Strony

sobota, 15 czerwca 2013

§ 16 § [YFM]

Absalom uchylił powieki. Nie poruszał się przez dłuższą chwilę, obawiając się, że to, co teraz wspominał z tak wielką nadzieją i radością w sercu, mogło być niczym innym, jak tylko jednym z jego snów. Widział jednak wyraźnie wolną przestrzeń w miejscu, w którym jeszcze wczoraj stało łóżko Mortalisa. Teraz to on na nim leżał. Pamiętał, że gdy zasypiał był bardzo blisko mężczyzny, ale w nocy musiał się trochę przemieścić – całe szczęście, że mebel tutaj był, bo w innym wypadku, zapewne by spadł. Czuł również ciepło leżącego obok ciała. Na jego wargach pojawił się mimowolny uśmiech. Odwrócił głowę w stronę mężczyzny, starając się nie wywołać najmniejszego dźwięku. Jego opiekun już nie spał. Leżał na plecach, spoglądając w sufit, wyraźnie pochłonięty myślami. Absalom przysunął się do niego bliżej, obejmując go ramieniem, wciąż niepewnie, nie wiedząc dokładnie, jakiej reakcji powinien się spodziewać. Jego usta pamiętały jeszcze pocałunek mężczyzny – ledwie muśnięcie, bardzo delikatne i ostrożne, ale przecież niemożliwe do pomylenia z czymkolwiek innym. Czy Mortalis zrobił to, bo coś do niego czuł…? Czy dlatego, by pokazać młodzieńcowi, że jego uczucia nie były tak niewłaściwe, jak mu się wcześniej wydawało? A może po prostu poczuł się zmuszony okolicznościami? Chłopak nie miał pojęcia. Pod tym względem czuł się potwornie zdezorientowany i skołowany, ale niezależnie od tego, był pewien jednej rzeczy – chciał być u boku Mortalisa. Na długo. Na tak długo, jak to było możliwe. Na zawsze. Jako jego podopieczny, towarzysz albo… Albo ktoś znacznie więcej.
Ciemne oczy opiekuna spoczęły na jego twarzy. Dłoń mężczyzny zatrzymała się na policzku chłopaka i głaskała go przez moment. Dotyk Mortalisa był odrobinę szorstki, ale Absalom tęsknił za nim potwornie. Pod wpływem pieszczoty, mimowolnie zbliżył się jeszcze bardziej do mężczyzny, przyciskając do jego boku.
-O czym myślisz…?- zapytał po chwili.
-O czym mógłbym myśleć…?- odpowiedział jedynie jego opiekun.
Absalom nie do końca wiedział, jak odpowiedzieć na to pytanie. Wyraźnie wyczuwał w głosie mężczyzny strapienie. Mortalis był czymś przygnębiony. Być może znowu myślał o opuszczeniu tego miejsca i udaniu się na kolejną wyprawę. Młodzieniec był jednak pewien, że zrobi wszystko, by mu to uniemożliwić. Może niepokoił się o ich wspólny los tutaj, o swoich wrogów. Albo chodziło o to, co zdarzyło się wczoraj. Cokolwiek to było, z pewnością zaprzątało myśli mężczyzny.
-Poradzimy sobie…- stwierdził Absalom, jakby wiedział o czym mówi. Mortalis spojrzał na niego z uwagą.- Niezależnie od tego, czego się obawiasz… Poradzimy sobie- powtórzył z jeszcze większą pewnością.- Jesteśmy tu razem i… I na pewno wszystko będzie dobrze. To nie ma znaczenia.
-… To nie ma znaczenia…- powtórzył ledwie słyszalnie Mortalis, jakby coś sobie przypomniał.
Niedługo później obaj wstali. Absalom przygotował śniadanie z tego, co im pozostało. Zjedli razem. Rozmawiali niedużo. Młodzieniec wciąż był onieśmielony ostatnimi wydarzeniami, Mortalis równie milczący jak zawsze. Potem, chłopak wyciągnął opiekuna nad jezioro. Pogoda była słoneczna, a ziemia wciąż nasiąknięta nocnym deszczem, którego krople skapywały gdzieniegdzie z liści drzew. Lekki wiatr sprawiał, że nie odczuwało się gorąca. Młodzieniec zdjął buty i podwinął nogawki, a następnie wszedł do jeziora, brodząc w pobliżu brzegu. Mortalis siedział kawałek dalej na piasku, śledząc swojego podopiecznego wzrokiem. Absalom również zerkał na niego raz po raz, zagryzając wargę i próbując przygotować się do rozmowy z opiekunem. Bardzo chciał dowiedzieć się, jak na to wszystko patrzy mężczyzna, jakie są jego intencje. Wreszcie wyszedł z wody i podszedł do Mortalisa, siadając tuż obok niego.
-Wiesz…- zaczął po chwili ciszy, nieco płochliwie.- Nie powinieneś gniewać się na Edalisa. On niczego nie zrobił, to ja… Ja go poprosiłem…- przyznał z zawstydzeniem. Tak, teraz było mu wstyd z powodu całej tej sytuacji, jego postępowania, złości Mortalisa… Nie zrobiłby tego po raz kolejny, choć wtedy wydawało mu się, że postępuje właściwie.
-To nie ma znaczenia- odpowiedział surowo mężczyzna.- Tak czy inaczej, nie powinien był tego robić.
-Dlaczego?- zapytał Absalom.
-Bo…- zaczął jego opiekun, jednak po chwili umilkł, jakby nie bardzo potrafił znaleźć argumenty dla swoich słów. W końcu westchnął cicho i rzucił- Może masz rację… Naprawdę zamierzałeś do zrobić?- dopytał moment później.
Absalom poczuł, że się czerwieni. Było mu potwornie wstyd. Skinął głową.
-Tak… Powiedziałeś, że powinienem sobie znaleźć kobietę i… I wiedziałem, że to… to, co czuję… jest niewłaściwe…- stwierdził, pąsowiejąc jeszcze bardziej.- Sądziłem, że tak trzeba.
-To nie jest niewłaściwie- odpowiedział spokojnie Mortalis, a Absalom wbił w niego pełne uwagi spojrzenie.- Tylko trochę niecodziennie. I nieoczekiwane. Nic poza tym.
-Edalis mówił, że tacy mężczyźni… Że mężczyźni, którzy interesują się innymi mężczyznami byli w armii i tak już im zostało. Ma rację…?- dopytał niepewnie.
-Najwyraźniej nie, skoro ty również taki jesteś- odparł krótko Mortalis.
-Odniosłem wrażenie, że to strasznie dziwne. Nienormalne. I…- zawahał się przez moment. Odwrócił wzrok, nie będąc w stanie patrzeć na swojego opiekuna, gdy mówił kolejne słowa.- Wiem, że dla ciebie to również może być… nie do końca… Sam wiesz… Ja… Cieszę się, że rozumiesz, ale jeśli… To znaczy… Nie musisz udawać, że… Nie musisz robić niczego, czego nie chcesz robić, tylko dlatego, żebym czuł się lepiej.
Miał wrażenie, że jego twarz płonie, tak bardzo był zażenowany tym, co powiedział. Patrząc na piasek przed sobą, zaczął nerwowo kreślić na nim jakieś znaki, długo oczekując na odpowiedź opiekuna.
-Te… odczucia, które żywisz w moim kierunku…- zaczął wreszcie Mortalis, ale chłopak wciąż nie był w stanie zmusić się, by na niego spojrzeć.- Jak już powiedziałem, nie przeszkadzają mi. Żałuję, że zareagowałem w nieodpowiedni sposób. Jednak nie powinieneś mylić ich z niczym poważnym- stwierdził stanowczo i dopiero wtedy Absalom wbił w niego niemalże oburzone spojrzenie, jakby chciał zaprotestować przeciwko tym słowom.- Jesteś młody. Przywiązany do mnie. Z zupełnie niezrozumiałych dla mnie przyczyn, zawsze darzyłeś mnie pewnego rodzaju podziwem. To zapewne nic trwałego- podsumował krótko.
-Te UCZUCIA, które żywię do ciebie…- poprawił mężczyznę Absalom.- Dobrze wiem, czym są. I dobrze wiem, że są trwałe, bo…- urwał, zawstydzony. Mortalis spojrzał na niego z wyraźnym zaskoczeniem, zapewne wiedząc, co ten zamierza powiedzieć.- … bo… bo czuję tak już od dłuższego czasu…- przyznał płochliwie młodzieniec.- Wcześniej nie do końca to rozumiałem, ale… Kocham cię.
-Jak opiekuna- mruknął Mortalis.
-Nie!- zaprotestował Absalom.- Jak mężczyznę! Ja… Ja… Nie mogę przestać o tobie myśleć… Zależy mi na tobie tak bardzo, że… Że to chyba naprawdę nienormalne…- przyznał z zawstydzeniem, parsknąwszy cicho.- Marzę o tobie… Śnię o tobie… O tym… O tym, jak… Jak dotykasz mnie i całujesz i…- mówił chaotycznie, bez zastanowienia, widząc, że na twarzy opiekuna, z każdym kolejnym słowem, maluje się coraz większe zdumienie i niedowierzanie.- I ciężko było mi rozmawiać z tobą normalnie, gdy to wszystko się zaczynało… Jesteś najbardziej wyjątkowym i niesamowitym mężczyzną, jakiego znam i… I… Zrobiłbym dla ciebie wszystko, bo… Chcę być z tobą. Dlatego, nawet jeśli nie czujesz tego samego, to w porządku.
Mortalis chyba potrzebował dłuższej chwili, żeby dojść do siebie tak obszernym wyznaniu.
-Dlaczego ja…?- zapytał w końcu, wciąż pełen niezrozumienia i niedowierzania.- Nawet, jeśli interesują cię mężczyźni… Jestem pewien, że nie jesteś jedyny na świecie. Jest tylu innych młodzieńców w twoim wieku, tyle osób, które mogłyby cię zainteresować, gdybyś tylko opuścił to miejsce i zamieszkał w mieście… Przemyśl to. Ze mną nie czeka cię nic dobrego. Jesteś młodym i przez to nieco naiwnym, ale bardzo mądrym i przystojnym mężczyzną, Absa. Możesz szukać szczęścia gdzieś indziej.
Młodzieniec zamrugał ze zdziwieniem.
-Sądzisz, że jestem przystojny?- zapytał, uśmiechając się mimowolnie.
Na wargach Mortalisa pojawił się ledwie zauważalny uśmiech.
-To wszystko, co zapamiętałeś z mojego wywodu…?- zapytał kpiąco.- Owszem, jesteś. Może i moje poczucie estetyki przez te wszystkie lata wypaczyło się trochę, ale z pewnością nie oślepłem.
Absalom uśmiechnął się jeszcze szerzej i radośniej, słysząc te słowa.
-Więc…- zaczął ostrożnie, zagryzając wargę.- Więc jest szansa, że… To znaczy… Podobam ci się? T-Tak ogólnie… S-Sam rozumiesz… Mortalis?
Mężczyzna przez dłuższą chwilę patrzył na swojego podopiecznego w taki sposób, że ten aż wstrzymał oddech, nie mogąc doczekać się odpowiedzi. Aż nagle… Jego opiekun podniósł się z miejsca i bez słowa wyjaśnienia, ruszył w stronę domu.
-M… Mortalis!- krzyknął Absalom, kompletnie zdezorientowany, natychmiast ruszając za nim. Dopiero po chwili uświadomił sobie, że niedaleko brzegu zostawił buty, musiał więc ubrać je pospiesznie i dopiero wtedy usiłował dogonić mężczyznę.- Mortalis! Poczekaj!- wołał, biegnąc przez las.
Mógłby jednak przysiąc, że na twarzy opiekuna wciąż błąkał się lekki uśmiech.

Był z nim prawie przez cały czas. Niemalże nie odstępował go na krok, jak za dawnych czasów, gdy Mortalis akurat pozostawał w domu. Wtedy, kiedy jeszcze wszystko wydawało się znacznie prostsze, kiedy nie było pomiędzy nimi sporów, gdy ich relacje były jasno ustalone, zupełnie niewinne i nie budzące wątpliwości, a mężczyzna nie wracał w tak tragicznym stanie jak ostatnio. Spacerowali po lesie, siedzieli przed domem albo pod pobliskimi drzewami, szukając ucieczki od słońca w cieniu. Rozmawiali. A raczej Absalom mówił bardzo dużo, a Mortalis słuchał cierpliwie. Również jak zwykle. Ton młodzieńca był swobodny, pełen radości i wciąż żywej nadziei. Gdyby spojrzeć na nich z zewnątrz, można by dojść do wniosku, że wszystko wróciło do normy, do dawnego stanu. W istocie chyba nic jednak nie było takie samo jak wcześniej. Absalom nie poruszał już tematów bardziej wstydliwej natury, mówił o książkach, zwierzętach, Edalisie, o lesie i o tym, co zamierza w najbliższym czasie robić. Patrzył przy tym na swojego opiekuna z dużą uwagą, szczególnie, tak, jak chyba nie odważyłby się patrzeć na niego wcześniej. Obserwował każdy fragment pokrytej bliznami twarzy mężczyzny. Szpecącymi bliznami – tak kiedyś określił je Mortalis, tak też mówił o tym Edalis, chociaż Absalom nie widział w swoim opiekunie kogoś szpetnego, a wprost przeciwnie. Może był to efekt przyzwyczajenia, może nie zauważał tego, co pozostali albo wprost przeciwnie – zauważał więcej. Momentami spoglądał wprost w chmurne, ciemne, zamyślone oczy, dostrzegając, że czasem zdawały rozjaśniać się nieco, jakby Mortalis rozluźniał się na chwilę, stawał mniej ponury i poważny niż zwykle, ale zmiana ta nie trwała długo. Koncentrował się też na wargach mężczyzny, wspominając ich niedawny pocałunek i marząc o kolejnym. Nie raz i nie dwa, zaplątał się w tym, co mówił, czerwienił się i dukał coś trzy po trzy, przez moment za bardzo błądząc w swoich rozmyślaniach. Nie śmiał wykonać żadnego, nawet najdrobniejszego gestu, który mógłby zaburzyć swobodną atmosferę.
Dopiero pod wieczór się rozdzielili. Absalom poszedł wykąpać się nad jezioro, zwalczając w sobie idiotyczną pokusę, aby zapytać mężczyznę, czy ten do niego dołączy. Mortalis natomiast został w domu. Gdy młodzieniec wrócił, przez chwilę przeraził się, że jego opiekun odszedł, dopiero gdy zawołał go po imieniu i usłyszał odpowiedź, zdał sobie sprawę z tego, że Mortalis siedzi zamknięty w bocznym pomieszczeniu. Absalom nie chciał zawracać mu głowy, nie był pewien, co ten właściwie robi. Zjadł lekki posiłek, a następnie ułożył się na swoim łóżku. Ich łóżku. Właściwie, technicznie rzecz ujmując, łóżku Mortalisa, bo to ono znajdowało się z brzegu. Przewrócił się na bok, przymknął powieki i leżał tak jakiś czas, nie śpiąc, ani nawet nie zamierzając spać, a jedynie zastanawiając się, rozmyślając i marząc – zupełnie tak, jak czynił to zwykle, choć zdecydowanie nie o tym samym, co zazwyczaj. Jakiś czas później, w pomieszczeniu pojawił się Mortalis. Młodzieniec nie poruszał się, wsłuchując w kroki krążącego po pomieszczeniu mężczyzny. Wreszcie ten zatrzymał się tuż przy łóżku. Nachylił się nad chłopakiem i chwycił za kołdrę znajdującą się na drugim posłaniu, a następnie nakrył nią podopiecznego. Absalom wiedział, że powinien wstać i przyznać się do tego, że wcale nie śpi, jak zapewne pomyślał mężczyzna, ale był tak bardzo ciekaw tego, co ten zrobi, że nie uczynił nic. Poczuł, jak dłoń opiekuna zanurza się w jego włosach, jak gładzi je niespiesznie. Druga musnęła lekko szyję młodzieńca, sięgając po zawieszoną na jego szyi blaszkę, którą mężczyzna musiał oglądać z ciekawości albo sentymentu. Absalom bardzo chciałby wytrzymać chociaż chwilę dłużej, ale mimowolnie poruszył się lekko i zaraz uchylił powieki, podnosząc się do pozycji siedzącej. Mortalis natychmiast odsunął się od niego.
-Sądziłem, że śpisz- stwierdził jedynie.
-Nie… Tylko rozmyślałem- przyznał Absalom, jeszcze na moment wracając myślami do swoich wyobrażeń. Zagryzł wargę w figlarnym uśmiechu, przez moment znajdując się w sferze dalekiej od rzeczywistości, ale zaraz otrząsnął się, widząc, że Mortalis patrzy na niego z uwagą i czymś w rodzaju uprzejmego zdumienia.- Przepraszam…- rzucił, odkaszlnąwszy cicho.- Eee… Więc… Co tam robiłeś?- zagadnął, usiłując skoncentrować się na innym temacie.
-Zajmowałem się bronią- odpowiedział lakonicznie Mortalis.
Młodzieniec zbladł momentalnie i otworzył usta, chcąc natychmiast zaprotestować, ale opiekun zrozumiał powody jego niepokoju i dodał prędko:
-Nigdzie nie wyruszam. Póki co. Po prostu znalazłem sobie jakieś zajęcie. Będę musiał się postarać o kilka podobnych, jeśli rzeczywiście mam tu zostać przez dłuższy czas…
W jego głosie pobrzmiewała nutka rozżalenia, jakby wciąż mu się to nie podobało. Absalom rzadko był w stanie zrobić coś, by sprzeciwić się swojemu opiekunowi, nie znosił wręcz czynić czegokolwiek na przekór niemu, ale w tej sytuacji, miał pewność, że racja była po jego stronie. Nie obchodzili go wrogowie Mortalisa. Nie mógł pozwolić swojemu opiekunowi walczyć ani z nimi, ani z kimkolwiek w takim stanie. Nie chciał na to pozwolić. Już nie.
-Mógłbyś się zająć mną…- zasugerował nieśmiało, czując, jak pieką go policzki.
-Nie jesteś już dzieckiem, Absa- odpowiedział jego opiekun. Chłopak parsknął cicho. Tak, w tym właśnie tkwił sęk…- Nie sądzę, żeby moja uwaga była ci szczególnie potrzebna…
-Jest- odparł z pełnym przekonaniem młodzieniec.
Mortalis spoglądał na niego przez chwilę przenikliwie, jednak nic nie odpowiedział. Absalom podniósł się z łóżka i, wiedziony nagłą potrzebą, zbliżył się do opiekuna, zatrzymując się właściwie tuż przy nim. Mężczyzna drgnął, ale nie odsunął się od młodzieńca. Patrzyli sobie prosto w oczy. Chłopak usiłował dostrzec w nich odpowiedzi na swoje pytania i wątpliwości, ale jak zwykle, trudno było mu odczytać cokolwiek z nieprzeniknionej twarzy opiekuna. Dopiero kiedy poczuł, jak mocno pieką go policzki, spuścił wzrok, nie będąc w stanie już dłużej wytrzymać.
-Chcesz…- zaczął nagle i umilkł na dłuższą chwilę, dochodząc do wniosku, że powinien dać sobie spokój. Zaraz jednak znów zerknął nieśmiało na mężczyznę, a następnie ponownie wbił wzrok w podłogę, rzucając w końcu- … Chciałbyś mnie pocałować…?
Moment później, ledwie będąc w stanie wytrzymać krępującą ciszę, niemalże pożałował swojego pytania. Zaraz jednak, Mortalis nachylił się nad nim powoli. Absalom spojrzał na twarz opiekuna i odruchowo wstrzymał oddech, przymykajac powieki, na sekundę przed tym, nim ich wargi się spotkały. Jedno muśnięcie. Drugie i kolejne… Gdy ich usta złączyły się ze sobą na dłużej w delikatnym pocałunku, Absalom instynktownie przycisnął się do mężczyzny, obejmując go ciasno ramionami. Przez całe jego ciało przemknęły dreszcze podniecenia i ekscytacji. Ciężko było mu uwierzyć, że to naprawdę się dzieje. Całował go. Mężczyznę, którego tak bardzo pragnął. Którego… kochał. Smakował jego wargi, powoli, cierpliwie, mając jednak ochotę całować go zupełnie inaczej. Po chwili przestali. Stali wciąż równie blisko, wpatrując się w siebie i oddychając płycej. Kolejne sekundy niepewności i obaw… Absalom nie poddał się jednak tym uczuciom i tym razem to on pocałował opiekuna. Przeniósł ręce z jego pasa i zamiast tego, objął go wokół szyi. Nie wiedział, czy to w ogóle było możliwe, ale zdawało mu się, że byli ze sobą jeszcze bliżej. Trudno było mu wyczuć, czy pocałunki Mortalisa zdradzają jego większe doświadczenie i wprawę. Były raczej ostrożne. Absalom całował mężczyznę zupełnie inaczej. Chaotycznie, bez żadnej kontroli i opamiętania, instynktownie podążając za tym, co sprawiało mu najwięcej przyjemności i najbardziej mu się podobało. To on nadawał wszystkiemu tempo, na które Mortalis godził się bez najmniejszego protestu. Dłonie mężczyzny spoczęły na biodrach młodzieńca. Gdyby Absalom nie obejmował teraz opiekuna, chyba nie potrafiłby ustać na nogach. Działo się z nim coś dziwnego. W jego umyśle, w jego ciele… Wszystko inne zniknęło, był tylko Mortalis, tylko te wszystkie uczucia, które kumulowały się w młodzieńcu przez cały ten czas niecierpliwego oczekiwania, aż coś się wydarzy. Kręciło mu się w głowie. Miał wrażenie, jakby jego ciało słabło, a może raczej stawało się bardziej wrażliwe na wszystko, jakby ledwie był w stanie stać. Dłonie Mortalisa, zupełnie przecież nieruchome, jego palce zaciskające się na biodrach młodzieńca, zdawały się go niemal palić. Przyjemnym, rozkosznym ogniem, który Absalom chciałby czuć też w innych miejscach. Na każdym fragmencie swojej skóry. Wargi Mortalisa zbłądziły, zsunęły się z ust chłopaka i zatrzymały na moment na jego brodzie. Młodzieniec odruchowo odchylił głowę i zaraz poczuł, jak usta opiekuna zaczynają wędrówkę po jego szyi. Westchnął cicho, wciąż niepohamowanie napierając na Mortalisa swoim ciałem. Całe podniecenie zaczynało się kumulować w niższych partiach jego ciała. Absalom zagryzł wargę, czując, jak z chwili na chwilę robi się coraz bardziej… Ach, to zawstydzające… Był pewien, że biorąc pod uwagę ich bliskość, Mortalis był w stanie bez problemu wyczuć, jak ochoczo ciało chłopaka zareagowało na jego pocałunki. Nie przerwał pieszczot. Jego dłonie przesunęły się nieco wyżej, wślizgując pod koszulkę młodzieńca. Absalom jęknął mimowolnie, czując jak palce mężczyzny przesuwają się wzdłuż jego pleców, masując je powoli i poznając dokładnie każdy fragment skóry. Mortalis przestał całować podopiecznego. Na powrót zawędrował dłońmi niżej, chwytając za brzeg koszulki i unosząc ją do góry. Młodzieniec natychmiast podniósł ręce, umożliwiając opiekunowi zdjęcie z siebie górnej części odzienia. Kolejne sekundy ciszy. Stali naprzeciw siebie, już nie tak blisko, choć w odległości nie większej niż ledwie krok. Absalom oddychał płytko. Wzrok mężczyzny prześlizgnął się po jego klatce piersiowej. Młodzieniec nie miał już cierpliwości, by czekać choćby chwilę dłużej. Pospiesznym ruchem zdjął z siebie spodnie, omal się przy tym nie przewracając . Stał przed opiekunem niemal zupełnie nagi, jedynie, w przyciasnej teraz, bieliźnie, dając mu aż nazbyt jasno do zrozumienia, jak bardzo go pragnie. Mortalis zbliżył się do chłopaka. Niespiesznym ruchem, odwiązał założony na biodrach materiał, odsłaniając całkowicie ciało młodzieńca. Absalom nie był pewien, czy tak rzeczywiście było, ale miał wrażenie, że cały trząsł się z ekscytacji. Widział, że mężczyzna na niego patrzy. Widział w jaki sposób, choć trudno było cokolwiek odczytać mu z nieruchomej twarzy. Silne ramiona objęły go i zaczęły prowadzić w stronę stojącego kilka kroków dalej łóżka. Byli już tuż przy nim, gdy wargi Mortalisa na powrót zetknęły się z ustami młodzieńca. Próbował posadzić chłopaka na pościeli, a Absalom niemalże poddał się temu bez chwili zastanowienia, ale zaraz zakiełkowała w nim pewna myśl.
-Czekaj… Zaczekaj…- wydusił z siebie nie bez trudu, odrywając się moment wcześniej od ust mężczyzny.
Mortalis zatrzymał się, puszczając podopiecznego i wpatrując w niego z uwagą. Absalom patrzył na niego. Wahał się przez moment, ale zaraz jego drżące z emocji dłonie, powędrowały do zapięcia koszuli mężczyzny. Nim jednak zdążył zrobić cokolwiek więcej, opiekun chwycił go za rękę, powstrzymując.
-Nie musisz tego robić, Absa…- rzucił jedynie.
Chłopak spojrzał na niego bez zrozumienia.
-Ale… chcę…- odparł zgodnie z prawdą. Chciał go widzieć. Całego. Nagiego. Tuż przy sobie. Czuć jego ciało i dać mu dokładnie to samo, co on chciał dać jemu.
-Nie chcesz- odpowiedział z pełnym przekonaniem Mortalis, jakby miał o tym większe pojęcie.- Uwierz mi. Ja nie… To nie jest…- urwał na dłuższą chwilę. Absalom wiedział, że coś go trapi. Mężczyzna nie mówił wiele, ale gdy już się odzywał, zazwyczaj dokładnie wiedział, co powiedzieć i nie przerywał w połowie zdania.- … To nie jest zbyt miły widok- dokończył wreszcie cicho, z pewnego rodzaju obrzydzeniem, a młodzieniec dopiero wtedy uświadomił sobie, co ten ma na myśli.
-Widziałem cię już wcześniej- stwierdził.- Wiem, jaki to widok.
-Zajmowałeś się moimi ranami… Zapewniam cię jednak, że to coś innego.
-Widywałem cię… w innych sytuacjach- odpowiedział z lekkim skrępowaniem Absalom.
-Kiedy się przebierałem. To też nie…
-W innych sytuacjach- powtórzył z naciskiem młodzieniec, czując, że pieką go policzki. Mężczyzna spojrzał na niego ze zdziwieniem i chłopak poczuł potrzebę, by szybko to wyjaśnić- Bo… Raz… W sumie to… parę razy… Parę razy patrzyłem, gdy… Kąpałeś się w jeziorze i… Tak…- wydusił jedynie, kompletnie zażenowany.
Mortalis patrzył na niego tak, jakby widział go po raz pierwszy w życiu, a zważywszy na okoliczności, Absalom właściwie nie bardzo potrafił określić, czy to dobrze, czy źle. Efekt był jednak taki, że po krótkiej chwili, dłoń Mortalisa cofnęła się i umożliwiła chłopakowi działanie. Młodzieniec rozpiął koszulę mężczyzny i szybkim ruchem, zsunął ją z jego ramion. Na krótki moment zawiesił wzrok na umięśnionej klatce piersiowej opiekuna, na której wciąż znajdowały się opatrunki, ale niemalże natychmiast zajął się jego dolną częścią garderoby, nie chcąc już zwlekać ani chwili dłużej. Pozbawił go spodni i bielizny, a później… A później na niego patrzył. Nie był właściwie pewien, jak długo, może nie było to więcej, niż kilkanaście, kilkadziesiąt sekund, ale te sekundy mijały tak wolno, jak gdyby czas przystanął. O, Stwórco… O, Stwórco… Był zawstydzony. I podekscytowany. I trochę przerażony, co zresztą wynikało pośrednio z tych dwóch odczuć. Rzeczywiście widział już Mortalisa nagiego, ale z pewnej odległości, w mniej… oczywistych okolicznościach. Teraz mężczyzna był tak blisko i… O, Stwórco… Absalom naprawdę nie był w stanie oderwać od niego wzroku.
Mortalis poruszył się niespokojnie. Bez problemu dało się zauważyć, że nie czuł się w tej sytuacji ani komfortowo, ani pewnie.
-Już dosyć, Absa…- stwierdził cicho, próbując się odsunąć, chyba zupełnie błędnie odczytując reakcję młodzieńca.
-Nie!- zaprotestował chłopak, natychmiast obejmując opiekuna kurczowo i zatrzymując go przy sobie. Mortalis wbił w niego pełne zdumienia spojrzenie.
Absalom podniósł wzrok i nieco płochliwie, popatrzył mężczyźnie prosto w oczy. A później go całował. Nie w usta, jak wcześniej. Muskał wargami jego szyję. Obojczyk. Ramiona. Był przy tym dość nieporadny, chaotyczny i sprawiał wrażenie, jakby nie bardzo wiedział, co właściwie robi, ale jego cel był najzupełniej jasny – chciał pokazać Mortalisowi, że ten wcale go nie obrzydza, a wprost przeciwnie. Chciał mu udowodnić, jak bardzo podoba mu się to, co widzi. Czuł, że ciało mężczyzny jest napięte. Dłoń ciemnowłosego chwyciła go za ramię, jakby w pierwszym odruchu, opiekun zamierzał go od siebie odsunąć, nie uczynił tego jednak, pozwalając Absalomowi kontynuować nieporadne pieszczoty. Ciche westchnienie wyrwało się z warg mężczyzny. Młodzieniec wciąż obejmował Mortalisa jedną ręką, drugą natomiast zaczął dotykać jego klatki piersiowej, wciąż wędrując wargami po jego skórze. Bez problemu mógł wyczuć niemalże każdą bliznę, jaką jego palce napotkały na drodze. Ominął opatrunki, przesunął się niżej po umięśnionym brzuchu i podbrzuszu, a następnie chwycił w dłoń męskość opiekuna. Kolejne westchnienie mężczyzny zabrzmiało dla niego rozkosznie. Obrócili się w miejscu, w taki sposób, że teraz to Mortalis znajdował się tuż przy łóżku. Usiadł na nim powoli, ściągając młodzieńca na swoje kolana.
-Absa…- szepnął miękko Mortalis.
Chłopak nigdy wcześniej nie słyszał, by mężczyzna wypowiadał jego imię w taki sposób. Całe jego ciało przeszyły przyjemne dreszcze. Opiekun wplótł palce we włosy podopiecznego i uniósł jego głowę, przyciągając go do pocałunku. Dłoń Absaloma wciąż zaciskała się na męskości Mortalisa i stymulowała ją szybkimi ruchami. W tego rodzaju pieszczotach, młodzieniec również nie miał wprawy. Próbował sprawiać przyjemność opiekunowi w taki sposób, w jaki zawsze zaspokajał sam siebie. Czuł, jak członek mężczyzny twardnieje w jego uścisku. Mortalis położył się, a następnie przetoczył wraz z chłopakiem na bok, zamieniając ich pozycję. Absalom leżał na plecach, mężczyzna natomiast klęknął tuż przy nim, nachylając się nad podopiecznym i wracając do pocałunku. Dłoń opiekuna prześlizgnęła się po wewnętrznej części jego uda. Młodzieniec wstrzymał oddech na chwilę przed tym, nim palce Mortalisa zacisnęły się na jego męskości. Jęknął mimowolnie i poruszył biodrami, czując, jak pieszczoty mężczyzny rozpalają go do żywego. Przerwał pocałunek, gwałtownie łapiąc powietrze. Wargi Mortalisa przesunęły się na jego policzek. Absalom wsunął wolną dłoń we włosy mężczyzny. Nie chciał tego robić, ale odruchowo zacisnął palce na ciemnych kosmykach i szarpnął za nie w momencie, gdy kolejna fala przyjemności wstrząsnęła jego ciałem. Jęknął po raz kolejny czując, jak mężczyzna z chwili na chwilę zmienia coraz intensywność i tempo pieszczot. Absalom starał się mu dorównać i odwdzięczyć tym samym, ale raz po raz zupełnie zapominał o wszystkim, nieruchomiał, drżąc i nieumyślnie ciągnął za pasma włosów opiekuna, który znosił to bez słowa protestu.
-M… Mortalis!- wydusił z siebie młodzieniec uchylając powieki i chcąc, by i mężczyzna na niego spojrzał.
Jego opiekun tak też uczynił. Absalom patrzył prosto w ciemne oczy mężczyzny. Czuł, że lada chwila skończy. Uniósł głowę, chcąc pocałować Mortalisa. Doszedł jednak na moment przed tym, nim ich wargi złączyły się ze sobą. Usta Mortalisa stłumiły krzyk, jaki wydobył z siebie młodzieniec, obezwładniony falą spełnienia, która targnęła jego ciałem. Chłopakowi zakręciło się w głowie. Na moment przymknął powieki i znieruchomiał, ale zaraz zaczął znowu poruszać dłonią wzdłuż męskości mężczyzny, chcąc i jego doprowadzić do spełnienia. Chwilę później, Mortalis również szczytował.
Absalom oddychał płytko, nie mając już ochoty na nic innego, jak tylko na to, by przytulić się do opiekuna i zasnąć. Mężczyzna przesunął się powoli na brzeg łóżka i usiadł. Po kilkudziesięciu sekundach, podniósł się na nogi i podszedł do tlącej się świecy. Zgasił płomyk i skierował się z powrotem do łóżka. Po drodze zatrzymał się jednak. Jedną dłonią oparł się o ścianę, drugą sięgnął do opatrunków, jakby coś go nagle zabolało.
-Mortalis…?- zapytał z obawą chłopak, podnosząc się do pozycji siedzącej.
-Nic mi nie jest…- uspokoił go natychmiast mężczyzna, wracając na posłanie i kładąc się tuż obok.
Tym razem to Absalom leżał przy ścianie. Gdy mężczyzna okrył ich przykryciem, chłopak przysunął się bliżej niego.
-Jesteś przystojny…- rzucił nieśmiało.
-Absa…- odparł jedynie Mortalis, na wpół ostrzegawczo, na wpół litościwie, jakby dostrzegał w słowach podopiecznego jedynie marną próbę pocieszenia.
-Mówię poważnie- zaparł się chłopak.- Jesteś najprzystojniejszym mężczyzną, jakiego znam.
-… Sądziłem, że to moje poczucie estetyki może być nieco spaczone, ale najwyraźniej moje towarzystwo zanadto spaczyło twoje…- odpowiedział ciemnowłosy.
Absalom zaśmiał się lekko, po czym wtulił się w opiekuna.
-Jak w łożu małżeńskim…- szepnął pod nosem.
-Słucham?- zdumiał się Mortalis.
Młodzieniec zaczerwienił się mocno. Naprawdę powiedział to na głos…? O, Stwórco…
-Z-Znaczy… Edalis mówił mi kiedyś, że kiedy ludzie wychodzą za mąż, to później śpią razem… w dużym łóżku… w łożu małżeńskim właśnie- odkaszlnął nerwowo Absalom, usiłując się wytłumaczyć.- I…
-Och, Absa- westchnął tylko mężczyzna, składając na czole podopiecznego krótki pocałunek.
To był najlepszy dzień w jego życiu.

14 komentarzy:

  1. Anonimowy4:40 PM

    Świetnie to opisałaś :D Jak zwykle zresztą :)
    Pozdrawiam, Gollum

    OdpowiedzUsuń
  2. oh Silencio, nareszcie! nareszcie moje ukochane You Found Me :D czekałam na nie od dawna i tym razem mnie nie zawiodłaś, bo rozdział cudowny. uwielbiam to jak Absa się zawstydza, jak próbuje przekazać swoje uczucia, to samo tyczy się Mortalisa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak bardzo brakowało mi tego opowiadania! Nawet nie wiesz, jak się cieszę. Uwielbiam twój styl pisania.
    Czekam na ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Silminyel7:03 PM

    Nie wierzę. Zerkam tu od czasu do czasu czekając na kolejne części Wyzwania. Na YFM nawet nie liczyłam, bo ostatni wpis tu pojawił się w grudniu, więc tylko czekałam na dopisek "wstrzymane" przy tytule, a tu taka niespodzianka. Pierwszy raz tu komentuję, zazwyczaj tylko czytam, ale dzisiaj po prostu nie mogłam się powstrzymać. YFM to moje ulubione opowiadanie i jestem przeszczęśliwa, że pojawiła się kolejna część. Dziękuję, Silencio. Mam też cichą nadzieję, ze na kolejną część nie każesz nam ponownie czekać pół roku.

    OdpowiedzUsuń
  5. To było... Piękne *.* przeczytałam ten rozdział dwa razy... YFM to jedno z moich ulubionych opowiadań ♥ i szczerze jestem ciekawa, co będzie dalej *-*

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy12:26 AM

    Cudo! Nareszcie Mortalis zbliżył się do Absy *o* Chyba przeczytam to jeszcze raz a potem ponownie. Nie mogę się doczekać następnej części. Pozdrawiam i życzę weny ^ ^
    -Miramiey

    OdpowiedzUsuń
  7. To było jedno wielkie "ach". Cieszę się, że są ze sobą coraz bliżej. I wielkie dzięki za rozdział. Bardzo miła niespodzianka. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Po prostu kocham to opowiadanie :) Jest...Przepiękne :D Opisy, uczucia...Po prostu nie mogę wyrazić tego słowami. Dziękuję Ci za nie. Mam nadzieję że będziesz kontynuować ( trochę szybciej plissss) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział cudowny! Ten zamęt w głowie Absy, jesteś świetna! Mortalis to mój typ, więc się chłopakowi nie dziwie ;D
    Uwielbiam wszystkie imiona jakie wymyślasz :D Nie wiem jak ty to robisz, z jakich źródeł czerpiesz inspiracje(Absolom, to z Alicji?), ale są bardzo kreatywne np. Blaise. Nieważne pisz dalej i oby czystym przypadkiem powstał kolejny rozdział AFY :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, w przypadku Absaloma czerpałam inspirację z Biblii ;).

      Usuń
    2. Och... No tak Biblia! Ja nigdy nie zwracam większej uwagi na imiona w książkach, znaczy za pierwszym razem przychodzi do głowy myśl, aby sobie coś zapisać i potem wykorzystać, ale znika ona pod wpływem braku cierpliwości przed następnym zdaniem tekstu.

      Usuń
  10. Yep, ja też przeczytałam dwa razy. Stanowczo nadal moje ulubione opowiadanie. Warto było tyle czekać. ;) Absalom. Nic dodać, nic ująć. Mój ulubieniec.

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy2:20 AM

    Cześć,
    Na początku chciałabym cię przeprosić z całego serca. Ile czasu minęło odkąd ostatni raz skomentowałam ? 3 miesiące? Może więcej.
    Rozumiem ,że dla ciebie jako autorki komentarze są bardzo ważne, a ja zawsze chciałam je pisać. Pod każdym rozdziałem , ale miałam ostatnio w życiu pewien okres. Nie ,nie był on ciężki czy coś w tym stylu. Miałam w głowie szkołę i .... One Piece. Wciągnęło mnie i nie chciało puścić.
    Co tydzień myślałam "Wspaniały rozdział! Muszę skomentowac! " ale na myślach się kończyło.
    Może nie zauważyłaś mojego zniknięcia, a może wręcz przeciwnie? Nie wiem, ale przepraszam !
    Obiecuję ,że to się zmieni. Postaram się dotrzymać tej obietnicy.
    Nie powiem, spodziewałam się "Wyzwania" co więcej bardzo na nie liczyłam, ale You Found Me absolutnie mnie usatysfakcjonowało.
    Absalom... kojarzy mi się z One Piece xd Cóż... oglądałam odcinek, a tu nagle "Absalom" ... patrzę się w ekran i myślę "O You Found Me"
    Mortalis ma zbyt wiele kompleksów i za nic nie moze do niego dotrzeć ,że chłopakowi się właśnie taki podoba. Niby szpetny... pfffy. Na pewno nie, te blizny dodają mu uroku hah
    Podobało mi się to ,że Absa nie był bierny. Widać ,ze kocha opiekuna.
    Czyżby ten rozdział był ciszą przed burzą? Zbyt sielankowo .
    Czekam z niecierpliwością na next i jeszcze raz przepraszam ! Dużo weny Tygrysku.
    Twoja Boginikokainy (mozliwe ,ze pojawię się jako Mr.Prince)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przepraszam, przepraszam, przepraszam. Ale kompletnie nie miałam weny na komentarz. Dlatego dzisiaj się przemogę i napiszę!
    Rozdział przeczytałam oczywiście zaraz po tym jak się ukazał...
    I mnie strolowałaś, bo przez cały tydzień myślałam, że przeczytam Wyzwanie lub Sunrise.. Ale YFM też lubię więc z chęcią odświeżyłam końcówkę wcześniejszego rozdziału i wzięłam się za ten.

    Oczywiście wyszedł Ci świetnie! Między Mortalisem i Absalonem zaczyna być gorąco.. Mortalisowi poda się Absa! To takie urocze.. Słodko się zrobiło gdy Absa powiedział Mortalisowi iż jest przystojny...
    Ogólnie czekam na następny rozdział ale mam nadzieję że po Chaosie (który mam nadzieję pojawi się jutro ♥) ujrzymy Sunrise, później Wyzwanie a następnie YFM albo Księcia (tak w takiej kolejności.. A no i oczywiście w między nimi Chaos, ale o to nie muszę prosić, prawda? xD)
    Mam dziwne wrażenie, że YFM nie będzie miało szczęśliwego zakończenia.. obawiam się że Mortalisa zabiją ;c Oczywiście to moje podejrzenia i liczę na to, iż pozytywnie mnie zaskoczysz i nasza parka będzie żyła długo i szczęśliwie!


    Pozdrawiam i życzę dużo weny! ♥

    OdpowiedzUsuń