył miecz i wstał powoli, spoglądając na kompana.- Chcę ciebie- wyznał szczerze.- Ciebie i świętego spokoju. Czego chyba zresztą nie da się pogodzić, ale ostatecznie, i tak, wybieram ciebie, bo święty spokój bez twojej irytującej osoby u boku, byłby w istocie wiecznym niepokojem…- westchnął ciężko.
Nadim zaśmiał się niepohamowanie.
-Taaak…- rzucił, zagryzając figlarnie wargę.- Cóż, nie o tym mówiłem- dodał jednak zaraz.- Do tej pory, gdy rozmawialiśmy o twojej przyszłości, wspominałeś o tym, że chciałbyś być dowódcą wojsk. Albo mieć coś wspólnego z armią. Teraz jednak, wyniosłeś się swoimi marzeniami daleko poza królestwo… Dowódca może mieć mały problem, dowodząc armią z takiej odległości…
Amir skinął głową.
-Zawsze widziałem siebie w takiej roli, bo zawsze widziałem siebie jako część królestwa. Osobę, która będzie w jakiś sposób pomagała Ludwikowi i wszystkim, tak jak umie. To akurat umiałem. Sądziłem, że się w tym odnajdę. Nadal zresztą sądzę, że tam byłoby dla mnie najlepsze miejsce. Ale poznałem ciebie i wiem, że trudno nam będzie zaznać odrobiny spokoju w mojej ojczyźnie…
-A więc jednak priorytety się zmieniają- zauważył Nadim.- O tym właśnie ci mówiłem. Miałem rację.
-Owszem, priorytety się zmieniają- potwierdził bez chwili wahania człowiek.- Powiedziałbym nawet, że często i w zależności od okoliczności. Ale to wcale nie oznacza, że nie przychodzi czas, w którym należy podjąć decyzję. A zanim się ją podejmie, należałoby mieć jakiś plan. Jakiś konkretny cel. I przede wszystkim, wiedzieć czego się chce… Ja wiem- dodał stanowczo, wpatrując się towarzyszowi prosto w oczy.- Ale szczerze mówiąc, nie jestem pewien, czy ty również…
Nadim wpatrywał się w niego przez dłuższą chwilę.
Amir naprawdę liczył, że może to będzie moment, w którym wreszcie usłyszy odpowiedź. Potomek wilków uśmiechnął się jednak po chwili i rzucił wymijająco:
-Chodź… Trzeba rozpalić ognisko.

Nadim siedział wsparty plecami o pień drzewa, Amir leżał, opierając głowę na klatce piersiowej kochanka. Obaj byli nadzy i odrobinę znużeni dniem. Chwilę temu, potomek wilków nakrył ich niespiesznie kocem, choć nie było zimno. Ciepło bijące od palącego się w pobliżu ogniska wystarczało. Człowiek milczał, wpatrując się w ciemne niebo. Jedna sprawa nieustannie powracała do jego myśli, nie dając o sobie zapomnieć. Pozbył się niektórych niepokojów i wątpliwości związanych z Nadimem, to prawda, ale jeden, zasadniczy powód do niepokoju wciąż pozostał nierozwiązany. Różnica tkwiła w ich podejściu i Amir coraz bardziej wątpił w to, czy jego towarzysz kiedykolwiek spojrzy na tą sprawę tak samo, jak on. A co za tym szło, że kiedykolwiek usłyszy od niego słowa, które sam gotów byłby wypowiedzieć bez wahania. Że zostanie z nim bez względu na wszystko i zrobi co tylko będzie potrafił, by tak się właśnie stało. A każdy dzień zbliżał ich przecież do powrotu do domu.
-Seks jest dużo lepszy- skwitował nagle Nadim.
Człowiek obejrzał się na niego, marszcząc brwi.
-Z mężczyznami…?- dopytał niepewnie. Doprawdy, nie spodziewałby się podobnej deklaracji z ust odwiecznego miłośnika kobiet.
-Z tobą- odparł potomek wilków.
Amir uśmiechnął się do siebie mimowolnie.
-Z ludźmi?- droczył się z Nadimem.
Kompan objął go mocniej.
-Z Amirem- odpowiedział, muskając wargami skroń kochanka.
-Mam pewnie kilku imienników…
-Mam ich poszukać…?- zapytał potomek wilków, unosząc kąciki ust w lekkim uśmiechu.
Mężczyzna wpatrywał się w niego przez dłuższą chwilę, po czym pokręcił głowę.
-Nie…- szepnął, odwracając wzrok w kierunku ogniska.- Zdecydowanie nie.
Nadim zaśmiał się ciepło.
-Wiesz, co zrobię, gdy tylko wrócimy…?- zapytał nagle. Amir zerknął ukradkiem na kompana, zaskoczony jego słowami. Zdawało mu się, że, zwłaszcza ostatnimi czasy, jego kochanek unikał tego rodzaju tematów jak ognia.- Wynajmę pokój w Trupiarni…- westchnął, rozmarzony.- Przemycę cię tam niepostrzeżenie… I nie wypuszczę z łóżka przez cały dzień- zamruczał człowiekowi wprost do ucha, by zaraz zahaczyć o nie zębami, a następnie musnąć je delikatnie.
Amir zaśmiał się pogodnie.
-To obietnica?- dopytał.
-Groźba- Nadim uśmiechnął się przebiegle.
-Kean nie wynajmuje pokojów. W Trupiarni- wyjaśnił Amir, rujnując ambitne plany towarzysza, który spojrzał na niego z niedowierzaniem.- Już od jakiegoś czasu. Mieszka z rodziną na górze.
-Tak…?- Nadim westchnął rozczarowany.- Szkoda.
-Ale… Ale nie masz powodów, by się przejmować. W zamku łóżka są o wiele wygodniejsze…- wypowiedział wreszcie słowa, nad którymi wahał się dobrą chwilę.
Obawiał się trochę reakcji towarzysza i chyba słusznie, bo Nadim sprawiał wrażenie spłoszonego. Najwyraźniej człowiek pomylił się w swojej ocenie rzeczywistości. Wydawało mu się, że potomek wilków porusza ten temat, chcąc przejść do poważniejszej rozmowy, ale oczekiwanie czegoś podobnego było złudne.
-Amir…- odezwał się ostrożnie jego towarzysz.- Naprawdę nie sądzę, abym był mile widziany na twoim zamku…
-Więc znajdziemy sobie inne miejsce…- nie odpuszczał mężczyzna. Nie patrzył już na kompana, bo jakoś ciężko było znieść mu jego pełne niepewności, a momentami wręcz skrępowania spojrzenie. Spoglądał na niebo, usiłując z całych sił mówić w miarę spokojnie, choć przy Nadimie było mu bardzo ciężko trzymać emocje na wodzy.- Twoi pobratymcy, niezależnie od tego, co twierdzisz, sami również nie należą do najbardziej otwartych… Ale mój zamek i twój las to nie jedyne miejsca na Ziemi. Możemy przenieść się gdzieś dalej.
-Już o tym rozmawialiśmy- odparł jedynie Nadim, jakby z całej siły chciał zmiany tematu.- Ustaliliśmy parę spraw i…
-Nie- przerwał mu stanowczo człowiek.- Ustaliliśmy jedynie to, że nie będziemy o tym rozmawiać. A ja chciałbym wreszcie wiedzieć, co o tym wszystkim myślisz.
-Mówiłem ci, co myślę.
-To mi nie wystarcza.
Nadim milczał przez dłuższą chwilę.
-Dobrze…- odezwał się w końcu. Jego łagodny ton wskazywał już jednak, co będzie zawierało się w kolejnych słowach. Amir zacisnął mocno wargi, czując narastającą irytację, ale starał się nie dać tego po sobie poznać.- Jest bardzo wiele spraw, które są przed nami. Bardzo wiele decyzji, wyborów… Okoliczności… Nie wiemy, co się wydarzy, mówiłem ci. Teraz jesteśmy tutaj i wszystko wydaje się łatwiejsze… Ale sam się przekonasz, że po powrocie, gdy znajdziesz się z powrotem ze swoimi bliskimi, gdy staniesz przed wujem i będziesz miał mu powiedzieć, że nie spełnisz jego oczekiwań, gdy zobaczysz brata… Wszystko się zmieni. Poza tym, jest jeszcze ten demon… Nie wiemy, co się wydarzy, gdy to wszystko się skończy ani jak potoczą się nasze losy. Nie oczekuj ode mnie odpowiedzi, skoro niczego nie możemy być pewni.
-A uczucia…?- Amir uśmiechnął się gorzko.- Tego chociaż jesteś pewien.
-Całkowicie- odparł z pełnym przekonaniem potomek wilków.
-Ale ta pewność nie jest ważniejsza od wszystkich pozostałych niepewności, które masz przed sobą…- dopowiedział cicho człowiek, nie mogąc skryć emocji. Właściwie żałował, że poruszył ten temat. Nie mógł spodziewać się po potomku wilków innej odpowiedzi, prócz tej, którą usłyszał poprzednio. Ale zależało mu na tym, żeby usłyszeć, że Nadimowi naprawdę na tym zależy. Nie na nim samym, w sensie uczuciowym. Na ich relacji. Na tym, by byli razem. Wyglądało jednak na to, że potomek wilków rozważa to raczej w ramach ewentualności.
-Poczekajmy- rzucił Nadim.- Proszę cię tylko o to. Poczekajmy do naszego powrotu. Wtedy dam ci jasną odpowiedź.
Amir skinął powoli głową, nie chcąc się dłużej spierać.
Tak. Mógł poczekać.
Miał tylko dziwne wrażenie, że w starciu z priorytetami Nadima, z jego pobratymcami, z jego rodziną, przekonaniami, światopoglądem, pracą na rzecz społeczności, religią, wiarą w zmiany i przywiązaniem do wspólnoty…
… Przegra.
Bez względu na wszystko.

8 komentarzy:

  1. Anonimowy5:50 PM

    W ostatnim rozdziale było mi raczej przykro, że Devin zdecydował się rozstać z towarzyszami, ale zaczynam powoli dostrzegać pierwsze plusy nieobecności poety : ) Chociaż jak będą w takim tempie poruszać się do przodu to faktycznie wędrówka powrotna może im zająć nieco więcej czasu : )
    Nadim (i czytelnicy!:D) się doczekał w końcu wspólnej kąpieli z Amirem :) Zajęło mu to jedynie trzydzieści dwa rozdziały, ale dopiął swego! Amir był jak zwykle cudowny, chociaż wydaje mi się, że jeszcze tkwi w rodzaju jakiegoś „pierwszego miłosnego szoku” i jest jakby odrobinkę mniej zgryźliwy niż zwykle. Zamiast tego mamy Nadima, kradnącego ubrania i doprowadzającego Amira do stanów zawałowych, więc chyba świat pozostanie w równowadze.
    Bardzo mi się podobało, że nie spłyciłaś seksu do jedynie fizycznego opisu i były również wstawki dialogowe, które w wykonaniu Nadima i Amira zawsze są urocze. Mocno się zdziwiłam, że Nadim tak entuzjastycznie zareagował na … dość specyficzną metodę nawilżania Amira :) Wydawało mi się, że powinien być choć troszeczkę skrępowany, (w końcu jakby nie patrzeć to całkiem nowa sytuacja) ale Nadim jak zwykle nic sobie z tego nie robi i chyba Amir miał przed tym większe opory :D
    „Spojrzenie Nadima przywodziło mu na myśl wzrok bardzo zadowolonego drapieżnika, który właśnie schwytał absolutnie bezbronną i niezdolną do ucieczki ofiarę.” < rawr :D uwielbiam takie fragmenty, takie zachowanie do Nadima, z pewnych względów, niesamowicie pasuje :)
    W ogóle było wiele momentów w rozdziale, przy których robiło się gorąco, ale wypisanie ich raczej mijałoby się z celem (nie będę kopiować połowy tekstu!) ale przyznaje, że rozdział niesamowicie mi się podobał i osobiście twierdzę, że był lepszy od opisu stosunku w rozdziale 27 :)
    Podobnie jak Amira, mnie również zaciekawiło skąd u Nadima nagle takie doświadczenie w kwestii męsko-męskiego seksu. Albo to jest cholera, jakiś naturalny talent :D albo Nadim zapomniał wspomnieć o swoich wcześniejszych przygodach. Bo w to, że Amira kantem puszczał nie uwierzę, Nadim wygląda na takiego typa co jest wierny jak czterej pancerni.
    Przerywnik bardzo miły dla oka i na pewno nieraz wrócę, ale nie mogę się już doczekać ich kolejnej przygody :)
    Pozdrawiam,
    Virus

    OdpowiedzUsuń
  2. Amir lubił Devina. Są osoby, które nas denerwują doprowadzają do szewskiej pasji, chciałoby się, żeby byli daleko, a jak tak się dzieje, to widzimy jak ich brak na nas wpływa i okazuje się, że jednak ich lubimy.
    Jak Amir i Nadim biegli do tej rzeki widziałam obraz beztroskich roześmianych dzieciaków cieszących się tym co ich czeka. A ja cieszyłam się razem z nimi. :D
    Następne obrazy to było cudo.
    O, kurcze. Nadim na kolanach i ssący członek Amira. Kocham ten obrazek. Ale co on taki sprawny i chętny? Czyżby Amir nie był jego pierwszym, a może to przez to, że był facetem i wiedział co sam lubił. Chciał sprawić przyjemność kochankowi. A potem... O ludziska Nadim się powoli uczy jak zająć się facetem. I zdobył się na lizanko. Uch, uch, uch. Brawo Wilczku. Czuję, jak mi gorąco na myśl o ich seksie. Silencio to zdecydowanie Twoja najlepsza erotyczna scena. A jak do tego dochodzi jeszcze podgryzanie po szyi to jestem w niebie. Naprawdę jestem z Ciebie dumna, postarałaś się i dałaś chłopcom cudowne chwile.

    Wzruszyłam się, kiedy Amir mówi co sobie wyobraża w związku z przyszłością. W wyobraźni widzi jego i Nadima razem. Oby to się spełniło.

    Mam wrażenie, że unikając rozmów o przyszłości itd. Nadim niejako broni się przed rozstaniem z Amirem. Boi się tego. Wszystko wskazuje na to, że tak będzie, a on tego nie chce. I z tego powodu woli myśleć o tym co jest teraz, tutaj. Woli czekać. A biedny Amir... Popłakałam się na końcówce. Amir też się boi. Boi się, że przegra i Nadim ma takie same myśli. Przegra z rzeczywistością, kiedy wrócą z bliskimi itd. Fakt nie łatwo będzie, ale jak się kochają to dadzą sobie radę i będą walczyć, by być razem. Ich związek może dużo zmienić, nawet tą wzajemną nietolerancję. Wierzę, że będą szczęśliwi. Nie przyjdzie im to łatwo, ale uda im się.

    Dzięki za piękny rozdział i tak piękne chwile obu panów. Należały im się. I wyraźnie widać, że się kochają. Wszak od uczuć, aż gęsto. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Oh, mogę się podpisać pod komentarzem Virusa. W sumie my praktycznie zawsze myślimy jak jeden mózg:)

    A propo końcówki, to mam jednak wrażenie, że Nadim coś wie... Albo wywinie jeszcze coś takiego, że nam w pięty pójdzie... Ale pozostaje mi tylko czekać na kolejne rozdziały i wielbić Cię za to co już mam <3

    Pozwolę sobie wypisać fragmenty, które mnie całkowicie urzekły:)
    "Teraz, gdy nie musieli się z niczym spieszyć, ani martwić kręcącym w pobliżu poetą, Amir nie zamierzał narażać się na ewentualny dyskomfort. Tak było w końcu znacznie przyjemniej." - PRAWDZIWY KSIĄŻĘ :*

    "Druga dłoń człowieka obniżyła się, odruchowo niemalże, zmierzając w stronę pośladków Nadima. Zatrzymała się jednak przy ogonie potomka wilków. Amir chwycił za niego, przesuwając wzdłuż jego długości palcami. Zachichotał wprost w usta kochanka. Nie wiedzieć czemu, ale za każdym razem, gdy docierał do tej części ciała towarzysza, strasznie go to bawiło." - uwielbiam jak maca jego ogon! To jest takie... fajne <3 I puchate ;D

    "-Nie wiem- odparł spokojnie.- Jestem skromnym potomkiem wilków, nie znam się na tym, co taktowne…
    -Tak…- parsknął z politowaniem Amir.- To zauważyłem dawno temu."
    "Nadim, jak zwykle zresztą, skrępowania nie podzielał."
    "Obruszył się bardzo, z pewnym opóźnieniem, ale jednak.
    -Ja?- parsknął z politowaniem.- Chyba żartujesz! To znaczy… Nawet nie wiem, o co ci właściwie chodzi…- sprostował, odkaszlnąwszy dyskretnie." - KOCHAM! :*

    "-Widzę ciebie i mnie…- powiedział raz jeszcze z cichym westchnieniem.- Jesteśmy razem… gdzieś… gdzieś daleko…- sprecyzował, nie będąc do końca pewnym.- Daleko od królestwa. I od twojego lasu. Sami. Chociaż to chyba też jest las. Albo i nie. Nie jestem pewien… Mieszkamy tu… Tak sądzę…- odkaszlnął, skrępowany.- I jesteśmy szczęśliwi. Starsi. Nieco starsi niż teraz- dodał, czując, że pieką go policzki." - Też mam taką wizję... Tylko ja bym do tego dodała jakieś miecze, wałki na głowie i ich genialne dyskusje <3

    Ta końcówka... Ona była tak bardzo smutna, że aż żal mi się Amira zrobiło... Niby to on był tym „myślącym”, ale teraz wszystko się odwróciło i to Nadim zastanawia się co i jak, a Amir chce po prostu być z nim i działać, nie myśleć o tym wszystkim, nie roztrząsać... Tylko po prostu być szczęśliwym...



    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy12:56 AM

    SCENA SEKSU. OMG, OMG. Ty wiesz, że cię kocham ;3 pięknie opisane, czego więcej może chcieć taki zboczuch jak ja? :D
    Końcówka oczywiście bardzo w ich stylu :< Nie chcę by Amir przegrał z priorytetami... Swoją drogą, chyba nie zostawiłam pod ostatnim Chaosem komentarza... A miałam napisać coś w stylu: OMG, pozbyli się Devina! CZUJĘ scenę seksu na początku next chaptera! No i co? Spełniło się! :D
    Dopsz, idę lulać bardzo spełniona <3 Wszystko dzięki tobie ^ ^
    Pozdrawiam i życzę weny przy pisaniu Johnny'ego <3 Nie bądź dla niego zbyt ostra ;)
    LoliShouta

    OdpowiedzUsuń
  5. Między lepieniem uszek a ubieraniem choinki, więc tak na szybko... sielankowe i urokliwe prawie do końca. Przeczucia Amira dotyczące przegranej z priorytetami Nadima naprawdę mnie zmroziły. Prawdę mówiąc, irytuje mnie zachowawcza postawa potomka wilków, nie chce się określić, niczego obiecywać, a przecież świadomość, że jest się kochanym daje siłę do walki, do stawienia czoła całemu światu, bo nie da się kochać ani walczyć za dwoje, człowiek musi wiedzieć, że druga osoba pragnie tego samego. Kiedy Amir tak pięknie mówi o swoich marzeniach, o wspólnej z Nadimem przyszłości, ten tylko stwierdza, że to interesujące?! W tym momencie jakbym dostała obuchem w głowę... Później odpowiada na pytanie Amira, że jest całkowicie pewien swoich uczuć, a jeśli tak, to czemu ciągle zostawia sobie otwartą furtkę, jakby chciał mieć możliwość ucieczki? Zresztą same czyny nie wystarczą. Gdzie jasne deklaracje? Gdzie wyznanie miłości? Ostatecznie mężczyźni nie różnią się od nas, kobiet, aż tak bardzo, żebym nie mogła zaryzykować i powiedzieć, że oni też pragną usłyszeć "Kocham cię", a nie gubić się w domysłach...
    No a teraz zaczęłam się zastanawiać, czemu, do licha, analizuję postępowanie bohaterów, skoro komentarz pod opowiadaniem powinien raczej dotyczyć tego, jak jest ono tworzone, pisane... Chyba znalazłam odpowiedź - to, co piszesz, wzbudza emocje i prowokuje mnie do myślenia, a skoro zadaję sobie różne pytania na temat postępowania bohaterów, to znaczy, że zmusiłaś mnie do refleksji. To właśnie sprawia, że lubię Cię czytać. Nie chcę bowiem rozwiązań podanych na tacy, chcę czegoś, co pozwoli oderwać myśli od codzienności i w niewymuszony sposób zajmie mnie na dłużej. To znalazłam na Twoim blogu, a szczególnie w "Chaosie". Dziękuję, pozdrawiam i życzę udanego świętowania:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy11:21 PM

    Silencio, kocham Cię!!! Za Twoje opowiadania, Za Twój przeogromny talent, za systematyczność, za wszystkich bohaterów, za ich problemy, za ich smutki, za ich radości, za długie rozdziały, za styl, za klasę, za tematykę, za wszystko, kocham Cię za wszystko, jeśli wydasz kiedyś swoją książkę, to natychmiast ją kupię, by mieć pośród swoich ulubionych autorów. Pozdrawiam i życzę udanego Sylwestra:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Silencio, uwielbiam Cię! Twoje opowiadania są GE-NIA-LNE!
    Dużo dojrzalsze, niż te co można znaleźć w internecie C:. Mają taką przyjemną atmosferę, pełną ciepła :3.

    Tak na marginesie, pierwszym opowiadaniem, Twojego autorstwa, jakie przeczytałam było Every me :3. Aż mi się żal zrobiło, gdy czytałam ostatni rozdział, uświadamiając sobie, że to już koniec ;_;. Ostatnie słowa - piękne, aż się łezka w oku kręci ^^. Bardzo mi się podobało, że zaczyna się i kończy podobnymi słowami c:.

    PS. Od jakiegoś czasu dręczy mnie pytanie, który z nich jest wyższy? Amir, czy Nadim? XD A może są równi? :D
    Pewnie gdzieś była o tym mowa, ale mi oczywiście umknęła ta , jakże istotna, informacja ^^'.


    Weny życzę! :3 Abyś dalej mogła nas uszczęśliwiać swoimi cudeńkami, kochana! :3

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy4:32 PM

    Widzę po powyższych komentarzach, że zastanawiacie się czy Nadim miał wcześniej kontakty seksualne z osobnikami płci męskiej.. ;) Moim zdaniem nie. Po prostu Nadim jest tak otwartą na nowe doświadczenia i pozbawioną poczucia skrępowania osobą, że od razu dostosowuje się do sytuacji, działa instynktownie, pełen niemal dziecięcej ciekawości :) Ale chyba faktycznie boi się myśleć o przyszłości. O nim i Amirze po powrocie do domu.
    Rozdział był boski. Czuję się nim w pełni usatysfakcjonowana i nasycona :D Mrrr.. tyle czułości! Rozbraja mnie jak Amir mizia Nadima po uszach i ogonie :D
    Alys

    OdpowiedzUsuń