Strony

czwartek, 3 stycznia 2013

Rozdział 33 [Chaos]


Amir stał na środku polany okolonej lasem. Oddech miał przyspieszony, wzrok rozbiegany, każdy najmniejszy ruch, jaki wykonywał, pełen był dziwnego napięcia. Spoglądał w pobliskie drzewa z uwagą, jakby czegoś szukał, choć przez długą chwilę, nie był w stanie ustalić, o co dokładnie chodziło. Dopiero moment później zdał sobie sprawę, z czego wynika cały ten niepokój. Ktoś go obserwował. Ktoś patrzył na niego. Amirowi wydawało się, że czuje ten wzrok na swojej skórze. Zimny dreszcz przemknął wzdłuż jego kręgosłupa, pozostawiając za sobą nieprzyjemne uczucie. Mężczyzna odwrócił się bez chwili wahania, ale nikogo nie dostrzegł. Błądził znów wzrokiem po linii lasu, starając się dopatrzeć czegoś, co mogłoby wzbudzać w nim ten niezrozumiały lęk. Uczucie nie zniknęło. Wydawało mu się wciąż, że ktoś spogląda na niego przenikliwie. Tak bardzo, że to spojrzenie zdawało się przebijać go na wskroś. Odwrócił się ponownie. Zmarszczył brwi. Miał wrażenie, że coś poruszyło się w krzakach. Przełknął ślinę, nie ruszywszy się z miejsca. Wpatrywał się w tamtym kierunku, ale nie dostrzegł już niczego nietypowego. I znowu przyszło to uczucie… Odwrócił się gwałtownie. I jeszcze raz. I znowu… Oglądał się nieustannie za siebie, usiłując ustalić, kto jeszcze się tu znajduje, kto go obserwuje… Robił to tak szybko, że zakręciło mu się w głowie. Zatrzymał się na powrót, nie wiedząc, co robić. I wtedy to usłyszał. Ten dziwaczny, świszczący dźwięk, jakby oddech… Amir poczuł, jak serce bije mu szybciej ze strachu. Nie potrafił zlokalizować skąd pochodzi ten odgłos. I wtedy zdał sobie sprawę z czegoś, na co wcześniej nie zwrócił uwagi… Dookoła panowała zupełna cisza. Poza tym dźwiękiem, nie było słychać niczego innego. Ani śpiewu ptaków. Ani szumu drzew. Aż nagle dotarł do niego odgłos niezwykle szybkich kroków, tuż za nim. Coś chwyciło go gwałtownie za ramię.
Przebudził się nagle, przerażony. Podniósł się powoli na przedramionach, oddychając płytko i rozglądając się w ciemnościach. Usiłując się opanować, spojrzał na leżącego obok, odwróconego do niego plecami, potomka wilków. Amir przyglądał mu się przez dłuższą chwilę. Uśmiechnął się do siebie z ulgą. Nagle ręka Nadima opadła bezwładnie na bok. Mężczyzna zmarszczył brwi, nie rozumiejąc, co się dzieje. Chwycił kompana za ramię i, nie czując najmniejszego oporu, odwrócił go w swoją stronę. To był ledwie ułamek sekundy. Widział twarz swojego towarzysza. Siną, pomarszczoną i pokrytą bruzdami skórę. Wyschnięte wargi i ciemne, pozbawione białek oczy, które wpatrywały się wprost w niego.
Amir krzyknął. Poderwał się do pozycji siedzącej i dopiero wtedy zdał sobie sprawę z tego, że był to tylko kolejny sen. Był zlany potem. Serce biło mu jak oszalałe, oddychał płytko i nierówno. Przetarł twarz dłońmi, starając się uspokoić. Leżący obok niego Nadim poruszył się niespokojnie, również wybudziwszy się ze snu. Potarł powieki i spojrzał na kochanka, wyraźnie zaspany.
-Znowu te koszmary…?- rzucił, chociaż doskonale znał odpowiedź.
Mężczyzna skinął jedynie głową.
Nadim przyciągnął go do siebie bez chwili wahania. Otoczył troskliwie ramionami, wtulił się w niego i moment później, znowu spał. Amirowi zaśnięcie przyszło z większym trudem. Te wszystkie sny, które nawiedzały go odkąd opuścił ojczyznę, przerażały go coraz bardziej. Może dlatego, że, zwłaszcza ostatnimi czasy, dręczył go specyficzny niepokój. Mieli już, w końcu, wiele fragmentów kryształu, prawie wszystkie. Tymczasem wciąż jeszcze nie zdarzyło się nic, co mogłoby rozjaśnić całą tą sprawę. Amir nie znosił tego przeczucia, że tkwi w tym wszystkim coś podejrzanego, coś bardzo niezrozumiałego, coś, czego jeszcze nie był świadom i wcale nie był pewien, czy chce szybko tę świadomość nabyć. Moment ich powrotu do domu się zbliżał, zbliżała się też perspektywa odnalezienia wszystkich kryształów. Ale co będzie później…? Nadimowi łatwo przychodziły twierdzenia, że Canis zajmie się wszystkim, gdy tylko im się uda. Ale Canis sam nie był w stanie odpowiedzieć na wszystkie pytania i wątpliwości ludzi. Wyglądało na to, że niczego nie był pewien, że jego słowa i decyzje były bardziej instynktowne, wynikały z przeczuć, z braku innych pomysłów, niż z rzeczywistej wiedzy. Amir pamiętał przecież wątpliwość tkwiącą w jego głosie. I ten brak przekonania, gdy mówił o kryształach, demonie, o tym, jak należy się go pozbyć…
Gdy Nadim wszystko tłumaczył wiarą i zaufaniem, jemu pozostawało myślenie.
Analizowanie wszystkiego krok po kroku i szukanie racjonalnej odpowiedzi.
Dawno już jednak, zdał sobie sprawę z tego, że racjonalizm nie jest niezawodny. Nic, co ich spotkało, nie było racjonalne. A jednak działo się. Było rzeczywiste. Gdyby Amir nie widział tego na własne oczy, a słyszał jedynie opowieści, zapewne nigdy by w to nie uwierzył. Musiał jednak zmienić dotychczasowe patrzenie na świat, by dostosować się do tego, z czego istnienia wcześniej nie zdawał sobie sprawy. Mimo to, wciąż go to przerastało. Demony, cząstki demonów, duchy, tajemne siły, moce, będące pozostałościami po działaniach tego, do którego unicestwienia mieli doprowadzić… Nie mógł tego nawet zrozumieć, więc jak miałby się z tym mierzyć…?
To nie było jedyne pytanie, na które nie znał odpowiedzi.
Najistotniejszym wydawało się jednak wciąż to samo, które dręczyło go od samego początku… Po co? Po co to wszystko…?
Obawiał się coraz bardziej, że poznanie odpowiedzi nie przyniesie im nic dobrego.

Amir siedział nieopodal ogniska. Kończył właśnie obgryzać, niezbyt dobrze dopieczoną, nóżkę ostatnio upolowanej ofiary Nadima. Odrzucił kostki na bok, przetarł usta, po czym zerknął na swojego kompana, wyczuwając wcześniej na sobie jego spojrzenie. Potomek wilków natychmiast odwrócił wzrok. Amir zmarszczył brwi. Jego towarzysz zerkał na niego ukradkiem przez cały ranek i nie odzywał się zbytnio, zupełnie tak jak zawsze, gdy był czegoś ciekaw i miał ochotę o to zapytać, ale z jakichś niezrozumiałych przyczyn, powstrzymywał się od tego. Amir w pierwszej chwili to zignorował, ale gdy tylko na powrót dostrzegł, że Nadim mu się przygląda, westchnął ciężko i rzucił:
-O co chodzi…?
Nie był zresztą w nastroju zbyt dobrym do rozmowy.
-Wszystko w porządku…?- pytanie towarzysza wydało się być mężczyźnie bardzo ostrożne, jakby stanowiło ledwie wstęp do innego tematu.
-Tak… Tak, oczywiście…- potwierdził Amir, skinąwszy głową. Czuł się tylko zmęczony i dlatego dziś nie ruszyli w drogę. Spał co prawda długo, ale był to sen niespokojny, zapewne przez to, co wcześniej mu się śniło. Nie przyniósł mu odpoczynku.- Dlaczego pytasz…?- rzucił, podejrzewając, że Nadim zmierza do czegoś innego.
Potomek wilków spoglądał na niego przez dłuższą chwilę.
-Ten… sen…- zaczął.
Amir parsknął cicho.
-Nic specjalnego- skwitował krótko.
-Na pewno…?- Nadim wpatrywał się w niego z niepokojem.- Bo niektóre twoje sny… znaczna część… była dość szczególna, chyba przyznasz. Zwłaszcza, że pewne z nich miały o wiele więcej wspólnego z rzeczywistością niż marą.
Amir wzruszył ramionami, po czym sięgnął po bukłak z wodą. Otworzył go i upił solidny łyk, zastanawiając się nad tym, co odpowiedzieć.
-Śniło mi się, że śnię we śnie…- wyjaśnił, parsknąwszy.- To idiotyczne i kompletnie pokręcone, ale czasem mi się zdarza.
Nadim nie przestawał wpatrywać się w niego przenikliwie.
-Co dokładnie ci się śniło?- zapytał w końcu i zdawało się, że zmierzał do tego od samego początku ich rozmowy.
Amir poruszył się odrobinę niespokojnie. Przypominanie sobie tego nie było zbyt przyjemne.
-Mówiłem ci już, że nic specjalnego- odparł wymijająco, nie sądząc, by miało to jakiekolwiek znaczenie. Śniły mu się już różne dziwactwa i nie widział potrzeby, by za każdym razem informować o tym potomka wilków.
Przez dłuższą chwilę panowała zupełna cisza, ale potomek wilków nie spuszczał wzroku ze swojego kompana. Ten, z drobnym zniecierpliwieniem, oczekiwał jego kolejnych słów, bo wyglądało na to, że Nadim, jak zwykle, ma jeszcze coś do powiedzenia.
-Śnił ci się Fortis…?- zapytał nagle, wyraźnie zaintrygowany, potomek wilków, czym wzbudził u swojego towarzysza zwyczajową reakcję.
Amir zacisnął mocno wargi, gwałtownym zamykając bukłak. Odłożył, a właściwie niemalże odrzucił, go na bok w pełnym poirytowania geście, po czym podniósł się.
-Nie- wycedził przez zęby.- Nie śnił mi się Fortis.
Powiedziawszy to, ruszył w stronę pobliskich drzew, nie mając najmniejszej ochoty ani na kłótnie, ani na spory, których zresztą ostatnimi czasy udawało im się skutecznie unikać. Ale ta kwestia zawsze doprowadzała go do wściekłości. Potomek wilków zerwał się na nogi.
-Dlaczego się denerwujesz…?- zapytał bez zrozumienia.
Amir zamierzał to zignorować i iść dalej, ochłonąć nieco, zapomnieć o temacie, ale z jakiejś przyczyny, zupełnie mu to nie wyszło, zupełnie tak jak zwykle. Odetchnął głęboko, zatrzymując się, po czym odwrócił się w stronę kompana.
-A dlaczego ty ciągle o nim wspominasz?!- syknął gniewnie, choć z całej siły zamierzał zachować spokój.
Nadim pokręcił głową, jakby nie miał pojęcia, o co chodzi kochankowi.
-Ja tylko…
-Fortis, Fortis, Fortis!- wybuchnął Amir, nie będąc się w stanie opanować. Podszedł bliżej, wyraźnie zdezorientowanego,  towarzysza, patrząc na niego z irytacją.- Nie chcę już dłużej o nim słyszeć, przecież ci powiedziałem! I gdybyś ty musiał tego słuchać, gdybyś słyszał samego siebie, doskonale wiedziałbyś, o co mi chodzi!- Nadim zmarszczył brwi. Otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, ale człowiek nie dał mu dojść do słowa.- Mówisz o nim tak…. Tak… Jakby był jakimś bogiem! I kogoś mi to przypomina, wiesz?- zapytał kąśliwie mężczyzna.- Ale on nie jest bogiem. Nie jest też bohaterem. Nie zasługuje na takie miano. Najłaskawsze, na co zasługuje, to milczenie na jego temat, ale wy, oczywiście, nie potraficie milczeć… Dlatego z jednego z największych oprawców w swoich dziejach uczyniliście waszego wybawiciela. Nadal nie rozumiem, dlaczego?- zapytał gorzko.- To więzy krwi, tak? Jest jednym z was, więc nie może być zły…? Trzeba mu wymyślić dramatyczną historię, powtarzać dzieciom, żeby mogły mu współczuć, dodać parę rozterek życiowych, które w czasie wojny nie są, w istocie, niczym wyjątkowym i już mamy wytłumaczenie, dlaczego ten heros decyduje się najpierw zawrzeć pakt z demonem, a później obraca się przeciw swoim braciom…?- Amir tego nie pojmował. Po prostu nie potrafił pojąć, jak można czcić kogoś takiego, stawiać go niemalże jako wzór odwagi i poświęcenia… On niczego nie poświęcił. Prócz tych, którzy mu ufali. I nawet, gdyby przed swym wyborem, był najszlachetniejszym ze wszystkich osób chodzących po tym świecie, jego czyn przekreślił to ostatecznie. Nie można być dobrym i paktować z demonami. Nie można bronić swoich rodaków, ciemiężąc ich. To oczywistości, o których wiedziały nawet dzieci.- To pewnie nasza wina…- dopowiedział zaraz prowokująco.- Wszystko jest naszą winą. Ale ty widziałeś już, do czego jesteście zdolni. I nie uchroniła was przed tym ani wspólna krew, ani ogon, ani para psich uszu! Sądziłem, że to ci coś uświadomiło… Jak możesz być tak bardzo ślepy…?
-Nie rozumiem…- szepnął Nadim, wyraźnie zdezorientowany.- Wydawało mi się, że po tych snach, które miałeś… Po tym, co sam widziałeś… Że zrozumiałeś Fortisa.
Amir zaśmiał się gorzko i pokręcił głową.
-Nie- odpowiedział stanowczo.- Mogę rozumieć niektóre motywy, jakie nim kierowały, ale to wcale nie znaczy, że akceptuję jego uczynki. Prawda jest taka, że nic go nie usprawiedliwia. Nawet, jeśli zaczynał jako bohater, to umierał będąc zdrajcą i tyranem. Ty jednak zdajesz się tego nie dostrzegać…
-On działał dla naszego dobra- odparł z pełnym przekonaniem potomek wilków. To właśnie przekonanie irytowało Amira najbardziej za każdym razem, gdy dyskutowali na ten temat.- Zbłądził, ale to nie powód, by przekreślać wszystkie jego dokonania. My patrzymy na historię całościowo. Nie wycinamy z niej fragmentów, które są dla nas niewygodne…
Amir wybuchnął niepohamowanym śmiechem.
-Tak…? Odnoszę dziwne wrażenie, że jest dokładnie odwrotnie…- zadrwił.- Fortisa zabili ludzie…- Nadim drgnął ledwie zauważalnie.- Ratując jednocześnie i swoje, i wasze losy. Pewnie oni zasługują na miano okrutników, tak...?
-Już o tym rozmawialiśmy…- potomek wilków westchnął, zrezygnowany.- Wiesz dobrze, że nie w tym rzecz. Zasługują na to miano przez sam fakt, że pojawili się na naszych ziemiach i traktowali nas tak okrutnie, że nic nie jest w stanie się temu równać. Zaczęli, nim Fortis zdobył swoje siły, a po jego upadku, kontynuowali dzieło. Nie wymagaj ode mnie szacunku wobec kogoś, kto przez wieki prześladował moich pobratymców… I co nakłada się cieniem na nasze stosunki i dzisiaj…
-Za to to, co uczynił Fortis, absolutnie nie „nakłada się na nasze stosunki”- zakpił mężczyzna.- W końcu nie chodzi wcale o powrót demona, z którym się bratał, ani o kryształ, który ich połączył…- ironizował.- Nie wymagam od ciebie szacunku wobec nikogo. Dziwię się tylko, że możesz nie dostrzegać takich oczywistości. Dobro i zło. Na co dzień nie masz z tym problemu. Potrafisz odróżnić jedno od drugiego. Niekiedy z moralizatorskim zacięciem krytykujesz to, co jest nieodpowiednie i gotów jesteś ginąć za to, co uważasz za słuszne… To chwalebne- stwierdził mężczyzna.- Godne podziwu. Tak sądzę. Czasem wręcz zdumiewa mnie stanowczość twoich osądów. I wiem, że gdybym opowiedział ci tę samą historię, czyniąc głównego bohatera człowiekiem, nie miałbyś problemu z ocenieniem go. Ale z Fortisem masz problem, prawda…? Zapierasz się. Bronisz go tak walecznie, jakbyś go znał, a nie jak gdybybył ledwie echem z przeszłości, powracającym w waszych legendach i opowiastkach! Na każdy mój argument masz przygotowane dokładnie te same odpowiedzi, które słyszałem już tysiące razy. Fortis chciał dobrze. Fortis zamierzał bronić podobnych sobie przed ludźmi. Fortis popełnił parę błędów. Nie rozumiesz, że to bujda, Nadim?- prychnął gniewnie.- Możesz usprawiedliwiać w ten sposób kogoś, kto nieumyślnie doprowadził do jakichś zaniechać, ale nie kogoś, kto z rozmysłem, przez lata, ciemiężył podobnych tobie.
Nadim westchnął ciężko.
-Za każdym razem, nasza rozmowa na ten temat wygląda dokładnie tak samo- zauważył z wyraźnym zmęczeniem.- Jak długo jeszcze będziemy do tego wracać, skoro nic z tego nie wynika…?
-Tak długo, aż w końcu zauważysz, że bronisz zwykłego mordercy i okrutnika!- odparł impulsywnie człowiek.
-Albo tak długo, aż ty zrozumiesz, że mamy na ten temat inne zdanie…- Nadim chciał chyba załagodzić sytuację, ale przyniosło to zupełnie odwrotny efekt.
-Nie, Nadim!- warknął z irytacją mężczyzna.- Możesz mieć inne zdanie, jeśli chodzi o twoją kulturę, o religię, szeroko pojmowane aspekty moralne albo życiową filozofię, ale nie na temat zbrodni! I samego zbrodniarza! To najbardziej oczywista rzecz na świecie! Gdybym ja czcił tych, którzy was torturowali, wybijali i czynili wszystkie inne rzeczy, za które twoja rasa do tej pory nas wini, też uważałbyś, że mam do tego prawo?!
Nadim uśmiechnął się gorzko.
-A czy tego właśnie nie czynisz…?
-Nie- powiedział stanowczo Amir.- Uważam, że ich czyny były złe. Zasługujące na potępienie. Może wcześniej miałem na ten temat inne zdanie…- Nadim nie przestawał się uśmiechać w ten sam sposób.- Nigdy jednak nie akceptowałem tego, ani nie aprobowałem. Wyobrażałem sobie, że tak trzeba było czynić, że nie było innego wyboru, i taka jest cena konfliktu… Teraz jednak wiem, że się myliłem i wszyscy, którzy inspirowali te działania i wydawali rozkazy, również zasługują na miano okrutników…
-Ach, tak…- parsknął z politowaniem Nadim.- Ale ci, którzy wykonywali te rozkazy, już nie?
-Nie każdy i nie zawsze ma możliwość wyboru. Nie zamierzam ich osądzać.
-Za to Fortisa osądziłeś bez problemu.
-Bo wszystko, co Fortis uczynił, było kwestią jego wyboru!- zirytował się mężczyzna.- Wszystko! Począwszy od paktu z demonem, po to, kim się później stał! On nie był uciśniony! Nie podlegał nikomu! Nie był do niczego zmuszany! Miał moce, miał możliwości, których nie posiadali inni, nie musiał się liczyć z nikim i wszystko wskazuje na to, że ta właśnie świadomość doprowadziła go do upadku… Masz na ten temat inne zdanie…? Uważasz, że Fortis nie miał na to wszystko wpływu? Że został opętany? Albo postradał rozum i nie odpowiadał za swoje czyny…? Jeśli tak, to w porządku. Broń go. Ale jeśli mówisz, że to był ten sam Fortis, ten sam potomek wilków, w pełni świadom wyborów jakie dokonywał, że wiedział, co robi, to nie możesz bronić go jak kogoś, kto przez przypadek znalazł się w nieodpowiednim miejscu. To po prostu nie trzyma się kupy, Nadim.
-To nasza przeszłość!- upierał się potomek wilków.- Historia Fortisa jest dla nas równie, a może nawet i bardziej istotna, niż historia powstania naszej rasy! On jest dla nas kimś ważnym! Jest symbolem! I zawsze tak będzie, niezależnie od twojej oceny jego osoby.
-Zawsze…? Dziwne, bo sam opowiadałeś o tym, że niedługo po jego niezbyt chwalebnym upadku, twoi bracia zbezcześcili jego zwłoki… Marna to podzięka dla bohatera i mało właściwe traktowanie symbolu…
-Tłumaczyłem ci to już- odparł krótko Nadim.
-Tak, ale wciąż nie bardzo rozumiem, jak to się stało, że prostą drogą przeszliście od nienawiści do niemalże uwielbienia dla niego…
-Zrozumieliśmy swoje błędy- uciął potomek wilków. Amir sapnął gniewnie, kręcąc głową.- W istnieniu każdego narodu nadchodzi taki moment, kiedy trzeba rozliczyć się z przeszłością i zdać sobie sprawę z własnych pomyłek. My, za naszą, zapłaciliśmy rozbiciem, którego skutki dosięgnęły nas aż tutaj. Nie ma jednak sensu tego roztrząsać. Dlaczego wciąż do tego wracasz?
-Bo nie mogę znieść sposobu, w jaki o nim mówisz!- wybuchnął niepohamowanie mężczyzna. Nadim wbił w niego zdumione spojrzenie.- Z podziwem! Zachwytem niemalże! I chociaż wiem, że nie jesteś taki, to czasem, tylko czasem, gdy przysłuchuje się temu, co wygadujesz, zaczyna mi się wydawać, że gdybyś miał wybór, zrobiłbyś dokładnie to samo, co on!
Posłał swojemu towarzyszowi ostatnie spojrzenie, po czym nie słysząc odpowiedzi, odwrócił się na pięcie i ruszył prędko przed siebie.
Niezależnie od wszystkiego, pewne sprawy wciąż bardzo ich dzieliły.

Amir wrócił do miejsca, w którym się zatrzymali, dopiero pod wieczór. W tym czasie zdążył już ochłonąć i przemyśleć parę spraw. I właściwie żałował, że w ogóle doprowadził do tamtego sporu. To wcale nie oznaczało, że jakkolwiek zmieniło się jego zdanie na ten temat, wprost przeciwnie. Miał wrażenie, że jego opinia na temat „bohatera” potomków wilków zaostrzała się z każdą ich dyskusją. Ale Nadim miał rację. Takie kłótnie do niczego nie prowadziły. Wprowadzały jedynie atmosferę zamętu i niepotrzebnie nakręcały ich obu. To chyba wynikało z frustracji. Potomek wilków ze swoim bezgranicznym zaufaniem i wiarą, był od niej daleki, ale Amir był już na skraju wytrzymałości. Potrzebował jakiegoś dowodu. Dowodu na to, że to, co czynią jest słuszne. Zaczynał mieć coraz poważniejsze wątpliwości.
Gdy Nadim go zobaczył, położył się na boku, odwracając do kochanka plecami. Amir westchnął jedynie w duchu. Było jasne, że jego kompan poczuł się obrażony, być może ostatnią uwagą, a może całym sporem. Człowiek miał świadomość tego, że zdecydowanie powiedział o kilka słów za dużo. Nie potrafił rozmawiać o tym ze spokojem. Właściwie o niewielu tematach potrafił rozmawiać w ten sposób. Emocje ponosiły go, gdy chodziło o Fortisa, gdy chodziło o demona, gdy chodziło o jego przyszłość, o naiwność kompana… Wszystko go drażniło, wszystko mogło stanowić przyczynę kłótni. A przecież wcale nie do tego dążył.
Usiadł nieopodal Nadima. Spojrzał na niego ukradkiem. W tym momencie nie był w stanie zdobyć się na przeprosiny. Zdjął górne odzienie przez głowę i odrzucił je na bok ze złością, po czym sięgnął po koc, nakrywając się nim. Leżał na plecach, spoglądając w niebo. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że czegoś mu brakuje. Sięgnął dłonią do szyi. Nie miał kryształów. Poderwał się nerwowo do pozycji siedzącej i chwycił za koszulę. W jej połach odnalazł woreczek. Już miał go chwycić i zawiesić na szyi, ale zawahał się. Patrzył na niego przez dłuższą chwilę, po czym zostawił go w tym samym miejscu i położył się na powrót. Miał już tego dość. I tych cholernych kryształów, i Fortisa, i demona, i całej tej historii, która zamiast rozwiązań, podsuwała mu ciągle nowe znaki zapytania, i w której zupełnie nic nie trzymało się kupy. Odkąd uwierzył wreszcie, że wszystko to jest prawdziwe, że to, co robią, ma jakiś sens, liczył na to, że pozna rozwiązanie. Z każdym kolejnym zdobytym kryształem, snuł domysły, że może stanie się to przy następnym, a może jeszcze następnym… Ale rozwiązania nie było. Nie było też ich odwiecznego wszechpotężnego wroga, przeciw któremu występowali. Nie było zupełnie nic. Gdzie był ten przeklęty demon?! Naprawdę nic go nie obchodziło…? Bo Amirowi nie chciało się wierzyć w całe to bajdurzenie o wybrańcach bogów, których złe siły nie mogą odnaleźć… Złe siły odnajdywały ich nieustannie i to bez szczególnych problemów, tym bardziej nie widział więc powodu, przez który nie mogłaby tego zrobić tamta istota. A może zwłaszcza tamta istota powinna być nimi zainteresowana. Może miał rację od samego początku i demona wcale nie było. Ale wtedy po co byłyby te wszystkie starania…? Skąd ten dziwaczny kryształ…? Skąd te nietypowe zdarzenia, ten cały chaos wokół nich? Był już zmęczony samym zastanawianiem się nad tym. W całej tej układance brakowało kilku elementów, nie mógł więc dostrzec całego obrazu. Bo to, o czym im powiedziano, na pewno nim nie było.
Przysunął się bliżej kochanka. Słyszał jego spokojny, miarowy oddech. Ucałował czule skroń śpiącego potomka wilków, leżąc przy nim przez chwilę. Warto było wyruszyć i przeżyć to wszystko. Właśnie przez wzgląd na niego.
Odsunął się i powrócił na swoje wcześniejsze miejsce. Ułożył się na plecach. Usiłował zasnąć, ale coś nie dawało mu spokoju. Zwrócił głowę w stronę, na której leżały kryształy. Spoglądał na nie przez dłuższą chwilę, po czym wyprostował rękę, by ich dosięgnąć. Zamknął woreczek w dłoni. Opanował go jakiś spokój. Przymknął powieki i niedługo później, pogrążył się we śnie.
Przebudził się w środku nocy. Poczuł, jak czyjaś chłodna dłoń zaciska się na jego ramieniu. Amir był przekonany, że to potomek wilków przebudził się i chciał przytulić do niego. Uchylił powoli powieki. I wtedy zdumiał się całkowicie. Wzrok miał nakierowany na kryształy. Na wyciągniętej, na wpół otwartej dłoni, wciąż znajdował się woreczek…
… który podskakiwał i drżał mocno, choć nie wiedzieć czemu, Amir tego nie czuł. Nie czuł nic poza tą dłonią. Powoli podniósł wzrok. Nawet gdyby mógł mówić, i tak nie byłby w stanie. Zobaczył to samo, co i zeszłej nocy, ale tym razem w pełnej okazałości i z bliska, o wiele realniejsze, niż mogłoby się wydawać. Na jego klatce piersiowej siedziała jakaś istota. Potwornie wychudła, naga, o sinej, pomarszczonej skórze. Sękate palce jednej z jej dłoni zaciskały się na jego ramieniu. Strąki czarnych, pozlepianych krwią włosów opadały na ramiona. Na cienkiej szyi zawieszony był jeden z fragmentów kryształu. Czarne oczy wpatrywały się wprost w niego. Usta rozwarły się szeroko. Usłyszał ten charakterystyczny świst. W miejscu, w którym siedziała, na swojej klatce piersiowej, poczuł potworny ucisk. Nie mógł się ruszyć, nie mógł nic powiedzieć, wydawało mu się, że nie był w stanie nawet złapać oddechu. Miał wrażenie, że się dusi. Stwór wyciągnął drugą rękę w kierunku woreczka. Przechylał się powoli, wciąż wydając z siebie ten sam odgłos, usiłując sięgnąć kryształów. Amir nie był w stanie zareagować w żaden sposób. Walczył sam ze sobą o choćby jeden oddech, ale był jak kompletnie sparaliżowany. Mógł tylko patrzeć, jak sękata dłoń coraz bardziej zbliża się do kryształów… I bardziej… I bardziej… Długie paznokcie musnęły woreczek.
I w tej chwili, poczuł gwałtowne szarpnięcie. Poderwał się do pozycji siedzącej, z trudem łapiąc powietrze i trzymając się za klatkę piersiową.
-Co się stało…?- zapytał z niepokojem Nadim, siadając tuż przy nim.
Amir pokręcił tylko głową, usiłując się uspokoić. Serce biło mu jak oszalałe. Spojrzał na bok i dostrzegł kryształy. Prędko chwycił za nie i zawiesił woreczek z powrotem na swojej szyi, nie mając pojęcia, co dokładnie zdarzyło się przed chwilą.
-Amir…?- potomek wilków był wyraźnie przerażony.
Człowiek zerwał się na nogi. Zaczął rozglądać się dookoła. Ta zjawa… To coś, co go zaatakowało… Mylił się. To wcale nie był sen. To było rzeczywiste.
Potomek wilków również wstał  i zaczął obracać się wokół własnej osi, jakby również usiłował coś dostrzec.
-Widziałeś to…?- wyrzucił z siebie Amir, zachrypniętym głosem.
-Co?- nie rozumiał potomek wilków.
-Tą… Tą zjawę…- wyjaśnił mężczyzna, przełykając nerwowo ślinę.
Nadim pokręcił głową.
-Przebudziłem się i usłyszałem, jak oddychasz… Tak… Tak dziwnie… Właściwie jakbyś się dusił… Więc cię obudziłem. To była zjawa…?- dopytał po chwili niepewnie.
Amir wzruszył bezradnie ramionami.
-Nie wiem…- szepnął wciąż zlęknionym nieco głosem.- Naprawdę nie mam pojęcia.

-Jesteś pewien, że to coś miało kryształ?
Nadim siedział na ziemi, wpatrując się w krążącego nerwowo po polanie towarzysza z uwagą. Amir skinął niemrawo głową. Było już prawie południe, spędzili w tym miejscu cały ranek, zastanawiając się nad tym, co czynić dalej. Dłoń człowieka raz po raz, odruchowo, wędrowała do woreczka z kryształami, jakby chciał się upewnić, że wciąż znajdują się tam, gdzie powinny. Spotykały ich już różne rzeczy, ale to, co zdarzyło się w nocy, wywarło na nim duże wrażenie i naprawdę go przeraziło. Nie to, co zobaczył, ale sama świadomość braku możliwości jakiejkolwiek reakcji… Ten paraliż… Jakby jego własne ciało nie należało do niego i mógł jedynie biernie obserwować to, co się dzieje. Wzdrygnął się na samą myśl.
-I wszystko wskazuje na to, że chciało zdobyć pozostałe…- kontynuował Nadim, nie odrywając od kompana wzroku.
-Wszystko na to wskazuje- potwierdził Amir, zatrzymując się.
-I…?
Człowiek spojrzał na kochanka pytająco.
-Co zrobimy?- doprecyzował Nadim, wyraźnie zdezorientowany.
-Nie wiem- odpowiedział zgodnie z prawdą Amir. Usiłował przypomnieć sobie z tamtego zdarzenia coś, co mogłoby mu teraz pomóc, ale to wszystko działo się tak szybko, a on sam okropnie się bał… To było coś jakby między jawą a snem.- Ale musimy zdobyć fragment…- mruknął, bardziej do siebie, niż do potomka wilków. Ten wyraźnie oczekiwał na jego decyzję.- Zostaniemy tutaj…- powiedział w końcu Amir.- Jeśli to coś szuka kryształów, spróbuje raz jeszcze.
Nadim przez dłuższą chwilę wpatrywał się w niego w milczeniu, jakby zastanawiał się nad tym, czy to dobry pomysł.
-I co wtedy zrobimy…?- zapytał w końcu, marszcząc brwi.- Przecież sam mówisz, że nie byłeś w stanie się ruszyć…
-Bałem się. Nie potrafiłem myśleć racjonalnie. Mogłem coś przeoczyć. Teraz już wiem, co może się zdarzyć.
Potomek wilków skinął głową.
-Daj mi je- rzucił nagle, wyciągając dłoń w kierunku towarzysza.
Ten spojrzał na niego bez zrozumienia.
-Kryształy- wyjaśnił Nadim.- Tym razem ja będę je miał. Położę się spać, a ty będziesz czuwał u mojego boku. Gdyby coś się działo, wybudzisz mnie…
-Nie- zaprotestował stanowczo mężczyzna.- Będzie dokładnie na odwrót.
-Dlaczego…?
-Bo wiem, czego mogę się spodziewać.
-Ja też- upierał się potomek wilków.
-Ty tego nie przeżyłeś.
-Co za różnica…? Poradzę sobie.
-Nie- powtórzył raz jeszcze człowiek.
-Ale z jakiego powodu?!
Amir odetchnął głęboko.
-Bo to może być niebezpieczne- przyznał w końcu po chwili wahania.
Gdy spojrzał w oczy potomka wilków, widział w nich tą samą obawę i doskonale wiedział, dlaczego ten upiera się tak bardzo.
Żaden z nich nie naraziłby drugiego na coś podobnego.

Dzień upłynął im szybko, choć nie zajmowali się niczym konstruktywnym. Atmosfera była dość napięta, Nadim raz po raz dopytywał o to, czy Amir jest pewien tego, co zamierza zrobić, by zaraz znów deklarować, że on może i będzie lepiej, jeśli tak właśnie się stanie. Człowiek jednak podjął już decyzję. Nie chodziło zresztą tylko o dobro kompana. On już to przeżył i przynajmniej z tego powodu, miał jakąś minimalną przewagę. Wiedział, czego może się spodziewać. A przynajmniej tak mu się wydawało. Nadim czekał w gotowości, wyraźnie poddenerwowany. Amir chwilę przed snem przeszedł się samotnie po lesie, usiłując uspokoić. Wrócił kilkanaście minut później i, ku własnemu zaskoczeniu, zastał kompana śpiącego.
-Nadim…?- rzucił z niedowierzaniem i czymś na kształt irytacji. Klęknął przy potomku wilków, usiłując go wybudzić.- Nadim… Nadim!- powtórzył gniewnie, szarpiąc go za ramiona bez zbytniej subtelności, ale ten spał jak kamień i nic nie wskazywało na to, by miał się prędko obudzić.- Akurat teraz…- westchnął ciężko mężczyzna, nie mając pojęcia, jak kochanek mógł zawieść w takiej sytuacji.
Przez moment nie był pewnym, co zrobić. Położył się jednak. Dłuższy czas usiłował zasnąć, ale obawa i nerwy czyniły swoje i dopiero późno w nocy, gdy zmęczyły go już własne rozważania, zapadł w sen. Nie trwało to jednak długo. Wybudził się godzinę później. Podniósł się do pozycji siedzącej, chcąc upewnić, że wszystko z nim w porządku, że to jawa. Rozejrzał się dookoła podejrzliwie i wtedy… Wtedy zauważył, że nie ma obok niego Nadima.
-Nadim?!- krzyknął, nie wiedząc, gdzie mógł pójść jego kompan.- Nadim?!
Cisza. Słyszał jedynie szum drzew, kołyszących się pod wpływem wiatru. Mężczyzna odetchnął głęboko. Przy dziwacznym zachowaniu potomka wilków, ten mógł sobie urządzić wieczorny spacer albo coś równie oryginalnego. Albo, najzwyczajniej w świecie, udał się za potrzebą. Daleko. Na tyle daleko, że wcale go nie słyszał… Amir nie wytrzymał. Zerwał się na równe nogi i pognał do lasu, w poszukiwaniu towarzysza.
-Nadim?!- wołał raz po raz.- Nadim!
Poruszał się jak najbliżej miejsca w którym się zatrzymali, ale przebiegł już spory kawałek i nadal nie widział ani nawet nie słyszał kompana. To zaczęło niepokoić go jeszcze bardziej. W pewnym momencie zatrzymał się bezradnie, wpatrując w jakiś punkt przed sobą. I wtedy usłyszał coś dziwacznego.
-W… Wit… Witaj…- to był słaby, zachrypnięty głos, ledwie szept. Tak słabo słyszalny, że Amir odwrócił się, będąc jednak przekonanym, że coś mu się zdawało.
Kawałek dalej, na obalonym pniu, siedział potomek wilków. Głowę miał nisko zwieszoną, włosy zasłaniały mu całą twarz, sięgając niemalże do ud. Ręce zwisały bezwładnie po bokach. Amir pobiegł natychmiast do niego, klękając przy nim i chwytając go za ramiona.
-Nadim…?- szepnął, przerażony.- Co się stało…?
-O… On… tylko… śpi…- usłyszał na powrót ten sam głos, co wcześniej, tym razem jednak wyraźnie, dobiegający z jego kompana.- Potrzebo… wałem… jego oddechu… żeby… mówić… do ciebie…
Amir zbladł. W pierwszej chwili odsunął się odruchowo, zlękniony, zaraz jednak dopadł z powrotem do kochanka i zaczął szarpać go za ramiona.
-Nadim, obudź się! Obudź się, słyszysz?!- rzucił stanowczo, ale ani jego słowa, ani czyny, nie były skuteczne.
-Nie… zrobi tego… Póki… n… nie skończę…- usłyszał odpowiedź kreatury.
Człowiek wyprostował się. Odszedł o kilka kroków dalej. Wpatrywał się w bezwładne ciało kompana z obawą, nie wiedząc, co czynić.
-Czego chcesz…?- rzucił w końcu bez zrozumienia, choć akurat na to pytanie, po ostatniej nocy, mógł sam odpowiedzieć sobie bez problemu.- Co mu zrobiłeś…?- dodał z niepokojem.
-Śpi…- powtórzyła raz jeszcze zjawa.- Potrzebuję… pozostałych…- mówiła już nieco płynniej i wyraźniej niż wcześniej, jakby dopiero przystosowywała się do nowych okoliczności.- Mam jeden… A ty… Zdo… byłeś pozostałe…
-Mówisz o kryształach…?- dopytał mężczyzna.
-T… ak… Sądziłem, że wystarczy… mi… twój oddech… żeby je zabrać… Ale one są w twoim władaniu… I ty… sam… musisz mi je oddać… Oddaj mi je… teraz…- ręka Nadima podniosła się powoli i zawisła w powietrzu z wyciągniętą, lekko rozchyloną dłonią.
Amir długą chwilę wpatrywał się w kompana, milcząc. Odgarnął nerwowo włosy palcami, usiłując znaleźć wyjście z całej tej sytuacji.
-Dlaczego miałbym to zrobić…?- zapytał w końcu prowokująco, postanawiając grać na zwłokę. Liczył na to, że jego towarzysz się przebudzi.
-Zależy ci… na tej… istocie…- odpowiedziała ochryple zjawa.- Wiem to… Dasz mi je albo on będzie bardzo… cierpieć…
-Przecież sam powiedziałeś, że tylko śpi- zauważył mężczyzna.
-Ha… Śpi… Ale ja nawet we śnie… mogę być bardzo… bardzo nieprzyjemny… Czy wiesz jak długo i jak głęboko można spać…?
Amir nie odpowiedział.
-Daj mi je teraz…- zażądała istota.- Ci, którzy czekają… tak długo… jak ja… nie należą do cierpliwych…
Człowiek zawahał się przez chwilę, po czym sięgnął do szyi. Rozplątał woreczek i, nie zastanawiając się już dłużej, zbliżył na powrót do ciała towarzysza. Wyciągnął powoli rękę, chcąc umieścić kryształy na dłoni kompana, ale w tym momencie…
-Stój.
Zatrzymał się jak sparaliżowany. To nie był głos zjawy. Ani Nadima. Ani nawet jego własny. Wydawało mu się, że skądś go zna, ale zdezorientowany całą sytuacją, nawet się nad tym nie zastanawiał. To było coś, co słyszał w swojej głowie. Rozkaz. Tak stanowczy, że ciało mężczyzny odmówiło posłuszeństwa. Że stał w bezruchu, dokładnie w tej samej pozycji, w której usłyszał te słowa, nie rozumiejąc, co się dzieje. Wyglądało jednak na to, że nie tylko do niego dotarł ten głos.
-Ha… Ha ha… Ha…- ochrypły, nieprzyjemny śmiech wydobył się ze zjawy.- Udało ci się sprytnie… ukryć… Nie dostrzegłem cię… wcześniej… Kim jesteś…?- zapytała podejrzliwie.
-Kimś, kto znajdzie sposób, by cię unicestwić, jeśli wejdziesz mu w drogę- odparł płynnie głos.
Oczy Amira otworzyły się szerzej ze zdumienia. Usiłował się ruszyć, ale dokładnie tak jak wtedy, we śnie, nie był w stanie się na to zdobyć.
Przez chwilę dało się słyszeć cichy, charakterystyczny świst. Ale ten zaraz ucichł, a zjawa znów przemówiła:
-Nie… Kłamca… Ty jesteś słaby… Prawie tak słaby jak ja… Jak udało ci się posiąść tak potężne ciało…?- zapytała zazdrośnie.- Ha… Teraz widzę… On nie jest… twój… Ty tylko zaszczepiłeś się w nim… Tylko czekasz… Śledzisz jego kroki… Tylko patrzysz jego oczyma… Tak naprawdę… nie masz na niego wpływu… To chwilowe… Nie przeszkodzisz mi…
Amir zaczerpnął gwałtownie powietrza. Co to, u diabła, miało znaczyć…?
-Nie wiesz, w co zabrnąłeś- odpowiedział spokojnie głos.
-Wiem, że… ten maleńki odłamek… dał mi siłę, by przetrwać… gdy nie miałem żadnego pożywienia… nawet snów… Jest jak… nieskończone źródło… czysta energia… Cóż więc będzie, gdy posiądę pozostałe…? Czyż odwiecznym instynktem demonów nie jest… dążenie do potęgi…?
-To nic nie da. Fragmenty dezaktywują się nawzajem póki nie zostaną połączone w jedno. A poza tym… I tak nigdy ich nie zdobędziesz.
-On mi je da…
-To by cię zniszczyło…
-Ha… Mój… wybawco…- zakpił stwór.
-Nie robię tego dla ciebie. Ale jeśli chcemy odzyskać siły, musi być nas więcej.
Przez długą chwilę panowała zupełna cisza. Amir zaczął powoli odzyskiwać możliwość ruchu. Z wielkim trudem i bólem niemalże, cofnął dłoń.
-Mów do mnie- rzuciła nagle zjawa.
-A więc słuchaj uważnie…- rozbrzmiała w umyśle człowieka odpowiedź.
Amir usłyszał dziwaczny szmer, który uzupełniły zaraz jakieś szepty i syki. Z początku zdawało mu się, że słyszy jeden głos, następnie dwa, później było ich tak wiele, że nie był w stanie zliczyć. To było coś w rodzaju innego, nieznanego mu języka, słowa były wypowiadane szybko i niezbyt wyraźnie, ale Amirowi to wystarczyło, by przekonać się, że nie jest w stanie ich zrozumieć. Z każdą chwilą ta specyficzna rozmowa stawała się coraz głośniejsza i bardziej chaotyczna, aż wreszcie, w jednej chwili, zapanowała zupełna cisza.
Amir stał w bezruchu, oddychając płytko i oczekując na to, co będzie działo się dalej.
Nagle poczuł, jak woreczek z kryształami szarpnął mocno, niemalże wyrywając się z jego dłoni. Zacisnął na nim palce, rozglądając się zdezorientowany. Dostrzegł, jak głowa potomka wilków unosi się powoli. Charakterystyczne, czarne oczy, wpatrywały się w niego z uwagą. Na ustach Nadima wymalował się szeroki, złośliwy uśmiech. Amir dopiero po chwili zauważył fragment kryształu, zawieszony na szyi kompana.
-Dla takiego celu…- usłyszał raz jeszcze zachrypnięty głos zjawy.- … warto było się ujawnić, prawda…?
Moment później, głowa Nadima opadła na powrót, a jego ciało zsunęło się z pnia. Amir podbiegł do niego natychmiast, chwytając w ramiona. Potomek wilków otworzył oczy, wyrwawszy się w pierwszej chwili odruchowo z uścisku kochanka. Kryształ na jego szyi również drżał lekko.
-Co się stało…? Co się wydarzyło…?- powtarzał bez zrozumienia.- Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje… Byłem w zupełnej ciemności… Wydawało mi się, że śpię, ale za nic nie mogłem się przebudzić… Co się stało, Amir?- zapytał raz jeszcze, wpatrując się w mężczyznę z uwagą.
Człowiek nie odpowiedział w pierwszej chwili. Zdjął z szyi potomka wilków fragment i umieścił go wraz z pozostałymi.
-Sądzę…- zaczął po chwili, drżącym nieco głosem.- Sądzę, że dowiedziałem się czegoś o tym demonie.
-O demonie…?- Nadim zmarszczył brwi.- TYM demonie…? Tym od Fortisa…?
Człowiek skinął powoli głową.
Jego towarzysz wpatrywał się w niego z wyczekiwaniem.
Amir przełknął nerwowo ślinę, odwracając wzrok.
-Sądzę, że ten demon jest we mnie- odparł.

Amir siedział na polanie, opatulony kocem, wpatrując się w dogasające ognisko, które nie dawało już wiele ciepła. Jeszcze nawet nie zaczęło świtać. Nadim usadowił się kawałek dalej. Żaden z nich nie odzywał się od dłuższego czasu. Najwyraźniej obaj zastanawiali się nad tym, co się wydarzyło. Chociaż człowiek bardziej obawiał się tego, co jeszcze może się wydarzyć. To, co wtedy usłyszał, było dla niego kompletnym szokiem. Nie do końca wiedział, w jaki sposób interpretować tę specyficzną rozmowę… Wysnuł więc,  jeden wniosek, który wydawał mu się najbardziej oczywisty. Sam ledwie mógł uwierzyć w swoje domysły. Nigdy wcześniej coś podobnego nie przeszło mu nawet przez myśl. Ale teraz… Słowa tego demona… Te wszystkie zdarzenia… Fakt, że to do niego, a nie do Nadima, lęgły się te dziwactwa, monstra, stwory… Te moce… To, że tak łatwo udawało im się uchodzić z życiem z sytuacji, które były absolutnie krytyczne… To wiele wyjaśniało. Naprawdę wiele. O wiele więcej niż gdybania potomka wilków na temat roztaczanej nad nimi boskiej opieki. Amir o bogach pojęcie miał niewielkie, o ich działaniach słuchał tylko od tych, w których interesie było opowiadać niestworzone historie o dobru, łaskawości, mściwości, miłości, niechęci czy nienawiści tychże. Ale nie spotkał dotąd na swojej drodze żadnego z bogów. To nie ich głosy rozbrzmiewały w jego głowie. Nie było żadnych, mniej lub bardziej namacalnych dowodów na jakiekolwiek ich działania. W przeciwieństwie do działań demonów i pozostałych istot. Amir mógł poddawać pod wątpliwość niektóre z przesadnych opisów czy opinii na ich temat, ale na pewno nie mógł już wątpić w sam fakt ich istnienia. A teraz, zaczynał poważnie zastanawiać się nad tym, czy istnienie jednego z nich, nie jest kluczowo związane z nim samym.
-Nadim…- odezwał się w końcu. Potomek wilków skierował na niego uważne spojrzenie.- Chcę, żebyś wiedział, że…- urwał na moment i przełknął ślinę, usiłując ubrać własne wnioski w odpowiednie słowa i nie spłoszyć kompana.- Chcę żebyś wiedział, że jeśli się okaże, że… Jeśli w pewnym momencie naszej wędrówki będę przeszkodą… a nawet zagrożeniem… Nie możesz się wahać. I nie powinieneś żałować, jeśli…
-Przestań- przerwał mu stanowczo Nadim, wzdrygnąwszy się lekko.
-Nie mówię, że tak się stanie- zaznaczył natychmiast człowiek.- Ale musimy brać pewne opcje pod uwagę… Zwłaszcza teraz… I jeśli to będzie konieczne… I jeśli ja już nie będę w stanie…
-O czym ty w ogóle mówisz?- syknął z irytacją potomek wilków, wyraźnie nie chcąc o tym rozmawiać.
-O tym, że ten… demon… może być we mnie- odpowiedział mężczyzna, siląc się na spokój, choć w istocie, obawa przed tym pożerała go od środka. Najpierw myśląc o przyszłym starciu, bał się tego co nieznane, samej potęgi tej istoty. Jak walczyć z czymś, co wydaje się być niemalże niepokonane…? Ale zawsze był pewien jednego – samego siebie. Swoich przekonań, swojej moralności, tego, że nie da się oszukać.
-Nic na to nie wskazuje- odpowiedział Nadim.
-Nic na to nie wskazuje?!- wściekł się człowiek.- A ta rozmowa, którą słyszałem?!
-Rozmowa dwóch demonów- odparł potomek wilków, jakby naprawdę nie miało to żadnego znaczenia. Amir wiedział jednak dobrze, że i na nim wywarło to spore wrażenie.- Odkąd to doszedłeś do wniosku, ze można tym istotom wierzyć na słowo…?
Amir parsknął z niedowierzaniem.
-Tak się składa, że żaden z nich nie przyszedł z pogadanką do mnie! Rozmawiali ze sobą! Przecież ci powiedziałem! Nie możemy tego ignorować i dobrze o tym wiesz!
-Niby dlaczego…?- zapytał Nadim z pozorną obojętnością.
-Dlatego, że to wreszcie daje nam odpowiedzi na wiele pytań!- odpowiedział z pełną stanowczością mężczyzna. Potomek wilków uniósł brew, nie rozumiejąc.- Nie mów, że nie wiesz, o co mi chodzi, nawet ty miewasz wątpliwości… Jeśli mam rację… Jeśli mam coś wspólnego z tym demonem… To wiele wyjaśnia. To, dlaczego nie szuka kryształów… Cały czas są przy nim! To, dlaczego z nami nie walczy… Zapewne nie musi, a może czeka na odpowiedni moment, by pozbyć się jedynej przeszkody – ciebie… Widzi wszystko i kontroluje sytuację. Może myliliśmy się, przypisując te wszystkie dziwaczne zdarzenia i zdolności kryształom. Może to ich właściciel od samego początku kieruje tym, co się z nami dzieje.
-Nie- odparł Nadim z takim przekonaniem, jakby naprawdę mógł mieć w tych sprawach pewność.- Canis rozmawiał z nami nim wyruszyliśmy. Jasno powiedział, jaka jest nasza rola i jakie mamy zadanie…
-Jasno…?- Amir zaśmiał się kpiąco.- Chyba inaczej rozumiemy to słowo!
-A coś jest niejasne…?
-A czy cokolwiek w tej historii było kiedykolwiek jasne, do diabła?!- zirytował się człowiek.- Od samego początku coś tutaj nie grało! Nie wmawiaj mi, że się nad tym nie zastanawiałeś, nie każdy nonsens można tłumaczyć wiarą!
-Nie chodzi o wiarę, a o zaufanie!- zaperzył się Nadim.- Ufam Canisowi i temu, co powiedział.
-Ale sam Canis nie był niczego pewien!- przypomniał mu Amir.- Nie pamiętasz, w jaki sposób informował nas o tym wszystkim…? Mógł się mylić.
-Do tej pory nic na to nie wskazuje.
-Do tej pory wskazuje na to dokładnie wszystko!- Amir z chwili na chwilę denerwował się coraz bardziej.
-Canis wyraził się na ten temat jasno. Jesteśmy wybrańcami…
-Może i jesteśmy…- odpowiedział kąśliwie mężczyzna.- Sęk w tym, że chyba nie tych, o których była mowa…
Nadim pokręcił tylko głową, wyraźnie chcąc dać kompanowi do zrozumienia, by ten nie kontynuował tego tematu, ale to było zbyt istotne, by pomijać sprawę milczeniem.
-Może Canis się pomylił. Przynajmniej jeśli chodzi o mnie. Może ten demon zaplanował to sobie w ten sposób. Może to ty jesteś wybrańcem bogów… A ja…- Amir zawahał się, nim dokończył- A ja zostałem wybrany przez niego…
Ale dlaczego…? Dlaczego to miałby być on? Dlatego, że wątpił? Że nie wierzył, że, tak długo, nie chciał dopuścić do siebie świadomości o istnieniu czegokolwiek prócz tego, co widać na pierwszy rzut oka…? Nie rozumiał. Nigdy nie zgodziłby się na coś podobnego. Nie był przecież złym człowiekiem. Nie chciał być złym człowiekiem. Wydawało mu się, że zawsze postępował zgodnie z tym, co sam uważał za słuszne, że nikogo świadomie nie krzywdził. A teraz miał sobie radzić z takim piętnem…?
-Nie jesteś wybrańcem demona, Amir…- powiedział potomek wilków.
Mężczyzna uśmiechnął się tylko gorzko.
Wiedział, że Nadim nie będzie chciał dopuścić do siebie tej świadomości, będąc na jego miejscu pewnie też miałby z tym problem. Ale tu chodziło o coś więcej, niż ich relacje. Chodziło o ich rodziny. O ojczyznę. O osoby, na których im zależało, które w sporej części nie miały z tym sprawą nic wspólnego i które w żaden sposób nie powinny być narażone na jakiekolwiek konsekwencje wynikające z całego tego zamieszania z kryształami.
-Dobrze…- zgodził się człowiek, skinąwszy głową.- Dobrze, nie jestem nim. Ale gdyby okazało się, że jest inaczej… Albo gdybym nagle, niespodziewanie nim został…
-Amir…- warknął ostrzegawczo potomek wilków.
-… chcę się tylko upewnić, że będziesz wiedział, co należy zrobić…
-Przestań.
-Nie chodzi tylko o nasze dobro, ale i o wszystkim pozostałych. Chcę więc wierzyć, że w takiej sytuacji, zachowałbyś się odpowiedzialnie…
-Przestań o tym mówić!
-Nie chcesz tego słyszeć, ale prawda jest oczywista. Gdybym kiedykolwiek stanowił zagrożenie dla ciebie i dla wszystkich pozostałych, musiałbyś mnie zabić.
-Skończ z tymi bzdurami!
-Sam mówiłeś, że to większa sprawa… Więc jeśli…
-DOŚĆ!- przerwał mu w końcu gwałtownie Nadim. Człowiek umilkł, wbijając w kompana zdumione spojrzenie. Ten podniósł się z ziemi i podszedł do towarzysza, zatrzymując się przed nim.- Nie zamierzam nikogo zabijać- stwierdził, wyraźnie zdenerwowany.- Ciebie tym bardziej- warknął, nie dając Amirowi dojść do słowa.- Nie rozumiem, jak możesz wpadać w panikę po słowach demona. Nawet nie wiesz, czy to coś nim było. A nawet gdyby…- Nadim parsknął i pokręcił z niedowierzaniem głową.- Demon? Miałby się przyznać, że się w tobie znajduje? Ten demon? Wielki, potężny demon, miałby popełnić błąd, który mógłby kosztować go istnienie? Zastanów się nad tym dobrze. A może to rzeczywiście on. Ale nawet jeśli, to mówił to tylko po to, żeby cię zdezorientować i rozkojarzyć. Może sprowokować do czegoś nierozsądnego. Czy to nie ty powtarzałeś mi, że nie można ufać tego rodzaju istotom…? Skąd wiesz, co planuje? Skąd wiesz, do czego dąży? Wy, ludzie, nie macie o nich żadnego pojęcia. My znamy je tylko z przekazów i legend. Nic nie jest w tej materii jasne i oczywiste, jakbyś tego oczekiwał.
Amir milczał, wpatrując się w kochanka z uwagą. Nadim klęknął przy nim, chwytając go za dłonie.
-Wrócimy do domu. Razem- zaznaczył natychmiast.- Tak, jak i razem wyruszyliśmy. A kiedy oddamy już wszystkie fragmenty… może właśnie wtedy… uda nam się zrozumieć coś więcej. I uzyskasz odpowiedzi na swoje pytania… A jeśli nie… Może w takim wypadku, w istocie, będziemy mogli się cieszyć… Nie jesteś opętany, Amir. To kwestia woli. A poza tym, nie straciłeś nad sobą kontroli ani razu. To, co się wtedy zdarzyło, było zwyczajną sztuczką. Nie daj się nabrać.
Człowiek zawahał się przez chwilę, po czym skinął z wolna głową, zgadzając się z towarzyszem w milczeniu. Te słowa zdecydowanie go nie uspokoiły, ale trochę otrzeźwiły i uświadomiły mu parę spraw. Nadim miał rację. Póki co nie zdarzyło się nic, przez co mógłby stracić zaufanie do samego siebie. Nie wyrządził nikomu szkody ani nie uczynił nic wbrew swojej woli. To było najważniejsze.
-Amir…- odezwał się jeszcze potomek wilków.
Człowiek spojrzał na niego pytająco.
-Jeśli chodzi o Fortisa…- zaczął łagodnie Nadim, jakby obawiając się reakcji kompana. Ten jednak miał na głowie większe zmartwienia od irytacji związanej z osobą zmarłego bohatera, więc tym razem, jego imię, nie poruszyło go szczególnie.- Chodzi mi o to, że stosunek do niego na zawsze podzielił moich pobratymców. Nie chcę, żeby poróżnił również nas.
Amir uśmiechnął się lekko, słysząc te słowa.
-Ja też nie- odpowiedział zgodnie z prawdą.
Ciepłe wargi potomka wilków spoczęły na jego ustach.
Oddał pocałunek, przymykając powieki.
Czuł się tak, jakby wokół niego rozpościerał się zupełnie inny świat. Świat, który dopiero niedawno obnażył przed nim swoje prawdziwe oblicze. Świat mroczny. Niezrozumiały. Tajemniczy. Niebezpieczny. I w nim właśnie, pośród tych mroków, odnajdywał zawsze jego. Jak światło pośród ciemności.
Oddałby wszystko, by zatrzymać go przy sobie na zawsze.
I jednocześnie nie byłby w stanie zrobić nic, by go skrzywdzić.

10 komentarzy:

  1. wow <3 przełom <3 zupełnie nie spodziewałam się takiego rozwoju akcji.... <333

    Chaos wydaje się wracać do atmosfery rozdziałów przeddevinowych, co - chciałabym stwierdzić - bardzo mi się podoba <3

    Silencio, dostajesz stanowczo zbyt mało komentarzy jak na jakość twoich opowiadań 3:

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam w nocy i od razu z rana przypędziłam dać komentarz, chociaż nie wiem co napisać. Strasznie dużo pytań ciśnie mi się na usta, a jedno przeważa: Czy ten demon naprawdę zaszczepił jakieś swoje nasionko w Amirze? No, bo to co mówi Amir jest bardzo rozsądne. Wszak demon ich nie ściga, ani nic, tylko czeka spokojnie, ponieważ cały czas jest blisko kryształów. Lecz również i Nadim może mieć rację. Demony mają to do siebie, że lubią kłamać i robią to tak, iż człowiek im wierzy. Przecież to mogła być jakaś sztuczka. Ale też i Amir ma rację, że ze wszystkich kłopotów wychodzili z życiem i ten demon mógł im pomagać, aby zebrali cenny dla niego skarb. Różne są możliwości, ale nie chciałabym, aby Amorowi i Nadimowi coś się stało. Pozostaje czekać na ciąg dalszy opowieści, żeby dowiedzieć się jak to dalej się potoczy i co jest prawdą.

    Panowie się pokłócili, ale czasem dobra kłótnia nie jest zła. Przecież związek nie może opierać się tylko na słodzeniu i podlizywaniu się partnerowi. A potem co? Jedna kłótnia, wielkie oczy, że on zawsze był taki spokojny i związek się rozpada. Dobrze, że Amir w końcu wydusił z siebie, jak go wnerwia mówienie Nadima o Fortisie. Wielu rzeczy nie ma co dusić w sobie i udawać, że coś nas nie denerwuje. Lepiej powiedzieć to zawczasu zanim będzie coraz gorzej. Ale tak teraz przyszło mi do głowy, że tak naprawdę nie znamy, nikt nie zna dokładnie tego Fortisa. Jakby ten demon mieszkał w Amirze, to może on tak się denerwuje na wzmianki o Fortisie. Ale Amir sam z siebie może czuć nerwy na niego. Lecz jak to demon to dlaczego się denerwuje?
    O nagle wpadło mi do głowy, że może w samych tych kryształach siedzi demon. Czym więcej ich mają, tym Amir ma więcej koszmarów i widzi różne dziwne rzeczy.
    Bardzo interesujący i wiele wnoszący do fabuły rozdział. Teraz pozostanie głowić się o czy Amir ma tego demona w sobie czy nie. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy2:19 AM

    Rozdział jak zwykle zrodził więcej nowych pytań niż odpowiedzi : ) Przesłanki, że coś sobie pomieszkuje w ciele Amira pojawiały już się od dłuższego czasu, a teraz mamy się dość poważny argument na to, że owym cosiem jest nie kto inny jak główny zły opowiadania. I faktycznie, dzięki temu wiele by się wyjaśniło, Amir ładnie to sobie wykombinował. Samą idee, że to demon miałby zamieszkiwać ciało wybrańca uważam za bardzo ciekawą i wcale bym się nie obraziła, gdyby akcja poszła w takim kierunku : ) Ale no cóż, jednak wolę się za bardzo nie przywiązywać do tej teorii, bo jeszcze może się okazać, że Silencio robi nas wszystkich w konia i się na koniec mocno zdziwimy : )
    Do monologu Nadima, który miał chyba na celu jedynie podniesienie Amira na duchu, nie będę się nawet odnosić – bardziej zaciekawiła mnie za to jego początkowa reakcja. Odnoszę wrażenie, że Nadim jest diabelnie przerażony, ale jakby z zupełnie innego powodu niż Amir. Z drugiej strony Nadim lubi ostatnio przyjmować postawę typu „skoro nie mówimy o problemie, problemu nie ma”. Sama nie wiem co mu siedzi w tej uszatej głowie :D
    Zaniepokoiła mnie również reakcja Amira na temat Fortisa. Zdaję sobie sprawę, że Amir jest raczej drażliwy na jego punkcie, jednak ta kłótnia wydała mi się zupełnie inna od wielu, podobnych, poprzednich. Ta jego wściekłość tym razem wydała mi się taka … taka jadowita :D Może to tylko moje wrażenie, ale wydawało mi się, że Amir nigdy się aż tak nie pienił, gdy powracał temat Fortisa. No nic, kolejna rzecz do przemyślenia :D
    Zostały im do znalezienia tylko dwa kryształy, a droga do domu już chyba niedługa, więc wychodzi na to, że ostatnie odłamki odnajdą gdzieś w okolicy królestwa Amira. Jestem bardzo ciekawe jak je zdobędą : )
    Rozdział, według mnie, bardzo klimatyczny. Od samego początku: opis snów, bardzo realistyczny i przerażający, poprzez rozmowę z demonami, po sam koniec: pocałunek, który wprowadził jakąś nadzieje, że wszystko się jeszcze ułoży :) Podsumowując, bardzo mi się podobało i wyczekuje z niecierpliwością kolejnej części : )

    Virus

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy2:52 PM

    Sama nie wiem, jak powinnam sklecić ten komentarz.. Jednak bardzo chciałabym ci przekazać, że opowiadania jest wprost fenomenalne.. To napięcie, atmosfera, tajemnica. Wszystko trzyma czytelnika przy rozdziale do ostatniej literki.
    Wcześniej nie komentowałam żadnego z rozdziałów, gdyż bardziej skupiłam się na dogonieniu notek Chaosu. I tak o to udało mi się i teraz postaram się wszystkie komentować na bieżąco. Nie obiecuję żadnych inteligentnych i treściwych komentarzy, ale chciałabym zostawić dla ciebie moją opinię i ocenę.
    Tak, więc od momentu kiedy Nadim i Amir zrozumieli swoje uczucia czytam opowiadania z jeszcze większą ciekawością. Jednak nie zapomnę o jednym z rozdziałów, w którym demon pożerał dzieci.. I wiele innych, zaskakujących zapadło w mojej pamięci. :)
    Życzę ci więc mnóstwa weny i pozdrawiam serdecznie ^^

    vampirka_15

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmm... Z jednej strony niby wiele rzeczy się wyjaśnia i staje wręcz oczywistych, ale z drugiej wszystko się coraz bardzie gmatwa. Wydaje mi się, że albo faktycznie Amir został wybrany przez jakiegoś demona, niekoniecznie Fortisa, albo jest jego reinkarnacją czy czymś takim. Stąd te jego przebłyski i w ogóle. Ciężko to jakoś poskładać do kupy, ale mam nadzieję, że już niedługo się nad nami zlitujesz i to wszystko wyjaśnisz.
    Czekam na ten moment z niecierpliwością. I mam pytanie... Wiesz może, tak mniej więcej chociaż, kiedy wstawisz ostatni odcinek Theodora? Ten ostatni opublikowany skończył się tak, że aż ciarki idą po plecach, więc chciałabym (tak jak inni zapewne) poznać zakończenie tego opowiadania;).
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy1:23 AM

    kocham Twoje "..." jest ich tak dużo i może zmienić się wszystko w dalszych rozdziałach, ale Twoje kropki będą zawsze. ;d garnę to opowiadanie (jak i inne Twojego autorstwa) garściami. Masz prawdziwy talent;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy5:29 PM

    kiedy będzie nowy rozdział? Czekam z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
  8. W ten weekend wyzwanie? <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy10:05 PM

    rozdział będzie w tym tygodniu? :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy12:54 AM

    A może ta zaciętość Amira co do osoby Fortisa wynika z faktu, że jednak jest w nim ta cząstka tego demona i to on przez niego przemawia..? Tak jakby.. zresztą nie wiem, tak mi wpadło do głowy ;)
    Rozdział znakomity i tak nawet pomyślałam, że już dawno nie było między chłopakami porządnej kłótni :D
    Alys

    OdpowiedzUsuń