Strony

niedziela, 15 września 2013

28. Zmiany [Sunrise]

Od mojego wyjścia ze szpitala, minęło już trochę ponad dwa tygodnie. Klatka piersiowa prawie mnie nie bolała, poza nielicznymi przypadkami, gdy rzeczywiście poruszyłem się nadto gwałtownie albo ułożyłem w niewygodnej pozycji, zapominając o tym, że jeszcze nie jestem w najlepszej formie. Przyzwyczaiłem się nawet do posługiwania się wyłącznie lewą ręką. Pierwsze kilka dni było okropne, ale później szybko nabrałem wprawy. Oczywiście była cała masa czynności, które trudniej było mi wykonywać, ale w tym pomagał mi Amadeusz, który, przez większość dnia, nie odstępował mnie na krok. Czasem znikał, głównie wieczorami i, co zauważyłem ostatnio, również nocami. Właściwie nie wiem czemu mnie to zaskoczyło. Gdybym był nim, też raczej nie siedziałbym tutaj. Nie ma tu nic ciekawego do roboty dla demona. Zapewne robił to także wcześniej, po prostu nie zwróciłem na to aż takiej uwagi, bo rzadko budziłem się w podobnych porach. Teraz jednak spałem nieco gorzej. Sam nie wiem czy to kwestia bólu, czy raczej snów… Często śniły mi się różne rzeczy. Dziwne rzeczy. Takie, które napawały mnie lękiem, nie ustępującym łatwo nawet wtedy, gdy już się przebudziłem i uświadomiłem sobie, że jestem w swoim mieszkaniu. To chyba miało związek z tym pobiciem. Ono samo nigdy nie wróciło do mnie w snach, ale niekiedy szedłem w nich ulicą i nagle paraliżowało mnie uczucie potwornego strachu – wydawało mi się, że ktoś mnie obserwuje. Że jest tuż za mną. Zaczynałem biec, ale to wcale nie znikało. Często nie mogłem dotrzeć do swojego domu. Albo, gdy znajdowałem się już na klatce, biegłem do góry niekończącymi się schodami, nie będąc w stanie dotrzeć do celu. Nie wiem, czy to była oznaka jakiejś traumy. Szczerze mówiąc, nie sądzę, abym rzeczywiście mocno przeżywał i rozpamiętywał tamto zdarzenie. Siedziałem w domu. Drzwi zawsze zamykałem na dwa zamki, nie wychodziłem i byłem pewien, że gdyby Ricky’emu zebrało się na odwiedziny, nie wpuściłbym go, za to od razu zadzwoniłbym na policję. Jenna przynosiła mi zakupy i odwiedzała mnie przynajmniej co drugi dzień, usiłując przekonać do uczenia się, na co zupełnie nie miałem ochoty i w czym nie widziałem celu i nie rzucania szkoły. Dla mnie jednak sprawa była przesądzona. Nie byłem mimo to do końca pewien, jak wrócę do normalnego życia. Gdy już wyzdrowieję i będę musiał zająć się sobą, znaleźć jakąś pracę, wyjść stąd w końcu… Ta myśl rzeczywiście napawała mnie lękiem. Być może więc, nie zniosłem tego wszystkiego tak dobrze, jak sądziłem.
Co do Amadeusza – wciąż zachowywał się… niecodziennie. Był miły, uczynny, nie nachalny i niezwykle wprost cierpliwy, co wciąż mnie zaskakiwało, mimo, iż miałem trochę czasu, na pogodzenie się z takim stanem rzeczy. Gdyby nie fakt, że demonowi od czasu do czasu wymykały się, bardzo charakterystyczne dla niego, egoistyczne teksty i że niekiedy zachowywał się jak obrażona królowa, naprawdę pomyślałbym, że ktoś zamienił się z nim miejscami. Różnica była jednak taka, że nawet, gdy tego rodzaju zachowania mu się zdarzały, reflektował się szybko, przepraszał i był jeszcze milszy niż zwykle, co było cokolwiek dezorientujące. Nie przytrafiały nam się więc żadne kłótnie, ba, nawet najmniejsze spory, aż czasem trochę mnie nużyło to, że zdaje się ze mną ze wszystkim zgadzać. Nie przeszkadzało mu za to, że spędzam dużo czasu z Jenną i Jackiem, który wpadał tu od czasu do czasu. Znikał wtedy z domu i wracał po wszystkim, bez cienia pretensji, pytając mnie o to, jak było. Namawiał mnie, bym pogodził się z Katy. Namawiał mnie zresztą do wielu dziwacznych rzeczy. Ostatnio zaczął coś napomykać o tym, że powinienem skontaktować się ze swoimi rodzicami, ale szybo uciąłem temat, bojąc się, że wpadnie na coś głupiego. Nie żeby nie cieszyło mnie jego zainteresowanie moimi sprawami… W ogóle cała jego przemiana była raczej przemianą na plus. Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie funkcjonowania w taki sposób z marudzącym wiecznie Amadeuszem u boku. Wydaje mi się, że demon bardzo przejął się tym, co mi się stało, a później jeszcze nasza rozmowa w szpitalu, w nocy… To wszystko musiało nim wstrząsnąć. Pewnie zdawał sobie sprawę, że nie potraktował mnie dobrze i teraz starał mi się to wynagrodzić, będąc naprawdę ogromnym wsparciem.
Siedziałem na łóżku, przed telewizorem. To był prezent od Jenny. Choć nie jestem pewien, czy „prezent” to właściwe słowo… Zamierzałem go jej oddać albo przynajmniej spłacić, zresztą, szczerze mówiąc, w ogóle nie chciałem go przyjąć, ale ona strasznie się upierała. Mówiła, że jej i tak się nie przyda, bo rodzice kupili go do kuchni, ale był problem z doprowadzeniem kabli i nie mogli go podłączyć tam, gdzie chcieli, więc nikt go nie używał. Stwierdziła też, że skoro siedzę całymi dniami w domu, to muszę się strasznie nudzić, a ona nie chce, żebym był zupełnie odcięty od świata. Nie miałem wielkiego wyboru. Jennie można albo ustąpić od razu albo za jej tysięczną prośbą, a ja nie chciałem o tym dyskutować przez kolejną godzinę. Jednak nawet teraz, siedząc przed ekranem, nie byłem pewien, czy to dobry pomysł. Telewizor był mniejszy od mojego zepsutego modelu, ale o wiele nowszy i z pewnością droższy. Kazałem Amadeuszowi obchodzić go dookoła szerokim łukiem i nie robić żadnych gwałtownych ruchów. Nie chciałem zatrzymywać cudzego przedmiotu na długo, zwłaszcza takiego, zresztą trudno byłoby mi wytłumaczyć dziewczynie, z jakiego to niespodziewanego powodu, jej telewizor podzielił los swojego poprzednika.
Demon pojawił się w pomieszczeniu.
-Jadłeś coś dzisiaj, Josh?- zapytał, lądując na miejscu obok mnie.
Zerknąłem na niego z nieskrywanym rozbawieniem.
-Tak. I mimo, iż doceniam matczyną troskę – naprawdę nie musisz się tym przejmować…
Zaraz pożałowałem swojego doboru słów, bowiem najwyraźniej przypomniałem Amadeuszowi temat, którym ostatnio mnie katował.
-Dlaczego nie zadzwonisz do swoich rodziców, Josh?- rzucił poważnie, spoglądając na mnie z uwagą.
Westchnąłem ciężko, nie kryjąc irytacji.
-A dlaczego miałbym do nich zadzwonić…? I przestań mnie w końcu o to pytać, wyjaśniałem ci to setki razy!
-Żeby porozmawiać- odparł demon, zupełnie ignorując drugą część mojej wypowiedzi.
-Nie chcę z nimi rozmawiać- odpowiedziałem z pełną stanowczością.
-Ale dlaczego?- nie rozumiał Amadeusz, choć naprawdę przerabialiśmy to już nie raz i nie dwa. Po kilkunastu, góra kilkudziesięciu minutach argumentacji z jego i mojej strony, zwykle dawał mi spokój, by jednak wrócić z tym samym, drażniącym pytaniem jeszcze tego samego dnia, ewentualnie dnia następnego, gdy zajmowaliśmy się ciekawszymi kwestiami. Za każdym razem odbywaliśmy dokładnie taką samą dyskusję i powoli zaczynało mnie to nużyć.- Jesteście rodziną, bliską rodziną, to aż niewiarygodne, że prawie nie utrzymujecie kontaktu. No i miałeś im powiedzieć o swoich ocenach. A poza tym, jestem pewien, że za nimi tęsknisz.
Wziąłem głęboki oddech, próbując odgonić od siebie nerwy i nie warczeć w kierunku demona.
-Po pierwsze… nie tęsknię- odpowiedziałem po dłuższej chwili, prezentując poziom względnego, choć bardzo kruchego, spokoju.- Po drugie, nie zamierzam zawczasu mówić im o tym, że nie zdam. I tak dostaną moje oceny pod koniec roku, więc nie ma sensu niczego udawać na dłuższą metę, ale wolę odczekać ten miesiąc czy dwa, żyjąc w spokoju i mając pieniądze. Zwłaszcza, że raczej nie przyjmą mnie do żadnej pracy w takim stanie…- mruknąłem, unosząc lekko zagipsowaną rękę.- A po trzecie, brak kontaktu to nie moja wina. Mówiłem ci już, że ojciec mnie nie akceptuje. Z matką dogadywałem się lepiej, ale ona zawsze w ostateczności trzymała jego stronę. Tak się składa, że nie mam najlepszych wspomnień z mojego ostatniego pobytu w domu, a i telefoniczna wymiana uprzejmości na święta, w rzeczywistości zbyt uprzejma nie była, więc naprawdę nie mam ochoty przechodzić tego samego raz jeszcze.
Demon skinął głową i przez moment, przez te ledwie kilka sekund, naprawdę sądziłem, ze w końcu dotarło do niego to, co usiłowałem mu przekazać. Niestety, była to z mojej strony czysta naiwność.
-Ale powinieneś do nich zadzwonić…- rzucił po chwili, a z moich warg wydobyło się mimowolne jęknięcie.- To w końcu twoi rodzice. No i nawet nie wiedzą o tym, że byłeś w szpitalu i stało ci się coś takiego.
-I bardzo dobrze, że nie wiedzą- odparłem z pełnym przekonaniem.- Co miałbym im zresztą powiedzieć? „Cześć mamo, cześć tato, byłem w szpitalu. Mam złamaną rękę i parę żeber, bo ktoś mnie pobił, och, warto wspomnieć, że mógł mieć z tym coś wspólnego mój były chłopak… Który zresztą od jakiegoś czasu szantażował mnie i próbował wyłudzić ode mnie pieniądze”… To twoim zdaniem brzmi dobrze?- zakpiłem, ale Amadeusz wzruszył ramionami, jakby uważał, że całkiem nieźle.- To by tylko dało im pretekst do powtarzania, że od początku mieli rację, z moim przyjazdem tutaj, z moimi… ekhem… stosunkami i całą masą innych spraw. Serio, Amadeusz, doceniam twoją troskę i nagłe zainteresowanie moimi prywatnymi sprawami, którymi, co warto zauważyć, nie interesowałeś się nigdy wcześniej, ale…
Umilkłem, dostrzegając, że demon od dłuższej chwili wpatruje się w ekran, jakby coś przykuło jego uwagę. Najwyraźniej wcale mnie nie słuchał, skoro nawet nie zorientował się, że przestałem do niego mówić. Zerknąłem w tamtym kierunku. Leciał akurat jakiś program informacyjny, pewnie włączyłem go skacząc po kanałach. Chwyciłem za pilot, by trochę pogłośnić.
-… To będzie wyjątkowe widowisko, Janis…- powiedział mężczyzna, do siedzącej naprzeciw niego współprowadzącej, prezentując w szerokim uśmiechu rząd idealnie białych zębów.- Każdy, kto będzie miał taką możliwość, powinien to zobaczyć…
-Zdecydowanie, George- odparła powściągliwie kobieta, wpatrując się wprost w kamerę.- Warto więc raz jeszcze przypomnieć: dokładnie za tydzień od dzisiejszego dnia, będziemy mogli na własne oczy podziwiać zaćmienie słońca… Co ciekawsze, będzie ono miało miejsce niedługo po jego wschodzie. A teraz przeniesiemy się do Jima Martinsa, który z pewnością opowie nam coś więcej o okolicznościach tego zdarzenia…
-Zaćmienie słońca…?- rzuciłem, a Amadeusz oderwał się od telewizora i spojrzał na mnie z uwagą.- Brzmi ciekawie- stwierdziłem, uśmiechając się lekko i wzruszyłem ramionami.- Chcesz je ze mną obejrzeć…? Nie jestem pewien, kiedy ostatni raz widziałem coś takiego…- dodałem po chwili zamyślenia.- A ty i tak patrzysz na wschody słońca, więc chyba nie będzie ci to robić różnicy…
-Tak… Tak, Josh- odpowiedział demon, wyraźnie zamyślony.- Powinniśmy to razem obejrzeć.
Uśmiechnąłem się raz jeszcze, zastanawiając się nad tym, co tak bardzo pochłania jego myśli. Choć właściwie, chyba wiedziałem. Amadeusz wcześniej nie widział kolorów, a więc i zaćmienie słońca pewnie nie zwróciło jego większej uwagi. Teraz będzie mógł je oglądać i doświadczyć tego wszystkiego we właściwy sposób. To go cieszyło. Chyba, bo choć sprawiał wrażenie zadowolonego, jednocześnie wydawał się być czymś zaniepokojony. Może więc myślał o zupełnie innej kwestii…?
-O czym myślisz?- zdecydowałem się zapytać otwarcie.
-Hm…?- demon przeniósł na mnie nieco zdezorientowane spojrzenie, by po chwili odpowiedzieć- O tobie i twoich rodzicach, rzecz jasna.
Sapnąłem głośno, przewracając oczyma.
-Temat skończony- oznajmiłem tonem nie znoszącym sprzeciwu, po czym sięgnąłem po pilot i wyłączyłem telewizor.
Amadeusz spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
-Nudzę się- oznajmiłem, wzruszając ramionami.- Chcę się zająć czymś bardziej interesującym.
-Och…?- na wargach demona wymalował się lekki uśmiech. Najwyraźniej w przeciągu sekundy zapomniał o tym, że zamierzał dalej dręczyć mnie pytaniami o kwestie rodzinne, bo przysunął się do mnie blisko i objął ciasno ramieniem.- Ambitne plany…- szepnął, wyraźnie zadowolony.- Czy jestem w nie włączony…?- rzucił z wargami tuż przy moich ustach, by zaraz pocałować mnie namiętnie.
Oddałem pocałunek, choć mój pomysł na spędzenie czasu był zgoła odmienny od idei, jaka przyświecała demonowi… Nie żeby mnie to szczególnie dziwiło. Pod tym względem Amadeusz nie zmienił się wcale i nadal większość z tego, co mówiłem, kojarzyła mu się wyłącznie z seksem. Nie żeby seks był złym pomysłem, ale po wczorajszym dniu spędzonym w sporej mierze na takich rozrywkach, byłem bardziej obolały niż zwykle i czułem, że jeśli nie zrobię sobie stosownej przerwy, oprócz problemów ze złamaną ręką i klatką piersiową, będę miał też niewątpliwe problemy z chodzeniem lub choćby siedzeniem. Demon oczywiście żadnych przerw nie potrzebował, co zresztą zachęciło mnie do pewnego rodzaju kreatywności w szukaniu nam wspólnego zajęcia i przypomniało mi o tym, czym w wolnych chwilach zajmowałem się jeszcze przed kilkoma laty.
Wyswobodziłem się z uścisku Amadeusza i podszedłem do swojej szafy. Wisiały tam głównie moje ubrania, ale na dole leżały spakowane przedmioty, których nie używałem. Kucnąłem przy meblu, szukając w jego wnętrzu tego, co ostatnimi czasy chodziło mi po głowie.
-Josh, szukasz jakichś gadżetów…?- zapytał demon, w pierwszej chwili z rozbawieniem, ale zaraz najwyraźniej spodobał mu się ten pomysł bo dodał z nutką ekscytacji- Jeszcze nigdy nie próbowaliśmy czegoś takiego, nie…?
Wyprostowałem się powoli, trzymając w ręce niewielkie pudełko, po czym zwróciłem się w stronę demona.
-Umiesz grać w szachy…?- zapytałem, uśmiechając się lekko.
Demon patrzył na mnie tak, jakby uznał, że to kolejna, tym razem bardzo zawoalowana propozycja seksualna. Musiał jednak dostrzec to, co trzymam w rękach, bo mina nieco mu zrzedła.
-… Żartujesz…?- zapytał z resztką nadziei.- Nie żartujesz…- uświadomił sobie zaraz, wzdychając ciężko.- Josh, serio?- rzucił, nie kryjąc oburzenia.- Chcesz grać w szachy? W szachy?! Zostawiasz MNIE, żeby grać w szachy?!
-Zapraszam CIEBIE żebyś zagrał ze mną- sprostowałem, kładąc równy nacisk na jego osobę, jak on sam to uczynił.
-Niewiarygodne!- skwitował, z głośnym prychnięciem.
-Więc jak? Umiesz czy nie?
-Wyobraź sobie, że my, demony, mamy znacznie lepsze rzeczy do roboty niż grę w szachy…- odparł wyniośle, wciąż głęboko urażony faktem, że śmiałem przez moment uznać cokolwiek za bardziej interesujące od niego samego.
Zaśmiałem się lekko.
-Okej…- zgodziłem się, odkładając grę z powrotem i szukając czegoś innego.- Więc co powiesz na Monopol…?- zapytałem, wyjmując kolejne pudełko, to było jednak na tyle duże i ciężkie, że stosunkowo ciężko było mi je utrzymać lewą ręką, więc szybko położyłem je na stole.
-Co to jest „Monopol”?- nie rozumiał demon.
-Taka gra. Kupuje się miasta. Zbija majątek. To naprawdę fajne. Chcesz zagrać?
-Brzmi jak totalna nuda- burknął demon.
-Kilka okrążeń planszy- zaproponowałem, już zaczynając wypakowywać grę, choć przez ograniczone możliwości ruchu, szło mi to dość mozolnie.- No chodź. Gwarantuje ci, że to polubisz.
Mój stary, dobry Amadeusz westchnął ciężko, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej i nie kryjąc swojej głębokiej irytacji.
… Ale oczywiście mój nowy, zupełnie odmieniony demon, nie mógł mi odmówić.

-Josh, natychmiast oddaj mi mój Londyn!- zażądał stanowczo Amadeusz, jednocześnie przesuwając się pionkiem o kilka pól do przodu i stając na tym, które należało do mnie. Jęknął głucho, wypłacając mi należną kwotę, mimo, iż nie była to suma, która mogłaby uszczuplić jego majątek.
Graliśmy już dobre półtorej godziny. Demon bardzo szybko zapomniał o tym, że jest na mnie śmiertelnie obrażony i muszę przyznać, że grał z niemałym zapałem, co trochę mnie bawiło, ale jednocześnie sprawiało, że cała gra była bardzo interesująca.
-TWÓJ Londyn…?- parsknąłem cicho.- Kupiłem go. To było wolne miasto.
-Ale to ja miałem je kupić!- sapnął głośno.- Brakowało mi już tylko jego, mogłem stawiać domy! To naprawdę okropne z twojej strony, wiesz…?
-Hej, hej, nie próbuj mnie brać na litość! Kupiłem je właśnie dlatego, żebyś nie mógł tego zrobić. To się nazywa zablokowanie. Poza tym, sam też tak robiłeś, hipokryto! Gdybyś kupił go pierwszy, zastawiłbyś większość pól w tym rzędzie…
-Ty zastawiłeś prawie wszystkie w tamtym i nie masz z tym problemu! Mówię serio, Josh, dawaj mój Londyn!
Zaśmiałem się tylko, rzucając kostkami. Przeszedłem kilka pól, stając na tym, które należało do Amadeusza i było pełne jego posiadłości. Demon uśmiechnął się złośliwie, jakby chciał mi dać do zrozumienia, iż była to kara od losu za moje niecne postępowanie. Podałem mu pieniądze, wzdychając cicho.
-… Dobra- zgodziłem się po chwili wahania.- Sprzedam ci Londyn. Ale musisz za niego zapłacić dwa razy tyle, ile kosztował!- zastrzegłem natychmiast, chyba dla samej świadomości, że coś zyskałem z tej osobliwej wymiany. Biorąc pod uwagę etap gry, na jakim się znaleźliśmy, były to doprawdy niewielkie kwoty.
Demon jednak nie wydawał się być szczególnie zadowolony.
-Dwa razy tyle…? Nie wydaje mi się. Czy to w ogóle jest zgodne z regułami …?
Parsknąłem niepohamowanym śmiechem.
-Nie wiem- odparłem szczerze, wzruszając ramionami.- Nie wiem, czy samo odsprzedawanie miast jest zgodne z regułami. I pożyczanie pieniędzy- dodałem znacząco, bo na początku rozgrywki Amadeusz dość szybko roztrwonił większość z tego, co miał i zdarzyło mu się to parę razy.- Nie mam zresztą instrukcji, żeby to sprawdzić. Więc jak…?
Demon zrezygnował, ale jakiś czas później, gdy wzbogacił się po moich odwiedzinach na należących do niego polach, zmienił zdanie i w końcu dostał swoje upragnione miasto. Szczerze mówiąc, nie przyniosło mu ono wiele pożytku, bo jakieś pół godziny później, po serii bardzo pechowych dla siebie rzutów i inwestycji, ostatecznie zbankrutował, choć muszę przyznać, że porażkę zniósł bardzo dobrze, a tego się po nim nie spodziewałem.
-Zagrajmy jeszcze raz, Josh!- zawołał z niewiarygodnym wprost entuzjazmem jak na kogoś, kto w przeciągu kilku rund stracił kilkaset milionów.- Albo nie… Zagrajmy w coś innego- zadecydował po chwili, podchodząc do mojej szafy i szukając kolejnych pudełek.
-Amadeusz!- rzuciłem, śmiejąc się lekko i porządkując wszystko, choć z oczywistych względów, trwało to dość długo.
Po kilku minutach demon wyprostował się. W ręku trzymał pudełko kart. Ze zmarszczonymi brwiami czytał umieszczony na nim opis. Bardzo szybko rozpoznałem talię, która wpadła mu w ręce.
-O… Och…- mruknął demon, uśmiechając się w sposób absolutnie niecny i przebiegły.- To brzmi jak interesująca gra, Josh… Baaaardzo interesująca gra…
Parsknąłem śmiechem.
-To gra towarzyska.
-Więc w nią zagrajmy.
Pokręciłem głową.
-To kiepski pomysł- stwierdziłem z pełnym przekonaniem. Demon spojrzał na mnie bez zrozumienia.- Gra się w nią przyjemnie w większym gronie, ale we dwoje jest nudno. Wierz mi, wiem coś o tym.
Demon nachmurzył się nieco. Widać tematyka kart bardzo mu się podobała, ale po chwili wahania, odłożył opakowanie do szafy i wyjął kolejne pudełko.
-A to…?- zapytał.
Przyjrzałem się bardzo zniszczonemu pojemnikowi. Na moich wargach wymalował się mimowolny uśmiech.
-Nie mogę uwierzyć, że jeszcze mam tą grę!- rzuciłem z nieskrywanym sentymentem. Stare, dobre czasy! Byłem pewien, że już ją wyrzuciłem.
-Jak się w to gra?- zapytał Amadeusz, wyraźnie zaintrygowany.
-Eee… Całkiem normalnie- odpowiedziałem, wzruszając ramionami.- Rzucasz kostką i ruszasz pionkami. Kto pierwszy jest na mecie, ten wygrywa…- demonowi wyraźnie zrzedła mina. Zapewne spodziewał się czegoś bardziej emocjonującego.- Są tam też czerwone i niebieskie pola. Te pierwsze oznaczają stratę kolejki, a drugie dodatkowe rzuty. Choć ja grałem w nieco inne wersje…- zachichotałem, zagryzając dolną wargę w pełnym rozbawienia uśmiechu.- Wersja alkoholowa była chyba najlepsza…
-Wersja alkoholowa…?- zdumiał się demon.
Machnąłem dłonią.
-Ach, mniejsza z tym… Choć ciekawie było też z wyzwaniami i pytaniami. Wiesz, to raczej klasyczna zabawa na różnych imprezach, ale z tą grą było ciekawiej… Niebieskie pole oznaczało pytanie, a czerwone wyzwanie… Kiedyś, jeszcze na początku szkoły, Jenna, Jack i Katy często do mnie przychodzili… Zresztą nie tylko oni, wtedy wpadało tu całkiem dużo osób…- stwierdziłem, przypominając sobie tamte chwile.- Wypróbowywaliśmy wiele kombinacji tej gry. Sam nie wiem, czemu przestaliśmy grać…- dodałem po chwili, zastanawiając się nad tym wszystkim.- I czemu przestałem się obracać w większym towarzystwie… Hm…
Próbowałem ustalić, kiedy to wszystko się zmieniło, ale nie byłem w stanie określić konkretnego momentu. Dopiero po chwili zauważyłem, że Amadeusz jest jakiś nieswój. Stał przy szafie, trzymając w dłoniach grę i z niemrawą miną patrząc na wieko opakowania.
-Co się stało?- zapytałem zdziwiony.
-Hm…?- wyrwał się z zamyślenia, podnosząc na mnie wzrok.- Nic, Josh, nic, tylko… Dużo rzeczy możesz robić tylko z innymi ludźmi?
-Co?- parsknąłem śmiechem, w pierwszej chwili nie rozumiejąc pytania. Dopiero moment później zdałem sobie sprawę z tego, o co może chodzić Amadeuszowi. W końcu on był demonem. Nikt prócz mnie go nie widział. Trudno było sobie wyobrazić, by mógł robić cokolwiek w większym, niż nas dwóch, gronie. Może dopiero teraz uświadomił sobie, że jednak ma pewne ograniczenia. I że wbrew swojemu ogólnemu zdaniu na temat kondycji ludzi, nasze różnice względem demonów, nie zawsze wychodzą na plus dla tych drugich.- Nie, to znaczy… Tak… To znaczy… Właściwie tak, ale… Nie tak znowu dużo…- odparłem nieco zakłopotany, widząc, że Amadeusz sprawiał wrażenie wyraźnie przejętego i przygaszonego.- Wiesz co…? Mam lepszy pomysł. Pogramy w Chińczyka. Powinienem mieć gdzieś Chińczyka… Chyba… Jeśli nie, zostaną nam szachy.
-Och. W Chińczyka możemy grać we dwóch…?- mruknął, wciąż nieco mało entuzjastycznie.
-Jasne- odpowiedziałem, uśmiechając się do niego.
Również odpowiedział uśmiechem, choć bardzo wymuszonym.
Postanowiłem nie roztrząsać tematu i szybko zająć go czymś innym.
W końcu nie mieliśmy wpływu na to, kim byliśmy.

Obudziłem się w środku nocy, zlany potem. Nie przypominałem sobie, by śniło mi się coś złego. Po prostu było mi gorąco. Potwornie gorąco. Prawa ręka mocno mnie bolała. Skrzywiłem się mimowolnie i podniosłem do pozycji siedzącej, by po chwili wreszcie wstać. Ruszyłem w kierunku okna, chcąc upewnić się, że jest otwarte. W pokoju było ciemno, a mój wzrok nie zdążył się jeszcze odpowiednio przyzwyczaić. Wydawało mi się, że wystarczająco znam rozkład pokoju, ale najpierw omal nie poślizgnąłem się na czymś, co było chyba leżącą na posadzce gazetą, a później z impetem uderzyłem w stolik nocny. Ostatecznie jednak doczłapałem do parapetu, by przekonać się, że zgodnie ze swoimi przypuszczeniami, otworzyłem okno nim poszedłem spać, co zresztą robiłem zawsze. Westchnąłem cicho, wracając do łóżka i siadając na jego brzegu. Nie wydawało mi się, bym miał gorączkę. Ostatnimi czasy po prostu było mi strasznie duszno. Pewnie miało to związek z nadchodzącym latem i wzrostem temperatur. Nie byłem osobą, która szczególnie dobrze znosiła ciepłą część roku. Sięgnąłem w kierunku stojącej obok łóżka butelki. Otworzyłem ją i przechyliłem do ust, chcąc się napić, ale szybko okazało się, że nie było w niej wystarczająco dużo wody, by zaspokoić moje pragnienie. Przez chwilę siedziałem jeszcze w miejscu, nie będąc pewien, czy powinienem iść spać i zignorować suchość w gardle, czy może pójść do kuchni. Prawda była taka, że nie miałem najmniejszej ochoty się ruszać, wciąż byłem zaspany, ale z drugiej strony, wątpiłem, bym mógł prędko zasnąć, jeśli tego nie zrobię. Chcąc nie chcąc, podniosłem się więc i opuściłem pomieszczenie. Przeszedłem przez ciemny przedpokój i wszedłem do kuchni, dopiero tam zapalając światło. Ziewnąłem szeroko, wyrzucając pustą butelkę, po czym sięgnąłem po nową. Odwróciłem się, zamierzając wrócić do pokoju, po czym…
-Amadeusznalitośćboską!- wyrzuciłem z siebie na jednym oddechu, gdy nagle zobaczyłem przed sobą demona. Częściowo już się przyzwyczaiłem do jego nagłego pojawiania się i znikania, ale takie sytuacje chyba nigdy nie przestaną mnie przerażać.
-Przepraszam, Josh- rzucił ze skruchą stojący przede mną Amadeusz.- Nie chciałem cię przestraszyć.
-Tak… Tak, wiem, że nie chciałeś…- odpowiedziałem, starając się uspokoić oddech i kołaczące jak szalone serce.
Amadeusz nie odrywał ode mnie przenikliwego wzroku.
-Co jest dobrego w byciu człowiekiem?- zapytał nagle.
Wbiłem w niego pełne zdumienia spojrzenie.
-Wiesz… To dość niecodzienny temat rozmów jak na…- zerknąłem na wiszący na ścianie zegarek.- …drugą w nocy- dopowiedziałem, uświadomiwszy sobie, która godzina.- Właściwie to w ogóle dość dziwaczne pytanie- rzuciłem z nutką rozbawienia, ale demon był całkowicie poważny, więc i mnie przestało być do śmiechu, choć naprawdę nie rozumiałem, dlaczego pytał mnie o takie rzeczy i to w środku nocy. Do rana zostało kilka godzin, na pewno mógł sobie wybrać bardziej dogodny moment. A przynajmniej taki, w którym moje szare komórki byłyby w lepszej formie niż teraz. Wciąż jeszcze czułem się na wpół śpiący.
-Gdybym był demonem, który chciałby być człowiekiem, co byś mi powiedział?- rzucił znowu Amadeusz, wyraźnie wyczekując mojej odpowiedzi.- Co jest lepszego od bycia demonem w byciu kimś takim jak ty…?
Może to przez specyficzne pytanie, może przez atmosferę, a może przez to, że byłem zaspany, ale wydawało mi się, że ostatnia część jego zdania pobrzmiała bardzo szorstko i nieprzyjemnie – wręcz pogardliwie. Nie chciałem się jednak do tego czepiać, zwłaszcza, że nie byłem pewien swojej oceny. Zastanowiłem się przez chwilę nad tym, co mu powiedzieć.
-Nie sądzę, żeby można było jednoznacznie powiedzieć czy bycie człowiekiem jest lepsze czy gorsze…- odparłem w końcu ostrożnie.- Myślę, że jest po prostu… inne. Są sprawy, w których macie lepiej od nas i takie, w których macie gorzej.
-Jak na przykład?- zapytał demon, marszcząc brwi.
-Hm… Na przykład nie chorujecie, nie starzejecie się i nie umieracie. Mało kto nie chciałby się z wami pod tym względem zamienić. Ale z drugiej strony… Wybacz, pewnie zabrzmi to dla ciebie dziwnie, ale ciężko jest mi sobie wyobrazić, co mógłbym zrobić z tym całym wolnym czasem…- przyznałem, zaśmiawszy się lekko. Amadeusz spojrzał na mnie bez zrozumienia.- Wydaje mi się, że przede wszystkim byłbym strasznie samotny. Bez przyjaciół. I nie tylko bez nich, bez ludzi w ogóle. To naturalne, że wychodzisz na ulicę i mijasz przechodniów. Masz znajomych i kolegów. Swoją grupę. Czasem jest dzięki temu świetnie. Czasem ktoś cię denerwuje i smuci, ale to też całkiem normalne. Nie mógłbym chyba funkcjonować bez kontaktowania się z innymi… To znaczy wiem, że wy macie świadomość swojej obecności. Ale to też jest na swój sposób przykre. Wiecie, że gdzieś tam jest ktoś taki jak wy, ale nie tolerujecie się wzajemnie i unikacie. Nawet nie z waszej woli, a swoistej natury. A poza tym… Kiedy pierwszy raz wyobraziłem sobie, jak to jest być kimś takim jak ty, uznałem, że to wspaniałe- przyznałem szczerze.- Móc pojawić się w każdym, dowolnym miejscu, zobaczyć te wszystkie niezwykłe rzeczy, obserwować zachowania ludzi… Tylko, że… To jest wyjątkowe dla mnie. Myślę, że dla ciebie nie jest. Wiesz, dlaczego ludzie podróżują do innych krajów, organizują wyprawy, chcą poznać świat…? Niektórym pewnie zależy tylko na wypoczynku, ale dla wielu to przede wszystkim niesamowite emocje. Chęć poznania czegoś nowego, świadomość, że doświadcza się czegoś niesamowitego, że może jest się w tym miejscu po raz pierwszy i ostatni w życiu, adrenalina… Wszystko to na raz. Gdybym teraz przeniósł się do jakiegoś miejsca, które zawsze chciałem zobaczyć na własne oczy, pewnie to właśnie bym czuł. Ale gdybym mógł się tam przenosić raz po raz, nie byłoby to już w żaden sposób wyjątkowe. No i kwestia celu… Nie zrozum mnie źle, nie znam was na tyle, by to zrozumieć, ale wydaje mi się… Wydaje mi się, że ty nie masz żadnego konkretnego celu- przyznałem, wzruszając niepewnie ramionami.- Może wcale go nie potrzebujesz!- dodałem natychmiast, nie chcąc zabrzmieć niewłaściwie.- Ja zresztą nie jestem odpowiednią osobą, by ci o tym mówić, bo sam nie mam żadnego, ale… Ale ludzie zazwyczaj mają cele. Jenna chce zostać dziennikarką. A raczej chciała, jakieś dwa tygodnie temu- uśmiechnąłem się lekko.- Teraz może chce robić coś innego. Ale w tym właśnie sęk. Ludzie mają jakieś plany. I ambicje. Cały czas do czegoś dążą. Czasem im się udaje, czasem nie, ale trudno mi sobie wyobrazić funkcjonowanie bez marzeń, bez spraw, którymi musiałbym się zająć, którym musiałbym się poświęcić… Zresztą, nie słuchaj mnie…- rzuciłem, uśmiechając się niepewnie, bo dostrzegłem, że Amadeusz z każdym moim słowem sprawia wrażenie coraz bardziej poirytowanego.- Jest strasznie późno, pewnie gadam same bzdury… Mówię serio, zapytaj mnie jutro, może wymyślę coś bardziej konstruktywnego.
Wyminąłem demona i już miałem wyjść z kuchni, gdy usłyszałem jego odpowiedź.
-Masz mnie- rzucił Amadeusz. Odwróciłem się w jego stronę, spoglądając na niego ze zdziwieniem.- To ci nie wystarcza…?- zapytał niemalże z urazą.
Parsknąłem cicho.
-Jak zwykle jesteś ponadprzeciętnie skromny, co…?- zażartowałem, chcąc nieco rozluźnić atmosferę.- Uważasz, że wystarczy twoje towarzystwo, żeby zapomnieć o ludziach, marzeniach, planach, ambicjach…? Chyba masz rację- przyznałem po chwili zastanowienia, choć nie było to zbyt optymistyczne stwierdzenie. Odkąd poznałem Amadeusza, wiele w moim życiu się zmieniło. Nie cofnąłbym tego, co się wydarzyło, ale nie dało się ukryć, że pomimo wielu wspaniałych doświadczeń i decyzji, jakie dzięki niemu podjąłem, odizolowałem się mocno od przyjaciół, od ludzi w ogóle, prawie nie miałem życia towarzyskiego, zaniedbałem zupełnie szkołę i w efekcie nie zdałem. To znaczy wkrótce nie zdam, ale na jedno wychodzi. Może mój osąd był błędny. Może to samo zdarzyłoby się i bez Amadeusza. Z Ricky’m i jego oszustwami… Chociaż… Wydawało mi się, że główne znaczenie ma to, że Amadeusz jest demonem. Choć rzecz jasna, jego zaborczy i egoistyczny charakter też trochę mnie ograniczał.- Taki już jestem- stwierdziłem, wzruszając ramionami.- Kochałem się beznadziejnie w Ricky’m, a teraz kocham się beznadziejnie w tobie.
Sądziłem, że to już koniec tej rozmowy, więc zgasiłem światło w kuchni i wróciłem do sypialni. Usiadłem na brzegu łóżka i wtedy zdałem sobie sprawę, że demon podążył za mną. Stał tuż obok, nie odrywając ode mnie wzroku.
-Chcesz powiedzieć, że czujesz do mnie to, co czułeś do niego…?- zapytał.
Oho. Znowu przebłyski dawnego Amadeusza.
-Nie- odpowiedziałem spokojnie.- Z nim nie było to coś tak poważnego. Poza tym, jesteście dwoma różnymi osobami, więc to oczywiste, że czuję do was coś zupełnie innego. Tylko ja wciąż jestem dokładnie taki sam. I może w tym tkwi problem.
Demon patrzył na mnie jeszcze przez chwilę, nie mówiąc ani słowa. Wreszcie wymamrotał coś, co było chyba bardzo lakonicznym pożegnaniem i zniknął. Westchnąłem głęboko. Napiłem się wody, po czym odstawiłem butelkę i położyłem się. Sen jednak nie przyszedł prędko. Długo zastanawiałem się nad naszą rozmową i nad swoją własną postawą. Amadeusz ostatnio złagodniał. Może zrozumiał, że za bardzo na mnie w pewnych kwestiach naciskał, że za bardzo mnie ograniczał. Byłem w końcu tylko człowiekiem, nie mogłem zamknąć swojego świata wyłącznie do jego osoby. Problem w tym, że ja również to czyniłem. Teraz spędzałem więcej czasu z Jenną, ale moja szkoła, moje funkcjonowanie poza nią… Musiałem się za siebie zabrać. Zrobić coś. Zapisać się na jakiś kurs, znaleźć sobie jakieś zajęcie, hobby…
Nie chciałem, aby wszystko, czym się zajmowałem, sprowadzało się do Amadeusza i jego zachcianek.
Potrzebowałem choćby odrobiny samodzielności.

8 komentarzy:

  1. Anonimowy9:33 AM

    Boże, przez tumblra w końcu trafiłam na polskie yaoi <3

    OdpowiedzUsuń
  2. I tak bardzo będę się teraz zastanawiać, o co konkretnie chodzi Asmo... Mam dwie teorie, jestem ciekawa, czy którakolwiek z nich okaże się trafna ;w;

    OdpowiedzUsuń
  3. Amadeusz jest dziwny.. Ale mimo wszystko bardzo fajnie się czytało Joshu i Amadeuszu..
    No i teraz zastanawiam się o co chodzi demonowi.. Mam dziwne wrażenie że zaćmienie słońca ma jakieś wpływ na demony.. Może wtedy mogą zmienić się w ludzi, czy coś... Zobaczymy co wymyślisz, ale mam dziwne wrażenie, że przyjaciele Josha za niedługo zobaczą jego Amadeusza...


    Pozdrawiam i życzę dużo weny! ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Według mnie Amadeusz znalazł sposób, żeby zamienić Josh'a w demona, albo siebie w człowieka i teraz zastanawia się co lepsze xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy11:23 PM

    Mam pytanie, czy Wyzwanie pojawi się w tym tygodniu czy w następnym? Nie jestem pewna czy notki będą pojawiać się za tym blogu co tydzień czy dwa, ze względu na to, że piszesz równocześnie drugiego bloga z opowiadaniem ,,Astargot":)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oho, coś mi się widzi, że Amadeusz znalazł sposób na zamienienie się w człowieka, ale być może nie mam racji. XD Jakoś z jednej strony wolałabym, aby pozostał demonem, albowiem mam niesamowity sentyment do tych stworzeń.
    Ciekawi mnie czy zamierzasz kontynuować "Gabriela". Często wracam do tego opowiadania i z niecierpliwością wypatruję jakiegoś dalszego ciągu. ._.
    Weny. :3

    OdpowiedzUsuń