Strony

piątek, 15 lutego 2013

Rozdział 36 [Chaos]


Amir szedł przez chwilę pośród drzew, po czym wyłonił się zza nich, wchodząc na polanę. Był to ogromny teren znajdujący się pomiędzy niewielkim lasem, a wysokimi, stromymi wzgórzami. Mężczyzna zatrzymał się na moment i spojrzał w górę. Jego wzrok przemknął po kamiennych wzniesieniach i powędrował po niebie, zatrzymując się na moment na księżycu. Srebrzyste koło wyłoniło się zza chmur, błyszcząc jasno na niebie. Człowiek rozejrzał się dookoła, wypatrując z oddali ogniska. Ruszył w tamtym kierunku. Gdy zbliżył się do jasnych, ogrzewających płomieni, dostrzegł również oświetlonego nimi, spoczywającego kawałek dalej od przyjemnego ciepła, potomka wilków. Nadim leżał płasko na brzuchu, całkowicie nagi, ale chyba nadmiarem optymizmu byłoby spodziewanie się po nim choć odrobiny skrępowania. Amir uśmiechnął się do siebie mimowolnie i chwycił za koc, pewien, że jego kompan usnął. Gdy jednak podszedł bliżej i nachylił się nad kochankiem, otulając go materiałem, dostrzegł, że oczy Nadima są otwarte, a on sam wpatruje się w jakiś punkt przed sobą, najwyraźniej zamyślony.
-Wiem, że lubicie mówić o swojej jedności z naturą, ale to już chyba przesada...- zażartował Amir, zakrywając towarzysza do pasa i przesuwając czule dłonią wzdłuż nagich pleców.
Nadim nie odzywał się przez chwilę, wyraźnie zamyślony.
-Wiesz, że niedługo wrócimy?- zapytał cicho.
-Wiem- odpowiedział Amir, z niemalże absolutnym spokojem.
Obaj doskonale zdawali sobie z tego sprawę. Z dnia na dzień zbliżali się do swojego domu. Oczywistym było, że zarówno Amir, jak i jego kompan, chcieli zobaczyć swoich bliskich. I równie oczywistym było, że ich przyszłość... przyszłość ich relacji... jest bardzo niepewna. Ciężko było pogodzić ze sobą te sprzeczne uczucia. Radość narastającą w momencie, w którym Amir uświadamiał sobie, że niedługo uściska brata, porozmawia z wujem... I ten okropny strach, który rodził się w jego sercu, z myślą o chwili powrotu do domu. Nie rozmawiali o tym zbyt wiele. Koncentrowali się na czymś innym, jakby celowo unikając bolesnego tematu. Dopiero teraz Amir widział, jak bardzo nieuzasadnione były jego pretensje i oczekiwania. Jak pozbawione sensu były wszystkie spory. Ani on, ani Nadim, nie mogli mieć pewności, co ich czeka. Lepiej było więc, mówić o czymś innym. Cieszyć się swoją obecnością. Wspominać wszystko to, co zdarzyło się odkąd wyruszyli. Ostatnio zdarzało im się to coraz częściej. Rozmawiali o swoich przygodach, o zdarzeniach, ludziach i innych istotach, które napotkali, o Devinie... Większość z tych zdarzeń, po tym wszystkim, co spotkało ich później, wzbudzała w nich śmiech. Jeszcze bardziej śmiali się, przypominając sobie początki swojej relacji. Ciężko było utrzymać powagę, gdy Nadim, wyjątkowo nadętym głosem, przedrzeźniał Amira, powtarzając niegdyś wypowiadane przez niego słowa. A i potomek wilków nie mógł się powstrzymać, gdy człowiek pełnym natchnienia tonem wygłaszał przemowy na temat nieskazitelności jego rasy, przypominając przy tym dość nieprzyjemny moment spotkania z inną grupą jego pobratymców.
-Wiesz, że to nie kwestia tygodni, a raczej dni?- dopytywał potomek wilków.
-Wiem- potwierdził raz jeszcze mężczyzna.
 Zostawił potomka wilków i wrócił bliżej ogniska, siadając na ziemi. Nadim podniósł się powoli, podtrzymując zakrywający go koc i ruszył pospiesznie za swoim kochankiem, o mały włos nie przewracając się w trakcie drogi. Położył się przy Amirze, kładąc głowę na kolanach mężczyzny. Człowiek parsknął cicho, przeczesując przez moment splątane kosmyki włosów kompana, a następnie drapiąc go za uszami. Nadim zamruczał cicho. Wydawał się smutny, pogrążony w myślach. Zazwyczaj było zupełnie inaczej. To Amir się przejmował. To Amir nie potrafił oderwać się od myśli o tym, co będzie później. Potomek wilków zdawał się na tym nie koncentrować, jakby było mu właściwie obojętne.
-Przecież ty nie boisz się przyszłości...- Amir uśmiechnął się leciutko, spoglądając na twarz kompana z uwagą.
-Trudno nie obawiać się czegoś, co nie jest oczywiste- odpowiedział Nadim.
Człowiek skinął głową.
-Mogę cię o coś zapytać...?- rzucił ostrożnie.
-Mhm...- potwierdził potomek wilków, przyglądając mu się z zaciekawieniem.
-Gdybyśmy wrócili i okazałoby się, że wcale nie mam zostać królem... Że Ludwik tego ode mnie nie oczekuje... Że nikt tego nie oczekuje... I, że ten demon... nie stanowi żadnego zagrożenia...- Amir zawahał się przez moment.- ... czy wtedy wciąż chciałbyś ze mną być?
-Amir...- mruknął jedynie potomek wilków, chyba obawiając się, że może to wszcząć kolejny spór.
-To nie jest wstęp do dyskusji- zaznaczył więc mężczyzna.- Po prostu odpowiedz. Jeśli nie wiesz, też chciałbym to wiedzieć. Masz prawo nie być pewny.
 Nadim podniósł się do pozycji siedzącej, wpatrując kochankowi prosto w oczy.
-Powiedziałem ci już, że moich uczuć jestem absolutnie pewny- odpowiedział.
-To znaczy „tak”...?- Amir uśmiechnął się lekko.
-Tak- potwierdził stanowczo Nadim.
Człowiek wpił się gwałtownie w jego wargi. Nieco zaskoczony tym potomek wilków, oddał pocałunek dopiero po chwili, oplatając ręce wokół szyi mężczyzny. Ten niemalże przycisnął go do ziemi, wciąż całując żarliwie i mocno. Tylko to chciał usłyszeć. Wiedział już bowiem, że było to istotniejsze i ważniejsze od pustych zapewnień i obietnic. Prawda była taka, że żaden z nich nie mógł sobie na nie pozwolić. Nie byli wolni. Wolni byli jedynie ci, którzy nie mieli żadnych zobowiązań i niezdolni byli do jakichkolwiek uczuć. Amir oderwał się od warg kochanka. Spoglądał na niego przez chwilę, po czym musnął delikatnie jego brodę i położył się obok, odwracając do Nadima plecami. Pozwolił, by silne ramiona potomka wilków objęły co ciasno. Poczuł, jak usta kochanka składają na jego karku pełen czułości pocałunek.
-Kocham cię- powiedział cicho Nadim.
-Jesteś dla mnie wszystkim- odpowiedział szeptem Amir.
Po tych słowach, nastała cisza, choć ulotne wyznania wciąż jeszcze dźwięczały w ich głowach. Ich dłonie odnalazły się. Palce splotły ze sobą mocno.
Amir bardzo chciał, by nic już nie mogło ich rozdzielić.
Ale miał wrażenie, że każdy dzień zbliża ich do nieuniknionej burzy w ich życiu.
Tej, która miała zmienić wszystko.

-Więc...? Co mu powiesz...?- potomek wilków spoglądał na towarzysza w oczekiwaniu, siedząc nieopodal tlącego się wątle ogniska i uśmiechając się z rozbawieniem. Moment później wgryzł się w ostatni kawałek mięsa, jaki został im z porannego, niezbyt udanego, polowania.
Amir wyprostował się, podnosząc jednocześnie swój miecz. Akurat zbierali się do dalszej drogi, gdy pojawił się temat tego, co będą robić po powrocie.
-Powiem mu: „Wuju... Powinieneś usiąść, bowiem powiem ci coś, czego pewnie się nie spodziewasz. Polubiłem potomka wilków... Aby uświadomić ci, jak bardzo, pozwól, że ci przypomnę... Ty i Canis...?”- wyrecytował z absolutną powagą Amir.
Potomek wilków wybuchnął niepohamowanym śmiechem i chwyciwszy za pierwszą rzecz, jaka leżała mu pod ręką, rzucił nią w Amira. Rzecz ta okazała się być bukłakiem, który mężczyzna złapał w locie, również śmiejąc się lekko.
-Nie powiesz tego- stwierdził Nadim i zabrzmiało to iście prowokacyjnie.
-Zdziwisz się- drażnił się z nim człowiek.
-Na pewno tego nie powiesz- upierał się potomek wilków, nie przestając się uśmiechać.
-Rzucasz mi wyzwanie...?- Amir uniósł brew, ale nie udało mu się zachować powagi i zaraz zaczął chichotać cicho.- A ty co zrobisz?- zapytał, spoglądając na Nadima z wyczekiwaniem.
Potomek wilków żuł przez chwilę mięso, wyraźnie zastanawiając się nad tą kwestią. Wzruszył z wolna ramionami, by zaraz przełknąć i odpowiedzieć:
-Pójdę do Canisa. Tak, najpierw zdecydowanie do niego. I opowiem mu wszystko to, co mi się przydarzyło. Krok po kroku. Tak dokładnie, jak tylko to pamiętam.
Amir parsknął pobłażliwie i przewrócił oczyma.
-No tak...- rzucił z nutką kąśliwości.- Wy i wasze narodowe ględzenie...
 -Nie o to chodzi- zaprotestował Nadim, odrzucając pozostawione przez siebie kostki na bok.- Chyba się ze mną zgodzisz, że to niezwykła historia. Ty też na pewno będziesz chciał się nią z kimś podzielić.
-Ani myślę- odpowiedział Amir.- Mam lepsze rzeczy do roboty.
 -...Poza tym, Canis powinien się o wszystkim dowiedzieć. W końcu może nam pomóc zrozumieć niektóre zdarzenia...- kontynuował, z przekonaniem w głosie, Nadim.- Mogliśmy napotkać jakieś istotne symbole, których nie zrozumieliśmy. Może te różne dziwne sprawy, da się, wbrew pozorom, łatwo wyjaśnić.
Amir uniósł brew w geście politowania. Jakoś mu się nie wydawało, ale nie zamierzał wszczynać kolejnej dyskusji. Nie rozumiał, z jakich powodów, wuj Nadima miałby być lepiej poinformowany w tych kwestiach o nich samych. Dobrze, dobrze, mógł przyjąć te wszystkie metafizyczne wyjaśnienia, mógł przyjąć argument o wieku, mądrości, magii, czy innych bredniach przekazywanych z pokolenia na pokolenie wśród pobratymców jego towarzysza. Ale Canisa tu nie było. Oni widzieli to wszystko na własne oczy – on nie. Nie przeżył tego i prawdopodobnie nie starczy mu nawet wyobraźni, by pojąć, jak wiele dziwacznych zdarzeń spotkało ich podczas wędrówki.
-A później spotkam się z moimi przyjaciółmi. Z Eldirem- dodał, uśmiechając się szeroko.- Myślę, że jego najbardziej mi brakuje, i on pewnie również oczekuje mojego powrotu... Opowiem mu, pewnie, o tym wszystkim i...
 -... i powiesz mu, że byłeś ze mną dlatego, że nie miałeś pod ręką żadnej kobiety...- dokończył z nieco złośliwym uśmieszkiem Amir, nawiązując do tych głosów, które słyszał będąc w pobliżu upiornych rzeźb. Opowiedział o tym Nadimowi, co spotkało się z bardzo stanowczą reakcją potomka wilków.
-Wiesz dobrze, że nigdy nie zrobiłbym czegoś podobnego- zauważył Nadim i rzeczywiście, Amir wiedział. Co nie zmieniło faktu, że to, co wtedy usłyszał, wciąż napawało go niepokojem.Nie tyle nawet, przez rzekome słowa kochanka, co jego własny, domniemany czyn. Nie podejrzewał, by był zdolny do czegoś takiego, nawet, gdyby towarzysz rzeczywiście postąpił z nim aż tak okrutnie.
-Zobaczymy...- Amir nie przestawał uśmiechać się złośliwie.
-Wolę nie ryzykować...- odpowiedział z podobnym uśmieszkiem Nadim.- Bo wtedy ty mnie zabijesz...
-Taki mam plan- zachichotał człowiek.
Nadim zaśmiał się lekko. Najwyraźniej nie spieszyło mu się szczególnie do drogi.
 -Bardzo chcę zobaczyć wuja, ale szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać spotkania z bratem- przyznał szczerze Amir, zastanawiając się nad tym, jak będzie wyglądał ten moment.- Chciałbym z nim porozmawiać, dowiedzieć się, co robił, gdy mnie nie było, jak mijał mu czas... I widzieć jego minę, gdy dowie się, że zmieniłem swoje nastawienie w stosunku do was...- zaśmiał się na samą myśl i pokręcił głową.- To chyba zaskoczy nieco wszystkich... Jestem pewien, że on bardzo się o mnie martwił. Ludwik ufa Canisowi i ma swoje powody, ale Hadrin jest inny. Ta sprawa bardzo go niepokoiła. Tak bardzo, że sprzeciwił się wujowi, a możesz wierzyć, że to nie zdarza mu się często... Na pewno się ucieszy, gdy mnie zobaczy- Amir uśmiechnął się sam do siebie, przywiązując miecz go pasa.- Myślę, że nie poświęciłem mu wystarczająco dużo czasu wcześniej. Sam nie wiem... Kiedy byłem obok niego, to tak o tym nie myślałem... Ale w czasie tej podróży, doszedłem do wniosku, że nie rozmawiałem z nim na wszystkie tematy, na które powinienem byłz nim rozmawiać... Nie jestem w końcu potomkiem wilków, by wtrącać się w czyjeś prywatne sprawy...- dodał znacząco. Nadim uśmiechnął się jedynie, słuchając wywodu towarzysza z zainteresowaniem.- Nigdy nie chciałem przekraczać pewnej granicy, ale dziś myślę, że jest wiele spraw, o których mi nie mówił,a o które ja nigdy nie pytałem. Tak...- odkaszlnął, dopiero po chwili zdając sobie sprawę z tego, że ględzi nieustannie, już od kilku minut.- Zbieraj się- rzucił do potomka wilków.- Musimy iść dalej.
Nadim skinął głową i zmusił się do tego, by wstać. Zabrał ich rzeczy i ruszyli. Szli kawałek, rozmawiając i zbliżając się do węższego obszaru polany, który znajdował się tuż pomiędzy skalistymi wzniesieniami, a drzewami wyznaczającymi linię pobliskiego lasu. Dyskutowali o czymś zawzięcie, gdy nagle rozległ się donośny, bolesny skowyt. Obaj zatrzymali się odruchowo, zdumieni. Dźwięk dochodził z lasu, z bardzo bliskiej odległości. Coś poruszyło się w krzakach i, nim którykolwiek z nich zdążył się zorientować, co się właściwie dzieje, na polanę wypadł ogromny, szary wilk. Pognał ślepo przed siebie, wprost na stojącego na jego drodze Amira. Mężczyzna był tak zdumiony, że nim sięgnął po miecz, poczuł silne uderzenie i upadł. Zwierzę pognało dalej. Przeskakiwało sprawnie kolejne kamienie i głazy, wędrując ku górze, aż wreszcie zniknęło w jednej z jaskiń. Amir wpatrywał się we wnękę z kompletnym zaskoczeniem. Nadim również patrzył w tamtą stronę, po czym skierował wzrok w kierunku drzew, pewnie przeczuwając, że coś musiało gonić przerażone zwierzę. Las wydawał się być jednak spokojny. Klęknął przy kompanie i nagle spojrzał na niego z lękiem.
-Ugryzł cię...?- zapytał zdezorientowany, widząc ślad krwi na spodniach człowieka, tuż nad jego kolanami.
Amir spojrzał na materiał i przesunął po nim palcami. Popatrzył na zabrudzoną krwią dłoń. Zmarszczył brwi, po czym raz jeszcze przeniósł wzrok w stronę jaskini.
-Musiał być ranny- odpowiedział.- Otarł się o mnie, gdy mnie potrącił.
W tym momencie zobaczył coś, co na moment go sparaliżowało. We wnęce zapłonęło nagle jasne światło, jakby ktoś wewnątrz rozpalił ognisko.
-Nadim!- syknął, spoglądając na kompana.- Zobacz... Zobacz na tą jaskinię!
Ale gdy ponownie spojrzał w tamtą stronę, nie dostrzegł już niczego podobnego. Nadim spojrzał na niego bez zrozumienia.
-Ktoś musiał to ugasić...- szepnął sam do siebie Amir.- Ktoś tam jest- dodał, odwracając się w stronę kompana.- Pójdę na górę, a ty przynieś coś, czym będziemy mogli sobie oświetlić drogę. Myślę, że ktoś się tam ukrywa.
-Tam...?- potomek wilków był zaskoczony.- W tej jaskini? Tam gdzie pobiegł ten wilk?
Amir skinął niecierpliwie głową. Podbiegł do skalistego wzniesienia i zaczął wspinać się powoli po głazach. Nadim stał przez moment w bezruchu, przyglądając się poczynaniom kompana.
-Idź!- krzyknął do niego mężczyzna.
Dopiero wtedy potomek wilków skinął głową i pognał w kierunku ich dogasającego już ogniska. Amir zahaczył o wystający, ostro zakończony kamień i jęknął cicho, czując, jak rozdziera sobie o niego kolano. Wspiął się jeszcze wyżej, docierając wreszcie do wnęki. Stanął w samym wejściu, usiłując dostrzec cokolwiek w jej wnętrzu, ale panowały tam nieprzeniknione ciemności. Postanowił poczekać więc na kompana. Nadim ukazał się jego oczom chwilę później. Sprawnie pokonał skaliste wybrzuszenia i znalazł się tuż obok kompana, trzymając w dłoniach pochodnię.
-Czego użyłeś...?- zapytał Amir, spoglądając na źródło światła.
-Tłuszczu zwierzęcego- odpowiedział potomek wilków.- Kilka minut na pewno wytrzyma. Amir...- rzucił, widząc, że jego towarzysz zamierza wejść do środka.- To nie jest dobry pomysł. To zwierzę jest ranne, a jeśli poczuje się osaczone, na pewno zaatakuje.
Człowiek dobył miecza.
-Widziałem światło- odpowiedział zgodnie z prawdą.
-Światło?- zdumiał się Nadim.- W tej jaskini...?
-Tak- potwierdził Amir, skinąwszy niecierpliwie głową.- Pojawiło się na chwilę i zgasło. Wydaje mi się, że jest tu ktoś jeszcze.
-Ale...
Potomek wilków najwyraźniej zamierzał o coś jeszcze zapytać, ale Amir ruszył przed siebie, dając kompanowi znak ręką, by ten towarzyszył mu i oświetlał drogę. Tak też Nadim uczynił. Jaskinia była wąska, ale sprawiała wrażenie rozległej. Amir otarł się o ściany wąskiego przejścia, usiłując dostać się dalej.
-Jest tu ktoś...?- zapytał ostrożnie Nadim.- Halo! Jest tu ktoś?!- zawołał raz jeszcze.
Odzewu nie było.
Płomień rozświetlił pobliską ścianę i wtedy Amir dostrzegł na niej jakieś znaki, zapisane szkarłatnym barwnikiem. Podszedł bliżej i zmarszczył brwi, w słabym świetle usiłując odczytać symbole, które okazały się być niczym innym, jak literami.
-Poświeć tutaj- zwrócił się do kompana, całkowicie skoncentrowany na widzianych przez siebie słowach.
Nadim rozglądał się nerwowo, ale spełnił polecenie towarzysza. Gdy sam dostrzegł litery, zmarszczył brwi, przyglądając im się z uwagą.
-Nie wiem, co jest tu napisane...- przyznał niepewnie.- Ale jeśli rzeczywiście ktoś tu się ukrywa, powinniśmy iść dalej... Amir...?- rzucił, najwyraźniej nie rozumiejąc powodów zwłoki kompana.
Człowiek zapomniał na moment o tym wszystkim. W jakimś instynktownym, nieświadomym niemalże odruchu, przesunął opuszkami palców wzdłuż pierwszej, nakreślonej litery. A później stało się coś dziwnego. Później światło pochodni zniknęło, ale on i tak widział wszystko bardzo dobrze, mimo panującego mroku. Widział swoją dłoń. Nie. Nie swoją. Męską, poranioną dłoń, o smukłych palcach, zakończonych długimi paznokciami. Czuł się jednak tak, jakby ręka ta należała do niego. Ale gdy chciał ją cofnąć, ta nie drgnęła. Pokryte czerwonym płynem palce, kreśliły na ścianie kolejne słowa. Amir nie miał nad tym żadnej kontroli. Ale przecież czuł to tak dokładnie... Ciecz na swoich palcach. Chłód dotykanej przez niego ściany. Patrzył na pojawiające się litery, które, zdawało się, malował on sam.
-Przybyliśmy na miejsce...- szepnął, bez problemu odczytując to, co zostało napisane.- Nie chcąc żyć pośród zdrajców i pośród uciekinierów, tworzymy naszą historię. Nie ma nas wielu. Gromada zakłada osadę u stóp góry. Nie mamy żołnierzy. Nie mamy broni. Nie mamy władcy. Wciąż jednak mamy coś, co należy tylko do nas. Życie. Przeczucie mówi mi jednak, że i to wkrótce utracimy.
Gdy Amir wypowiedział ostatnie słowo, wszystko wróciło do normy. Spoglądał na własną dłoń, opartą o chłodną skałę, oświetloną trzymaną przez Nadima pochodnią. Mężczyzna cofnął rękę, spłoszony tym, co się wydarzyło. Potomek wilków zdawał się nic nie zauważyć.
-Nie ma tu żadnej osady- stwierdził, marszcząc brwi.- Nie ma nawet śladu...
-Oświetl dalej- szepnął Amir, przesuwając dłonią ku kolejnym, wyłaniającym się pod wpływem światła literom .
-Czuję się samotny...- odczytał kolejne słowa.- Zaglądają tutaj. Mówią, że źle ze mną. To nieprawda. To z nimi jest źle. Nic nie rozumieją. Ludzie tu przybędą. Zabiją nas wszystkich. Nikt nie ocaleje. Wolę być tutaj. Góra jest bezpieczna.
-Ludzie?- zdumiał się Nadim.- Ale...- umilkł na moment, wyraźnie zdezorientowany.- To... Jest mowa o moich pobratymcach, prawda...?- rzucił, wstrząśnięty.
-Tak sądzę...- odparł ostrożnie Amir, przechodząc do kolejnych zdań.- Jak się bronić, gdy nasz bohater upadł...? Co powstrzyma ludzi, skoro sam demon nie był w stanie ich powstrzymać? Nic nie stoi już na ich drodze.
-Nie rozumiem...- szepnął potomek wilków, kręcąc głową.- Nie wiedziałem, że jakaś grupa oddzieliła się od tych, którzy odeszli. Albo od tych, którzy pozostali. Co się z nimi stało...?- zapytał sam siebie, przechodząc dalej, po czym spojrzał na kompana z wyczekiwaniem.
-Odnalazłem coś- przeczytał Amir.- Tutaj, w jaskini.
Kilka kroków. I znów kolejne zdania.
-Jak dobrze, że tu jesteś mój bracie!- odczytał zapis człowiek.- Oni by nie zrozumieli. Nie pokażę im tego. Ale teraz rozumiem już wszystko. Jego śmierć nie poszła na marne. TO nadal istnieje. Jest w moich rękach. Światło nadziei zapłonęło dla nas na nowo.
-O czym on pisze...?- nie rozumiał Nadim.
Amir pokręcił jedynie głową, w niecierpliwym geście. Miał już pewne podejrzenia.
-Gdyby nie ty, umarłbym w samotności...- przeczytał kolejne zapiski.- Ale razem sobie poradzimy. Teraz rozumiem. Jestem wybrańcem. Tym, który ma zbawić naszą rasę. Wiedziałem zawsze, że jest mi pisane coś wielkiego. Och, bracie! Nigdy nikogo nie kochałem jak ciebie. Zostaniemy razem już do końca.
-Było ich dwóch...- szepnął sam do siebie Nadim.- A co zresztą...?
Poszli dalej. Przez dłuższy kawałek na ścianach nie było zupełnie nic, ale w końcu natrafili na kolejne litery.
-Znowu tu przychodzą. Kilku z nich odeszło. Albo stało się z nimi coś gorszego. Mówiłem im. Ostrzegałem. Ludzie ich wybiją. Czemu więc szukają odpowiedzi tutaj? Za dużo pytań. Ukryj się, mój bracie. Nasze przeznaczenie wkrótce nas dosięgnie.
-Nic z tego nie rozumiem...- przyznał bezradnie Nadim.- Zupełnie nic.
Amir zatrzymał się przed następnymi słowami.
-Tej nocy wszyscy zniknęli- przeczytał powoli.- Nie wiem, co się stało. Nie wiem, dlaczego odeszli. Ludzie wkrótce przybędą. Wiem to. Wiemy, bracie. Staniemy do walki razem.
Ruszyli. Moment pustki, a później ledwie jedno zdanie:
-Dlaczego nikt się nie pojawił?
I znów. Kawałek dalej znaleźli wymalowane czerwienią słowo:
-Dlaczego?
-Ja naprawdę nie...- Nadim, z chwili na chwilę, sprawiał wrażenie coraz bardziej zdezorientowanego.- Czego on oczekiwał? Co się miało zdarzyć? Co z pozostałymi?
Poszedł kilka kroków przed siebie. Oświetlił fragment ściany, na którym znajdowało się coś, co wyglądało jak ogromna, szkarłatna plama. Amirowi zdawało się, że autor wcześniejszych słów napisał tu coś, co następnie zamazał w ten sposób, usiłując ukryć. Zmarszczył brwi. Przyspieszył kroku, poszukując w bladym świetle dalszego ciągu tej historii. Odnalazł go, gdy wyłonili się z wąskiego korytarza, przechodząc do szerszej części jaskini.
-On nie jest dla mnie...- odczytał ledwie widoczne, czerwone słowa.- Teraz widzę to wyraźnie. Dlaczego kłamiesz, mój bracie? On czeka na kogoś innego.
Nadim pokręcił głową bez zrozumienia. Ruszył szybciej przed siebie, coraz bardziej chaotycznie i niecierpliwie, poszukując kolejnych zapisanych znaków. Amir podążył za nim.
-Te szepty...- przeczytał następne odnalezione słowa. Zaraz pod nimi, znajdowały się kolejne- Zdaje mi się, że postradałem zmysły.
Następna szkarłatna plama.
A później...
-Obudziłem się sam. Byłem tu sam. Cały ten czas.
Amir zmarszczył brwi, zastanawiając się nad tymi słowami. Potomek wilków przeszedł dalej. Człowiek podszedł do kompana dopiero wtedy, gdy został przez niego zawołany. Kolejny fragment.
-Mój bracie...- zaczął powoli odczytywać litery.- Jak mogłem nie widzieć? Jak mogłem nie dostrzegać, że jesteś tylko odbiciem moich własnych pragnień? Zrodzonym w tym przekleństwie, które odnalazłem...
-Co to wszystko znaczy?
-Nie wiem- odpowiedział zgodnie z prawdą człowiek. Dalej.- Wróć do mnie- odczytał krzywe, ledwie widoczne słowa.- Wolę szaleństwo od samotności.
Nie mogli zrobić nic innego, jak tylko podążyć dalej, szukając odpowiedzi na własne wątpliwości. Odnaleźli kolejne słowa. Amir odczytał je najpierw w myślach, nim zaczął mówić:
-Krew. Tak dużo krwi. Nie krzepnie, ani nie zmienia swojej barwy. Przekleństwo. Moja własna krew patrzy na mnie ze ścian...- urwał, widząc niewyraźny dopisek na dole.- To nie jest moja krew- odczytał.
Zauważył, jak Nadim zakrywa usta dłonią. Przesunął pochodnię kawałek dalej, oświetlając najdłuższy fragment wypisanego szkarłatem tekstu. Człowiek zatrzymał się tuż przed nim, w ciszy analizując kolejne litery. Przymknął na moment powieki, po czym zerknął ukradkiem na towarzysza i zaczął cicho:
-Znalazłem ich dziś. Wszystkich. Całą gromadę. Mężczyzn, kobiety i dzieci... Martwi. Wszyscy martwi. Leżą w tej jamie, którą mi pokazałeś, bracie. Nie, którą ja sam... Nie... Ich ciała... Nie mogę na to patrzeć. Nie mogę w to wierzyć. Jak ktokolwiek mógłby być tak okrutny? Ja? To przecież nie mogłem być ja.
-O boże!- jęknął głucho Nadim.- O boże...
Kolejny obraz pojawił się w głowie Amira, równie żywy i realistyczny jak tamten. Widział ogromny dół,  w dole kilkadziesiąt ciał potomków wilków. Widział nieruchome twarze, okaleczone głowy, rozpłatane gardła. I te ręce, które wydały mu się być znowu jego własnymi, które w pośpiechu zakopywały wszystko, drżące od okropnego płaczu, niemalże skowytu, który mężczyzna słyszał w swoich uszach. Przymknął na moment powieki, pozwalając temu dziwacznemu odczuciu odejść.
Spojrzał na swojego kompana, który nadal wpatrywał się w ostatnie odnalezione przez nich słowa, jakby potrafił z nich wiele wyczytać.
-Boże... Dobry boże...- powtarzał nieustannie potomek wilków, wyraźnie wstrząśnięty tym, co usłyszał.- Jak to w ogóle możliwe...?
Amir drgnął i skierował swój wzrok w inną stronę, słysząc ciche zawodzenie. Dostrzegł ledwie widoczną wnękę z której dochodziło światło. Schował powoli broń, ruszywszy w tamtym kierunku. Znalazł się w kolejnej części jaskini, okrągłej, niemalże przypominającej pomieszczenie. Jej wierzch był otwarty tak, że promienie słońca wnikały do wewnątrz, na moment oślepiając, przyzwyczajonego do mroku, mężczyznę. Tam właśnie, jak najdalej od tego światła, kłębiła się jakaś postać. Amir podszedł bliżej. Przy ścianie kulił się odwrócony do niego plecami potomek wilków. Łkał cicho do momentu, aż usłyszał kroki. Zamarł w bezruchu. Amir przyglądał mu się z uwagą, nie wiedząc, co zrobić. Powoli, ten mężczyzna odwrócił się do niego. Amir patrzył prosto w zniszczoną, przemęczoną twarz potomka wilków. Złote oczy istoty rozchyliły się w wyrazie przerażenia. Chude, pokryte szkarłatem dłonie, wyciągnęły się w stronę człowieka w rozpaczliwym geście. Amir sam nie wiedział, co robi. To był odruch. Wyciągnął uspokajająco dłonie w stronę odnalezionego przez siebie mężczyzny. Wtedy ten chwycił go za przedramiona. Chude palce zsuwały się po rękach człowieka, aż puściły je zupełnie, pozostawiając na nich ślady, które same nosiły. A później, potomek wilków uniósł palec do ust, by po chwili wskazać nim na przeciwległą ścianę.
Amir nie zareagował od razu. W pierwszej chwili podniósł swoje dłonie, zabarwione czerwienią, przyglądając im się niepewnie.
-Amir!- głos Nadima wytrącił go z zamyślenia.
 Mężczyzna drgnął i spojrzał na swojego kompana, a gdy jego wzrok powrócił do rąk, te były już czyste. Zdezorientowany, usiłował odnaleźć wzrokiem tego, którego widział przed chwilą. Ale przy ścianie leżał jedynie ten wilk, którego zobaczyli przed wejściem do jaskini. Amir ukląkł przy martwym zwierzęciu, dostrzegając głęboką ranę w jego boku.
-Musiał się wykrwawić- stwierdził cicho.
 Człowiek podniósł się powoli, po czym odwrócił w kierunku, który wcześniej wskazał mu tamten potomek wilków. Zastanowił się przez chwilę, po czym niespiesznym gestem, odwiązał woreczek z kryształami ze swojej szyi, zdejmując go.
-Co ty robisz...?- zapytał niepewnie Nadim.
Amir pokręcił jedynie głową, ruszywszy w tamtym kierunku powoli. Przymknął oczy, przechodząc przez najbardziej oświetlony punkt i właśnie w tym momencie, kryształy szarpnęły mocno, a on, ledwie mógł utrzymać je w dłoni. Podążył dalej, zatrzymując się przed ostatnim, oświetlonym przez słońce napisem.
DOM.
W środkowej literze, znajdowało się małe wgłębienie.
 A w nim, ledwie możliwy do zauważenia, fragment kryształu.
Amir wydobył go ze ściany, po czym spojrzał na swojego kompana.
Mieli już wszystkie kryształy.

Stali u stóp wzgórza. Nadim spoglądał na skaliste wzniesienia, najwyraźniej wciąż wstrząśnięty tym, co zaszło w jaskini. Amir myślał już jednak o czymś zupełnie innym. Wpatrywał się w spoczywający na jego otwartej dłoni kawałek kryształu. Ostatni fragment. Tego właśnie pragnęli. Do tego dążyli od samego początku. Mężczyzna, nawet gdyby chciał, nie potrafiłby racjonalnie wytłumaczyć tego wszystkiego, co im się przydarzyło. Nie lubił słowa „przeznaczenie”, ale jak inaczej miał określić te wszystkie zdarzenia, które przywiodły ich do tego, kulminacyjnego momentu? Wszystko było dokładnie tak, jak być miało. Odnaleźli cały kryształ, wkrótce mieli wracać do domu... Amir bardzo często zastanawiał się, jak to w ogóle możliwe. Nadal nie wiedział, ale liczył, że wkrótce pozna odpowiedzi na swoje wątpliwości.
 Nadim przeniósł na niego wzrok. Przez moment obaj, jedynie, spoglądali sobie w oczy, milcząc. Wreszcie, potomek wilków skinął ostrożnie głową. Amir uczynił to samo i przeniósłszy wzrok na odłamek, bardzo powolnym ruchem, zbliżył go do woreczka, w którym znajdowały się pozostałe części kryształu. Usłyszał, jak jego kompan wstrzymuje oddech, wyraźnie nie wiedząc, czego może się spodziewać. Amir czuł jednocześnie strach i podekscytowanie. Przecież od początku tego właśnie szukali. A on szukał odpowiedzi. Rozwiązań. Czegoś, co pozwoliłoby mu zrozumieć, jak to wszystko funkcjonuje. Co dałoby mu jasność, zamiast pozbawionych sensu wróżb, przepowiedni i zapewnień, które należało przyjmować jedynie na wiarę. Po chwili wahania, umieścił ostatni kryształ wśród pozostałych.
 Był tak skoncentrowany na tym, co miało się wydarzyć, że był głuchy i ślepy na wszystko inne. Wydawało mu się, że dookoła panuje grobowa cisza. Słyszał tylko bicie własnego serca i nerwowy oddech towarzysza. Mijały sekundy. Następne. I kolejne. Kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt... Sekundy zaczęły zmieniać się w minuty niecierpliwego, pełnego napięcia wyczekiwania, ale nic się nie stało, zupełnie nic. Amir zmarszczył brwi i potrząsnął woreczkiem, jakby mogło to w czymkolwiek pomóc. Potomek wilków odetchnął z ulgą. Widać właśnie tego, mimo niepokoju, się spodziewał. Ale Amir nie czuł ulgi. Czuł narastającą z każdą chwilą frustrację i wściekłość. Jak to...? Nic się nie stało? Zupełnie nic? Dlaczego...? Dlaczego nic się nie stało?! Pytał o to samego siebie i nie mógł znaleźć odpowiedzi. Jeśli było to jedyne, co mogło zniszczyć demona, to ten, powinien zareagować. Mieli już wszystko. Wszystko, co mogło doprowadzić go do unicestwienia. Byli blisko domu. Dla potencjalnego wroga, nie byłoby lepszego momentu, by to wszystko powstrzymać. Jeżeli ta istota pragnęła kryształu, powinna uczynić dokładnie to samo. Amir dopuszczał taką możliwość. Zastanawiał się, czy demonowi nie jest na rękę to, że zbierają odłamki. Ale wtedy też powinien się pojawić. Dlaczego nie chciał odebrać tego, co było mu tak drogie...? Człowiek nie mógł uwierzyć w to, by potężna, przebiegła istota, w tak pozbawiony sensu sposób, ryzykowała swoim własnym istnieniem. To nie było nawet prawdopodobne. Doświadczenie, jakie przyniosła demonowi śmierć Fortisa i jego własna porażka, powinno go czegoś nauczyć, czyż nie...? Czy coś tak niewyobrażalnie silnego mogło lekceważyć tego rodzaju broń? Amir nie wierzył w pozbawione sensu dywagacje kompana, że demon może nie zdawać sobie sprawy z ich obecności, albo nie być świadomym, że zbierają kryształy. Trudno było się nie domyślić, a poza tym, przez cały ten czas, nie byli zbyt dyskretni. Cała masa różnej maści istot wiedziała o odłamach, a ta pradawna potęga, miałaby nie mieć o nich pojęcia...?
-Wszystko w porządku...?- zapytał ostrożnie potomek wilków, widząc wyraz niedowierzania i wściekłości, malujący się na twarzy kompana.
-Nie- odwarknął w odpowiedzi mężczyzna.- Nic nie jest w porządku! Dlaczego nic się nie wydarzyło...?- zapytał bez zrozumienia, wpatrując się w woreczek.
-Amir...- zaczął łagodnie jego towarzysz, ale człowiek już wiedział, co zaraz usłyszy. Kolejną porcję bredni, które nie trzymały się kupy i nie tworzyły żadnego całościowego obrazu. Które nie pasowały zupełnie do tego, co przeżyli.
-Nie!- rzucił raz jeszcze mężczyzna, rozdrażniony do granic możliwości.- To jest odpowiednia pora! Jedyna pora, by ten demon się pojawił! Ile razy mam jeszcze zadawać pytanie, gdzie on się do licha podziewa, gdy my zbieramy to, co ma pozbawić go życia?!
-Może chce zaatakować z zaskoczenia, nie znasz przecież jego...
-Jasne!- przerwał mu z politowaniem książę.- Bo my jesteśmy tacy przerażający i niepowstrzymani! Pamiętasz tego smoka, który był jego tworem...? Jak moglibyśmy powstrzymać kogoś, kto czyni tak niewiarygodne rzeczy?- prychnął Amir.- Nie ma żadnego racjonalnego wyjaśnienia, rozumiesz?! Nie ma! Możesz dalej okłamywać sam siebie, ale takie są fakty. Mamy wszystkie odłamki. Jeśli na to właśnie czekał, powinien zaatakować. Och, zapomniałem! Nie musiałby robić nawet tego, jest w końcu tak potężny!- zakpił, kręcąc głową.- Zaraz powrócimy do królestwa! A on co...? Ignoruje to? Nie obchodzi go fakt, że dążymy do jego unicestwienia...?
-Canis powiedział, że mamy zebrać wszystkie odłamki- wytłumaczył cierpliwie Nadim.- Będzie chciał zapewne połączyć je w całość. Musimy mu zaufać, on na pewno...
-Tak, na pewno...- potwierdził z pełną rozgoryczenia drwiną Amir.- Canis wie w końcu wszystko!
-Nie rozumiem, dlaczego z tego kpisz...- Nadim zmarszczył brwi.- Nie wierzyłeś, gdy powiedział, że istnieją fragmenty kryształu. Nie wierzyłeś, gdy mówił o demonie. Ani gdy opowiadał, że pierwszy fragment zaprowadzi nas do pozostałych. Nie wierzyłeś w ani jedno jego słowo, ale jak do tej pory, wszystko co mówił, okazuje się być prawdą.
-Owszem...- potwierdził Amir, uśmiechając się litościwie. Czasem po prostu nie mógł w to uwierzyć. Nie mógł uwierzyć w to, jak bardzo Nadim jest naiwny!- Dlatego, że powiedział nam jedynie to, co sam wiedział. Nie rozumiesz...? Dał nam elementy układanki, a nie jej całość! Gdyby wiedział, jak powstrzymać demona, powiedziałby to od razu! Ale powiedział coś innego. Powiedział, że nie jest tego pewien- przypomniał mężczyzna.
-Więc daj mu szansę!- upierał się Nadim.- Może teraz, gdy dostanie kryształy, uda mu się dowiedzieć czegoś więcej! Może odpowie na twoje wątpliwości!
-Och, nie wątpię...- zakpił człowiek.- Pewnie waszym ulubionym tekstem. Niech zgadnę... Coś w stylu: „Nie wszystko jest takie oczywiste” albo: „Są pewne sprawy, których nasze umysły nie obejmą”...
-Amir...- Nadim westchnął ciężko i pokręcił głową.- Nie wszystko da się wyjaśnić tak prosto i logicznie, jakbyś tego chciał.
-No i proszę, o to mi właśnie chodziło...- zaśmiał się pobłażliwie mężczyzna.- To właśnie ci powtarzali, gdy nabierałeś wątpliwości i pytałeś, dlaczego ten dobry i cudowny bohater, jakim był Fortis, robił tak okrutne rzeczy...?- prychnął litościwie.- Daj spokój, Nadim. Nie wierzę, że naprawdę tego nie widzisz... Nie ma żadnego pasującego rozwiązania, żadnego, choćby...
Amir umilkł gwałtownie. Dopiero teraz przypomniał sobie, że owszem istnieje rozwiązanie. Istnieje wersja, która wyjaśniałaby absolutnie wszystko. I właśnie dlatego, tak bardzo pragnął odnaleźć ostatni fragment i jednocześnie, tak bardzo się tego obawiał. Po to, by się przekonać. Upewnić. I chyba tak rzeczywiście się stało.
Cofnął się o kilka kroków, spoglądając na trzymane odłamki kryształu. A jeśli tego właśnie ten demon pragnął...? I jeśli nie odzyskał tego tylko dlatego, że już to miał...? Tylko dlatego, że Amir był jego wybrańcem, był mu poddany, opętany albo cokolwiek takiego? I czekał na właściwy moment, by przejąć nad nim kontrolę...
Przeraził się. Wcześniej, gdy o tym myślał, wzbudzało to w nim podobne odczucia, ale teraz nie widział już innego wyjaśnienia.
-Zabierz je- rzucił, wyciągając woreczek w kierunku Nadima.
Ten cofnął się, z początku nie rozumiejąc.
-Zabierz je ode mnie!- krzyknął człowiek, zbliżając się do kompana.
-Amir...- zaczął powoli potomek wilków.- Wiem, co myślisz. Ale naprawdę nie sądzę, żebyś...
-Po prostu weź je ode mnie- naciskał człowiek.
Nadim zawahał się przez chwilę po czym skinął głową, zabierając od mężczyzny kryształy i zawieszając je na swojej szyi. Amir odwrócił się gwałtownie i ruszył szybkim krokiem przed siebie, rzuciwszy jedynie chaotyczne:
-Chodźmy.
Potomek wilków bez słowa podążył za nim.
Pewne przypuszczenia okazywały się prawdziwe.
Inne nie.
Amir nie mógł mieć pewności, co do własnej racji, zwłaszcza w obliczu tego, jak często podczas ich podróży zawodziło go jego własne myślenie.
Ale wiedział jedno.
Ta historia była niepełna.
I niezależnie od tego, co zostało im jeszcze do odkrycia, Amir czuł już, że nie wyniknie z tego nic dobrego.

11 komentarzy:

  1. No i mają wszystkie fragmenty. Wreszcie wrócą do domu, znajdą odpowiedzi na pytania.. Jednak nie cieszy mnie to, bo powrót do domu oznacz rozłąkę, a ja nie chcę, aby się rozdzielili T.T

    Podejrzenia Amira sądzę, iż są słuszne.. Tylko w ten sposób da się to wyjaśnić. Boję się, zachowania mężczyzny, no i demona..
    Eh, pytań się nagromadziło, teraz przyszedł czas na odpowiedzi.. Nie wiem czemu, ale mam nadzieję, że te głowy (z poprzedniego rozdziału) mówiły coś ważnego, że ta historia miała ukryty sens i w jakiś sposób do niej nawiążesz. Może nam coś wyjaśni?

    Nie mogę się doczekać następnego Chaosu. Mam cichą nadzieję, że jeszcze nie wrócą do domu, bo chciałabym jeszcze poczytać, jak są sami ♥ Aczkolwiek bardzo interesuje mnie czy Amir powie wujowi o tym, że wie o nim i Canisie. Mam nadzieję, że tak, ciekawa jestem reakcji Ludwika.. No ogólnie chciałabym dowiedzieć się jak bliscy zareagują na nowinki...

    Eh... Tyle myśli.. No cóż z niecierpliwością czekam na następny rozdział ^^
    To za tydzień wyzwanie tak? Nie mogę się doczekać *-*


    Pozdrawiam i życzę dużo weny
    (nie wiem czy ten komentarz ma jakiś sens, ale na usprawiedliwienie powiem, iż spałam 3-4h =.=)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlaczego potrafisz lapac za serce chocby w tak niewinnym fragmencie jak ten dotyczacy jaskini? Doprawdy... Zachwycasz! Ale to nic nowego wlasciwie, bo zachwycalas zawsze, a ja zawsze jak ten syn marnotrawny wracam do Ciebie z podkulonym ogonem zalujac, ze nie poswiecam twoim arcydzielom dostatecznej uwagi. Mozesz mi wierzyc lub nie, ale te kilka miesiecy ktore minely od mojej ostatniej wizyty tutaj byly bardzo przykre i bardzo puste...

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy10:03 PM

    No i padły wreszcie te dwa magiczne słowa, na które tak długo czekałam... Śliczne wyznanie takie subtelne, urocze, czarujące. Choć od dawna było wiadomo jakie żywią do siebie uczucie, to jednak potrzebowałam takiego delikatnego dopowiedzenia, żeby wszystko było oficjalnie jasne.
    Przepięknie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękny rozdział, jak trochę ochłonę to napiszę coś bardziej rozbudowanego.
    Hiss.

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy4:16 PM

    piękne...
    historia potomka wilków... niesssamowita
    idealnie oddana atmosfera

    pisz dalej nie mogę doczekać się końca tej historii
    życzę weny Lea

    OdpowiedzUsuń
  6. Ukrainnka5:13 PM

    W końcu mam dostęp do neta i wchodzena twojego bloga i widze najcudowniejsze opowiadanie na świecie .
    Coś mi mówi, że podejrzenia Amira mogą okazać się słuszne.Nie mogę się doczekać końca tej historii chociaż będzie to oznaczało nic innego jak rozłąkę Amira i Nadima a tego nie chcę...

    Następne Wyzwanie... nie moge sie juz doczekac bo właśnie na to opowiadanie i Chaos zawsze najbardziej czekam.

    ( komentarz bez ładu i składu ale mam nadzieje, że mi wybaczysz )

    Życze dużo weny i czekam na Wyzwanie!
    Twoja wierna czytelniczka (która wcześniej nie miała odwagi dodać komentarza) Ukrainnka

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy10:36 PM

    Teraz kiedy udało im się znaleźć ostatni fragment kryształu wrócą do domów. Jestem tak niesamowicie ciekawa, jak sobie dadzą radę. Mam tylko nadzieję, że nie zrezygnują z siebie i ze swojej miłości. A co do wyznania to po prostu zrobiło mi się cieplej na sercu. Każdy chciałby usłyszeć takie słowa od osoby, którą darzy uczuciem. Rozdział rewelacja. Czekam niecierpliwie na to, co przyniesie kolejny.
    Weeny ;)

    vampirka_15

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy11:25 PM

    mam dziwne wrażenie, że historia zbliża się do końca... Nie chcę tego! Ile planujesz jeszcze części? o mi się wydaje, że może z jakieś... 5-6? Powiedz, że to nieprawda i będziesz to ciągnęła wiecznie xD
    Przemyślenia Amira wydają mi się słuszne, ale... co jeśli demon specjalnie sprawia w nim takie odczucia, a tak naprawdę to Nadima "opętał"? O.O
    LoliShouta

    OdpowiedzUsuń
  9. "Dlaczego potrafisz lapac za serce chocby w tak niewinnym fragmencie jak ten dotyczacy jaskini?" W pełni się z tym zgadzam. w ogóle ten pomysł z napisami był świetny. Niby to coś prostego i krótkiego, a i tak jakoś wprawił człowieka z zachwyt. Ale widać, że opowiadanie zbliża się do końca. Wiele się jeszcze może wydarzyć i już się nie mogę doczekać poznania tajemnic, ale rozstać się z Amirem i Nadimem ( nie będzie czekania na nowe rozdziały i na to co będzie) będzie ciężko. (coś za dużo tych "będzie" :DD) Czego się boję w Chaosie? Tego, że coś się złego stanie i Amir z Nadimem nie będą razem. Mam przeczucie, że może coś będzie nie tak z Hadrinem. Nie wiem czemu. Tak jakkoś czuję i pewnie sie mylę. :D

    To mogę teraz życzyć Ci weny i czasu na pisanie.^^

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale mam w głowie mętlik. Też wydawało mi się, że demon powinien w jakikolwiek sposób zareagować, szczególnie teraz, gdy wszystkie kryształy są już zebrane. Ale rozumiem, nie może być za prosto :D
    Rozdział bardzo mi się podobał, mimo, że w większości była raczej melancholijna atmosfera, a przynajmniej ja to tak odczułam. Chłopcy w końcu wracają do domu, co prawdopodobnie rozłączy ich na dłuższy lub krótszy czas - a nie sądzę, by ktokolwiek cieszył się z takiego obrotu sprawy :D
    Uśmiałam się na scenie przedrzeźniania, uwielbiam ich :D Fajnie, że nie stracili umiejętności dogryzania sobie nawzajem (no, Amir nigdy nie wydawał się z tym mieć problemu, a Nadim tez daje radę) Aż nie chce mi się wierzyć, że zaraz ich wędrówka się skończy, nie dziwię sie, że naszła ich ochota na wspominki :) Ja zresztą też coraz chętniej wracam do wcześniejszych rozdziałów. Ich początkowe kłótnie i przekomarzanki jeszcze milej się czyta, jak się już wie jak to się wszystko skończy :)
    Jak dla mnie, najważniejszym momentem tego rozdziału było wyznanie sobie uczuć. Mimo, że historia z potomkiem wilków i kryształem była bardzo ciekawa, to jednak przez cały czas w głowie miałam tylko słowa Nadima i Amira. Nie wiem dlaczego, ale jakoś najbardziej mnie to poruszyło :D

    Niecierpliwie wyczekuje kolejnego rozdziału : }

    Virus

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy3:21 PM

    Na początkuodstawiłam totalny fangirl scream i rozpłynęłam się po wyznaniu uczuć przez Nadima :D niby dwa proste słowa, a tak na nie czekałam! Są pieczątką. Dopełnieniem. Deklaracją. Aaaach, cudnie.
    Sam rozdział był smutny, ściskał za serce. Ta nieuchronność, ale i niepewność końca..
    I mają już wszystkie kryształy. Jeden cel osiągnięty. Tylko co dalej? Gdzie demon? Wydaje mi się, że do pokonania demona potrzebna będzie.. ofiara. Ofiara z życia. I mam wrażenie, że z życia Amira :(
    A i zgadzam sie z Luaną - z Hadrinem coś pójdzie nie tak.
    Alys

    OdpowiedzUsuń