Strony

sobota, 28 września 2013

22. Johnny spotyka się z kimś innym [Wyzwanie]

Uciążliwe łomotanie wdarło się do świadomości Johnny’ego, wybudzając go z przyjemnego snu, z nim i Keithem w roli głównej. Wyjątkowo przyjemnego, bo Johnny z wrażenia oślinił poduszkę. Jęknął głucho i przewrócił się na plecy, zasłaniając twarz dłońmi. Miał zasłonięte żaluzje, więc nawet nie wiedział, która może być godzina. Szczerze mówiąc, czuł się tak, jakby ktoś wyrwał go ze snu w środku nocy, choć raczej nie przypuszczał, by ktokolwiek mógł go w ten sposób nękać o takiej porze. Znowu dotarło do niego donośne pukanie do frontowych drzwi, a właściwie łupanie w nie. Nie zamierzał się jednak ruszać. Nie obchodziło go kto to taki. Pewnie poczta. Choć właściwie… Czy dziś nie była niedziela…? Więc może akwizytorzy-pracoholicy. Albo świadkowie Jehowy. Naprawdę miał to gdzieś. Marzył tylko, by ten ktoś już sobie poszedł, bo głowa mu pękała, a ten potworny hałas tylko pogarszał sprawę. Cudowny specyfik Lindy raczej niewiele mu pomógł. Czuł się chyba równie fatalnie, co wczoraj. Miał zapchany nos i zdarte gardło. Znowu pukanie. A zaraz moment dzwonek. I znów pukanie. Dobry Boże! Czy ten ktoś nie miał litości dla biednej, skołatanej głowy szatyna…?
Johnny, chcąc nie chcąc, odsunął ręce od twarzy i podniósł się powoli do pozycji siedzącej, by następnie, w tempie, które trudno było porównać nawet do ślimaczego, zsunąć się z łóżka. Doszedł do wniosku, że tą upierdliwą osobą, która wciąż na przemian pukała i wydzwaniała do jego drzwi musiał być rzeczywiście jakiś nadgorliwy akwizytor-pracoholik albo, co bardziej prawdopodobne, ktoś, kto go znał i z kim prawdopodobnie się umówił. Ale przecież wczoraj… Linda! No tak, Linda u niego była, a wieczorem dzwoniła i mówiła, że dziś wpadnie, ale… Johnny zerknął w końcu na zegarek, wstając. Była dziesiąta rano. Z jednej strony nie tak późno, gdyby nie jego samopoczucie, mógłby być już na nogach, ale z drugiej, w końcu był weekend, mógł przecież spać. Zresztą, ktokolwiek czekał za drzwiami, wciąż walił w nie jak najęty, nie pozostawiając szatynowi wielkiego wyboru.
-Idę, idę…- mruknął Johnny, jakby ten ktoś rzeczywiście mógł go usłyszeć i wyszedł z pokoju, a następnie zwlókł się po schodach na parter i podszedł ostrożnie do drzwi, chcąc sprawdzić, kto się za nimi znajduje.
Gdy zerknął przez judasza, zobaczył twarz Benny’ego, który znowu zaczął łomotać głośno. Johnny westchnął ciężko, przekręcając zamek i otwierając drzwi. Właściwie mógł się domyślić, że Linda mimo swojej determinacji, by się z nim spotkać, byłaby bardziej subtelna i nie waliłaby w drzwi z głośnością, która mogłaby obudzić zmarłego, a na pewno wszystkich sąsiadów Johnny’ego, mieszkających w obrębie osiedla.
-Cześć- rzucił blondyn, natychmiast przepychając się obok Johnny’ego i wchodząc do wnętrza mieszania.
Szatyn zamknął drzwi na klucz i odwrócił się w stronę przyjaciela, spoglądając na niego niemal z rozżaleniem.
-Nie mogłeś zadzwonić…?- zapytał, przecierając twarz dłonią i czując jak jego skronie pulsują nieznośnym bólem.
-Dzwoniłem- odparł Benny, wzruszając ramionami.- To ty nie odbierałeś.
Blondyn zdjął buty, a następnie wszedł do salonu, nie zwracając uwagi ani na bałagan, który w magiczny sposób odrodził się na nowo tuż po wizycie Lindy, ani na panujące tam ciemności. Rzucił się na kanapę, zerkając na wchodzącego do pomieszczenia przyjaciela z uwagą.
-Kiepsko wyglądasz- stwierdził niezbyt odkrywczo.
Johnny westchnął cicho i pokiwał głową. Podszedł do okna i odsłonił rolety, wpuszczając wreszcie do pomieszczenia odpowiednią ilość dziennego światła i mrużąc przy tym przyzwyczajone do ciemności oczy. Moment później, zauważył, że jego komórka leżała na stoliku. To wyjaśniało, dlaczego nie słyszał telefonów kumpla.
-Nie mogłeś przyjść o jakiejś… bardziej ludzkiej porze…?- zapytał jednak, siadając obok niego.
-Chciałem sprawdzić czy żyjesz- zaśmiał się Benny.- A poza tym, nie mogłem. Maicy mi zakazała.
-Zakazała?- zdumiał się Johnny.- Dlaczego?
-Bo się z nią wtedy umówiłem. A ty umówiłeś się z kimś innym- dodał znacząco, uśmiechając się szeroko. Szatyn zmarszczył brwi, w pierwszej chwili nie bardzo rozumiejąc do czego zmierza jego przyjaciel.- Linda…?- przypomniał blondyn, po czym parsknął śmiechem.- Rany, jesteś kompletnie nieprzytomny…
-Naprawdę kiepsko się czuję- stwierdził Johnny w formie usprawiedliwienia.- Poza tym, skąd wiesz, że jestem z nią umówiony…?
Benny przewrócił oczyma i westchnął głęboko, jakby chciał dać chłopakowi do zrozumienia, że odpowiedź jest bardziej niż oczywista.
-Od Maicy- odparł.- A ona wie od Lindy, co zresztą oczywiste… Przecież wiesz, jakie są baby, gadają ze sobą o wszystkim. O WSZYSTKIM- powtórzył niemal dramatycznym tonem.- Ciągle nie rozumiem po co, to przecież zupełnie niedorzeczne. Czy ja ci opowiadam o całym swoim życiu z najmniejszymi szczegółami…?- zapytał, parsknąwszy śmiechem, ale zaraz spoważniał, jakby zaczął się zastanawiać nad tą kwestią.- Znaczy… Trochę ci mówię, nie…? Ale nie WSZYSTKO. No i to co innego. Wiesz, jakie są dziewczyny. One po prostu plotkują. A my… My prowadzimy głębokie, męskie konwersacje- stwierdził dumnie.
Johnny zaczął się śmiać, ale szybko przestał, gdy tylko przypomniał mu o sobie ból gardła.
-Sorry za tę całą wczorajszą akcję…- dodał jeszcze Benny.- No wiesz. Tą z Lindą. Chciałem ci od razu powiedzieć w czym rzecz, ale Maicy nade mną siedziała, a wcześniej suszyła mi głowę, żebym się upewnił, kiedy będziesz w domu, sam… Linda chyba jej się żaliła. Podobno nigdzie jej nie zaprosiłeś. Ale wczoraj chyba było fajnie, nie…?- zagadnął po chwili milczącego przyjaciela.- Sprawdziła się w roli pielęgniarki…?- zapytał z lekkim uśmieszkiem.
Johnny odkaszlnął cicho.
-Wiesz, Benny…- zaczął wreszcie. Jasnowłosy spojrzał na niego z uwagą.- Lubię Lindę. Jest fajna i… W ogóle, ale… Tak szczerze to… Nie jest w moim typie- wypalił w końcu.
Chciał jakoś uporządkować całą tą sytuację. Zaczął kręcić z dziewczyną jeszcze przed tym całym zakładem i jeszcze nim zakochał się w Keithie, a później nie potrafił się z tego za nic wyplątać. Właściwie to szło mu to tak beznadziejnie, że wczoraj obiecał jej randkę i jeszcze się całowali. Johnny nie był może najbardziej domyślnym człowiekiem świata, ale przecież dobrze wiedział, że Linda w każdej chwili może się w to wszystko bardziej zaangażować, o ile już tego nie zrobiła. A później zrobi się trudniej, nie tylko ze względu na ich relacje, ale też Keitha. Co będzie, jeśli Linda poczuje się oficjalnie jego dziewczyną i zacznie go traktować w bardzo… swobodny sposób, również publicznie?
-… Lubisz ją i jest fajna, ale nie jest w twoim typie…?- Benny uniósł brew, jakby zupełnie tego nie rozumiał.- Serio…? Zawsze wydawało mi się, że ci się podoba. Zresztą, ona jest w typie każdego faceta!- dodał z pełnym przekonaniem.- Jest śliczna, niegłupia, sam mówiłeś, że dobrze wam się ze sobą gada, no i zawsze trzyma się z nami.
-Tak, ale… Nie sądzę, żeby mogło z tego wyjść coś poważnego- stwierdził wymijająco Johnny, uśmiechając się nerwowo.
-Podoba ci się ktoś inny…?- zapytał podejrzliwie blondyn z taką miną, jakby zastanawiał się, czy coś mu umknęło.
Obawiając się, że Benny może sobie uświadomić, o kogo chodzi, Johnny odparł prędko:
-Nie! Jasne, że nie!
-Więc w czym rzecz?- nie rozumiał jasnowłosy.- Przecież nie musisz być w niej śmiertelnie zakochany, żebyście mogli się spotykać. Ani oświadczać się jej na kolejnej randce. Spotykałeś się z dziewczynami, za którymi nawet nie przepadałeś, a ona jest super. Spróbuj. Może coś z tego będzie, a jak nie, to się rozejdziecie.
-Nie chcę, żeby się za bardzo zaangażowała- wyjaśnił Johnny.- Nie czuję do niej nic szczególnego, a ona się we mnie podkochuje, no i…
Szatyn wzruszył ramionami, nie bardzo wiedząc, jak właściwie dokończyć swoją myśl. Benny uniósł brew, po czym pokręcił głową, jakby absolutnie nie rozumiał dylematów przyjaciela.
-Wydaje mi się, że trochę przesadzasz. Jasne, Linda się w tobie buja i to wie każdy, ale przecież jak po jakimś czasie zerwiecie to nie dostanie na twoim punkcie obsesji ani nie będzie cię nękać dniami i nocami… Serio, to nie ten typ. Jest fajna, ładna, chce się z tobą spotykać, więc skorzystaj z okazji. Może też się zakochasz. A jak nie, to nie. Pójdziecie każde swoją drogą. Nie sądzę, żeby ona miała problemy ze znalezieniem sobie kogoś innego. Ty zresztą też nie. A tak w ogóle… właściwie odkąd to przestałeś się nią interesować?- nie rozumiał Benny.
… Odkąd pojawił się Keith, a może i wcześniej. Bo szczerze mówiąc, nim to wszystko się wydarzyło, Johnny był całkiem przekonany, że nie raz i nie dwa „kochał się” w tej czy innej dziewczynie. Może nie były to zbyt głębokie zakochania… i niezbyt długie, bo jego zauroczenia trwały może parę tygodni, nim zainteresował się kimś innym albo zwyczajnie rzeczone zainteresowanie stracił… Ale i tak był przekonany, że tak to właśnie wygląda, dlatego też nie bardzo widział siebie w dłuższym związku. Teraz patrzył na te kwestie z zupełnie innej perspektywy i szczerze mówiąc… Nie był pewien, czy kiedykolwiek w ogóle jakaś dziewczyna spodobała mu się tak mocno, jak Keith.
-Nie w tym rzecz…- Johnny trochę się plątał, nie bardzo wiedząc, jak przekazać przyjacielowi wszystko to, co go gnębiło, bez jednoczesnego pognębienia samego siebie, czyli przyznania się do swoich specyficznych, wcale nie-wyzwaniowych relacji z Keithem.- Sam mówisz, że trzymamy się razem... Jest dobrą przyjaciółką i nie chciałbym, żeby coś się między nami popsuło, a dobrze wiesz, że po zerwaniu trudno się nadal kolegować…
-Rób jak uważasz- Benny wzruszył ramionami, wyraźnie nie mając zbytnich powodów, by się w tej sprawie z Johnny’m spierać.- Nie wiem odkąd to zacząłeś się tak bardzo interesować tym, czy ktoś się angażuje i co będzie później, ale pewnie sam wiesz najlepiej. Tylko przekaż to, że nie chcesz się z nią widywać jakoś… subtelnie- zasugerował blondyn.- No wiesz…- zaczął po chwili i urwał, marszcząc brwi, jakby właściwie sam nie wiedział, w jaki sposób miałoby się to odbyć.- Rany, sam nie wiem- przyznał bezradnie.- Ale nie mów jej, że nie jest w twoim typie. To brzmi jakoś nieprzyjemnie. Tak czy inaczej rozumiem, że mam cię nie wkręcać w żadne potajemne spotkania i randki…?
Johnny skinął głową.
-Spoko- skwitował krótko Benny.- Choć Maicy pewnie zabije mnie pytaniami…

Benny nie siedział u niego zbyt długo. Przed dwunastą zadzwoniła jego mama z prośbą, by kupił coś na obiad, chłopak przez kwadrans marudził do telefonu, po czym zwyczajowo się zgodził, a chwilę później wyszedł. Nie dało się ukryć, że Johnny’emu było to na rękę. Nie żeby obecność przyjaciela mu przeszkadzała – przeciwnie, chciałby, żeby blondyn wpadł też później, ale przecież obaj byli umówieni – po prostu musiał zadzwonić do Keitha, a wiedział, że Benny zareagowałby na tą wieść co najmniej histerycznie. Zresztą on też wolał być sam podczas takiej rozmowy.
Wybrał numer bruneta, zastanawiając się, czy ten będzie miał możliwość odebrać. Po dwóch sygnałach, odezwał się Keith:
-Cześć.
-Cześć- odparł Johnny, świadom tego, że wciąż brzmi okropnie.- Masz czas rozmawiać…?
-Mam chwilę przerwy, ale zaraz muszę wracać…- odpowiedział ciemnowłosy.- Jak się czujesz?
-Dobrze…- rzucił szatyn, choć nie miało to wiele wspólnego z rzeczywistością.- Wiesz już, o której będziesz z powrotem? Podjadę po ciebie.
-Mówiłem ci już, że nie musisz- westchnął cicho Keith, a Johnny miał wrażenie, że toczą podobną konwersację już po raz któryś tego tygodnia.- Jesteś zachrypnięty i pewnie ciągle kiepsko się czujesz. Szkoła nie jest na drugim końcu miasta, poradzę sobie.
-No co ty, Keith!- zaprotestował natychmiast szatyn, tonem, który jednoznacznie wskazywał, iż nie zaakceptuje żadnej formy sprzeciwu.- Przecież na pewno wrócicie późnym wieczorem, a nawet nocą! Jest niedziela, nie wiadomo, czy będzie o tej porze jakikolwiek autobus w naszą stronę, a nawet jeśli, pewnie będziesz długo czekał. Poza tym, tłuc się autobusem z bagażami…
-… jednym plecakiem…- przypomniał raz jeszcze Keith.
-… to niepotrzebne!- dokończył Johnny, nie zważając na wtrącenie ciemnowłosego.- Mam samochód, więc dla mnie to żaden problem, a poza tym… Stęskniłem się za tobą- przyznał, uśmiechając się mimowolnie.- Chcę się z tobą zobaczyć…
-Zobaczysz się ze mną jutro w szkole- zauważył ciemnowłosy.- O ile nie zostanę w domu, bo teoretycznie jesteśmy zwolnieni, ale nie sądzę. I o ile ty się poważnie nie rozchorujesz, a tak pewnie będzie, jeśli nie zaczniesz na siebie lepiej uważać.
-Keith, jeśli nie powiesz mi, o której wrócicie, pojadę zaraz pod szkołę i będę tam czekał do samego wieczora- zagroził Johnny, choć nie posunąłby się rzecz jasna do tak radykalnych i cokolwiek głupich działań.
… Chyba.
-Nie wiem, o której będę- odpowiedział Keith.- Nie wiem nawet, o której dokładnie będziemy stąd wyjeżdżać. Przedzwonię do ciebie, gdy będziemy już blisko, dobrze? Tylko obiecaj mi, że jeśli nie będziesz czuł się na siłach, nie przyjedziesz. Nie chcę, żebyś coś sobie zrobił.
-Jasne- odparł Johnny, uśmiechając się szeroko, choć oczywiście żadnego nie-przyjeżdżania sobie nie wyobrażał. Pewnie powlókłby się pod szkołę nawet będąc na wpół martwym, żeby tylko zobaczyć Keitha, upewnić się, że wszystko jest w porządku i z nim, i z nimi w ogóle, a przede wszystkim, żeby się upewnić, że Eric… Ach, zresztą, nie chciał już myśleć o Ericku, bo od razu przewracało mu się w żołądku. Wypije specyfik, który dostał od Lindy, może trochę postawi go na nogi, a przynajmniej nieco rozjaśni mu umysł.- Keith…- zaczął po chwili, bo wcześniejsza myśl przywiodła kolejną i Johnny uświadomił sobie, że jest chyba coś, o czym powinien wspomnieć.- Muszę ci coś powiedzieć…
-T… Tak?- Keith z nieznanych Johnny’emu przyczyn brzmiał nieco nerwowo.
-Była u mnie Linda. Wczoraj.
-Och…- wyglądało na to, że brunet spodziewał się raczej innego rodzaju informacji. Przez moment milczał, jakby zastanawiał się, po co właściwie szatyn mu o tym powiedział.- I…?- dopytał w końcu, najwyraźniej nie będąc w stanie znaleźć logicznej przyczyny.
-I… Ona mnie… pocałowała- przyznał Johnny, skrzętnie pomijając swój, mimo wszystko aktywny, udział, w całym tym zdarzeniu.
Johnny nie był kłamcą. Naprawdę! Nie znosił kłamać i nie potrafił tego robić, dlatego też ta cała sprawa z wyzwaniem i piętrząca się piramida różnego rodzaju oszustw i przekłamań, tak bardzo mu doskwierała i ciążyła na sumieniu. Chłopak nie był święty – to na pewno. Czasem unikał kłopotliwych pytań czy tematów, czasem udzielał wymijających odpowiedzi, jak to uczynił przed chwilą, ale nigdy nie kłamał – nie perfidnie, przemyślanie i z premedytacją. A przynajmniej, aż do niedawna. Tak czy inaczej, uznał, że Keith powinien wiedzieć.
-… I co zrobiłeś?- dopytał po chwili Keith.
-Eee…- „ja też ją całowałem”…? Nie, to nie brzmiało dobrze!- Nic. To znaczy, nic konkretnego. Nie mogłem zrobić zbyt wiele- zaśmiał się nerwowo.
-Chyba powinieneś jej powiedzieć… no wiesz… że nie jesteś zainteresowany…- zauważył ostrożnie Keith, choć sam sprawiał wrażenie, jakby nie do końca wiedział, w jakiej formie miałoby się to odbyć.- Mówiłem ci, że jej się podobasz. Nie powinieneś dawać jej nadziei ani z nią igrać.
-Taaak…- Johnny jakoś nie przepadał za chwilami, gdy ich temat schodził na igranie z czyimiś uczuciami. Miał świadomość, że przyjmując wyzwanie Erica zgodził się na coś podobnego, choć wtedy w ogóle nie myślał o tym w taki sposób.- Hm… Więc?
-Więc…?
-Do zobaczenia, wieczorem?- szatyn wyszczerzył się wesoło.
-Ach, tak. Zadzwonię. Cześć.
-Cześć, Keith.
Johnny rozłączył się, a następnie zabrał za uporządkowywanie salonu i kuchni. Zażywszy specyfik, który dostał od Lindy, poszedł wziąć prysznic, przebrać się i naszykować do przyjścia dziewczyny, mając zamiar wyglądać dziś znacznie bardziej olśniewająco niż wczoraj. Co prawda nie był pewien, czy tak właśnie powinni wyglądać ludzie zrywający z innymi ludźmi, ale właściwie co za różnica. Lekarstwo chyba rzeczywiście mu pomogło, bo ból głowy ustąpił, gardło już tak nie piekło, a Johnny zaczynał myśleć bardziej trzeźwo. To znaczy, tak jak przystało na jego możliwości. Niedługo później dostał sms-a od Lindy, w którym przypomniała, że niedługo wpadnie i pytała, czy czegoś Johnny’emu po drodze nie kupić. Niecałą godzinę później, rozległo się pukanie do drzwi.
Szatyn szybko przeszedł do przedpokoju i otworzył Lindzie.
-Cześć- przywitała się z nim, uśmiechając się uroczo. Ucałowała go krótko w policzek i dopiero wtedy przeszła przez próg. Zdjęła z siebie kurtkę i odwiesiła ją na wieszak, podobnie jak niedużą torebkę. Miała na sobie czarny golf, który bardzo ładnie dopasowywał się do jej figury oraz szare, materiałowe spodnie z szerokimi nogawkami.
-Ładnie wyglądasz- rzucił Johnny, również się uśmiechając i dając jasnowłosej znak dłonią, by nie ściągała butów. Zaprosił ją do salonu.
-Dziękuję- Linda zachichotała, przechodząc do pomieszczenia. Johnny szedł w ślad za nią.- Wyglądasz dziś znacznie lepiej niż wczoraj- stwierdziła, odwracając się w stronę chłopaka i zatrzymując.- Dobrze się czujesz?
-Trochę się poprawiło.
-Widzisz…?- uśmiechnęła się.- Mówiłam, że to lekarstwo działa cuda. Przy okazji, byłam wczoraj w tym centrum handlowym, które otworzyli w mojej dzielnicy i nie uwierzysz, jakie świetne miejsce znalazłam! Pomijając sklepy z ubraniami, bo to rozumie się samo przez się… Jest tam kawiarnia. Bardzo malutka, ale stylowa, naprawdę przepięknie urządzona. Wygląda trochę jak te francuskie knajpki z romantycznych filmów… Chętnie cię tam zaproszę, gdy tylko się wykurujesz- rzuciła wesoło.- Choć oczywiście musisz mi obiecać, że później to ty zaplanujesz coś równie ciekawego…- dodała figlarnie.
Johnny odkaszlnął cicho. Właściwie zamierzał z tym trochę poczekać i znaleźć odpowiedni moment, ale chyba przyszedł najwyższy czas, by przedstawić swoje stanowisko.
-Linda… Muszę ci coś powiedzieć…- zaczął poważnie.
Dziewczyna zdumiała się nieco, ale skinęła głową.
-Śmiało.
-Wiesz, że… Wiesz, że bardzo cię lubię…- Johnny uśmiechnął się czarująco, zamierzając wykorzystać w tej rozmowie wszystkie swoje atuty. Nie był to chyba najlepszy pomysł, Linda bowiem zagryzła wargę, wyglądając tak, jakby powstrzymywała się przed radosnym uśmiechem.- Jesteś naprawdę świetną dziewczyną. Piękną i mądrą…- wymieniał szatyn, korzystając z rady Benny’ego, by nie skrzywdzić Lindy i w jakiś sposób jej nie obrazić.- Uwielbiam z tobą rozmawiać i dobrze spędza mi się z tobą czas, dlatego…- Linda wstrzymała oddech.- … sądzę, że powinniśmy zostać przyjaciółmi.
Blondynka uśmiechnęła się i otworzyła usta, jak gdyby miała zamiar radośnie potwierdzić słowa Johnny’ego. Jednak po chwili jej mina wyraźnie zrzedła, jakby uświadomiła sobie, co właśnie powiedział chłopak.
-Co…?- rzuciła bez zrozumienia, wyraźnie zdezorientowana.- D… Dlaczego? To znaczy…- odetchnęła cicho, reflektując się i już pewniejszym głosem zapytała- Dlaczego? Co takiego się wydarzyło? Przecież… spotykaliśmy się ze sobą, tak? Chyba ci się podobałam, a wczoraj… Co takiego zrobiłam, że spławiasz mnie z dnia na dzień?- zapytała otwarcie.
Johnny jęknął głucho w duchu, starając się ułożyć jakąś odpowiedź, która brzmiałaby racjonalnie i jednocześnie nie pozwoliła myśleć Lindzie, że to ona w jakiś sposób zawiniła.
-Nic, tylko… Spotykam się z kimś innym- wypalił.
Jeśli sądził, że ta informacja pocieszy Lindę albo chociaż ją uspokoi, to grubo się mylił.
-Co takiego?!- fuknęła dziewczyna.- Chcesz powiedzieć, że spotykałeś się ze mną i inną dziewczyną w tym samym czasie?! Słyszałam o tobie różne rzeczy, ale nie spodziewałam się, że możesz zrobić coś takiego! Nie mnie! Przecież dobrze się znamy! Jak mogłeś, Johnny?!
-To nie tak!- zaprotestował natychmiast szatyn.- To znaczy… To świeża sprawa…- wyjaśnił niepewnie.
-Świeża…?- Linda prychnęła, wyraźnie rozjuszona.- Więc, krótko mówiąc, spotykałeś się ze mną tylko po to, by wypełnić wolny czas…? Ot, rozrywka, zanim trafi ci się ktoś inny…?
-Wcale nie, ja po prostu…
-Jak mogłeś tak ze mną postąpić?!- zapytała, nie kryjąc rozżalenia.- Sam mówiłeś, że się przyjaźnimy! Sądziłam, że skoro zacząłeś zwracać na mnie uwagę, to wiesz co robisz! Że to będzie z twojej strony coś poważnego! Jak możesz mnie traktować w ten sposób…? Och, do licha, czemu ja z tobą w ogóle rozmawiam!- warknęła z irytacją i nie dając Johnny’emu dojść do słowa, przeszła szybko z powrotem do przedpokoju. Szatyn ruszył za nią, ale zobaczył tylko, jak dziewczyna zabiera swoją torebkę i kurtkę. Na odchodnym rzuciła jeszcze- Ciekawe, czy twojej nowej dziewczynie będzie się podobało to, że kręcisz z facetem dla durnego wyzwania!- a następnie, nie ubierając się nawet, wyszła na zewnątrz, trzaskając głośno drzwiami.
Johnny przystanął, wzdychając głęboko.
Czuł, że ta rozmowa mogła pójść znacznie lepiej…

Johnny był w podłym nastroju. Leżał przed telewizorem, oglądając odcinek jakiegoś marnego serialu i zastanawiając się, w jaki sposób mógłby się pogodzić z Lindą albo przynajmniej utrzymywać z nią względnie serdeczne relacje, o ile to było jeszcze możliwe. Te rozważania, nie wiedzieć w którym momencie, doprowadziły go do Keitha. Znowu zaczął rozmyślać, jak zachowałby się chłopak, gdyby dowiedział się o wyzwaniu. Podobnie jak Linda? Nie chciałby słuchać marnych wyjaśnień, odszedł i nie odzywał się do Johnny’ego już więcej? Linda wyglądała na naprawdę zranioną, choć przecież nawet oficjalnie ze sobą nie chodzili i to, co ich łączyło, nie było szczególnie poważne. Umówili się parę razy, parę razy całowali, nie doszło jednak do niczego więcej. Między nim a Keithem sytuacja wyglądała przecież zupełnie inaczej. Johnny naprawdę był w nim zakochany. Chyba z wzajemnością. To, co ich łączyło, można było nazwać związkiem. Nie do końca oficjalnym i wciąż ukrywanym, ale jednak. No i Keith nie miał takiego charakteru jak Linda. Na pewno przyjąłby taką informację zupełnie inaczej. Może znacznie gorzej.
Szatyn usłyszał dźwięk komórki i podniósł się do pozycji siedzącej, by sięgnąć po leżący na stoliku telefon. Zobaczywszy na wyświetlaczu imię bruneta, uśmiechnął się do siebie i odebrał.
-Cześć, Keith- rzucił pogodnie.- Wiesz już o której będziesz z powrotem?
-Około dwudziestej…- odpowiedział ciemnowłosy.- Właśnie wyjechaliśmy, ale… Nie naładowałem komórki…- przyznał, wzdychając cicho.- Jakoś o tym nie pomyślałem, a bateria pada. Nie będę mógł do ciebie zadzwonić, gdy w końcu dojedziemy… Nie wiem, czy jest więc sens, żebyś przyjeżdżał.
-Będę punktualnie o dwudziestej- odpowiedział spokojnie Johnny.- Poczekam w samochodzie, pod bramą. Gdybyście przyjechali trochę wcześniej, zaczekaj na mnie, dobrze…?
-Nie sądzę, żebyśmy przyjechali wcześniej, raczej odwrotnie- parsknął chłopak.- Ale dobrze, jak chcesz. Może pożyczę od kogoś komórkę i dam ci znać…
-Nie, nie!- zaprotestował natychmiast szatyn, mając aż nazbyt jasne przekonanie, kim byłby ów pomocny „ktoś”.- Nie ma problemu, Keith, serio, zaczekam.
-Jak wolisz. To do zobaczenia.
-Cześć.
Johnny uśmiechnął się do siebie i ułożył wygodnie.
Ten dzień mógł być już tylko lepszy.

Johnny uchylił powieki i ziewnął szeroko. Odruchowo podniósł się do pozycji siedzącej i rozejrzał dookoła, odrobinę zdezorientowany, jakby nie był świadom, co się właściwie działo. Wokół niego było niemal zupełnie ciemno. Jedynym źródłem światła był ekran włączonego telewizora i znajdujące się na ulicy latarnie. Niemożliwe… Przecież to niemożliwe... Czyżby zasnął…? Ale jak to możliwe…? Jak to możliwe, że spał?! Johnny zerwał się gwałtownie na nogi i chwycił komórkę, aby sprawdzić godzinę. Za dziesięć dziewiąta… Złapał się za głowę. Nie mógł w to uwierzyć, po prostu nie mógł w to uwierzyć! Jakim cudem zasnął?! Przecież spał wczoraj niemal cały dzień, dziś wstał dopiero o dziesiątej i nie czuł się już tak fatalnie jak tego ranka, nawet nie pamiętał, by był śpiący, więc jak?!
Nie bacząc na to, że jest cały wygnieciony i potargany, pognał prosto do przedpokoju, narzucił na siebie kurtkę, założył buty i wyszedł z domu. Zbiegł po schodach i dopiero gdy znalazł się na dworze, przypomniał sobie o tym, że wypadałoby zamknąć mieszkanie. Wrócił więc, by to uczynić, a gdy znowu pojawił się na zewnątrz i zatrzymał przy samochodzie, uświadomił sobie coś jeszcze… Nie wziął ze sobą kluczyków. Mając serdeczną ochotę popełnić samobójstwo, po raz ostatni desperacko przeszukał wszystkie kieszenie, po czym wrócił do mieszkania. Gdy wreszcie udało mu się wyjechać spod bloku, czuł się sfrustrowany i wściekły.
Tyle rzeczy mu dziś nie wyszło… Nie, poprawka… Tyle rzeczy nie wychodziło mu ostatnimi czasy, że naprawdę zaczynał się czuć tak, jakby ciążyła na nim jakaś klątwa. I gdyby faktycznie tak było, Johnny już dobrze wiedział, kto ją na niego rzucił. Niezależnie od tego, jak bardzo nieprawdopodobna była to wizja, szatyn nie mógł się powstrzymać i przez całą drogę do szkoły, przeklinał w duchu Erica i wszystko, co z nim związane. Zaparkował przed zamkniętą bramą i wysiadł z samochodu. Niestety, na szkolnym parkingu nie było ani śladu po autobusie. Nie było też żadnych uczniów. Johnny wrócił do samochodu i chwycił za komórkę, by zadzwonić do Keitha, ale włączyła się poczta głosowa. Telefon bruneta rzeczywiście musiał się rozładować. Nie czekając, szatyn ruszył spod szkoły i najpierw przejechał obok przystanku autobusowego, na którym Keith mógłby czekać, ale tam go nie było, a wreszcie podjechał aż pod jego dom, starając się po drodze wypatrzeć, czy ciemnowłosego gdzieś nie ma. Niestety, nigdzie go nie dostrzegł. Było też zdecydowanie za późno, by składać chłopakowi wizytę.
Załamany Johnny, z poczuciem dziejowej niesprawiedliwości spoczywającej na jego barkach, westchnął  głęboko i nie mając wiele do roboty, wrócił do siebie.
Miał nadzieję, że Keith bezpiecznie dotarł do domu.

31 komentarzy:

  1. Rany, biedny Johnny! Aż mi się go szkoda zrobiło, spotkał go doprawdy fatalny dzień. Najpierw problemy z Lindą, później to uśnięcie... Właśnie, co do dziewczyny, mistrzem subtelności to on nie jest. Rzeczywiście mógł tak pokierować rozmową, aby nikogo nie ranić.
    Martwię się o jego związek z Keithem, którego swoją drogą uwielbiam, jest taki uroczy! Nic, tylko rzucić się na niego, przytulić i schrupać, omom.
    Powiem szczerze, że początkowo przeraziłam się, gdy ujrzałam tytuł tego rozdziału. Błagałam w duchu, by nie okazało się, że Johnny polezie gdzieś z Lindą i coś odwalą.
    Z niecierpliwością, ale i strachem czekam chwili, w której Keith dowie się o wyzwaniu. Mam nadzieję, że nie stanie się to zbyt szybko, aczkolwiek wiem, że sielanka nie może wiecznie trwać. ._.
    Weny. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy10:56 AM

    Bede umierac czekajac na nastepny rozdzial... >.< nie kaz czekac na niego tak dluuuugo ;(

    OdpowiedzUsuń
  3. Czemu tak krótko? Czemu tak mało? Czemu tak długo musimy czekać? Czemu nie ma Keitha?
    Składam zażalenie. Przepraszam bardzo. Tyle czekania, a dalej nic nie wiem!
    Kiedy następny rozdział? Za dwa tygodnie? Powiedz, że za dwa tygodnie ; - ;

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy2:04 PM

    Ja pierdziele... Musiał usnąć? No musiał? Johnny...
    Może Eric rzeczywiście rzucił na niego jakiś zły urok, co wcale nie byłoby dziwne znając niechęć blondyna do Johnny'ego.
    Lindy nigdy nie lubiłam (uważam ją za taką natrętną muchę), więc nie jest mi jej ani trochę żal. Przecież chłopak nic jej nie obiecywał, to ona cały czas za nim łaziła. Mam tylko nadzieję, że nic nie powie o wyzwaniu Keith'owi, przynajmniej, aby nie mówiła mu o tym przed seksem jego i Johnny'go xDD
    Błagam, nie rób nam tego i nie każ czekać tak długo jak na ten rozdział, bo i ja chyba będę umierać :c

    ~Tess

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeju, jak mi chłopaka szkoda o.o"

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy8:09 PM

    ... To mój pierwszy komentarz na jakimkolwiek blogu... Wypadło na Ciebie Silencjo :)
    To co robisz mogę określić tylko jednym słowem...
    ... kocham...
    Niewiem co właśnie robie ale moje ręce przejęły kontrole nad mózgiem i nie pozostało mi nic innego niż wyrazić tych kilka słów od serca.
    ... Kocham to co robisz... Kiedy czytam twoje opowiadania czuje się lekko jak nigdy. Potrafisz wprawić mnie w stan otępienia, kiedy nie zdaje sobie sprawy z upływu czasu. Nie wiem jak to robisz. Poprostu... Kiedy wczytuje się w opowiadanie czuje jakbym ja był głównym bohateram. Nie mówie tu o tym jednym opowiadaniu ale o wszystkich Twoich tworach. Kiedy czytam tekst napisany przez Ciebie zatracam się w nim zupełnie...
    Dziękuje Silencjo
    Dziękuje że tworzysz coś tak pięknego
    Dziękuje że jesteś
    Dziękuje za każdą sekunde poświęconą przez Ciebie dla nas
    ... Dziękuje...

    Życze Ci jak najwięcej weny. Wyzwanie to moje ulubione opowiadanie. Nie każ nam długo czekać. :)

    Pozdrawiam Abu

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy8:29 PM

    Jeszcze nie przeczytałem, ale wiem, że cudowne kochana :-P

    OdpowiedzUsuń
  8. Wybacz, że mnie tu tak dawno nie było :cc
    Linda trochę mnie zirytowała w tym nastawieniem i reakcją. Pfff.
    To jak zareagował Keith po tym, jak Johnny powiedział, że chce mu coś powiedzieć, sugeruje, że na coś czekał. Myślę, że Eric powiedział coś Keith'owi, że.. hm... Keith o czymś nie wie lub powiedział mu o wyzwaniu. A Keith chce się dowiedzieć o co chodzi albo czeka, aż Johnny się przyzna, albo aż Johnny mu powie, że to nieprawda. A Johnny pewnie nic nie powie, zaś powie to wkurzona Linda. O ile nie poprawią się jej stosunki z Johnny'm. Hymhym... xD Ciekawie, ciekawie >D Lubię poczucie winy naszego szatyna xD Taki bezradny i wgl. Hah xD Jak Keith się dowie o wyzwaniu, bo przecież kiedyś musi, to myślę, że zareaguje spokojnie, lecz duchowo się załamie. W sumie pewnie od początku mógł coś podejrzewać, więc powinien się przygotować na wyskok typu "jesteś w programie 'wpadka'" XDD Ale~! xD
    Czekam więc do następnego. Wkręciłam się z powrotem w Twoje opowiadania i przeczytałam You Found Me, które ubóóóstwiam <333 i jestem na 10 rozdziale Chaosu ;D Wybacz, że tak długo się nie odzywałam, choć pewnie to Tobie nie robi różnicy xD, ale często przykuwa mnie coś innego i innego, i innego i tak w kółko xD Ech~ ale postanowiłam sobie przeczytać cały Chaos i opowiadanie w pewnym sensie i stopniu będące kontynuacją Chaosu. c: A sądzę, że nie będzie trudno się wciągnąć. Dziś znów pójdę spać o 3 coś zapewne ^^'
    Weny :3

    OdpowiedzUsuń
  9. No i czegóż tu oczekiwać od nastolatka, który nie wie, gdzie kończy się granica między strachem, że ktoś się dowie o jego uczuciach a strachem, że o jego kłamstawach dowie się osoba, którą kocha...? Gratulacje dla Autorki, która świetnie ukazała świat przeciętnego nastolatka niezdającego sobie sprawy z tak wielu spraw i odkrywającego dopiero, co znaczy miłość...Teraz rozumiem, dlaczego Johnny był taki...powierzchowny w swoim zachowaniu i ocenianiu siebie. Chłopak przecież nie dorósł jeszcze do prawdziwego uczucia i na pewno nie poznał siebie tak dobrze, jak myślał.
    Patrząc z perpektywy osoby dorosłej, mogę stwierdzić, że to był doskonały plan (a może to nie było zaplanowane?), kazać Johnny'emu "poruszać się po powierzchni" i nie zagłębiać we własne uczucia...do czasu...
    Gratulacje dla Autorki, nie umiałabym tak dobrze opisać świata z perspektywy postaci nastoletniego bohatera, mimo iż na co dzień (od wielu lat) mam z nimi do czynienia...(mam na myśli młodzież, nie bohaterów, rzecz jasna). Rzadko kto umie wczuć się w postać tak dobrze, więc...jestem pełna podziwu dla zdolności Autorki, która zmusza mnie do analizy postaci, które wcale nie należą do kanonu lektur:P

    PS Nie wiem, czy to nie jest niegrzeczne, ale...bardzo chciałabym poznać Autorkę ciut bliżej. Byłabym wdzięczna, gdyby się odezwała... Nie w celach randkowych, chcę porozmawiać o pisaniu, o ...wszystkim(?) ;p
    ccuzwant@gmail.com

    PS Pisanie komentarzy to coś, co przydarza mi się naprawdę rzadko:) Robię to tylko wtedy, kiedy CZUJĘ, że muszę to zrobić... Przyjemność nigdy nie powinna stać się obowiązkiem, bo przestaje być przyjemnością...Odzywam się tylko wtedy, kiedy CZUJĘ, że MUSZĘ wyrazić swoje uczucia. I tak jest właśnie teraz...;P Pozdrawiam ciepło Autorkę:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nareszcie powiedział tej żmii, że z nią nie będzie. Jak nie lubiłam, tak nie lubię Lindy. Tylko coś czuję, że ona się w cień nie usunie. Jak się dowie, że Johnny i Keith są razem, to powie brunetowi prawdę. Kiedyś Keith i tak się dowie. Lepiej, żeby z ust Johnnyego.
    Jak on mógł zasnąć? Biedny Keith czekał na niego, a ten go w pewien sposób wystawił. Oj, będzie się teraz musiał nasz bohater tłumaczyć i przepraszać. Najlepiej pomiędzy pocałunkami. :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Johnny wracaj tam i czekaj!. Przecież jest przed dziewiątą, a godzina to nie tak długo, więc mogli jeszcze nie przyjechać z racji tego opóźnienia o którym mówił Keith. A co jeśli on przyjedzie i będzie czekał tam w tych ciemnościach...?. Według mnie to całkiem możliwe. Zobaczymy czy dobrze przeczuwałam. xD Świetnie, że chociaż sprawa z Lindą jest już rozwiązana. Idiotka zachowała się jakby byli ze sobą długo, za dużo sobie wyobrażała. Już pewnie wyżaliła się przyjaciółce i później Johnny będzie wysłuchiwał od Bennego jaki to z niego jest cham i że jest dwulicowy. Trzymam kciuki za chłopców i ich miłość, oby przetrwali do końca pomimo tych wszystkich kłopotów. ;3

    OdpowiedzUsuń
  12. O boże boże o.o Biedny Johnny... Lindy mi nie szkoda, nigdy jej nie lubiłam xD Ale Keith.. Jejku, jak bardzo chciałabym wiedzieć jak to wszystko się skończy.
    Życzę dużo weny ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Anonimowy12:15 PM

    Pierwszy raz tu komentuję, choć muszę się przyznać, że znam twój blog już bardzo długo, jednak do tej pory jakoś nie mogłam się zebrać, by coś napisać, czego troszeczkę się wstydzę ^^"

    Tak mi szkoda Johnny'ego, tak się nie mógł doczekać aż Keith wróci a i tak nie udało mu się z nim spotkać... I jeszcze miał taki pechowy dzień...
    Mam wrażenie, że wiem, o co chodzi Ericowi, ale chyba wolę zachować swoje domysły dla siebie ;) Nie cierpię faceta i mam przykre przeczucie, że namiesza między Keithem a Johnnym, ale mimo wszystko mam nadzieję, że nie za bardzo ;-;
    Może to zabrzmi dziwnie, ale Lindy też mi trochę szkoda. W końcu to nie jej wina, że była przekonana, że ma u Johnny'ego szanse, prawda? Jego zachowanie też na to wskazywało, a to jak ją potraktował było trochę nieprzyjemne.
    Ostatnio zaczęłam się też zastanawiać, jak by zareagowali kumple Johnny'ego, gdyby dowiedzieli się co jest między nim a Keithem... Nie za dobrze, to na pewno, a już w szczególności Benny byłby co najmniej niepocieszony ;)

    Życzę weny, żeby nowy rozdzialik był jak najszybciej! :3

    Myo Dreams.

    OdpowiedzUsuń
  14. Chciałbym spytać czy jest możliwość, byś zrobiła na bloku jakiś spis opowiadań..? Bo widzisz, kiedyś zacząłem czytać Twoje opowiadania i teraz chciałbym do tego wrócić, lecz czytam tylko na komórce w nocy, a jest już dużo nowych wpisów i nie chce mi się siedzieć całą noc i przewijac. Mh.. Cholernie mocno proszę :-) a

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do końca wiem o co chodzi. Jeśli o spis treści do każdego opowiadania, to takowy istnieje - znajduje się po prawej stronie, jednak tylko w wersji na komputery, nie na telefon (jeśli chcesz używać tej pierwszej także na telefonie, musisz w którymś miejscu zaznaczyć, żeby wyświetliło ci komputerową wersję). Inaczej nie da rady :).

      Usuń
  15. Anonimowy4:59 PM

    z ciekawości spytam, jakiego opowiadania rozdział pojawi się w tym tygodniu? :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Anonimowy12:48 AM

    Tylko czekam, aż w końcu to wszystko się wyda. Wszystkie kłamstwa tej małej sieroty. Nie lubię J., naprawdę go nie za bardzo lubię, ale dla tego momentu co jakiś czas ogarniam to opowiadanie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Anonimowy10:08 AM

    to opowiadanie jest takie cudowne ♥ kiedy następne rozdziały? bo już się nie mogę doczekać :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Anonimowy7:40 PM

    Szczerze? ŚWIETNE! Genialne i boskie także. Coś z dawką humoru, problemami i rozterkami każdego z nas, fantastyczną miłością i z głównymi bohaterami, których nie da się nie kochać. Bingo, dziewczyno trafiłaś w serca wszystkich tu obecnych! Ze wzmożoną czujnością i zniecierpliwieniem czekam na kolejne rozdziały :)
    Zuza

    OdpowiedzUsuń
  19. Cudowne opko <3 szkoda ze wstrzymane :(

    OdpowiedzUsuń
  20. BŁAGAM SILENCIO WRÓĆ ! :______:
    TAK BARDZO TĘSKNIĘ ZA TWOIMI OPOWIADANIAMI !
    PRZECZYTAŁAM JE WSZYSTKIE :c
    SPRÓBUJ CHOCIAŻ. WSZYSCY W CIEBIE WIERZĄ I KOCHAJĄ TWOJE OPOWIEŚCI <3
    Przemyśl raz jeszcze tę opcję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ehm... Miło mi, że moje opowiadania podobają ci się do tego stopnia, ale to nie jest kwestia "próbowania" ;). Jak już pisałam, teoretycznie dałabym radę prowadzić dwa blogi, ALE opowiadania z bs dawno straciły na jakości i zupełnie nie mam do nich serca, w dodatku wszystko to odbywałoby się kosztem "Astargota", co zupełnie nie wchodzi w grę. Tak więc na razie o powrocie w takim sensie jak piszesz nie ma mowy :).

      Usuń
  21. Anonimowy3:12 AM

    Czyli....
    Nie będzie dalszego ciągu?

    Naprawdę? Ale ja to kocham.... :( Astargota też, ale... ale... ja chce i to, i toooo ;.;
    i wcale nie uważam, że to opowiadanie jest gorzej napisane. Jest pisane innym stylem, owszem, ale wcale nie gorszym!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  22. Anonimowy9:39 AM

    boli mnie serduszko, bardzo bardzo

    OdpowiedzUsuń
  23. Hm.. myslalas o kontyunuowaniu opowiadania po zakonczeniu ''Astargota'' ?

    OdpowiedzUsuń
  24. Anonimowy11:56 AM

    Jak to Johnny niedokończonny? :<

    OdpowiedzUsuń
  25. Anonimowy11:57 AM

    Johnny chce być skończonny... :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Anonimowy11:59 AM

    Johnny czuje się porzuconny

    OdpowiedzUsuń
  27. Anonimowy11:59 AM

    I odtrąconny!

    OdpowiedzUsuń
  28. Anonimowy12:01 PM

    Och! Johnny!

    OdpowiedzUsuń
  29. Anonimowy12:03 PM

    Każdy jest niepocieszonny XD

    OdpowiedzUsuń