Strony

piątek, 29 marca 2013

- 11 - [Edmund Lancaster]

James przebudził się z cichym stęknięciem i zaczął podnosić się powoli, odczuwając bolesne skutki spania na niewygodnej kanapie. Książka, którą czytał przed zaśnięciem, poświęcona oczywiście Lancasterom, zsunęła się z kołdry i upadła na posadzkę. James ziewnął, zamierzając się schylić, by ją podnieść, ale w tym momencie podskoczył gwałtownie i wcisnął się w oparcie.
-Edmund...- rzucił, mocno zdezorientowany i, w pierwszej chwili, nieco przerażony. Hrabia Lancaster siedział na brzegu mebla, wpatrując się w mężczyznę z uwagą. I wyglądało na to, że znajduje się tam już od dłuższego czasu.
-Cześć, Jamie- powiedział, jak gdyby nigdy nic, panicz, który od wczorajszego zdarzenia zachowywał się podejrzanie cicho i zaskakująco mało roszczeniowo. Krótko mówiąc – zupełnie jak nie on, co może nie powinno dziwić, zwłaszcza ze względu na silną dawkę emocji jaką sam sobie zafundował (przy drobnej pomocy ze strony Jamesa, który chyba rzeczywiście nie dopilnował wszystkiego tak jak należy i nie domyślił się, że może dojść do takiej sytuacji), ale i tak budziło zdumienie.
-Cześć, Edmund...- odpowiedział James, uśmiechając się z lekkim skrępowaniem.
Zsunął się na brzeg kanapy, przysiadając na moment przy młodzieńcu i poszukując swoich papci pod meblem.
-Miałem sen- obwieścił hrabia Lancaster.
-To... dobrze...- skwitował jego słowa mężczyzna, nie bardzo wiedząc, co innego mógłby odpowiedzieć.
-Pierwszy raz od baaaardzo dawna...- rzucił Edmund z wyraźnym przejęciem.
Właściwie trudno było się temu dziwić, skoro przez większość swojego martwo-żywego etapu, hrabia nie spał wcale. Chociaż James czytał kiedyś o tym, iż osoby, które długo nie śpią, mają więcej snów niż przeciętnie. Edmunda najwyraźniej to nie dotyczyło.
... Jak i większość rzeczy.
-Co ci się śniło?- zainteresował się James.
-Jakiś mężczyzna. Był tutaj.
-Tutaj? W mieszkaniu?
Edmund skinął głową w zamyśleniu.
-Tam, gdzie śpię- wyjaśnił spokojnie, usiłując przypomnieć sobie szczegóły.- Leżał na podłodze i chyba nie żył.
-Skąd ten pomysł?- zdziwił się James.
-No... Bo wszędzie była krew... A on się nie ruszał, ani nie odzywał... I wyglądał trochę strasznie... I trochę znajomo... W ogóle, jakoś dziwnie...- Edmund wzruszył ramionami, sprawiając wrażenie raczej podekscytowanego niż przestraszonego.- Stałem przy nim i mówiłem do niego, że nie musi się przejmować, bo ja też tak trochę nie żyję. Ale nie odpowiadał.
... Tak.
Zmarli zazwyczaj mieli z tym pewien problem...
-I... co było później?- dopytywał James, uśmiechając się uprzejmie.
-Ktoś zapukał do drzwi. I ten mężczyzna wstał, a później schował się do szafy. Powiedziałem mu, żeby się nie bał, bo to pewnie ty i poszedłem otworzyć. Ale najpierw weszła ta czarownica, a ty przyszedłeś później. Ona kazała ci otworzyć szafę. Powiedziałem ci, żebyś tego nie robił, bo siedzi tam ten człowiek i chyba się boi... A później się obudziłem- dokończył Edmund, nieco zdezorientowany.- Sądzisz, że to mogło coś znaczyć?
-Znowu naoglądałeś się czegoś strasznego w telewizji?- zapytał James, ubierając obuwie i wstając.
-Nie. Ale oglądałem inne rzeczy...- zamyślił się znowu panicz. James stanął na środku pomieszczenia i wpatrywał się w Edmunda, który chyba miał mu coś jeszcze do powiedzenia.- Hej, Jamie? Sądzisz, że mogę być bogiem?- zapytał z absolutną powagą Lancaster, spoglądając na mężczyznę pytająco. James parsknął, rozbawiony.- No bo...- hrabia najwyraźniej poczuł się zobowiązany do udzielenia wyjaśnień.- Bogowie są nieśmiertelni, prawda? A niektórzy nawet umierają i żyją... Na przykład Jezus. Jezus żyje... Gdzieś tam...- zmarszczył brwi, jakby nie mógł sobie przypomnieć.- No i też ma rany. I w ogóle...
-Edmund...- James z trudem powstrzymywał się od śmiechu.- Jesteś naprawdę niezwykły, ale bardzo w to wątpię...
-Tak sądziłem- panicz Lancaster westchnął zrezygnowany, spuszczając wzrok. James dobrze wiedział, że i on, zwłaszcza od czasu uświadomienia sobie swojej sytuacji i wizyty u tej kobiety, chciałby znać wytłumaczenie stanu, w jakim się znalazł. Dla Jamesa, przynajmniej z początku, była to bardziej kwestia zaciekawienia, rozwiązania trudnej sytuacji w jakiej się znalazł, teraz, coraz bardziej troski o Edmunda i usiłowania uporządkowania przeszłości. Ale dla młodego Lancastera musiało to znaczyć o wiele więcej.- Nie umiem w końcu robić cudów, ani niczego fajnego...
James uśmiechnął się do niego ciepło.
-Umiejętność nie-oddychania przez tak długi czas wielu ludzi z pewnością uznałoby za... „fajną”- powiedział.- Umiejętność przetrwania własnej śmierci również, ale w tym, jak się okazało, nie jesteś jedyny...- stwierdził, z lekkim niepokojem wspominając bardzo zapadającą w pamięć, Teresę Hawke.
Edmund wpatrywał się w niego przez dłuższą chwilę.
-Dziś randka- powiedział.
-Ekhem... Tak... Spotkanie- James uśmiechnął się, tym razem nerwowo, starając nadać całej sytuacji bardziej subtelny wydźwięk. Randka brzmiała bardzo jednoznacznie, ale Edmund nie zdawał sobie z tego sprawy. Mężczyzna był pewien, że gdyby ten lepiej rozumiał, co oznacza to słowo, również nazwałby to inaczej.
-Randka- powtórzył Edmund.
-Mhm. Tak. Idziesz do łazienki...?- zagadnął, woląc nie wdrażać się za bardzo w temat.
Edmund pokręcił głową.
Czas do południa minął im raczej zwyczajnie. James przygotował śniadanie, włączył Edmundowi telewizor, choć sam Lancaster, wyjątkowo zdawał się być bardziej zainteresowany towarzystwem swojego współlokatora niż oglądaniem. Mężczyzna usiadł więc przy nim, zajmując się swoimi sprawami, ale spojrzenie jakim co jakiś czas obdarzał go panicz i właściwie sama jego obecność, bardzo go krępowała. Teoretycznie nie było w tym nic dziwnego. W końcu, bądź co bądź, umówił się z nim na „randkę”. Z tym, że to naprawdę nie była randka. Edmund tego nie rozumiał i nie do końca rozróżniał randkę od zwykłego, towarzyskiego spotkania, a James nie potrafił mu tego wystarczająco prosto wyjaśnić. A oczywiście, tym to właśnie było. Koleżeńskim spotkaniem. W restauracji. I tyle.
... Wciąż był skrępowany.
Do diabła.
Około trzynastej przyszykował Edmundowi ubrania do przebrania i sam czekał na niego, gotów do wyjścia.
-Nie stroisz się...- zauważył z lekkim zdumieniem młody Lancaster, zatrzymując się przy Jamesie z dżinsami w rękach.
-Eee... Wygodnie mi w tym...- odpowiedział James, uśmiechając się do chłopaka.- Ale jeśli chcesz, mogę się przebrać.
-Nie, tak jest w porządku.
Gdy Edmund był już gotów, obaj wyszli z mieszkania. Droga do restauracji upłynęła im wyjątkowo, a wręcz nieprawdopodobnie, spokojnie. Panicz Lancaster, choć żywo zainteresowany wszystkim, co było dla niego niesłychane i dziwne, nie zwracał na siebie tak dużej uwagi jak zwykle, właściwie odzywał się niewiele, tylko dopytywał o niektóre rzeczy, bardzo uprzejmie. Wreszcie znaleźli się przy knajpce i weszli do środka. Tym razem wewnątrz było o wiele bardziej tłoczno niż wtedy, gdy James znalazł się tam z Anette. Większość stolików była zajęta, kelnerzy krążyli w pośpiechu po całej sali, zbierając zamówienia albo dostarczając je. James i Edmund usiedli naprzeciwko siebie przy okrągłym, dwuosobowym stole. Mężczyzna uśmiechnął się do młodzieńca. Ten odpowiedział tym samym. James znowu poczuł się skrępowany, choć był to inny rodzaj zakłopotania niż ten, jaki towarzyszył mu wczoraj przed rzekomą randką... Ta też była właściwie randką tylko z nazwy. Chciał dobrze poznać Anette i dowiedzieć się o niej czegoś więcej... poza jej niewątpliwym umiłowaniem historii. Edmunda już znał. Mieszkali ze sobą. Wiedział o nim wiele, wiele dopytywał, choć młody Lancaster był momentami bardzo skryty i wyraźnie unikał odpowiedzi, jakby nie chciał myśleć o pewnych sprawach czy przypominać sobie o nich. Teraz jednak, James kompletnie nie miał pomysłu jak zacząć, ani o co zapytać.
-Co będziemy tu robić...?- rzucił Edmund, najwyraźniej mając dokładnie ten sam kłopot.
-Hm... Niedługo przyjdzie kelner... Złożymy zamówienie... Dostaniemy coś dobrego do jedzenia- wyjaśnił James.
-Jest tu gdzieś telewizor?- zainteresował się natychmiast Lancaster.
Mężczyzna pokręcił głową z uśmiechem.
-Nie, Edmund.
-Och...- młodzieniec nie sprawiał wrażenia szczególnie rozczarowanego, chociaż zaciekawionym wzrokiem wodził po zgromadzonych w lokalu osobach.- Więc co tu robią ci wszyscy ludzie...?- rzucił bardzo zdumiony, jakby nie widział powodu, by ci tu przebywali.
-Cóż... Jedzą... Rozmawiają... Po to się tu głównie spotyka- wyjaśnił cierpliwie James.- Żeby ze sobą porozmawiać.
-Więc my też będziemy rozmawiać?
-Tak.
-Och. W porządku. Możemy nie rozmawiać o tym, że nie żyję?
James zdziwił się bardzo słysząc to pytanie i dopiero po chwili dotarło do niego coś, na co wcześniej nie zwrócił większej uwagi. Rzeczywiście, o tym głównie rozmawiali. O tym w jakim stanie jest Edmund, dlaczego tak jest, ile pamięta z dnia swojej śmierci... Mężczyzna nieustannie starał się go przekonać, by ten myślał o tym i przypomniał sobie wszystko. Robił to w dobrej wierze, nie tylko dla siebie, ale też dla Lancastera. Naprawdę chciał rozwikłać tą tajemnicę. Ale na tym koncentrowały się ich relacje. Może nie było w tym nic dziwnego, w końcu trudno prowadzić rozmowy o hobby, szkole i dziewczynach z kimś, kto żył wieki temu i właściwie niewiele miałby na te tematy do powiedzenia. Ale i tak... Owszem, czasem rozmawiali o innych rzeczach. James wiele mu tłumaczył. Mieszkali ze sobą, więc w naturalny sposób, dyskutowali czasem o codziennych sprawach. Ale nie było w tym nic głębokiego, ani szczególnie interesującego, zwłaszcza jeśli postawić się w sytuacji hrabiego.
-Oczywiście, Edmund- odpowiedział James, uśmiechając się do chłopaka łagodnie.
W tym momencie, rozległo się pogodne i bardzo znajome:
-Cześć.
James obrócił się tak gwałtownie, że omal nie przewrócił się razem z krzesłem. Tuż przy ich stoliku stała Anette. Włosy miała związane i ubrana była w kucharski fartuszek. Obdarzyła znajomych wesołym uśmiechem.
-An... Anette...- wydukał James, mocno zdumiony.- Mówiłaś, że nie pracujesz w weekend...
-Dziewczyna, która pomaga w kuchni nie mogła przyjść, więc zadzwonili po mnie- odpowiedziała swobodnie.- Cześć, Edmund- przywitała się z Lancasterem, który posłał jej jedynie chłodne i dość nieprzyjemne spojrzenie, ale nie sprawiała wrażenia zrażonej tym faktem.- Co za miłe spotkanie...- dodała, znowu spoglądając na Jamesa.
-Randka- poprawił ją Edmund.
-Eee...- Anette sprawiała przez moment wrażenie mocno zdezorientowanej, jakby w pierwszej chwili nie zrozumiała, o co właściwie Edmundowi chodziło. Zaraz jednak załapała i rzuciła z autentyczną ulgą- Och... To super. Gratuluję- uśmiechnęła się do Jamesa wesoło, choć ten nie miał tęgiej miny.- Właściwie to chciałam zapytać... A zresztą, nie będę wam przeszkadzać. Mogę do ciebie zadzwonić wieczorem i wtedy pogadamy?- upewniła się, spoglądając na mężczyznę pytająco.
-Jasne...- odparł tamten, siląc się na uśmiech.
-To świetnie- stwierdziła radośnie.- Zaraz popędzę do was Bruna. Do zobaczenia.
Odeszła od ich stolika. James aż jęknął głucho. No świetnie... Ciekawie musiało to wyglądać z jej perspektywy... Facet, który jeszcze wczoraj, jak się okazało zupełnie bezpodstawnie, twierdził, że jest z nią na randce i zapewniał, że z Edmundem nie łączy go nic specyficznego, dziś siedział w tej samej knajpce na randce właśnie z nim... Musiała być naprawdę przyzwyczajona do takich dziwactw, skoro nie zrobiło to na niej wielkiego wrażenia.
Ledwie kilkadziesiąt sekund później przy ich stoliku zatrzymał się Bruno z miną raczej daleką od szczęścia. Co doprowadziło Jamesa do wniosku, że to jego zwyczajowy wyraz twarzy, bo wczoraj powitał go z równą radością.
-Proszę...- rzucił chłopak, podając obu menu, po czym zawiesił wzrok na osobie Jamesa.- Och. Nieszczęśnik...- parsknął, odrobinę zdumiony, przyglądając się z uwagą towarzyszącemu mu młodzieńcowi, ale przez tę krótką chwilę Edmund akurat nie robił nic dziwacznego ani niepokojącego.
Widząc, że James otwiera menu, zrobił dokładnie tak samo, ze zmarszczonymi brwiami, w błyskawicznym tempie przewracając kilka stron i najwyraźniej nie bardzo wiedząc, co ma z tym zrobić.
-To jest eee... taki spis...- wyjaśnił cierpliwie James, widząc nieporadność hrabiego.- Różnych dań, które możemy tutaj zjeść...
-Tak...- potwierdził z politowaniem Bruno, po czym ostentacyjnym gestem, pokazał trzymaną przez siebie książeczkę.- MENU- odczytał pobłażliwie z okładki.- To chyba oczywiste.
-No nie wiem, Jamie...- odparł Edmund, któremu najwyraźniej nie bardzo chciało się czytać.- Jakaś pi... piz... pizza...- dokończył, mając wyraźną trudność z wymówieniem tego słowa.- Nie wiem, co to jest...
Bruno wybałuszył oczy.
James odkaszlnął cichutko.
-To bardzo smaczne, Edmund.
-Nie brzmi smacznie...- westchnął Lancaster, kręcąc głową.- Chciałbym galaretkę.
-Galaretkę...?- James spojrzał na kelnera trochę desperacko, ale ten wciąż wgapiał się w Edmunda tak, jakby nie mógł uwierzyć w jego istnienie.- Eee... Nie sądzę, żeby podawali tutaj galaretkę, Edmund...
-No raczej!- parsknął Bruno.- To pizzeria!
-Weźmiemy trójkę i coś do picia, proszę- James szybko zgarnął menu Lancastera i oddał je kelnerowi razem ze swoim własnym.
-Jasne... Masz prawdziwy talent do wyboru towarzystwa...- wymamrotał jeszcze na odchodnym Bruno, po czym (wreszcie!) sobie poszedł.
Przy stoliku znowu zapanowała cisza. Edmund zaczął rozglądać się po wnętrzu knajpy, a James zastanawiać nad tym, jak zacząć i poprowadzić rozmowę.
-Jak myślisz, Jamie, o czym oni rozmawiają...?- zapytał dość sceptycznie potomek Lancasterów, spoglądając na parę ze stolika obok, która zdecydowanie nie rozmawiała, a jedynie badała zawartość swoich ust.
-Oni się całują- odpowiedział zgodnie z prawdą James, a gdy spoczęło na nim zaciekawione spojrzenie młodzieńca, dodał pospiesznie- Bo to dziewczyna i chłopak... No wiesz... Mówiłem ci już o tych różnicach i tak dalej...- zakasłał nerwowo.- Edmund...- zaczął wreszcie mając nadzieję, że uda mu się przekazać to, co przekazać mu zamierzał, choć jego myśli, jakoś dziwnie krążące wokół tematu pocałunku, nie dawały mu szansy zbytniego skupienia się na temacie.- Wiem, że żyłeś w kompletnie innych okolicznościach, ale...
-Jamie...- westchnął ciężko młodzieniec, jakby przeczuwał, że ten wstęp będzie prowadził do kolejnej serii pytań o jego przeszłość i zdarzenia przed dniem śmierci.
-Nie, nie, posłuchaj...- uspokoił go James, uśmiechając się łagodnie.- Chodzi mi o to, że... te czasy są naprawdę wspaniałe. W porównaniu z twoimi, na pewno... Wiem, że to wszystko może cię przerażać i masz prawo się bać, ale te wszystkie nowe rzeczy, dają też nowe możliwości. Nie musisz być uwięziony w domu- stwierdził poważnie.- Rozumiem, że byłeś przyzwyczajony do tamtego zamku i, że teraz boisz się być gdziekolwiek sam, ale nie musisz być uzależniony ode mnie. Jestem twoim przyjacielem i zawsze nim będę. Możesz jednak zajmować się czymś w wolnym czasie... Rozwijać jakieś hobby... No nie wiem... Uczyć się...
-Nie lubię się uczyć- zaoponował natychmiast Edmund, krzywiąc się.
-Nauka nie wygląda teraz tak, jak w twoich czasach. Nie chodzi o czytanie, pisanie, etykietę i tym podobne sprawy... Ja sam studiowałem historię i...
-Nie lubię historii.
-Wiem, Edmund- odpowiedział cierpliwie James.- Ale ty możesz uczyć się czegokolwiek innego. Nawet czegoś praktycznego. Możesz mieć jakiś talent, z którego nie zdajesz sobie sprawy... Lubiłeś jeździć konno, teraz jeździsz na rowerze, to świetnie... To może być dobry początek. To oznacza, że stopniowo przystosujesz się do tego wszystkiego. Możesz zakolegować się z kimś nowym, zyskać przyjaciół...
Panicz Lancaster słuchał słów Jamesa z uwagą, ale z każdym kolejnym zdaniem, sprawiał wrażenie coraz bardziej przygaszonego. Gdy wreszcie mężczyzna umilkł i spojrzał na swojego rozmówcę pytająco, chcąc wiedzieć, co ten o tym myśli, Edmund obwieścił ponuro:
-Nie wiem, Jamie. Ja tu chyba nie pasuję.
Dopiero wtedy James doszedł do wniosku, że w swoich bardzo optymistycznych i bardzo chwilowych rozważaniach, posunął się zdecydowanie za daleko. Rozwijanie hobby pod jego własnym okiem – w porządku, ale gdziekolwiek indziej, w otoczeniu innych ludzi? Znajomi? Przyjaciele? Przechodnie mijający Edmunda, obcy ludzie, ci, którzy nie mieli powodu, by przyglądać mu się z uwagą, mogli nie widzieć, że ten od czasu do czasu zapomina o oddychaniu, mogli nie wyczuć, że jego serce nie bije i nie mieć szansy zobaczyć jego ran, ale każdy, kto znalazłby się blisko niego... James szybko zrozumiał, że dał się ponieść bardzo nierealnym marzeniom. Edmund nie mógł funkcjonować normalnie bez niego. O ile normalne funkcjonowanie w ogóle było w zakresie jego możliwości. Zawahał się przez moment, po czym wyciągnął rękę i położył dłoń na wierzchu dłoni hrabiego, chcąc dodać mu otuchy. W tym momencie, jak zwykle w samą porę, pojawił się Bruno z tacą w ręku. Dostrzegłszy osobliwą sytuację, rzucił:
-Boże, miej go w swojej opiece...- po czym, z głębokim westchnieniem, ustawił na blacie talerz z pizzą, dwie szklanki i butelkę napoju, a następnie odszedł pospiesznym krokiem, mamrocąc coś o wszechobecnych dziwakach.
James nałożył Edmundowi i sobie po kawałku pizzy, korzystając z doskonałej okazji, by cofnąć dłoń i zająć się czymś, co chociaż odrobinę zmniejszy jego skrępowanie oraz możliwość rozmowy. Ale po kilkunastu minutach dość nieprzyjemnej ciszy, zaczęli rozmawiać. O dziwo, całkiem swobodnie i dokładnie o tym, o czym zwykle rozmawiali. Edmund mówił co ostatnio widział w telewizji, James przypominał, że film to nie rzeczywistość, Edmund się oburzał, przypominając mężczyźnie jego wyjaśnienia, które jednak filmów nie dotyczyły, James wyjaśniał raz jeszcze, a Edmund wciąż nie rozumiał... Nie było potrzeby silić się na nic głębokiego i James z niemałym rozbawieniem zdał sobie sprawę z tego, że chyba z początku, paradoksalnie, on sam traktował tą „randkę” jako... randkę. Nie wiedzieć czemu sądził, że powinien rozmawiać z młodym Lancasterem o czymś szczególnym. Tymczasem najlepiej wychodziło im gawędzenie o rzeczach zwyczajnych i cokolwiek absurdalnych, zwłaszcza dla słuchacza z zewnątrz. Podyskutowali więc o gustach kulinarnych hrabiego (Edmundowi naprawdę smakowała pizza), o siedzących w knajpie ludziach, którym Lancaster co jakiś czas się przyglądał (poświęcał dużo uwagi nieustannie-się-migdalącej parce...) i nawet trochę o czasach życia dziedzica (młodzieniec opowiadał o koniach, relacjach z rodziną, codziennych zajęciach, które nie należały do najbardziej wymagających).
-Chcę jeść pizzę codziennie, Jamie- oświadczył Edmund, gdy danie zniknęło już z talerza, w większości w jego żołądku.- Dlaczego nie jemy pizzy częściej?
-Bo... odżywiamy się zdrowo- odpowiedział James, choć nie miało to wiele wspólnego z rzeczywistością, chyba, że zupki chińskie i gotowe dania zostały nagle uznane przez grono medyczne za „zdrowe”. Chociaż z drugiej strony, naprawdę starał się przyrządzać posiłki rozmaicie i nie uciekał się jedynie do tak prostych metod.
-Zdrowo?
-Mhm...
-Żebym nie zachorował, Jamie?- dopytał Edmund.
James podniósł na niego wzrok. Patrzyli na siebie przez dłuższą chwilę, po czym obaj parsknęli śmiechem.
-Dobrze...- rzucił mężczyzna, wciąż chichocąc.- Nie „zdrowo”, a oszczędnie...
Bawił się z nim naprawdę dobrze. Edmund był nieporadny i doprowadzał do równie śmiesznych sytuacji, co zwykle. Gdy już wychodzili z knajpki, James zobaczył, że Bruno rozmawia z dwoma innymi kelnerami i wyraźnie patrzy w ich kierunku. Ale mężczyzna nie zwrócił na to szczególnej uwagi i zdecydowanie nie czuł się zawstydzony. Wiedział, że minie jeszcze wiele czasu nim Edmund Lancaster przystosuje się do współczesności na tyle, by nie koncentrować na sobie pełnych zdumienia spojrzeń. Ale już przecież było lepiej. Wracając do domu, James śmiał się właściwie przez całą drogę, rozbawiony zachowaniem i słowami młodzieńca. Czuł się przy nim nawet bardziej swobodnie niż zwykle. W domu się nim zajmował, przygotowywał mu posiłki i kąpiele, dyskutował z nim o mało istotnych rzeczach i traktował trochę jak nieporadne dziecko. No dobrze. Jak bardzo nieporadne dziecko. To wyjście wiele zmieniło. Edmund był bardziej uprzejmy i skłonny do kompromisu, a Jamesowi udało się zrelaksować i zrekompensować sobie wczorajsze, kompletnie nieudane spotkanie z Anette. Zapomniał zresztą o jej zapowiedzi. Dopiero, gdy znaleźli się już w mieszkaniu, a on wdał się w dość długą i szczegółową dyskusję na temat wszystkiego, co z pizzą związane, rozległ się dźwięk telefonu. Odebrał.
-Cześć- usłyszał pogodne powitanie dziewczyny.
-Cześć- odpowiedział z uśmiechem, dając Edmundowi znak dłonią, by ten poczekał. Lancaster skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej, zerknął na mężczyznę nieco chmurnie, ale posłusznie przysiadł na kanapie i milczał, choć sprawiał wrażenie, jakby dużo go to kosztowało. James wciąż nie mógł wyjść ze zdumienia, że skrucha hrabiego, a co za tym szło, jego nienaturalna wprost uprzejmość i poszanowanie dla osoby współlokatora, utrzymywały się tak długo.
-Możesz rozmawiać? Nie przeszkadzam ci?- chciała się upewnić dziewczyna.
-Nie, jasne, że nie. O co chodzi, Anette?
-Chciałam ci zadać takie pytanie...- zaczęła ostrożnie.- Bo... Mówiłeś o tej pracy na temat Lancasterów, prawda...?- James potwierdził jej słowa spokojnym: „mhm”.- Wiem, że studenci dostają pozwolenia na wstęp do niektórych obiektów, badania i tak dalej... Więc... Chciałam się dowiedzieć... Byłeś w zamku Lancasterów?
-Tak- odpowiedział James.
-Wow! Znalazłeś tam coś ciekawego...?
Mężczyzna obejrzał się na Edmunda, który włączył jakiś program i przestał już zwracać uwagę na swojego opiekuna, zaśmiewając się do łez z przygód kreskówkowych postaci.
-Eee... Można tak powiedzieć...- odparł z rozbawieniem, uśmiechając się do siebie lekko.- Ale nic, co rozwiązywałoby sprawę...- dodał dla jasności.- Za jakiś czas na pewno wybiorę się tam znowu.
-Ja właśnie w tej sprawie... Mogłabym... może... Mogłabym pójść z tobą?- zapytała niemal nieśmiało.- Bardzo chciałabym zobaczyć ten zamek od środka! Raz już tam byłam, przeszłam nawet przez bramę, chyba nikt tego nie pilnował, ale trochę się przestraszyłam... Nie miałbyś nic przeciwko, gdybym ci towarzyszyła? Obiecuję, że nie narobię ci kłopotów!- zapewniła natychmiast.
-Byłoby świetnie...- odpowiedział zgodnie z prawdą James. Jego wzrok ponownie spoczął na Edmundzie, który wyczuł to tym razem i obdarował mężczyznę wesołym uśmiechem.- Ale... Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, kiedy będę miał możliwość pójść tam ponownie...- stwierdził z cichym westchnieniem. Planował to już od dawna, jednak zwłaszcza po ostatnim wyjściu, nie było szans, by mógł się udać do zamku. Edmund nie chciał o tym nawet słyszeć, a James, co oczywiste, nie mógł zostawić go samego...
-Dałbyś mi znać, w razie czego?- zapytała z nadzieją rudowłosa.
-Jasne. Zadzwonię.
-Dziękuję. Cześć, James. Pozdrów Edmunda.
-Do zobaczenia- odpowiedział mężczyzna, rozłączając się.
Schowawszy telefon do kieszeni, przystanął na środku pokoju, zastanawiając się nad tym, jak by całą sprawę zorganizować. Jeśli naprawdę chciał coś odkryć, powinien koncentrować się nie tylko na Edmundzie, który ostatnio nie był zbyt wylewny, ale i na wszystkich innych dowodach. A zwłaszcza na miejscu, w którym go odnalazł. W końcu nie miał okazji rozejrzeć się tam dokładnie. Jeśli badacze przegapili krzątającego się po zamku, dawno zmarłego hrabiego, może coś jeszcze umknęło ich oczom...? Edmund nie chciał zbliżać się do swojej posiadłości, zresztą zabranie go tam, trochę ograniczałoby możliwości Jamesa. Musiałby go przede wszystkim pilnować. Może więc tym razem mógł go tutaj zostawić...? W końcu, nauczony doświadczeniem panicz, pamiętając, że poprzednim razem James wrócił, mógłby nie urządzić sobie takiej wycieczki po raz drugi. Ale gdyby tak właśnie zrobił,  James mógłby nie mieć tyle szczęścia i nie odnaleźć go. Nie było chyba szans, by załatwić tą sprawę jak należy.
James już miał pogodzić się z tym smutnym wnioskiem, gdy nagle przypomniał sobie o jeszcze jednej osobie. Osobie, która bardzo go wspierała, która pokładała w nim duże nadzieje i której on sam bardzo ufał. Wcześniej nawet o tym nie pomyślał, ale może... Może ten ktoś mógłby mu pomóc w dużo szerszej skali. Choć na razie, chodziło jedynie o to, by pozostawić Edmunda w bezpiecznych rękach.
Wyjął telefon i wybrał odpowiedni numer, przechodząc do drugiego pomieszczenia, by Lancaster go nie słyszał.
To mogło się udać.

Komórka, pod wpływem wibracji, przesunęła się po stole robiąc trochę hałasu. James drgnął, przebudzając się ze snu. Zmarszczył brwi i zerknął na kanapę, na której drzemał Edmund. On sam, nie wiedzieć kiedy, znalazł się na dole. Musieli przysnąć obaj w trakcie oglądania filmu, bo telewizor wciąż był włączony. James przetarł powieki i sięgnął po telefon. Zauważył, że ma nową wiadomość. Otworzył sms.
Witaj, James. Przepraszam za późną porę, ale po twoim telefonie wywnioskowałem, że to coś pilnego. Co mogę dla ciebie zrobić?

4 komentarze:

  1. Uh, ciekawe co James wykombinował.. Bardzo mnie to zastanawia. Coś czuję, że "wiedźma" też się pojawi i coś się wydarzy.
    Hrabia bardzo mnie śmieszy, a ta "randka" była świetna. Anette dobrze przyjęła wiadomość o "randce" mężczyzn xD
    Mam wrażenie, że młoda dziewczyna będzie miała jeszcze jakiś wpływ na rozstrzygnięcie wydarzeń...

    Ten komentarz zakończę w tym momencie, gdyż bardzo ciekawi mnie druga notka. xD

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy5:44 PM

    hm hm hm profesor? :---
    te dwa opowiadania których rozdziały zostały opublikowane dzisiaj łączy jedna bardzo niebezpieczna z mojej perspektywy cecha... nie mam zielonego pojęcia na jaką nutę nawet mogą się skończyć >:
    ach, miałam nadzieję że Edmund wymyśli sobie coś co podpatrzył w serialu.... ale chyba James nie byłby jeszcze gotowy ;]

    indy

    OdpowiedzUsuń
  3. o.o" ciekawie się zapowiada kolejny rozdział...

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy9:05 PM

    Tak... ciekawie się zapowiada, ale czemu jest wstrzymane? xD Chociaż lepszy status "wstrzymany" niż "porzucony", nieprawdaż? Jakoś nie przepadam za Anette. Wkurza mnie trochę, ale to ze względu na to, że poświęca za dużo czasu Lancasterom. Chyba nie chcesz, żeby dowiedziała się prawdy, co? Mam nadzieję, że masz jakiś plan na ciąg dalszy i nie będzie trzeba specjalnie długo na niego czekać :)
    A teraz życzę ci dobrej passy na pisanie i pozdrawiam.

    Cloode

    OdpowiedzUsuń