Strony

piątek, 17 maja 2013

- 12 - [Edmund Lancaster]


James przebudził się. Leżał przez moment w bezruchu, nie otwierając oczu, po czym ziewnął szeroko i przekręcił się na drugi bok. Tą noc przespał we własnym łóżku. No, przynajmniej dużą jej część. Po drugim wykonanym przez siebie telefonie, przeniósł się tutaj. Chwilę później okazało się, że nie on jeden, bo gdy chciał się nieco przesunąć, uderzył czołem w coś twardego, co okazało się być ramieniem panicza. James jęknął głucho i uniósł głowę. Edmund również się obudził i zwrócił twarz w kierunku historyka, mocno całą sytuacją zdezorientowany. Tym razem zderzyli się nosami.
-Cześć, Jamie…- mruknął sennie hrabia Lancaster, nie odsuwając się ani o centymetr.
James zaniemówił na moment, mocno skrępowany całą sytuacją i dość niespodziewaną bliskością. Edmund musiał obudzić się w środku nocy, zdać sobie sprawę z tego, że Jamesa przy nim nie ma, może nawet przestraszyć, a później przyjść tutaj.
-Cześć, Edmund…- odkaszlnął cicho historyk, biorąc się w garść i podnosząc. Przeszedł przez hrabiego by wydostać się z łóżka, wciąż nieco zawstydzony, bo choć Lancaster już parę razy spał razem z nim (… brzmiało to cokolwiek niestosowne, ale w rzeczywistości wcale takie nie było!), a nawet był z nim na „randce” (to było zwykłe spotkanie, wiadomo przecież, że Edmund nawet nie był do końca świadom, co oznacza to słowo), to takie zdarzenia wciąż napawały go swoistym, acz bardzo specyficznym, dyskomfortem.- Chcesz już wstawać…?- zapytał, wyjmując z szafki świeże ubrania i zerkając ukradkiem w kierunku panicza.
-Chcę jeść- odparł szczerze młody Lancaster.
James zaśmiał się cicho.
-Zaraz zrobię jakieś śniadanie. Masz ochotę na coś konkretnego?
-Na pizzę- odpowiedział Edmund, co było zresztą zupełnie do przewidzenia.
-Eee…- historyk zniknął na moment z pomieszczenia, by wynieść ubrania do łazienki i zaraz wrócił do niego ponownie, zatrzymując się w progu.- Obawiam się, że to niemożliwe…- przyznał, uśmiechając się lekko.- Nie umiem robić pizzy…- umiał ją za to zamówić, ale gdyby częściej pozwalał sobie na tego typu śniadania, niedługo nie mieliby co jeść. To z pewnością nie wpłynęłoby w dramatyczny sposób na panicza Lancastera, który miał dobre kilka wieków, by przyzwyczaić się do tego stanu rzeczy, ale James miał graniczące z pewnością wrażenie, że nie zniósłby tego stanu równie dobrze.- Może jakieś płatki? Galaretkę? Kanapki?
Edmund skinął głową, nie wybierając konkretnie niczego, więc chyba było mu to obojętne.
-Pójdziemy dziś na pizzę, Jamie?- zapytał.
Historyk westchnął cicho, uśmiechając się niepewnie.
-Niestety nie, Edmund.
-Szkoda…- panicz Lancaster był wyraźnie rozczarowany.- To był miły wieczór.
James spojrzał na niego z lekkim zdziwieniem.
-Tak…- potwierdził po chwili, uśmiechając się szerzej.- Tak, to było naprawę miły wieczór- stwierdził i dopiero w tym momencie dotarło do niego, że to nie za pizzą tak bardzo tęsknił młody hrabia.- Możemy robić takie wieczory tutaj, w domu. Ja będę coś gotował. Będziemy jeść i rozmawiać…
-W domu ze mną nie rozmawiasz, Jamie- burknął ku jego zdziwieniu Edmund.- W domu tylko pytasz i pytasz, patrzysz w głupie kartki i mruczysz…
-Mruczę?- zdumiał się James.
-Tak… Tylko „mhm” i „mhm”- obwieścił ponuro panicz, wyraźnie głęboko tym faktem poirytowany, a może wręcz urażony.
Mężczyzna nie mógł powstrzymać śmiechu. Wiedział, że młodzieniec ma rację. Właściwie,  to zdał sobie z tego sprawę dopiero wczoraj. Wcześniej wydawało mu się, że traktuje Edmunda „normalnie”, ale cała ta sytuacja, od normalności zdecydowanie daleka, chyba go przerosła. Kiedy się nad tym zastanawiał, dochodził do wniosku, że zamiast rzeczywiście poświęcić swojemu podopiecznemu czas i zainteresować się nieco bardziej jego sytuacją teraźniejszą, a nie przeszłością, wciąż tylko głowił się nad rozwikłaniem zagadki. Tajemnicza śmierć Edmunda (choć w tym wypadku, to nie śmierć zdawała się skrywać większą tajemnicę…) i jego rodziców, nie dawała mu spokoju, ale wiedział już, że musi bardziej skupić się na potrzebach młodego Lancastera i pomóc mu w większym stopniu przyzwyczaić się do otaczającej go rzeczywistości.
-Obiecuję, że nie będę cię zaniedbywał- powiedział. Edmund podniósł na niego uważne, przenikliwe spojrzenie.- Przysięgam- poprawił się James, uśmiechając się do niego serdecznie.- Wieczory będziemy spędzać razem i nie będę o nic wypytywał, ani mruczał.
-W takim razie, niech będzie…- zgodził się młody hrabia z teatralną obojętnością. Historyk zaśmiał się cicho.- Więc dzisiaj zrobimy taki wieczór…?
-Nie, dziś niestety nie…- odparł James, czując, że zbacza na temat, który musiał poruszać z Edmundem z dużo większą uwagą i ostrożnością.- Dziś… Dziś będziemy musieli gdzieś wyjść.
-Wyjść…? Wyjść gdzie?
Wychodzili razem już wiele razy, ale chyba sam sposób, w jaki James to powiedział, wzbudził w Lancasterze wyraźny niepokój.
-Nie przejmuj się, Edmund, wyjaśnię ci później- uciął mężczyzna, raz jeszcze uśmiechając się do swojego podopiecznego i opuścił pomieszczenie.
Wiedział, że musiał podejść do całej sprawy ze swoistą subtelnością, bo o ile potomek Lancasterów już wcześniej miewał zastrzeżenia do różnego rodzaju pomysłów mężczyzny, o tyle po tym ostatnim zdarzeniu, kiedy James zostawił go samego, a biedak błąkał się po ulicach, kompletnie przerażony, niemalże nie opuszczał swojego opiekuna na krok.
James wziął szybki prysznic, ubrał się, a następnie zajął przygotowywaniem śniadania. Edmund Lancaster jak zwykle zasiadł przed telewizorem, ale chyba tym razem, oglądanie wyjątkowo go nużyło, bo po kilkunastu minutach wszedł do kuchni i usiadł przy stole, bacznie obserwując swojego opiekuna, który kończył już smażenie jajecznicy. Historyk był nieco zaskoczony, bo nie da się ukryć, że zazwyczaj Edmund konsumował posiłki w towarzystwie bajkowych postaci, prezenterek wiadomości, aktorów albo innej maści postaci z życia publicznego. Ta odmiana była jednak całkiem przyjemna. Mężczyzna rozdzielił posiłek na dwie porcję i postawił jeden talerz przed Lancasterem, a drugi przygotował dla siebie. Zanim jednak zaczął jeść, zajął się parzeniem herbaty, bo, jak się okazało, nie zostało już nic innego do picia. W międzyczasie porozglądał się po szafkach i obejrzał dokładnie zawartość lodówki. Westchnął głęboko, uświadamiając sobie, że znowu musi iść na zakupy. A to z kolei oznaczało, że będzie musiał wydać pieniądze, których miał coraz mniej i mniej, i wcale nie był pewien, czy w ogóle wystarczą im do końca miesiąca. Zastanawiał się, co z tym wszystkim zrobić. Cokolwiek kupował do jedzenia, znikało w zastraszającym tempie. On wciąż był przyzwyczajony do robienia zakupów jak gdyby mieszkał zupełnie sam, a przecież Edmund jadł tyle samo, jeśli nie więcej od niego. To wszystko go stresowało. Zwłaszcza, że teraz miał naprawdę ograniczone możliwości, by znaleźć sobie jakieś zatrudnienie.
Lancaster czekał na niego z posiłkiem. Wreszcie, James podał herbatę, usiadł i mogli przystąpić do jedzenia.
-Z kim wczoraj rozmawiałeś, Jamie…?- rzucił nagle Edmund, patrząc na swojego opiekuna z uwagą. Historyk wbił w niego zdumione spojrzenie, nie mając pojęcia, o co chodzi.- Późno w nocy. Z telefonem.
-Przez telefon- poprawił go odruchowo mężczyzna, uśmiechając się lekko.- Słyszałeś…? Sądziłem, że śpisz.
-Obudziłeś mnie.
-Przepraszam, Edmund.
-Więc z kim rozmawiałeś?- powtórzył panicz, wyraźnie zaciekawiony.
-Z moim przyjacielem- odparł jedynie James, nie chcąc na razie wdawać się w szczegóły.
Edmund zmarszczył brwi.
-Ja jestem twoim przyjacielem.
-Tak, ale…- mężczyzna zastanowił się przez chwilę.- Właściwie to zbytnia poufałość z mojej strony określać go tym mianem… To raczej… znajomy. Dobry znajomy, naprawdę mi pomógł, zresztą nadal mi pomaga… Właściwie prawie jak członek rodziny… No, może przesadziłem… Dalekiej rodziny… Trochę jak… jak… jak wuj- rzucił w końcu, usiłując wytłumaczyć to hrabiemu.
Dopiero teraz Lancaster pokiwał głową ze zrozumieniem. Już o nic nie pytał. Jedli przez kilka minut w ciszy, aż wreszcie James zdecydował się wypalić:
-Dziś wieczorem do niego pójdziemy.
-Hm…?- Edmund spojrzał na niego ze zdumieniem.- Do twojego wuja?
-Mhm.
-Po co?- zdumiał się hrabia.
-Cóż… Będziesz miał okazję go poznać…- zaczął ostrożnie James, już spodziewając się protestu, jaki usłyszy po swoich kolejnych słowach.- No i… Hm… Wiesz, Edmund… Czasem będę musiał gdzieś wyjść… Sam… Bez ciebie… I… Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to wtedy z nim zostaniesz.
Panicz Lancaster spojrzał na niego z oburzeniem.
-Co takiego?!- rzucił, autentycznie przerażony. Odłożył sztućce i wstał od stołu, patrząc na swojego opiekuna z niedowierzaniem.- Nie możesz mnie znowu zostawić, Jamie! Obiecałeś mi! Mówiłeś, że nie zostawisz mnie samego!
-I nie zostawię!- odparł natychmiast mężczyzna, również się podnosząc. Podszedł do młodzieńca. Oparł dłonie na jego ramionach i usadził go z powrotem na krześle, po czym kucnął przy nim.- Posłuchaj, Edmund… Prędzej czy później, będę musiał wyjść gdzieś sam… A nawet, jeśli nie… Cóż. Zawsze może zdarzyć się coś zupełnie niespodziewanego…- Edmund pokręcił gwałtownie głową, wciąż wyraźnie daleki od zgody na takie rozwiązanie.- Czy zrobiłem kiedyś coś złego?- zapytał James.
-Tak- odparł Edmund.
-Tak?- zdumiał się mężczyzna, nie takiej odpowiedzi się spodziewając.
-Wyłączyłeś wszystko. Oglądałem coś naprawdę miłego.
-Och…- no tak. Ostatnio James, przez swoją nieuwagę, doprowadził do wyłączenia korków.- Nie o to pytam, Edmund- sprostował natychmiast.- Chodzi mi o to, czy zrobiłem coś złego tobie. Coś, po czym czułeś się źle albo było ci naprawdę bardzo przykro…
-Było mi przykro, kiedy odszedłeś- przyznał szczerze panicz, wyraźnie zasmucony.- I kiedy cię szukałem, ale nigdzie cię nie było. I wydawało mi się, że już nigdy nie wrócisz.
Historyk uśmiechnął się lekko na te słowa. Z niewiadomej przyczyny, zrobiło mu się cieplej na sercu, gdy to usłyszał, po chwili jednak doszedł do wniosku, że choć potomek Lancasterów był z nim bez wątpienia związany, jego zmartwienie tamtą sytuacją wynikało głównie z faktu braku samodzielności i nieświadomości tego, co się wokół niego dzieje.
-Tak, ale… Nie w tym rzecz. Ufasz mi, Edmund?- zapytał otwarcie mężczyzna.
Długo przyszło mu czekać na odpowiedź. Młody hrabia wpatrywał się w niego przenikliwie. James speszył się, bo nie wiedział, o co może chodzić. Już bał się, że i tym razem usłyszy coś zaskakującego. W pewnym momencie, Edmund nachylił się do przodu i objął swojego opiekuna mocno, choć jednocześnie trochę niepewnie i nieporadnie. Historyk wydał z siebie jakiś pełen zdumienia odgłos, będąc całkowicie zdezorientowanym tym przejawem czułości. Nie bardzo wiedział, jak właściwie ma się zachować. Nie odsunął jednak od siebie młodzieńca. W dość groteskowym i kompletnie nie pasującym do okoliczności geście, poklepał go nieśmiało po plecach, nie mając pojęcia, jak powinien zareagować.
-Dlaczego pachniesz tak ładnie, Jamie…?- usłyszał pytanie Lancastera, które bynajmniej nie pozwoliło mu się otrząsnąć z szoku, a wprost przeciwnie, wprawiło go w jeszcze większe zakłopotanie.
-Eee… A… J… Ja… J… E-Edmund… Hm…- wydobył z siebie takie mniej więcej dźwięki, usiłując na próżno doprowadzić się do jako takiego porządku. Szczerze mówiąc, naprawdę nie miał pojęcia, co się właśnie wydarzyło i nawet nie próbował sobie tego tłumaczyć. Po kilku chwilach, gdy wreszcie wrócił mu rozsądek, chwycił podopiecznego za ramiona i odsunął od siebie. Lancaster nie opierał się, więc nie przyszło mu to z dużym trudem. Edmund wciąż patrzył na niego z uwagą.- Wiesz… Hm…- James ciągle daleki był od opanowania. Wyprostował się i odchrząknąwszy, stwierdził- Będziemy musieli powiedzieć mu o twojej tajemnicy, Edmund.
Panicz zmarszczył brwi.
-Ja nie mam żadnej tajemnicy.
-Chodzi o twoją śmierć- wyjaśnił James, starając się brzmieć możliwie jak najbardziej subtelnie i spokojnie.
-Ach, tak…- potomek Lancasterów sposępniał wyraźnie.- Mówiłeś, że mam nikomu nie mówić, Jamie.
-To wyjątkowa sytuacja. Zresztą, ty nic nie będziesz musiał mówić. Zostaw wszystkie wyjaśnienia mnie, dobrze…?- uśmiechnął się do chłopaka nerwowo i sięgnął po swój pusty talerz, a następnie podszedł do zlewu i zaczął go myć. Nie dało się ukryć, że potrzebował jakiegoś zajęcia, by nie patrzeć na Edmunda i uspokoić własne myśli.
Wciąż wyczuwał na sobie wzrok podopiecznego, ale nie odwracał się w jego stronę.
-Dobrze- odparł w końcu Edmund.

James i Edmund Lancaster przeszli przez otwartą bramę jednej z posiadłości, a następnie zatrzymali się przed drzwiami dużego, piętrowego domu. Zerknęli na siebie. Historyk uśmiechnął się lekko do swojego towarzysza, który sprawiał wrażenie bardzo niepewnego, chcąc dodać mu otuchy i pokazać, że wszystko jest w porządku. Panicz odpowiedział tym samym, choć w sposób dość niemrawy, wyraźnie całą sytuacją podenerwowany.
James, nie wiedzieć czemu, wahał się jeszcze przez chwilę, po czym zadzwonił do drzwi. Dom, przed którym stali, należał do pana Richardsa. To z nim mężczyzna się skontaktował i na jego pomocy mu zależało. Dyrektor lokalnego, cieszącego się bardzo dobrą opinią liceum, jeden z profesorów na jego uczelni, uchodzący za tego, który wszystko potrafił załatwić dla swoich „ulubieńców”, już wcześniej wspomagał Jamesa. Teraz tylko finansowo, ale w czasie jego studiów, bardzo pomagał mu w szukaniu rozmaitych materiałów i uzyskiwaniu dostępu do książek, które ciężko było dostać w bibliotekach. Poza tym, doradzał mu wielokrotnie, sam był wielkim pasjonatem historii i James naprawdę liczył się z jego opinią i cenił go, nie tylko jako fachowca, ale i człowieka. Mężczyzna sądził, że jeśli ktokolwiek uwierzy mu w sprawie Edmunda i będzie w stanie coś dla niego zrobić, to tylko pan Richardson.
Panicz Lancaster niecierpliwił się wyraźnie. Minęła już dłuższa chwila, więc James zadzwonił do drzwi raz jeszcze, zastanawiając się już, czy przypadkiem czegoś źle nie zrozumiał i nie przyjechał wcześniej czy też zbyt późno. Adres zapisał, więc chyba wszystko się zgadzało. Nigdy wcześniej nie spotykał się z profesorem w takich okolicznościach, nigdy więc też nie był na terenie jego posiadłości i nie czuł się z tymi odwiedzinami szczególnie komfortowo, ale sprawa była więcej niż tylko wyjątkowa.
Wreszcie, usłyszał kroki i drzwi otworzyły się na oścież. Profesor Richardson stanął w progu, uśmiechając się szeroko.
-James! Wita…- umilkł nagle, wbijając w towarzyszącego mężczyźnie młodzieńca pełne zdumienia spojrzenie.- Witajcie obaj…- rzucił, nie bez konsternacji, zaraz jednak ponownie przywołując na twarz uśmiech i odsuwając się z przejścia, gestem dłoni zapraszając gości do środka.- Wchodźcie, wchodźcie!
James wszedł do wnętrza domu. Edmund natychmiast podążył w ślad za nim. Profesor zamknął drzwi. Mężczyzna chciał zdjąć buty, ale mężczyzna zaprotestował:
-Daj spokój, James… Chodźcie…- powiedział, prowadząc ich wzdłuż przedpokoju. James chwycił wyraźnie skołowanego i nieco zlęknionego Edmunda za nadgarstek i pociągnął go za sobą, idąc za profesorem.- Śmiało, śmiało!- zawołał Richardson, widząc skrępowanie obu gości. Wprowadził ich do obszernego salonu.- Siadajcie…- uśmiechnął się serdecznie, wskazując byłemu studentowi i towarzyszącemu mu młodzieńcowi kanapę.- Coś do picia…?
-Nie, nie…- odparł James, odkaszlnąwszy cicho i wraz z Edmundem, zajął wskazane przez profesora miejsce. Pan Richardson patrzył to na niego, to na jego towarzysza z wyraźnym wyczekiwaniem.- To mój przyjaciel, Edmund- zreflektował się historyk, dopiero po chwili orientując się, w czym rzecz.
-Ach, tak…- profesor Richardson uśmiechnął się i pokiwał głową ze zrozumieniem.- To pewnie któryś z bardzo zdolnych studentów, co…? Albo niedoszły, ale bardzo ambitny student… Wiem, wiem, komisje stypendialne bazują tylko na papierkach i cyfrach, a przecież nieraz młody człowiek znajduje się w naprawdę trudnej sytuacji… Zawsze mam dużo zrozumienia dla miłośników historii…- dodał, mrugając do Edmunda porozumiewawczo.
Młody Lancaster patrzył na niego bez zrozumienia.
-Nie znoszę historii- burknął.
Profesor Richardson był nieco skołowany.
-Ach… Ach, tak…- odparł. James chciał coś powiedzieć, ale ten dodał szybko- Wiem, że sprawa jest poważna, ale chciałbym ci coś dać, jeśli pozwolisz…- zaczął, pochodząc do jednej z szafek i ściągając z niej jakąś kopertę.- Szczerze mówiąc, kiedy zadzwoniłeś, myślałem, że chodzi o kwestie finansowe… Rozmawialiśmy o tym ostatnim razem… Teraz widzę, że tak nie jest, ale i tak zainteresowałem się tematem… Wiem, że bardzo się krępujesz pomocą ode mnie, choć, jak wspominałem, zupełnie niepotrzebnie, ale jest możliwość pozyskania dodatkowych środków pieniężnych- stwierdził, podając byłemu studentowi otwartą już kopertę.- Jest pewna komisja, która przyznaje dofinansowania młodym badaczom, wystarczy wysłać im wstępną pracę albo choćby określić jej rys, przedstawić materiały, na których się bazuje… Oczywiście wszystkie wnioski są rozpatrywane indywidualnie i nie zawsze pozytywnie, ale jestem pewien, że postarasz się zrobić jak najlepsze wrażenie…
-Tak…- James uśmiechnął się niemrawo. Wyjątkowo, finanse były w tej chwili ostatnią rzeczą, o jakiej myślał, choć zgiął kopertę na pół i schował ją do kieszeni kurtki, będąc pewnym, że skorzysta z tej możliwości.
-Więc?- Richardson spojrzał na niego pytająco.- Cóż to za pilna sprawa, związana, jak mniemam, z tym młodym człowiekiem…?
James wahał się przez chwilę.
-Czy jesteśmy sami…?- zapytał w końcu.
Profesor wyraźnie się zdziwił. Rozejrzał się wokół teatralnie, po czym rzucił:
-W istocie, na to wygląda… James, drogi chłopcze, rozwiodłem się siedem lat temu i od tamtej pory, zawsze jestem sam…- parsknął śmiechem.- Pomijając pomoc domową, ale wbrew ogólnej opinii o gosposiach, ta wcale nie zostaje po godzinach… Ekhem… Przepraszam, mam trochę ciężkie poczucie humoru…- stwierdził, widząc, że ta uwaga nie rozbawiła gości.- Tak, nikogo innego nie ma w domu, możesz mówić całkiem otwarcie i swobodnie, co też masz na myśli.
Gdyby to było takie proste… Mężczyzna zastanawiał się, jak ubrać to wszystko w słowa. Nie żeby nie myślał o tym wcześniej, ale wszystko i tak brzmiało strasznie abstrakcyjnie i niedorzecznie.
-To jest Edmund…- zaczął powoli. Pan Richardson skinął głową.- Edmund Lancaster. Prawdziwy Edmund Lancaster- zaznaczył jeszcze.
Profesor zmarszczył brwi.
-To jakiś rodzaj prezentacji…?- zapytał niepewnie, zerkając na młodzieńca.- Bo przysięgam, James, naprawdę nie wiem, o co w tym chodzi…
-Pan profesor wie czym się zajmuję, prawda?- rzucił James.
-Tak. Lancasterami.
-Edmundem Lancasterem. Morderstwem jego i jego rodziców.
Panicz wbił w Jamesa przerażone spojrzenie, wyraźnie oszołomiony jego słowami.
Richardson zaśmiał się lekko.
-Przypominam ci, że ostatnim razem, sam twierdziłeś, iż najmłodszy z Lancasterów wcale nie musiał być zabity…
-Ale teraz już wiem, że został- odpowiedział z pełnym przekonaniem James, wstając powoli. Wskazał na siedzącego obok młodzieńca.- Bo to jest Edmund Lancaster.
Pan Richardson patrzył na niego tak, jakby nie rozumiał ani słowa.
-Edmund Lancaster o którym mówimy zmarł przed wiekami…- przypomniał.
-Owszem. To znaczy… W pewnym sensie… Rzecz w tym, że wcale nie zmarł…- usiłował wytłumaczyć to wszystko James.
-Co ty mówisz…- zachichotał profesor, chyba nawet nie przypuszczając, do czego zmierza jego dawny student.- Nawet, gdyby nie został zamordowany, choć teraz już twierdzisz coś zupełnie innego, tak czy inaczej umarł…
-Wcale nie!- rzucił z oburzeniem Edmund.
Profesor spojrzał na niego bez zrozumienia, po czym przeniósł wzrok z powrotem na Jamesa.
-Nikt nie żyje przez setki lat…- stwierdził.
-On żyje- odpowiedział stanowczo historyk, wskazując na swojego towarzysza.- Wiem, że brzmi to naprawdę dziwacznie, ale taka jest prawda… Poszedłem do zamku Lancasterów i tam go znalazłem… Był tam przez cały ten czas. Przed wiekami został zamordowany, ale wciąż żyje… Zdaję sobie sprawę z tego, że…
-Czekaj, czekaj, James…- przerwał mu profesor, kręcąc głową.- Chyba czegoś nie rozumiem… To znaczy, mam nadzieję, że tak jest… Chcesz mi wmówić, że ten młodzieniec jest Edmundem Lancasterem? Tym, który żył przed kilkoma wiekami?- zapytał pobłażliwie. James skinął głową. Richardson spojrzał na niego z absolutnym zdumieniem, najwyraźniej spodziewając się jakiegoś wyjaśnienia czy sprostowania.- James… To przecież… Dobrze zresztą, podejdźmy do sprawy racjonalnie…- zaczął powoli.
-Do tej sprawy nie da się podejść racjonalnie- odpowiedział zgodnie z prawdą James, który próbował to zrobić wiele razy.
-James, nie wiem, co próbujesz zrobić… Nigdy bym cię nie podejrzewał o coś takiego, ale czy ty starasz się zwrócić na siebie uwagę… mediów? A może naukowego świata…?- dopytywał niepewnie, nie widząc w tym większego sensu.- To naprawdę najbardziej banalny sposób, z jakim się spotkałem… Nikt w to przecież nie uwierzy, a ty niczego nie udowodnisz… Nie wspomnę już o tym, że przyprowadzanie ze sobą rzekomego ducha, nie bardzo dodaje ci wiarygodności…- zaśmiał się cicho.- James, szczerze mówiąc, naprawdę nie wiem, co ty właściwie wyprawiasz- dodał, poważnie zaniepokojony.
-Edmund Lancaster nie jest duchem- odpowiedział historyk. Dał znak swojemu podopiecznemu, by ten wstał. Panicz wahał się przez chwilę, patrząc na profesora z wyraźną niechęcią, ale podniósł się z miejsca.- I wbrew temu, co pan mówi, jestem w stanie to udowodnić. Proszę sprawdzić czy jego serce bije.
-James, ja naprawdę nie…
-Proszę- nalegał mężczyzna.
Profesor Richardson westchnął głęboko. Podszedł bliżej Edmunda i, chyba tylko dla świętego spokoju, chwycił go za nadgarstek, chcąc sprawdzić jego puls. Lancaster drgnął i cofnął się odruchowo, nie wyswabadzając jednak ręki z uścisku.
-Wszystko w porządku, Edmund…- uspokoił go James, kładąc mu dłoń na ramieniu.- Pamiętasz? Też tak robiłem, gdy cię spotkałem…
Richardson cofnął dłoń, zmarszczywszy brwi. Zaraz dotknął opuszkami palców szyi młodzieńca. Stał tak przez chwilę, wyraźnie kompletnie zdezorientowany. Sięgnął do swojej szyi, najwyraźniej chcąc sprawdzić, czy wszystko robi we właściwy sposób. Wreszcie, coraz bardziej zaskoczony, położył dłoń na klatce piersiowej Edmunda. Trzymał ją przez dobre kilka minut, kompletnie zaszokowany.
-Czy on nie oddycha…?- zapytał nagle, przyglądając się towarzyszowi dawnego studenta z uwagą, absolutnie oszołomiony.
-Powiedziałem panu…- odparł James.- Mówię prawdę. To jest Edmund Lancaster.
-James, James, chwila…- Richardson cofnął się o kilka kroków, podnosząc dłonie w obronnym geście.- Przecież to nielogiczne… Nikt, kto nie oddycha, kogo ciało nie pracuje, nie może funkcjonować w normalny sposób… A zresztą… Gdyby rzeczywiście był w zamku… Przecież ktoś by go znalazł, nie byłeś pierwszym, który się tam pojawił…
-Przecież sam pan sprawdził…- zauważył mężczyzna, siląc się na spokój, bo jego rozmówca był coraz bardziej zdenerwowany.
-Nie, James, ja…
-Pokażę panu coś jeszcze…- powiedział historyk.- Edmund…- zwrócił się do zdezorientowanego całą sytuacją młodzieńca.- Mógłbyś, proszę, zdjąć koszulkę…?
Hrabia Lancaster spojrzał na niego z oburzeniem. James nie sądził, że będzie musiał się do tego posunąć, nie było to komfortowe ani dla niego, ani tym bardziej dla Edmunda, ale wiedział, że będzie to koronny dowód i argument na to, że nie jest to żadna sztuczka ani kłamstwo.
-Nie ma mowy!- zaparł się gniewnie Edmund.
-To naprawdę bardzo ważne…- James spojrzał na niego prosząco.- Edmund, proszę, zrób to dla mnie.
Młodzieniec pokręcił głową, ale po chwili złagodniał. Spojrzał na swojego opiekuna z wyrozumiałością, po czym łypnął niechętnie na Richardsona, który akurat poszczypywał się w ramię, najwyraźniej święcie przekonany, że coś mu się roi, a następnie zaczął rozpinać guziki koszuli. Wreszcie, rozsunął niespiesznym ruchem jej poły, ukazując swój tors i znajdujące się na nim, głębokie rany. James przełknął ślinę, natychmiast odwracając wzrok i czując, że robi mu się słabo. Wciąż nie przyzwyczaił się do TAKIEGO widoku Edmunda. Wiedział, że jego podopieczny nie czuł bólu, ale przerażał go sam widok. Richardson wciągnął powietrze do płuc z głośnym świstem.
-J… Ja… Cóż… Charakteryzacja…?- odchrząknął, zbliżając się znów do Edmunda. Uniósł drżącą dłoń i dotknął jednej z ran, niemalże wsuwając w nią palec.
-Hej!- obruszył się Edmund, gwałtownym ruchem odtrącając jego rękę.
Richardson odsunął się tak szybko i z takim przerażeniem, że omal nie wpadł na jeden z foteli.
-Boże, Boże… Dobry Boże…- rzucił spanikowany, łapiąc się za głowę.- Czy ja śnię…? A może za dużo wypiłem… James… Na litość boską… Chodź- rzucił do chłopaka, prędko przechodząc do drugiego pomieszczenia.- Chodź, proszę!- zawołał go jeszcze.
-Dziękuję, Edmund- szepnął mężczyzna, uśmiechając się ciepło do swojego podopiecznego.- Zapnij się i poczekaj tutaj, dobrze? Wyjdę tylko do tego pokoju obok, za chwileczkę do ciebie wrócę…
Wszedł do pokoju, w którym zniknął Richardson. Był to niewielki gabinet. Profesor krążył po jego wnętrzu, zupełnie nie mogąc się uspokoić ani znaleźć sobie miejsca. James nie był tym zdumiony.
-James… Dobry Boże… Opowiedz mi raz jeszcze, opowiedz mi wszystko, chłopcze…- poprosił starszy z mężczyzn.
-Powiedziałem już panu wszystko- jego były student uśmiechnął się niepewnie, wzruszając ramionami.- Zdaję sobie sprawę z tego, jak wielkie wrażenie wywarło na panu to, co pan usłyszał i czego był świadkiem, ale prawda jest taka, że po prostu znalazłem Edmunda w zamku… Zabrałem go ze sobą. Już jakiś czas temu, ale dopiero teraz…
-Kto jeszcze o tym wie?- zapytał natychmiast profesor.
-Nikt- odpowiedział zgodnie z prawdą James.- Jest pan pierwszą osobą, której o tym mówię.
Richardson spojrzał na niego z niekłamanym zdumieniem.
-Doprawdy…?- rzucił zaskoczony.- To dobrze… To bardzo dobrze, James…- zreflektował się po chwili, kiwając głową. Zatrzymał się w końcu przy stojącym obok ściany ogromnym globusie. Uniósł jego wieko, pod którym skrywało się kilka butelek alkoholu i szklanki. W jedną z nich nalał sobie trunku i wypił go szybko.- Wybacz mi, ale…- zająknął się, potarłszy skronie.- Ale to naprawdę wielka rzecz… To znaczy… Co ja bredzę, James! Wiesz w ogóle, co znalazłeś?
-Kogo- poprawił go odruchowo mężczyzna.
-Tak, ale ja nie o tym… To jest… Owszem, Edmund Lancaster, samo to również jest niesamowite… Ale nawet gdyby był to ktokolwiek inny… Błagam cię, James, przysięgnij mi teraz na wszystkie świętości, że to żaden żart czy kpina- dodał, poważniejąc natychmiast.
-Przecież mnie pan zna. Przysięgam. Nie przyszedłbym do pana w żadnej błahej sprawie.
-Tak… Tak, w rzeczy samej, ta nie należy do błahych…- szepnął Richardson, przełykając nerwowo ślinę.- Zdajesz sobie sprawę z tego, że takie odkrycie… To nie zdarzyło się jeszcze nigdy wcześniej, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo… Zresztą, to nawet nie jest odkrycie! To coś… Coś, co burzy cały dotychczasowy porządek, podważa wiele teorii, wywróci świat nauki do góry nogami! Póki co dopiero śnimy o hibernacji, wiecznej młodości i nieśmiertelności, a tymczasem on… O Boże… Przeżył własną śmierć! Wciąż jest młody! Żyje, mimo tego, iż jego ciało nie ma prawa funkcjonować! To jest przełom! Albo raczej, kompletna rewolucja!- mówił z coraz większym zapałem i entuzjazmem.- Nie mogę uwierzyć, że mam takie szczęście! Że ty je miałeś! Dobry Boże, chłopcze! Wyobraź sobie swoje nazwisko w gazetach, pomyśl, że przejdziesz do historii, a ja, jako twój nauczyciel…
-Nie!- przerwał mu stanowczo James.
-O co chodzi…?- Richardson spojrzał na swojego niedawnego studenta bez zrozumienia.
-Nikt nie może dowiedzieć się o Edmundzie- stwierdził mężczyzna, a na twarz profesora wstąpiło zdumienie.- Nie chcę skazywać go na takie życie. Czołówki gazet, nieustanne badania, testy…
-Chłopcze, nie myśl o tym!- odparł natychmiast Richardson, kręcąc pobłażliwie głową.- W obliczu tego rodzaju odkryć nie liczy się los jednostek, a całych mas! Zdajesz sobie sprawę, że to wydarzenie bez precedensu, odkrycie bez precedensu, że badanie Lancastera może zapoczątkować całą masę odkryć, które przełożą się na nowe rozwiązania medyczne…?
-Nie zgodzę się na nic podobnego- powtórzył raz jeszcze James, tak samo stanowczo i pewnie, jak wcześniej.- Nie chcę go na to skazywać. Jestem historykiem i to, co mnie ciekawi to jego przeszłość i zaistniała zbrodnia. Sądzę zresztą, że ma to bezpośredni związek z obecnością Edmunda tutaj. Sądzę, że mnie pan zrozumie.
-Przecież wystarczy z nim porozmawiać i wszystko w sprawie zbrodni będzie jasne…- rzucił Richardson.
-Nie. Edmund nie pamięta wielu rzeczy albo nie chce ich pamiętać. Kiedy go znalazłem, nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, że nie żyje i że jego rodzice również zginęli. Udało mi się uzyskać od niego parę informacji, ale to dopiero czubek góry lodowej.
-Więc… Oczekujesz mojej pomocy…?- nie rozumiał profesor.
-Również…- odparł niepewnie James.- Sęk w tym, że nie mogę zostawić Edmunda samego, a… Nie mam się do kogo zwrócić- powiedział szczerze.- Chciałbym raz jeszcze odwiedzić zamek Lancasterów, ale Edmund chyba boi się tam wracać. Miałem nadzieję… Sądziłem… Hm… Może pan by się zgodził z nim zostać?- zapytał nieśmiało.- Nie trwałoby to długo.
Profesor sprawiał wrażenie zaszokowanego tą prośbą, wręcz w nią nie dowierzał.
-Wiesz dobrze, że gotów jestem do pomocy w każdej sprawie, a zwłaszcza takiej jak ta…- odparł i chyba rzeczywiście stanowiło to zgodę na prośbę mężczyzny.- Ale zastanów się dobrze, James! To jest epokowe odkrycie! Nawet pomijając osobisty prestiż… A przecież to też jest ważne! Zostałbyś zapamiętany jako ten, który go odnalazł… Zyskałbyś sławę i pieniądze… Kto wie, może pisano by o tobie w podręcznikach!- zaśmiał się cicho. Jego niedawny student wciąż jednak nie był ani trochę przekonany do tego pomysłu. On już podjął decyzję i dobrze wiedział, jak powinien postąpić, choć pomysły profesora go nie dziwiły. Sam zastanawiał się nad wieloma aspektami tej sprawy, niedługo po odnalezieniu Edmunda.- Ale nawet pomijając ten fakt… Pomyśl, ile to by znaczyło dla całego naukowego świata! To mogłoby przynieść za sobą jakiś przełom w medycynie albo innych dziedzinach… Zresztą, ten chłopak to jeden wielki przełom, nie ma w nim absolutnie nic przeciętnego i normalnego, ale wiesz, do czego zmierzam… To mogłoby uratować wielu ludziom życie, przedłużyć je albo znacznie polepszyć jego jakość… Zmieniłoby diametralnie ludzką mentalność… Rozumiem, że chcesz go chronić i podziwiam twój altruizm, ale przecież nikt go nie skrzywdzi. Żyjemy w humanitarnych czasach, będzie traktowany w odpowiedni sposób.
James nie był co do tego pewien.
-Nawet najbardziej humanitarne warunki nie zmienią faktu, że będzie wędrował od laboratorium do laboratorium, przechodząc różnego rodzaju testy i badania…- stwierdził.
Edmund Lancaster już teraz nie był wolny. Ograniczony swoją własną niesamodzielnością i brakiem świadomości, rozeznania w obecnym świecie, nie mógł sobie pozwolić na zbyt autonomiczne decyzje. A gdyby jeszcze świat dowiedział się o tym, kim rzeczywiście był… James nie miał wątpliwości, jak by to wyglądało. Najpierw jedno państwo, później drugie, a może nie, może wprost przeciwnie, jedna wielka konspiracja, ale tak czy inaczej, potomek Lancasterów nie miałby już szans na choćby zalążek normalnego życia. James nie życzyłby podobnego losu nawet najgorszemu wrogowi. Tym bardziej nie miał więc powodu, by pozwolić, aby coś podobnego spotkało Edmunda, jego podopiecznego i przyjaciela.
-Przepraszam, profesorze…- dodał, widząc, że mężczyzna chce coś odpowiedzieć.- Ale podjąłem już decyzję. Nie wiem, jak to będzie w przyszłości, póki co, chcę poznać szczegóły związane ze śmiercią Lancasterów.
-Ale oddanie sprawy w ręce naukowców nie zamknie drogi, a wprost przeciwnie…- starał się go wciąż przekonać Richardson.- Wciąż będziesz mógł dochodzić prawdy, a nawet zyskasz w tym pomoc…
James pokręcił głową.
Na pierwszy rzut oka widać było, że pan Richardson nie jest zadowolony z jego decyzji, ale wszystko wskazywało na to, że postanowił ją uszanować.
-Cóż… Rozumiem twój punkt widzenia…- mruknął, nie kryjąc rozczarowania. Spojrzał na niedawnego studenta z uwagą.- Kiedy chciałbyś go tutaj przyprowadzić…?
-Kiedy tylko miałby pan czas. Mógłby tu zostać jutro…? Tylko na parę godzin, ja…
-Oczywiście- zgodził się bez wahania Richardson.- Chyba nie sądzisz, chłopcze, że mógłbym odmówić, zwłaszcza w takiej sprawie…?- James uśmiechnął się do niego z wdzięcznością.- Ale błagam, błagam przemyśl to wszystko raz jeszcze i zastanów się nad moimi słowami… Wciąż możesz przecież zmienić zdanie.

Było koło pierwszej w nocy. James wszedł do kuchni i zapalił światło, po czym jęknął głucho, bo ciężko było przyzwyczaić się do otaczającej go zewsząd jasności. To był trudny dzień zarówno dla niego, jak i dla hrabiego. Edmund był bardzo niespokojny. Po powrocie zadawał wiele pytań, niepokoił się, mężczyzna musiał długo siedzieć u jego boku, by ten w końcu usnął. A później… A później James sam nie był w stanie zasnąć, przewracał się długo na kanapie i myślał o tym wszystkim, co się zdarzyło. Kiedy rozmawiał ze swoim profesorem był spokojny i nie chciał dać po sobie znać, jak bardzo jest zdenerwowany, ale w rzeczywistości, nigdy w życiu nie stresował się tak bardzo. Wcześniej wydawało mu się, że gdy ktoś jeszcze dowie się o Lancasterze, ktoś przyjazny, będzie mu łatwiej, że nie dźwiga tej tajemnicy sam. Teraz jednak dopadały go wątpliwości. Wiedział, że profesor nie ma złych intencji, ale i tak… Czuł się jeszcze bardziej obciążony tym wszystkim niż wcześniej. Na domiar złego, w końcu dopadł go potworny ból głowy i wtedy już zupełnie nie był w stanie ani zasnąć, ani dalej rozmyślać.
Otwierał kolejno szafki, zastanawiając się, czy w ogóle ma jakieś przeciwbólowe tabletki. Znalezienie ich, mimo zwyczajowego chaosu panującego w kuchni, nie okazało się być tak trudne, pewnie dlatego, że większość z miejsc, do których zaglądał, świeciła pustkami i bez problemu udało mu się wypatrzyć pastylki w jednej z szuflad. Sięgnął po nie. Szukał wzrokiem wody mineralnej, ale wyglądało na to, że ta również się skończyła. Westchnął cicho i nalał do szklanki wody z kranu, po czym sięgnął po tabletkę. Wsunął ją do ust i popił wodą. Miał już wracać do salonu, gdy odwrócił się i zobaczył Edmunda. W pierwszej chwili był tak zdezorientowany i przerażony, że naczynie omal nie wymsknęło mu się z dłoni.
-Co robisz, Jamie?- zapytał panicz.
-Brałem lekarstwa- wyjaśnił mężczyzna, uśmiechając się do podopiecznego.- Żeby móc zasnąć.
-Ja też nie mogę spać. Chcesz pooglądać ze mną telewizor?- rzucił hrabia.
-Nie, przykro mi, Edmund… Strasznie boli mnie głowa. Pooglądamy jutro, dobrze?
Panicz Lancaster nie odpowiedział. Milczał przez długą chwilę, nie odrywając od opiekuna uważnego spojrzenia.
-Mogę z tobą poczekać aż zaśniesz?- zaproponował w końcu.
James uśmiechnął się lekko.
-Jeśli chcesz. Ale może lepiej połóż się z powrotem? Zaraz do ciebie przyjdę i…
-Poczekam- odparł jedynie Edmund, po czym opuścił pomieszczenie.
Mężczyzna spojrzał w jego stronę ze zdumieniem. Zachowanie hrabiego ostatnimi czasy było dosyć… osobliwe. To znaczy Edmund sam w sobie był postacią osobliwą, jego sytuacja również takowa była, a i jego postępowanie dało się łatwo określić tym mianem. Nic więc dziwnego, że James wcześniej nie traktował tej zmiany z jakąś szczególną uwagą. Sądził, że Edmund trochę bardziej przystosował się do nowych warunków życia, że go polubił i stąd niekiedy wykazywał chęć pomocy, czy troskę. To było zresztą całkiem miłe, choć w pewien sposób zaskakujące, bo w stosunku do innych, hrabia nie cechował się równą uprzejmością.
James przeszedł do salonu. Zastał Edmunda siedzącego w absolutnej ciemności na kanapie, z poduszką na kolanach. Usiadł obok.
-Połóż się, Jamie- rzucił Lancaster, wskazując na poduszkę.
Mężczyzna był mocno zdezorientowany, ale ułożył głowę na kolanach podopiecznego i nakrył się kocem. Nie była to szczególnie wygodna pozycja, ale po chwili, było mu już wszystko jedno. Przymknął powieki, mając nadzieję, że ta przeklęta migrena szybko ustąpi. Poczuł dłoń Edmunda w swoich włosach. Najpierw palce hrabiego przesunęły się wzdłuż kosmyków powoli, trochę nieśmiało, a zaraz zaczęły gładzić je niespiesznymi ruchami, nie wyczuwając żadnego oporu ze strony Jamesa. Mężczyzna nie miał pojęcia, jak miałby zareagować. Z początku czuł się po prostu dziwnie, ale nie dało się ukryć, że dotyk Edmunda był całkiem przyjemny. Hrabia miał lodowate dłonie. Za każdym razem, gdy opuszki jego palców muskały skórę opiekuna, ten odczuwał chwilową ulgę. I pomyśleć, że gdy spotkał Edmunda po raz pierwszy, nawet nie podejrzewał go o jakiekolwiek skłonności do empatii. Tymczasem teraz, hrabia nie odzywał się wcale, jakby dobrze wiedział, że James jest zmęczony i nawet nie jest w stanie zbyt jasno myśleć. I jeszcze ten gest, który miał chyba oznaczać troskę…
-Zmieniłeś się, Edmund- szepnął James, czując, że powinien to powiedzieć.
-Hm…?- hrabia sprawiał wrażenie nieco zagubionego.
-Zmieniłeś się. Jesteś inny niż wcześniej…- dłoń Lancastera zatrzymała się. Mężczyzna uchylił powieki i podniósł się nieco, by spojrzeć na twarz podopiecznego. Ten sprawiał wrażenie zdezorientowanego i niepewnego.- Ale to dobrze- dodał natychmiast James, kładąc się z powrotem.- To znaczy… Nie żeby wcześniej było źle…- dopowiedział.- Po prostu… Hm… Dziękuję- uśmiechnął się jedynie, nie bardzo wiedząc, jak to wszystko wytłumaczyć.
-Nie czuję się dobrze- usłyszał zdumiewającą odpowiedź.
-Co się stało…?- zapytał, podnosząc się natychmiast raz jeszcze, tym razem do pozycji siedzącej i spoglądając na Edmunda z uwagą.
-Nie czuję się dobrze… tutaj…- wyjaśnił Lancaster.
-Tutaj…? U mnie?- zmartwił się James.- Jest ci tutaj źle…?
-Tutaj. Nie wiem nawet… Nie wiem nawet, gdzie to jest…- mówił niezrozumiale.- Ja… Nic nie wiem. I nikogo nie znam. Wszystko jest strasznie błyszczące. I hałaśliwe. I… Nie wiem... Lubię telewizor. I jedzenie. I wiele innych rzeczy, ale… Ludzie są jacyś dziwni. Nie szanują mnie już i patrzą na mnie w zły sposób. Byliby ukarani, gdyby patrzyli tak na mnie wcześniej… Lubię też ciebie, Jamie. Ale tego też nie rozumiem. Nie wiem, dlaczego lubię cię tak bardzo.
James uśmiechnął się lekko.
-Nie trzeba mieć powodów, żeby kogoś lubić- stwierdził.
Edmund wzruszył bezradnie ramionami.
-Nie wiem. Nigdy nikogo nie lubiłem tak jak ciebie.
-Bo wcześniej nie miałeś przyjaciół.
Hrabia skinął głową.
-Nigdy wcześniej nie widziałem nagiego człowieka…- powiedział nagle.
James poczuł, jak na jego twarzy pojawia się rumieniec. Wiedział, że prędzej czy później, może go czekać podobna rozmowa, ale czuł, że nie jest w zbyt dobrej kondycji, ani psychicznej, ani fizycznej, by dobrze to wszystko wyjaśnić.
-Widziałeś przecież siebie.
-Tak, ale… Kobiety są takie dziwne…- mruknął Lancaster, marszcząc brwi.- Nigdy nie sądziłem, że one…
-E-Edmund…- James był  coraz bardziej skrępowany. Chyba czując się doskonale i będąc w świetnej formie, również nie nadawał się do takich rozmów. On reagował rumieńcem nawet na żarty o takiej tematyce. -To jest… normalne. To znaczy… Chodzi mi o to… Hm… U nas… To znaczy, możesz jeszcze trafić na takie rzeczy… w telewizji… ale… Wyłącz je, dobrze? To znaczy, jeśli jesteś bardzo ciekawy… Ale…- James był naprawdę potwornie zażenowany. Chciał oswoić Edmunda z tym wszystkim, nie mógł go przecież odcinać od pewnych spraw i traktować jak dziecka… W czasach hrabiego, wszystko w tych kwestiach wyglądało zupełnie inaczej. James nie był nawet pewien, czy ten w ogóle znał wcześniej anatomiczne różnice pomiędzy kobietą a mężczyzną.- Po prostu w razie czego mnie zawołaj, dobrze?
Och, kolejny doskonały pomysł na to, by wydukać z zawstydzeniem kilka słów. Nic innego nie przychodziło jednak teraz Jamesowi do głowy, co nie było szczególnie zdumiewające. Był coraz bardziej senny i zmęczony.
-Mogę zobaczyć cię nago, Jamie?- zapytał Edmund.
I wtedy mężczyzna dosłownie zamarł. Przez kilka minut patrzył na swojego podopiecznego z niedowierzaniem. Wiedział, że Edmund zapewne nie zdaje sobie sprawy z tego, że to, co powiedział, było cokolwiek niestosowne i hm… dziwaczne. Ale… Ale właściwie dlaczego w ogóle przyszło mu to do głowy?
-N-Nie…- bąknął w końcu James.- Nie, Edmund.
-Dlaczego?- zdumiał się panicz.- Ty mnie przecież widziałeś.
-N… No, ale… To nie to samo. To znaczy, ja miałem konkretny powód i… Porozmawiamy o tym jutro, dobrze, Edmund?- zapytał, mocno skrępowany.- Może jednak pójdziesz do sypialni…? Posiedzę przy tobie, czuję się już lepiej…
Było to oczywiste kłamstwo, w głowie dosłownie mu huczało i chyba tylko z powodu bólu, nie usnął jeszcze na siedząco. James jednak naprawdę nie miał bladego pojęcia, jak właściwie miałby zareagować na to pytanie. Kiedy siedział w sypialni, przy łóżku, jak zwykle patrząc na zasypiającego podopiecznego, sądził jeszcze, że była to dość specyficzna prośba, oczywiście, ale w końcu prośba Edmunda, który miewał czasem różne dziwne życzenia i zachcianki. Gdyby zapytał go o coś takiego ktoś inny… Inny mężczyzna… Pewnie zawstydziłby się jeszcze bardziej, ale to był w końcu hrabia Lancaster, zupełnie niezorientowany w różnego rodzaju obyczajach. Później jednak, zaczął się zastanawiać. Edmund rzeczywiście nie odnajdywał się jeszcze do końca we współczesnym świecie. O wielu rzeczach nie miał pojęcia, to prawda. Ale... Mężczyzna przypominał sobie zmianę jaka zaszła w podopiecznym. Wszystkie jego wypowiedzi, momentami bardzo niezręczne, które James również zrzucał na karb nieznajomości obecnych realiów, ale teraz… Nie był pewien… Nawet nie przyszło mu do głowy, by zastanawiać się nad tym, czy żywo-zmarły hrabia może mieć potrzeby… innej natury. Nie był dotąd zakochany. Nie interesował się chyba nikim poza samym sobą. Tyle mężczyzna wiedział. Edmund nie umiałby więc nawet wyartykułować czy określić swoich uczuć, nie umiałby ich przekazać w prosty sposób, bo nikt nawet nie wdrażał go w tego rodzaju tematykę. Nie potrafił rozróżnić miłości odczuwanej do rodziców od miłości jaką, potencjalne, mógłby darzyć kogokolwiek innego. Może więc… Choć sama myśl o tym, budziła w Jamesie bardzo dziwne odczucia… Może więc Edmund Lancaster zaczął dojrzewać… I… Cóż… Zainteresował się nie kobietą, a mężczyzną? Jamesowi nigdy wcześniej nie przyszło to do głowy. Nic dziwnego, nie uważał się za szczególnie atrakcyjnego, do tej pory wszystkie niezręczne zachowania panicza odczytywał w inny sposób, sądził, że są wynikiem jego albo próbą pokazania przywiązania do opiekuna. Może zresztą tym właśnie były. Mężczyzna nie miał w końcu pewności, to były jedynie przypuszczenia. Może Edmund rzeczywiście najzwyczajniej w świecie go lubił, a to, o co zapytał, było wynikiem zupełnie niewinnej ciekawości.
Tak czy inaczej, James długo jeszcze nie był w stanie usnąć, zastanawiając się nad tym.
Czuł, że wszystko zaczyna się komplikować.

5 komentarzy:

  1. Czekałam na Edmunda Lancastera i muszę przyznać, że po raz kolejny mnie NIE zawiodłaś. Dziękuję Ci za to.
    Mimo, to że piszesz długie opowiadanie, zawsze tak się wczytuję, że ledwo zacznę a tu już koniec. Jestem pod wrażeniem. Potrafisz wciągnąć czytelnika.

    Życzę weny i cierpliwie czekam na kolejne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy11:11 PM

    Dziękuję za Edmunda. Cudo. Wyłapałam kilka zbędnych przecinków i powtórek, choćby " Mężczyzna chciał zdjąć buty, ale mężczyzna zaprotestował. " Pozdrawiam i weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy10:07 AM

    mam złe przeczucia co do tego profesora D::: i 'zmęczenia' Edmunda.
    początek bardzo mnie rozbawił, niby nic klasycznie śmiesznego, ale jak się człowiek zaangażuje emocjonalnie to tak bywa. tylko, wow, dawno tak nie było.
    och, no i kocham to tempo <3

    indy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy6:21 PM

      a teraz włażę tu kolejny dzień z kolei bez sensu, tylko żeby obczaić moją miłość...<3

      Usuń
  4. Anonimowy4:31 PM

    rozdział będzie dzisiaj czy jutro? :)

    OdpowiedzUsuń