Strony

piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział 40 [Chaos]

Główna świątynia, znajdująca się w pobliżu centrum miasta, będąca przede wszystkim siedzibą arcykapłana, ale też miejscem, w którym przebywali i szkolili się przyszli „słudzy bogów”. Łączyła w sobie kulty wielu różnych bóstw, których  zresztą lista zmieniała się przez lata, gdy poprzez napływy ludności albo inne wydarzenia, pojawiał się nowy bóg do czczenia albo inny zupełnie tracił na swej popularności. Jednak pomimo, że liczne na terenie królestwa kaplice i świątynie były różnorodnie zdobione, główna świątynia była bardzo uboga i surowa w wystroju. Na próżno było szukać tu figur czy posążków bogów, na próżno wypatrywać malowideł przedstawiających czczonych albo ich cudowną działalność. Może chodziło o neutralność, ale, tak czy inaczej, ogromna, kamienna sala, w której odbywały się przede wszystkim święta i, w której obchodzono ważne dla królestwa daty, wyglądała raczej na miejsce świeckie niż związane z jakimkolwiek kultem. Po obu stronach od głównego wejścia, ciągnęły się dwa długie rzędy niezliczonych ław. Pierwsze z nich obite były szkarłatnym materiałem i, oczywiście, zajęte dla arystokracji i kapłaństwa. Im bliżej ołtarza, tym bardziej istotna była pozycja tego, który zajmował miejsce, dlatego większość szlachetnie urodzonych nie przepuszczała żadnej okazji, by z dumą zaprezentować się tu przy każdej ewentualności. Dziś jednak ołtarza nie było. Zamiast tego, na podwyższeniu, stało krzesło arcykapłana, a obok niego spoczywały insygnia królewskie, po prawej stronie korona, po lewej berło. Krzesło symbolizowało tron, którego, z oczywistych względów, do świątyni nie można było przenieść. Natomiast pierwsze ławy już zajmowali przedstawiciele arystokracji i próżno było szukać na ich twarzach zadowolenia z powodu dzisiejszej uroczystości. Pozostała część świątyni otwarta była dla obywateli, choć strażnicy krążyli po bokach, obserwując bacznie pojawiających się ludzi, gotowi reagować na każdy przejaw niestosownego zachowania. Poddani gromadzili się coraz bardziej licznie, zajmując większą część miejsc. Amir wyszedł z bocznego pomieszczenia, stając nieopodal podwyższenia. Arcykapłan pojawił się chwilę później, wchodząc na górę i szykując się do rozpoczęcia ceremonii. Hadrin podszedł do swojego brata, spoglądając na niego z uwagą.
-Wszystko dobrze?- zapytał z troską.
-Tak- szepnął w odpowiedzi Amir, podenerwowany zbliżającą się uroczystością.
-Idź...- jasnowłosy oparł dłoń na ramieniu brata, usiłując dodać mu otuchy.- Arcykapłan wszystkim pokieruje. Wygłosisz przemówienie, usiądziesz, nastąpi koronacja i...
-Wiem- przerwał mu mężczyzna, skinąwszy niecierpliwie głową. Został już zapoznany z planem koronacji, choć nie umniejszało to w niczym jego zdenerwowania. O ile rzeczywiście jego samopoczucie było kwestią stresu. Był zmęczony, trochę poirytowany, zupełnie wyprowadzony z równowagi ostatnimi wydarzeniami. Śmierć Ludwika. Jego wola. Odejście Nadima. Nawet gdyby nie ograniczał go czas, wątpił, by udało mu się z tym wszystkim uporać. Tym bardziej w tych okolicznościach. To działo się zbyt szybko.
Hadrin odszedł i zajął miejsce w pierwszej ławie. Dostrzegając na sobie wzrok starszego brata, uśmiechnął się do niego wymuszenie i kiwnął głową, dając swojemu krewnemu znak, że w razie czego jest w gotowości i będzie nad wszystkim czuwał. Amir odpowiedział mu równie niepewnym i sztucznym uśmiechem. Wszedł po stopniach na podwyższenie, zatrzymując się przy arcykapłanie, tuż obok tronu. Stąd miał doskonały widok na salę i zgromadzonych w niej ludzi. To chyba jednak nie był stres. To go nie peszyło. Raczej drażniło. Jeszcze wczoraj, ten sam tłum opłakiwał jego wuja. Dziś, będzie wołał głośno jego imię i radował się, czcząc wybór kolejnego władcy. Jak pogodzić żałobę z nakazem zabawy po wyborze następnego monarchy...? Wszystko było nie tak, jak trzeba. Od samego początku. Od jego powrotu. A może nawet od momentu, gdy wyruszył z królestwa. Popełnił błąd...? Wiele błędów? Kiedy? Co mógł naprawić, co mógł zrobić inaczej? Chciałby to wiedzieć. Mieć świadomość, że rzeczywiście nie mógł zapobiec temu, co się wydarzyło, ale nie był w stanie pozbyć się wyrzutów sumienia, skoro cały jego świat zaczynał już nawet nie drżeć w posadach, a zupełnie się rozpadać. Miał wyruszyć w poszukiwaniu jakiegoś kamienia, nie widząc w tym żadnego sensu, ani żadnej prawdy. I choć to drugie bez wątpienia tkwiło w całej tej historii, sensu nadal nie odnalazł. Zebrał wszystkie fragmenty, ale zamiast odpowiedzi, dostał jedynie nowe pytania. Wyruszył tylko po to, by wrócić. Wrócił, licząc na to, że jego świat nie zmienił się tak bardzo, jak się tego obawiał. Wydawało mu się, że będzie miał czas by opowiedzieć swojemu wujowi o wszystkim. Ale Ludwik umierał. Gdyby Amir mógł z nim zamienić choćby kilka słów, gdy ten był na łożu śmierci... Ale nie dano mu takiej szansy. Ten, którego szanował najbardziej na świecie, i który był dla niego wzorem, nie odchodził z godnością, otoczony najbliższymi, a niemalże samotnie, z opinią szaleńca, kogoś, kto postradał zmysły.  A jego pozostawił w sytuacji bez wyjścia. Być może był to dowód niezwykłego zaufania. Albo po prostu próba. Na pewno jednak ta decyzja nie wynikała z troski. Ludwik robił to, co dobre dla królestwa, a nie dla pojedynczych ludzi. Nie zmienił zdania, gdy Amir wyraził brak swojej woli w kwestii tej decyzji. Teraz, po jego śmierci, mężczyzna mógłby odmówić. Tylko teoretycznie. Jego wuj wiedział z pewnością, że nigdy tego nie zrobi, niezależnie od tego, jak wiele razy o tym myślał. Nie mógłby go zawieść i kierować się egoizmem. Zwłaszcza po tym, co Ludwik zrobił dla niego.
Był więc tutaj. Na chwilę przed tym, nim w jego życiu miała zajść kolejna, gwałtowna zmiana. Było ich zbyt wiele, by mógł za nimi nadążyć i uporządkować. Musiał je po prostu przyjąć. Biernie i bezradnie, jak ktoś, kto nie był w stanie stanowić sam o sobie, ani nawet się bronić. Chciałby mieć jeszcze tę nadzieję, która kazałaby mu wierzyć, że wszystko się ułoży i poradzi sobie, ale stracił ją dawno temu. Nic nie było takie, jakie być powinno i od tej chwili, nic już takie nie będzie.
-Niech bogowie błogosławią ten dzień!- zagrzmiał arcykapłan, spoglądając na zgromadzoną w świątyni ludność.- Dziś bowiem będą świadkami koronacji naszego przyszłego władcy! Niech w serca posłusznych im dzieci wstąpi radość i nadzieja, albowiem nie ma dla bogów naszych dnia bardziej wspaniałego i godnego chwały od tego, w którym życie zwycięża nad śmiercią! Umarł wielki król, lecz śmierć jego nie poskromi potęgi naszego królestwa! Życie krąży w tym państwie tak, jak i krew krąży w ciele tego, który od dziś dźwigać będzie ciężar korony! Kraj ten widział niejedną wojnę, konflikt i tragedię, ale trwa wciąż, przez wszystkie wieki, chroniony przez bogów i otoczony ich opieką... Symbolizuje to właśnie jedność i ciągłość władzy! Zapomnijmy więc o smutkach w dniu tak wielkiego święta! Błagajmy bogów, by obdarzyli siłą i rozwagą tego, który zasiądzie na tronie... Módlmy się za to, by okazał się być godnym tej ogromnej władzy i ogromnej odpowiedzialności, jaka na nim spocznie... Niechaj odczyta słowa przysięgi, przed bogami i posłusznym ludem...
Arcykapłan podał Amirowi trzymany przez siebie zwój. Mężczyzna przyjął go od niego, po czym zaczął rozwijać powoli pergamin. Duchowieństwo wykorzystywało wszystkie okazje, w których mogło przemawiać do dużej liczby ludzi, by postulować różnego rodzaju rzeczy, albo wzmacniać swoją pozycję. Amir spodziewał się więc, że przemówienie arcykapłana będzie długie i wylewne, ale okazało się być bardzo oszczędne, jak na jego zwyczajowe umiejętności. Podejrzewał, że mogła się za tym kryć jakaś interwencja Hadrina. Wczytywał się w ciszy w słowa przysięgi, nie mówiąc nic przez długą chwilę. Nie czuł się zbyt dobrze. Oddech spłycił mu się nieco. Momentami, obraz rozmazywał przed oczyma. Słowa arcykapłana, w których wierni mogli odnaleźć pewną prawdę, a może i ukojenie, jemu przyniosły jedynie ból i to samo uczucie goryczy, które wstępowało w niego za każdym razem, gdy wspominał wszystko to, co wydarzyło się z jego wujem.
-J... Ja... Ja, Amir...- zaczął, zająknąwszy się przez moment. Zdumiał się, słysząc własny, rozedrgany i niepewny głos. Odkaszlnął cicho, starając się skoncentrować na tekście, ale przychodziło mu to z dużym trudem.- Ja, Amir, przyjmując na siebie tytuł króla...- kontynuował głośniej.- ... przysięgam czynić wszystko, by nieść dobro swoim poddanym. Zobowiązuję się kierować w swych działaniach rozsądkiem i praworządnością, a przede wszystkim, wybierać zawsze dobro obywateli i cenić je nad swoim własnym...- te słowa nie mogły nie wywołać w jego sercu bolesnego ucisku. Przypomniały mu o wuju i o jego priorytetach. O Nadimie i własnych egoizmach, których nie był w stanie się wyzbyć. Gdyby miał rzeczywisty wybór, nie wahałby się ani chwili... Nawet będąc tutaj, postawiony przed ostatecznością, nie mógł pozbyć się tej rozdzierającej go od środka potrzeby, by rzucić wszystko i po prostu opuścić to miejsce, uciekając od tego, co zostało mu narzucone wbrew jego woli.- Odtąd bowiem, będę stanowił w ich imieniu, będę ich głosem, ich reprezentantem, ich najwyższym sędzią i władcą... Z... Z sercem pełnym nadziei i radości, przyjmuję ten wybór...- rzucił, choć słowa te, z oczywistych przyczyn, brzmiały sztucznie i bezbarwnie.- ... świadom tego, że wraz z nim, biorę na siebie wielką odpowiedzialność. Gotów dźwigać ciężar korony, obiecuję chronić mych poddanych przed wszelką niesprawiedliwością, złem i szkodą. Niech bogowie dadzą mi wsparcie.
-Oto i mamy króla!- zawołał arcykapłan w kierunku zebranych.- Wybrańca wielkiego człowieka i wybrańca bogów!- Amir przymknął na moment powieki, czując, że kręci mu się w głowie. Także te słowa, nie mogły nie wzbudzić w nim skojarzeń i wspomnień. Wybraniec bogów... Czy nie nimi, według Nadima, obaj byli...? Najwyraźniej bogowie odpłacali się okrucieństwem tym, którzy realizowali ich polecenia...- Niech żyje król Amir!
-Niech żyje król Amir! Niech żyje król Amir!- krzyczał głośno zebrany w sali tłum.
Głosy dobiegające z pierwszych ław, były dużo mniej entuzjastyczne. Kilkunastu arystokratów siedziało dumnie, nie wydusiwszy z siebie ani słowa, co było chyba znakiem swoistego protestu albo zapowiedzią przyszłej niezgody. Oczywiście na podobne zachowanie nie mógł sobie pozwolić Fryderyk, ani żaden istotny członek rady, choć nie ulegało wątpliwości, że było to częścią ich planu. Szlachta, choć wewnętrznie zróżnicowana, nie tylko pod względem majątku, ale i niekiedy poglądów, łączyła się w jednym – naciskach na władcę. Tylko tak mogli osiągnąć to, co osiągnąć chcieli i na czym najbardziej im zależało. Byli w tym zaskakująco zgodni i skuteczni. Jeśli Fryderyk chciał coś zademonstrować, bez najmniejszego problemu aranżował wszystko w taki właśnie sposób. Nie zwracając uwagi na siebie, nie dając oficjalnych powodów by można było go oskarżyć o uprzedzenia i usunąć z funkcji, przekazał Amirowi jasne ostrzeżenie. To była zapowiedź postawy rady wobec nowego króla.
Podniosła się pieśń ku czci nowo wybranego władcy. Amir zasiadł na prowizorycznym tronie, spoglądając na zgromadzonych najbliżej ołtarza możnych. Arcykapłan, wypowiadając słowa modlitwy, które ginęły pośród głosów śpiewających, nałożył koronę na głowę Amira, a następnie wręczył mu berło, po czym sam włączył się do śpiewu. Amir odszukał spojrzeniem swojego brata. Hadrin siedział w bezruchu, wpatrując się wprost w niego. Wzrok miał jakby nieobecny, bardzo niepokojący, zmrużone oczy, spoglądały na brata z jakimś chłodem i czymś na kształt podejrzliwości. Amir pierwszy raz widział u niego podobny wyraz twarzy. Ten dziwny grymas, będący połączeniem wściekłości i rozżalenia. Hadrin drgnął nagle, jakby wybudzając się z otępienia. Dostrzegając spojrzenie brata, zawstydził się wyraźnie. Po chwili uśmiechnął się do Amira, chcąc dodać mu otuchy. To jednak niewiele pomogło nowo wybranemu królowi. Amir nie mógł już pozbyć się uczucia, że wszyscy się od niego oddalają. Ludwik umarł, Nadim odszedł z własnej woli, Hadrin, choć starał się zachować pozory i udawać, że wszystko jest w porządku, zaczynał się coraz bardziej dystansować.
Ktoś wszedł do wnętrza świątyni. Amir pewnie nie zwróciłby na to uwagi, gdyby nie fakt, że była to duża grupa, około dwudziestu osób. Wszyscy odziani byli tak samo, w płaszcze podobne do tych, które mieli na sobie żałobnicy. Zakapturzeni i milczący, zatrzymali się na samym końcu, nie zajmując ani nie szukając wolnych miejsc, a jedynie stojąc przy ścianie i obserwując całą ceremonię. Przez chwilę mężczyzna sądził, że ma zwidy. Ale gdy dostrzegł, że arcykapłan ze zdumieniem spogląda w tamtą stronę, a ludzie siedzący w ławach, zaczynają z zaciekawieniem odwracać głowy i oglądać się na przybyłych, zdał sobie sprawę z tego, że była to rzeczywistość. Ani przez chwilę nie miał wątpliwości, kim są ci zakapturzeni przybysze. Potomkowie wilków. Odetchnął głębiej, czując, jak oczy pieką go nieznośnie, a za serce znowu ściska to potworne uczucie. Z oczywistych względów nie mógł dostrzec, czy Nadim jest pośród nich, ale był pewien, że tak właśnie było.
Amirowi zdawało się, że jest zupełnie spokojny i wyciszony. Że przynajmniej zachowuje pozory opanowania. Ale nie mógł w żadnym razie pozbyć się tej okrutnej myśli, która tłukła się w jego głowie i nie dawała przegonić – że być może to ostatni raz, ostatnie spotkanie z potomkiem wilków. O ile w ogóle mógł określić to w ten sposób. Czy to normalne...? Że wszystko w jednej chwili zmienia się diametralnie, cały świat wywraca do góry nogami, i nie ma czasu na nic, ani na rozważania, ani na myśli, na podejmowanie odpowiednich decyzji, nawet na pożegnanie...? Miał wszystko, a pozostał niemalże z niczym. Ta korona, ta władza, była zupełnie bez znaczenia w obliczu jego własnych pragnień.
Poczuł, jak coś wilgotnego spływa mu po policzku. Odruchowo sięgnął do niego wolną dłonią, ścierając opuszkami palców pierwszą łzę. Był zaskoczony. Odkaszlnął, usiłując się powstrzymać, ale kolejne wypełniły jego oczy bardzo szybko. Załkał cicho. Nie mogło to zostać niezauważone. Wśród tych, którzy siedzieli najbliżej zapanowało poruszenie i coś w rodzaju konsternacji. Amir zakrył oczy dłonią, z całych sił próbując opanować emocje. Arcykapłan przedłużył pieśń o kolejne dwie zwrotki, wyraźnie nie wiedząc, co innego czynić. Nowo wybrany król uspokoił się po dłuższej chwili, a rozśpiewane głosy umilkły wreszcie. W świątyni zapanowała zupełna cisza.
-Niechaj ta radosna chwila...- zaczął przemawiać arcykapłan, ale w tym momencie stało się coś, co zwróciło chyba uwagę wszystkich zebranych. Świątobliwy przestał przemawiać, patrząc w stronę, w którą spoglądali również pozostali, obecni na sali. Wyścielonym purpurą środkiem świątyni, prowadzącym pomiędzy dwoma rzędami ław, szedł jeden z zakapturzonych. Natychmiast musiało wzbudzić to reakcję straży, która już zmierzała w jego kierunku. Strażnicy jednak znieruchomieli w pewnym momencie, ze zdumieniem i dezorientacją dostrzegając, jak tamten osobnik zatrzymuje się na środku i przyklęka, pochylając nisko głowę. Wyprostował się po kilku minutach. Podniósł i bez słowa ruszył do wyjścia. Dołączywszy do swych braci, opuścił świątynię wraz z całą grupą, wywołując wśród wciąż obecnych na sali ogromne zamieszanie i liczne komentarze.- ... Niechaj... Eee... Niechaj...- arcykapłan zająknął się, z wrażenia zapominając na moment o tym, co miał mówić. Mało kto zresztą go słuchał. Sala huczała od wymienianych szeptem opinii, i całkiem głośnych rozmów.-Niechaj ta radosna chwila nie odwróci naszej uwagi od spraw ważnych! Przekonani o właściwym wyborze tego, który sprawować będzie władzę, chwalmy ten dzień i jego osobę, modląc się do bogów, by był w stanie sprostać swemu zadaniu! Zadaniem króla jest chronienie swych obywateli, a nam przyszło żyć w trudnych czasach! Niech więc król chroni nas przed tymi zagrożeniami, które są nam dobrze znane i tymi, które jeszcze nie nadeszły... Niech żyje król Amir!- zawołał raz jeszcze, zmuszając salę do przerwania dyskusji i zareagowania w ten sam sposób.
Amir podniósł się z tronu. W asyście strażników, pozdrowiony przez kapłana i żegnany okrzykami, został odprowadzony do bocznego pomieszczenia.
Gdy ucichły wołania i śpiewy, w świątyni wciąż było głośno.
Cała sala grzmiała od komentarzy.

Amir znajdował się w gabinecie swojego wuja. Teraz już pomieszczenie oficjalnie należało do niego. Podczas jego nieobecności służba, na polecenie Hadrina, zdążyła uprzątnąć to miejsce, przygotować gabinet do użytku i przenieść do nowej sypialni większość rzeczy świeżo ukoronowanego króla. Teraz Amirowi towarzyszyła tylko służka, której zadaniem było upewnić się, że wszystko jest jak należy. Mężczyzna z początku wcale nie chciał tu wchodzić. Czuł się dziwnie i nieswojo z myślą, że miałby na co dzień przebywać w komnatach, które kojarzyły mu się wyłącznie ze zmarłym niedawno wujem. Czekał na Hadrina, chcąc to z nim przedyskutować, ale jego brat długo nie wracał do zamku. Uprzedzał wcześniej Amira, że po koronacji, spotka się z arystokracją. Spotkanie najwyraźniej się przedłużyło. Kwestia zmiany miejsca pracy  i spoczynku, nie była jedyną, jaką chciał z nim omówić starszy brat. Jednak znużony oczekiwaniem, postanowił zajrzeć do gabinetu. Sądził, że wzbudzi on w nim okropne odczucia, że związane z nim wspomnienia zaognią jedynie świeże rany i doprowadzą go do rozpaczy. Ale wchodząc tutaj, paradoksalnie, poczuł ogromny spokój. Obejrzał pomieszczenie dokładnie. Zatrzymał się na dłuższą chwilę przy przytwierdzonej do stołu makiecie miasta. Spoglądał na zawieszoną na ścianie mapę polityczną regionu. Podszedł do drewnianego biurka i przesunął opuszkami palców po gładkim blacie, po czym zaczął otwierać kolejno szuflady, przeglądając ich zawartość. Uśmiechnął się sam do siebie, widząc jakiś rozpoczęty, oficjalny list, napisany ręką wuja. Przejrzał pobieżnie różnego rodzaju dekrety, dokumenty i zapiski. Spojrzał na zalegające na biurku książki. Gdy się tutaj pojawił, służba akurat odnosiła je na miejsce, ale kazał im je zostawić. Na samej górze leżał spis praw obowiązujących w królestwie. Pod nim kilka pozycji związanych z Alitis i okolicznymi ziemiami. W zamku znajdowała się bogata w zbiory biblioteka, ale ulubione książki, wuj trzymał tutaj. Po prawej stronie od biurka, przy ścianie, stał nieduży regał. Amir podszedł do niego, oglądając tytuły losowo wyciąganych ksiąg. Zdecydowana większość z nich, poświęcona była historii. Znalazł też jednak jakieś legendy, opracowania związane z gospodarką i społeczeństwem, a nawet tomik poezji. To pomieszczenie wzbudzało w nim same dobre wspomnienia. To tutaj najczęściej rozmawiał z wujem. Tutaj widział go pochłoniętego pracą. Tutaj Ludwik przyjmował gości. Nie było innego miejsca, które kojarzyłoby się mu z jego osobą równie mocno, i w którym mógłby niemal wyczuwać jego obecność.
Drzwi otworzyły się gwałtownie i do komnaty wpadł Hadrin.
-Wyjdź- zwrócił się do służki stanowczym głosem. Ta skłoniła się przed nim i pospiesznie opuściła gabinet. Książę podszedł do brata, który zwrócił się w jego stronę, z niemałym zdumieniem dostrzegając, że Hadrin jest wyjątkowo wytrącony z równowagi.- Możesz mi to wytłumaczyć?- zapytał jasnowłosy, wyraźnie podenerwowany.
-Zapewne mogę...- odparł spokojnie Amir, skinąwszy z wolna głową i odłożył trzymaną przez siebie książkę na jej wcześniejsze miejsce.- Ale byłoby mi o wiele łatwiej, gdybyś to ty wytłumaczył, o co ci właściwie chodzi...
-O potomków wilków!- rzucił Hadrin, rozwiewając wszystkie wątpliwości starszego brata. Tego Amir zdecydowanie mógł się spodziewać.- Nie udawaj, że tego nie zauważyłeś, albo, że ci to umknęło! Wszyscy wiedzą, że to oni! Arystokraci również! Widać nie są aż tak głupi, jak ci się wydaje! Zainteresowali się tym i dowiedzieli o pobycie ich przywódcy na zamku, i o tym, że potomkowie wilków brali udział w pogrzebie!- Amir nie był tym ani zbulwersowany, ani tym bardziej zdumiony. Więcej, gotów był się założyć, że, zwłaszcza o tej pierwszej kwestii, wiedzieli od dawna. Nic, co działo się na terenie zamku nie mogło uchować się przed ich ciekawością. Potrafili zdobywać informacje i potrafili je też dawkować w odpowiedni sposób, a więc, najzwyczajniej w świecie czekali na moment, w którym okażą się one najbardziej przydatne. Chyba, że Hadrin naprawdę bardzo się postarał, usiłując zatuszować tamtą sprawę.- Wiesz, jak długo musiałem im się z tego tłumaczyć...?- zapytał z wyrzutem.
-Wiem, że niezależnie od tego, co im powiedziałeś, nie byli zachwyceni...- odparł Amir, wymijając brata i podchodząc do biurka.- Oburzenie to doskonały klucz do ewentualnych negocjacji...- stwierdził.
-Nie odwracaj kota ogonem i nie udawaj, że nic się nie stało!- ofuknął go surowo brat.- Oni nie tylko pojawili się na koronacji, co samo w sobie jest bezprecedensowe, biorąc pod uwagę fakt, że nigdy nie uznawali naszej władzy nad tymi ziemiami... To nie był żaden atak czy protest...
Amir spojrzał na brata bez zrozumienia.
-Atak czy protest ucieszyłby cię bardziej...?- parsknął cicho.
-Atak czy protest dałoby się łatwiej wyjaśnić!- syknął w odpowiedzi Hadrin, wyraźnie poirytowany postawą mężczyzny.- A to był właściwie hołd! Coś więcej, niż sama akceptacja władzy! To była niemalże deklaracja posłuszeństwa! A takich deklaracji nie uzyskuje się za nic!
Hadrin cofnął się o kilka kroków i zaczął krążyć nerwowo po pomieszczeniu. Amir przyglądał mu się przez dłuższą chwilę. Usiadł za biurkiem, wciąż śledząc krewnego spojrzeniem.
-Jeśli masz rację, arystokracja powinna być zachwycona tym, jak mówisz, hołdem...- odezwał się po dłuższej chwili ciszy, pozwalając sobie na dość kpiący ton. Jego ocena tej warstwy społecznej była jasna, a hipokryzja szlachty była tak widoczna, że zdawało się, iż jej przedstawiciele nawet nie starają się tego kryć.- W końcu ich głównymi argumentami przeciwko potomkom wilków, jest właśnie ich  nieposłuszeństwo i brak akceptacji wobec naszego zwierzchnictwa...
Hadrin przystanął gwałtownie i spojrzał na brata z oburzeniem.
-Czy do ciebie naprawdę nic nie dociera?!- rzucił bez zrozumienia.- To jest skandal! I to w dzień koronacji! Jeszcze dobrze nie zostałeś królem, a lud już gada, plotkuje i powtarza pogłoski... Przecież musisz sobie zdawać sprawę z tego, jak to wygląda w oczach społeczeństwa! Fakt, że nasi poddani tolerują ich obecność, zresztą wciąż nie bez trudu, nie oznacza, że zgodzą się na jakieś konszachty... Długo musiałem wyjaśniać członkom rady, że twoje rozmowy z Canisem, podczas jego pobytu tutaj, nie dotyczyły kwestii związanych z królestwem... Pytali o to, czy niczego mu nie obiecywałeś... Musiałem przysiąc, że nie... Mimo tego, że...
-... Mimo tego, że wcale nie jesteś pewien?- dopowiedział Amir, a milczenie jego brata było aż nadto wymowne.
-Tak...- potwierdził po dłuższej chwili Hadrin, najwyraźniej zawstydzony swoją własną nieufnością.- Jeszcze przed twoją wyprawą, nie miałbym żadnych wątpliwości- przyznał szczerze.- ... ale teraz, sytuacja się zmieniła. Zrozum, że muszę zapytać... Czy cokolwiek z nimi ustalałeś? Gwarantowałeś im coś? Składałeś jakieś deklaracje?
-Nie- odparł zgodnie z prawdą Amir.
-Dobrze...- książę odetchnął z wyraźną ulgą, ale niepokój szybko powrócił na jego oblicze.- Więc musieli to zrobić z innej przyczyny...
-Daj spokój, Hadrin...- rzucił Amir, kręcąc głową i chcąc dać bratu do zrozumienia, by zostawił ten temat.
-Nie lekceważ tego!- odparł Hadrin, chyba zdumiony brakiem emocji ze strony krewnego.- Naprawdę uważasz, że to ich dobra wola...? Gdyby tak było, mogliby wyrazić swoje poparcie dyskretniej... A to... To była demonstracja! A demonstracja zawsze ma związek z polityką! Albo chcą uzyskać jakieś korzyści... Albo skłócić nas wewnętrznie. Wzbudzą podejrzliwość, zmniejszą zaufanie wobec nowo wybranego władcy... Może pojawią się pogłoski o twoich kontaktach z...
-Przestań- przerwał mu surowo Amir, nie mając najmniejszej ochoty tego słuchać.
Nie wiedział, co miało znaczyć to całe wydarzenie podczas jego koronacji. Mógł się tylko domyślać. Zarówno jego wuj, jak i Canis, zawsze chcieli doprowadzić do pełnego pokoju, pomiędzy ich rasami. Ludwikowi się to nie udało. Może Canis uznał, że przyszedł czas, by zrobić w tym kierunku coś więcej. Wątpił, by ten starzec mógł mieć jakiekolwiek złe zamiary wobec niego czy królestwa. A już w ogóle nie wierzył w to, by mógł posługiwać się jego prywatnymi sprawami z wyrachowaniem i w celu ośmieszenia go... Po co? Potomkowie wilków nie byli silnym mocarstwem, a ledwie gromadą! Nie byli w stanie pokonać ludzi, nawet gdyby przyjąć, że w jednej chwili zawali się całe królestwo i upadnie władza! Byli zbyt mało liczni i zbyt słabi! A przede wszystkim, konflikt zdecydowanie nie był w ich interesie. Mógł tylko doprowadzić do większych nacisków i prześladowań. Wniosek nasuwał się więc jasny : dążyli do czegoś w rodzaju zjednoczenia, choć Amir szczerze wątpił, by to był odpowiedni czas. Ani ludzie, ani potomkowie wilków, nie byli do tego gotowi.
-Odkąd to stałeś się taki ufny...?- Hadrin wpatrywał się w brata z niedowierzaniem.- Rozumiem, że możesz ufać jednemu z nich, ze względu na wasze relacje, ale im wszystkim...? Dobrzy bogowie, co za szczęście, że nie wpadł ci w oko arystokrata, bo twoja niechęć i zdystansowanie do tej grupy, zmieniłyby się szybko w dozgonną miłość..- zakpił.
-To nie jest dozgonna miłość ani zaufanie- odpowiedział Amir.- Po prostu nie żywię już przekonania, że każde ich działanie jest nastawione na naszą szkodę... Daj temu spokój. Poczekaj na to, co będzie dalej. Jeśli rzeczywiście czegoś chcą, zrobią kolejny krok. A wtedy ich intencje będą bardziej zrozumiałe.
-I ty chcesz im na to pozwolić? Na swobodne działanie?- zapytał z niedowierzaniem książę, po czym parsknął cicho.- Bardzo proszę. Ty możesz tutaj siedzieć i zachowywać się, jakby nic się nie stało, ale ja nie zamierzam tego ignorować. Może wciąż jeszcze nie zdajesz sobie sprawy, ale jesteś odpowiedzialny za to królestwo.
Powiedziawszy te słowa, spoglądał przez długą chwilę na Amira z wyraźnym wyczekiwaniem, chcąc zapewne usłyszeć jakąś reakcję. Ale mężczyzna nie miał mu na ten temat nic do powiedzenia. Hadrin westchnął głęboko i odwróciwszy się na pięcie, ruszył w stronę drzwi.
-Sprowadź tu swojego syna- dopiero w tym momencie Amir zdecydował się na te słowa.
Jego brat zatrzymał się z dłonią na klamce i obejrzał na niego powoli, ze zmarszczonymi brwiami.
-Już o tym rozmawialiśmy- uciął, odwracając się w jego stronę i uśmiechając wymuszenie.- Nie mam syna.
-Możesz nazywać go jakkolwiek zechcesz, jeśli to ułatwi ci sprawę, ale masz sprowadzić go do zamku- stwierdził stanowczo Amir. Zastanawiał się nad tym wystarczająco długo. Z początku sądził, że Hadrin i tak w końcu się opamięta i zamierzał zostawić to w spokoju, dać mu wolność wyboru, czekać aż zmądrzeje. Jednak im dłużej to rozważał, tym bardziej wątpił w słuszność takiego postępowania. Nie mógł pozwolić, by ewentualny, przyszły król, przebywał wśród obcych ludzi, z dala od zamku. Nie, wcale nie o to chodziło. Nie mógł pozwolić, by potomek jego brata tam przebywał, podczas gdy ten dbał przede wszystkim o własny wizerunek.- Niezależnie od tego, czy tego chcesz, czy nie... To twój syn- dodał cicho.
Hadrin uśmiechnął się gorzko, po czym odparł chłodno:
-Nie jest nim, tak długo, jak długo go nie uznam. Wiesz o tym.
-Jeśli ty tego nie zrobisz, to ja go uznam- odpowiedział stanowczo Amir, chcąc i ten argument wytrącić z rąk brata.
-Co takiego...?- szepnął Hadrin, wyraźnie poruszony.
-To ty mówiłeś mi o tym, że tak samo jak Ludwik, powinienem dbać o królestwo, a nie o samego siebie!- rzucił Amir, podnosząc się z miejsca.- Jak możesz sam czynić coś takiego...?
-Czynię to, co czynić należy! Dbam o dobre imię królestwa.
-Królestwa?!- parsknął z politowaniem mężczyzna.- Raczej samego siebie! Gdyby nasz wuj żył i wiedział o tym wszystkim, nigdy by ci na to nie pozwolił! On uznał nas za swych synów, choć w rzeczywistości nimi nie byliśmy, a ty chcesz porzucić swojego prawdziwego potomka, tylko przez to, że boisz się kilku komentarzy i krzywych spojrzeń?!
-To zupełnie inne sytuacje!- syknął w odpowiedzi Hadrin.- My jesteśmy szlachetnie urodzeni! Nie jesteśmy bękartami!
-Twój syn jest następcą tronu- powiedział Amir.- Możesz powtarzać, że będziesz miał ich jeszcze wielu, ale na razie, on jest jedyny. Nie wiesz, co się jeszcze wydarzy. Sytuacja jest napięta. Coś może się stać tobie albo mnie, nam obu. Chcesz, żeby władza trafiła w ręce możnych...? Sprowadź go- rzucił stanowczo.
Hadrin uśmiechnął się z politowaniem.
-A jeśli odmówię, to co...? Będzie to pierwszy rozkaz nowego króla...?- zakpił.
-Tak- odparł Amir, skinąwszy głową. W rzeczywistości nie miał najmniejszego zamiaru wydawać podobnego polecenia, ale tylko to mogło podziałać na jego brata. Hadrin pobladł momentalnie, patrząc na brata z niedowierzaniem i obawą.- Jeśli odmówisz, tak właśnie się stanie. Zapewne nie będziesz chciał powiedzieć, które to dziecko, więc wydam nakaz przeszukania wiejskich obszarów i ziem chłopów. Wydam nakaz ujawnienia ważnych dla sprawy informacji, ze względu na ich wagę, każdemu, ktokolwiek będzie coś na ten temat wiedział. Wiedzą przede wszystkim arystokraci. Możesz ich przekonać, żeby ze mną nie współpracowali, ale ludzie nie są ślepi. Prędzej czy później, i tak go znajdę, przy znacznie większym zamieszaniu i zaangażowaniu społeczeństwa, niż gdybyś miał zrobić to sam.
Hadrin parsknął cicho.
-Ty...- rzucił drżącym głosem i pokręcił głową, jakby wciąż nie mógł uwierzyć w to co słyszy.- Nie mogę w to uwierzyć... Ty chcesz mnie ośmieszyć... Dlaczego...? Nie jestem królem! Ty nim jesteś! Nie masz o co ze mną rywalizować! Nie chcesz mnie jako swego doradcy, więc mnie wyrzuć, ale nie skazuj na drwiny! Nie rozumiesz, że to będzie wykpiwane...? To mnie zniszczy! Tego właśnie chcesz...?- zapytał bez zrozumienia.
-Chcę uchronić się przed popełnieniem najgorszego błędu w twoim życiu- odpowiedział Amir.- Żałuję, że jesteś zbyt mocno zaślepiony, by to dostrzec.
Hadrin posłał mu ostatnie, pełne wściekłości i rozgoryczenia spojrzenie, po czym wyszedł z pomieszczenia, trzaskając głośno drzwiami.
Mężczyzna usiadł z powrotem za biurkiem i skrył twarz w dłoniach.
Świat się zmieniał.

12 komentarzy:

  1. Rozdział zaczęłam czytać rano, a skończyłam w szkole.. Jednak nie lubię siedzieć na necie na komórce (strasznie mi zamula) dlatego komentarz sobie odpuściłam i teraz to zrobię xD

    Amir został królem, Amir został królem! Ja w przeciwieństwie do niego bardzo się cieszę.. Dlaczego? Bo wiem, że będzie dobrym władcą, że z pomocą Hadrina da sobie radę!

    Koronacja, była piękna. Świetnie opisałaś uczucia Amira.. No i znowu ta głupia szlachta.. Grr. Czują się zagrożeni ale i tak czuję, że władca sobie z nimi poradzi.
    Co raz mniej lubię Hadrina, niby wspiera Amira, niby chce dobrze, ale czuję, że go zdradzi. Że przez niego w królestwie stanie się straszna rzecz! Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że zaszkodzi Amirowi... Może to przez Makbeta, którego ostatnio w szkole przerabiałam xD

    Potomkowie wilków na koronacji? Aww.. To było genialne! Coś czuję, że to Nadim uklęknął. No nikt inny mi nie pasuje, a on jest kochany <3 Czuję, że teraz zapanuje harmonia między potomkami wilków a królestwem.. No i mam dziwne przeczucia, że potomkowie wilków (Ci co wielbili Fortisa, bo wydaje mi się, że nie wszystkich zabito, w końcu ludzie z nim od długich lat walczyli, więc chyba nie mogli zmieścić się w jednej kryjówce...) namieszają coś.. No nie wiem.. Ale coś się wydarzy!

    Amir się popłakał na swojej koronacji! Tak samo jak jego wuj. Czyżby historia zatoczyła koło? NIE, NIE i jeszcze raz NIE! Nadim i Amir muszę być razem, po prostu MUSZĄ! Nie wyobrażam sobie, aby mogło być inaczej...

    Nie rozumiem, dlaczego Hadrin ma pretensje do Amira? Przecież on nie zapraszał potomków wilków, nie spiskował z nimi!! Eh.. Nie rozumiem. Hadrin razem z arystokracją doszukuje się czegoś, czego nie ma.. Czemu on tak bardzo nie lubi potomków wilków? >.<

    Dobrze, że Amir zaakceptował swojego bratanka (nie pomyliłam Zawsze mi się myli bratanek z siostrzeńcem..) Hadrin nie umie go zaakceptować.. bo się go wstydzi.. Ciekawe co by było gdyby jego była ukochana przeżyła.. Zostawiłby ją? Na szczęście Amir chce aby on zamieszkał z nimi i co ważniejsze w przyszłości został królem..

    Ta ostatnia kłótnia troszkę mnie przygnębiła.. Boję się.. Coś się między braćmi zacznie dziać i będą się kłócić. Hadrin po raz kolejny podkreśla, iż to nie on jest królem a Amir, czuję, że mówi to z irytacją i zazdrości mu władzy...
    Mam nadzieję, że to się dobrze skończy ^^

    Ogólnie mam dziwną teorię, że Ludwik zostawił jeszcze jakiś list.. I mam wrażenie że będzie on adresowany do Canisa, czy to prawda? Nie wiem.. Mam takie dziwne przeczucia..

    A teraz mam pytanie. Jak długo będzie trwał jeszcze Chaos? Mam nadzieję, że ponad 10 rozdziałów na pewno xD
    A co pojawi się po Wyzwaniu (we wcześniejsze notce wspominałaś, że ma być w tym tygodniu..) Znaczy wiem, że pojawi się Chaos (mam nadzieję, że nic się pod tym względem nie zmieniło) ale potem? Masz jakieś plany? Może YFM, Książę, AFY albo Sunrise? (to ostatnie zakończyłaś w takim momencie, że chcę za niedługo notkę! xD)

    Łoł, tak troszkę się rozpisałam, no cóż dostałam wenę na komentarz xD
    Mam nadzieję, że nie jest zagmatwany, tak bardzo x3


    Pozdrawiam i życzę duuuużo weny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojawi się "Sunrise" :).

      Również pozdrawiam.

      Usuń
  2. Anonimowy7:36 PM

    Cześć, a ja mam takie dziwne trochę pytanie... Które opowiadanie z tego bloga polecałabyś na początek? Trochę się nie orientuje, dużo tych opowiadań i wiesz:c Ps. Jestem zakochana w Twoim opowiadaniu "every me".
    Pozdrawiam, Klaudia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A opowiadań w jakim klimacie szukasz? :)

      Usuń
    2. Anonimowy8:25 PM

      Jak na tą chwilę czegoś smutnego, tajemniczego, co byłoby idealne na tą chwilę. Posiadasz jakieś opowiadania w tym stylu?

      Usuń
    3. Hm... Może "Theodore", skoro jest zakończony. No i one-shoty, ale to zależy na jaki trafisz.

      Usuń
  3. Anonimowy7:48 PM

    Prawdopodbnie Nadim też się popłakał, prawda? Te jego uczucie kiedy wychodzi i zatrzymuje się... Chce wejść do środka, ale nie może... Chce zawrócić, ale nie może... Uwielbiam takie zakończenia.
    No i biedny, zaślepiony Hadrin :)

    Pozdro, Arek.

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj. Trochę zwlekałam z przeczytaniem kolejnego rozdziału, lecz w końcu jestem już po. I przyznam, że 40 nie jest najlepszym fragmentem "Chaosu", jaki napisałaś. W niektórych momentach brakuje mi typowego dla ciebie obrazowania świata i poprawnej dynamiki: zwłaszcza w chwili, gdy Amir rozpłakał się na koronacji.
    Ale spójrzmy przez palce na te niewielkie niedociągnięcia. Koniec nagle zdał mi się odległy, zbyt odległy niemal. Trwanie w nicości pozostawionej po Ludwiku musi być dla nowego króla wręcz katorgą, zwłaszcza przy nadętej arystokracji, nieobecnym już Nadimie i obrażonym Hadrinie.
    Zaczyna mi nieco brakować czegoś, co byłoby związane z Fortisem i kamieniem. Dlaczego demon znów nie daje znaku życia? Czyżby osiągnął to, czego chciał, czyli władzy? Ale w jaki sposób zacznie wpływać na, mimo wszystko, bezbronnego Amira?
    Jeżeli patrzeć jedynie na ten rozdział, można rzec, że jest suchy i niewiele wnoszący. Jednak po przyrównaniu jego fabuły do fabuły całego opowiadania, charakterystyczna dla ciebie pauza nasila pragnienie odpowiedz na pytania wcześniej zadane. Niemalże czuję, jak kwestia demona pali mnie od środka intensywnie fioletowym światłem, które domaga się wreszcie wyjaśnienia czy choćby wspomnienia tych wydarzeń.
    Życzę zatem weny i spokoju oraz wielu pomysłów ^w^
    Miraculi

    OdpowiedzUsuń
  5. Od razu napiszę to co wywarło na mnie największe wrażenie, a była to zadziwiająca stanowczość Amira. I podobało mi się to. Nawet jeśli Amir nie uważa się za dobrego króla i nie jego przeszkolony tak jak jego brat, to jego podejście do życia i stanowczość. (przynajmniej mnie) przekonuje, że jego wuj podjął słuszną decyzję. Podoba mi się też to, że Amir przestał się emować. Że się nie zatracił w smutku po wuju nawet jeśli przy koronacji ciągle go wspominał. Niezmiernie wkurza mnie postawa szlachty i Hadrina... O matko ten ostatni, to już doprowadza mnie do szewskiej pasji... Rozumiem jego zdenerwowanie tym co się stało po koronacji. Mnie też zaskoczył gest potomków wilków, ale można się było domyśleć, że nie przyszli tam bez przyczyny. Jednak on strasznie wszystko przeżywa. Widać jak gorycz się z niego wylewa, a wręcz wygląda to tak jakby własnemu bratu podkładał kłody pod nogi... Mam nadzieję, że Amir sprawdzi się jak król, bo cały czas chciałam go zobaczyć na tronie :D Naprawdę wydaje mi się bardziej odpowiedni. Jeszcze raz to napisze. Ta jego ostatnio pokazana stanowczość mi zaimponowała i bardzo się spodobała. Nawet jeśli była zabarwiona egoizmem. W końcu on sam nie planuje mieć dzieci skoro kocha Nadima...
    Włąśnie co do Nadima... Matko jak on mnie wkurzył... Czyli wychodzi na to, że moją ulubioną postacią jest Amir? xD Chyba tak. Od początku wydawał mi się najbardziej bujną postacią i też najbardziej ciekawą i kolorową (nawet jeśli przez swoje uprzedzenia początkowo mnie wkurzał xD). To tak trochę odnosi się do poprzedniego rozdziału... Ale jak on mógł zrobić to Amirowi Q_Q Nie wybaczę mu tego... Jak dla mnie wybrał najłatwiejsze rozwiązanie... Czy on naprawdę go kocha? No cóż man nadzieję, że niedługo ten wątek się wyjaśni.
    Następną rzeczą, która nie daje mi spokoju jest śmierć jego wuja... Ekhm... Jakoś nie wydaje mi się, że to była śmierć spowodowana klątwą. Albo raczej nie z jego własnej woli. Tzn... Chodzi mi o to jak wyglądała ich ostatnia rozmowa. Jak jego wuj rozpaczliwie chciała mu coś przekazać. I czemu tak kręcił głową?! Poza tym, no sorry, ale jakim cudem Canis był w stanie zabić swojego byłego kochanka tak bez mrugnięcia okiem? Czy tylko ja widzę w tym coś podejrzanego?!
    No i jeszcze ta sprawa z kryształem i demonem? Nie zdziwiła bym się, jakby ten cały demon już roztaczał swoje cienie po królestwie...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie ma mojego komentarza. :( Nie pamiętam co w nim pisałam, więc napiszę, że rozdział był raczej spokojny, ale podobał mi się. Stało się to czego Amir nie chciał. Ten jego płacz sprawił, że miałam ochotę go przytulić, a wejście potomków wilków, nie wiem czy mnie zaskoczyło. W końcu jest król, który może okazać się silny i sprawić, by wszelka nienawiść do nich zamieniła się w coś pozytywnego. Nie wiem kto uklęknął przed Amirem, ale podejrzewam, że był to Nadim. Jak to on to uczynił piękny gest. :DD

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy5:01 PM

    To musiałb być Nadim!! Nadim, nikt inny! Dobrze, że jednak nikt go nie powstrzymał. Naiwnie czekałam jednak na to, że wyskoczy na środek sali i krzyknie głośno: Nie zgadzam się! I złapie Amira za rękę i niepowstrzymywani przez nikogo wybiegną ze świątyni i uciekną tam, gdzie ich nikt nie znajdzie i będą żyć długo i szczęśliwie..
    Ech.. najwyraźniej muszę jeszcze poczekać..
    Koronacja była piękna i tak czułam, że przyjdą potomkowie wilków, choć nie spodziewałam się, że aż w takiej ilości.
    Poza tym myślałam, że Amir, taki rozedrgany, ze łzami splywającymi po policzkach, powie coś do nich, nawiąże jakisś kontakt. Choć może dobrze się stało, że milczał.. Jeszcze by któryś z tych cholernych arystokratów zawału dostał :/
    Tak bardzo chcę mojego uszastego i ogoniastego Nadima! O.o
    Alys

    OdpowiedzUsuń