Strony

niedziela, 13 października 2013

29. Nowe możliwości [Sunrise]

Ambitny plan wzięcia się za siebie i znalezienia sobie konstruktywnego zajęcia, który powziąłem po mojej ubiegłotygodniowej, dziwacznej, nocnej konwersacji z Amadeuszem (do której zresztą ani ja, ani demon, już nie wracaliśmy), okazał się wyjątkowo trudnym przedsięwzięciem. Ciężko było znaleźć sobie coś ciekawego do roboty, gdy nie miało się właściwie żadnych konkretnych zainteresowań i talentów, co, muszę przyznać, było bardzo zasmucającym, ale jednak prawdziwym, wnioskiem. Starałem się inspirować innymi ludźmi i myślałem nad tym, czym zajmują się oni. Szeroko pojęte tworzenie z pewnością nie było dla mnie. Zostawały mi zatem kwestie związane z dodatkowymi zajęciami i kursami. Może językowymi…? A może coś typowo praktycznego…? Choć kursy kosztowały, a ja czułem, że wkrótce będę musiał zacząć sam na siebie zarabiać, praca, z kolei oznaczała też zdecydowanie mniej czasu na tego rodzaju sprawy. Z drugiej jednak strony, taki kurs mógłby mi pomóc w znalezieniu pracy, skoro w swej ambicji, nie zamierzałem skończyć nawet liceum… W każdym razie, na kurs też nie miałem póki co żadnego pomysłu. Musiałbym się porozglądać i dowiedzieć, jakie konkretnie mam opcje. Jeśli chodzi o hobby, zawsze mogłem też zacząć coś kolekcjonować…

… Póki co kolekcjonowałem jedynie kolejne nieobecności i niedostateczne oceny, o ile w ogóle byłem klasyfikowany, a to raczej słabo wróżyło mojej smykałce do podobnych  rzeczy. Czy to nie dobijające, że naprawdę nie miałem w swoim życiu niczego, czym mógłbym się chcieć zająć? Myślałem nad innymi ludźmi, nad moimi przyjaciółmi, osobami, które znałem i czułem się potwornie… ograniczony. Jakbym był jedynym człowiekiem na Ziemi, który nie ma na siebie żadnego pomysłu.
By oddalić od siebie ponure myśli, zdecydowałem się zająć bardziej przyziemnymi kwestiami. Postanowiłem gruntownie wysprzątać całe mieszkanie. Szczerze mówiąc, nawet nie pamiętam, kiedy po raz ostatni odkurzałem… A odkąd miałem rękę w gipsie, prócz ton kurzu, doszedł jeszcze spory rozgardiasz i bałagan. Czasem nie chciało mi się odnosić czegoś na miejsce albo sprzątać. Zostawiałem to lub pomagał mi Amadeusz, który… cóż, lekko mówiąc, nie dbał o to, co gdzie się znajduje i w jakim stanie znajdować się powinno. Bałagan urósł więc do naprawdę sporych rozmiarów.
Zacząłem porządki od sypialni. Najpierw poukładałem wszystko w szafie i szafkach, dopilnowałem, by nic z nich nie wystawało i każdy przedmiot znalazł się na właściwym miejscu. Później starłem kurze, a na koniec zabrałem się za odkurzanie. Oczywiście biorąc pod uwagę fakt, że miałem sprawną tylko jedną rękę, wszystko zajmowało mi więcej czasu. Co prawda mógłbym poprosić o pomoc Amadeusza, teoretycznie porządki powinny pójść szybciej, ale w praktyce, podejrzewałem, że po jego działalności, panowałby tu jeszcze większy rozgardiasz niż wcześniej. Dlatego też zasugerowałem mu, żeby znalazł sobie coś do roboty i na jakiś czas zostawił mnie samego. Nie chciałem, by mnie rozpraszał. Odłożyłem na moment rurę od odkurzacza, by odsunąć szafę. Nie było to łatwe, ale po kilku chwilach mojego siłowania się z meblem, wreszcie mi się udało. Niestety nie pamiętałem już, że kiedyś odłożyłem na jej górę dość nieudany, urodzinowy prezent w postaci kobiecej figurki, stosunkowo perwersyjnej, warto by nadmienić, która spadła na posadzkę i roztrzaskała się na kawałki. Westchnąłem ciężko i zgarnąłem leżący nieopodal worekna śmieci, po czym przykucnąłem i zacząłem zbierać większe kawałki.
-Czemu jeszcze tego nie wyrzuciłem…?- mruknąłem sam do siebie.
W tym momencie kątem oka dostrzegłem, że ktoś za mną stoi. W pierwszej chwili moje serce przyspieszyło, ale właściwie natychmiast zorientowałem się, kto to taki. Amadeusz tak często pojawiał się przy mnie w najmniej spodziewanych momentach, że trudno było się do tego nie przyzwyczaić. Uśmiechnąłem się lekko pod nosem, wstając, po czym odwróciłem się w stronę demona, otwierając usta, by obwieścić mu, że jeszcze nie skończyłem i…
W tym momencie zorientowałem się, że to nie Amadeusz.
Zorientowałem się, że nie mam bladego pojęcia, kto przede mną stoi.
To był jakiś mężczyzna. Mniej więcej mojego wzrostu, szczupły, o ciemniejszej karnacji i zupełnie białych włosach, krótkich i postrzępionych, budzących skojarzenie z postaciami z kreskówek, które oglądałem jako dziecko. Sprawiał wrażenie kogoś młodszego ode mnie. Ubrany był dziwacznie – w ciemną kurtkę, zapiętą po samą szyję, spodnie, które sięgały ledwie kolan i kowbojskie buty, o ile produkowano kowbojskie buty w seledynowym kolorze.
Byłem tak strasznie zaszokowany faktem, że to jednak nie Amadeusz i tak potwornie przerażony, że nie mogłem wydusić z siebie ani słowa. Pierwszym, co narodziło się w mojej głowie, w oparach czystej paniki, był wniosek, że to jakiś kumpel Ricky’ego, który włamał się tutaj i przyszedł mnie pobić albo okraść. Nie rozumiałem tylko, jak mogłem nie usłyszeć, że dostaje się do środka.
-… Nie poznajesz mnie, Joshu Carter?- zapytał po chwili.
Nie widziałem go nigdy wcześniej, tego byłem całkowicie pewien. I nie poznawałem jego głosu. Ale sposób, w jaki się do mnie zwracał i specyficzne poczucie stylu, wydało mi się nagle aż za bardzo charakterystyczne…
-… Ty jesteś tym demonem…?- rzuciłem cicho, wciąż nie mając pewności.
Uniósł brew, jakby nie rozumiał, dlatego wzbudza to we mnie wątpliwość.
-Ach, tak…- odparł po chwili, skinąwszy głową z czymś na kształt łaskawego zrozumienia.- Zapomniałem, że wasze, ludzkie postrzeganie jest tak bardzo… ograniczone. Zapewne w twoich oczach się zmieniłem. Nie zwykłem stosować tego samego wizerunku dłużej, niż to absolutnie konieczne, a muszę przyznać, nie spodziewałem się, że przyjdzie nam się ponownie spotkać…
Ja również. I szczerze mówiąc, nie byłem pewien, czy czuć ulgę z faktu, że to TYLKO demon, a nie włamywacz czy seryjny morderca. Nie miałem bladego pojęcia, czego mógłby ode mnie tym razem chcieć.
-Co tym razem zrobiłeś Amadeuszowi?- zapytałem ostro.
-Tłumaczyłem ci już, że demonowi nie da się uczynić krzywdy. Skąd więc ta niepotrzebna troska…?
-Znowu sprawiłeś, że nie mogę go zobaczyć…?- rzuciłem.
-Nie- odpowiedział spokojnie.- On nie wie, że tutaj jestem.
-Jak to możliwe…?- nie rozumiałem.- Przecież wy, demony jakoś się… wyczuwacie…- stwierdziłem, a pełen litości uśmiech, jaki zagościł na twarzy mego rozmówcy sprawił, że poczułem się jak kompletny głupiec, który bredzi o czymś, o czym nie ma zielonego pojęcia.- W każdym razie, poprzednim razem zdawał sobie sprawę z twojej obecności.
-Bo wtedy musiałem dopilnować, by nie przeszkadzał nam w rozmowie…- wyjaśnił demon pełnym obojętności głosem.- Teraz nie miałem żadnej potrzeby, by mu się ujawniać. Jestem pewien, że minie trochę czasu nim wróci. Jest teraz bardzo zajęty.
Zmarszczyłem brwi. Jego słowa wzbudziły we mnie niepokój.
-Gdzie on jest…?- zapytałem.
-Nie wiesz…?- udał zdumienie, choć było aż nazbyt oczywiste, iż zdawał sobie z tego sprawę. Poczułem się niepewnie. Uśmiechnął się z rozbawieniem.- Powinieneś. Nie ma nic gorszego niż demon ogarnięty obsesją…- szepnął, nie odrywając ode mnie wzroku.- Zwłaszcza, jeśli to obsesja na punkcie człowieka. Ale dość o tym, Joshu Carter. Nie przybyłem tutaj, by dyskutować na ten temat.
-Więc co tu robisz?!- właściwie krzyknąłem, choć nie miałem zamiaru podnosić głosu. Moje emocje brały jednak górę. Trudno było mi ukryć, że wizyta tego demona wzbudzała we mnie irytację i lęk jednocześnie. Pamiętałem jeszcze, co działo się, gdy był tu poprzednio. Najpierw Amadeusz zniknął, a później ten stwór robił mi wodę z mózgu, udając moich przyjaciół i próbując mnie skłonić do podjęcia decyzji, której gorzko bym żałował. Choć… niekoniecznie, bo jak sam mówił, nic bym nie pamiętał, ale mimo wszystko.- Obiecywałeś, że gdy podejmę decyzję, zostawisz mnie w końcu w spokoju! Mówiłeś, że nigdy już nie spotkam ciebie, ani innego demona, a przynajmniej tak zrozumiałem twoje słowa. Naprawdę miałem nadzieję, że już cię nie zobaczę- dodałem, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że brzmiało to cokolwiek nieuprzejmie, ale nie dało się ukryć, że tak właśnie było.
-Ja również przypuszczałem, że nasze ostatnie spotkanie będzie… naszym ostatnim spotkaniem- dokończył po chwili zastanowienia, unosząc kącik ust w bardzo nienaturalnym uśmiechu.- Wierz mi, Joshu Carter, w przeciwieństwie do niektórych demonów, nie uważam kontaktów z ludźmi za szczególnie przyjemne…
Odetchnąłem cicho, próbując opanować emocje.
-Czego chcesz…?- zapytałem, względnie spokojnym, choć nadal mało przyjaznym tonem.
Mój spokój trafił szlag, gdy usłyszałem jego odpowiedź.
-Dać ci możliwość wyboru.
Sapnąłem z wściekłości.
-Ja już wybrałem! Wtedy kiedy, jak twierdziłeś, miałem wątpliwości, a więc tym bardziej nie zmienię decyzji teraz, kiedy poznałem się na twoich sztuczkach i mam pewność, że Amadeusz chce przy mnie być!- warknąłem.
Demon nie sprawiał wrażenia, jakby to, co mówię, jakkolwiek go obchodziło.
-Tę decyzję już podjąłeś…- zgodził się, wciąż wysoce bezemocjonalnym tonem, jakby dyskutował o pogodzie za oknem, a nie przybywał tutaj z jakąś dziwaczną misją, której celem było zapewne znowu rozdzielenie mnie i Amadeusza.- Niezależnie od tego, iż był to powodowany typowo ludzką naiwnością błąd, nie masz możliwości się z niej wycofać. Ostrzegłem cię. W tej sprawie również nie przybyłem.
-Więc powiedz jasno o co ci chodzi- zażądałem stanowczo.- Dla mnie też spotkania z tobą nie należą do przyjemnych, więc nie przedłużajmy tego niepotrzebnie.
Demon zachichotał.
-Mam naprawdę dużo czasu, Joshu Carter.
-Ale ja nie mam go tak wiele- mruknąłem.
Skinął głową.
-Z pewnością. Zanim jednak przejdę do wytłumaczenia powodów wizyty, musisz zrozumieć, iż istnieją pewne kwestie, których… nie zrozumiesz…- dokończył i uśmiechnął się sam do siebie, jakby jego własny dobór słów go rozbawił.
-Wiem- odparłem krótko.
Żyłem pod jednym dachem z demonem, na litość boską!
-Nasze światy istnieją od siebie niezależnie, choć my od siebie tak niezależni nie jesteśmy… Mamy niekiedy wpływ na wasze życie, a wy możecie wpływać na nasze funkcjonowanie, czego najlepszym dowodem jest fakt, że stoję tutaj i z tobą rozmawiam, Joshu Carter. Mimo ograniczeń, zawsze istnieją drzwi, które można otworzyć. A niekiedy, z każdym wschodem słońca, pojawiają się nowe możliwości…- rzucił, uśmiechając się lekko.
Zmarszczyłem brwi, jak się spodziewałem, niewiele z tego rozumiejąc.
-Gdy widzieliśmy się po raz ostatni, ostrzegłem cię, że utrzymanie tego rodzaju relacji, pomiędzy człowiekiem a demonem jest na dłuższą skalę niemożliwe- przypomniał.
-I myliłeś się- stwierdziłem, nie bez satysfakcji. Przyznaję, że od naszej rozmowy, parę razy wydawało mi się, że Amadeusz rzeczywiście mnie zostawi. Zwłaszcza wtedy, w szpitalu, kiedy właściwie sam mi to oznajmił. Wiem, że wiele rzeczy mogło się jeszcze zdarzyć, ale póki co nie mieliśmy żadnych problemów.
-Bynajmniej- odparł jednak ku mojemu zdumieniu demon. Parsknąłem lekceważąco, ale nie mogłem się powstrzymać, by nie spojrzeć na niego pytająco.- On nie chce być z człowiekiem. Chce za to, abyś ty stał się jednym z nas.
Zamurowało mnie. Nie spodziewałem się, że usłyszę coś podobnego. Chciałem coś powiedzieć, ale że chwilowo zupełnie brakowało mi słów, tylko pokręciłem głową i wyminąłem mojego rozmówcę, by przysiąść na brzegu łóżka.
Ja…? Jednym z nich…?
-To w ogóle możliwe…?- dopytałem niepewnie.
Gdy poprzednim razem widziałem się z tą istotą, zadałem jej chyba podobne, choć dotyczące odwrotnej sytuacji pytanie. Pytałem wtedy, czy Amadeusz może stać się człowiekiem.
-Ale jak to…?- rzuciłem po dłuższym momencie, bo mój rozmówca nie kwapił się odpowiedzieć.- Przecież to nie ma sensu! Podobno demony nie tolerują nawzajem swojej obecności! Gdybym stał się jednym z was, nie mógł bym się z nim… widywać- dokończyłem niepewnie, nie wiedząc, czy spotkania demonów, o ile takowe w ogóle miały miejsce, można było określić tym słowem.
-On najwyraźniej sądzi, że będzie inaczej- odpowiedział beznamiętnie demon.
-Skąd wiesz, co zamierza?- rzuciłem, brzmiąc nieco napastliwie.- I dlaczego w ogóle mi o tym mówisz?!
-Dlatego, że on chcę cię postawić niemal przed faktem dokonanym…- odparł gładko mężczyzna, uśmiechając się nieznacznie.- Nie da ci czasu do namysłu. Postawi ultimatum. Zapyta akurat wtedy gdy będziesz zmuszony udzielić mu natychmiastowej odpowiedzi… A ludzie o twoim usposobieniu, Joshu Carter, zwłaszcza kierowani abstrakcyjnymi pobudkami, rzadko podejmują racjonalne decyzje. Obaj wiemy, jak nierozsądnie byś postąpił…
Zacząłem się nad tym zastanawiać. Tak trudno było mi uwierzyć w to, co słyszałem! Ja miałbym zostać demonem…? Muszę przyznać, że… nie była to szczególnie kusząca perspektywa. Miałbym zostawić wszystkich ludzi, którzy byli mi bliscy? I ten świat w ogóle? Wszystko co z nim związane? W zamian za… bycie z Amadeuszem. Ale czy na pewno? I czy on naprawdę mógł tak wobec mnie postąpić? Kazać mi dokonać natychmiastowego wyboru, nie uprzedziwszy mnie wcześniej…? Chciałbym powiedzieć, że brzmi to nieprawdopodobnie, ale niestety brzmiało to zupełnie jak coś, co Amadeusz, w swoim egoizmie i przekonaniu o własnej racji, mógłby zrobić. Ta świadomość zaczęła przywoływać wspomnienia i fakty związane z naszym obecnym funkcjonowaniem. Przypomniałem sobie, jak odszedł i zostawił mnie wtedy w szpitalu. A potem wrócił i zupełnie się zmienił. Teraz był zupełnie inny. Cierpliwy i serdeczny, nie prowokował kłótni, spędzał ze mną dużo czasu, a jednocześnie zachęcał mnie, bym kontaktował się częściej z przyjaciółmi, a nawet rodziną… Boże, to dlatego? Chciał, żebym się nacieszył ich towarzystwem, bo wiedział, że wkrótce opuszczę ich na zawsze? Chciał, żebym uregulował swoje sprawy? Sądziłem, że po prostu się o mnie troszczy, że chce mojego dobra. A wtedy, gdy nie obchodziło go, czy skończę szkołę… No tak. Przecież zakładał, że nie będę człowiekiem na tyle długo, by musieć przejmować się swoją przyszłością.
W pierwszej chwili poczułem się wściekły i oszukany. Wszystko zaczęło układać się w mojej głowie w jedną, spójną całość i miałem wrażenie, że Amadeusz roztaczał wokół mnie intrygę i manipulował mną, chcąc skłonić mnie do podjęcia decyzji, jakiej ode mnie oczekiwał. Wszystkie jego słowa, gesty, obietnice, że zawsze już będziemy razem… Teraz zaczynałem rozumieć, dlaczego przestał się przejmować Ricky’m i tym, że coś może mi się stać. Jednak po dłuższym momencie rozważań, zacząłem się zastanawiać… Czy to naprawdę byłoby takie złe…? Być demonem. Być z Amadeuszem. Na zawsze. Brzmiało to trochę tanio, jak z romansideł dla rozmarzonych, pragnących wiecznej miłości dziewcząt, ale… Może tego właśnie chciałem. Więcej. Może taki los byłby dla mnie najlepszy. Ja naprawdę nie miałem żadnej przyszłości w tym świecie. Rzuciłem szkołę. Długo zaniedbywałem przyjaciół. Związek z Amadeuszem sprawił, że właściwie odizolowałem się od innych ludzi. W dodatku wciąż był tu Ricky, który mógł znowu uprzykrzyć mi życie…
W mojej głowie narodziła się tak dziwna myśl, że aż parsknąłem śmiechem.
… Może to było moje przeznaczenie?
Przypomniałem sobie o obecności demona. Podniosłem na niego wzrok.
-To po to tu jesteś…- stwierdziłem, uśmiechając się sam do siebie, zdziwiony faktem, że nie wpadłem na to wcześniej.- Nie chcesz, abym stał się jednym z was. Przyszedłeś mnie nastraszyć i przekonać, że nie powinienem tego robić.
-Masz o mnie bardzo złe zdanie, Joshu Carter. I mylisz się. Twoje relacje z demonem mogę określić mianem drobnego problemu. Mojego problemu- uściślił. Nie odrywałem od niego pełnego uwagi spojrzenia.- Jak długo dochodzi do kontaktów pomiędzy ludźmi, a demonami, tak długo ten problem istnieje. Ale gdy człowiek staje się jednym z nas… Mogę śmiało powiedzieć, że jeden problem mam z głowy.
-… Skoro jest ci to na rękę, dlaczego mówisz mi o tym wszystkim…?- zapytałem podejrzliwie.
Uśmiechnął się nieznacznie.
-Ofiarowuję ci coś bardzo cennego, Joshu Carter. Czas do namysłu. Wkrótce przekonasz się, jak wiele jest wart.
Naprawdę dlatego tutaj przybył…? W pierwszej chwili chciałem powiedzieć, że mu nie wierzę, ale w drugiej, uświadomiłem sobie, że może w jego interesie jest upewnić się, że podjąłem właściwą dla siebie decyzję i jestem co do niej w pełni przekonany. Nie był to z jego strony akt empatii, a rozwiązanie kolejnej problematycznej kwestii w stosunkach demonów i ludzi. Próbowałem sobie wyobrazić jak to jest być demonem. Jak to by było być z Amadeuszem już na zawsze. Zostawić wszystko w tyle. Łącznie z własnym ciałem i wszystkim, co z cielesnością związane. Nie potrafiłem. To przekraczało granice moich możliwości. Nie miałem żadnego porównania. Znałem demona, byłem z demonem, ale wiedziałem tak niewiele o jego funkcjonowaniu, o jego świecie, że nie byłem w stanie się w nim umiejscowić.
-… Może powinienem zostać demonem- powiedziałem jednak po chwili wahania.- Jeśli tego nie zrobię, Amadeusz odejdzie. Nie chcę żyć bez niego. Tutaj i tak niewiele mnie trzyma…- przyznałem, wzruszając ramionami.- I… dla ciebie też byłoby to wygodniejsze- zauważyłem, choć akurat ta kwestia nie miała najmniejszego wpływu na moją decyzję. Chyba po prostu desperacko szukałem argumentów, by potwierdzić swoje słowa.- Jestem pewien, że Amadeusz wie, co robi. Nie chciałby przecież nas rozdzielić. Wygląda na to, że to będzie najlepsze wyjście dla wszystkich.
-Nie powiedziałbym, że wie co robi…- odpowiedział ostrożnie demon. Spojrzałem na niego bez zrozumienia.- Gdy ktoś ofiarowuje ci piękne pudełko, zawsze sądzisz, że wewnątrz znajduje się coś wyjątkowego. Niekiedy jednak bywa tak, że pudełko jest puste. Pomyśl o tym, Joshu Carter.
-Tak zrobię- odparłem jedynie, nie wiedząc, co jeszcze mógłbym powiedzieć.
Demon patrzył na mnie przenikliwie. Spodziewałem się, że odejdzie, ale najwyraźniej nie zakończył jeszcze tematu.
-Więc wiesz, gdzie znajduje się Amadeusz?- zapytał po chwili otwarcie.
-Nie- odpowiedziałem zgodnie z prawdą.- Jest demonem. Może być wszędzie.
-Owszem. Może być wszędzie, ale jest w pewnym jednym, bardzo konkretnym miejscu…- stwierdził, uśmiechając się z rozbawieniem. Nie miałem pojęcia, do czego zmierza.- To kolejna tajemnica, którą przed tobą ma. Nie zdradzi ci jej, bo wie, że mogłaby diametralnie wpłynąć na twoją decyzję…
-O czym ty mówisz…?- rzuciłem, marszcząc brwi.
Zachichotał.
-Jeśli chcesz wiedzieć, Joshu Carter, zapytaj go sam. O ile rzeczywiście tego właśnie pragniesz. Błoga nieświadomość bywa błogosławieństwem…

Naprawdę nie miałem pojęcia, co o tym wszystkim myśleć. Moje emocje i postanowienia, zmieniały się jak w kalejdoskopie. Najpierw sam upierałem się przed sobą, że to może być najwłaściwsza decyzja. Dla mnie, dla Amadeusza, dla wszystkich. Zaraz później wściekałem się i nie rozumiałem, jak on mógł mi to zrobić! Ja nie byłbym w stanie postąpić tak wobec osoby, którą kocham. Więcej, nie mógłbym tak postąpić wobec nikogo! To nie był nic nie znaczący wybór. Powinien mi wszystko wyjaśnić. Pozwolić zrozumieć, jak to sobie wyobraża. Dać czas, bym poukładał swoje życie i przeanalizował powody, a on zamiast tego otaczał mnie przesadną i jak teraz rozumiałem, nieszczerą troską, roztaczał wokół mnie złudzenie, że wszystko jest wspaniale, że przemyślał sobie wiele spraw i w pewnym sensie dojrzał do naszej relacji. I po co…? Tylko po to, żebym w odpowiedniej chwili powiedział to, cochce usłyszeć. Z początku podchodziłem do słów mojego dzisiejszego gościa sceptycznie, ale teraz zaczynałem podejrzewać, że rzeczywiście mógłbym postąpić tak, jak twierdził. Amadeusz potrafił mną doskonale manipulować, wzbudzać we mnie emocje i naciskać na podjęcie decyzji, których z własnej woli bym nie wybrał. Później znowu zaczynałem się zastanawiać, czy mimo wszystko, nie jest to naturalna kolej rzeczy. W końcu demon nie pojawił się w moim życiu bez powodu. Może tak to się właśnie miało zakończyć. Może tak musiały się ostatecznie kończyć podobne związki pomiędzy ludźmi i demonami. Ale… czy ja naprawdę tego chciałem? I… Och, dobry Boże, raz jeszcze, jak on mógł mnie tak potraktować?! Czułem potworny żal. Miałem wrażenie, że od dłuższego czasu tylko mnie oszukiwał. Nie trzymał nerwów na wodzy ze względu na mnie, ale ze względu na siebie. Nie chciał mnie drażnić i nie chciał, bym w chwili wyboru miał wątpliwości co do jego postawy i uczuć. Teraz miałem. Wszystko się komplikowało, a ja naprawdę nie miałem pojęcia, co zrobić ze swoim życiem. I jeszcze tajemnica, o której mówił ten demon… Nie podobało mi się to.
Nie sprzątałem już dłużej. Krążyłem po mieszkaniu, rozmyślając, później starałem się skoncentrować myśli na czymś innym, a ostatecznie około dziewiętnastej położyłem się spać, mając nadzieję, że sen ukoi moje zmysły i rano będę mógł spojrzeć na całą sprawę z innej perspektywy. Niestety, sen nie nadchodził, za to mój umysł wciąż nawiedzały na przemian różne, często sprzeczne ze sobą, myśli i oceny całego tego wydarzenia. Nie wiem, ile dokładnie czasu minęło, ale w pewnym momencie zorientowałem się, że ktoś jest w pokoju. Amadeusz prześlizgnął się obok szafy, zahaczając o nią lekko, co przykuło moją uwagę.
-Amadeusz!- rzuciłem.
Sekundę później, był już przy moim łóżku.
-Myślałem, że śpisz- rzucił, uśmiechając się szeroko i siadając na jego brzegu.- Źle się czujesz, Josh? Zazwyczaj o tej porze jesteś jeszcze na nogach…
Podniosłem się na przedramionach, wpatrując w niego z uwagą.
-Gdzie byłeś?- zapytałem, a mój głos wbrew mojej woli zabrzmiał ostro i nieprzyjemnie.
To pytanie wyraźnie go zdumiało.
-Jak to… gdzie?- rzucił po chwili i zaśmiał się nerwowo. Nie mógł ukryć własnych emocji, tego, jak bardzo jest zdziwiony i skrępowany. Może nie zwróciłbym na to uwagi, gdybym nie wiedział, że coś przede mną ukrywa, ale teraz znalazłem po prostu dowód na potwierdzenie słów tamtego demona.- Nie rozumiem, o co mnie pytasz, Josh?
-Pytam o to, gdzie byłeś, kiedy nie było cię tutaj- powtórzyłem, starając się mówić spokojniej, ale szczerze mówiąc wciąż kiepsko mi to wychodziło. Miałem ochotę na niego krzyknąć i zapytać, jakim prawem mnie okłamywał?! Jakim prawem coś przede mną ukrywał?! Dlaczego postępował wobec mnie w taki sposób?! Powstrzymywałem się jednak, licząc na to, że może czegoś się od niego dowiem.
-Przecież sam kazałeś mi sobie pójść- przypomniał.
-Chcę tylko wiedzieć, gdzie byłeś- rzuciłem po raz kolejny, coraz bardziej poirytowany faktem, że nawet nie kwapi się odpowiedzieć.
-Jesteś zazdrosny…? Brzmisz jakbyś był… Josh, przecież wiesz, że…
-To aż taki problem?- warknąłem. Amadeusz aż podskoczył, wyraźnie zdezorientowany i spłoszony.- Nie możesz mi po prostu opowiedzieć, gdzie przez ten czas byłeś…?
-Nie denerwuj się…- odpowiedział, chociaż sam brzmiał, jakby był zdenerwowany. Choć w zupełnie innym znaczeniu tego słowa. Ja byłem po prostu wściekły, a on raczej pełen obaw.- Po prostu… Nie ma nic ciekawego, o czym mógłbym ci opowiedzieć. Byłem tu… I tam. Zajrzałem do twojej przyjaciółki. Do obu. A później… Ogólnie… Patrzyłem na różne rzeczy… Co innego mógłbym robić?
-Nie wiem- odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
… Chciałbym wiedzieć.
-No…- Amadeusz odkaszlnął cicho, rozglądając się po pomieszczeniu.- Nie skończyłeś sprzątać?- zapytał, zdziwiony. Szafa wciąż była odsunięta, chyba nawet nie odkurzyłem do końca kawałków szkła. Nie miałem sił ani chęci tego robić.
Zawahałem się. Przez kilka sekund miałem ochotę opowiedzieć mu o spotkaniu z tym demonem. Zażądać wyjaśnień i zapytać, jakim prawem pogrywa ze mną w ten sposób. Nie zrobiłem tego jednak. Chciałem, żeby to on mi opowiedział o tym, co zamierza. Sam nie wiem dlaczego. Może odpowiadała mi obecna atmosfera i nie miałem zamiaru prowokować kłótni. A może najzwyczajniej w świecie liczyłem na to, że Amadeusz wcale ze mną nie igra, że traktuje mi poważnie i zamierza mi wszystko powiedzieć, ale czeka na odpowiedni moment albo po prostu ruszy go sumienie, gdy zda sobie sprawę z tego, że postępuje wobec mnie niewłaściwie.
-Rozbolała mnie ręka- odpowiedziałem więc tylko.
-Mówiłem, żebyś się nie przemęczał. Pozwolę ci wypocząć- mruknął, po czym musnął krótko moje usta. Wciąż musiałem sprawiać wrażenie rozzłoszczonego, bo spojrzał na mnie z wyraźnym zdumieniem i rzucił- Nie masz dziś chyba dobrego dnia, co, Josh…? Chyba nie przeze mnie?
… Przez ciebie, ale zdążyłem przywyknąć.
-Nie- odparłem jednak, choć bardzo mnie kusiło, by powiedzieć coś innego. Spróbowałem się nawet uśmiechnąć. Może naprawdę źle go oceniłem. Może Amadeusz po prostu nie miał okazji, by mi powiedzieć o tym wszystkim. Przecież nie wyskoczy nagle z tekstem: „Hej, Josh, chciałbym, żebyś został demonem, brzmi fajnie, co?”. Choć… Kogo ja oszukiwałem? Okazji miał przecież aż nadto.- Tak sobie myślałem…- zacząłem po chwili, a on wbił we mnie pytające spojrzenie.- Myślałem, że powinienem zacząć coś planować. Na dłużej. Ze swoim życiem- wyjaśniłem. Skinął głową, nie komentując tego ani słowem.- I… Właściwie my też moglibyśmy coś zaplanować. Na przyszły tydzień. Albo jeszcze następny…- wyliczałem, bo nie miałem pojęcia, kiedy Amadeusz zamierzał wprowadzić swój plan w życie. Nie wiedziałem, ile jeszcze czasu tutaj mi pozostało.
-Planować…?- demon parsknął śmiechem.- Niby po co, Josh, przecież możemy spędzać ze sobą czas i bez tego. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale nie jestem szczególnie zajęty- zażartował.
… Ciekawe.
-Tak, ale…- zawahałem się na moment, nie chcąc się zdradzić.- Chciałbym zrobić coś wyjątkowego. I… To wymaga planów.
-Na przykład co?- nie rozumiał demon.
-Na przykład…- zastanawiałem się długo, ale nic nie przychodziło mi do głowy.- Nie wiem- przyznałem bezradnie. Amadeusz parsknął śmiechem.- Może moglibyśmy przygotować coś specjalnego. Coś na co obaj byśmy czekali…- dodałem znacząco.
-Jasne, Josh, co tylko zechcesz- odparł Amadeusz bez większego zainteresowania.
Westchnąłem bezradnie.
Dlaczego nie chcesz mi o wszystkim powiedzieć, ty dupku?!
-Tylko nie planuj niczego na najbliższą sobotę…- dodał demon, podnosząc się powoli.
-Dlaczego?- nie rozumiałem.
-Bo obiecałeś mi, że obejrzymy razem wschód słońca. A właściwie zaćmienie. Pamiętasz…?
… O Boże.
Pamiętałem.
Pamiętałem też słowa, które wypowiedział ten demon i które w obecnej chwili nabrały zupełnie innego znaczenia.
A niekiedy z każdym wschodem słońca, pojawiają się nowe możliwości…

16 komentarzy:

  1. Anonimowy10:05 PM

    Pierwsza?
    Ha to teraz się rozpisze...
    Jestem głupia, i to tak strasznie, że aż sama się sobie dziwie.
    Zaczęłam czytać twoje opowiadania jakiś rok temu (jakoś nie chciało mi się wcześniej komentować, lenistwo mój nieodłączny brat), od Desmonda i Brandona (mam nadzieje, że dobrze to napisałam). Żałuję, że nie ma już tego bloga... liczę, że wrzucisz to opowiadanie w całości na ten drugi blog.
    Ale wracając do tematu, zaczęłam czytać opowiadania z tej strony, ale wybierałam zawsze te zakończone. A teraz jak już skończyły mi się możliwości zaczęłam czytać Wyzwanie i....
    umieram, zabijcie mnie, może po śmierci mój mózg przestanie w końcu rozważać, co może się dalej wydarzyć.
    Wiedziałam, że tak będzie bo wszystkie twoje opowiadania czytałam z zapartym tchem i żałowałam, że muszę spać.
    No ale od teraz muszę tu regularnie zaglądać.
    Jestem twoją wielką fanką. Mam nadzieje i jednocześnie życzę ci żeby twoje opowiadania nadal były tak pasjonujące.
    Pozdrawiam Honda

    PS. Jak na mój pierwszy komentarz jestem z siebie dumna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z Ciebie też :). Dziękuję i pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Anonimowy10:17 PM

    :) A ja juz myslalem ze nic nie wstawisz ;) wolalbym wyzwanie, ale lepszy rydz niz nic :) ech chcialbym pisac tak jak ty... potrawisz wywolac w czlowieku nieziemską ciekawosc ^^ nie moge sie doczekac nastepnego rozdzialu :) Co bedzie nastepne?
    Duzo weny Ci życzę :)
    Abu

    OdpowiedzUsuń
  3. To takie z lekka niepokojące... Na prawdę ciężko przewidzieć, jaką decyzję, koniec końców, podejmie Josh...

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy2:07 PM

    Rany, rany... cudowny rozdział, jak każdy. Piszesz genialnie, mogę Cię czytać godzinami. Żałuję, że mało jest takich yaoi-talentów, jak Ty. ;) Życzę weny i chęci do pisania, a tymczasem czekam na kolejny rozdział "You found me", w które ostatnio się wciągnęłam. Pozdrawiam! :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy2:21 PM

    Oprócz Sunrise, które kocham, bo naprawdę nieziemsko ci to wychodzi <3 czekam niecierpliwie na kolejne rozdziały Gabriela i Anything For You. Przy okazji tęsknię za Księciem - ja rozumiem, że czasem trzeba coś wstrzymać, żeby inne ciągnąć, ale ludzka ciekawość czasem potrafi doprowadzić do szału ;P

    Cloode

    OdpowiedzUsuń
  6. No i dalej nic nie wiemy... Ale tak właśnie powinno być. Napięcie, które zabija, rozdziały czytane wciąż i wciąż, by zrozumieć...coś, czego nie da się zrozumieć ani przewidzieć;p Co zrobi Josh? Jak się zachowa Amadeusz? Co ukrywa demon? Może nic? Może wschód słońca to pretekst do romantycznych wyznań, a słowa innego demona to ledwie nieudolna manipulacja, by Josh dał sobie spokój i odczepił się od Amadeusza i wszystko było z powrotem białe albo czarne? A może rzeczywiście Amadeusz ukrywa coś, co powinien powiedzieć Joshowi? To tematy kolejnych przemyśleń podczas bezsennych nocy... Pozdrawiam Autorkę:)
    PS Wpadłam na chwilkę, by dać umysłowi odpocząć:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy3:56 PM

    Uwielbiam to opowiadanie, jest takie wyjątkowe i bardzo wciągające:) Nie mogę się doczekać następnego rozdziału, ech. Napisz szybko:(
    Pozdrawiam, Klaudia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy7:43 PM

    narysowałam Amadeusza :) mam nadzieję jutro wrzucić skan i przesłać Ci linka :)

    ed.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, sam raz, akurat otworzyłam galerię :D.

      Usuń
    2. Anonimowy6:11 PM

      http://psoty.deviantart.com/art/Amadeusz-407614241

      trochę liche, bo dawno nie rysowałam.

      Usuń
    3. Dodałam do galerii ;). Nie wiedziałam jak Cię podpisać dokładnie, więc w razie ewentualnej zmiany krzycz :).

      Usuń
  9. Przeczytałam jeszcze raz całe opowiadanie, bo opisy z Chaosu nie wiem jakim cudem mnie zniechęciły. Ale tylko na dwa dni, w czasie których czytałam Sunrise :D No właśnie. Zauważyłam, (wiem, wiem - odkrycie xd) jaki to Josh jest niedomyślny xD Kojarzy wtedy, kiedy już ma pełno wskazówek. A Amadeusz to taki cwany jest, ugh. Ten demon jest taki... no okropny~ ale tylko pod względem paru cech charakteru - upartości, dążenia do celu i opryskliwości... Czyli tych, w sumie, które ten jego charakter ukształtowały, ale ciii.. xd Jako jego kochanek, bo nie wiem czy chłopak, a przynajmniej nie oficjalnie, powinien mu powiedzieć, czego oczekuje. Albo coś... Od rozdziału wstecz już wszystko po kolei wskazywało na to, co się wyjaśniło w tym rozdziale, ale oczywiście Josh jest taki błyskotliwy, że wszyyystkiego się domyślił. Tsa.
    Wracam do Chaosu (już... albo dopiero 34 xd) :3
    Pozdrawiam c:

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy11:07 PM

    Tak bardzo bardzo bardzo chciałabym przeczytać dalszy ciąg... :( A tu chyba nie ma co na niego liczyć, nie? Kurcze, szkoda,bo zakończyło się w najlepszym i najbardziej strategicznym momencie!
    Zresztą, przecież to nie tylko w tym opowiadaniu, a we wszystkich niedokończonych i zawieszonych.
    Boże, to było moje ostatnie Twoje opowiadanie na tym blogu ;( :( To straszne. Już na nic tu nie mogę czekać, a ja się tak przywiązałam do tego.. miejsca (?). Także no.. czytam sobie jeszcze raz Chaos :D Uwielbiam do niego wracać. I chyba nadszedł w końcu czas na Astargot.
    A co do Sunrise... Amadeusz bardzo źle postąpił ukrywając swoje plany przed Joshem. Na miejscu chłopaka byłabym rozżalona i pełna pretensji. W zasadzie długo się zastanawiałam czy to co kombinuje Amadeusz, to będzie zamiana człowieka w demona, czy demona w człowieka. Najwyraźniej jednak Amadeusz jest takim egoistą, że oczekuje, że to Josh rzuci dla niego wszystko (no ba! przecież nawet pytał go czy zrobi dla niego wszystko!), a sam nie mógłby się poświęcić dla Josha. Noo... czyli nie dowiem się, jak to wszystko się skończy :( ech...
    Alys

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Chciałabym ciąg dalszy bo takie opowiadania najbardziej lubię :)

    OdpowiedzUsuń