Strony

sobota, 7 września 2013

Rozdział 51 [Chaos]

Podziękowania

Przed Wami ostatni rozdział "Chaosu". To opowiadanie jest dla mnie ważne nie tylko ze względu na to, jak długo je pisałam i że udało mi się dobrnąć do końca (co jest w moim przypadku niewątpliwym sukcesem), ale przede wszystkim dlatego, że po "Every Me" zwątpiłam, czy uda mi się prowadzić jakiekolwiek opowiadanie w mniej więcej regularnym rytmie. Właściwie większość historii, które zaczynałam na tym blogu, rozpoczynane były z myślą, iż będą ukazywać się w jakichś w miarę stabilnych i przyzwoitych odstępach czasu. Jednak za każdym razem coś nie wychodziło, a liczba opowiadań zaczęła szaleńczo narastać, czego efekty zapewne widać ;). Do tej pory staram się nieco uporządkować te kwestie, ale "Chaos" jest dla mnie opowiadaniem niewątpliwie przełomowym, zwłaszcza, że zamierzam pozostać w jego świecie i realiach na dłużej. Informacje o tym znajdziecie jednak w powyższym ogłoszeniu. Teraz chciałabym przejść do właściwej części podziękowań i zwrócić się do osób, które miały niewątpliwy wpływ na sam charakter "Chaosu", jego treść, formę albo najzwyczajniej w świecie - moją chęć do pisania.

Dziękuję więc:

Magdalenie - mojej ukochanej i najwspanialszej becie, za... Właściwie wszystko, bo dziękowanie jej tylko za czuwanie nad moimi literackimi wybrykami, byłoby zdecydowanym brakiem wdzięczności. Za komentarze, motywację, cierpliwość, pomysły i wsparcie od strony medyczno-biologiczno-logiczno-wszelakiej ;).

Sake - autorce rysunku Amira i Nadima, który możecie podziwiać w nagłówku bloga.

Virusowi - za czytanie przedpremierowych rozdziałów i wylewne, inspirujące komentarze.

Luanie - która w swych komentarzach po raz kolejny towarzyszyła bohaterom mojego opowiadania i dawała mi nimi niewątpliwą chęć do kontynuowania tej historii.

Ai~chan - za długie, liczne i wspomagające leniwą, autorską wenę, komentarze :).

A także wszystkim pozostałym osobom, które były/bywały na tym blogu i zostawiły po sobie wyraźny ślad w mojej pamięci, motywując mnie do pisania: J., cuzwant, Loli, D., Cannum, Miraculi, indy i Ann.

Miłego czytania :)


Amir przebudził się i uchylił powieki. Natychmiast oślepiło go jaskrawe światło. Odruchowo chciał unieść lewą rękę, by zasłonić oczy, jednak nie był w stanie nią poruszyć. Czuł jedynie przytępiony nieco ból, rozchodzący się wzdłuż ramienia i miał wrażenie, jakby jego kończyna przytwierdzona była do tułowia. Wreszcie, przyzwyczaił się do nieznośnej jasności i udało mu się zlokalizować jej źródło – ogromne okno, które wpuszczało do pomieszczenia promienie słońca.
Leżał, jak się okazało, nieopodal niego, tuż przy ścianie, na prowizorycznym posłaniu, okryty kocem. Poczuł przeszywający ból głowy i z cichym syknięciem uniósł, tym razem prawą, dłoń, wyczuwając w okolicach potylicy opatrunek. Miał wrażenie, jakby jego ciało jeszcze nie do końca przebudziło się ze snu, każdy ruch wykonywał bardzo powoli i z trudem. Odwrócił twarz w drugą stronę.
Ogarnęło go zdumienie. Na posłaniu obok leżał Nadim. Oczy miał zamknięte, twarz nieruchomą, na jego skroni znajdował się opatrunek.
-Nadim…- wydusił z siebie mężczyzna, gotów zerwać się i próbować go dobudzić, ale, nie wiedzieć skąd, nagle znalazł się przy nim ktoś, kto chwycił go mocno za ramiona, zmuszając do tego, by pozostał na swoim miejscu. Władca przeniósł na intruza zdumione spojrzenie. Elnir.- Zostaw…- rzucił głucho, wciąż starając się podnieść, jednak przyjaciel kochanka skutecznie mu to uniemożliwiał.- Muszę…
-Nic mu nie jest- odpowiedział spokojnym i zdecydowanym głosem potomek wilków, uśmiechając się lekko.- Obudził się już na długo przed tobą, też musiałem go odciągać, bo chyba z tej troski poturbowałby cię jeszcze bardziej… Jesteś w znacznie gorszym stanie od niego i nie powinieneś się ruszać, chyba zdajesz sobie z tego sprawę…?
Amir spojrzał raz jeszcze w stronę kochanka, przyglądając mu się z uwagą.
-Na pewno…?- dopytał cicho, przenosząc wzrok na Elnira.- Na pewno wszystko z nim w porządku?
-Cóż… Wszystko pewnie nie, nie był do końca przytomny, gdy ze mną rozmawiał, ale ma się całkiem dobrze- stwierdził z pełnym przekonaniem potomek wilków.- Nie musisz się przejmować, wypił jakieś ziółka i zasnął. Pewnie wkrótce się przebudzi.
Władca, w duchu, odetchnął z ulgą. Uniósł się nieco na jednym z przedramion, na tyle, na ile pozwolił mu trzymający go wciąż Elnir i rozejrzał po pomieszczeniu.
Okazało się ono niezbyt dużą salą. Oprócz nich, znajdowało się w niej jeszcze około dwudziestu paru osób, ułożonych w taki sam sposób, większość z nich spała. Gdzieś pomiędzy posłaniami wędrował nadworny medyk, tym, którzy byli przytomni, jakiś mężczyzna przyniósł jedzenie, a dwie kobiety siedziały w kącie pomieszczenia, obmywając ciało ciężko rannego potomka wilków. Amir opadł z powrotem na plecy. Był pewien, że rannych było znacznie więcej, zapewne przebywali w innych miejscach albo pomieszczeniach.
-Co się stało…?- dopytał Amir. Pamiętał o walce stoczonej z Fortisem i pamiętał jej zakończenie, ale to, co wydarzyło się później, było bardzo mgliste.- Wczoraj…
-Wczoraj to akurat spałeś…- Elnir parsknął cicho, unosząc brew w pobłażliwym geście.- Przedwczoraj zresztą też. To znaczy podobno ocknąłeś się raz czy dwa, ale ten twój medyk pilnował, żebyś się nie dobudził, chyba za bardzo by cię bolało… Ale wiem, o co pytasz. Zebrałem tych potomków wilków, którzy zdecydowali się jechać ze mną… Część z nich nie zgodziła się brać w tym udziału, ale była to nieduża grupa…- stwierdził przywódca plemienia.- Nim dotarliśmy na ulice, armia Fortisa zdążyła się już pojawić. Z początku wydawało mi się, że znaleźliśmy się w dobrym miejscu, w ten sposób mogliśmy otoczyć oddział, ale siła, jaką władali ci wojownicy…- Elnir westchnął głęboko i pokręcił głową.- To nie była siła żadnego śmiertelnika. Bezlitośnie dziesiątkowali wasze oddziały, zasiali prawdziwy popłoch… Dołączyliśmy do waszego generała i musieliśmy się wycofać, chociażby po to, by zabrać z najbliższych terenów część ludności, jaka tam pozostała… Oni natomiast nie szli już w jednym szyku, ale rozdzielili się. Starcie z nimi było właściwie niemożliwe do przeżycia, każdy z nas zdawał sobie z tego sprawę. Pomagałem ludziom, a później wróciłem w okolice schronu. Zauważyłem, że wejście do niego było otwarte. Nie wiem z jakiego powodu. Ci, którzy znajdowali się najbliżej wyjścia, wydostawali albo przynajmniej próbowali wydostać się na zewnątrz. Chciałem im pomóc, ale wtedy pojawił się jeden z wojowników Fortisa. Byłem pewien, że zginę. Niebo zaczynało ciemnieć, robiło się coraz bardziej czerwone, właściwie wręcz szkarłatne…- Amir słuchał jego słów z uwagą, przypominając sobie dokładnie przebieg starcia z Fortisem.- Kiedy to zobaczyłem, byłem pewien, że wam się nie powiodło. I że sam zaraz zginę. Stanąłem do pojedynku, ale wtedy, tamten potomek wilków upadł nagle bez życia. Pozostali podzielili jego los. W schronie panowała panika, więc musieliśmy pomóc tym, którzy się tam znajdowali, wydostać się na zewnątrz… A później zobaczyłem was. Swoją drogą, mieliście dużo szczęścia, że tam byłem, bo nie bardzo wyróżnialiście się na tle zastępów trupów…
-Jak wielu zostało rannych…?- zapytał cicho władca, patrząc na dowódcę plemienia z uwagą.
-Więcej niż zabitych, choć raczej cię to nie pocieszy, zważywszy na fakt, że i tych pierwszych jest od groma… Twoje wojsko oczyszcza ulice, ale trochę zajmie, nim doprowadzą je do jako takiego porządku… Od początku wiedziałem, że ci się powiedzie, człowieku- dodał po chwili, uśmiechając się lekko.
-Nie…- zaprotestował Amir.- Ja niczego nie zrobiłem, to Fortis sam…- zaczął, po czym syknął głośno, odzyskując chyba czucie w całym ciele, a przynajmniej coraz mocniej odczuwając przytłumiony wcześniej ból, w różnych partiach ciała.
Lewe ramię dokuczało mu najbardziej, jakby ktoś nieustannie szarpał za nie, usiłując wyrwać z jego ciała. Zacisnął powieki i jęknął głucho, kładąc dłoń na czole.
-Nie musisz nic teraz mówić…- stwierdził Elnir, prostując się.- Wypoczywaj. Ja muszę iść do swoich braci. Swoją drogą, ci twoi arystokraci to gorsi upierdliwcy niż się spodziewałem… Lepiej zdrowiej szybko, bo chyba zaczynają się za bardzo panoszyć.
Amir uśmiechnął się mimowolne. Gdy przywódca potomków wilków odszedł, przetoczył się na prawy bok. Przyglądał się śpiącemu Nadimowi z niewypowiedzianą ulgą. Szczerze mówiąc, choć z całych sił próbował od siebie odsuwać te myśli, nie przypuszczał, by któremukolwiek z nich udało się przetrwać starcie z Fortisem. Teraz to wszystko było za nimi. Wojna musiała przynieść wiele zniszczeń i strat, jednak zwyciężyli, a jej sprawca i orędownik „porządku” zginął. Chociaż, Amir nie był pewien, czy tak można było określić to, co spotkało legendarnego bohatera. I nie miał już takiej, jak wcześniej, łatwości formułowania ocen. Fortis się pogubił. Realizował plan, który nie był właściwie możliwy do realizacji, plan szalony i pozbawiony jakichkolwiek racjonalnych podstaw, ale… W pewnych sprawach trudno było odmówić mu racji. Może dlatego, władca w pierwszym odruchu sądził, że uda mu się go uratować. Ale pustka jaką widział w oczach potomka wilków oznaczała, że nie było już nic do ocalenia. Przejście zniknęło, a wraz z nim to, do czego prowadziło. Zniknął więc i kryształ. Nie było szans, aby dostał się w niepowołane ręce. A wraz z kryształem zniknął ten, który go stworzył – demon, sprawca całego tego nieszczęścia. Aż trudno było uwierzyć, że rzeczywiście są już bezpieczni.
Nadim poruszył się lekko. Uchylił powieki, natychmiast natrafiając na spojrzenie człowieka. Zamrugał kilkukrotnie, wyraźnie zaspany, po czym szeroki uśmiech wymalował się na jego wargach. Wysunął rękę spod kołdry i wyciągnął ją w kierunku Amira. Władca uczynił to samo, odnajdując dłoń kochanka i ściskając ją lekko.
-Cześć…- szepnął Nadim, nie przestając się uśmiechać.- Czekałem na ciebie.
-Tęskniłeś?
-Nudziłem się.
Człowiek zaśmiał się lekko. Potomek wilków puścił jego dłoń. Mężczyzna z lekkim zdumieniem patrzył, jak ten podnosi się nieco. Chwycił się w pół, a na jego twarzy wymalował się grymas bólu.
-Nie powinieneś wstawać…- zauważył władca, ale kochanek moment później przesunął się bliżej jego posłania. Amir zrobił mu miejsce, pozwalając, by ten ułożył się tuż przy nim. Potomek wilków objął go mocno.
-Przecież nie wstaję- odparł, wciąż zmęczonym głosem, wtulając twarz w szyję kochanka.
Leżeli przyciśnięci do siebie kurczowo, tak blisko jak wtedy, gdy nie musieli się przejmować niczym i nikim dookoła. Teraz było dokładnie tak samo, choć w sali roiło się od innych osób. Amira wcale to nie obchodziło. Miał wrażenie, że jego kochanka również. Zależało mu jedynie na tym, by mieć go przy sobie. I wiedział już, że uczyni wszystko, co w jego mocy, by tak pozostało.
Nadim złożył kilka powolnych pocałunków na ramieniu człowieka, później na jego szyi, wreszcie, usta potomka wilków przesunęły się na policzek Amira i zaczęły wędrować po jego twarzy. Kochanek całował jego czoło, powieki, linię szczęki, aż wreszcie, stęsknione za nim wargi. Amir obejmował go jednym ramieniem, wciąż czując nasilający się z każdą chwilą, nieznośny ból. Nie wiedział, czy to kwestia obrażeń czy podawanych mu później specyfików, ale robił się coraz bardziej senny, czuł, że lada chwila zaśnie. Potomek wilków oderwał się od jego warg i oparł dłoń na policzku mężczyzny.
-Dobrze widzieć cię żywego- szepnął miękko.

Amir stał na ustawionym w centrum głównego placu podwyższeniu. Czuł się lepiej, choć z pewnością niewiele lepiej wyglądał. Poruszał się jeszcze nie do końca sprawnie, jego lewa ręka, ugięta i zabandażowana wraz z tułowiem, spoczywała nieruchomo pod połami szaty. Po jego prawej stronie, znajdował się Elnir, który sprawiał wrażenie skrępowanego okolicznościami i z rosnącą nieufnością obserwował gromadzący się dookoła tłum, zapewne dlatego, iż był to tłum złożony wyłącznie z ludzi. Po lewej stronie władcy, zatrzymał się generał Manus, a kawałek za nim, czekali pozostali przemawiający, arcykapłan wraz ze swoją świtą i kilku urzędników, mających poinformować lud o konkretnych działaniach albo bieżącym stanie tego, czym się zajmowali. Z przodu krzątał się , ledwie widoczny na tle pozostałych obecnych Fryderyk, który zapewne sam chciałby zabrać głos przy takiej okazji, jednak jego zadaniem było jedynie pilnowanie przebiegu całej ceremonii. Oczywiście nie krył rozczarowania tak „rażącą niesprawiedliwością”, ale Amira nieszczególnie obchodziły jego argumenty i nawet nie musiał na nie zważać, bo okoliczności zdecydowanie nie sprzyjały wygłaszaniu krytyk politycznych albo próbom realizowania swoich interesów i postulatów, nawet w najbardziej subtelny sposób. Rzecz jasna, Fryderyk zachowywał się względem niego znacznie bardziej łagodnie, można by wręcz zaryzykować określenie – posłusznie , niż do tej pory, ale trudno było powiedzieć, czy ten nagły przypływ szacunku był szczery czy jedynie wykalkulowany. A nawet jeśli to pierwsze, władca podejrzewał, że może zniknąć tak nagle, jak i się pojawił. Amir chciał przedstawić ludności bieżące dane i to, czym obecnie zajmuje się i zajmować będzie królestwo. Wielu obywateli wciąż było zdezorientowanych. Zniszczenia na szczęście nie objęły znacznej części miasta, ale masa ludzi została bez dachu nad głową, wielu zostało ciężko rannych albo utraciło członków rodziny. Wojska były na ulicach, żołnierze mieli za zadanie zachować porządek, nie dało się co prawda wyczuć żadnego napięcia czy ewentualnego konfliktu, a wprost przeciwnie, jednak nie warto było ryzykować. Władca postanowił wykorzystać tę ewentualność do paru innych spraw. A że arcykapłan wyraził chęć uczestnictwa i prowadzenia mszy, w podzięce bogom za zwycięstwo – zezwolił i na to, wiedząc, że jest to moment, w którym lud z pewnością tego potrzebuje. Nie będąc jednak pewnym, na ile swobody w wypowiedziach i ocenie obecnego stanu pozwoli sobie arcykapłan – zadbał, by to Manus przemawiał jako pierwszy.
Dlatego też, gdy nadszedł czas, rozbrzmiał gong i wszyscy znajdujący się najbliżej umilkli – Fryderyk dał znak generałowi, by wyszedł na przód i zaczął, co Manus uczynił.
-Mówię do was w imieniu króla, armii i swoim własnym, nie tylko generała, ale przede wszystkim człowieka, który brał udział w bitwie od samego początku do końca i który przeżył dzięki wsparciu swoich żołnierzy… i nie tylko- dodał, zerkając w stronę Elnira. Potomek wilków odkaszlnął, wyraźnie skrępowany i skinął głową w kierunku generała, w uprzejmym geście.- Wielu z was nie zdawało sobie sprawy z tego, z czym się mierzyliśmy. Przyszło nam walczyć z siłą, która wydawała się być nie do poskromienia, z siłą nadludzką i absolutnie niszczycielską… A mimo to, zwyciężyliśmy.
Po jego słowach rozległy się oklaski i okrzyki radości. Manus uniósł dłoń w górę, uspokajając tłum.
-Ponieśliśmy ogromne straty…- kontynuował spokojnym, aczkolwiek stanowczym i donośnym głosem.- Zarówno te, które da się zastąpić i naprawić, jak i te, które nigdy zastąpione nie zostaną… Wiecie dobrze, o czym mówię. Armia straciła wielu wiernych i dzielnych żołnierzy. Ich rodziny – ojców i synów. Poległo także wielu cywili. Śmierć każdego z tych ludzi nie jest jedynie tragedią najbliższych, ale przekłada się na straty całego królestwa i tak też będzie, z woli króla, traktowana. Dlatego dowiecie się wkrótce o wsparciu dla tych rodzin, które zostały pokrzywdzone wskutek wojny i nie są w stanie się utrzymać, przez śmierć któregoś z jej członków, zniszczeń własności czy też odniesionych obrażeń uniemożliwiających podjęcie zatrudnienia. Armia, według rozkazów, pozostanie na ulicach, nie tylko po to, by pilnować porządku, ale również, by wspomagać ludność w próbach odbudowy ich mienia. Gdybyśmy mieli dziś odznaczać bohaterów, stały by za mną zastępy żołnierzy i cywilów, bowiem każdy, kto zdał sobie sprawę z tego, z czym przyszło nam walczyć i poczuwszy lęk w sercu, nie uciekł, nie spanikował, a stanął do boju, zasługuje na to miano… Ale jest tu tylko jedna osoba…- stwierdził Manus, patrząc w kierunku Elnira.- Potomek wilków. Przywódca plemienia, który poprowadził swoich braci do walki, walki u naszego boku. To wydarzenie wyjątkowe w naszej historii. Od wieków bowiem, wielu z nas, traktowało ich jako potencjalnych wrogów, a nie potencjalnych sojuszników, którymi się okazali. Wśród społeczeństwa krążyło wiele nieprawdziwych opinii i krzywdzących ocen. Przyszło bowiem ludności żyć w pobliżu tych, z których wielu w przeszłości, ta ludność właśnie, wymordowała, podbijając kontynent, robiąc miejsce dla własnych osad i królestw, niszcząc cały ich dobytek, kulturę, zabierając mienie i życie tym, którzy wcale na to nie zasłużyli…- powiedział. Fryderyk słuchał tego wszystkiego ze skwaszoną miną. Amir był pewien, że wśród gromadzących się przy podwyższeniu ludzi również znalazłoby się wielu, którzy byliby gotowi otwarcie zaprotestować, gdyby nie osoba mówiącego. Manus wzbudzał bowiem powszechny szacunek.- I ludność ta nie chciała zaakceptować tego faktu. Nie chciała zaakceptować swoich dawnych przewinień i dlatego całą odpowiedzialność za nie, zrzuciła na tych, którzy byli ofiarami jej działań. Tak napędzał się nieuzasadniony konflikt, który stopniowo łagodniał w ciągu ostatnich lat, szczególnie w czasie panowania poprzedniego króla… Trudno jednak było wyzbyć się uprzedzeń niechęci wobec tych, których właściwie nie znaliśmy. Znamy ich teraz. Wiemy, że nie są intruzami. Ich pomoc w czasie walki, jak i później, okazała się być nie do przecenienia. Są na swojej ziemi – udowodnili to, oddając życie za nią i za ludzi, w których obronie stawali. Dali też najlepszy wyraz temu, że nie dążą do naszej zagłady, a wprost przeciwnie. I choć droga do pełnego pojednania nie będzie prosta, oto postawiliśmy pierwszy krok, by uczynić je bardziej rzeczywistym… Dlatego za zasługi całego  plemienia, chcę nagrodzić jego przywódcę Orderem Bohaterów Alitis… Najwyższym istniejącym w naszym królestwie…
Manus wziął od Fryderyka trzymaną przez niego szkatułę i podszedł do potomka wilków. Wyjął z pojemnika order, po czym zawiesił go na szyi Elnira. Ten uśmiechnął się w odpowiedzi, nieco nerwowo. Gdy Manus odsunął się, obejrzał wyróżnienie z odrobinę pobłażliwą miną. Amir uśmiechnął się do siebie mimowolnie. Potomkowie wilków raczej nie zdawali sobie sprawy z jego wagi na terenie Alitis. Przez moment, zdawało się, że na placu panuje zupełna cisza, po czym, nagle, rozległy się donośne oklaski. Tłum zaczął wykrzykiwać hasła nie gniewne czy pełne niechęci, a wprost przeciwnie, radosne – co dla Elnira musiało stanowić niemałe zdumienie i może dlatego wzbudziło w nim jeszcze większą konsternację.
Niedługo później, rozpoczęła się msza. Amir wciąż stał blisko potomka wilków, który przysłuchiwał się słowom arcykapłana z wyraźnym znudzeniem, a może i swoistym niesmakiem. Miał jednak pewność, że z ust przywódcy kościoła, nie wyjdzie żadna krytyka czy negatywna ocena udziału potomków wilków w starciu. Po takim wyróżnieniu, po przemówieniu generała i po tym, jak to wszystko przyjęli ludzie – arcykapłan naraziłby się na bardzo nieprzychylne komentarze.
-Propagandowa szopka…- mruknął potomek wilków w kierunku władcy.
Amir spojrzał na niego z rozbawieniem.
-Co ci się znów nie podoba…?- zapytał.
-Wydaje ci się, że skoro, wyjątkowo, robicie to na naszą cześć, zmienię zdanie…?- Elnir prychnął cicho.- Wcześniej takie same przemówienia wygłaszano nie w naszej obronie, a wprost przeciwnie, by nas poniżyć… Wy, ludzie, nigdy się nie zmienicie…
-Chyba nie o nas wszystkich masz tak negatywne zdanie…- rzucił Amir z nutką złośliwości.
Oto bowiem, przy samym podwyższeniu, stała pewna niewiasta, która wydawała się władcy znajoma, choć nie pamiętał już, gdzie ją widział. Raz po raz spoglądała jedynie w kierunku Elnira i uśmiechała się do niego. On również unosił kącik ust w lekkim uśmiechu odpowiadając jej tym samym, z wyraźnym zadowoleniem wyłapując jej kolejne spojrzenia.
Potomek wilków odkaszlnął cicho.
-Nie wiem o czym mówisz- odparł dyplomatycznie.
-Oczywiście…- parsknął cicho władca.- Do niej też zwracasz się „człowieku”…?
Elnir z trudem stłumił w sobie śmiech.
-Ona… Ona jest wyjątkiem od reguły, człowieku- odpowiedział jedynie.- Zresztą, akurat ty nie będziesz mnie pouczał o międzyrasowych związkach.
-Och. Więc to już związek…?
Potomek wilków spąsowiał nieco i nie odpowiedział nic na tę uwagę, a zamiast tego, zapytał:
-Co planujesz zrobić w związku z Nadimem…?
Władca spojrzał na niego z uwagą.
-O co pytasz?
-Dobrze wiesz o co. Bo coś zamierzasz zrobić, prawda…?- dopytał surowo.
Amir skinął głową, odwracając wzrok w stronę tłumu.
-Pracuję nad tym- odpowiedział.

Amir, wraz z grupką żołnierzy, która, zresztą z polecenia Manusa i zgodnie z przepisami dotyczącymi stanu wyjątkowego, towarzyszyła mu gdziekolwiek się udał, pojawił się w obozowisku potomków wilków. Pobratymcy Nadima już od kilku dni zajmowali się porządkami, zarówno usuwaniem pułapek i ponownym zabezpieczaniem lasu, jak i przenoszeniu obalonych drzew w dalsze miejsca. Chyba jeszcze sami nie wiedzieli, co z tym wszystkim zrobić. Władca zaoferował im co prawda pomoc, ale Elnir jak zwykle uniósł się dumą i stwierdził, że oni, potomkowie wilków, poradzą sobie sami i nie potrzebują pomocy ludzi. Podobnie zareagował na sugestię, że wielu rzemieślników, kupców czy nawet drwali, chętnie wykupiłoby od nich drewno. Co oczywiście oznaczałoby w konsekwencji, iż potomkowie wilków zaczęliby posługiwać się tym, na co wielu z nich patrzyło wciąż cokolwiek pogardliwie i nieufnie – złotem. Decyzje przywódcy nie wydawały się jednak być ostateczne i w ich przyczynie mogło kryć się coś zupełnie innego. Amir zdawał sobie sprawę z tego, że po tym, co zdarzyło się w dzień bitwy, sytuacja w plemieniu nie była tak dobra jak wcześniej. Potomkowie wilków, którzy nie wsparli ludzi, nie zostali skazani na banicję, pozostali w grupie. Trudno było się temu dziwić, w wojnie zginęło wielu pobratymców Nadima, plemię było jeszcze mniej liczne niż wcześniej, nie mogli sobie pozwolić na kolejny uszczerbek. Co za tym szło, potomkowie wilków nie stanowili już zwartej jedności. Zaczynały się wśród nich tworzyć jakieś podziały, którym Elnir starał się zapobiec, choć chyba na próżno. Jak na ironię, zdawało się, że to właśnie mieszańcom lasu trudniej było przywyknąć do nagłej poprawy stosunków z królestwem, niż jego obywatelom. Amir nakazał swoim żołnierzom zaczekać i zsiadł z konia, po czym ruszył w stronę już kuśtykającego ku niego Elnira.
-Na litość boga!- syknął gniewnie potomek wilków.- Musisz przysyłać tu tych gońców i wszystko zapowiadać?! I przyjeżdżać z całą świtą?! Nie mógłbyś się pojawić tutaj sam, bez żadnej zapowiedzi, jak to miewałeś już w zwyczaju?- burknął.- Ludzie, ludzie, ludzie!- westchnął cierpiętniczo.- Cały dzień się tu jacyś kręcą! Ani chwili spokoju!
Amir zaśmiał się lekko.
-Wolałem, żebyś był na miejscu. Chciałbym to załatwić możliwie jak najprędzej- odparł.
-Chodź…- mruknął Elnir, dając mu znak dłonią, by ten szedł za nim.
Amir tak też uczynił. Na środku obozowiska rozpalone było ognisko, przy którym siedział Nadim i jeszcze jakiś potomek wilków. Były towarzysz człowieka podniósł na niego uważne, nieco niepewne spojrzenie. Uśmiechnął się widząc, że i Amir spogląda na niego ukradkiem.
-To jest Jostif, Nadima już znasz…- przedstawił obecnych Elnir, zajmując miejsce pomiędzy swoimi braćmi. Amir również usiadł przy nich.- Warunki raczej dalekie od królewskich, ale chyba przywykłeś… Czego właściwie chciałeś?
-Złożyć wam pewną propozycję…- odpowiedział spokojnie władca.
-Zamieniam się w słuch.
-Chciałbym włączyć was do królestwa- stwierdził Amir.
Elnir wbił w niego pełne zdumienia spojrzenie.
-Że co…?- rzucił.
-Chciałbym, abyście zostali obywatelami królestwa- powtórzył właściwie to samo, choć innymi słowy, władca, wciąż widząc malujące się na obliczu przywódcy, niepomierne wprost zdziwienie.- Pełnoprawnymi obywatelami- zaznaczył natychmiast.
-… I twoimi poddanymi…- dodał Elnir, mrużąc oczy.
Amir uśmiechnął się kpiąco.
-O tak, o to głównie mi chodzi…- rzucił, kiwając głową.- Z niczego nie czerpię większej, sadystycznej radości, jak ze świadomości poddaństwa twojego wspaniałego, dumnego i wiecznie niezależnego plemienia…
-Dobrze, już dobrze- burknął Elnir, unosząc dłoń na znak, że zrozumiał.- Co to właściwie miałoby zmieniać?
-Mielibyście dokładnie takie same prawa, jak i ludzie- odpowiedział spokojnie Amir.- Mój wuj wprowadził już szereg uregulowań, które wyrównywały waszą pozycję, ale nie da się ukryć, że, tak czy inaczej, jako nie-mieszkańcy, a raczej bezprawni okupanci tych ziem, jak niektórzy was postrzegali, byliście w znacznie gorszej sytuacji…
-Więc jakie to prawa miałyby nam posługiwać?
-Mógłbyś na przykład poślubić swoją ludzką wybrankę i uregulować wszystkie związane z tym kwestie…- Amir uśmiechnął się uroczo.
Nadim z trudem stłumił śmiech. Elnir prychnął, nieco obruszony.
-Ładna złośliwość, człowieku, ale tak się składa, że ani ja, ani tym bardziej moi bracia, nie potrzebujemy waszych małżeństw i uregulowań…- odparł stanowczo.- Właściwie to nie jestem pewien, czy potrzebujemy od was czegokolwiek.
-Zyskacie pełnię praw- powtórzył raz jeszcze władca.- Nikt nie będzie mógł was znikąd wygnać, odmówić wam noclegu w gospodzie czy sprzedaży na targu, będziecie mogli kierować się do sądów, nabywać domy i ziemie, samemu coś sprzedawać, uczyć się w naszych szkołach…
-Uczyć się pierdół!- parsknął Elnir.- Uczymy nasze dzieci tego, co im się przyda, a nie jakichś bredni…
-Nie wiesz, co im się przyda, bo nie wiesz, w jakich czasach przyjdzie im żyć- odpowiedział spokojnie mężczyzna.- Mamy różne szkoły. Uczniowie zawsze uczą się pisania i czytania, wiem, że dla wielu z was ta umiejętność nie wydaje się być istotna, ale zdaję się, że prędzej czy później, przyjdzie nam żyć jeszcze bliżej siebie niż do tej pory i wierzcie mi, ciężko sobie bez tego poradzić i nie dać się oszukać… Oprócz tego, w zależności talentu, jakim się wykażą, mogą dalej uczyć się pod okiem medyków, naukowców, artystów, rzemieślników, kupców, żołnierzy czy przedstawicieli jakichkolwiek innych zawodów, co pomoże im nabyć całą masę umiejętności… Wasi obywatele będą mogli zdobywać zatrudnienie w królestwie… Otrzymają wiele swobód, które naprawdę wam się przydadzą, nawet jeśli teraz, wydają ci się być zupełnie niepotrzebne…
-Doskonale, ale zapewne zyskamy też wiele obowiązków…- odparł Elnir.- Co z podatkami? Z daninami? Ze służbą w waszej armii? Jak to sobie wyobrażasz…?
-Jestem pewien, że uda się to ustalić w jakiś rozsądny sposób… A jeśli nie będzie wam to odpowiadać, możemy uznać, że jest to umowa czysto oficjalna. Zyskacie miano obywateli, ale dopóki nie będziecie w stanie składać danin czy płacić podatków, nie będziecie też tego czynić.
-A co z naszymi ziemiami…?- rzucił Elnir, nie odrywając od władcy uważnego spojrzenia.- Też będą twoje?
-Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale w obliczu prawa, one już są moje…- odpowiedział pobłażliwie Amir, wywołując u przywódcy potomków wilków oburzenie.- Spokojnie…- dodał natychmiast.- Nie zostanie wam odebrany ani skrawek lasu. Przysięgam. Będziecie tu mogli zostać, o ile zechcecie…
-O ile zechcemy…?- podchwycił Elnir, marszcząc brwi.
-Las jest zniszczony.
-A miasto nie…?
-Miasto odbudujemy szybciej.
-Damy sobie radę- odparł stanowczo przywódca plemienia.
Amir skinął głową.
-W porządku.
Elnir sprawiał wrażenie umiarkowanie przekonanego, choć wyraźnie wiele rzeczy budziło w nim jeszcze zdziwienie i niepewność.
-Dlaczego tak ci na tym zależy, co?- zapytał podejrzliwie.
-Chciałbym, żeby ta kwestia została uregulowana- odparł szczerze Amir.- Wszyscy się zgodzimy, że to, co miało miejsce, było zdarzeniem wyjątkowym. W sposób wyjątkowy również, zmieniło nastawienie społeczeństwa do was. Wielu ludzi wyraża wręcz aprobatę, wypowiadając się o waszych zasługach. Nawet nie wiem ile lat, a może raczej, ile wieków musiałoby minąć, by sami z siebie zmienili mentalność… Tak czy inaczej, uważam, że należy z tego skorzystać, bowiem taki stan nie będzie trwał wiecznie. Miesiąc, rok, może pięćdziesiąt lat… Prędzej czy później, nasze stosunki i tak ulegną zmianom, może na lepsze, może na gorsze, sęk jednak w tym, że włączenie was do królestwa może zapobiec ponownemu zepchnięciu was na dalszy tor…
-W jaki niby sposób…?- Elnir spojrzał na niego bez zrozumienia.- Chcesz regulować ludzkie opinie swoimi prawami…?
-Nie. Ale kiedy zostaniecie obywatelami, czas entuzjazmu wobec waszych działań i szacunek wystarczy na przyzwyczajenie się do tego faktu. A gdy ten czas minie, może nadal będziecie inni, ale nie będziecie już obcy. To właśnie zmieni się w oczach społeczeństwa.
Elnir milczał długą chwilę, zastanawiając się nad tym wyraźnie.
-A twoi arystokraci…?- zapytał.- Jak niby zamierzasz to wszystko wprowadzić…?
-Tak jak wprowadza się wszystkie dobre rozwiązania – bez ich wiedzy.
-I tak po prostu się zgodzą…?
-Nie sądzę, aby mieli wybór…- odparł zgodnie z prawdą Amir.- Mają prawo się odwołać, ale teraz opinia publiczna wypowiada się o was pozytywnie, nie będą ryzykować utraty poparcia. A wy będziecie odgrywać coraz bardziej istotną rolę.
Elnir zmarszczył brwi.
-W jaki sposób ma się to niby objawiać…?
Amir odkaszlnął cicho.
-Cóż… Jest wiele sposobów… Jednak chciałbym, aby jeden z was zamieszkał w zamku jako przedstawiciel waszej grupy- wypalił.
-Hę…?- Elnir spojrzał na niego bez zrozumienia. Amir odkaszlnął dyskretnie.- Och!- rzucił przywódca, zdając sobie sprawę w czym rzecz.- Oooch…- parsknął, chichocąc cicho. Władca posłał mu mordercze spojrzenie.- No tak, mogłem się tego spodziewać po tym nadmiarze zaangażowania!- oznajmił z nutką złośliwości.- Zawsze wiedziałem, że wy, ludzie, nie uczynicie dla nas niczego bezinteresownie… Chodzi o kogoś w rodzaju drugiego króla, tak…?
-Raczej bliskiego doradcy- sprostował mężczyzna.
-Jak bliskiego…?- pokpiwał Elnir.
Amir uniósł brew, spoglądając na niego z politowaniem.
-Bliskiego- powtórzył raz jeszcze.
-Hm…- przywódca plemienia udał, że się zastanawia.- Sam nie wiem… Trzeba kogoś wybrać, tak…? Ach, tyle różnych imion przewija mi się w głowie!- władca przewrócił oczyma, widząc, że Elnir doskonale się bawi.- Pierwsze lepsze… Niech stracę! Osoba po mojej prawej! Och, Nadim!- rzucił z teatralnym zdumieniem, zerkając na zdezorientowanego przyjaciela.- Padło na ciebie. Ty jedziesz.
-Ja…?- bąknął potomek wilków zerkając najpierw w kierunku kochanka, a później znów na Elnira.- Ale… To ty jesteś przywódcą…
Elnir parsknął cicho.
-No JA na pewno nie pojadę- oświadczył zdecydowanie.- Moje miejsce jest tutaj, poza tym, to rola przedstawiciela BLISKIEGO władcy, więc…
Amir raz jeszcze spojrzał na niego groźnie.
-Sądzę, że to jeszcze sprawa do przedyskutowania…- zaczął Nadim.
-Można by dyskutować, gdybyś nie chciał jechać- odparł krótko Elnir.- Ale chcesz. Więc w czym rzecz?
Potomek wilków wahał się przez chwilę. Amira trochę to niepokoiło, choć wydawało mu się, że niepewność Nadima nie ma związku z nim czy samym królestwem jako takim. Widział, jak kochanek patrzy na przyjaciela i ogląda się na pozostałych potomków wilków. Władca nie chciał niczego na nim wymuszać, wiedział, że opuszczenie lasu i swoich pobratymców, nie będzie łatwą decyzją. Ale nagle, Nadim uśmiechnął się, niemalże z ulgą.
-Więc… Więc kiedy miałbym jechać…?- zapytał, wciąż jeszcze skołowany.
Amir otworzył usta, ale to Elnir pospieszył z odpowiedzią:
-Najlepiej teraz. Sądzę, że twój ksią… eee… król, jest przygotowany, aby cię stąd zabrać.
-Ale… Ale przecież muszę się pożegnać i…
-Nie musisz się z nikim żegnać- odparł stanowczo jego przyjaciel.- To jest twój dom. Przenosisz się do miasta, ale chyba nie będziesz ubezwłasnowolniony… Mam nadzieję…- dodał, zerkając na Amira znacząco.- Nie zamknie cię w wieży, więc zawsze będziesz mógł się tu pojawić, zresztą na to właśnie liczę. Inaczej, będziemy musieli przygotować oblężenie zamku, a to dużo pracy…- uśmiechnął się lekko.
Nadim spoglądał na przyjaciela z niekłamanym zdumieniem. Może spodziewał się po nim innej reakcji, może sam był jeszcze zaskoczony całą sytuacją i nie wiedział, jak to wszystko przyjąć.
-Chcesz, żebym z tobą jechał…?- upewnił się jeszcze, patrząc na Amira.
-Przecież dobrze wiesz…- odpowiedział cicho władca.
Na ustach Nadima wymalował się szeroki uśmiech. Uściskał serdecznie Elnira i drugiego z potomków wilków, a następnie zerwał się z miejsca i bez słowa pognał w kierunku pozostałych braci. Przywódca plemienia parsknął śmiechem, wstając. Amir uczynił to samo. Przeszli razem kilka metrów, dyskutując jeszcze o sprawach królestwa. Zatrzymali się nieopodal żołnierzy, oczekując na Nadima.
-Jesteś zły, że go stąd zabieram…?- zapytał człowiek, zerkając na Elnira z uwagą.- To znaczy… Wesz, o co pytam.
Przywódca spojrzał na niego i westchnął cicho, wzruszając ramionami.
-Nie. Nie ukrywam, że jego preferencje do… zadufanych w sobie władców nieco mnie zdumiały…
-… rozumiem, że preferencje do ludzi już cię nie zdumiewają…- wtrącił złośliwie Amir.
-… ale…- kontynuował Elnir, ignorując jego słowa.- Cóż. Właściwie to jestem zadowolony, że to akurat ty- stwierdził.
Amir wbił w niego pełne zdziwienia spojrzenie.
-A zresztą, nie zawracaj mi głowy- spłoszył się przywódca, który chyba nie planował podobnej szczerości.
Stali przez kilka minut w zupełnej ciszy.
-Ale wiesz…- zaczął nagle Elnir.- On jest moim najlepszym przyjacielem. I jeśli zrobisz coś nie tak, zapomnę o tym, że jesteś królem- zagroził, zerkając ostro w kierunku władcy.
Amir odpłacił mu się podobnym spojrzeniem.
-Jeżeli nie przestaniesz mi grozić, zapomnę o tym, że jesteś jego przyjacielem- odparł w podobnym tonie.
Spoglądali tak na siebie dobrą chwilę, po czym obaj parsknęli gromkim śmiechem.
-Zabawny jesteś, człowieku!- zachichotał przywódca i klepnął władcę po ramieniu, co i tak było gestem nadmiernie sympatycznym z jego strony.- Też powinieneś się tu od czasu do czasu pojawić…- dodał, by zaraz rzucić wyzywająco- Pokazałbym ci, jak walczy „kaleka”!

Amir wraz ze swym towarzyszem i żołnierzami, wjechał na teren własnej posiadłości. Ci drudzy zatrzymali się nieopodal bramy, czekając na kolejne wezwanie, on natomiast pojechał z Nadimem do samej stajni. Jego kompan zsiadł z konia pierwszy, po chwili władca uczynił to samo. Uśmiechnął się lekko do potomka wilków, wyprowadzając go na zewnątrz. Szli obok siebie, krok w krok, w kierunku zamku, nie mówiąc wiele. Nadim wyraźnie czuł się trochę zdezorientowany, choć również zafascynowany miejscem, w którym się znalazł. Rozglądał się z dużą uwagą. Patrzył na mijanych ludzi, służących i strażników, a gdy ci kłaniali się królowi, ku rozbawieniu Amira, jego kochanek odpowiadał im dokładnie tym samym. Amir dobrze wiedział, że to wszystko działo się bardzo szybko i jego kompan będzie potrzebował długiego czasu, by przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Zresztą, całe jego otoczenie również. Weszli do budynku. Przystanęli na moment w holu. Potomek wilków wodził wzrokiem po całym pomieszczeniu. Wydawało się, że jest pod ogromnym wrażeniem tego, co widzi.
-To strasznie duży zamek…- stwierdził, wzdychając cicho.- I piękny.
-Przecież już tu byłeś…- zauważył Amir.
Nadim spłoszył się nieco i spojrzał na kochanka.
Po czym uśmiechnął się lekko.
-Tak- potwierdził, skinąwszy głową.- Ale wtedy nie sądziłem, że kiedykolwiek będę miał tutaj zamieszkać… Miną wieki zanim odnajdę się w tych wszystkich korytarzach- zaśmiał się cicho.
-Zawsze doskonale orientowałeś się w terenie, do tego miejsca też szybko się przyzwyczaisz- uspokoił go Amir, uśmiechając się ciepło.- Zresztą, mnie wciąż zdarza się zapomnieć, gdzie znajduje się to czy inne pomieszczenie… Nie będziesz musiał znać rozkładu całego zamku, wiele pokoi przeznaczonych jest dla służby, wiele jest nieużywanych, wiele też spełnia inne role, na przykład sal do różnego rodzaju zgromadzeń…
Zbliżyły się do nich dwie służące.
-Wasza wysokość!- rzuciły obie, kłaniając się królowi w chodzie.
Nadim natychmiast się im odkłonił.
Spojrzały na niego ze zdumieniem. Jedna z nich zaczerwieniła się wyraźnie. Zachichotały, przyspieszając nieco kroku. Amir zaśmiał się cicho.
-Nie musisz im się kłaniać- poinstruował nieco zdezorientowanego kompana.- To służba. Bądź dla niej uprzejmy i wyrozumiały, ale nie pobłażliwy i nie spoufalaj się zbytnio.
-To twoi służący…- odparł Nadim, nie rozumiejąc.
-Twoi również. Gdy już oficjalnie zostaniesz mieszkańcem tego miejsca, będziesz miał ich do pełnej dyspozycji.
Potomek wilków sprawiał wrażenie cokolwiek zlęknionego tymi słowami.
-Nie potrzebuję służby!- zapewnił władcę natychmiast.- Naprawdę. Dam sobie radę sam.
-Nie zachowuj się tak, jakby to byli niewolnicy, zapewniam cię, że nimi nie są…- Amir uśmiechnął się z lekkim rozbawieniem.- Pracują tutaj, są traktowani właściwie i dostają za to odpowiednie pieniądze. Poza tym, w tak dużym zamku, służba zawsze jest potrzebna. Sam się o tym przekonasz. Funkcjonowanie bez niej jest właściwie niemożliwe.
Nadim pokiwał głową ze zrozumieniem, wyraźnie zamyślony. Sprawiał wrażenie przytłoczonego tym wszystkim i nieco przygaszonego. Wciąż rozglądał się po pomieszczeniu. Mijali ich kolejni służący, mocno zaskoczeni widokiem potomka wilków w tym miejscu.
-Twoi arystokraci nie wiedzą, że tu jestem, prawda…?- zapytał Nadim.
-Zaraz się dowiedzą…- odparł Amir, świadom tego, że Fryderyk aż za dobrze umie pozyskiwać informacje z dworu, zwłaszcza te, które ktoś starał się przed nim ukryć. Dlatego też, władca niczego ukrywać nie zamierzał.- Chodź…- objął potomka wilków ramieniem, prowadząc go w kierunku jednego z korytarzy.- Chciałbym, żebyś kogoś poznał.
-Och, nie…- Nadim był jeszcze bardziej zagubiony i wyraźnie niepewny, jakby spodziewał się jakichś nieprzyjemności. Chyba wydawało mu się, że Amir prowadzi go na spotkanie ze szlachcicami, bo dopytał nerwowo- Oni mogą się nie zgodzić, prawda? Na to, żebym tutaj był?
-Nie- odpowiedział z pełnym przekonaniem Amir.- To mój zamek i mam prawo gościć tu kogokolwiek zechcę, choć oczywiście wywoła to komentarze i pytania. Mogą się nie zgodzić na twoje doradztwo, ale jestem pewien, że nie będą stawiali oporu…- Nadim spojrzał na niego pytająco.- Zostało ich niewielu i nie mają takiej siły, jak wcześniej. Część z nich powróciła po swojej ucieczce i chce odzyskać majątek, więc będą robić wszystko, bym im to umożliwił. Druga część natomiast, chce ten majątek podzielić pomiędzy siebie, a więc również będzie się starała, aby rozstrzygnięcie było dla nich jak najbardziej korzystne… Tak czy inaczej, nie musisz się przejmować.
Potomek wilków nie sprawiał wrażenia, jakby wiele z tych tłumaczeń zrozumiał, ale z pewnością nieco go uspokoiły. Gdy zatrzymali się przed jednym z pomieszczeń, wziął głęboki oddech, chyba rzeczywiście sądząc, że zaraz czeka go spotkanie co najmniej mało przyjemne. Amir wszedł głębiej do komnaty. Zauważył znajomą służkę, która tuliła do siebie niemowlę, nucąc mu coś cicho.
-Zasnął?- zapytał szeptem władca.
Ta umilkła i odwróciła się w jego stronę, dostrzegając go dopiero teraz.
-Nie, panie- odpowiedziała, uśmiechając się pogodnie.- Przebudził się niedawno. Dopiero co był karmiony.
-Daj mi go, proszę…
Położyła dziecko na zdrowej ręce króla. Amir mógł już poruszać także drugą, ale zdecydowanie mniej sprawnie.
-Zostaw nas- nakazał.
-Będę obok- odpowiedziała służąca, wychodząc i mijając Nadima w drzwiach.
Potomek wilków sprawiał wrażenie mocno zadziwionego.
Amir nie był w stanie ukryć rozbawienia.
-To Hatim- powiedział, podchodząc bliżej kochanka wraz z niemowlęciem.- Mój bratanek.
-Mogę…?- zapytał Nadim i zaraz wziął malca na ręce. Przyglądał mu się przez dłuższą chwilę. Radosny uśmiech wkradł się na jego wargi. Zupełnie zniknęła jego wcześniejsza niepewność i niepokój.- Jaki malutki…- stwierdził wesoło, unosząc nieco dziecko.- Wcale nie płacze.
-Dzieci zazwyczaj płaczą na twój widok…?- zaśmiał się władca.
-Cóż…- Nadim opuścił z powrotem dziecko, wciąż nie odrywając wzroku od jego twarzy.- Ludzkie dzieci chyba powinny…
Amir pokręcił jedynie głową, chichocąc.
-Ma niebieskie oczy… Zupełnie inne od twoich…- powiedział Nadim, wyraźnie zaciekawiony i uradowany nieoczekiwanym towarzyszem.- I jest taki cichy…
Powiedział to nieco nie w porę, bo Hatim poruszył się nieznacznie i nagle na jego twarz wstąpił grymas zwiastujący nadchodzący płacz. I zaraz rzeczywiście, niemowlę zakwiliło głośno, zaciskając małe dłonie w piąstki.
-No i wykrakałeś…- zaśmiał się Amir.- Już się na tobie poznał.
Chciał wziąć bratanka, ale Nadim dobrze sobie radził. Widać było, że już wcześniej zajmował się dziećmi w tym wieku. Kołysał Hatima w ramionach i tuląc go do siebie, mówił coś nieustannie:
-Dlaczego płaczesz, maluszku…? Tak, wyglądam chyba trochę strasznie… Ale to tylko uszy. I ogon. Nie widziałeś jeszcze ogona. Zobaczysz jak podrośniesz. Spodoba ci się. Wszystkie ludzkie dzieci lubią nasze ogony…- Amir przysiadł na fotelu, przysłuchując się słowom kochanka i mocno starając, aby nie wybuchnąć śmiechem.- Ogon to fajna sprawa. Pobędę tu przez jakiś czas… Będę cię odwiedzał... Zajmował się tobą i z tobą rozmawiał…
Można by odnieść wrażenie, że zwłaszcza na tę informację, malec nie zareagował szczególnie entuzjastycznie, bo w tej chwili rozpłakał się jeszcze bardziej. Amir nie mógł powstrzymać chichotu. Też by się przeraził. Słuchanie Nadima nawet jemu przychodziło niekiedy z dużym trudem, a wszak był już w tym wprawiony! Zaraz jednak, Hatim zaczął uspokajać się, aż wreszcie umilkł zupełnie, wciąż kołysany przez potomka wilków i zaczął wpatrywać się w nowego opiekuna z czymś na kształt umiarkowanego zainteresowania. Wydał z siebie kilka dźwięków i uniósł małe dłonie w kierunku twarzy potomka wilków.
-Widzisz…?- Nadim wyszczerzył się do Amira pogodnie.- Mówiłem! Wszystkie dzieci mnie lubią!
Człowiek pokręcił jedynie głową, zaśmiawszy się cicho.
Potomek wilków krążył z malcem po pomieszczeniu, wciąż gadając do niego jak najęty, aż wreszcie jakiś niepokój wstąpił na jego twarz i zwrócił się do Amira.
-Więc…?- zapytał cicho.- Co będzie teraz…?
-Teraz wydam rozporządzenie, żeby przygotowano dla ciebie sypialnię…- zaczął spokojnie władca.
-Sypialnię?- przerwał mu Nadim, nieco zdumiony.- Osobną sypialnię? To znaczy… Eee…- spłoszył się wyraźnie.- Wiem, wiem!- zastrzegł natychmiast, nim Amir zdążył coś odpowiedzieć.- Wiem, co masz na myśli, oficjalne sprawy i tak dalej, tak?
-Dokładnie…- zaśmiał się Amir, rozbawiony początkowym, niemalże oburzeniem kochanka.- Poza tym, własna sypialna ci się przyda. Poinformuję wszystkich, że jesteś nowym mieszkańcem zamku, zapoznam cię z częścią służby, pokażę co i jak… I to chyba tyle.
-A co z tymi… naradami i tak dalej? Będę musiał na nich bywać…?
Amir skinął głową.
-Na większości…- odparł, wzdychając głęboko.- Na twoje nieszczęście, arystokraci nie bardzo mają inne rzeczy do roboty, więc zdarza im się wymuszać tego typu zebrania całkiem często… Ale to nic- uśmiechnął się do potomka wilków.- Jestem pewien, że dasz sobie radę.
-No nie wiem, czy łatwo jest udawać twojego doradcę…- parsknął cicho.
-Nie chcę, żebyś udawał- odpowiedział stanowczo Amir.
Kochanek spojrzał na niego bez zrozumienia.
-Zamierzam mianować cię moim doradcą i tak też cię traktować…- wyjaśnił władca.- Będziesz prezentował zdanie swoich pobratymców. Przyda się ktoś taki, zwłaszcza odkąd będą częścią królestwa, jego obywatelami. Gadasz zazwyczaj wiele i wątpię, byś miał opory przed prezentowaniem swojego stanowiska, a więc naprawdę nie masz się czym przejmować…
-Tak, ale…- bąknął niepewnie Nadim.- To twoi arystokraci. Oni nie bardzo…
-W tym właśnie rzecz. Będziesz częścią rady. Chcąc nie chcąc, będą zmuszeni cię zaakceptować i z czasem się do ciebie przyzwyczają, uwierz mi na słowo. Twoja funkcja tutaj będzie korzystna dla potomków wilków nie tylko pod względem pewnego rodzaju prezentowania ich interesów, ale także zmiany nastawienia do nich… Członkowie rady bywają na spotkaniach, uroczystościach, zabierają głos publicznie… Twoje uczestnictwo w niej pokaże ludziom, że nie jesteście prymitywnymi barbarzyńcami, za jakich niektórzy wciąż was uważają.
-… Jeśli będę sobie jakoś radził…- powiedział potomek wilków, chyba jeszcze nie do końca pewien, czy rzeczywiście mu się to uda.- Kiedy o tym mówisz, brzmi to całkiem prosto, ale…
Amir podniósł się z miejsca i podszedł do kochanka.
-Pokonaliśmy samego demona…- przypomniał z uśmiechem.- No… prawie…- dodał po chwili, a Nadim parsknął śmiechem.- A teraz jesteśmy tutaj razem. Co mogłoby pójść źle…?


10 lat później


Amir siedział w swoim gabinecie, trzymając w ręce napisany przez Fryderyka (choć podpisany oczywiście jego nazwiskiem) list, adresowany do króla i królestwa Dostrim. Odczytywał go po raz kolejny, w skupieniu, ze zmarszczonymi brwiami, usiłując wydobyć z niego choć odrobinę treści, chociaż, jak zwykle, nie dostrzegł w nim nic poza oficjalnymi bredniami i dyplomatycznymi bzdurami, które jego zdaniem, dałoby się streścić w dwóch zdaniach. Na szczęście więc nie on, lecz głównie przewodniczący rady zajmował się formułowaniem wszelkich odpowiedzi, bo sam władca wciąż nie rozumiał, dlaczego komunikacja pomiędzy królewskimi rodami nie mogłaby być choć odrobinę bardziej oczywista i mniej rozwlekła. „Dzień dobry, wypowiadamy wam wojnę”. „Witamy, wszystko u nas dobrze”. „Pokój podtrzymany, nie zawracajcie nam głowy”. To byłoby o wiele prostsze, mniej nużące i czasochłonne. Odłożył pergamin na bok i odetchnął głęboko, oglądając się w stronę okna.
Od czasu jego powrotu z wyprawy, od czasu śmierci Ludwika, od czasu przejęcia przez niego tronu, pojawienia się Hatima, starcia z Fortisem, włączenia do królestwa potomków wilków i zamieszkania tutaj Nadima – minęło już dziesięć lat. Dziesięć lat względnego spokoju dla królestwa, nie licząc jednej groźby wojny po tym, jak Amir rzekomo obraził jednego z zagranicznych monarchów podczas jego wizyty tutaj, ten jednak szybko się wycofał.
Pomijając również wszelkie tarcia wewnętrzne te, jak zwykle, międzyklasowe, jak i międzyrasowe. Na oczach władcy dokonała się prawdziwa rewolucja w myśleniu, w sposobie traktowania i w ocenie potomków wilków. Choć z początku, pomimo entuzjazmu wielu ludzi, przemiany, były bardzo trudne, czas zrobił swoje. Niektórzy potomkowie wilków przenosili się z lasu do miasta lub na przedmieścia, dostawali ziemie, posyłali swoje dzieci do szkół, zawierali znajomości z ludźmi, niekiedy bliskie znajomości i choć jeszcze przed kilkoma laty, przyłapanie kogoś na takim romansie oznaczało dla tej osoby najczęściej ostracyzm, teraz ludzie byli znacznie łaskawsi. Trudno było mówić o wielkiej przychylności, ale liczne żarty, jakie powstawały na terenie królestwa na temat mieszanych związków, pokazywały, że obywatele zaczynają odczuwać dystans wobec takich spraw i są gotowi mówić o nich zupełnie otwarcie. Oczywiście te zmiany nie podobały się wszystkim. Nie podobały się nawet części potomków wilków, którzy nie popierali zachowania swoich współbraci i ich ,,spoufalania się'' z ludźmi. O dziwo, to właśnie wewnątrz plemienia, zaczęły coraz mocniej uwidoczniać się i narastać podziały, które niegdyś, gdy jednoczyli się przeciw tym, których uznawali za swych głównych wrogów, zostały zasypane i zupełnie zapomniane. Te dziesięć lat było też okresem spokojnym w życiu samego władcy. No, prawie. Hatim, choć jako niemowlę był bardzo cichy i trudny do wyprowadzenia z równowagi, wyrósł na istny wulkan energii. Wszędzie było go pełno i znał go każdy na dworze. Biegał po całym zamku, który znał jak własną kieszeń, wymyślając rozmaite zabawy. Bawił się i poza domem, ćwiczył walkę, marząc o byciu w przyszłości generałem, zapraszał do swej armii dzieci służących, był bardzo kontaktowy. Jeździł konno, wyruszał wraz z Nadimem na wyprawy do lasu, Amir natomiast pokazywał mu królestwo i wszystkie jego zakamarki. Chłopiec był bardzo przywiązany do swoich opiekunów. I bardzo zdolny, co nieustannie napawało Amira autentycznym zdziwieniem, bo Hatim nie tylko garnął się do walki, ale i do nauki, był bardzo ciekawy świata, budowy królestwa, jego historii, nawet spraw typowo związanych z polityką.
Amir wciąż był królem, co nie stanowiło oczywiście wielkiego zaskoczenia. Był też generałem. Został nim przed siedmioma laty gdy Manus, jeden z najdzielniejszych ludzi, jakich znał, przegrał walkę z nagłą i szybko postępującą chorobą. Jako władca i tak miał zwierzchnictwo nad armią, a do momentu wyboru nowego generała,  jeszcze ten tytuł spoczął na jego osobie. Amir z początku nie planował zajmować tej pozycji długo, ale wskutek różnego rodzaju przemyśleń i dyskusji oraz własnych ambicji, w końcu zajął się armią, a że ta wymagała dużej uwagi, koncentrował się głównie na niej. Oczywiście nie udałoby mu się tego uczynić, gdyby nie pomoc Nadima.
Drzwi do gabinetu otworzyły się gwałtownie i do środka wbiegł Hatim.
-Wuju!- zawołał, przystając na środku. Do pasa przypięty miał drewniany miecz, podobny do tego, którym i Amir bawił się w jego wieku. Po chwili w pomieszczeniu pojawił się również Nadim, który przystanął w progu i spojrzał na swojego podopiecznego, uśmiechając się lekko.- Wiesz, że znowu pokonałem stryja?
Tak właśnie nazywał swoich opiekunów. Amir był wujem, a Nadim stryjem, choć z punktu widzenia etymologicznego, nie miało to większego sensu. To było jednak pierwsze, co przyszło władcy do głowy, gdy malec uczył się nazywania świata.
-Doprawdy…?- Amir podniósł się z miejsca i podszedł do chłopca, biorąc go w ramiona i podnosząc.- Popatrz no! I stryj tak po prostu dał ci się pokonać…?
-No nie dał się…- odparł dumnie Hatim.- Ja go pokonałem! Jestem taaaaki silny! I jak już będę generałem to będę chodził na wojny i pokonywał wszystkich!
Amir odkaszlnął cicho.
-Tak, tak, może z tym lepiej poczekajmy…- mruknął, dość ostrożnie patrząc na plany i marzenia swojego bratanka, które powinien był rozumieć lepiej niż ktokolwiek inny. Jednak i jego spojrzenie na świat zmieniło się przez te wszystkie lata i jeszcze bardziej zaczął doceniać postępowania i decyzje swojego własnego wuja. Dowodzenie armią, a co za tym szło, cały szereg obowiązków, począwszy od rekrutacji, przez rozmaite szkolenia, organizowanie pomocy dla sojuszników i tym podobne sprawy – zajmowało masę czasu i kosztowało wiele energii. Król, pomijając szczególne okoliczności, naprawdę nie mógł sobie na to pozwolić, a Hatim był jedynym następcą tronu i, z własnej woli czy nie, będzie zmuszony go w przyszłości objąć. Poza tym, naprawdę nieszczególną radością napawała go wizja własnego podopiecznego, zmierzającego na jakąkolwiek wojnę.
-Powalczysz ze mną, wuju?- zapytał Hatim.
-Och, nie. Jestem pewien, że nie będę stanowił tak godnego przeciwnika jak stryj…- odparł z udawanym rozżaleniem, uśmiechając się ukradkiem w stronę kochanka.
-Przecież jesteś generałem. Hm… Wuju?
-Tak?
-Czy jak pokonam generała to sam zostanę generałem?- zapytał Hatim, marszcząc brwi.
Amir zaśmiał się niepohamowanie. Cóż. Wyczuwał w swym synu pewne dążenia i ambicje bardzo charakterystyczne dla szlacheckich rodów. Nawet metody już zaczął rozważać podobne, choć póki co, mniej krwawe.
-Masz dziesięć lat. Nie można dowodzić armią mając dziesięć lat- odpowiedział spokojnie mężczyzna, nie przestając się uśmiechać. Hatim westchnął głęboko, wyraźnie rozczarowany. Wuj odstawił go na podłogę.- Może chcesz pojeździć konno…? Jest ładna pogoda…
-Pojeździsz ze mną, wuju?
-Hm…- Amir zastanowił się przez chwilę.- Daj mi godzinkę, co?- zagadnął chłopca, który skinął głową, uśmiechając się szeroko.- Na razie potrenuj sam, później do ciebie przyjdę.
-A mogę pojeździć z Aniką?
Amir zerknął na niego bez zrozumienia.
-Z kim…?- zapytał, po czym spojrzał pytająco w stronę kochanka.
-To córka jednej ze służek- wyjaśnił Nadim, zdecydowanie lepiej orientujący się w tym wszystkim.
-Ach, tak- zreflektował się Amir.- Jasne, oczywiście, że możesz.
Hatim podskoczył uradowany i już miał zamiar wybiec, ale wuj zatrzymał go przy sobie.
-Czytałeś dziś?- zapytał, starając się brzmieć choć trochę surowo.
-Tak, wuju- odpowiedział Hatim.
-Cały rozdział?- upewnił się Amir.
Hatim spojrzał na niego jakoś dziwnie.
-Całą księgę- odparł, jakby to było oczywiste.
Władca uniósł brwi.
-Ach…- wydusił z siebie, nie kryjąc zdumienia,które zresztą bratanek wzbudzał w nim niemal nieustanie.- Tak. No cóż. Oczywiście. Dobrze. Możesz iść.
Hatim wyszczerzył się radośnie i wybiegł z pomieszczenia. Nadim zamknął za nim drzwi, wchodząc wgłęb gabinetu. Amir spojrzał na kochanka z uwagą i troską. Te dziesięć lat, które nie zmieniło wiele w jego własnej powierzchowności, mocno wpłynęło na potomka wilków. Wciąż miał w sobie masę energii, choć już na pierwszy rzut oka widać było, że jest wyraźnie słabszy. Zmizerniał i schudł. Na jego twarzy widać było oznaki starzenia, na jego głowie pojawiały się pierwsze pasma siwych włosów. Amir wiedział, że potomkowie wilków starzeją się szybciej w porównaniu z ludźmi, choć jeszcze przed kilkoma laty miałby pewnie problem z wyobrażeniem sobie kochanka w podobnym stanie. Te dziesięć lat zmieniło go nie tylko fizycznie. Tak, jak chciał tego Amir, Nadim został członkiem rady. Z własnej woli nauczył się biegle pisać i czytać, wyśmiewany po cichu przez arystokratów, jednak gdy nabył tę umiejętność, okazała się być ona bardzo przydatna, pod wieloma względami. Nadim doskonale radził sobie jako mówca. Zaskarbił sobie szacunek społeczeństwa, o co w jego sytuacji, a zwłaszcza przy oskarżeniach, jakoby jego pozycja wynikała jedynie z intymnych i bardzo nieprzyzwoitych stosunków z władcą, nie było łatwe. Zapracował również na niechęć arystokracji i samych członków rady, co chyba stanowiło dla niego najlepszą rekomendację. Początkowo zajmował się sprawami swoich braci w królestwie, ale szybko zaczął wspomagać Amira również w innych sprawach. Przyjmował zagranicznych gości, czasem zamiast króla organizował narady i przewodził im, prezentował stanowisko władcy, pojawiał się w miejscach, w których rządzący winien bywać, rozmawiał, dyskutował, odpowiadał na listy, organizował uroczystości i zajmował się wieloma innymi kwestiami. Rzeczywiście, pełnił niejako funkcję drugiego króla i bez niego Amir czuł się niekiedy zupełnie bezradny. To właśnie dzięki jego działaniom, umiejętnościom i wsparciu, mógł przejąć bezpośrednie zwierzchnictwo nad armią.
-Jak się czujesz…?- zagadnął Nadima, zatrzymując się tuż przy nim i kładąc dłoń na jego ramieniu.
-Dobrze- odpowiedział spokojnie potomek wilków, zresztą tak, jak odpowiadał zwykle.- Spotkałem się z delegacją z Dunmor. Byli wyraźnie zaskoczeni i niezadowoleni
z tego, z kim przyszło im rozmawiać. Otwarcie pytali nawet, czy nasza strona może zmienić przedstawiciela. Twierdzili, że ich rozpraszam.
-Wcale się nie dziwię…- wymruczał Amir, obejmując kochanka w pasie i przyciągając go do siebie. Potomek wilków parsknął cicho.- Też nie mógłbym się skupić.
-Obaj wiemy, że nie o to im chodziło…- Nadim uśmiechnął się lekko.- Trzeba było ich uprzedzić.
-Podałem twoje imię. To powinno wystarczyć.
-Tak, ale zdajesz sobie sprawę z tego, że oni mają szczególnie nieprzyjemne doświadczenia z moją rasą…- zaczął Nadim. Amir odkaszlnął cicho. Nie bardzo zdawał sobie sprawę, bo i nie bardzo wgłębiał się w temat, ale było to możliwe.- Powinieneś ich na to przygotować albo rzeczywiście wyznaczyć kogoś innego.
-W swoim królestwie mogą być niezadowoleni i ustalać zasady, ale tutaj, to ja będę decydował o tym, kto mnie reprezentuje…- stwierdził z całą stanowczością władca. Był zresztą pewien, że Nadim spisał się doskonale. Nie żeby potomkowi wilków nie zdarzały się bardzo charakterystyczne dla niego, nieco kłopotliwe, wypowiedzi oraz pomyłki (jak wtedy, gdy listownie, przez przypadek, zamiast serdecznie pozdrowić, serdecznie potępił jednego z monarszych delegatów), ale cóż z tego. I tak w ciągu tych lat stał się znacznie bardziej opanowany i poważny niż wcześniej.- Sądzisz, że powinienem zacząć powoli przyzwyczajać Hatima do faktu, że raczej nie zostanie generałem…?- zagadnął kochanka, wciąż obejmując go ciasno.
-Skąd wiesz, że nie zostanie?- zapytał Nadim.
-Bo będzie królem.
-Ty jesteś królem. Jedno nie przeszkadza drugiemu.
Amir zaśmiał się cicho.
-Ja mam bardzo szczególnego partnera…- stwierdził, muskając wargami usta potomka wilków.- On nie będzie go miał.
-Kto wie…- Nadim nie mógł powstrzymać uśmiechu.- Biorąc pod uwagę twojego wuja… Może to u was rodzinne…?
Amir posłał mu niemal ostrzegawcze spojrzenie. Potomek wilków parsknął śmiechem.
-To wysoce wątpliwe- odparł Amir, mając szczerą nadzieję, że tak właśnie jest. Jeszcze tego brakowało, by i Hatim cechował się skłonnościami powszechnie uznawanymi za gorszące! Och, nawet nie chciał sobie wyobrażać tych komentarzy i podejrzeń.- Lepiej dla niego, by znalazł sobie jakąś żonę.
-Żona też może być dobrym partnerem…- zauważył Nadim.- Niektóre królowe doskonale się spisują, nie uważasz…?
Amir parsknął tylko cicho. Jasne! Jeszcze czego!
-Ostatnio się przepracowujesz…- stwierdził, przyglądając się kochankowi z uwagą.
-Wcale nie- zaprotestował Nadim, uśmiechając się niepewnie.- Po prostu się starzeję.
-Świetnie się trzymasz.
-Kłam dalej.
-Mówię poważnie…- zachichotał Amir, wtulając się w ciało potomka wilków.
Uwielbiał go dokładnie tak samo, jak przed laty, choć ich relacja trochę się zmieniła. Nie była już tak szaleńcza i porywcza, raczej spokojna i stonowana. Cóż, tak naprawdę, starzeli się obaj, psychicznie dokładnie tak samo, fizycznie, w zupełnie innym tempie i choć Amir starał się ukrywać swoje obawy, stan Nadima go martwił. Potomek wilków nie cierpiał na żadne poważne przypadłości, nie przechodził ciężkiej choroby, nie tracił sił, wciąż miał w sobie dużo energii i doskonale sobie ze wszystkim radził, ale Amir wiedział, że jego kochanek może żyć znacznie krócej od niego. Mało który pobratymiec Nadima dożywał późnego wieku. Większość z nich odchodziła mając niewiele mniej albo niewiele więcej niż czterdzieści lat. Amir nie wyobrażał sobie, by mógł stracić kochanka. Dlatego otaczał go znacznie większą opieką niż wcześniej, dlatego często niemalże wymuszał na nim, pod różnymi pretekstami, spotkania z medykiem i pilnował, by ten nie miał nadmiaru obowiązków i spał odpowiednio długo. Nadim znosił to wszystko, nie zadając żadnych pytań i nie komentując postępowania władcy, choć z pewnością wiedział, jakie motywy nim kierowały.
-Chodź. Położymy się razem…- zaproponował, patrząc na potomka wilków.
Nadim zastanowił się przez chwilę.
-Obiecałem Elnirowi, że przyjadę.
-Dziś…?
-Niekoniecznie…- na wargach potomka wilków wymalował się figlarny uśmiech.
Amir zachichotał mimowolnie.
-Ale ty miałeś iść do Hatima…- przypomniał Nadim.
-Mam jeszcze czas. Poza tym, jakoś mu się wytłumaczę. Pojadę z nim gdzieś wieczorem. Więc jak…?- zapytał, by zaraz zacząć wędrówkę wargami wzdłuż szyi, a następnie policzka potomka wilków.
Poczuł, jak dłonie mężczyzny zaciskają się nagle na jego pośladkach.
Spojrzał na niego z niekłamanym zaskoczeniem.
-No proszę…- rzucił, mrużąc oczy.- A sądziłem, że będziemy wypoczywać…
-Mówiłem przecież, że nie jestem zmęczony…- Nadim uśmiechnął się tajemniczo.
Amir odpowiedział mu podobnym uśmiechem.
Akurat pod tym względem, jego życiowy towarzysz nie zmienił się przez te lata ani trochę.
Władca nachylił się nad kochankiem, by złożyć na jego ustach pocałunek, ale nim zdążył to uczynić, drzwi od pomieszczenia otworzyły się na oścież, a w progu pojawił się Fryderyk. Przewodniczący rady zakasłał głośno, niepotrzebnie zaznaczając swoją obecność, która została już wcześniej zauważona. Mężczyźni odsunęli się od siebie powoli i obaj spojrzeli w kierunku swojego gościa.
-Witaj, królu… Szanowny panie…- rzucił zwyczajowo piskliwym głosem arystokrata.- Anderze…?- zwrócił się do stojącego obok niego chłopaka, który od dobrej chwili, z wyraźnym zdumieniem spoglądał to na władcę, to na potomka wilków. Dopiero głos Fryderyka wyrwał go z zamyślenia. Młodzieniec otrząsnął się i podał przewodniczącemu rady jakieś dokumenty.
Ander był nikim innym, jak synem Fryderyka, którego ten zaczynał powoli wdrażać w swoje obowiązki i zadania, licząc zapewne na to, iż ten zajmie w przyszłości jego pozycję. Był to urodziwy, jasnowłosy młodzian, dwa razy wyższy od głowy rodziny, nic więc dziwnego, iż ich pokrewieństwo budziło zdziwienie i złośliwe komentarze. Niektórzy przypominali, że matka Andera jest całkiem wysoką kobietą. A inni dodawali, że jego ojciec też zapewne taki właśnie był…
-Nie udawaj zgorszonego, Fryderyku- mruknął Amir, podchodząc do swojego biurka i zasiadając za nim. Wskazał krzesło przed sobą mężczyźnie, ale ten jedynie uniósł dłoń, dając do zrozumienia, że nie zamierza zostać długo, co zresztą władcę z jasnych przyczyn ucieszyło.- Powinieneś był wcześniej ogłosić swoje nadejście. Zresztą, moja służba powinna była to zrobić, gdy zagościłeś w moim zamku…
Fryderyk wyglądał inaczej niż przed laty. Osiwiał zupełnie w przeciągu ostatnich dwóch lat. Na jego twarzy widać było zmarszczki, dowodzące jego słusznego wieku. Z pewnością jednak, nie stał się ani trochę mniej ambitny czy zdeterminowany i, póki co , nawet nie myślał o tym, by zrzec się stanowiska, choć paru innych arystokratów wyraźnie mu to sugerowało, również mając ochotę i odpowiednie poparcie, by przewodzić radą. Fryderyk miał jednak coś, czego nie posiadali oni – poparcie króla, które w obecnej sytuacji politycznej oznaczało bardzo wiele. Nie żeby Amir zaczął darzyć przewodniczącego jakąś szczególną sympatią – bynajmniej. Fryderyk wciąż bywał irytujący, uciążliwy niczym wrzód na tyłku, stawiał na pierwszym miejscu własne interesy i wyraźnie darzył zarówno Nadima, jak i wszystkich jego pobratymców głęboką niechęcią, którą skrywał oczywiście za fałszywymi uśmieszkami i dwuznacznymi komentarzami. Nie zmieniało to jednak faktu, iż świeżo po wojnie stanowił dla króla ogromną pomoc. Teraz zresztą też się to nie zmieniło. Fryderyk dobrze wiedział, co robi, znał układ sił, własne możliwości i wiedział, jak rozwiązywać problemy natury dyplomatycznej. Przydawał się więc niecierpliwemu królowi i jego nieco nieobytemu doradcy jak mało kto.
-Śpieszyłem się…- wyjaśnił Fryderyk, podchodząc do biurka i kładąc na jego blacie dokumenty. Amir przesunął je do siebie, przelotnie przeglądając kilka stron.- Poza tym, jestem w królewskim gabinecie, a nie sypialni…- dodał aż nazbyt znacząco, uśmiechając się przy tym z zupełnie nieszczerą serdecznością.
-Jedno leży blisko drugiego- odpowiedział spokojnie Amir.
-… Zauważyłem- skwitował złośliwie Fryderyk.- … szanowny panie… królu…- poprawił się po chwili, odkaszlnąwszy cicho.- Tak czy inaczej, przeczytaj to, panie i jak najprędzej podpisz. Zostawiam ci też poprawiony list twego szanownego doradcy…- rzucił, zerkając w stronę Nadima.- Na drugi raz radziłbym nie wysyłać niczego tak pospiesznie… Raczej nie wypada, by zagraniczni możni myśleli o nas niczym o bandzie analfabetów… Bez urazy, szanowny panie- dodał natychmiast, uśmiechając się do Nadima.
Ten położył uszy po sobie, ale starał się robić dobrą minę do złej gry. Amir dobrze wiedział, że jego towarzysz niekiedy zapominał, w jaki sposób należy pisać niektóre wyrazy, miał problemy z interpunkcją i wieloma innymi kwestiami, które dotyczyły pisania, ale nie było w tym nic zaskakującego, skoro opanował je w tak późnym wieku. Fryderyk wygłosił jeszcze kilka komentarzy, poinformował króla o zbliżających się wydarzeniach w królestwie, między innymi święcie na cześć jednego z lokalnych bóstw, niezbyt subtelnie przypomniał władcy o jego obowiązkach, po czym skłonił się i wraz z synem, opuścił gabinet.
Amir przewrócił oczyma, wzdychając ciężko.
Nadim podszedł do niego niespiesznym krokiem.
-Nie znoszę go…- stwierdził niezbyt odkrywczo, spoglądając w stronę drzwi za którymi zniknął Fryderyk.- Ale jego syn jest bardzo miły…
Władca uniósł brew, łypnąwszy na kochanka podejrzliwie.
-Jest przede wszystkim bardzo przystojny…- stwierdził, mrużąc oczy.- Już zacząłeś rozglądać się za młodszymi…?
-Już?- Nadim udał niepomierne zdziwienie.- Zacząłem to robić jakieś pięć lat temu!
Amir parsknął śmiechem i chwycił potomka wilków w pasie, chcąc ściągnąć go sobie na kolana, ale ten przycupnął na brzegu biurka, tuż przed królem, usadzając się zresztą centralnie na przyniesionych przez Fryderyka papierach. Nachylił się nad człowiekiem, by wpić się w jego wargi.
Amir westchnął mimowolnie. Miał dużo obowiązków. Pomijając te, które wziął na siebie przyjmując pozycję generała, wciąż był królem i, mimo pomocy Nadima, musiał pokazywać się tu i ówdzie, bywać na oficjalnych spotkaniach, festiwalach i sporej części narad. Do tego zmuszony był zapoznawać się z licznymi raportami, dyskutować z doradcami, decydować o rozwiązaniach nawet w pomniejszych sprawach. Z tego też powodu nie spędzał ani z kochankiem, ani z bratankiem tak wiele czasu, jak by tego chciał. Nadim nie narzekał. Sam miał sporo do roboty i doskonale rozumiał powinności króla. Amira dręczyła jednak coraz silniejsza świadomość, że ich młodość przeminęła. Może po nim nie było tego jeszcze widać, wszak nie miał nawet czterdziestu lat, a taki wiek wśród ludzi nie kwalifikował go do grona starców, przeciwnie. Jednak sam widok Nadima sprawiał, iż władca obawiał się ich przyszłości. W każdej chwili coś mogło się zdarzyć. Nie tylko potomkowi wilków, ale także jemu. Choroba albo zwyczajny wypadek… Albo też nie-całkiem wypadek. Nie chciał mieć wyrzutów sumienia i czuć, że nie dał Nadimowi i Hatimowi wszystkiego tego, na co zasługiwali.
-Kocham cię…- szepnął, odrywając się od warg kochanka.
Potomek wilków uniósł brew.
-Znowu wpadasz w melancholijny nastrój…?- zapytał, uśmiechając się z rozbawieniem.- Zawsze kiedy mi to mówisz, mam wrażenie, że chcesz subtelnie oznajmić mi coś innego…? Masz jakiś potajemny romans…?- zażartował.
Amir pokręcił jedynie głową, nie mówiąc ani słowa. Wyrażanie uczuć nie wychodziło mu do końca tak, jakby sobie tego życzył, więc niekiedy nie miał pojęcia, w jaki sposób przekazać kochankowi swoje wątpliwości i niepokoje. Zresztą, czuł, że Nadim jest ich całkowicie świadom.
Potomek wilków uśmiechnął się ciepło i złożył na czole władcy krótki pocałunek.
-Ja też cię kocham- odparł swobodnie, po czym zsunął się z blatu, na szczęście bez papierów Fryderyka.
-A co do subtelnie przekazywanych informacji…- Amir odkaszlnął cicho, zerkając w stronę dokumentów.- Wiesz, że muszę się za to teraz zabrać, prawda…?- zapytał. Jeśli przewodniczący rady, kazał mu coś zrobić „jak najszybciej”oznaczało to zwykle „natychmiast”. Nie sądził zresztą, by później znalazł na to odpowiednio dużo czasu, a, nauczony doświadczeniem, wolał zawsze czytać to, co podstawia mu się pod nos do podpisania.
-Wiem- odparł gładko Nadim.- Pojadę do Elnira- stwierdził, uśmiechając się lekko.- I zajrzę do Hatima. Powiem mu, że nie będziesz mógł dzisiaj do niego zejść.
Amir uśmiechnął się do kochanka z wdzięcznością.
Naprawdę nie wiedział, co by bez niego zrobił.
Starał się uporać z dokumentami jak najszybciej, ale i tak zajęło mu to dużo czasu, a zaraz później zmuszony był zajrzeć do centrum rekrutacji, żeby zapoznać się z bieżącym stanem rzeczy i skonsultować z dowództwem niższego stopnia. Gdy z powrotem znalazł się w zamku, była już noc. Przygotował się do snu i zajrzał na moment do komnaty bratanka, by zaraz później udać się na spoczynek do swojej sypialni.
A raczej do ICH sypialni. Co prawda Nadim miał własną, ale nie żeby spędził tam choćby jedną noc, pomijając kilka dość burzliwych momentów. Amira nie zdziwił zatem widok kochanka w jego łóżku. Nie zdziwił go też widok leżącej na podłodze kołdry, bo potomek wilków wciąż strasznie wiercił się przez sen. Z cichym westchnieniem, podniósł materiał i wchodząc do łóżka, nakrył nim kochanka, po czym przysunął go do siebie, by następnie wtulić się w jego plecy. Nadim poruszył się odrobinę.
-Już wróciłeś…?- zapytał sennie, by zaraz dodać z absolutną złośliwością- Anderze…?
Amir parsknął cicho.
-Wiesz, że pewnego dnia cię zamorduję, prawda?- zapytał, siląc się na powagę. Nadim nie sprawiał wrażenia wstrząśniętego tą deklaracją i tylko zachichotał wesoło.- Przestań machać ogonem, bo mnie łaskoczesz. I nie wspominaj tak często o innych mężczyznach, bo naprawdę zaczynam się robić zazdrosny…
-Och, daj spokój…- zaśmiał się potomek wilków.- Spójrz prawdzie w oczy, jeśli ktokolwiek znajdzie sobie młodego kochanka, to prędzej ty. Ja wyglądam jak starzec. A ty jesteś coraz przystojniejszy…
Amir odkaszlnął, rumieniąc się nieco.
-Przestań bredzić i śpij.
I rzeczywiście, chwilę później, jego kochanek znowu zapadł w sen. Władca leżał nieruchomo, wsłuchując się w jego spokojny oddech.
W ciągu tych lat często wracał myślami do przeszłości. Do swojego wuja, Hadrina i okoliczności ich śmierci. Ale rzadko zastanawiał się nad samym starciem z Fortisem. Na ten temat powstało w królestwie wiele mitów i opowieści, jednak sam król nie do końca rozumiał to, co się wówczas wydarzyło i przyczynę śmierci swojego przeciwnika. Czasem obawiał się, że to może się wydarzyć ponownie. W końcu na swojej drodze spotkali wiele demonów. Wiele z nich odzyskało też dawne siły. Upadek jednego z nich nie oznaczał w końcu klęski wszystkich – przeciwnie. Jednak to wydawało się być teraz tak odległe, że właściwie poza zasięgiem ich działania.
Przyszło im żyć w dziwnym świecie.
Świecie pełnym stworzeń, o których istnieniu wielu nie miało pojęcia.
Świecie pełnym mroku i zła, które kroczyło za ludźmi niczym cienie, kryjąc się pod postacią niewinności.
Amir wiedział, iż nadejdzie dzień, w którym śmiertelnicy będą zmuszeni zmierzyć się z tymi istotami.
Jemu przyszło mierzyć się z kimś innym. I może dlatego właśnie zwyciężył.
Podejrzewał bowiem, że to nic innego, jak typowo „ludzkie” uczucia Fortisa, ocaliły ich przed zagładą.
Teraz i tak nie miało to już znaczenia.
Bowiem ich historia dobiegła szczęśliwego końca.


ASTARGOT

22 komentarze:

  1. Chciałam Ci podziękować za cały Chaos. Jest to najlepsze opowiadanie fantasy jakie udało mi się kiedykolwiek przeczytać. Cała historia jest spójna, ma sens, wątki się genialnie przeplatają, no i jest niesamowicie wciągająca.
    Wiesz jak wyglądało nasze fangirlowanie z Virusem, ile osób się w to wkręciło i jak bardzo można żyć tym tekstem. Jestem pod wielkim wrażeniem Twoich umiejętności, bo wymyślić i napisać taką historię nie jest łatwo. Często w książkach są gorsze fabuły, a u Ciebie, to siedziałam przed kompem i z wielkimi oczami: "WOW". Także wielki szacunek i podziwiam. :*
    Tak się ostatnio zastanawiałam jakby wyglądał jakiś epizod z ich życia opisany oczami Nadima... Skusiłabyś się na coś takiego? Nadim jest tak fajną postacią, że pokochałam go od początku. Mimo że miał swoje dziwne odchyły i nie do końca zrozumiałe zachowania, to jest bardzo uroczą istotą. Oczywiście zajebistością ocieka tylko Amir, no ale Amir to Amir, z tym się nie dyskutuje. :D To jakby Cię naszła ochota, to ja taki rozdział z perspektywy Nadima bardzo bardzo chętnie przeczytam. <3

    Co do ostatniego rozdziału to upewniłam się w moim uwielbieniu dla Elnira! <3 No jak go tu nie kochać, jak się tak ładnie przekomarza z Amirem... :D Świetna postać!
    Hatim! Połączenie wojskowego Amira i naukowego Hadrina! Połączenie idealne i do tego jeszcze namiastka Nadima. <3 Tego dzieciaka też uwielbiam i będzie on kiedyś dobrym królem (taką mam nadzieję). Szkoda tylko, że nie może mieć tyle uwagi ze strony opiekuna ile by chciał, ale taki los rodziny królewskiej.
    Serducho mi się ścisnęło jak opisywałaś Nadima po 10 latach... Że postarzał się szybciej niż Amir i można było wyczuć tchnienie śmierci nad nim... Nie chcę sobie tego nawet wyobrażać! I Nadim się bardzo zmienił w ciągu tego czasu. Stał się bardziej pokorny, potulny, wręcz zbyt spokojny. Trochę miałam wrażenie, że odpuścił i nie był już dawnym zadziornym Nadimem. Był takim statecznym starszym panem, a taki Nadim mi się niezbyt podoba, bo to tak jakby coś w nim umarło, jakaś jego część... Ja wiem, że dużo przeżył, ale Nadim raczej dałby sobie radę ze wszystkim, może to zamek go tak zmienił... Nie wiem, ale nie wyobrażam sobie Amira bez Nadima, bo wtedy Namir przestaje istnieć... Ale teraz są razem, nie mają dla siebie czasu, małe macanko przerywa gnom z przystojnym synem (ohhh, zazdrość <3) i cieszą się sobą. I oby mogli to robić jak najdłużej i do rodzinnego obrazka dodamy Hatima, jako przyjaciel Elnir z rodziną i jest cudnie! <3

    Dziękuję Ci jeszcze raz i wiesz, że czytam wszystkie Twoje teksty, więc za Astargota wezmę się z wielką ekscytacją i niecierpliwością. Tak tylko nieśmiało wspomnę o Nadimie jako narratorze jakiegoś fragmentu i nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Ci dużo weny, czasu i radości z pisania. :*
    Dziękuję :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I oczywiście zapomniałam wspomnieć, że zauroczyła mnie scena w szpitalu (czy gdzie tam się oni znajdowali), jak Nadim wpakował się do łóżka Amira i już nie przejmowali się tym, że ktoś na nich patrzy, ktoś coś powie... Najważniejsze było, że obaj żyją i teraz powinno być już tylko lepiej. Cudne! :*

      Usuń
  2. Po pierwsze, żeby potem nie zapomnieć, chciałam z ogromną radością podziękować Ci za wspomnienie mnie na samym początku. Przez dłuższy okres czasu myślałam sobie, że jestem ot, czymś dziwnym, co nagle napisało do Ciebie z uwielbieniem i skrytykowało przecinki. Cóż, ja zapewne irytowałabym się na takie towarzystwo, jednak podziękowanie dla mnie oznacza, że chyba nawet osoby irytujące mojego pokroju mogłaś obdarzyć choć minimalną sympatią ^w^
    Co do rozdziału. Może ujmę to emocjami: niepewność, ekscytacja, ulga, radość, rozbawienie, spokój, nostalgia, melancholia i PODZIW dla Ciebie. Nieco przestraszyłam się, widząc słowa "10 lat później", lecz druga część, szczerze mówiąc, spodobała mi się o wiele bardziej niż pierwsza.
    Amir-przed i Amir-po to wciąż jedna i ta sama osoba. Po prostu dojrzalsza i bardziej odpowiedzialna. Identycznie ma się sprawa z Nadimem. Jestem pewna, że - wbrew temu, co rzekła moja poprzedniczka - nasz potomek wilków nie stracił niczego z dawnego siebie, a jedynie wydoroślał. Zaś w tym procesie milknięcie jest czymś absolutnie normalnym (chyba że mówimy o wyjątkach).
    Elnir, który się zakochał w kobiecie. Brakowało mi nieco czegoś o jego dalszych losach w drugiej części. Wiem jedynie, że żył, co uspokoiło mnie po tym, jak wspomniałaś o krótkim życiu uszatych w porównaniu z długowiecznością ludzi. To zaś jest bardzo smutne - jeśli Nadim umarłby koło czterdziestki, jak wspomniałaś, Amira czekały jakieś dwie-trzy dekady nim ponownie by go spotkał gdzieś-tam.
    Ale pomijając smutne kwestie Twojego świata (wszakże radosnych jest więcej). To, w jaki sposób przedstawiłaś fabułę, urzeka mnie. Zaskoczyłam samą siebie, gdy zaczęłam rozmyślać o poprzednich rozdziałach, o niechęci Amira w stosunku do potomków wilków, o jego niedowierzaniu, o wspólnej wędrówce z Nadimem, o powolnym zmienianiu stosunków względem siebie, o zakochiwaniu się w sobie. Zbyt zabawne wydaje mi się teraz to, że niegdyś nasz Nadim zabrał Amira z uśmiechem na ustach do burdelu. A potem niesamowita zmiana po powrocie... Nie mogę napisać tego tutaj, bo musiałabym stworzyć dwa naprawdę długie komentarze (w jednym nie zmieściłabym wszystkiego).
    Osobiście gratuluję Ci samodyscypliny. Z własnego doświadczenia doskonale zdaję sobie sprawę, ile jej potrzeba, by regularnie coś tworzyć. Najgorzej jest, gdy nagle dochodzisz do punktu, w którym nie masz pojęcia, jak opisać swoje wizje. Rozumiem Twoją dumę - jest ona niezaprzeczalnie zrozumiała i uzasadniona.
    Kończąc jednak. Nie wiem, co ani kogo zamierzasz stworzyć w "Astargocie". Oczywiście, postaram się czytać każdy rozdział. Co tu jeszcze dodać? |D Mogę jedynie mieć nadzieję, że napiszesz go tak, by również czuć dumę z opowiadania i siebie. Oby wszystko poszło po Twojej myśli.
    Weny, spokoju i mnóstwa pomysłów.
    Miraculi

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy1:39 PM

    Eh, i teraz jak to zwykle bywa po skończeniu cudownej książki lub opowiadania, zadaje sobie pytanie "Co mam teraz robić ze swoim życiem?" :/ Ale tym razem odpowiedz nie jest aż tak beznadziejna, bo zaczynasz nowe opowiadanie, które jak podejrzewam będzie równie wielkim osiągnięciem jak "Chaos" :3 Dziękuje Ci za Twoje cudowne pomysły, za rozbrajające dialogi bohaterów, inspirujące przemyślenia, za łzy które wylałam w każdym smutnym momencie, za to że napisałaś szczęśliwe zakończenie, którego tak pragnęłam i za to, że stworzyłaś tak wspaniałe dzieło, które pozostanie moim ulubionym, dopóki nie napiszesz jeszcze lepszego! Wielkie ukłony dla Ciebie i życzę, aby kolejne opowiadania były jeszcze cudowniejsze!
    Zander :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy3:10 PM

    Smutno zrobiło mi się, gdy uświadomiłam sobie że to koniec. Czytałam wszystkie twoje opowiadania (przepraszam że nie komentowałam, ale nie jestem w tym za dobra) i to zdecydowanie jest najlepsze, ma coś takiego że pochłania się każdy następny rozdział jakby samemu się to przeżywało. Płakałam razem z bohaterami i śmiałam się z nimi, pozostaje mi mieć nadzieję że Twoje nowe opowiadanie będzie równie dobre, a może nawet lepsze (: Niecierpliwie czekam i serdecznie pozdrawiam.
    cauchemmar

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy10:24 PM

    Hm, bardzo wzruszający rozdział. Od początku Chaosu czekałam na moment, w którym ludzie i potomkowie wilków zapomną o dawnych urazach i postarają się żyć razem, a nie obok siebie. Zaczynając od związku Elnira z ludzką kobietą, poprzez rannego potomka wilków, któremu ludzie pomagali wyleczyć, a kończąc na przemówieniu Manusa – wszystkie te mniejsze i większe momenty zrobiły na mnie ogromne wrażenie.
    Swoją drogą, uwielbiam Elnira. Straszna szkoda, że to już koniec Chaosu, bo z chęcią poczytałabym jeszcze więcej o nim – o! i jeszcze jego relacja z Amirem jest bezbłędna! Trafił swój na swego. Naprawdę, uwielbiam czytać ich dialogi. Zresztą nawet sam Elnir daje radę, scena, gdy wybierał „kandydata na bliskiego doradcę króla” była świetna.
    Co do drugiej części rozdziału to przyznam, że Hatim całkowicie podbił moje serce. I jak przez większość rozdziału byłam raczej przygnębiona (no bo to przecież koniec!) to jak ten mały „wulkan energii” wkroczył do akcji to nie mogłam się nie uśmiechnąć. Jeśli miałabym sobie wyobrażać małego Amira to właśnie podobny obrazek miałabym przed oczami. No może po odjęciu zamiłowania do czytania i po dodaniu odrobiny złośliwości. Amir jest absolutnie rozczulający w roli ojca/wuja i widać, że ma wielką słabość do bratanka. Zresztą Nadim również, aż strach pomyśleć co to z Hatima wyrośnie.
    A właśnie, Nadim. Niby kiedyś było powiedziane, że potomkowie wilków starzeją się szybciej, ale byłam kompletnie nieprzygotowana do tego, że stanie się to tak szybko. I mimo szczęśliwego zakończenia, czuł było jakąś gorycz w tym fragmencie. I to o Amira bardziej bym się martwiła, bo po Nadimie wydaje się to spływać – jak zwykle Amir jest tym bardziej martwiącym się. Ale z drugiej strony to zawzięty człowiek jest, nie wypuści Nadima ze swoich szpon tak łatwo, więc myślę, że nie ma co się martwić i chłopcy przeżyją ze sobą jeszcze kupe czasu, a przynajmniej chcę tak myśleć.
    Rozśmieszyły mnie fragmenty o Amirze „rzekomo obrażającym” jakiegoś króla czy kogo innego i wywołującym wojny, o cichych dniach, w którym Nadim musiał wyjątkowo korzystać ze swojej prywatnej sypialni – małe rzeczy, a tak strasznie bym chciała poczytać o nich więcej!
    Dziękuję za wspaniałą przygodę, jaką było czytanie Chaosu (– za Amira!). To było zdecydowanie najlepsze opowiadanie jakie kiedykolwiek czytałam (nie tylko fantasy, ale w ogóle) i które przeżywałam tak mocno. Odwaliłaś naprawdę niesamowitą robotę. Kłaniam się w pas :)
    I dziękuję oczywiście za „podziękowanie” – to miłe, że uważałaś moje komentarze za inspirujące.
    I absolutnie jestem za pomysłem Akari! Zabawnie by było poczytać Chaos, choć raz, z perspektywy Nadima. W sumie trochę obawiałabym się jego przemyśleń na temat –oboże- wszechświata, ale to nie zmienia faktu, że pewnie by było śmiesznie. Także dołączam się do jęków i prośby :D
    Virus

    OdpowiedzUsuń
  6. Na początek chciałam podziękować Ci za Chaos. Za coś tak cudownego, pełnego napięcia, wzruszeń i wielu innych emocji. Dziękuję za to, że dałaś radę pisać to regularnie. Brawo wytrwałaś, udało Ci się poprowadzić to od początku do końca. :DDD
    Przeczytałam teraz te dwa ostatnie rozdziały i tak smutno, że to koniec. Tak wiele przeszliśmy razem z Amirem i Nadimem. Przypominam sobie to jak wyruszyli, ile złych i dobrych rzeczy ich spotkało, to jak zaczynali zbliżać się do siebie, i zaczęła łączyć ich przyjaźń, później miłość. Dziękuję ci za to wszystko co nam w tym tekście dałaś.

    Muszę zacytować fragment przy którym tak bardzo się wzruszyłam "Leżeli przyciśnięci do siebie kurczowo, tak blisko jak wtedy, gdy nie musieli się przejmować niczym i nikim dookoła. Teraz było dokładnie tak samo, choć w sali roiło się od innych osób. Amira wcale to nie obchodziło. Miał wrażenie, że jego kochanka również. Zależało mu jedynie na tym, by mieć go przy sobie. I wiedział już, że uczyni wszystko, co w jego mocy, by tak pozostało." Tu pokazali swoją bliskość. Nie przejmowali się innymi, ważniejsze było to by byli ze sobą, by okazali drugiej osobie co czują i jak potrzebują siebie. Bardzo mi się ten moment podobał.
    Poza tym Elnir jest świetny. Lubię go. Wybieranie doradcy króla było genialne. Uśmiałam się jak nie wiem. :D
    Później mimo wszystko przyszła nostalgia. Nadim się starzeje. Nawet nie wyobrażam sobie, że Amir zostaje sam. Zawsze mnie smuci to jak jedna z osób, które tak się kochają i nie wyobrażają sobie życia bez siebie odchodzi na zawsze do innego świata. Ale wierzę, że przed nimi jeszcze wiele lat razem. Wierzę, że mimo iż Nadim się starzeje to coś się zmieniło i będzie długo żył. Życzę im tego, by byli razem. Co tam, że to fikcyjne postacie. Przywiązałam się do nich tak jakby naprawdę istnieli.
    A Fryderyka ukatrupię. Już liczyłam na taką końcową scenę bliskości Amira i Nadima, tego jak się kochają (szkoda mi, że jednak tego nie było), a ten wparował i przeszkodził im. Pojawia się zawsze kiedy jest niepotrzebny. Wrrr. :D
    Hatim wyrasta na mądrego chłopaka. Sądzę, że opiekunowie nauczą go tolerancji i tego, by mógł być w przyszłości dobrym królem i generałem.
    Tak myślę co jeszcze chciałam napisać.
    Wspaniale to zakończyłaś i wybrałaś świetne wyjście z tym doradą króla. Nie przewidywałam takiego rozwiązania. Panowie mogli być razem. :DDD
    Jeszcze raz dziękuję Ci za fantastyczną przygodę z tym tekstem. Naprawdę byłaby książka z tego. Ludzie czasami wydają takie marne, nudne opowiastki, a to jest tekst, który powinien znaleźć się w druku. ^^
    Teraz będę czekać na to nowe opowiadanie. Cieszę się, że pozostajesz w tym świecie. :D
    Serdecznie pozdrawiam Cię i życzę wielu sił na pisanie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy8:40 PM

    Niby tyle rozdziałów było przede mną, ale historia wciągnęła mnie tak bardzo, że nawet nie zorientowałam się, kiedy skończyły się rozdziały do czytania. Gratuluję samodyscypliny i regularności w dodawaniu kolejnych części. A przede wszystkim, gratuluję stworzonego opowiadania. Cały ten pomysł z demonem, kryształami, tak różnorodne przygody, jakie spotykały naszych bohaterów na każdym kroku. Cału ten świat, jaki stworzyłaś od początku do końca, ze wszystkimi szczegółami. Masz niesamowitą wyobraźnię. Ale to emocje urzekły mnie najbardziej. Od uprzedzeń, braku zaufania, poprzez stopniowe zrozumienie, przyjaźń, aż do miłości. Wszystko to było stopniowe, wyważone, bardzo naturalne, a przez to wiarygodne. Do tego charaktery. Amir, król ironii i sarkazmu, sceptyczny jak mało kto. Martwi się o tych, którzy są dla niego ważni, ale nie potrafi tego okazać. Ba, okazanie jakichkolwiek głębszych emocji jest dla niego nie lada wyzwaniem. Pokochałam jest specyficzne poczucie humoru i spojrzenie na świat. Może dlatego, że tak dobrze to opisałaś, a może dlatego, że jest tak bardzo podobny do mnie. A może obie te rzeczy na raz ;) Nadim to zupełnie inna historia-spontaniczny, pełen życia, momentami lekkomyślny. Ma swoje ideały, wierzy w dobroć innych, siły wyższe. Jego radosna paplanina niejednokrotnie wywołała na moich ustach uśmiech. A kiedy już się zakochał, to zdobył moje serce niemal na równi z Amirem. Był wtedy tak cudowno-uroczy, że ojej. Scena z ostatniego rozdziału, kiedy nie przejmowali się nikim, tylko cieszyli się swoją obecnością była piękna. Cieszę się, że tak się to skończyło. A co do starzenia się potomka wilków-tu mina mi zdecydowanie zrzedła. Ale cóż, tak niestety w życiu bywa, nic nie jest dane nam na zawsze. Spędzili ze sobą dziesięć cudownych lat, a kto wie, może czekały ich kolejne... Tak to już niestety ze mną jest, że bardzo przywiązuję się do bohaterów książek/opowiadań i po ich zakończeniu zawsze zastanawiam się, jak mogłyby potoczyć się ich dalsze losy.
    A Elnir zdecydowanie skradł ten rozdział, no mistrz po prostu:D Żałuję tylko, iż nie miałam okjazji dowiedzieć się czegoś więcej na temat jego zauroczenia tą kobietą.
    Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak zabrać się za resztę opowiadań.

    medwet

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój komentarz jest bardzo spóźniony ale to tylko dlatego, że nie było mnie w Polsce, a mój telefon nie chce mi publikować komentarzy... Rozdział przeczytałam w poniedziałek i teraz jak wróciłam do domu to od razu komentuję ^^

    To tak, najpierw dziękuję za wspomnienie o mnie. Jejku, naprawdę nie sądziłam, że mi podziękujesz.. Szczerze? Nie myślałam, że zauważasz moje komentarze, które często nie mają sensu i ostatnio prawdopodobnie pojawiały się tylko przy Chaosie.. Chociaż na bieżąco czytam Twojego bloga... W każdym razie naprawdę mi bardzo miło.

    Co do rozdziału to był wspaniały. Bardzo fajne zakończenie i cieszę się, że Amir i Nadim są razem ♥ Również cieszę się, że między Potomkami wilków a ludźmi zakończył się konflikt. Amir jest mądrym królem i jak widać jego marzenia z dzieciństwa również się spełniły. Jak sobie przypomnę go z początku opowiadania to naprawdę widać, jak ta postać ewoluowała, zmądrzała. Zresztą Nadim też się zmienił i również na lepsze.
    10 lat.. Tylko tyle minęło od podróży, a Nadim tak bardzo się zestarzał.. W sumie dobrze, że nie opisałaś kiedy on umarł. Bo to pewne, że przeżył mniej niż Amir... Takie zakończenie jest według mnie idealne.

    Szczerze? Nie mogę uwierzyć, że to już koniec. Że za tydzień nie będzie Chaosu.. To jest dla mnie nierealne. Smutno mi z tego powodu. Ale fajnie, że następne opowiadanie będzie się rozgrywało na tych samych ziemiach co Chaos. No i cieszę się, że wyjaśnisz nam kilka wątków. Mam też wielką nadzieję, że chociaż raz wspomnisz w tym opowiadaniu o Amirze i Nadimie...
    Eh, jeszcze do mnie nie dotarło, iż koniec z tymi bohaterami, że już nie przeczytam o nich.. Może jakiś bonusik chciałabyś napisać z nimi? ;3
    Coś czuję, że za niedługo przeczytam to opowiadanie jeszcze raz... No i wydrukuję to opowiadanie i będzie mi stało na półeczce ^^ Jednak obawiam się, że i to stanie się w dalekiej przyszłości, bo obecnie czasu nie mam ;C

    Czuję, że ten komentarz większego sensu nie ma i powstało takie masło maślane.. Dlatego zakończę go pisać w tym momencie i idę czytać Sunrise ^^ Za wszystkie błędy przepraszam ale jestem bardzo zmęczona..


    Pozdrawiam i życzę dużo weny! ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. WOW, przeczytałam kilka ostatnich odcinków...i ostatni też. Prawdę mówiąc, jestem pod wrażeniem. Mimo wszystko nie spodziewałam się happy endu, a jednak... Cieszy mnie jednak fakt, że wszystko zakończyło się szczęśliwie, choć historia Amira i Nadima..., cóż, nie ma róży bez kolców:(. Dziękuję Ci, Autorko, za cały czas poświęcony CHAOSOWI i nam;)
    Uzależniasz, więc na pewno będą czytać opowiadanie na Twoim nowym blogu (przepraszam, że tak rzadko komentuję. To wcale nie znaczy, że mnie tu nie ma, JESTEM! tylko komentuję, kiedy mam czas i... natchnienie;p)

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy9:32 PM

    Uwielbiam czytać Twoje opowiadania! Z całą pewnością można się od nich uzależnić i bez odpowiedniej dawki przeczytania czegokolwiek Twojego przez dłuższy czas może wróżyć czymś niedobrym:)
    Czekam na nexta :-) i mam taką małą prośbę. Chciałabym zasięgnąć informacji na temat jednego Twojego opowiadania, które kiedyś czytałam, a które nie znajduje się na tym blogu. To opowiadanie jest o Desmondzie i młodym rozpieszczonym do cna paniczu. Znalazłam to opowiadanie na Twoim starym blogu, ale jest ono nie całe, ma bodajże 30 rozdziałów. A jeśli dobrze kojarzę to całość ma ponad 100. Czy jest jakaś możliwość przeczytania całości jeszcze raz gdziekolwiek lub w jakiejkolwiek postaci? Proszę o odpowiedź..będę zaglądać:)
    Pozdrawiam i życzę weny:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy6:00 PM

    ...
    No dobrze, jak przychodzi co do czego, to aż mi słów brakuje i nie mogę sklecić zdania.
    W dodatku jestem szczęśliwa i chce mi się płakać :)
    Może od początku..
    Ten rozdział jest godnym zwieńczeniem Chaosu. Wyjaśniłaś, co miało być wyjaśnione, uporządkowałaś losy ludzi i potomków wilków. Amir bardzo mądrze i rozważnie postąpił włączając pobratymców Nadima do królestwa. Jak już kiedyś wspomniałam, uważam go za wspaniałego władcę, który myśli przyszłościowo. Poza tym wychowuje Hatima na równie dobrego człowieka i króla.
    Coś mnie aż ścisnęło w żołądku, gdy przeczytałam, jak bardzo postarzał się Nadim! Kompletnie zapomnałam o tym szybszym starzeniu w porównaniu z ludźmi. Ale w takim razie dobrze, że skończyłaś Chaos w tym momencie - mogę ich zachować w pamięci takimi, jakimi są nasi bohaterowie - już się nie zestarzeją, bo.. bo w mojej wyobraźni będą nieśmiertelni :) *Boże, chce mi się ryczeć*
    Co jeszcze..? Elnir! Facet wyniata - taaak, scena z wyborem bliskiego doradcy króla - mistrzostwo! :D I to całe jego dogryzanie sobie z Amirem! Kto się czubi, ten się lubi (choć trochę).
    Podziwiam Cię Silencio za konsekwencję w prowadzeniu nie tylko fabuły, ale postaci.
    Amir jak był na początku stanowczy, wybuchowy, analitycznie i zdroworozsądkowo myślący oraz troszczący się o innych - taki pozostał, nawet te 10 lat później :) Tylko wydoroślał i dojrzał, zarówno wewnętrznie jako człowiek, tak i do pełnienia różnych ważnych funkcji.
    Nadim :D Chyba samo jego imię wywołuje uśmiech na mojej twarzy :D To jego pokochałam najbardziej ze wszystkich bohaterów. Wrażliwy, naiwny, marzycielski, pełen wiary i ufności w innych, z głową i sercem wypełnionym historiami o bagach i innych siłach. Po prostu Nadim :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy6:23 PM

      Kończę moją wypowiedź (chyba).
      Wiesz, Sil, czego jestem strasznie ciekawa? Perspektywy Nadima w momencie, kiedy zakochiwał się w Amirze! Z jednej strony Nadim był bardzo otwartą i pełną ciekawości osobą, ale z drugiej strony, czy sam się nie dziwił swojemu uczuciu do mężczyzny, skoro zawsze wolał kobiety? Nie wyłapałam raczej nigdzie w tych mniej więcej środkowych rozdziałach, żeby Nadim miał jakieś rozterki czy nie mógł zrozumieć, co się z nim dzieje (no tylko jeśli chidzi o sam fakt uczucia, innych rozterek miał przecież wiele). Także przyjął Amira z dobrodziejstwem inwentarza :D oooch, jak ja uwielbiałam te ich podchody, ukradkowe spojrzenia i spanie razem, żeby było ciepło! :D
      W ogóle czy mogę sobie ściągnąć do Worda Chaos?? Bo już w tym momencie wiem, że będę wracać do wielu scen, które wywoływały we mnie śmiech albo łzy wzruszenia, generalnie niesamowite emocje! Np. jak Amir majacząc pierwszy raz pocałował Nadima, jak Nadim czesał mu włosy i go powąchał *miałam dreszcze wtedy.. mrr..*, jak Nadim zdradził grupę potomków wilków byleby ratować Amira, jak Amir strasznie przeżywał tę akcję w studni i to jak bardzo poraniony był Nadim, ich pierwszy raz, scenę jak się kochali nad jeziorem, każdą ich kłótnię, gdy sobie dogryzali i każde ratowanie sobie życia, gdy myśleli, że ten drugi nie żyje.. Cholera, to jednak wyjdzie, że przeczytam cały Chaos od nowa :D
      I jeszcze postacie drugoplanowe: Ludwik - moim zdaniem za szybko zniknął z fabuły, nie zdążył porozmawiać z Amirem. Canis - który Canisem nie był, jakoś był mi obojętny. Hadrin - nie lubiłam go strasznie, choć jednak jego śmierć w pewien sposób mną wstrząsnęła. Devin - okropnie irytujący poeta, ale.. kurcze, lubiłam go :D Gdy został ze swoją damą serca, nadobną prostytutką, zrobiło się tak cicho.
      Ech, zahaczę lepiej o trzeci komentarz..

      Usuń
    2. Anonimowy6:46 PM

      Fortis - szaleniec, ze swoją ideą, z zasadą po trupach do celu. Świetnie go wykreowałaś. Moim zdaniem nawet na sam koniec zostało w nim coś minimalnie ludzkiego, coś, co pozwoliło im wygrać. Choćby była to iskra przywiązania do Nadima, to świadczyła ona o czymś! Demon - piękny, zdradziecki, pełen pychy, przekonany o swojej potędze i niezniszczalności. Nie docenił motywacji postępowania ludzi i potomków wilków, co go zgubiło. Od początku demona i kryształy zrobiłaś największą tajemnicą i bazą akcji Chaosu. Brawo, bo to było mega ciekawe!
      Poza tym chciałam Ci pogratulować tylu niesamowitych pomysłów na przyjaciół, wrogów i rozmaite przygody, przed którymi postawiłaś Amira i Nadima, a tym samym i nas :D Jakoś najbardziej zapadły mi w pamięć: mężczyzna, który dotykiem obracał w pył, kobieta zmieniająca się w gniewie w stwora podobnego do ptaka, gadające głowy-rzeźby oraz idealne miasto. Nie wiem, czy czymś się inspirowałaś (ja czasem miałam skojarzenia z różnymi motywami), ale dla mnie wszystko, co napisałaś, było kreatywne, świeże i barwne :)
      Dziwię się, że niektóre osoby wydziwiały nad Chaosem, ale co kto lubi. Tylko dlaczego było tak mało komentarzy..? Pod tak znakomitym dziełem? W głowie się nie mieści!
      No nic, ja Ci tu naskrobałam okropenie długi komentarz, przepraszam :P
      Co ja poradzę, że mam teraz syndrom przeczytanej książki?? Jak dobrze, że piszesz Astargot! Muszę się teraz za niego wziąć.
      Nie wiem czy coś jeszcze chciałam tu dodać.. Oprócz tego, że kocham i wielbię Twoją twórczość, Silencio! :D
      W takim razie jszcze raz dziękuję za możliwość zanurzenia się w świecie Chaosu.
      Alys

      Usuń
    3. Bardzo dziękuję za twój komentarz, właściwie za wszystkie twoje komentarze i cieszę się, że "Chaos" ci się podobał ^^. Oczywiście możesz go skopiować do Worda.

      Usuń
    4. Anonimowy1:58 AM

      Hej, przeczytałam Chaos jeszcze raz :D Był równie wspaniały jak poprzednio. Czyli teraz już na pewno idę czytać Astargot! Yay!
      Alys

      Usuń
  12. Droga Silencio. muszę przyznać, że długo się wzbraniałam przed przeczytaniem tego opowiadania, bo nie jestem fanką tekstów fantasy...ale w końce zebrałam się w sobie i w ciągu dwóch dni przeczytałam WSZYSTKO.
    I muszę przyznać, że tym opowiadaniem zrobiłaś na mnie niemałe wrażenie. To, jak wymyśliłaś i przedstawiłaś świat Amira i Nadima, ich podróż, to wszystko było NIESAMOWITE. Od dziś jestem Twoją wierną fanką (nie żebym wcześniej nie była, chociażby za Edmunda), ale teraz po prostu jestem zmuszona przyznać, że masz ogromny talent.
    pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej, to chyba mój pierwszy komentarz na twoim blogu. Czytałam już twoje opowiadania- Wyzwanie, Draq Queen, Edmund Lancaster. Bardzo je polubiłam. Pewnego dnia postanowiłam zabrać się za Chaos. Ja zawsze staram się czytać opowiadania z realnego życia wzięte, nie lubię fantasy. Zaczynając przygodę z Amirem i Nadimem nie byłam przekonana czy to będzie mój klimat. Nawet nie wiem kiedy, ale skończyłam czytać całe opowiadanie. Było cudowne, bardzo mi smutno, że to już koniec. Podobało mi się to, że akcja toczyła się powoli, otwierali się przed sobą codziennie coraz bardziej no i w ogóle wszystkie te ich przygody....nie wiem jak w słowach wyrazić to co czuję.Piękne opowiadanie, nie żałuję ani jednej sekundy, którą spędziłam przy jego czytaniu.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. O Matko, nie było mnie tutaj z pół roku a moj kochany Chaos się skończył ;cccc Nie no, nie wierzę.. Ogólnie dużo opowiadań zakończonych.. Ale widzę, że i coś nowego się tworzy.. Zaraz się zabieram za czytanie bodajże 10 ostatnich rozdziałów Chaosu, myślę, że w nockę dam radę ;D
    Nie chce mi się logować bo na tel jestem, jakby co to jestem autorem bloga: https://saveyourpoison.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. A nie, jednak zalogowany jestem xd

    OdpowiedzUsuń
  16. Kocham.
    Popłakałam się...
    Dziękuję.
    Było cudowne :3

    OdpowiedzUsuń
  17. Przeczytałam to opiwiadanie dopiero teraz. Przepraszam za brak komentarzy w innych rozdziałach. Wiele razy podczas czytania miałam łzy w oczach, nieraz ryczałam jak głupia do telefonu (co nie zdarza mi się często) przez co moja rodzina spoglądała na mnie cokolwiek dziwnie. Było dużo momentów które mnie rozbawiły, nieraz śmiałam się na głos (nie chcę wiedzieć co myśli o mnie moja rodzina). Wszysyko było takie zaskakujące, nigdy nie mogłam zgadnąć co zaraz się wydarzy przez co z niecierpliwością czytałam coraz to kolejny rozdział. Cóż...spędziłam na tym opowiadaniu ostatnio większość mojego czasu i jestem pewna że jeszcze nie raz do niego wrócę. Silencio dziękuję za pracę włożoną w to jak i inne opowiadania życzę ci weny i pozdrawiam:)
    Nico:)

    OdpowiedzUsuń