Strony

sobota, 21 grudnia 2013

§ 20 § [YFM]

Od tamtych wydarzeń minął prawie rok. Dokładnie, nieco ponad dziewięć miesięcy. Pierwszy z nich był bez wątpienia najgorszy – atmosfera, jaka panowała w niedużej chatce była tak nieprzyjemna i pełna napięcia, że ledwie możliwa do zniesienia Z pewnością był to czas, gdy obaj jej mieszkańcy potrzebowali przestrzeni, a w ciasnocie czterech ścian było o nią trudno. Absalom cierpiał. Dręczyły go wyrzuty sumienia i poczucie winy. Nie mógł przestać myśleć o Basfie. Zapomnieć jego rozpaczliwych krzyków. Zapomnieć o okrucieństwie, do jakiego posunął się Mortalis. I o własnej bierności. Z drugiej strony, ciężko było mu z własnymi pretensjami wobec opiekuna. Starał się sobie wytłumaczyć jego działania i wiedział, że ten w pewnym sensie miał rację i próbował ich chronić, choć to wcale nie ułatwiało to młodzieńcowi spojrzenia mu w oczy. Mortalis. Opiekun. Kochanek. Morderca. Kiedyś wydawało mu się, że jest w stanie odróżnić od siebie wszystkie te słowa, a zwłaszcza ostatnie z nich, a teraz zlewały się one w jedno. Absalomowi coraz trudniej było postrzegać mężczyznę w taki sposób, jak czynił to do tej pory. Jego uczucia się nie zmieniły. Po prostu stopniowo zaczynał dostrzegać własną naiwność. Rozumieć, że widział opiekuna takim, jakim pragnął go widzieć. Teraz jednak musiał zostawić pozory i marzenia w swoich ulubionych opowieściach. Chciał zrozumieć człowieka, którego kochał. Odkryć go tak naprawdę.
Mortalis musiał czuć się niczym uwięziony w klatce. Nic dziwnego, rzeczywiście był w potrzasku. Nie chciał zostawić Absaloma tutaj, a tym bardziej nie chciał, by wyruszał wraz z nim. Miotał się, już nawet nie ponury, ale wściekły i milczący, nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca. Ucieczka Golvana nakłoniła go do nocnej wizyty w mieście. Poszedł wówczas porozmawiać z Edalisem. Młodzieniec nie wiedział dokładnie, czego dotyczyła ich dyskusja. Podejrzewał jedynie, że przywódcy handlarzy, choć jego opiekun mógł też poprosić właściciela gospody o to, by ten skłonił Absaloma do tymczasowej przeprowadzki. Biorąc pod uwagę, że Edalis znów zaczął go do tego żarliwie namawiać, było to bardzo prawdopodobne. Mortalis musiał jednak znać swojego podopiecznego na tyle, by wiedzieć, że mimo delikatności, potrafił być uparty, a ta sprawa była dla niego tak ważna, że nie zamierzał ustąpić.
W kolejnych miesiącach wszystko zaczęło się powoli uspokajać i wracać do normy. Nie wydarzyło się nic, co mogłoby wzbudzić ich obawy. Mortalis wciąż był czujny i ostrożny, ale już nie pełen napięcia. Absalom powoli pogodził się z tamtą sprawą. Ich relacje zaczęły układać się tak, jak wcześniej. Młodzieniec wciąż trenował, czasem sam, czasem pod okiem opiekuna i uzyskiwał coraz lepsze rezultaty. Oprócz tego, intrygował go płaszcz Mortalisa… Tamtego dnia, mężczyzna chyba poszedł go szukać właśnie z tego powodu. Później chłopak przyznał się, że wziął go bez pytania i przeprosił, nie wspominając o tym, co zdarzyło się podczas jego ucieczki. Opiekun nie wydawał się być zdenerwowany, choć przyglądał się podopiecznemu z uwagą, jakby coś go zastanawiało, później jednak o nic nie dopytywał i nie drążył tematu. Absalom zdecydował się na dokładnie to samo, nie chcąc wzbudzać podejrzeń, choć był ciekaw, skąd Mortalis wziął coś tak niezwykłego. Niewątpliwie i bez tego odzienia był doskonałym wojownikiem, ale wraz z nim… Nic dziwnego, że uchodził za najlepszego w swoim fachu, skoro mógł się, niezauważony, dostać niemalże wszędzie.
Przez te kilka miesięcy, choć niewiele zmieniło się pod względem funkcjonowania mężczyzn, oni sami przeszli powolną przemianę. Mortalis przez większość czasu wciąż był ponury, rzadko się odzywał i coś niewątpliwie napawało go niepokojem, ale wydawało się, że pod wpływem obecności chłopaka nieco odżywał. Czasem się uśmiechał. Rzadziej spędzał dni samotnie, zamknięty w swojej pracowni, częściej zaś poświęcał czas podopiecznemu. Absalom również się zmienił. Zmieniła się jego mentalność, postrzeganie niektórych spraw, nie radykalnie i nie na tyle, by dało się od razu dostrzec różnicę, ale niewątpliwie nie był już tym samym zagubionym, naiwnym młodzieńcem, co wcześniej. A przynajmniej chciał tak sądzić. Zmieniło się też jego ciało. Trudno powiedzieć, czy miało to związek wyłącznie z treningami, czy wynikało z tego, że wciąż dojrzewał, ale stało się ono mniej chłopięce, a bardziej męskie. Mocniej umięśnione i silniejsze niż wcześniej. Nawet Edalis przyznał, że Absalom zmężniał, a ten nie posiadał się z radości, gdy to usłyszał. Zdecydowanie wolał siebie takiego. Czuł się pewniejszy. I… chyba bardziej atrakcyjny, choć wcześniej nie zdarzało mu się myśleć o sobie w takich kategoriach. Mortalis nigdy nie skomentował żadnych zmian, jakie zaszły w jego wyglądzie, choć niewątpliwie musiał je zauważyć. Być może nie zwracał na nie uwagi, albo zwyczajnie nie robiły mu one żadnej różnicy.
-Możesz zaczynać- obwieścił spokojnie chłopak.
Siedział na brzegu łóżka, jego opiekun zaś, tuż za jego plecami. Mężczyzna trzymał w prawej dłoni nieduże ostrze, drugą zaś przeczesywał niespiesznie długie włosy młodzieńca, które lada chwila miały zostać obcięte.
-Jesteś pewien…?- dopytał cicho ciemnowłosy.
Absalom nie musiał się nad tym zastanawiać. Skinął głową i obwieścił gotowość pogodnym pomrukiem, po czym przymknął powieki, czekając aż jego opiekun przejdzie do działania. Czuł, jak palce mężczyzny gładzą kosmyki jego włosów. Słyszał jego powolny oddech. To wszystko trwało długo. Zbyt długo. Przynajmniej kilkanaście minut, nim zaskoczony młodzieniec obejrzał się w stronę Mortalisa, zastanawiając się, dlaczego ten jeszcze nie uczynił co zamierzał.
-Na pewno chcesz je obciąć...?- zapytał po raz kolejny mężczyzna.
Absalom uśmiechnął się lekko.
-Na pewno- odparł z pełnym przekonaniem.
Mortalis znowu umilkł na dłuższą chwilę.
-… W niektórych kulturach włosy świadczą o sile wojownika- odezwał się w końcu.
-A w mojej po prostu pchają się do oczu- odpowiedział młodzieniec, po czym zachichotał.- I tak nie zamierzałem zapuszczać ich aż tak bardzo, już wcześniej były niepraktyczne, a teraz po prostu mi przeszkadzają. Nigdy nie mogę ich związać tak, żeby się trzymały. Dekoncentrują mnie podczas treningów.
Mortalis również miał długie włosy, ale on radził sobie z tymi kwestiami znacznie lepiej i najwyraźniej w żaden sposób mu one nie przeszkadzały. Dla Absaloma zaś stanowiły jedynie problem i realne ograniczenie. Nie był do nich szczególnie przywiązany, więc nie miał żadnego powodu, by się wahać lub później żałować swojej decyzji. Paradoksalnie, to jego opiekun wydawał się mieć z tym większy problem.
-… Lubisz moje włosy, prawda?- rzucił młodzieniec z nutką rozbawienia. Nigdy nie spodziewał się, że Mortalis mógłby odczuwać sentyment względem czegoś takiego.
-Po prostu sądzę, że do ciebie pasują- wyjaśnił krótko mężczyzna.- Choć z krótkimi z pewnością również będzie ci do twarzy. Więc jesteś pewien…?- zapytał po raz ostatni.
Absalom zaśmiał się lekko.
-Całkowicie.
Moment później było po wszystkim. Mortalis wręczył podopiecznemu długi, gruby pęk jego własnych włosów, nim zaczął wyrównywać to, co z nich pozostało. Absalom uśmiechnął się do siebie mimowolnie, oglądając jasnobrązowe pasma w dłoni. Ścisnął je mocniej palcami, nie potrafiąc okiełznać wyobraźni, w której znowu zagościły obrazy z jego najbardziej lubianych historii. W nich, takie momenty zawsze były ważne. Przełomowe. Młodzieniec chciał, by tak było i tym razem. Zamierzał traktować to niczym coś w rodzaju rytuału wejścia w dorosłość. Nie chciał być już postrzegany jak dziecko i stanowić obciążenia. Zamierzał być dla Mortalisa równym partnerem. Kimś godnym stania u jego boku i zdolnym, by samemu radzić sobie z własnymi problemami. Kimś wartościowym. Godnym zaufania i szacunku.
… Kimś, kto był w stanie odmienić Mortalisa.
I na zawsze odciąć go od strasznej przeszłości.

-Więc… Jak wyglądam…?- rzucił Absalom, stając w progu mniejszego z pomieszczeń.
Było już dość późno, zdążył się przebrać do snu, wiec miał na sobie jedynie luźne spodnie. Na jego policzkach zagościł lekki rumieniec, gdy dostrzegł, że wzrok siedzącego na podłodze Mortalisa przemknął wzdłuż jego nagiego torsu, zatrzymując się na nim na krótką chwilę, nim w końcu spoczął na twarzy młodzieńca.
-Dobrze- odpowiedział spokojnie jego opiekun.- Jak już mówiłem, do twarzy ci.
Chłopak uśmiechnął się lekko. Mógł obejrzeć swoje odbicie jedynie w tafli wody, ale i tak miał wrażenie, że w nowej fryzurze prezentował się korzystniej niż wcześniej. Mortalis miał precyzyjną rękę i obciął go bardzo równo.
-Kończysz już…?- zagadnął mężczyznę po chwili wahania.
-Za chwilę- odparł lakonicznie opiekun młodzieńca.
Absalom skinął głową, po czym wrócił z powrotem do izby, przymykając drzwi do pracowni mężczyzny. „Chwila” Mortalisa nie zawsze była „chwilą” dla jego podopiecznego, ale dziś chłopak nie zamierzał zasypiać bez ciemnowłosego u swojego boku. Właściwie mając go u boku również nie zamierzał zasypiać. Cóż, przynajmniej nie od razu… Zachichotał cicho i podszedł do łóżka, by poprawić pościel. Uwielbiał być z kochankiem blisko, choć czasami czuł się skrępowany, bo zwykle to on wszystko inicjował. Mortalisowi jednak również się to zdarzało, ostatnimi czasy coraz częściej, a to chyba można było uznać za dobry znak.
W pewnym momencie usłyszał za sobą ciche kroki. Pewnie w normalnych warunkach nie miałby szans zwrócić na nie uwagi – jego opiekun poruszał się niemalże bezszelestnie, ale odkąd ze sobą trenowali, Absalom musiał stać się bardziej wyczulony na tym punkcie. Mężczyzna przystanął tuż za plecami młodzieńca. Ten wyprostował się powoli. Chłodne, szorstkie palce Mortalisa przemknęły wzdłuż jego kręgosłupa, by w którejś chwili zboczyć z jego linii na bok i natrafić na stosunkowo głęboki, dobrze widoczny, ślad. Łatwo wyczuwalną skazę na skórze chłopaka, znajdującą się mniej więcej na wysokości jego bioder. Pamiątkę po jednym z ich wspólnych treningów.
-Przepraszam- rzucił cicho mężczyzna.- Zareagowałem zbyt wolno, ale zrobiłeś coś, czego się nie spodziewałem…
-To chyba dobrze?- podchwycił natychmiast młodzieniec.
-Byłoby dobrze, gdyby pozwoliło ci to uniknąć ataku, a nie dać się zranić.
Cóż. Trudno było odmówić opiekunowi racji, choć z drugiej strony Mortalisa tak trudno było czymkolwiek zaskoczyć, że sam fakt, iż w ogóle się to zdarzyło, należało uznać za powód do dumy.
… Nawet jeśli zaskoczyło się go kompletnym brakiem rozsądku.
-To nic- odparł pogodnie Absalom.- Lubię tę bliznę. W ogóle lubię blizny. Wszyscy dobrzy wojownicy je mają. Ty także…- dodał, a przez twarz mężczyzny przemknął wyraźny cień. Mortalis zapewne nie lubił, gdy się mu o tym przypominało. Choć zapomnieć również było trudno, biorąc pod uwagę to, jak wyglądał. Jednak chłopak nie mówił tego w żadnym złym kontekście, ale z podziwem. Pomijając tamtą noc, gdy opiekun go znalazł, nie było takiej chwili, by wygląd Mortalisa go przerażał, a już tym bardziej budził w nim odrazę.- To powód do dumy. Przypominają o stoczonych walkach.
… W tym konkretnym przypadku, o wyjątkowo głupim zachowaniu, które w starciu z kimkolwiek innym i wolniej reagującym, mogłoby się skończyć znacznie gorzej, ale Absalom był pewien, że nie tej wersji będzie się trzymał przy ewentualnym snuciu opowieści. Co prawda póki co nie miał ich komu snuć, więc zwyczajnie wyobrażał sobie, iż kiedyś nadejdzie taki dzień.
-Nie tylko- mruknął ponuro mężczyzna.- A ja nie jestem dobrym wojownikiem, tylko mordercą.
… Już nie – szepnął w myślach Absalom. Ani myślał pozwolić opiekunowi wrócić do dawnego zajęcia.
-Nie możesz być jednym i drugim?- zapytał na głos.- To znaczy… Musisz być dobrym wojownikiem, skoro tak sobie radzisz, poza tym ćwiczę z tobą, więc coś o tym wiem. Nie sądzę, bym kiedykolwiek był ci w stanie dorównać.
-Wszystkie te określenia nie mają większego znaczenia…- stwierdził cicho Mortalis.- Liczą się tylko dla ludzi, którzy się nimi posługują. Nie będą oni nazywać mordercy „dobrym wojownikiem”, bo zbyt dobrze się to kojarzy, a jednocześnie jest przerażająco prawdziwe. Wolą widzieć całokształt. Jestem więc mordercą.
-Nie dla mnie- odpowiedział stanowczo młodzieniec.
-Bo ty się nie boisz.
Absalom odwrócił się powoli w stronę opiekuna, stając z nim twarzą w twarz.
-A powinienem…?- zapytał niemalże prowokująco.
Ciemne oczy mężczyzny wpatrywały się w podopiecznego z taką intensywnością, że ten niemalże zadrżał. Odruchowo zwilżył wargi językiem czując, jak w jego lędźwiach narasta podniecenie i z trudem powstrzymując się przed tym, by wpić się w usta opiekuna. Nie musiał jednak opierać się własnemu pragnieniu. To Mortalis go pocałował. Powoli i stosunkowo subtelnie. Absalom uwielbiał, gdy ten całował go w ten sposób, choć sam był zbyt niecierpliwy, by utrzymać tempo. Jego usta napierały na wargi mężczyzny bardziej żarliwie i nieco chaotycznie. Młodzieniec miał spory problem w tym, żeby kontrolować się w jego obecności. Ramiona Mortalisa zacisnęły się wokół jego pasa. Sprowadziły go na łóżko, na którym już po chwili leżeli obaj, spleceni ze sobą ciasno, wciąż całując się namiętnie. Absalom pospiesznie zsunął z siebie spodnie. Skopał je gdzieś na bok, nie poświęcając im już najmniejszej uwagi. Za każdym razem obiecywał sobie, że gdy będą ze sobą po raz kolejny zachowa odrobinę więcej cierpliwości i będzie tak opanowany, jak jego opiekun, ale gdy przychodziło co do czego, nie potrafił się powstrzymać. Chciał czuć dotyk mężczyzny na swoim ciele, wszędzie, gdzie tylko było to możliwe, teraz, natychmiast. Wargi ciemnowłosego przeniosły się na szyję chłopaka. Palce błądziły po jego plecach, zsuwając się stopniowo niżej, na jego pośladki. Absalom jęknął mimowolnie, zagryzając wargę. Odruchowo otarł się sztywną męskością kilkukrotnie o udo opiekuna. Chciał go poczuć właśnie w tamtym miejscu. Mortalis przewrócił młodzieńca na plecy. Sam zawisł nad nim i przez chwilę patrzył wprost w jego oczy, nim ponownie wpił się w jego wargi. Chłopak zsunął z opiekuna dolną część garderoby na tyle, by wyswobodzić jego członka, którego następnie zaczął stymulować dłonią. Cichy jęk wyrwał się z ust mężczyzny, a jego palce przemknęły najpierw po zewnętrznej, a następnie wewnętrznej części uda chłopaka, by wreszcie zacisnąć się na jego męskości. Ich wzajemnym pieszczotom akompaniowały bezwstydne westchnienia i jęki, aż do momentu, gdy szczytowali obaj, jeden po drugim.
Po wszystkim wciąż leżeli w tym samym miejscu, wtuleni w siebie ciasno. Pomieszczenie było ciepłe i jasne, oświetlone płomieniami porozstawianych w nim świec. Budziło w Absalomie poczucie bezpieczeństwa, podobnie jak ściskające go mocno silne ramiona. Zawsze kochali się ze sobą w ten sposób. Młodzieńcowi to odpowiadało, choć niekiedy przychodziły mu do głowy różne inne… pomysły. Czasem wyobrażał sobie, że posuwa się do znacznie śmielszych rzeczy, że całuje Mortalisa w miejsca, w jakie dotąd całować się go nie odważył., że pieści ustami jego męskość. Albo że Mortalis robi to jemu. Już sama myśl sprawiała, że robiło mu się gorąco i dostawał dreszczy. Nigdy nie odważył się jednak niczego podobnego zaproponować, a tym bardziej doprowadzić do skutku. Wydawało mu się to zbyt… nieodpowiednie. Opiekun wciąż bardzo go onieśmielał, a on nie miał w tych sprawach żadnego doświadczenia, nie wiedział więc, czy w ogóle wypadało robić podobne rzeczy.
-Wiesz…- zaczął po długiej chwili ciszy, chcąc podzielić się z mężczyzną pewnym wnioskiem, który przyszedł mu do głowy już jakiś czas temu. - To… No… Seks…- odkaszlnął cicho, rumieniąc się wyraźnie. Mortalis przeniósł na niego uważne spojrzenie.- Chodzi mi o to, że on jest… To znaczy… Między mężczyznami… Wydaje mi się, że jest jakby… czystszy. I… I bardziej estetyczny. Od tego z kobietami. Tak sądzę- dokończył, odkaszlnąwszy raz jeszcze.
Dziwne. Uprawianie seksu z opiekunem zdecydowanie nie krępowało go tak bardzo, jak rozmawianie z nim o tym.
-Skąd ten pomysł…?- zapytał Mortalis, sprawiając wrażenie nieco zdziwionego tą konkluzją.
-No bo… Kobiety… Widziałem nagą kobietę- wyjaśnił, coraz mocniej zawstydzony, czerwieniąc się jeszcze bardziej.- I Edalis trochę mi opowiadał, więc… Wiem… Znaczy trochę… No i wiem, że one… Że one mają… No… Coś w rodzaju… Otworu… I… Eee… Tam wkłada się… Sam wiesz… A u nas… My… To znaczy… My kochamy się inaczej. Więc… Tak, właściwie to miałem na myśli- podsumował w końcu nieco chaotycznie, woląc już nie drążyć tematu i właściwie żałując, że w ogóle go zaczął.
-Mężczyźni również mogą uprawiać seks w podobny sposób- odparł krótko ciemnowłosy.
Młodzieniec spojrzał na niego ze zdumieniem.
-Niby jak…?- zapytał, marszcząc brwi. Mortalis nie spieszył się z odpowiedzią, trudno było orzec, czy w ogóle odpowiadać zamierzał, więc Absalom mimowolnie sam zaczął zastanawiać się nad jego słowami, analizując je dokładnie.- Przecież to niemożliwe…- stwierdził w końcu bez zrozumienia.- Przecież mężczyzna z mężczyzną… Przecież nie mieliby gdzie włożyć…- urwał, uświadamiając coś sobie nagle. O Stwórco… Ze świstem wypuścił powietrze z płuc, zerkając na opiekuna niemalże z przerażeniem.- Chodzi o…?
-Tak- potwierdził spokojnie mężczyzna, najwyraźniej doskonale wiedząc, do jakiej konkluzji doszedł jego podopieczny.
Absalom zamrugał z niedowierzaniem i z wrażenia aż podniósł się do pozycji siedzącej. Niewiarygodne. Więcej, wręcz szokujące! Że też coś takiego zupełnie mu umknęło… Potarł policzek, wciąż wyraźnie zakłopotany i zagryzł wargę, po czym zerknął nieśmiało na opiekuna.
-Czy to boli?- zapytał.
-Nie wiem- odpowiedział Mortalis.
Chłopak skinął głową ze zrozumieniem.
-… A czy jest przyjemne?- dopytał moment później, zaintrygowany.
-Absa. Skąd miałbym wiedzieć?
… No tak. Młodzieniec zastanowił się nad tym wszystkim raz jeszcze. To wydawało mu się… zupełnie nieprawdopodobne! Nie potrafił sobie nawet zwizualizować podobnego aktu, ale z drugiej strony… Skoro ludzie decydowali się na takie rzeczy, to raczej nie bez powodu, prawda…?
-… Chciałbyś spróbować…?- zdecydował się w końcu zapytać, na wpół zlękniony, na wpół zaciekawiony całą sprawą.
-Bez znaczenia- uciął Mortalis.
-To znaczy…?
-… Jeśli zechcesz- odpowiedział w końcu mężczyzna.- Ale nie dziś.
Absalom skinął głową. Właściwie ta odpowiedź sprawiła, że trochę mu ulżyło. Był zainteresowany, owszem, ale z drugiej strony nie zamierzał się z tym spieszyć. Wolał najpierw wszystko sobie przemyśleć i ustalić, jak to w ogóle było możliwe.

Absalom wracał z porannego treningu. Szedł powoli, z mieczem przypiętym do pasa, powłócząc nogami ze zmęczenia, raz po raz wzdychając cicho z nutką znużenia i frustracji. Naprawdę chciałby dysponować umiejętnościami, które chociażby w małej części przypominałyby te, jakimi mógł pochwalić się jego opiekun. Były takie dni, kiedy zauważał poprawę, kiedy był z siebie dumny i czuł, że jest już blisko osiągnięcia lepszych efektów, ale innymi razy zawodził na całej linii. A czasem, dodatkowo, jakby tego było mało, robił z siebie kompletnego głupka…
Gdy wyszedł spomiędzy drzew i dostrzegł, że jego opiekun siedzi przed chatką, aż jęknął głucho w duchu. Wyprostował się i przyspieszył kroku, starając się zachowywać w miarę naturalnie. Teraz już wiedział, do czego mogłyby mu się przydać długie włosy… Gdy zbliżył się do Mortalisa, machnął mu prawą dłonią na powitanie, lewą zaś, zupełnie nieudolnie, usiłował zasłonić tę samą część twarzy. Szedł tak szybko, że właściwie można by to już określić truchtem.
-Absa- głos mężczyzny zatrzymał chłopaka, gdy ten znajdował się już w progu domu.
Młodzieniec zacisnął na moment powieki.
-Tak…?- rzucił w końcu, mając jeszcze nadzieję, że Mortalis nie zauważył.
-Odwróć się.
A jednak… Absalom wziął głęboki, pełen rezygnacji oddech i powoli cofnął się o kilka kroków, stając przed opiekunem. Opuścił rękę, odsłaniając zdobiące niemalże cały jego policzek pokaźne, sino-czerwone limo. Mortalis zmarszczył brwi i podniósł się na nogi.
-Co się stało…?- zapytał, przyglądając się podopiecznemu z uwagą.
-Ja… Trenowałem…- odparł z wyraźnym wahaniem chłopak, starając się szybko wymyślić jakąś w miarę przekonującą i mniej ośmieszającą historyjkę, ale jak na złość, jego bujna wyobraźnia okazywała się zupełnie nieprzydatna akurat wtedy, gdy jej potrzebował. Nie miał żadnego pomysłu.
-Sam- zauważył jego opiekun.
-Taaak…- Młodzieniec odkaszlnął cicho, odwracając wzrok.- Ale gdy szedłem na polanę… Ja… Hm… Uderzyłem drzewo.
-Uderzyłeś…?- mruknął mężczyzna bez zrozumienia.
-Tak. To znaczy nie. To znaczy nie drzewo, tylko… Jedną gałąź. Która znajdowała się przede mną- wyjaśnił pospiesznie Absalom.- Mogłem pod nią przejść, ale… Ale jakimś cudem uznałem, że odepchnięcie jej z drogi będzie znacznie lepszym pomysłem…- dokończył ponuro, teraz mając pełną i cokolwiek bolesną świadomość, że było inaczej.- No i… Ono tak jakby mi oddało.
-… Drzewo?
-Tak. To znaczy nie całe drzewo…- sprostował raz jeszcze młodzieniec czując, że rumieni się z zażenowania.- Tylko ta konkretna gałąź. Nie zdążyłem się uchylić i… Tak. Tak właśnie. Przez moment myślałem, że straciłem oko, ale nic się nie stało, więc… Hm… Tak- dokończył kulawo.- Mogę już iść…?
Mortalis skinął głową.
-Następnym razem uważaj… Drzewa są niebezpieczne- stwierdził z absolutną powagą.
Absalom westchnął raz jeszcze i wszedł do chatki. Dopiero wtedy usłyszał dobiegające z zewnątrz, ciche parsknięcie. Coś jakby… śmiech? Nasłuchiwał jeszcze przez chwilę, ale nic podobnego już do niego nie dotarło. Przesłyszał się…? Być może. Ale jeśli nie…
Uśmiechnął się do siebie mimowolnie, od razu czując się trochę lepiej.
Jeśli nie, to właśnie z drobną pomocą pewnego drzewa, dokonał czegoś niemalże niemożliwego…

18 komentarzy:

  1. Anonimowy10:58 PM

    Trochę nie rozumiem. Kolejny 19 rozdział YFM? Przy czym wcześniejszy nawet nie został dodany w kolumnie po boku, więc jeśli czyta się to po kolei, traci to sens... Nie bardzo wiem jak to czytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drobna pomyłka wynikająca z tego, że poprzedniego nie dodałam do linków właśnie. Niewiele tu jest do rozumienia.

      Usuń
    2. Anonimowy11:15 PM

      W takim razie w porządku.

      Usuń
    3. Tak czy inaczej dziękuję za czujność :).

      Usuń
  2. Anonimowy1:34 PM

    Jejku... nowa notka! :) Tak się cieszę!
    Absalom jest taki uroczy... cały rozdział piękny, ale chyba najbardziej spodobała mi się ostatnia scena. Podoba mi się, że pokazujesz ich przemiany w taki sposób. Że nie jest to gwałtowne. Sama trochę piszę i wiem, jak ciężko czasami utrzymać charaktery bohaterów nienaruszone. Podczas pisania często się one zmieniają. Ale u Ciebie bohaterowie są cały czas tacy, jacy mieli być i dlatego naprawdę Cię podziwiam! =)
    Scena wtajemniczania Absaloma w tajniki seksu też bardzo przypadła mi do gustu. Uśmiechałam się cały czas, momentami zdarzało mi się też chichotać. Naprawdę super! Mam nadzieję, że niedługo postanowią przejść do praktyki... ;)
    Dziękuję za ten rozdział - piękny prezent na święta!

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy2:05 PM

    Wspaniały rozdział, taki spokojny i leniwy. Absa ewidentnie dorasta, zależy mu, by być traktowanym po partnersku przez Mortalisa. Co nie zmienia faktu, że jest czasami rozbrajająco naiwny i nieświadomy :D A to drzewo! Drzewo było bezbłędne! A właściwie rozmowa o drzewie ;)
    Pozostaje nam czekać na prawdziwy pierwszy raz Absy ;)
    Choć mam wrażenie, że niedługo stanie się coś.. złego. Prawie rok spokoju mieli, chyba powoli wyczerpują limit sielanki, nie?
    Alys

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak dobrze, że mają końcu trochę spokoju. Choć i tak pewnie trudno było wrócić do normalności po tym wszystkim co się wydarzyło. Ale oni sobie z tym jakoś poradzili.
    Z Absy już nie jest chłopiec tylko mężczyzna, łatwiej mu będzie zrozumieć więcej rzeczy i już nie będzie taki bezradny. Choć ta rozmowa o seksie potwierdziła, że pozostało jeszcze w nim odrobina dziecinności. Ciekawa jestem czy prędko posunął się krok dalej z kochankiem. Genialnie, że opko skupia się tylko na nich, a nie na czymś dookoła. Oby te problemy nie przyszły tak szybko, bo uwielbiam takie spokojne rozdziały z nimi. xD
    Pozdrawiam i życzę dużo weny. ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahahah xD Uwielbiam to opowiadanie! Jest takie... lekkie? Przyjemne z pewnością. Atakujące drzewo, świetne xD Uooo i śmiech (nie do końca) Mortalisaaaa <333 Czytam sobie to od początku znowu i jestem na 7 rozdziale. Zauważyłam, że tu mamy kolejną postać z długimi, czarnymi włosami. Mmm, jestem w niebie. Mortalis jest idealny <3 Trochę z początku się zasmuciłam, bo nie lubię takich skoków z czasem - aż 9 miesięcy - ale wiadomym jest, że jest to potrzebne ; ) Rozdział wydaje się krótki, ale naprawdę jest długi... No, przynajmniej w porównaniu do moich XD W ogóle bardzo poprawiłaś się w pisaniu i stylem, choć wcześniej również nie miałam Ci nic do zarzucenia, i poprawnością. Podziwiam i wielbię :3 A takie małe pytanko - ile czasu pisałaś Every Me? Oraz drugie - dlaczego nie dodałaś bloga z EM do linków tutaj?
    Pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejne części :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do pisania "Every Me" - nie pamiętam, pewnie z dwa, trzy lata :). Nie dodałam, bo nie wrzuciłam wszystkich rozdziałów opowiadania na bloga i szczerze mówiąc nie mam tego w planach, więc najzwyczajniej w świecie nie ma sensu tego robić.

      Usuń
    2. Panda.4:20 PM

      Właśnie, właśnie, co do "Every Me" - naprawdę nie ma szans, żeby wstawić wszystkie rozdziały na bloga...? Ew. mogłabym prosić, o wysłanie ich na pocztę czy coś? Kiedyś zaczęłam, potem przerwałam, chciałam skończyć, a tu na Onecie nie ma bloga, a na blogspocie nie ma wszystkich rozdziałów, a było ich naprawdę mnóstwo... Tęskno mi.

      Usuń
    3. Anonimowy2:28 PM

      Właśnie byłoby bardzo miło, nie tylko mi, lecz też innym osobą, gdybyś dodała wszystkie rozdziały Every Me na bloga, lub powiedziala gdzie do ciebie pisać, byś mogła nam je wysłać. Było to jedno z pierwszych opowiadań yaoi jakie przeczytałam. Bardzo je lubiłam. Czytałam dwa razy. Niedawno chciałam trzeci raz, a tu nie ma bloga, a na blogspocie tak mało rozdziałow ;< Nie tylko ja mam z tym problem. Znam kilka osób, które poznałam na forum i one również chciałyby byś dodała reszte rozdziałów. Twoja twórczość jest dość znana. :)

      Usuń
    4. Powiedziałam to, a raczej napisałam już parę razy, po prawej stronie znajduje się ramka w której umieściłam zarówno swojego maila jak i gadu-gadu, więc jeśli ktokolwiek chce się ze mną skontaktować w jakiejkolwiek sprawie naprawdę nie ma najmniejszego problemu. Wystarczyło zajrzeć chociażby do komentarzy pod ostatnim rozdziałem na blogspotowym EM, a sprawa byłaby jasna :)

      Usuń
    5. Anonimowy11:01 PM

      Dziękuję :)) Najprawdopodobniej napiszę na maila

      Usuń
  6. Anonimowy12:48 PM

    Taki talent powinien być karalny. Czytam i nie mogę się odkleić od monitora. Oba twoje blogi są genialne, ale chciała bym cie zaprosić także do swojego http://melancholy-stories-zawszemodne.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy3:35 PM

    Rozdział cudowny, jak zwykle :) Trochę mi tęskno za Gabrielem i Anything for you, ale pisz to, na co akurat masz wenę. I tak będzie to dzieło sztuki xD Z racji, że jest drugi dzień świąt, jeszcze nie jest aż tak za późno, żeby życzyć ci Wesołych Świąt. I wszystkiego najlepszego w Nowym Roku oczywiście (oby był bogaty w wenę).
    Pozdrawiam,
    Cloode ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy2:36 PM

    Witam, witam,
    dopiero teraz przed świętami natrafiłam na Twój blog, cóż miałam zacząć czytać od tych zakończonych opowiadań, ale tak jakoś właśnie tchnęło mnie do przeczytania „you found me”, opowiadanie jest rewelacyjne, to spotkanie Motalisa i Absaloma, a w zasadzie uratowanie Absaloma, a potem wspólne mieszkanie, bo Absalom nie myśli być gdzieś indziej niż Mortalis. Sama postać Martalisa jest wspaniale przedstawiona, bardzo mnie ciekawi ten jego płaszcz... za niedługo zabieram się z pozostałe teksty... a jak skończę to coś Tobie skrobnę....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy10:45 PM

    Chyba czas w końcu porozmawiać, gdzie mam szansę złapać z Tobą kontakt?

    Katze

    OdpowiedzUsuń
  10. Niesamowite opowiadanie :) W cudowny sposób przedstawiłaś dorastanie Absy, jego rozterki i przemyślenia. To jak powoli przekonywał się co do zmiany swoich uczuć do Mortalisa, choć jeszcze trochę z tego dziecięcego uwielbienia chyba jeszcze w nim siedzi :) Ale Absa dojrzewa i to w zdecydowany sposób :) Ta jego naiwność jest urocza i taka prawdziwa. Całe to opowiadanie mimo wielu humorystycznych akcji (drzewo rozłożyło mnie na łopatki ) jest wg mnie trochę smutne ze względu na "zawód" Mortalisa -jakoś nie potrafię sobie wyobrazić szczęśliwego zakończenia tej historii. Więc może i lepiej że jest nie zakończone bo mogę sama sobie wymyślić ich przyszłość - a u mnie w głowie zawsze są szczęśliwe zakończenia :) Pięknie piszesz - pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń